28.1.14

Dirty Red - rozdział 13

Teraźniejszość

- Jesteśmy razem kawał czasu, Calebie.
Nie podnosi wzroku, kiedy odpowiada. – Tak.
Normalnie dostałabym „Tak, Ruda” albo „Tak, Kochanie” ale tym razem dostaję tylko „Tak”.
Samotne wydaje się to „Tak”.
- Pamiętasz jak polecieliśmy do Los Angeles i jedliśmy w każdym hotspocie sław, do którego mogliśmy wejść?
Rzuca mi spojrzenie i dalej przerzuca pocztę. Caleb jest nostalgiczny. Lubi rozmawiać o starych wspomnieniach.
- Nie mieliśmy rezerwacji – ciągnę – ale udało ci się wprowadzić nas do każdej restauracji, którą chcieliśmy wypróbować.
Milczy, słuchając.
- Nie zobaczyliśmy ani jednej gwiazdy, ale czułam się gwiazdą przez cały tydzień… będąc tylko z tobą.
Zabieram pocztę z jego rąk i kładę ją na blacie, splatając nasze palce.
- Caleb, wiem, że jestem bałaganem. Ty wiesz, że jestem bałaganem. Ale robisz ze mnie lepszą osobę. Mamy tak wiele historii… tak wiele miłości. Proszę, przestań mnie ignorować.
Porusza szczęką.
- Nie chciałem chodzić do tych pretensjonalnych restauracji, Leah.
- Co takiego? – Kręcę głową. Myślałam, że to zadziała. Nie mam nawet rezerwowego planu.
- Szedłem tam z twojego powodu. Dzięki tobie dobrze się bawiłem, ale taki nie jestem.
- Nie rozumiem – mówię. Jego palce próbują wyrwać się z moich.
- Z tobą byłem kimś innym. Kimś, kogo nie rozumiem.
- Więc bądź kimś nowym. Nie obchodzi mnie to. Zmienimy się razem.
Caleb wzdycha. – Nie sądzę, że polubisz to kim jestem.
- Wypróbuj mnie, Caleb. Będę ciężko pracować, żeby go poznać. Proszę. Możemy to naprawić.
- Nie wiem czy możemy to zrobić, ale możemy spróbować.
Uśmiecham się z napięciem i przytulam się do niego. Czuję małe wahanie zanim odwzajemnia mój uścisk. Wdycham jego zapach. Możemy spróbować, powtarzam sobie w duchu. Słowa, których pragnę, ale mają datę upływu ważności. Możemy spróbować… dopóki już nie będziemy mogli. Możemy spróbować… ale to już wydaje się skazane.
Będę musiała wymyślić sposób, żeby stało się to bardziej stałe.

Następnych parę tygodni jest spokojnych. Wyciągnęłam wszystkie książki kucharskie, które dostałam w prezencie ślubnym i zaczynam robić prawdziwe dania zamiast je zamawiać. Jeżeli mój mężczyzna chciał mamy i żony przebywającej w domu, to właśnie to dostanie. Mogę być tradycjonalna. Nakrywam nam w stole w jadalni, którego nigdy nie używaliśmy. Nawet wprowadzam do pokoju przenośne łóżeczko, żeby ona była z nami. Caleb lubi moje gotowanie albo przynajmniej tak twierdzi. Wszystko zjada i wydaje się szczerze zadowolony, że się staram. Idę na zakupy, żeby kupić dziewczęce ubranka dla dziecka i wyrzucam wszystkie żółte oraz zielone. Dumnie rozkładam je na łóżku, żeby zobaczył je Caleb. Podnosi każde i kiwa głową w aprobacie.
- Nie będzie tego nosić – mówi, podnosząc małą bluzeczkę z napisem Umów się ze mną.
- Jest urocza – oponuję, sięgając po nią. Ubiega mnie i podnosi bluzeczkę nad głową, poza moim zasięgiem.
Spędzamy następnych kilka minut goniąc się po sypialni. Nie bawiliśmy się tak od bardzo dawna. Dobrze czuć się tak, jak na początku „nas”.
Sam obserwuje naszą małżeńską zmianę z rozbawieniem.

Jednego dnia na śniadaniu pytam Caleba gdzie planujemy spędzić wakacje w tym roku.
- Nasze wakacje będą musiały być przyjazne dziecku – mówi, popijając herbatę. – Dużo Disney Worldu i nadmorskich kurortów.
Staję jak wryta. Musi robić sobie jaja. Sam dostrzega moją minę i musi stłumić śmiech.
Spoglądam zaalarmowana na Caleba. – Palę się na słońcu – dukam.
Uśmiecha się krzywo. – Co? Myślałaś, że zabierzemy małą dziewczynkę do Paryża albo na Toskanię?
Kiwam głową.
- One też potrzebują czegoś, Leah. Dobrze jest pokazywać jej świat, ale mali ludzie potrzebują Disney Worldu i zamków z piasku. Nie masz takich wspomnień ze swojego dzieciństwa?
Nie mam. Szkoła zabrała nas do Disney’a w drugiej klasie. Poprzedniej nocy upiłam się z paroma facetami i miałam kaca przez cały następny dzień w parku. Nie mówię tego Calebowi.
- Tak sądzę – mówię wymijająco. Ta tradycjonalność zaczynała być do kitu.
- Co jeśli polubi Paryż? – pytam z nadzieją. – Wtedy możemy tam polecieć?
Wstaje i całuje mnie w czubek głowy. – Tak. Tuż po tym jak damy jej dzieciństwo.
- Więc kiedy nadal jest mała, możemy pojechać w jakieś fajne miejsce? Przecież nie będzie jeszcze przejmować się Myszką Minnie.
- Prawdopodobnie w tym roku nie pojedziemy na wakacje. Jest za mała, żeby wyjeżdżać. – Przyglądam mu się niedowierzająco, jak bierze swoją komórkę. Czy on właśnie skonfiskował mi wakacje?
- To śmieszne – oświadczam, wylizując łyżkę z owsianki. – Mnóstwo ludzi ma dzieci i wyjeżdża na wakacje.
- Są rzeczy, z których trzeba zrezygnować, kiedy masz rodzinę, Ruda. Dopiero zdajesz sobie z tego sprawę?
- Zrezygnujmy z czerwonego mięsa… muzyki… elektryczności! Tylko nie z wakacji.
Sam upuszcza naręcze prania, które niósł. Widzę jak jego plecy trzęsą się od śmiechu, jak pochyla się, żeby je podnieść.
Caleb mnie ignoruje, przewijając coś w telefonie.
Wszyscy mężczyźni w moim życiu traktują mnie jakbym była żartem.
- Wyjeżdżam na wakacje – oświadczam im obu. Caleb podnosi wzrok, unosząc brew.
- Co tam gadasz, Leah?
Prowokuje mnie. Nie wiem dlaczego łapię przynętę.
- Mówię, że jadę z tobą czy bez ciebie.
Wymaszerowuję z pokoju, żeby nie widzieć jego miny. Czemu czuję się jak dziesięciolatka? Nie, ze mną nie ma nic złego. To on. Nie chce mnie takiej jaka jestem. Chce zrobić ze mnie kogo innego. To jest gra Caleb, a ja grałam w nią od wielu lat. Daje mi standard w jakim mam żyć, a ja nie podołam.
Idzie za mną.
- Co robisz? – Łapie mnie za ramię, kiedy staram się odejść.
- Próbujesz mnie kontrolować.
- Zapewniam cię, że obraz kontrolowanej Leah mnie nudzi. Jednakże bycie częścią rodziny oznacza podejmowanie decyzji jako jedność.
- Och, błagam cię – prycham na niego – nie udawajmy, że podejmuje decyzje ktoś inni niż ty.
Wyrywam mu ramię. – Mam dosyć ciągłego robienia pokazu dla ciebie.
Jestem na schodach, kiedy słyszę jak mówi. – Proszę bardzo.
Nie patrzę za siebie.

Na górze wyciągam obraz uliczny, który Courtney przywiozła mi z Europy. Trzymam go owiniętego w papier woskowy. Dotykam palcem czerwonej parasolki. Courtney powiedziała, że jestem jej czerwoną parasolką. Gdy była w tarapatach, musiała tylko stanąć obok mnie, a ja chroniłam ją przed złymi rzeczami. Taka nie była prawda. Zawiodłam Courtney, zawiodłam ojca i byłam w trakcie zawodzenia Caleba.

Wpycham obraz z powrotem do pudła i ścieram łzy spływające po moich policzkach. Słyszę krzyk Estelli, jak wybudza się z drzemki. Zbieram swoje uczucia, biorę głęboki wdech i idę do niej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz