30.8.14

Thief - rozdział 26

Teraźniejszość

Koła mojego samochodu wzburzają żwir, gdy wyjeżdżam z parkingu. Jak ona mogła? Przeczesuję ręką włosy. Dlaczego żadna z nich mi nie powiedziała? To są tak bezwzględne, złośliwe kobiety; można by pomyśleć, że z biegiem przylecą z takimi informacjami. Pędząc drogą 95 do Leah, myślę jedynie o małej dziewczynce, która wciąż nosi moje nazwisko. Tej, której według niej nie jestem ojcem. Czy to było kłamstwo? Jeżeli Leah skłamała na temat pochodzenia Estelli, to sam ją zabiję.
Estella z jej ślicznymi rudymi loczkami i niebieskimi oczkami – ale miała mój nos. Byłem tego taki pewien, dopóki Leah nie powiedziała mi, że jest kogoś innego. Wtedy jej nos się zmienił. Myślałem, że wyobrażam sobie rzeczy, bo tak bardzo chciałem, żeby była moja.
Czuję suchość w ustach, wjeżdżając na jej podjazd. Milion lat temu to był mój podjazd. Moja żona była w tym domu. Rozbiłem to wszystko przez moją miłość do ducha – poślubionego ducha.
Boże. Myślę teraz o Olivii i ogarnia mnie spokój. Może nie być moja, ale ja jestem jej. Nie ma już sensu z tym walczyć. Wciąż padam na twarz i przekręcam się w jej stronę. Jeśli nie mogę mieć Olivii Kaspen, to zostanę sam. Ona jest chorobą, którą mam. Po dziesięciu latach w końcu zdaję sobie sprawę, że nie mogę jej wyleczyć innymi kobietami.
Otwieram drzwi samochodu i wysiadam. SUV Leah zaparkowany jest na jej zwykłym miejscu. Mijam go i wchodzę po schodkach do drzwi wejściowych. Są otwarte. Wchodząc do hallu, zamykam za sobą drzwi. Rozglądając się wkoło dostrzegam, że salon to bałagan zabawek – laleczki Cabbage Patch leżą obok góry nagich lalek Barbie. Przechodzę na rowerkiem trójkołowym, kierując się do kuchni. Słyszę swoje imię.
- Caleb?
Leah stoi w progu kuchni z ręcznikiem w ręce. Mrugam parę razy. Nigdy nie widziałem, by Leah trzymała cokolwiek innego prócz drinków martini. Wyciera ręce ręcznikiem i rzuca go na blat, podchodząc do mnie.
- Nic ci nie jest? Co tutaj robisz?
Klatka piersiowa ciąży mi od tego wszystkiego, co chcę powiedzieć. Zagryzam zęby tak mocno, iż jestem zaskoczony, że nie kruszą się pod naciskiem. Leah dostrzega, co robię i unosi brwi.
- Och – mówi. Pokazuje mi, bym wszedł do kuchni. Idę za nią i obserwuję, jak wyciąga z szafki butelkę tequili. Nalewa do dwóch kieliszków i bierze jeden z nich.
- Lepiej kłócimy się z tequilą – mówi, podając mi jeden.
Nie chcę pić alkoholu. Dodanie go do ognia, który już we mnie panuje może oznaczać jedynie niebezpieczeństwo. Spoglądam na czysty alkohol i unoszę go do ust. Jeśli Leah chce ognia, to go dostanie.
- Gdzie Estella?
- Śpi.
Odkładam kieliszek na blat.
Dobrze.
Podchodzę do mojej byłej żony. Cofa się, jej nozdrza rozszerzają się.
- Powiedz mi, co zrobiłaś.
- Zrobiłam wiele rzeczy – wzrusza ramionami, starając się zachować spokój – musisz być bardziej specyficzny.
- Olivia.
Jej imię dźwięczy między nami, otwierając stare rany i rozpryskując krew po pokoju. Leah jest wściekła.
- Nie wymawiaj tego imienia w moim domu.
- To mój dom – odpowiadam spokojnie. Twarz Leah jest blada. Przesuwa językiem po zębach, mrugając powoli.
- Znałaś Turnera?
- Tak.
- I zmusiłaś go do umówienia się z Olivią… żeby trzymać ją ode mnie z daleka?
- Tak.
Kiwam głową. Boli mnie serce. Opieram się o blat, żeby opanować wzrastający gniew, zanim ten wybuchnie. Odpycham go, przełykam pogardę i patrzę jej w oczy. Olivia i ja nigdy nie mieliśmy szansy. Przez cały, czas kiedy niszczyliśmy się nawzajem, ktoś jeszcze miał w tym udział.
- Leah – mówię, zamykając oczy. – Szpital… po tym jak wzięłaś te tabletki… - załamuje mi się głos. Przesuwam ręką po twarzy. Jestem taki zmęczony. – Byłaś w ciąży?
Unosi brodę i ja już znam odpowiedź.
O Boże. Skłamała. Jeśli skłamała co do dziecka, to w czym jeszcze skłamała? Pamiętam krew. Krew na naszej kołdrze w sypialni. Powiedziała, że traci dziecko i uwierzyłem jej. Pewnie to był tylko jej okres. Jak długo po tym została napoczęta Estella?
Przemierzam podłogę kuchenną, trzymając ręce na karku. Znowu wymawiam jej imię; tym razem to błaganie.
- Czy ona jest moja, Leah? O kurwa. – Opuszczam ręce. – Czy ona jest moja?
Przyglądam się jej twarzy, kiedy nie spieszy się z odpowiedzią. Wygląda jakby była w konflikcie z samą sobą czy powiedzieć mi prawdę. W końcu wzrusza ramionami.
- Ta.
Cały świat cichnie. Moje serce roztrzaskuje się. Unosi. Roztrzaskuje.
Żal rozrywa mnie na pół. Dwa lata, nie widziałem jej od dwóch lat. Moja córka. Moja córka.
Pusty kieliszek po tequili stoi tuż przy mojej prawej ręce. Pozwalam nadejść gniewowi, zrzucając kieliszek na podłogę. Roztrzaskuje się, a Leah się krzywi. Chcę nią potrząsnąć, chcę rzucić nią tak jak tym kieliszkiem i patrzeć jak roztrzaskuje się za te wszystkie rzeczy, które zrobiła. Ruszam do schodów.
- Caleb. – Idzie za mną, chwytając mnie za ramię. Wyrywam jej się, przeskakując po dwa schodki naraz.
Woła moje imię, ale ledwo ją słyszę. Docieram na szczyt schodów i skręcam w lewo w korytarzu. Ona jest za mną, błaga mnie, żebym się zatrzymał.
- Caleb, ona śpi. Przerazisz ją. Nie…
Otwieram drzwi i oświetla mnie łagodne różowe światło. Jej białe łóżko z baldachimem stoi w rogu. Podchodzę powoli, moje kroki są stłumione przez dywan. Widzę jej włosy rozłożone na poduszce, zadziwiająco rude i zakręcone. Robię kolejny krok i dostrzegam jej twarz – wydęte usta, pulchne policzki i mój nos. Kucam obok łóżka, żeby móc ją widzieć i rozpłakuję się po raz drugi w moim życiu. Płaczę cicho, ciało trzęsie się od szlochów.
Błagania Leah nadeszły końcowi. Nie wiem czy stoi za mną, czy nie – nie obchodzi mnie to. Stella uchyla powieki. Jak na bycie obudzoną przez nieznajomego w środku nocy jest zadziwiająco uważna i spokojna. Leży nieruchomo, jej niebieskie oczy przyglądają się mojej twarzy wzrokiem o wiele starszego dziecka.
- Dlacego płaces?
Dźwięk jej głosu, ochrypłego jak jej matki, zaskakuje mnie. Płaczę jeszcze mocniej.
- Tatusiu, dlacego płaces?
Czuję się, jakby ktoś właśnie wylał mi na głowę wiadro lodu. Odchylam się; nagle otrzeźwiały. Obrzucam spojrzeniem jej potargane loki, pełne, pulchne policzki i rozpływam się z powodu własnej córki.
- Skąd wiesz, że jestem twoim tatusiem? – pytam łagodnie.
Marszczy na mnie czółko, wydymając małe usteczka i wskazuje palcem na stolik nocny. Znajduję tam zdjęcie ze mną trzymającym ją jako niemowlę.
Leah opowiadała jej o mnie? Nie rozumiem. Nie wiem czy być wdzięcznym, czy wściekłym. Jeśli chciała sprawić, bym myślał, że ta dziewczynka nie jest moja, to czemu kłopotała się ze sprawianiem, żeby Estella myślała inaczej?
- Stella – mówię ostrożnie – mogę cię przytulić? – Chcę przyciągnąć ją do siebie i zapłakać w jej piękne rude włosy, ale nie chcę przestraszyć mojej córki.
Uśmiecha się szeroko. Gdy odpowiada, unosi ramiona i przekrzywia główkę na bok.
- Jasne. – Pochyla się do przodu z wyciągniętymi ramionami.
Przytulam ją do piersi, całując czubek jej głowy. Ledwo mogę oddychać. Chcę ją podnieść, wsadzić do mojego samochodu i zabrać ją od kobiety, która trzymała ją ode mnie z daleka. Nie mogę być jak Leah. Muszę zrobić to, co najlepsze dla Stelli. Chcę przytulać ją przez całą noc. Wiele wysiłku wymaga ode mnie przerwanie tego uścisku.
- Stella – mówię, odsuwając się. – Musisz wracać teraz do snu, ale zgadnij co?
Robi uroczą, dziecięcą minkę. – Co?
- Jutro po ciebie przyjadę, żebyśmy spędzili razem czas.
Klaszcze w dłonie i znowu kusi mnie, żeby podnieść ją i zabrać stąd. Powściągam swój entuzjazm. – Pójdziemy na lody, kupimy zabawki, nakarmimy kaczki i zbudujemy zamki na plaży.
Zakrywa rączką usta. – To wsysko w jeden dzień?
Potakuję.
Pomagam jej umościć się z powrotem pod kołdrą i całuję jej policzki, i czoło. Na dodatek całuję ją jeszcze w brodę. Chichocze, więc odsuwam kołdrę i całuję ją w palce u stóp. Piszczy głośno i muszę przycisnąć palce do kącików oczu, żeby powstrzymać łzy.
- Dobranoc, ślicznotko.
Cicho zamykam jej drzwi. Nie robię pięciu kroków, kiedy zauważam Leah siedzącą przy ścianie. Nie patrzy na mnie.
- Jutro będę tutaj po nią z samego rana – mówię, idąc do schodów. Chcę wyjść z tego domu zanim ją uduszę.
- Ona ma szkołę – kłóci się Leah, wstając. Zawracam i podchodzę do niej blisko. Oddycham ciężko, moja klatka piersiowa szybko unosi się i opada. Zaciska szczękę. W tej chwili tak mocno jej nienawidzę; nie wiem, co ja kiedykolwiek w niej widziałem. Moje słowa są szorstkie i pełne bólu.
- Ona ma ojca.

I wtedy słyszę syreny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz