20.11.13

Dirty Red - rozdział 9

Teraźniejszość

Jestem w kuchni w dresach i koszulce bez rękawów, robiąc smoothie, kiedy Sam przychodzi nazajutrz do pracy. Powinnam obserwować Estellę – która drzemie w przenośnym łóżeczku – podczas gdy Caleb bierze prysznic, ale gdy Sam staje w drzwiach wejściowych, zdążyłam już zapomnieć gdzie ją postawiłam.
- Jak się masz? – wita mnie ciepło Sam, trzymając worek marynarski na ramieniu. Zastanawiam się czy planuje zostać na noc. Jestem przerażona tą myślą.
- Zatem gdzie moja opłata? – pyta, pocierając razem ręce i uśmiechając się. Przez minutę myślę, że nawiązuje do karty kredytowej – ponieważ często tak mówię, gdy przeglądam zakupy i przeszukuję torebkę w poszukiwaniu mojej American Express – a wtedy zdaję sobie sprawę, że mówi o dziecku. Muszę powstrzymać się z całych sił, aby nie wywrócić oczami.
Nienasycony głód dziecka ratuje mnie, jak zaczyna kwilić gdzieś za moim ramieniem. Wtedy przypominam sobie, że zaniosłam ją do jadalni. Spoglądam w kierunku jej łóżeczka z irytacją.
- Ja do niej pójdę – mówi Sam, przejmując kontrolę i mnie omija. Wzruszam obojętnie ramionami i idę do mojego laptopa. Wraca do pokoju kołysząc ją w ramionach, w chwili jak Caleb schodzi po głównych schodach – jego włosy nadal są mokre od prysznica. Czuję przypływ żądzy tylko na niego patrząc. Caleb ignoruje mnie i podchodzi do Sama, żeby klepnąć go w plecy, jakby byli starymi przyjaciółmi. Nie odezwał się do mnie od naszej późnej przejażdżki do szpitala, poza zapytaniem o dziecko albo wygłoszeniem instrukcji. Odwracam się, dąsając podczas gdy oni dyskutują rzeczy, które mnie nie interesują. Planuję wycieczkę do spa i decyduję jak wiele zabiegów uda mi się zmieścić w osiem godzin, gdy Caleb woła moje imię. Rozpaczliwie chcąc być w centrum uwagi, opuszczam komputer i patrzę na niego z nadzieją.
- Nie będę w domu do późna – mówi. – Mam kolację biznesową.
Potakuję. Pamiętam, że kiedyś towarzyszyłam mu w takich kolacjach. Otwieram usta, aby powiedzieć mu, że chciałabym przyjść, ale pocałował dziecko i jest w połowie drogi do drzwi. Pusta planeta.
Skupiam uwagę na męskiej niańce.
- Więc jesteś spokrewniony ze swoją szefową – mówię głupio, wgryzając się w jabłko. Sam unosi na mnie brew, ale nie odpowiada. Mój umysł podąża do miejsca, gdzie zastanawiam się czy Caleb przespał się kiedykolwiek z Cammie.
- Czy ty… um… spędzasz z nią dużo czasu?
Wzrusza ramionami. – Cammie ma wiele przyjaciół. Martini z dziewczynami nie bardzo mnie interesuje.
- Ale nie chcesz kogoś poznać? – pytam, odrywając się od tematu. Jest dosyć przystojny, jeżeli interesujesz się typem muzyka grungy. Halooo, grunge umarł z Kurtem Cobainem.
- Czy tam spędzałabyś czas, gdybyś była wolna? – Pytając, patrzy prosto na mnie. Proste pytanie, lecz wyraz jego oczu sprawia, że czuję się jakbym była przesłuchiwana.
- Nie jestem wolna – odpowiadam gniewnie.
- Dowód. – Podnosi dziecko. Odwracam wzrok.
- Poznałeś jakąś jej przyjaciółkę? – Mam na dzieję na jakieś odniesienie do Olivii. Miło byłoby wiedzieć czy jakoś w tym gra.
Sam udaje głupiego. Nie mogę stwierdzić czy coś wie.
- Ech, parę tu i tam – odpowiada, przecierając usta Estelli ścierką od beknięć. – Jesteś pewna, że nie chcesz tego robić? – Wskazuje na dziecko. – Nie chcę zabierać ci czasu z nią.
Gdy spuszcza na nią wzrok, wywracam oczami.
- Nie, jest dobrze – mówię uprzejmie.
- Nie nawiązujesz z nią więzi, co? – pyta, nie patrząc na mnie.
Cieszę się, że nie widzi mojej twarzy. Jest wstrząśnięta. Zmuszam rysy do wygładzenia się w neutralności.
- Czemu tak mówisz? – Zmrużam oczy. – Znasz mnie od kiedy? Pięciu minut?
- Nie ma czego się wstydzić – mówi, ignorując mnie. – Większość kobiet doświadcza pewną formę depresji po porodzie.
- Okej, doktorze Philu. Nie mam depresji! – Odwracam się, ale zaraz obracam się z powrotem. – Jak śmiesz mnie osądzać – myślisz, że masz kwalifikacje, aby mnie „diagnozować”, psychologu? Dlaczego nie przyjrzysz się własnym umiejętnościom wychowawczym? Masz dziecko w Puerto Rico, kolego… bez ciebie.
Sam wydaje się niewzruszony moimi słowami. Zamiast odsunąć się tak jak tego pragnę, on patrzy na mnie z zamyśleniem.
- Caleb jest całkiem miłym facetem.
Gapię się na niego. Jakie ma to znaczenie? Czy to był jakiś psychologiczny trik? Pewnego rodzaju pułapka, która potwierdzi mu, że cierpię na depresję poporodową? Oblizuję wargi i staram się zobaczyć jego punkt widzenia.
- Tak? I?
Nie śpieszy się z odpowiedzią, odkładając butelkę na blat i kładzie Estellę na ramieniu na kolejną rundę bekania.
- Czemu poślubił taką dziewczynę jak ty?
Najpierw myślę, że źle go usłyszałam. Na pewno nie… nie mógł powiedzieć tego, co myślę. Jest pomocą – podrzędną męską niańką. Ale kiedy patrzy na mnie wyczekująco, czekając na odpowiedź, zaczyna drgać mi oko – żenująca reakcja. Czuję się ciężko od wściekłości. Jakbym mogła ją unieść z ramion, gdzie wylądowała i rzucić nią w niego.
Takie niegrzeczne! Niestosowne!
Przez chwilę myślę nad zwolnieniem go, a wtedy widzę mleko wylewające się z ust Estelii i spływające po jego koszulce. Marszczę nos. Lepiej on niż ja. Odwracam się na pięcie i wbiegam po schodach, jakby same macierzyństwo mnie goniło.
Kiedy zamykam drzwi sypialni, moją pierwszą myślą jest seks. Mam ochotę zerwać z kogoś ubrania – oczywiście z Caleba. Gdy miałam siedemnaście lat, mój terapeuta powiedział mi, że używam seksu, aby nadać sobie ważność. Natychmiast się z nim przespałam.
Drugą rzeczą, która wpadła mi do głowa, jest pudełko papierosów, które trzymam w schowane w szufladzie na bieliznę. Idę tam i przesuwam ręką po drewnianym tyle szuflady. Wciąż tam jest, do połowy pełne. Wyciągam zapalniczkę z aranżacji jedwabnych kwiatków i kieruję się na balkon połączony do sypialni. Nie paliłam od szóstego miesiąca ciąży, kiedy zwędziłam jednego papierosa po szczególnie stresującym wieczorze w domu moich teściów. Zapalam papierosa, powtarzając w głowie nieuprzejme komentarze Sama. Będę musiała pogadać z Calebem. Oczywiście Sam nie może dalej dla nas pracować po powiedzeniu mi takich okropnych, poniżających rzeczy.     
Zastanawiam się co miał na myśli, mówiąc „taką dziewczynę jak ty”? Ludzie użyli tego tekstu względem mnie wiele razy w moim życiu, ale zazwyczaj był to komplement albo pochlebstwo perspektyw mojej wspaniałej przyszłości. Taka dziewczyna jak ty może zajść daleko w świecie modelingu. Dziewczyna taka jak ty może być kimkolwiek chce być. Dziewczyna taka jak ty może mieć każdego mężczyznę, jakiego zapragnie.
Sam powiedział to inaczej. Nie było komplementów, tylko… czemu poślubił taką dziewczynę jak ty?
Pociągam papierosem, ciesząc się komfortem, który przynosi. Czemu kiedykolwiek zrezygnowałam z tych rzeczy? A tak… ponieważ chciałam mieć przeklęte dziecko. Gaszę resztkę na kamiennym wykończeniu balkonu i umiejętnie wrzucam go do krzaków na parterze. Caleb nie może znieść smrodu dymu papierosowego; właściwie to był jego jedyne zażalenie do mnie, kiedy umawialiśmy się ze sobą. Błagał, prosił i zaatakował seksem, żeby zmusić mnie do zaprzestania palenia, ale ostatecznie to zajście w ciążę przekonało mnie do rzucenia nałogu. Będę musiała wziąć prysznic, jeżeli nie chce zostać przyłapana. Mam już wystarczająco kłopotów. Rozbieram się do biustonosza i majtek, po czym kieruję się do łazienki, gdy widzę Sama pojawiającego się w ogrodzie z Estellą. Wozi ją w wózku – trzytysięczno dolarowym zakupie, którego jeszcze nawet nie dotknęłam. Przyglądam mu się zmrużonymi oczami, jak idzie ścieżką ogrodową, zastanawiając się czy widział jak palę. Postanawiam, że to nie ma znaczenia. Pod koniec dnia już go nie będzie.
- Twoje dni są policzone, kolego – mówię zwięźle, przed zamknięciem drzwi łazienki.
Caleb wraca do domu, gdy Sama już nie ma, co zarówno pokrzyżowało moje plany i pozostawiło mnie samą z dzieckiem. Żuję seler naciowy, kiedy wchodzi do domu, trzymając jedzenie na wynos.
Kładzie torbę na blacie kuchennym i idzie prosto na górę, żeby sprawdzić dziecko. Ignoruję ich, grzebiąc w torbie, aby zobaczyć co mi przyniósł. Gdy schodzi na dół, trzyma ją na rękach.
- Co…? Czemu ją obudziłeś?
Miałam nadzieję na spędzenie z nim trochę czasu bez jej ingerencji.
Wzdycha, otwierając lodówkę. – Jest noworodkiem. Je co trzy godziny, Leah. Nie spała.
Spoglądam na elektroniczną nianię i przypominam sobie, że wyłączyłam ją, żeby się zdrzemnąć. Musiałam zapomnieć ją włączyć. Zastanawiam się jak długo nie spała.
- Och.
Patrzę jak wkłada do podgrzewacza butelek zimne mleko z piersi. Mogę policzyć na palcach jednej ręki ile razy ją karmiłam. Jak do tej pory Caleb albo Sam ją karmili.
- Dzisiaj ona ma sześć tygodni – mówi. Odliczałam dni, kiedy znowu będę mogła z nim spać. Niemal nie udało mi się dojść do sześciu tygodni, kiedy w zeszłym tygodniu wrócił z biegu. Jest w najlepszej formie, gdy jest spocony.
Jedzenie w torbie wywołuje mój ślinotok. Zaczynam jeść bez niego. Przyniósł masalę z kurczaka z mojego ulubionego miejsca. Jemy tamtejsze jedzenie tak często, że mam rozpracowane wszystkie kalorie. Jeżeli zjem jedną całą pierś kurczaka, pięć pieczarek i zeskrobię większość sosu, to przybiorę tylko dwieście kalorii. Muszę zmusić się do przestania jeść. Chcę ostatni kawałek kurczaka, ale jeśli staram się stracić wagę po ciąży…
On wciąż na mnie nie spojrzał.
- Dziękuję za kolację – odzywam się. – Moje ulubione.
Kiwa głową.
- Zamierzasz już nigdy się do mnie nie odezwać?
- Nie wybaczyłem ci.
Wzdycham. – Naprawdę? Nie zauważyłam.
Zaciska usta. Zeskakuję z taboretu i wykonuję odważne posunięcie. Unosi brwi, gdy delikatnie wyjmuję dziecko z jego rąk i kładę ją na przedramionach, tak jak widziałam to u Sama.
- Szybciej beka tym sposobem – mówię mu, naśladując ruchy Sama. Dziecko znakomicie współpracuje, bekając głośno kilka sekund po moim małym poklepaniu. Przenoszę ją na zgięcie ramienia i sięgam po resztę butelki. Caleb przygląda się temu bez słowa.
Uśmiecham się do niego słodko.
No dalej, ty łajdaku. Wybacz mi.
Karmię ją resztą butelki i powtarzam trik z bekaniem.
- Chcesz ją odłożyć czy ja powinnam?
Bierze ją ode mnie, ale tym razem patrzy mi w oczy przez jedną… dwie… trzy sekundy.
PUNKT!
Kiedy odkłada ją do snu, biegnę na górę, żeby założyć coś seksownego. Jestem tak zdenerwowana, gdy wracam do kuchni; otwieram torbę mrożonych brokuł i wpycham ich garść do ust.

