30.8.14

Thief - rozdział 26

Teraźniejszość

Koła mojego samochodu wzburzają żwir, gdy wyjeżdżam z parkingu. Jak ona mogła? Przeczesuję ręką włosy. Dlaczego żadna z nich mi nie powiedziała? To są tak bezwzględne, złośliwe kobiety; można by pomyśleć, że z biegiem przylecą z takimi informacjami. Pędząc drogą 95 do Leah, myślę jedynie o małej dziewczynce, która wciąż nosi moje nazwisko. Tej, której według niej nie jestem ojcem. Czy to było kłamstwo? Jeżeli Leah skłamała na temat pochodzenia Estelli, to sam ją zabiję.
Estella z jej ślicznymi rudymi loczkami i niebieskimi oczkami – ale miała mój nos. Byłem tego taki pewien, dopóki Leah nie powiedziała mi, że jest kogoś innego. Wtedy jej nos się zmienił. Myślałem, że wyobrażam sobie rzeczy, bo tak bardzo chciałem, żeby była moja.
Czuję suchość w ustach, wjeżdżając na jej podjazd. Milion lat temu to był mój podjazd. Moja żona była w tym domu. Rozbiłem to wszystko przez moją miłość do ducha – poślubionego ducha.
Boże. Myślę teraz o Olivii i ogarnia mnie spokój. Może nie być moja, ale ja jestem jej. Nie ma już sensu z tym walczyć. Wciąż padam na twarz i przekręcam się w jej stronę. Jeśli nie mogę mieć Olivii Kaspen, to zostanę sam. Ona jest chorobą, którą mam. Po dziesięciu latach w końcu zdaję sobie sprawę, że nie mogę jej wyleczyć innymi kobietami.
Otwieram drzwi samochodu i wysiadam. SUV Leah zaparkowany jest na jej zwykłym miejscu. Mijam go i wchodzę po schodkach do drzwi wejściowych. Są otwarte. Wchodząc do hallu, zamykam za sobą drzwi. Rozglądając się wkoło dostrzegam, że salon to bałagan zabawek – laleczki Cabbage Patch leżą obok góry nagich lalek Barbie. Przechodzę na rowerkiem trójkołowym, kierując się do kuchni. Słyszę swoje imię.
- Caleb?
Leah stoi w progu kuchni z ręcznikiem w ręce. Mrugam parę razy. Nigdy nie widziałem, by Leah trzymała cokolwiek innego prócz drinków martini. Wyciera ręce ręcznikiem i rzuca go na blat, podchodząc do mnie.
- Nic ci nie jest? Co tutaj robisz?
Klatka piersiowa ciąży mi od tego wszystkiego, co chcę powiedzieć. Zagryzam zęby tak mocno, iż jestem zaskoczony, że nie kruszą się pod naciskiem. Leah dostrzega, co robię i unosi brwi.
- Och – mówi. Pokazuje mi, bym wszedł do kuchni. Idę za nią i obserwuję, jak wyciąga z szafki butelkę tequili. Nalewa do dwóch kieliszków i bierze jeden z nich.
- Lepiej kłócimy się z tequilą – mówi, podając mi jeden.
Nie chcę pić alkoholu. Dodanie go do ognia, który już we mnie panuje może oznaczać jedynie niebezpieczeństwo. Spoglądam na czysty alkohol i unoszę go do ust. Jeśli Leah chce ognia, to go dostanie.
- Gdzie Estella?
- Śpi.
Odkładam kieliszek na blat.
Dobrze.
Podchodzę do mojej byłej żony. Cofa się, jej nozdrza rozszerzają się.
- Powiedz mi, co zrobiłaś.
- Zrobiłam wiele rzeczy – wzrusza ramionami, starając się zachować spokój – musisz być bardziej specyficzny.
- Olivia.
Jej imię dźwięczy między nami, otwierając stare rany i rozpryskując krew po pokoju. Leah jest wściekła.
- Nie wymawiaj tego imienia w moim domu.
- To mój dom – odpowiadam spokojnie. Twarz Leah jest blada. Przesuwa językiem po zębach, mrugając powoli.
- Znałaś Turnera?
- Tak.
- I zmusiłaś go do umówienia się z Olivią… żeby trzymać ją ode mnie z daleka?
- Tak.
Kiwam głową. Boli mnie serce. Opieram się o blat, żeby opanować wzrastający gniew, zanim ten wybuchnie. Odpycham go, przełykam pogardę i patrzę jej w oczy. Olivia i ja nigdy nie mieliśmy szansy. Przez cały, czas kiedy niszczyliśmy się nawzajem, ktoś jeszcze miał w tym udział.
- Leah – mówię, zamykając oczy. – Szpital… po tym jak wzięłaś te tabletki… - załamuje mi się głos. Przesuwam ręką po twarzy. Jestem taki zmęczony. – Byłaś w ciąży?
Unosi brodę i ja już znam odpowiedź.
O Boże. Skłamała. Jeśli skłamała co do dziecka, to w czym jeszcze skłamała? Pamiętam krew. Krew na naszej kołdrze w sypialni. Powiedziała, że traci dziecko i uwierzyłem jej. Pewnie to był tylko jej okres. Jak długo po tym została napoczęta Estella?
Przemierzam podłogę kuchenną, trzymając ręce na karku. Znowu wymawiam jej imię; tym razem to błaganie.
- Czy ona jest moja, Leah? O kurwa. – Opuszczam ręce. – Czy ona jest moja?
