Teraźniejszość
Koła
mojego samochodu wzburzają żwir, gdy wyjeżdżam z parkingu. Jak ona mogła?
Przeczesuję ręką włosy. Dlaczego żadna z nich mi nie powiedziała? To są tak
bezwzględne, złośliwe kobiety; można by pomyśleć, że z biegiem przylecą z
takimi informacjami. Pędząc drogą 95 do Leah, myślę jedynie o małej dziewczynce,
która wciąż nosi moje nazwisko. Tej, której według niej nie jestem ojcem. Czy
to było kłamstwo? Jeżeli Leah skłamała na temat pochodzenia Estelli, to sam ją
zabiję.
Estella
z jej ślicznymi rudymi loczkami i niebieskimi oczkami – ale miała mój nos.
Byłem tego taki pewien, dopóki Leah nie powiedziała mi, że jest kogoś innego.
Wtedy jej nos się zmienił. Myślałem, że wyobrażam sobie rzeczy, bo tak bardzo
chciałem, żeby była moja.
Czuję
suchość w ustach, wjeżdżając na jej podjazd. Milion lat temu to był mój podjazd. Moja żona była w tym domu. Rozbiłem to wszystko przez moją miłość
do ducha – poślubionego ducha.
Boże. Myślę teraz o Olivii i ogarnia
mnie spokój. Może nie być moja, ale ja jestem jej. Nie ma już sensu z tym
walczyć. Wciąż padam na twarz i przekręcam się w jej stronę. Jeśli nie mogę
mieć Olivii Kaspen, to zostanę sam. Ona jest chorobą, którą mam. Po dziesięciu
latach w końcu zdaję sobie sprawę, że nie mogę jej wyleczyć innymi kobietami.
Otwieram
drzwi samochodu i wysiadam. SUV Leah zaparkowany jest na jej zwykłym miejscu.
Mijam go i wchodzę po schodkach do drzwi wejściowych. Są otwarte. Wchodząc do
hallu, zamykam za sobą drzwi. Rozglądając się wkoło dostrzegam, że salon to
bałagan zabawek – laleczki Cabbage Patch leżą obok góry nagich lalek Barbie.
Przechodzę na rowerkiem trójkołowym, kierując się do kuchni. Słyszę swoje imię.
- Caleb?
Leah
stoi w progu kuchni z ręcznikiem w ręce. Mrugam parę razy. Nigdy nie widziałem,
by Leah trzymała cokolwiek innego prócz drinków martini. Wyciera ręce ręcznikiem
i rzuca go na blat, podchodząc do mnie.
- Nic ci
nie jest? Co tutaj robisz?
Klatka
piersiowa ciąży mi od tego wszystkiego, co chcę powiedzieć. Zagryzam zęby tak
mocno, iż jestem zaskoczony, że nie kruszą się pod naciskiem. Leah dostrzega,
co robię i unosi brwi.
- Och –
mówi. Pokazuje mi, bym wszedł do kuchni. Idę za nią i obserwuję, jak wyciąga z
szafki butelkę tequili. Nalewa do dwóch kieliszków i bierze jeden z nich.
- Lepiej
kłócimy się z tequilą – mówi, podając mi jeden.
Nie chcę
pić alkoholu. Dodanie go do ognia, który już we mnie panuje może oznaczać
jedynie niebezpieczeństwo. Spoglądam na czysty alkohol i unoszę go do ust.
Jeśli Leah chce ognia, to go dostanie.
- Gdzie
Estella?
- Śpi.
Odkładam
kieliszek na blat.
Dobrze.
Podchodzę
do mojej byłej żony. Cofa się, jej nozdrza rozszerzają się.
-
Powiedz mi, co zrobiłaś.
-
Zrobiłam wiele rzeczy – wzrusza ramionami, starając się zachować spokój –
musisz być bardziej specyficzny.
-
Olivia.
Jej imię
dźwięczy między nami, otwierając stare rany i rozpryskując krew po pokoju. Leah
jest wściekła.
- Nie
wymawiaj tego imienia w moim domu.
- To mój
dom – odpowiadam spokojnie. Twarz Leah jest blada. Przesuwa językiem po zębach,
mrugając powoli.
- Znałaś
Turnera?
- Tak.
- I
zmusiłaś go do umówienia się z Olivią… żeby trzymać ją ode mnie z daleka?
- Tak.
Kiwam
głową. Boli mnie serce. Opieram się o blat, żeby opanować wzrastający gniew,
zanim ten wybuchnie. Odpycham go, przełykam pogardę i patrzę jej w oczy. Olivia
i ja nigdy nie mieliśmy szansy. Przez cały, czas kiedy niszczyliśmy się
nawzajem, ktoś jeszcze miał w tym udział.
- Leah –
mówię, zamykając oczy. – Szpital… po tym jak wzięłaś te tabletki… - załamuje mi
się głos. Przesuwam ręką po twarzy. Jestem taki zmęczony. – Byłaś w ciąży?
Unosi
brodę i ja już znam odpowiedź.
O Boże. Skłamała. Jeśli
skłamała co do dziecka, to w czym jeszcze skłamała? Pamiętam krew. Krew na
naszej kołdrze w sypialni. Powiedziała, że traci dziecko i uwierzyłem jej.
Pewnie to był tylko jej okres. Jak długo po tym została napoczęta Estella?
Przemierzam
podłogę kuchenną, trzymając ręce na karku. Znowu wymawiam jej imię; tym razem
to błaganie.
- Czy
ona jest moja, Leah? O kurwa. – Opuszczam ręce. – Czy ona jest moja?
Przyglądam
się jej twarzy, kiedy nie spieszy się z odpowiedzią. Wygląda jakby była w
konflikcie z samą sobą czy powiedzieć mi prawdę. W końcu wzrusza ramionami.