Mam na sobie czarną koszulę nocną. Nie jest arogancka. Nie chcę, żeby Caleb wiedział, że staram się o seks na zgodę. Przechadzam się po kuchni, dopóki nie wraca. Kiedy słyszę go na schodach, robię pokaz ponownego mycia butelek, które Sam wymył wcześniej. Słyszę go za sobą. Zatrzymuję się w wejściu i uśmiecham się, wiedząc, że patrzy.
Gdy przenosi się do salonu, idę za nim. Kiedy siada, wspinam się na kanapę obok niego.
- To już więcej się nie zdarzy. Miałam problem z nawiązaniem z nią więzi. Teraz jest lepiej. Musisz mi uwierzyć.
Kiwa głową. Widzę, że go nie przekonałam, ale zmieni zdanie. Pogram w mamusię i wkrótce będzie patrzył na mnie jak kiedyś. Całuję go w szyję.
- Nie, Leah.
Odsuwam się, mrużąc oczy. Kto teraz używał seksu jako broni?
- Chcę przeprosić. – Wydymam trochę usta, ale wygląda na zirytowanego.
- Więc przeproś Estellę. – Wtedy wstaje i odchodzi. Przewracam się na plecy i wpatruję w sufit. Odrzucenie. Czy to kiedykolwiek wcześniej mi się przydarzyło? Nie mogłam sobie przypomnieć. Wszystko wymykało mi się z ręki.