Przyglądam się jej twarzy, kiedy nie spieszy się z odpowiedzią. Wygląda jakby była w konflikcie z samą sobą czy powiedzieć mi prawdę. W końcu wzrusza ramionami.
- Ta.
Cały świat cichnie. Moje serce roztrzaskuje się. Unosi. Roztrzaskuje.
Żal rozrywa mnie na pół. Dwa lata, nie widziałem jej od dwóch lat. Moja córka. Moja córka.
Pusty kieliszek po tequili stoi tuż przy mojej prawej ręce. Pozwalam nadejść gniewowi, zrzucając kieliszek na podłogę. Roztrzaskuje się, a Leah się krzywi. Chcę nią potrząsnąć, chcę rzucić nią tak jak tym kieliszkiem i patrzeć jak roztrzaskuje się za te wszystkie rzeczy, które zrobiła. Ruszam do schodów.
- Caleb. – Idzie za mną, chwytając mnie za ramię. Wyrywam jej się, przeskakując po dwa schodki naraz.
Woła moje imię, ale ledwo ją słyszę. Docieram na szczyt schodów i skręcam w lewo w korytarzu. Ona jest za mną, błaga mnie, żebym się zatrzymał.
- Caleb, ona śpi. Przerazisz ją. Nie…
Otwieram drzwi i oświetla mnie łagodne różowe światło. Jej białe łóżko z baldachimem stoi w rogu. Podchodzę powoli, moje kroki są stłumione przez dywan. Widzę jej włosy rozłożone na poduszce, zadziwiająco rude i zakręcone. Robię kolejny krok i dostrzegam jej twarz – wydęte usta, pulchne policzki i mój nos. Kucam obok łóżka, żeby móc ją widzieć i rozpłakuję się po raz drugi w moim życiu. Płaczę cicho, ciało trzęsie się od szlochów.
Błagania Leah nadeszły końcowi. Nie wiem czy stoi za mną, czy nie – nie obchodzi mnie to. Stella uchyla powieki. Jak na bycie obudzoną przez nieznajomego w środku nocy jest zadziwiająco uważna i spokojna. Leży nieruchomo, jej niebieskie oczy przyglądają się mojej twarzy wzrokiem o wiele starszego dziecka.
- Dlacego płaces?
Dźwięk jej głosu, ochrypłego jak jej matki, zaskakuje mnie. Płaczę jeszcze mocniej.
- Tatusiu, dlacego płaces?
Czuję się, jakby ktoś właśnie wylał mi na głowę wiadro lodu. Odchylam się; nagle otrzeźwiały. Obrzucam spojrzeniem jej potargane loki, pełne, pulchne policzki i rozpływam się z powodu własnej córki.
- Skąd wiesz, że jestem twoim tatusiem? – pytam łagodnie.
Marszczy na mnie czółko, wydymając małe usteczka i wskazuje palcem na stolik nocny. Znajduję tam zdjęcie ze mną trzymającym ją jako niemowlę.
Leah opowiadała jej o mnie? Nie rozumiem. Nie wiem czy być wdzięcznym, czy wściekłym. Jeśli chciała sprawić, bym myślał, że ta dziewczynka nie jest moja, to czemu kłopotała się ze sprawianiem, żeby Estella myślała inaczej?
- Stella – mówię ostrożnie – mogę cię przytulić? – Chcę przyciągnąć ją do siebie i zapłakać w jej piękne rude włosy, ale nie chcę przestraszyć mojej córki.
Uśmiecha się szeroko. Gdy odpowiada, unosi ramiona i przekrzywia główkę na bok.
- Jasne. – Pochyla się do przodu z wyciągniętymi ramionami.
Przytulam ją do piersi, całując czubek jej głowy. Ledwo mogę oddychać. Chcę ją podnieść, wsadzić do mojego samochodu i zabrać ją od kobiety, która trzymała ją ode mnie z daleka. Nie mogę być jak Leah. Muszę zrobić to, co najlepsze dla Stelli. Chcę przytulać ją przez całą noc. Wiele wysiłku wymaga ode mnie przerwanie tego uścisku.
- Stella – mówię, odsuwając się. – Musisz wracać teraz do snu, ale zgadnij co?
Robi uroczą, dziecięcą minkę. – Co?
- Jutro po ciebie przyjadę, żebyśmy spędzili razem czas.
Klaszcze w dłonie i znowu kusi mnie, żeby podnieść ją i zabrać stąd. Powściągam swój entuzjazm. – Pójdziemy na lody, kupimy zabawki, nakarmimy kaczki i zbudujemy zamki na plaży.
Zakrywa rączką usta. – To wsysko w jeden dzień?
Potakuję.
Pomagam jej umościć się z powrotem pod kołdrą i całuję jej policzki, i czoło. Na dodatek całuję ją jeszcze w brodę. Chichocze, więc odsuwam kołdrę i całuję ją w palce u stóp. Piszczy głośno i muszę przycisnąć palce do kącików oczu, żeby powstrzymać łzy.
- Dobranoc, ślicznotko.
Cicho zamykam jej drzwi. Nie robię pięciu kroków, kiedy zauważam Leah siedzącą przy ścianie. Nie patrzy na mnie.
- Jutro będę tutaj po nią z samego rana – mówię, idąc do schodów. Chcę wyjść z tego domu zanim ją uduszę.
- Ona ma szkołę – kłóci się Leah, wstając. Zawracam i podchodzę do niej blisko. Oddycham ciężko, moja klatka piersiowa szybko unosi się i opada. Zaciska szczękę. W tej chwili tak mocno jej nienawidzę; nie wiem, co ja kiedykolwiek w niej widziałem. Moje słowa są szorstkie i pełne bólu.
- Ona ma ojca.

I wtedy słyszę syreny.

Thief - rozdział 25

Przeszłość

- Co się z tobą dzieje?
Przesunęła ręką po mojej klatce piersiowej. Chwyciłem ją zanim dosięgła moich spodni.
- Zmęczenie różnicą czasu – powiedziałem, wstając.
Olivia.
Wydęła współczująco wargę.
Leżałem przez jakieś dziesięć minut na łóżku hotelowym, kiedy Leah rozmawiała ze swoją matką przez telefon. Gdy zakończyła połączenie dawała znać o swoich zamiarach. Podszedłem do okna, żeby być poza jej zasięgiem.
- Wezmę prysznic – powiedziałem. Nim mogła zapytać czy chcę towarzystwa, zamknąłem drzwi łazienki na klucz. Musiałem oczyścić umysł, ale jak miałem wyjaśnić nocne bieganie w obcym kraju mojej samobójczej, nazbyt uczuciowej żonie? Boże, gdybym zaczął biegać, to być może nigdy bym już nie wrócił. Wstąpiłem pod prysznic i stałem pod parzącą wodą, pozwalając jej napełnić nos, oczy i usta. Chciałem, żeby mnie zatopiła. Jak miałem dalej żyć po tym, co się stało? Leah zapukała do drzwi. Usłyszałem, jak coś mówi, ale jej głos był stłumiony. Nie mogłem teraz na nią patrzeć. Nie potrafiłem patrzeć na samego siebie. Jak ja to zrobiłem? Odszedłem od jedynej rzeczy, która miała sens. Niemal ją miałem i po prostu się poddałem. Luźno używałem słów „miałem ją” bo tak naprawdę nigdy nie można było mieć Olivii. Snuła się jak para, powodując tarcie, a potem odpływała. Ale zawsze chciałem grać. Pragnąłem tarcia.
Musiałeś to zrobić, wmawiałem sobie. Była to sytuacja robisz-to-co-najlepsze. I brałem odpowiedzialność za swoje czyny. Poradnictwo, niekończące się poradnictwo dla małżeństw. Poczucie winy. Potrzebę do naprawiania rzeczy. Zdezorientowanie czy robię prawidłową rzecz. Udawanie mojej amnezji było łajdackim momentem, kiedy odstąpiłem od samego siebie i robiłem to, co chciałem bez zastanawiania się nad konsekwencjami. Byłem tchórzem. Wychowano mnie tak, abym robił to, co było społecznie akceptowane.
Stałem pod wodą dopóki nie zrobiła się zimna, potem wytarłem się i wyszedłem z łazienki. Moja żona – dzięki Bogu – zasnęła na posłaniu. Poczułem natychmiastową ulgę. Dzisiaj nie będę musiał udawać. Jej rude włosy rozkładały się wokół niej niczym ognista aureola. Zarzuciłem na nią koc, wziąłem moją butelkę wina i wycofałem się na balkon, aby się upić. Nadal padało, kiedy usiadłem na jednym z krzeseł i podniosłem nogi na balustradę. Z Olivią nigdy nie musiałem „udawać”. Po prostu do siebie pasowaliśmy – nasze nastroje, nasze myśli… nawet nasze ręce.

