Teraźniejszość
- Jesteśmy
razem kawał czasu, Calebie.
Nie podnosi
wzroku, kiedy odpowiada. – Tak.
Normalnie
dostałabym „Tak, Ruda” albo „Tak, Kochanie” ale tym razem dostaję tylko „Tak”.
Samotne
wydaje się to „Tak”.
- Pamiętasz
jak polecieliśmy do Los Angeles i jedliśmy w każdym hotspocie sław, do którego
mogliśmy wejść?
Rzuca mi
spojrzenie i dalej przerzuca pocztę. Caleb jest nostalgiczny. Lubi rozmawiać o
starych wspomnieniach.
- Nie
mieliśmy rezerwacji – ciągnę – ale udało ci się wprowadzić nas do każdej
restauracji, którą chcieliśmy wypróbować.
Milczy,
słuchając.
- Nie
zobaczyliśmy ani jednej gwiazdy, ale czułam się gwiazdą przez cały tydzień… będąc
tylko z tobą.
Zabieram
pocztę z jego rąk i kładę ją na blacie, splatając nasze palce.
- Caleb,
wiem, że jestem bałaganem. Ty wiesz, że jestem bałaganem. Ale robisz ze mnie
lepszą osobę. Mamy tak wiele historii… tak wiele miłości. Proszę, przestań mnie
ignorować.
Porusza
szczęką.
- Nie
chciałem chodzić do tych pretensjonalnych restauracji, Leah.
- Co
takiego? – Kręcę głową. Myślałam, że to zadziała. Nie mam nawet rezerwowego
planu.
- Szedłem
tam z twojego powodu. Dzięki tobie dobrze się bawiłem, ale taki nie jestem.
- Nie
rozumiem – mówię. Jego palce próbują wyrwać się z moich.
- Z tobą
byłem kimś innym. Kimś, kogo nie rozumiem.
- Więc bądź
kimś nowym. Nie obchodzi mnie to. Zmienimy się razem.
Caleb
wzdycha. – Nie sądzę, że polubisz to kim jestem.
- Wypróbuj
mnie, Caleb. Będę ciężko pracować, żeby go poznać. Proszę. Możemy to naprawić.
- Nie wiem
czy możemy to zrobić, ale możemy spróbować.
Uśmiecham
się z napięciem i przytulam się do niego. Czuję małe wahanie zanim odwzajemnia
mój uścisk. Wdycham jego zapach. Możemy
spróbować, powtarzam sobie w duchu. Słowa, których pragnę, ale mają datę
upływu ważności. Możemy spróbować… dopóki
już nie będziemy mogli. Możemy spróbować…
ale to już wydaje się skazane.
Będę
musiała wymyślić sposób, żeby stało się to bardziej stałe.
Następnych
parę tygodni jest spokojnych. Wyciągnęłam wszystkie książki kucharskie, które
dostałam w prezencie ślubnym i zaczynam robić prawdziwe dania zamiast je
zamawiać. Jeżeli mój mężczyzna chciał mamy i żony przebywającej w domu, to
właśnie to dostanie. Mogę być tradycjonalna. Nakrywam nam w stole w jadalni,
którego nigdy nie używaliśmy. Nawet wprowadzam do pokoju przenośne łóżeczko,
żeby ona była z nami. Caleb lubi moje gotowanie albo przynajmniej tak twierdzi.
Wszystko zjada i wydaje się szczerze zadowolony, że się staram. Idę na zakupy,
żeby kupić dziewczęce ubranka dla dziecka i wyrzucam wszystkie żółte oraz
zielone. Dumnie rozkładam je na łóżku, żeby zobaczył je Caleb. Podnosi każde i kiwa
głową w aprobacie.
- Nie
będzie tego nosić – mówi, podnosząc małą bluzeczkę z napisem Umów się ze mną.
- Jest
urocza – oponuję, sięgając po nią. Ubiega mnie i podnosi bluzeczkę nad głową,
poza moim zasięgiem.
Spędzamy
następnych kilka minut goniąc się po sypialni. Nie bawiliśmy się tak od bardzo
dawna. Dobrze czuć się tak, jak na początku „nas”.
Sam
obserwuje naszą małżeńską zmianę z rozbawieniem.
Jednego
dnia na śniadaniu pytam Caleba gdzie planujemy spędzić wakacje w tym roku.
- Nasze
wakacje będą musiały być przyjazne dziecku – mówi, popijając herbatę. – Dużo Disney
Worldu i nadmorskich kurortów.
Staję jak
wryta. Musi robić sobie jaja. Sam dostrzega moją minę i musi stłumić śmiech.
Spoglądam
zaalarmowana na Caleba. – Palę się na słońcu – dukam.
Uśmiecha
się krzywo. – Co? Myślałaś, że zabierzemy małą dziewczynkę do Paryża albo na
Toskanię?
Kiwam
głową.
- One też
potrzebują czegoś, Leah. Dobrze jest pokazywać jej świat, ale mali ludzie
potrzebują Disney Worldu i zamków z piasku. Nie masz takich wspomnień ze
swojego dzieciństwa?
Nie mam. Szkoła
zabrała nas do Disney’a w drugiej klasie. Poprzedniej nocy upiłam się z paroma
facetami i miałam kaca przez cały następny dzień w parku. Nie mówię tego
Calebowi.
- Tak sądzę
– mówię wymijająco. Ta tradycjonalność zaczynała być do kitu.
- Co jeśli
polubi Paryż? – pytam z nadzieją. – Wtedy możemy tam polecieć?
Wstaje i
całuje mnie w czubek głowy. – Tak. Tuż po tym jak damy jej dzieciństwo.
- Więc kiedy
nadal jest mała, możemy pojechać w jakieś fajne miejsce? Przecież nie będzie
jeszcze przejmować się Myszką Minnie.
-
Prawdopodobnie w tym roku nie pojedziemy na wakacje. Jest za mała, żeby
wyjeżdżać. – Przyglądam mu się niedowierzająco, jak bierze swoją komórkę. Czy
on właśnie skonfiskował mi wakacje?
- To
śmieszne – oświadczam, wylizując łyżkę z owsianki. – Mnóstwo ludzi ma dzieci i
wyjeżdża na wakacje.
- Są
rzeczy, z których trzeba zrezygnować, kiedy masz rodzinę, Ruda. Dopiero zdajesz
sobie z tego sprawę?
-
Zrezygnujmy z czerwonego mięsa… muzyki… elektryczności! Tylko nie z wakacji.
Sam
upuszcza naręcze prania, które niósł. Widzę jak jego plecy trzęsą się od
śmiechu, jak pochyla się, żeby je podnieść.
Caleb mnie
ignoruje, przewijając coś w telefonie.
Wszyscy
mężczyźni w moim życiu traktują mnie jakbym była żartem.
- Wyjeżdżam
na wakacje – oświadczam im obu. Caleb podnosi wzrok, unosząc brew.
- Co tam
gadasz, Leah?
Prowokuje
mnie. Nie wiem dlaczego łapię przynętę.
- Mówię, że
jadę z tobą czy bez ciebie.
Wymaszerowuję
z pokoju, żeby nie widzieć jego miny. Czemu czuję się jak dziesięciolatka? Nie,
ze mną nie ma nic złego. To on. Nie chce mnie takiej jaka jestem. Chce zrobić
ze mnie kogo innego. To jest gra Caleb, a ja grałam w nią od wielu lat. Daje mi
standard w jakim mam żyć, a ja nie podołam.
Idzie za
mną.
- Co robisz?
– Łapie mnie za ramię, kiedy staram się odejść.
- Próbujesz
mnie kontrolować.
- Zapewniam
cię, że obraz kontrolowanej Leah mnie nudzi. Jednakże bycie częścią rodziny
oznacza podejmowanie decyzji jako jedność.
- Och,
błagam cię – prycham na niego – nie udawajmy, że podejmuje decyzje ktoś inni
niż ty.
Wyrywam mu
ramię. – Mam dosyć ciągłego robienia pokazu dla ciebie.
Jestem na
schodach, kiedy słyszę jak mówi. – Proszę bardzo.
Nie patrzę za
siebie.
Na górze
wyciągam obraz uliczny, który Courtney przywiozła mi z Europy. Trzymam go
owiniętego w papier woskowy. Dotykam palcem czerwonej parasolki. Courtney
powiedziała, że jestem jej czerwoną parasolką. Gdy była w tarapatach, musiała
tylko stanąć obok mnie, a ja chroniłam ją przed złymi rzeczami. Taka nie była
prawda. Zawiodłam Courtney, zawiodłam ojca i byłam w trakcie zawodzenia Caleba.
Wpycham
obraz z powrotem do pudła i ścieram łzy spływające po moich policzkach. Słyszę
krzyk Estelli, jak wybudza się z drzemki. Zbieram swoje uczucia, biorę głęboki
wdech i idę do niej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz