Przeszłość
Pokłóciliśmy
się w dzień jego wypadku. Możecie sobie wyobrazić? Wasz chłopak niemal umiera,
a kilka godzin wcześniej mówicie mu, że chcecie zerwać. Nie miałam tego na
myśli. To było oświadczenie „wóz albo przewóz”: okrutna próba zmuszenia go do
małżeństwa. Tyle że nie można dawać Calebowi Drake’owi ultimatum. Widziałam
jego twarz w myślach jak te słowa opuściły moje usta; uniesione brwi, szczęka
zaciśnięta jak pięść. Dzień przed jego wyjazdem w podróż służbową do Scranton
kłóciliśmy się na ten sam temat. Chciałam przeklęty pierścionek. Caleb chciał
się upewnić, że mój palec jest odpowiedni na jego pierścionek.
Wtedy
nadeszło połączenie. Byłam w pracy, gdy usłyszałam w słuchawce wytworny głos
Luci. Mieliśmy z Lucą zmienne stosunki; czasami było między nami świetnie,
czasami chciałam wylać jej na głowę naftę i zapalić zapałkę. Mówiła coś o
szpitalu i utracie pamięci. Nie rozumiałam, dopóki nie powiedziała. – Leah,
słuchasz mnie? Caleb jest w szpitalu! Nie zna swojego imienia!
- W
szpitalu? – powtórzyłam. Caleb powinien teraz kupować mi pierścionek.
- Wypadek,
Leah – powtórzyła. – Wylatujemy o poranku.
Gdy tylko
rozłączyłam się z Lucą, zaczęłam szukać lotów. Jeżeli teraz bym wyszła, to
byłabym tam przed północą. Ona leciała ze Stevem, ojczymem Caleba, o poranku.
Chciałam być tam pierwsza. Musiałam spojrzeć mu w oczy i sprawić, żeby mnie
pamiętał. Mój ojciec wszedł do mojego gabinetu ze stosem papierów w rękach.
Przesunęłam myszką nad przyciskiem zakupu. Zawsze chciał, żebym coś
podpisywała.
- Co
robisz? – Spojrzał na mnie ponad oprawką okularów.
- Caleb
miał wypadek – powiedziałam. – Ma wstrząśnięcie mózgu i nie wie kim jest.
- Nie
możesz wyjechać – rzekł rzeczowo. – Jesteśmy w trakcie przedpremiery.
Potrzebuję cię tutaj.
Położył
papiery na biurku i ruszył do drzwi. Zamrugałam na jego plecy, niepewna czy
mnie w ogóle słuchał.
- Tatusiu?
Zatrzymał
się przy drzwiach tyłem do mnie. Taka była większość naszej relacji – ja
mówiąca do jego pleców, pochylonej głowy czy jego gazety.
- Caleb
mnie potrzebuje, wylatuję. – Kliknęłam na zakup
biletu i wstałam, żeby zebrać swoje rzeczy.
Nie
patrzyłam na niego, podchodząc do drzwi, gdzie najprawdopodobniej stał
nieruchomo w miejscu, przeszywając mnie wzrokiem.
- Johanno…
- Nie
nazywaj mnie tak. Nazywam się Leah.
Przeszłam
obok niego, siła mojego ciała odepchnęła go na framugę. Wyglądałam odważniej
niż się czułam – byłam w tym dobra. Czy właśnie przeciwstawiłam się mojemu ojcu
– człowiekowi, którego miłość cały czas starałam się wygrać, zdobyć… zasłużyć
na nią? Musiałam z całych sił powstrzymywać się od odwrócenia się i ocenienia
jego gniewu. Wiedziałam, że gdybym na niego spojrzała, to wróciłabym do niego
biegiem, jak pies szukając drobinek jego sympatii. Był wściekły… gotował się.
Idź, idź, idź – mówiłam sobie. Caleb mnie potrzebował. Był dobrem, które
posiadałam i nie zamierzałam pozwolić mu, aby o mnie zapomniał. Jakie znaczenie
miała ta praca? Jakie znaczenie miał mój ojciec? Potrzebowałam Caleba bardziej
niż tych obu.
Pojechałam
do domu i wrzuciłam rzeczy do torby podróżnej. Gdy dotarłam na lotnisko, już
się cała trzęsłam. Od tamtej pory wszystko było zamazaną plamą – przejście
przez ochronę, znalezienie mojego wejścia. Kiedy doszłam do wejścia, do odlotu
było wciąż pół godziny. Stałam tak blisko pracowniczki od biletów jak to było
możliwe. Afisz nad jej biurkiem miał napis Scranton, ale równie dobrze mógł
mówić Caleb. Gdy zostało ogłoszone pierwsze wezwanie na pokład, pierwsza
podałam jej bilet. Opadając na moje siedzenie, przycisnęłam palce do oczu, żeby
powstrzymać łzy. Odwróciłam swoją uwagę, wyciągając iPhone’a i wpisując w
Google amnezja. Czytałam o różnych
jej rodzajach, kiedy stewardessa kazała mi wyłączyć telefon. Nie cierpiałam
tego. Mój chłopak miał amnezję, ojciec wyrzeknie się mnie jak tylko wrócę do
domu, a suka z oczami pomalowanymi niebieskimi cieniami martwiła się o włączoną
komórkę w samolocie. Schowałam telefon i pstryknęłam paznokciami o kciuka,
jedne po drugim – zaczynając od małego palca. Robiłam to przez cały lot.
Kiedy
nadeszła pora wylądowania, ledwie mogłam się powstrzymać od wstania i podbiegnięcia
do przodu samolotu. Myślałam o wszystkich rzeczach, które mogły pójść nie tak. Luca
wspomniała przez telefon, że utrata pamięci Caleba została zakwalifikowana jako
amnezja wsteczna – oznaczało to, że stracił umiejętność przypomnienia sobie czegokolwiek
co wydarzyło się przed wypadkiem. Jak ktoś mógł po prostu… zapomnieć o całym
swoim życiu? Nie wierzyłam w to. Nie ma mowy, że mnie zapomniał. Byliśmy razem
każdego dnia… kochał mnie. To była najgorsza rzecz w miłości; bez względu na to
jak mocno się starałaś, nigdy nie mogłaś zapomnieć osoby, która miała twoje
serce. Przed Calebem nie wiedziałam co to znaczy. Byłam królową „umawiaj się i
rzucaj”.
Kolejka
ruszyła się do przodu, wydostałam się z terminalu, kierując się do budynku z
wynajmowaniem samochodów. Pół godziny później pędziłam Fordem Focusem w kierunku
szpitala z podkręconym na maksa ciepłym powietrzem i pstrykając prawym kciukiem
o paznokcie. Na zewnątrz padał śnieg. Przywiozłam ze sobą tylko lekką kurtkę i
parę lekkich sweterków. Zamarznę.
Droga do
jego pokoju szpitalnego była najdłuższą drogą w moim życiu. Bolało mnie w
klatce piersiowej, jak martwiłam się czy będzie mnie pamiętał. Jego lekarz – Hindus
z miłą twarzą – spotkał się ze mną w korytarzu.
- Było niewielkie
krwawienie w jego mózgu, które udało nam się opanować. Jest w stanie stabilnym,
ale jest bardzo zdezorientowany. Proszę się nie denerwować, jeżeli nie będzie
wiedział kim pani jest.
- Ale co to
wywołało? Tysiące ludzi ma wstrząśnięcie mózgu i nie traci pamięci –
powiedziałam.
- Nigdy nie
ma jednego przyczynowego wyjaśnienia dla takich rzeczy. Może być pani tylko
cierpliwa i wspierać go, tak jak tego potrzebuje. Przy takiej utracie pamięci
zazwyczaj trwa to trochę czasu, ale pamięć wraca.
Spojrzałam
ze strachem na jego drzwi. To naprawdę się działo. Przejdę przez te drzwi, a
jedyny mężczyzna, którego pozwoliłam sobie kochać mnie nie rozpozna.
- Mogę go
zobaczyć?
Lekarz
skinął głową. – Proszę dać mu przestrzeń. Dla niego będzie to pierwszy raz,
kiedy panią spotka. Jeżeli zechce pani go przytulić, proszę najpierw zapytać o
pozwolenie.
Przełknęłam
pięść w moim gardle. Dziękując lekarzowi, zapukałam delikatnie do drzwi.
Usłyszałam
jego głos. – Wejść.
Pierwszą
rzecz jaką zobaczyłam, gdy tam weszłam była ładna pielęgniarka sprawdzająca jego
kroplówkę. Flirtowała z nim. Moją początkową reakcją było bezpośrednie
podejście do Caleba i pocałowanie go. Moje terytorium. Zamiast tego stanęłam ukradkiem
przy drzwiach i czekałam, aż mnie zauważy.
Proszę…
proszę…
Podniósł
wzrok. Uśmiechnęłam się.
- Cześć,
Caleb. – Podeszłam kilka kroków. W jego oczach nic nie było. Moje serce drżało
z każdą sekundą tej świadomości. Nie miało być cudu, gdy zobaczył moją twarz, moje
piękne rude włosy nie przywrócą jego wspomnień. Byłam ze stali. Mogłam to
wytrzymać.
- Jestem
Leah.
Zerknął na
pielęgniarkę – która udawała, że mnie nie zauważyła – a ona skinęła głową,
lekko dotykając jego ramienia i wyszła z pokoju.
- Cześć,
Leah – odezwał się.
- Czy ty… -
Powstrzymałam się przed powiedzeniem więcej. Nie będę pytać czy znał mnie, czy
nie – nie – to z pewnością zobrazowałoby mnie jako niepewną. Po prostu oznajmię
mu kim dla niego jestem, wymagając, żeby psychicznie to zaakceptował.
- Jestem
twoją dziewczyną. Dziwnie jest wyjaśniać to tobie.
Uśmiechnął
się – starym Calebowym uśmiechem. Wypuściłam oddech, który wstrzymywałam. Boże,
potrzebowałam papierosa.
Zbliżyłam
się do jego łóżka. Był dosyć poobijany. Nad jego prawy okiem znajdowało się
parę szwów, a jego twarz wyglądała Kandinsky’ego.
- Tak
bardzo się bałam – powiedziałam. – Od razu przyleciałam.
Kiwnął
głową, spuszczając wzrok na ręce. – Dziękuję.
Mięśnie
pracowały w jego szczęce, jak zagryzł zęby. Mrugnęłam na niego, niepewna co jeszcze
powiedzieć. Zaczęliśmy od początku? Czy przypomniałam mu kim byliśmy, gdzie
byliśmy?
Uspokój się
moje oszalałe serce.
- Czy mogę…
mogę cię przytulić? – Drżałam, czekając na jego odpowiedź. To były dreszcze
strachu, kalkulacja straty, którą bym poczuła, gdyby mnie odrzucił.
Podniósł
wzrok, marszcząc czoło i potaknął. Była to jedna z tych wspaniałych chwil ulgi,
którą zapamiętam na zawsze. Moje wewnętrzne węzły rozplątały się i pochyliłam
się nad nim, obejmując ramionami jego szyję i zapłakałam w jego pierś. Przez
kilka sekund tylko ja go trzymałam, a potem poczułam jak jego ręce delikatnie
oparły się o moje plecy. Zapłakałam jeszcze mocniej. To było takie zagmatwane. Powinnam
go pocieszać, a ja sobie szlochałam.
Gdyby on
umarł… o Boże… zostałabym całkiem sama. Jego matka powiedziała mi, że kierowca
samochodu zmarł. Spotkałam go raz lub dwa na przyjęciach w pracy Caleba.
Kiedy
oderwałam się od niego, nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy. Wyciągnęłam z
torebki paczkę chusteczek i odwróciłam się od niego, przecierając oczy.
Musiałam
się trzymać. Myśleć pozytywnie. Za niedługo to wszystko się skończy i zostanie
zakopane w naszej przeszłości. Teraz musiałam go wspierać. Było nam tak dobrze
razem. Nawet jeśli nie miał żadnego wspomnienia z przeszłości, to teraz to
zobaczy. Musiałam sprawić, żeby zobaczył. Powstrzymałam szloch. Czemu to
musiało się stać? Wtedy, kiedy nasz związek nareszcie zaczął posuwać się do
przodu.
- Leah.
Zamarłam. Moje
imię brzmiało obco w jego głosie, jakby wymawiał je po raz pierwszy, ostrożnie
układając sylaby. Otarłam ostatnie łzy i obróciłam się do niego… uśmiechając.
- Czy ty…? Boże…
- Zwinął dłonie w pięści, gdy zobaczył moje mokre oczy. – Strasznie mi przykro.
Wyglądał
jakby miał się rozpłakać, więc usiadłam na brzegu jego łóżka, widząc okazję do
wykorzystania.
- Nie martw
się o mnie – powiedziałam. – Jest ze mną dobrze, dopóki z tobą jest dobrze.
Zmarszczył
brwi. – Nie jest ze mną dobrze.
- Więc ze
mną też nie, ale jesteśmy w tym razem.