Kiedyś podczas jej ostatniego roku studiów kupiła krzak gardenii, który ustawiła przy jej mieszkaniu. Nadskakiwała nad tym, jakby to był pies, szukała w Google’ach sposobów, jak się tym zajmować i zapisywała notatki w zeszytach. Nawet to nazwała. Patricia, tak myślę. Codziennie siadała na tyłku przy drzwiach wejściowych i przyglądała się Patricii by zobaczyć, czy nie wykwitł kwiatek. Patrzyłem na jej twarz, kiedy wracała do środka – zawsze miała tę minę pełnego nadziei zdeterminowania. Jeszcze nie, mawiała do mnie, tak jakby cała jej nadzieja na życie była przywiązana do tej gardenii zakwitającej kwiatka. To właśnie w niej kochałem, tę ponurą determinację na przeżycie, chociaż szanse zawsze zdawały się być przeciwko niej. Pomimo całej pielęgnacji Olivii Patricia powoli zaczęła umierać, jej liście zakręcały się na końcach i brązowiały. Olivia wpatrywała się w roślinkę, zmarszczka formowała się między jej brwiami i jej małe usta wydymały się w grymasie wartym pocałowania. Floryda miała tamtego roku wyjątkowo chłodną zimę. Pewnego ranka, kiedy przyjechałem do jej mieszkania Patricia była wyraźnie martwa. Wskoczyłem do samochodu i pojechałem do Home Depot, gdzie widziałem, że sprzedają takie same krzaki. Zanim moja mała ukochana uchyliła powieki, zastąpiłem jej martwą roślinkę zdrową, przesadzając ją na trawniku przed jej budynkiem. Wrzuciłem starą do kosza i przemyłem ręce w basenie zanim zapukałem do jej drzwi. Sprawdziła ją, gdy otworzyła mi wtedy drzwi i jej oczy pojaśniały, kiedy zobaczyła zdrowe zielone liście. Nie wiem czy kiedykolwiek podejrzewała, co zrobiłem, nigdy nic nie powiedziała. Zajmowałem się nią bez jej wiedzy, wsadzałem pożywkę dla roślin do doniczki nim pukałem do jej drzwi. Moja mama zawsze wsadzała zużyte saszetki herbaty do gleby przy jej krzewach różanych. Też to zrobiłem parę razy. Tuż przed naszym rozstaniem ta przeklęta roślina zakwitła. Nigdy nie widziałem jej tak bardzo podekscytowanej. Wyraz jej twarzy był taki sam, kiedy nie trafiłem dla niej na meczu koszykówki.
Gdyby wróciła i stanęła na tym samym miejscu pod moim pokojem hotelowym, to prawdopodobnie zeskoczyłbym z balkonu, żeby dostać się do niej. Nie jest za późno, powiedziałem sobie. Możesz dowiedzieć się, gdzie nocuje. Idź do niej.
Kochałem Olivię. Kochałem ją całym sobą, ale byłem poślubiony z Leah. Byłem zobowiązany Leah – bez względu na to, jak było to głupie. Byłem w tym na dobre i na złe. Był krótki moment, kiedy myślałem, że już nie wytrzymam, ale to było w przeszłości. Zanim zaszła w ciążę z moim dzieckiem i połknęła całą butelkę tabletek nasennych.
Racja?
Racja.
Potrząsnąłem butelką wina. Wypiłem już połowę.
Kiedy kobieta nosiła w swoim ciele twoje dziecko, zaczynałeś widzieć wszystko troszeczkę inaczej. Niemożliwe stawało się trochę mniej popieprzone. Brzydota nabierała ładnego blasku. Niewybaczalna kobieta wyglądała na trochę mniej splamioną. Trochę tak, kiedy byłeś pijany. Dokończyłem butelkę i ułożyłem ją na boku na podłodze. Poturlała się i uderzyła w balustradę balkonu. Byłem w dziecięcej śpiączce. I musiałem się, kurwa, obudzić.
Zamknąłem oczy i zobaczyłem jej twarz. Otworzyłem oczy i zobaczyłem jej twarz. Podniosłem się, starałem skupić na deszczu, światłach miejskich, pieprzonych Schodach Hiszpańskich – i zobaczyłem jej twarz. Musiałem przestać widzieć jej twarz, bym mógł być dobrym mężem dla Leah. Zasługiwała na to.
Racja?
Racja.

Wylecieliśmy cztery dni później. Ledwie mieliśmy czas na oswojenie się ze zmianą czasu, a już znowu mieliśmy wyjeżdżać. I tak nie mogłem skupić się na podróży, kiedy moja była sunęła gdzieś po mieście. Szukałem Olivii na lotnisku, w restauracjach, w taksówkach, które rozchlapywały wodę po moich kostkach, przejeżdżając obok. Była wszędzie i nigdzie. Jakie były szanse na to, że będzie w naszym samolocie? Gdyby była, to ja…

Nie było jej w naszym samolocie. Ale rozmyślałem o niej przez dziewięć godzin lotu przez Atlantyk. O moich ulubionych wspomnieniach – drzewie, Jaxsonie, pomarańczowym gaju, walce na ciasto. Potem myślałem o tych złych – przeważnie o tym, co przez nią czułem, ciągłej myśli, że mnie zostawi, jawnym sposobie, w którym odmawiała wyznania mi miłości. To wszystko było dziecinne i tragiczne. Zerknąłem na moją żonę. Czytała czasopisma i popijała tanie wino samolotowe. Upiła łyk i skrzywiła się, przełykając.
- Czemu je zamawiasz, jeśli ci nie smakuje?
- Przypuszczam, że to lepsze niż nic – odpowiedziała, spoglądając przez okno. Otworzyłem książkę, którą miałem ze sobą i zapatrzyłem się na czcionkę. Na dziewięć łaskawych godzin Leah zostawiła mnie w spokoju. Nigdy nie byłem tak wdzięczny za tanie wino. Gdy wylądowaliśmy w Miami, pomknęła do łazienki, żeby poprawić makijaż, a ja czekałem w kolejce do Starbucksa. Kiedy dotarliśmy do odbioru bagażu miałem jeden z najgorszych nastrojów mojego życia.
- A teraz co się z tobą dzieje? – zapytała. – Byłeś rozproszony przez całą podróż. To naprawdę irytujące.
Spiorunowałem ją wzrokiem zza okularów przeciwsłonecznych i ściągnąłem jedną z jej toreb. Cisnąłem nią na ziemię tak mocno; zadrżała na swoich pieprzonych luksusowych kółeczkach. Kto podróżował z dwoma wielkimi walizkami, kiedy wyjeżdżało się na pięć dni?
- Powinieneś pracować nad tym razem ze mną. W tej chwili nie jesteś nawet ze mną psychicznie.
Miała rację.
- Wracajmy do domu – powiedziałem, całując ją w czubek głowy. – Chcę przespać dwanaście godzin i zjeść trzy posiłki w łóżku.

Stanęła na palcach i pocałowała mnie w usta. Odwzajemnienie pocałunku wymagało ode mnie wysiłku, żeby nie podejrzewała, że coś jest nie tak. Kiedy rozentuzjazmowała się w pocałunku wiedziałem, że w okłamywaniu jej byłem tak samo dobry jak w okłamywaniu siebie.

25.7.14

Thief - rozdział 24

Teraźniejszość

Mam decyzję do podjęcia. Przemierzałem ją. Tak właśnie nazywała to moja matka, przemierzaniem. Robiłem to jako dzieciak, w mojej sypialni. Chyba nigdy z tego nie wyrosłem.
Olivia podejmuje własną decyzję, czy wie o tym, czy nie. Noah wróci po nią, bo ona jest właśnie taką dziewczyną, taką, do której ciągle się wraca. Więc walczę. Właśnie tak. To moja jedyna opcja. A jeśli jej nie dostanę, jeśli ona mnie nie wybierze, będę tym facetem – tym, który spędza życie samotnie i usychając z tęsknoty. Bo jest cholernie pewne, że nie zastąpię jej kolejnymi Leah, Jessicami czy kimkolwiek, cholernym, innym. Pieprzyć to. Olivia albo nikt. Biorę mój portfel oraz kluczyki i zbiegam po schodach, zamiast wziąć windę. Jadę prosto do jej biura. Jej sekretarka przytrzymuje mi otwarte drzwi, kiedy wchodzę do środka. Uśmiecham się do niej, dziękując bezgłośnie.
- Cześć – mówię.
Jest w trakcie sortowania sterty papierów, ale kiedy mnie dostrzega, uśmiecha się – uśmiech sięga również jej oczu. Niemal równie szybko uśmiech znika z jej oczu, a linie jej warg zmieniają się w prostą linię. Coś jest nie tak. Obchodzę jej biurko i przyciągam do siebie.
- Co jest? – Całuję kącik jej ust. Nie porusza się. Kiedy ją puszczam, opada na fotel obrotowy i patrzy na podłogę.
Okej.
Łapię za krzesło i przysuwam je do jej fotela, tak że siedzimy twarzą do siebie. Gdy odwraca ode mnie krzesło, żeby spojrzeć na ścianę, wiem, że coś się stało.
Na Boga, proszę, mam już dość tych wszystkich bzdur.
- Dlaczego jesteś taka chłodna?
- Nie sądzę, że mogę to robić.
- Co?
- To – odpowiada, wskazując na nas. – To takie niewłaściwe.
Przesuwam palcami po szczęce, zaciskając zęby.
- Jesteśmy ekspertami w robieniu tego, co niewłaściwe, nie?
- Ugh, Caleb. Przestań. Powinnam myśleć o tym, jak sprawić, by moje małżeństwo działało. Nie tworzyć nowy związek z kimś innym.
- Tworzenie nowego związku z kimś innym? – Jestem zdezorientowany. – My nic nie tworzymy. Jesteśmy w związku od chwili, kiedy rzeczywiście byliśmy w związku. – Tak naprawdę mówię ludziom, że byliśmy ze sobą przez trzy lata, chociaż było to tylko półtora roku, bo byłem z nią emocjonalnie od chwili, kiedy się poznaliśmy.
- Dlaczego teraz to mówisz? – pytam.
Otwiera butelkę wody, która stoi na jej biurku i upija z niej trochę. Chcę zapytać kiedy zaczęła pijać wodę, ale jestem całkiem cholernie pewien, że moja nie-dziewczyna próbuje zakończyć nasz nie-związek, więc milczę.
- Bo będzie lepiej dla wszystkich, jak nie będziemy razem.
Nie potrafię powstrzymać pogardy z twarzy. – Lepiej dla kogo?
Olivia zamyka oczy i bierze głęboki wdech. – Dla Estelli – odpowiada.
Czuję się, jakby ktoś wsadził rękę do mojego brzucha i chwycił moje organy.