- Ta.
Cały
świat cichnie. Moje serce roztrzaskuje się. Unosi. Roztrzaskuje.
Żal
rozrywa mnie na pół. Dwa lata, nie widziałem jej od dwóch lat. Moja córka. Moja córka.
Pusty
kieliszek po tequili stoi tuż przy mojej prawej ręce. Pozwalam nadejść
gniewowi, zrzucając kieliszek na podłogę. Roztrzaskuje się, a Leah się krzywi.
Chcę nią potrząsnąć, chcę rzucić nią tak jak tym kieliszkiem i patrzeć jak
roztrzaskuje się za te wszystkie rzeczy, które zrobiła. Ruszam do schodów.
- Caleb.
– Idzie za mną, chwytając mnie za ramię. Wyrywam jej się, przeskakując po dwa
schodki naraz.
Woła
moje imię, ale ledwo ją słyszę. Docieram na szczyt schodów i skręcam w lewo w
korytarzu. Ona jest za mną, błaga mnie, żebym się zatrzymał.
- Caleb,
ona śpi. Przerazisz ją. Nie…
Otwieram
drzwi i oświetla mnie łagodne różowe światło. Jej białe łóżko z baldachimem
stoi w rogu. Podchodzę powoli, moje kroki są stłumione przez dywan. Widzę jej
włosy rozłożone na poduszce, zadziwiająco rude i zakręcone. Robię kolejny krok
i dostrzegam jej twarz – wydęte usta, pulchne policzki i mój nos. Kucam obok
łóżka, żeby móc ją widzieć i rozpłakuję się po raz drugi w moim życiu. Płaczę
cicho, ciało trzęsie się od szlochów.
Błagania
Leah nadeszły końcowi. Nie wiem czy stoi za mną, czy nie – nie obchodzi mnie
to. Stella uchyla powieki. Jak na bycie obudzoną przez nieznajomego w środku
nocy jest zadziwiająco uważna i spokojna. Leży nieruchomo, jej niebieskie oczy
przyglądają się mojej twarzy wzrokiem o wiele starszego dziecka.
-
Dlacego płaces?
Dźwięk
jej głosu, ochrypłego jak jej matki, zaskakuje mnie. Płaczę jeszcze mocniej.
-
Tatusiu, dlacego płaces?
Czuję
się, jakby ktoś właśnie wylał mi na głowę wiadro lodu. Odchylam się; nagle
otrzeźwiały. Obrzucam spojrzeniem jej potargane loki, pełne, pulchne policzki i
rozpływam się z powodu własnej córki.
- Skąd
wiesz, że jestem twoim tatusiem? – pytam łagodnie.
Marszczy
na mnie czółko, wydymając małe usteczka i wskazuje palcem na stolik nocny.
Znajduję tam zdjęcie ze mną trzymającym ją jako niemowlę.
Leah
opowiadała jej o mnie? Nie rozumiem. Nie wiem czy być wdzięcznym, czy
wściekłym. Jeśli chciała sprawić, bym myślał, że ta dziewczynka nie jest moja,
to czemu kłopotała się ze sprawianiem, żeby Estella myślała inaczej?
- Stella
– mówię ostrożnie – mogę cię przytulić? – Chcę przyciągnąć ją do siebie i
zapłakać w jej piękne rude włosy, ale nie chcę przestraszyć mojej córki.
Uśmiecha
się szeroko. Gdy odpowiada, unosi ramiona i przekrzywia główkę na bok.
- Jasne.
– Pochyla się do przodu z wyciągniętymi ramionami.
Przytulam
ją do piersi, całując czubek jej głowy. Ledwo mogę oddychać. Chcę ją podnieść,
wsadzić do mojego samochodu i zabrać ją od kobiety, która trzymała ją ode mnie
z daleka. Nie mogę być jak Leah. Muszę zrobić to, co najlepsze dla Stelli. Chcę
przytulać ją przez całą noc. Wiele wysiłku wymaga ode mnie przerwanie tego
uścisku.
- Stella
– mówię, odsuwając się. – Musisz wracać teraz do snu, ale zgadnij co?
Robi
uroczą, dziecięcą minkę. – Co?
- Jutro
po ciebie przyjadę, żebyśmy spędzili razem czas.
Klaszcze
w dłonie i znowu kusi mnie, żeby podnieść ją i zabrać stąd. Powściągam swój
entuzjazm. – Pójdziemy na lody, kupimy zabawki, nakarmimy kaczki i zbudujemy
zamki na plaży.
Zakrywa
rączką usta. – To wsysko w jeden dzień?
Potakuję.
Pomagam
jej umościć się z powrotem pod kołdrą i całuję jej policzki, i czoło. Na
dodatek całuję ją jeszcze w brodę. Chichocze, więc odsuwam kołdrę i całuję ją w
palce u stóp. Piszczy głośno i muszę przycisnąć palce do kącików oczu, żeby
powstrzymać łzy.
-
Dobranoc, ślicznotko.
Cicho
zamykam jej drzwi. Nie robię pięciu kroków, kiedy zauważam Leah siedzącą przy
ścianie. Nie patrzy na mnie.
- Jutro
będę tutaj po nią z samego rana – mówię, idąc do schodów. Chcę wyjść z tego
domu zanim ją uduszę.
- Ona ma
szkołę – kłóci się Leah, wstając. Zawracam i podchodzę do niej blisko. Oddycham
ciężko, moja klatka piersiowa szybko unosi się i opada. Zaciska szczękę. W tej
chwili tak mocno jej nienawidzę; nie wiem, co ja kiedykolwiek w niej widziałem.
Moje słowa są szorstkie i pełne bólu.
- Ona ma
ojca.
I wtedy
słyszę syreny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz