28.1.14

Dirty Red - rozdział 14

Przeszłość

Pokłóciliśmy się w dzień jego wypadku. Możecie sobie wyobrazić? Wasz chłopak niemal umiera, a kilka godzin wcześniej mówicie mu, że chcecie zerwać. Nie miałam tego na myśli. To było oświadczenie „wóz albo przewóz”: okrutna próba zmuszenia go do małżeństwa. Tyle że nie można dawać Calebowi Drake’owi ultimatum. Widziałam jego twarz w myślach jak te słowa opuściły moje usta; uniesione brwi, szczęka zaciśnięta jak pięść. Dzień przed jego wyjazdem w podróż służbową do Scranton kłóciliśmy się na ten sam temat. Chciałam przeklęty pierścionek. Caleb chciał się upewnić, że mój palec jest odpowiedni na jego pierścionek.
Wtedy nadeszło połączenie. Byłam w pracy, gdy usłyszałam w słuchawce wytworny głos Luci. Mieliśmy z Lucą zmienne stosunki; czasami było między nami świetnie, czasami chciałam wylać jej na głowę naftę i zapalić zapałkę. Mówiła coś o szpitalu i utracie pamięci. Nie rozumiałam, dopóki nie powiedziała. – Leah, słuchasz mnie? Caleb jest w szpitalu! Nie zna swojego imienia!
- W szpitalu? – powtórzyłam. Caleb powinien teraz kupować mi pierścionek.
- Wypadek, Leah – powtórzyła. – Wylatujemy o poranku.
Gdy tylko rozłączyłam się z Lucą, zaczęłam szukać lotów. Jeżeli teraz bym wyszła, to byłabym tam przed północą. Ona leciała ze Stevem, ojczymem Caleba, o poranku. Chciałam być tam pierwsza. Musiałam spojrzeć mu w oczy i sprawić, żeby mnie pamiętał. Mój ojciec wszedł do mojego gabinetu ze stosem papierów w rękach. Przesunęłam myszką nad przyciskiem zakupu. Zawsze chciał, żebym coś podpisywała.
- Co robisz? – Spojrzał na mnie ponad oprawką okularów.
- Caleb miał wypadek – powiedziałam. – Ma wstrząśnięcie mózgu i nie wie kim jest.
- Nie możesz wyjechać – rzekł rzeczowo. – Jesteśmy w trakcie przedpremiery. Potrzebuję cię tutaj.
Położył papiery na biurku i ruszył do drzwi. Zamrugałam na jego plecy, niepewna czy mnie w ogóle słuchał.
- Tatusiu?
Zatrzymał się przy drzwiach tyłem do mnie. Taka była większość naszej relacji – ja mówiąca do jego pleców, pochylonej głowy czy jego gazety.
- Caleb mnie potrzebuje, wylatuję. – Kliknęłam na zakup biletu i wstałam, żeby zebrać swoje rzeczy.
Nie patrzyłam na niego, podchodząc do drzwi, gdzie najprawdopodobniej stał nieruchomo w miejscu, przeszywając mnie wzrokiem.
- Johanno…
- Nie nazywaj mnie tak. Nazywam się Leah.
Przeszłam obok niego, siła mojego ciała odepchnęła go na framugę. Wyglądałam odważniej niż się czułam – byłam w tym dobra. Czy właśnie przeciwstawiłam się mojemu ojcu – człowiekowi, którego miłość cały czas starałam się wygrać, zdobyć… zasłużyć na nią? Musiałam z całych sił powstrzymywać się od odwrócenia się i ocenienia jego gniewu. Wiedziałam, że gdybym na niego spojrzała, to wróciłabym do niego biegiem, jak pies szukając drobinek jego sympatii. Był wściekły… gotował się. Idź, idź, idź – mówiłam sobie. Caleb mnie potrzebował. Był dobrem, które posiadałam i nie zamierzałam pozwolić mu, aby o mnie zapomniał. Jakie znaczenie miała ta praca? Jakie znaczenie miał mój ojciec? Potrzebowałam Caleba bardziej niż tych obu.

Pojechałam do domu i wrzuciłam rzeczy do torby podróżnej. Gdy dotarłam na lotnisko, już się cała trzęsłam. Od tamtej pory wszystko było zamazaną plamą – przejście przez ochronę, znalezienie mojego wejścia. Kiedy doszłam do wejścia, do odlotu było wciąż pół godziny. Stałam tak blisko pracowniczki od biletów jak to było możliwe. Afisz nad jej biurkiem miał napis Scranton, ale równie dobrze mógł mówić Caleb. Gdy zostało ogłoszone pierwsze wezwanie na pokład, pierwsza podałam jej bilet. Opadając na moje siedzenie, przycisnęłam palce do oczu, żeby powstrzymać łzy. Odwróciłam swoją uwagę, wyciągając iPhone’a i wpisując w Google amnezja. Czytałam o różnych jej rodzajach, kiedy stewardessa kazała mi wyłączyć telefon. Nie cierpiałam tego. Mój chłopak miał amnezję, ojciec wyrzeknie się mnie jak tylko wrócę do domu, a suka z oczami pomalowanymi niebieskimi cieniami martwiła się o włączoną komórkę w samolocie. Schowałam telefon i pstryknęłam paznokciami o kciuka, jedne po drugim – zaczynając od małego palca. Robiłam to przez cały lot.
Kiedy nadeszła pora wylądowania, ledwie mogłam się powstrzymać od wstania i podbiegnięcia do przodu samolotu. Myślałam o wszystkich rzeczach, które mogły pójść nie tak. Luca wspomniała przez telefon, że utrata pamięci Caleba została zakwalifikowana jako amnezja wsteczna – oznaczało to, że stracił umiejętność przypomnienia sobie czegokolwiek co wydarzyło się przed wypadkiem. Jak ktoś mógł po prostu… zapomnieć o całym swoim życiu? Nie wierzyłam w to. Nie ma mowy, że mnie zapomniał. Byliśmy razem każdego dnia… kochał mnie. To była najgorsza rzecz w miłości; bez względu na to jak mocno się starałaś, nigdy nie mogłaś zapomnieć osoby, która miała twoje serce. Przed Calebem nie wiedziałam co to znaczy. Byłam królową „umawiaj się i rzucaj”.
Kolejka ruszyła się do przodu, wydostałam się z terminalu, kierując się do budynku z wynajmowaniem samochodów. Pół godziny później pędziłam Fordem Focusem w kierunku szpitala z podkręconym na maksa ciepłym powietrzem i pstrykając prawym kciukiem o paznokcie. Na zewnątrz padał śnieg. Przywiozłam ze sobą tylko lekką kurtkę i parę lekkich sweterków. Zamarznę.
Droga do jego pokoju szpitalnego była najdłuższą drogą w moim życiu. Bolało mnie w klatce piersiowej, jak martwiłam się czy będzie mnie pamiętał. Jego lekarz – Hindus z miłą twarzą – spotkał się ze mną w korytarzu.
- Było niewielkie krwawienie w jego mózgu, które udało nam się opanować. Jest w stanie stabilnym, ale jest bardzo zdezorientowany. Proszę się nie denerwować, jeżeli nie będzie wiedział kim pani jest.
- Ale co to wywołało? Tysiące ludzi ma wstrząśnięcie mózgu i nie traci pamięci – powiedziałam.
- Nigdy nie ma jednego przyczynowego wyjaśnienia dla takich rzeczy. Może być pani tylko cierpliwa i wspierać go, tak jak tego potrzebuje. Przy takiej utracie pamięci zazwyczaj trwa to trochę czasu, ale pamięć wraca.
Spojrzałam ze strachem na jego drzwi. To naprawdę się działo. Przejdę przez te drzwi, a jedyny mężczyzna, którego pozwoliłam sobie kochać mnie nie rozpozna.
- Mogę go zobaczyć?
Lekarz skinął głową. – Proszę dać mu przestrzeń. Dla niego będzie to pierwszy raz, kiedy panią spotka. Jeżeli zechce pani go przytulić, proszę najpierw zapytać o pozwolenie.
Przełknęłam pięść w moim gardle. Dziękując lekarzowi, zapukałam delikatnie do drzwi.
Usłyszałam jego głos. – Wejść.
Pierwszą rzecz jaką zobaczyłam, gdy tam weszłam była ładna pielęgniarka sprawdzająca jego kroplówkę. Flirtowała z nim. Moją początkową reakcją było bezpośrednie podejście do Caleba i pocałowanie go. Moje terytorium. Zamiast tego stanęłam ukradkiem przy drzwiach i czekałam, aż mnie zauważy.
Proszę… proszę…
Podniósł wzrok. Uśmiechnęłam się.
- Cześć, Caleb. – Podeszłam kilka kroków. W jego oczach nic nie było. Moje serce drżało z każdą sekundą tej świadomości. Nie miało być cudu, gdy zobaczył moją twarz, moje piękne rude włosy nie przywrócą jego wspomnień. Byłam ze stali. Mogłam to wytrzymać.
- Jestem Leah.
Zerknął na pielęgniarkę – która udawała, że mnie nie zauważyła – a ona skinęła głową, lekko dotykając jego ramienia i wyszła z pokoju.
- Cześć, Leah – odezwał się.
- Czy ty… - Powstrzymałam się przed powiedzeniem więcej. Nie będę pytać czy znał mnie, czy nie – nie – to z pewnością zobrazowałoby mnie jako niepewną. Po prostu oznajmię mu kim dla niego jestem, wymagając, żeby psychicznie to zaakceptował.
- Jestem twoją dziewczyną. Dziwnie jest wyjaśniać to tobie.
Uśmiechnął się – starym Calebowym uśmiechem. Wypuściłam oddech, który wstrzymywałam. Boże, potrzebowałam papierosa.
Zbliżyłam się do jego łóżka. Był dosyć poobijany. Nad jego prawy okiem znajdowało się parę szwów, a jego twarz wyglądała Kandinsky’ego.
- Tak bardzo się bałam – powiedziałam. – Od razu przyleciałam.
Kiwnął głową, spuszczając wzrok na ręce. – Dziękuję.
Mięśnie pracowały w jego szczęce, jak zagryzł zęby. Mrugnęłam na niego, niepewna co jeszcze powiedzieć. Zaczęliśmy od początku? Czy przypomniałam mu kim byliśmy, gdzie byliśmy?
Uspokój się moje oszalałe serce.
- Czy mogę… mogę cię przytulić? – Drżałam, czekając na jego odpowiedź. To były dreszcze strachu, kalkulacja straty, którą bym poczuła, gdyby mnie odrzucił.
Podniósł wzrok, marszcząc czoło i potaknął. Była to jedna z tych wspaniałych chwil ulgi, którą zapamiętam na zawsze. Moje wewnętrzne węzły rozplątały się i pochyliłam się nad nim, obejmując ramionami jego szyję i zapłakałam w jego pierś. Przez kilka sekund tylko ja go trzymałam, a potem poczułam jak jego ręce delikatnie oparły się o moje plecy. Zapłakałam jeszcze mocniej. To było takie zagmatwane. Powinnam go pocieszać, a ja sobie szlochałam.
Gdyby on umarł… o Boże… zostałabym całkiem sama. Jego matka powiedziała mi, że kierowca samochodu zmarł. Spotkałam go raz lub dwa na przyjęciach w pracy Caleba.
Kiedy oderwałam się od niego, nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy. Wyciągnęłam z torebki paczkę chusteczek i odwróciłam się od niego, przecierając oczy.
Musiałam się trzymać. Myśleć pozytywnie. Za niedługo to wszystko się skończy i zostanie zakopane w naszej przeszłości. Teraz musiałam go wspierać. Było nam tak dobrze razem. Nawet jeśli nie miał żadnego wspomnienia z przeszłości, to teraz to zobaczy. Musiałam sprawić, żeby zobaczył. Powstrzymałam szloch. Czemu to musiało się stać? Wtedy, kiedy nasz związek nareszcie zaczął posuwać się do przodu.
- Leah.
Zamarłam. Moje imię brzmiało obco w jego głosie, jakby wymawiał je po raz pierwszy, ostrożnie układając sylaby. Otarłam ostatnie łzy i obróciłam się do niego… uśmiechając.
- Czy ty…? Boże… - Zwinął dłonie w pięści, gdy zobaczył moje mokre oczy. – Strasznie mi przykro.
Wyglądał jakby miał się rozpłakać, więc usiadłam na brzegu jego łóżka, widząc okazję do wykorzystania.
- Nie martw się o mnie – powiedziałam. – Jest ze mną dobrze, dopóki z tobą jest dobrze.
Zmarszczył brwi. – Nie jest ze mną dobrze.

- Więc ze mną też nie, ale jesteśmy w tym razem.

Dirty Red - rozdział 13

Teraźniejszość

- Jesteśmy razem kawał czasu, Calebie.
Nie podnosi wzroku, kiedy odpowiada. – Tak.
Normalnie dostałabym „Tak, Ruda” albo „Tak, Kochanie” ale tym razem dostaję tylko „Tak”.
Samotne wydaje się to „Tak”.
- Pamiętasz jak polecieliśmy do Los Angeles i jedliśmy w każdym hotspocie sław, do którego mogliśmy wejść?
Rzuca mi spojrzenie i dalej przerzuca pocztę. Caleb jest nostalgiczny. Lubi rozmawiać o starych wspomnieniach.
- Nie mieliśmy rezerwacji – ciągnę – ale udało ci się wprowadzić nas do każdej restauracji, którą chcieliśmy wypróbować.
Milczy, słuchając.
- Nie zobaczyliśmy ani jednej gwiazdy, ale czułam się gwiazdą przez cały tydzień… będąc tylko z tobą.
Zabieram pocztę z jego rąk i kładę ją na blacie, splatając nasze palce.
- Caleb, wiem, że jestem bałaganem. Ty wiesz, że jestem bałaganem. Ale robisz ze mnie lepszą osobę. Mamy tak wiele historii… tak wiele miłości. Proszę, przestań mnie ignorować.
Porusza szczęką.
- Nie chciałem chodzić do tych pretensjonalnych restauracji, Leah.
- Co takiego? – Kręcę głową. Myślałam, że to zadziała. Nie mam nawet rezerwowego planu.
- Szedłem tam z twojego powodu. Dzięki tobie dobrze się bawiłem, ale taki nie jestem.
- Nie rozumiem – mówię. Jego palce próbują wyrwać się z moich.
- Z tobą byłem kimś innym. Kimś, kogo nie rozumiem.
- Więc bądź kimś nowym. Nie obchodzi mnie to. Zmienimy się razem.
Caleb wzdycha. – Nie sądzę, że polubisz to kim jestem.
- Wypróbuj mnie, Caleb. Będę ciężko pracować, żeby go poznać. Proszę. Możemy to naprawić.
- Nie wiem czy możemy to zrobić, ale możemy spróbować.
Uśmiecham się z napięciem i przytulam się do niego. Czuję małe wahanie zanim odwzajemnia mój uścisk. Wdycham jego zapach. Możemy spróbować, powtarzam sobie w duchu. Słowa, których pragnę, ale mają datę upływu ważności. Możemy spróbować… dopóki już nie będziemy mogli. Możemy spróbować… ale to już wydaje się skazane.
Będę musiała wymyślić sposób, żeby stało się to bardziej stałe.

Następnych parę tygodni jest spokojnych. Wyciągnęłam wszystkie książki kucharskie, które dostałam w prezencie ślubnym i zaczynam robić prawdziwe dania zamiast je zamawiać. Jeżeli mój mężczyzna chciał mamy i żony przebywającej w domu, to właśnie to dostanie. Mogę być tradycjonalna. Nakrywam nam w stole w jadalni, którego nigdy nie używaliśmy. Nawet wprowadzam do pokoju przenośne łóżeczko, żeby ona była z nami. Caleb lubi moje gotowanie albo przynajmniej tak twierdzi. Wszystko zjada i wydaje się szczerze zadowolony, że się staram. Idę na zakupy, żeby kupić dziewczęce ubranka dla dziecka i wyrzucam wszystkie żółte oraz zielone. Dumnie rozkładam je na łóżku, żeby zobaczył je Caleb. Podnosi każde i kiwa głową w aprobacie.
- Nie będzie tego nosić – mówi, podnosząc małą bluzeczkę z napisem Umów się ze mną.
- Jest urocza – oponuję, sięgając po nią. Ubiega mnie i podnosi bluzeczkę nad głową, poza moim zasięgiem.
Spędzamy następnych kilka minut goniąc się po sypialni. Nie bawiliśmy się tak od bardzo dawna. Dobrze czuć się tak, jak na początku „nas”.
Sam obserwuje naszą małżeńską zmianę z rozbawieniem.

Jednego dnia na śniadaniu pytam Caleba gdzie planujemy spędzić wakacje w tym roku.
- Nasze wakacje będą musiały być przyjazne dziecku – mówi, popijając herbatę. – Dużo Disney Worldu i nadmorskich kurortów.
Staję jak wryta. Musi robić sobie jaja. Sam dostrzega moją minę i musi stłumić śmiech.
Spoglądam zaalarmowana na Caleba. – Palę się na słońcu – dukam.
Uśmiecha się krzywo. – Co? Myślałaś, że zabierzemy małą dziewczynkę do Paryża albo na Toskanię?
Kiwam głową.
- One też potrzebują czegoś, Leah. Dobrze jest pokazywać jej świat, ale mali ludzie potrzebują Disney Worldu i zamków z piasku. Nie masz takich wspomnień ze swojego dzieciństwa?
Nie mam. Szkoła zabrała nas do Disney’a w drugiej klasie. Poprzedniej nocy upiłam się z paroma facetami i miałam kaca przez cały następny dzień w parku. Nie mówię tego Calebowi.
- Tak sądzę – mówię wymijająco. Ta tradycjonalność zaczynała być do kitu.
- Co jeśli polubi Paryż? – pytam z nadzieją. – Wtedy możemy tam polecieć?
Wstaje i całuje mnie w czubek głowy. – Tak. Tuż po tym jak damy jej dzieciństwo.
- Więc kiedy nadal jest mała, możemy pojechać w jakieś fajne miejsce? Przecież nie będzie jeszcze przejmować się Myszką Minnie.
- Prawdopodobnie w tym roku nie pojedziemy na wakacje. Jest za mała, żeby wyjeżdżać. – Przyglądam mu się niedowierzająco, jak bierze swoją komórkę. Czy on właśnie skonfiskował mi wakacje?
- To śmieszne – oświadczam, wylizując łyżkę z owsianki. – Mnóstwo ludzi ma dzieci i wyjeżdża na wakacje.
- Są rzeczy, z których trzeba zrezygnować, kiedy masz rodzinę, Ruda. Dopiero zdajesz sobie z tego sprawę?
- Zrezygnujmy z czerwonego mięsa… muzyki… elektryczności! Tylko nie z wakacji.
Sam upuszcza naręcze prania, które niósł. Widzę jak jego plecy trzęsą się od śmiechu, jak pochyla się, żeby je podnieść.
Caleb mnie ignoruje, przewijając coś w telefonie.
Wszyscy mężczyźni w moim życiu traktują mnie jakbym była żartem.
- Wyjeżdżam na wakacje – oświadczam im obu. Caleb podnosi wzrok, unosząc brew.
- Co tam gadasz, Leah?
Prowokuje mnie. Nie wiem dlaczego łapię przynętę.
- Mówię, że jadę z tobą czy bez ciebie.
Wymaszerowuję z pokoju, żeby nie widzieć jego miny. Czemu czuję się jak dziesięciolatka? Nie, ze mną nie ma nic złego. To on. Nie chce mnie takiej jaka jestem. Chce zrobić ze mnie kogo innego. To jest gra Caleb, a ja grałam w nią od wielu lat. Daje mi standard w jakim mam żyć, a ja nie podołam.
Idzie za mną.
- Co robisz? – Łapie mnie za ramię, kiedy staram się odejść.
- Próbujesz mnie kontrolować.
- Zapewniam cię, że obraz kontrolowanej Leah mnie nudzi. Jednakże bycie częścią rodziny oznacza podejmowanie decyzji jako jedność.
- Och, błagam cię – prycham na niego – nie udawajmy, że podejmuje decyzje ktoś inni niż ty.
Wyrywam mu ramię. – Mam dosyć ciągłego robienia pokazu dla ciebie.
Jestem na schodach, kiedy słyszę jak mówi. – Proszę bardzo.
Nie patrzę za siebie.

Na górze wyciągam obraz uliczny, który Courtney przywiozła mi z Europy. Trzymam go owiniętego w papier woskowy. Dotykam palcem czerwonej parasolki. Courtney powiedziała, że jestem jej czerwoną parasolką. Gdy była w tarapatach, musiała tylko stanąć obok mnie, a ja chroniłam ją przed złymi rzeczami. Taka nie była prawda. Zawiodłam Courtney, zawiodłam ojca i byłam w trakcie zawodzenia Caleba.

Wpycham obraz z powrotem do pudła i ścieram łzy spływające po moich policzkach. Słyszę krzyk Estelli, jak wybudza się z drzemki. Zbieram swoje uczucia, biorę głęboki wdech i idę do niej.

Dirty Red - rozdział 12

Przeszłość

Moja siostra była taka piękna, że patrzenie na nią kłuło w oczy – a Bóg wiedział, że przez wiele lat jej się przyglądałam. Była ode mnie młodsza. Tylko o rok, ale jednak. Trochę niezręcznie było wielbić młodszą siostrzyczkę. Trudno było tego nie robić, skoro w chwili, kiedy wchodziło do pokoju, wędrowało do niej każde spojrzenie, jakby z jej porów wypływała jakaś eteryczna magia. Przez długi czas wierzyłam, że kiedy dobiegnę do pewnego wieku, to też będę miała ten magiczny sok – nie ma mowy. Przypominałam niedożywioną, naćpaną dziwkę z aparatem na zębach i tenisówkami za tysiąc dwieście dolarów. Courtney sprawiała, że chciałam umrzeć – zwłaszcza, kiedy umawiała się ze wszystkimi chłopcami, którzy mi się podobali, a potem ich porzucała. Nigdy nie potrafiłam się na nią złościć. Byłyśmy drużyną – Court i Jo – dopóki Jo nie zechciała zostać Leah, a wtedy były Court i Lee. Pomimo naszej bliskości, kiedy dorastałyśmy nie można była zaprzeczyć dołowi, którą tworzyły nasze różnice. Nasza przyjaźń osłabła na rok w gimnazjum. Zostawiła mnie dla cheerleaderek. Obserwowałam jak zdobywała nowych przyjaciół z mojego miejsca na trybunie, wyciągając chleb z aparatu i próbując rozgryźć, dlaczego nie pojawiły się jeszcze moje piersi.
Nie jestem ani trochę podobna do reszty rodziny. Każde z nich, z wyjątkiem mojej matki, ma kruczoczarne włosy. Dopasować to do popisowej oliwkowej skóry Smithów i zielonych oczów i wyglądają jak armia pięknych Greków. Ja urodziłam się czerwona: moja skóra, włosy i gorące, kapryśne nastawienie. Matka opowiadała mi, że płakałam przez tydzień po tym jak przywieźli mnie do domu. Powiedziała, że straciłam głos i słychać było tylko wydobywające się ze mnie powietrze, jak robiłam krzyczące miny.
Nasza matka zachęcała Courtney do robienia wszystkich typowo dziewczęcych rzeczy – cheerleadowania, modelingu i kradnięcia chłopaków innych dziewczyn. Mnie, z drugiej strony, zachęcano do diety, zwłaszcza podczas ostatniej klasy gimnazjum. Byłam trochę pucołowata. Zaczęłam zajadać swoje uczucia, kiedy odkryłam chłopców, odrzucenie i mini batoniki. W ciągu kilku miesięcy zmieniłam się z niedożywionej na pulchną.
- Poważnie będziesz tego żałować – powiedziała matka, znajdując mój schowek. Schowałam tuzin różnorodnych pudełek w starym pudełku po popcornie w spiżarni. – Masz już rude włosy, teraz chcesz dodać kilogramy dodatkowego ciała? – Żeby podkreślić jej zdanie, chwyciła garść tłuszczu na mojej talii i uszczypnęła go tak, że krzyknęłam. Potrząsnęła głową. – Jesteś beznadziejna, Johanno. – A potem wyrzuciła wszystkie moje batoniki do kosza.
Przygryzłam wargę, powstrzymując się przed płaczem. Kiedy zobaczyła, że walczę ze łzami, trochę złagodniała. Może i ona kiedyś była pulchna, pomyślałam z nadzieją.
- Proszę. – Otworzyła lodówkę i przycisnęła mi do piersi torebkę mrożonego groszku. – Kiedy zechcesz objadać się pierdołami, zjedź to. Pomyśl o tym, jak o zimnym smakołyku… jak lody. – Gdy wyglądałam na pełną wątpliwości, złapała mnie za brodę i zmusiła mnie do spojrzenia na nią. – Lubisz chłopców?
Potaknęłam.
- Nie dostaniesz ich, jeżeli będziesz jadła batoniki, zaufaj mi. Jeszcze nikt nie poderwał chłopaka z okruszkami słodyczy na twarzy.
Zaniosłam torebkę mrożonego groszku do mojego pokoju i usiadłam po turecku na podłodze. Wpatrując się w plakat Jonathana Taylora Thomasa, zjadłam całą torebkę, groszek po groszku.
Byłam trochę frajerowata. Lubiłam chłopców, ale lubiłam również matematykę i nauki ścisłe. Ale matematyka i nauki ścisłe nie poświęcały ci uwagi. Była to jednostronna, sucha miłość. Chciałam, żeby ludzie patrzyli na mnie tak jak na Court. Przewróciłam się na plecy, przeżuwając groszek. Nawet je lubiłam.
Następnego dnia poprosiłam Court, żeby przedstawiła mnie jej przyjaciółkom.
- Śmiejesz się z cheerleaderek – powiedziała.
- Już nie będę. Chcę, żeby ludzie mnie lubili.
Skinęła głową. – Polubią, Lee. Ja cię lubię.

Court zaprosiła mnie na pidżama party ze wszystkimi jej rozchichotanymi przyjaciółkami. Pomimo jej gwarancji, jej przyjaciółki mnie nie polubiły. Były trzynastoletnimi sukami, opętane opiniami ich matek. Prawie każde zdanie kończyły słowami skarbie albo świetnie. Nie chciałam być taka jak te dziewczyny. Nie chciałam być jak moja matka. Kiedy jedna z nich zapytała dlaczego koleguję się z kujonami matematycznymi, pękłam.
- Mówią o bardziej interesujących rzeczach niż wy.
Dziewczyna – Britney – spojrzała na mnie, jakbym była czymś wstrętnym. Przekrzywiła głowę na bok i uśmiechnęła się do mnie. Widziałam niemal jak jej matka ubrana w sweterek robi to samo. – To lesbijka – ogłosiła całemu pokojowi. Reszta dziewczyn potaknęła, jakby było to dopuszczalne wyjaśnienie mojej dziwności.
Mina Court zrzedła. Wyglądała jakby była bardzo mną rozczarowana.
- Nie jestem lesbijka – powiedziałam. Ale mój głos był słaby, nieprzekonujący. Dziewczyny uwierzyły już w słowo Britney. Nie patrzyły mi w oczy.
Przyjrzałam się ich głupim, wylakierowanym, upstrzonymi różem głowom i powiedziałam głośno. – Pieprzcie się! – Po czym wypadłam z pokoju. Czułam się trochę winna za rzucenie cienia na życie towarzyskie Court. Poradzi sobie. Była zbyt ładna, żeby tak się nie stało. Kiedy wróciła do domu, wpadła do mojego pokoju i skrzyżowała ramiona na piersiach.
- Czemu to zrobiłaś? – zapytała. – Prosisz mnie o pomoc, a potem zachowujesz się jak idiotka przed moimi przyjaciółkami.
Pokręciłam głową. Żartowała sobie?
- Court, to one. O czym ty gadasz?
- Przez ciebie wyglądam bardzo źle, Leah! Jesteś taka samolubna. Mam dosyć twoich fochów.
Odwróciła się, żeby odejść, ale wstałam i chwyciłam ją za ramię. Nie mogłam uwierzyć, że to mówiła. Tak jakby one powoli skradały kawałki jej mózgu i zastępowały je takimi z mniejszą funkcjonalnością.
- To nie fair! Jesteś moją siostrą. Jak możesz brać ich stronę? Britney wszystkich okłamała. Wiesz, że nie jestem lesbijką.
Courtney wyrwała ramię. – Nie wiem tego.
Otworzyłam i zamknęłam w szoku usta. Moja siostra – moja Courtney nigdy tak się do mnie nie odezwała. Nigdy nie brała przeciwko mnie. Czułam się jakby ktoś wypalał dziurę w mojej klatce piersiowej, tak bardzo to bolało.
- Wszystko mi rujnujesz – powiedziała w końcu. – One są moimi przyjaciółkami. Ty jesteś moją siostrą. Przejmuję się, kiedy mówią o tobie różne rzeczy. Proszę tylko, żebyś zostawiła to w spokoju i nie była już wredna. Utrudniasz mi wszystko.
Przełknęłam moją odpowiedź i skinęłam głową. Mogłam to dla niej zrobić.

Po tamtym dniu nigdy nie rozmawiałyśmy o tym, co się stało, ale przez długi czas dziwnie zachowywała się wobec mnie. Jej przyjaciółki zawsze prychały, kiedy mijały mnie na korytarzu naszej prywatnej szkoły. Rozpowiadały również plotki – powiedziały ludziom, że przyłapały mnie na masturbowaniu się na pidżama party. A Court nigdy nie powiedziała słowa w mojej obronie. Ja nigdy nie powiedziałam słowa w mojej obronie. Zastanawiałam się czy ona im wierzyła.
W ciągu paru tygodni byłam lesbijką dla każdego popularnego dzieciaka w siódmej i ósmej klasie. Gdy plotki w końcu dotarły do moich rodziców, w wakacje wysłali mnie na katolicki obóz. Uwielbiałam go. Poznałam syna pastora i straciłam dziewictwo w krzakach za wspólną łazienką. Wróciłam do domu z potwierdzonym smakiem na mężczyzn. Oczywiście nie powstrzymało to plotek o lesbijce, kiedy szkoła znowu się zaczęła. Britney osobiście zajęła się poinformowaniem każdej dziewczyny w jej klasie i mojej, że nie powinny rozbierać się przy mnie w szatni. Chłopcy szturchali się łokciami na korytarzach, podśmiewając się i robiąc komentarze, kiedy przechodziłam obok. To było okropne. Bolesne. Courtney ich nie poprawiała – to było najgorsze. Nasza więź wystrzępiła się i pękła, wszystko to pod okrutnymi paluszkami Władców Liceum. Poniekąd przyzwyczaiłam się do tego, tak jak przyzwyczaiłam się  podejścia moich rodziców do mnie, czyli „daję ci wolną rękę”.
Trzymałam głowę w dole, umawiałam się z chłopcami w klubie matematycznym, którzy wytrzymywali ze mną psychicznie i nigdy nie przestali spiskować przeciwko Britney i jej lokajom. Zmieniłam się tamtego roku i nikt tego nie dostrzegł. Byli zbyt zajęci bojkotowaniem mnie, żeby zauważyć, że pojawiły się u mnie miseczki C. Nauczyłam się jak używać suszarki i makijażu. Straciłam dziecięcą pulchność.

Tego samego roku moja siostra i Britney zakochały się w chłopaku o imieniu Paul. Obie go pragnęły. Żeby uratować ich przyjaźń, obie dziewczyny wyrzekły się go w emocjonalnym uścisku, zapewniając, że nic – zwłaszcza facet – nie może wejść między ich przyjaźń. Britney wytrzymała rok zanim się z nim przespała. Moja siostra była zdruzgotana. Nie lubiłam widzieć płaczącej Courtney. A robiła to przez dwa tygodnie. Pewnego dnia nawet przyłapałam ją na trzymaniu w łazience butelki tabletek nasennych.
- Nie dla chłopaka, Courtney – powiedziałam, wyrywając butelkę z jej palców. – Poważnie, kiedy zrobiłaś się taka słaba?
Wypłakiwała ciche łzy, wpatrując się we mnie podbitymi oczami. Wtedy zdałam sobie sprawę, że prawdopodobnie zawsze była słaba. Stawiała się naszym rodzicom, kiedy chodziło o mnie, ponieważ oni ją faworyzowali. Nie był to akt odwagi, żeby przeciwstawiać się twoim rodzicom, kiedy nigdy nie podnieśli na ciebie głosu. Odprowadziłam ją do jej sypialni i położyłam do łóżka. Potem położyłam się obok niej, żebym mogła ją obserwować.

Następnego dnia osaczyłam Britney przy jej szafce. Była oficjalnie dziewczyną Paula, a kiedy zerwała więź z moją siostrą, nie musiałam już trzymać buzi na kłódkę.
- Jesteś bezwartościową zdzirą, wiesz o tym? – Szturchnęłam ją w obojczyk, podkreślając swoje zdanie.
Paul czekał na nią kilka metrów dalej.
Britney spiorunowała mnie wzrokiem, odsuwając moją rękę.
- Fuu! Nie dotykaj mnie, lesbo – warknęła. Zignorowałam ją, odwracając uwagę na Paula. Wszystko to zaplanowałam. Paul uśmiechał się lekko. Mogłam dostrzec słowa walka babek tworzące się w jego miniaturowym, słabo rozwiniętym móżdżku. Zebrało się wokół nas paru ludzi, żeby zobaczyć, co się dzieje.
- A ty – powiedziałam, patrząc na Paula. – Będziesz tego potrzebował… - Rzuciłam mu prezerwatywę. Odbiła się od jego torsu i wylądowała pomiędzy jego Nike’ami. Spojrzał na mnie, a potem na czerwony kwadracik przy jego stopach. – Ona ma opryszczki, dupku.
Wyraz jego twarzy był warty każdego lesbijskiego komentarza, które wypowiedziała Britney przez dwa ostatnie lata. Zanim odeszłam, zerknęłam na Britney. Jej twarz była pobladła. Nie miałam wiedzieć o opryszczkach. Ściany w moim domu były cienkie, a ona spała u mojej siostry o jedną noc za wiele.

Zrujnowanie reputacji Britney tak jak ona zrujnowała moją było toporem, którego potrzebowałam, aby poluzować moje kajdany. Zaczęło się od Britney, ale wkrótce spałam z chłopakami wszystkich dziewczyn. Podobało mi się to, jak łatwo potrafiłam sprawić, żeby podążali za mną faceci, wymachując im seksem przed twarzą. Podobało mi się to, jak ich dziewczyny przychodziły do szkoły z czerwonymi, opuchniętymi oczami od płaczu, kiedy dowiedziały się, że ich chłopaki je zdradzali.

Nie dołączyłam do popularnych dziewczyn tak jak moja siostra; ja je przewyższałam. Wysoko leciałam i nie zamierzałam przestawać.