Olivia wypija duszkiem wodę, trzymając wolną rękę na kolanie.
- O czym ty mówisz, do diabła? – Nie słyszałem jej imienia od dłuższego czasu. Wiele razy o nim myślałem, ale głos Olivii oplatający te sylaby jest szokujący.
Jej nozdrza rozszerzają się, gdy ciężko oddycha. Nadal nie chce na mnie spojrzeć.
- Olivia…
- Estella jest twoja. – To niewyraźne mruknięcie. Mrugam na nią, nie wiedząc skąd się to wzięło ani dlaczego to mówi.
Mniej bolałoby mnie, gdyby ktoś mi powiedział, że mam ostatnie dwadzieścia cztery godziny życia. Nic nie mówię. Patrzę na jej nozdrza, które działają jak rybie skrzela.
Obraca się na krześle, uderzając kolanami o moje i patrzy mi prosto w twarz.
- Caleb. – Jej głos jest delikatny, jednak sprawia, że się krzywię. – Leah przyszła zobaczyć się ze mną. Powiedziała mi, że Estella jest twoja. Zrobi test na ustalenie ojcostwa, żeby to udowodnić. Ale tylko wtedy, jeśli nie będziemy razem.
Moja głowa i serce walczą o to, które może znieść więcej bólu. Potrząsam głową. Leah? Była tutaj?
- Ona kłamie.
Olivia kręci głową. – Nie kłamie. I możesz sądowo zrobić test na ustalenie ojcostwa. Nie może zabrać ci Estelli, jeśli jesteś jej ojcem. Ale, Caleb, pomyśl o tym. Wykorzysta ją, żeby cię zranić. Zawsze będzie to robić. Wpłynie to na twoją małą dziewczynkę, a ja wiem jak to jest być bronią rodzica.
Podnoszę się. Podchodzę do okna. Nie myślę o tym, jak Leah mogłaby wykorzystać Estellę, żeby mnie zranić. Myślę o tym, że Estella jest moja. Jak coś takiego mogło być prawdą, a ja o tym nie wiedziałem?
- Była w ciąży przed Estellą. Byliśmy w separacji, ale w tym czasie raz ze sobą spaliśmy. W każdym razie straciła dziecko po tym jak połknęła butelkę tabletek nasennych i musieli przepłukać jej żołądek. Dlatego pojechaliśmy do Rzymu. Chciała się pojednać, a ja czułem poczucie winy względem jej siostry i tego poronienia.
Patrzę na Olivię, kiedy to mówię. Jej wargi robią się białe, gdy mocno je zaciska.
- Caleb, ona nie była w ciąży w szpitalu. Okłamała cię. To też mi powiedziała.
Zawsze zastanawiałem się, co czuła Olivia, kiedy powiedziałem jej, że udawałem amnezję. Bolesna prawda jest nieopisana. Obraca tobą kilka razy, dopóki nie kręci ci się w głowie, a potem wali cię mocno w brzuch. Nie chcesz w to wierzyć, ale nie bolałoby tak mocno, gdybyś w pewnym sensie nie wiedział, że to prawda. Jeszcze przez parę minut mierzę się z zaprzeczeniem.
- Krwawiła. Widziałem jak krwawiła. – Zaprzeczenie jest tak przyjaznym towarzyszem. Zazwyczaj to najlepszy przyjaciel Olivii. Nagle chcę dołączyć do imprezy.
Olivia wygląda na zrozpaczoną.
- Och, Caleb. To nie było z poronienia. Prawdopodobnie dostała okresu i udała, że to poronienie.
Niech to szlag. Kurwa. Olivia patrzy na mnie jak na naiwnego, łatwowiernego głupca, którym jestem.

Pamiętam, jak Leah wyrzuciła mnie z pokoju, zanim porozmawiałbym z lekarzem. Jak stałem na progu i powiedziałem jej, że zostanę, żeby zatrzymała dziecko. Najwyraźniej chciała mnie przepędzić nim lekarz wyznałby prawdę.

Nie muszę nic mówić Olivii. Widzi, że to pojmuję.

Czuję się coraz mniejszy. Podczas moich separacji i powrotów z Leah, Olivia zakochiwała się w kimś innym. Mogłem odejść z Olivią w Rzymie i oszczędzić nam kilka lat tego pogmatwanego bałaganu.

- Jak została napoczęta Estella?
- Po Rzymie byliśmy w zgodzie jeszcze przez kolejny miesiąc. Była na mnie zła. Oskarżyła mnie, że nie żyję teraźniejszością i miała rację. Więc znowu się wyprowadziłem. Byłem na konferencji w Denver, a ona na wycieczce z koleżankami. Wpadliśmy na siebie w restauracji. Byłem przyjazny, ale trzymałem dystans. Tamtej nocy pokazała się w moim hotelu. Byłem dość pijany i przespałem się z nią. Kilka tygodni później zadzwoniła i powiedziała, że jest w ciąży. Nigdy tego nie kwestionowałem. Po prostu do niej wróciłem. Chciałem dziecka. Byłem samotny. Byłem głupi.
Nie mówię Olivii, iż dowiedziałem się w tym czasie, że spotyka się z kimś innym. Że kiedy Leah do mnie przyszła, czepiłem się jej, bo starałem się znowu zapełnić w piersi dziurę po Olivii.
- Więc powiedziała ci, że Estella nie jest twoja? Tamtego wieczora, kiedy powiedziałeś jej, że chcesz rozwodu?
- Tak. Powiedziała, że przespała się z kimś innym przed wyprawą narciarską. Powiedziała mi również, że pojechała tam tylko dlatego, iż wiedziała, że ja tam będę i chciała, abym myślał, że tamtej nocy zaszła w ciążę.
- To wszystko było kłamstwem – mówi Olivia. – Estella jest twoja.
Dostrzegam łzę w kąciku jej oka. Nie ociera jej i spływa po jej twarzy.
- Będzie ranić ciebie i Estellę tak długo, jak jestem w twoim życiu. Mam męża – mówi łagodnie. – Powinnam próbować wszystko z nim naprawić. Bawiliśmy się w dom, Caleb. Ale to nie jest prawdziwe. Jesteś odpowiedzialny za swoją córkę…
Wszystko to – Olivia, Leah, Estella – rozpala we mnie ogień. Odwracam się i podchodzę do jej krzesła, pochylając się i kładąc ręce na jej podłokietnikach, znajdując się tuż przed jej twarzą. Chcę tylko iść znaleźć moją córkę, ale po kolei. Będę zajmować się jedną sprawą na raz. Wdychamy własne powietrze, kiedy odzywam się.
- Ostatni raz to mówię, więc słuchaj uważnie. – Czuję zapach jej skóry. – Ty i ja dziejemy się. Nikt nas nie rozdzieli. Ani Noah, ani Cammie, ani zdecydowanie pieprzona Leah. Jesteś moja. Rozumiesz mnie?
Kiwa głową.

Całuję ją. Głęboko. A potem wychodzę.