Chcę do kogoś zadzwonić – przyjaciółki… mojej siostry. Muszę porozmawiać o tym, co się właśnie stało, zdobyć jakąś perspektywę. Sięgam po komórkę i przewijam kontakty. Zatrzymuję się, trafiając na Katine. Będzie tylko w połowie słuchać tego, co mam do powiedzenia i za pięć minut będziemy gadać o niej. Przewijam dalej. Docieram do Court i wali mi serce. Court! Wykręcam jej numer. Zanim nawiązuje się połączenie, rozłączam się.

Dirty Red - rozdział 8

Przeszłość

Nie interesowały mnie zobowiązujące związki. Dopóki Caleb mnie nie odrzucił – wtedy już interesowały. Odbyliśmy rozmowę, taką, w której zapytałam go, gdzie zmierzamy, a on spojrzał na mnie jak na ufoludka.
- Wiedziałaś – powiedział. – Kiedy związałaś się ze mną, wiedziałaś, że nie szukam zobowiązania.
Odparłam, że ja również niczego nie szukałam. Że sprawy się zmieniają, gdy ludzie klikają.
Lecz Caleb był niewzruszony. Nie był gotowy. Nie chciał mnie. Chciał ją. Niedokładnie tak powiedział, ale wiedziałam to w podświadomości. Wiedziałam przez sposób w jaki zawsze odwracał wzrok, kiedy ją wspominałam. Nawet nie chciał powiedzieć mi jej imienia. Ktokolwiek go zniszczył, zniszczył wszystko dla mnie.
Czułam się jak malutki kawałek zwróconej obierki po ziemniaku. On chciał tylko się ze mną pieprzyć. Siedziałam skulona na swojej kanapie, po opuszczeniu jego mieszkania w ataku furii. Chciałam zrobić coś destrukcyjnego. Zadzwoniłam do wszystkich moich zdzirowatych koleżanek i umówiłam się na drinki.
Poszłam do baru i w ciągu godziny zdobyłam trzy numery. Zazwyczaj nie poświęcałam czasu żadnemu z kretynów, którzy do mnie podchodzili, ale był tam lekarz z akcentem, który uważałam za pociągający. Wsunęłam jego numer do torebki i wypiłam następnego drinka.
Gdy opuściłam bar, byłam już dosyć wstawiona. Nic nowego. Wsiadłam do mojego auta po pożegnaniu się z moimi przyjaciółkami i nie przejechałam nawet pięciu budynków, wjeżdżając w zaparkowany powóz. Odjechałam prędko, zanim ktokolwiek mógłby mnie zauważyć, ale byłam poważnie wstrząśnięta.
Zadzwoniłam do mojej matki.
Jej głos był niecierpliwy, kiedy odebrała.
- Mamo, miałam wypadek. Możesz po mnie przyjechać?
- Jestem w łóżku.
- Wiem. Przepraszam. Jestem pijana. Potrzebuję cię, mamo.
Westchnęła ciężko. Usłyszałam w tle głos ojca i jej gniewny głos. – To Leah. Wpakowała się w jakieś kłopoty. Chce, żebym po nią przyjechała.
Wymienili się słowami, których nie usłyszałam, po czym wróciła na linię. – Czy ktoś cię widział?
Powiedziałam jej, że nie.
- Dobrze – powiedziała.
Rozmawiali jeszcze przez chwilę. Ojciec brzmiał na rozgniewanego.
Czekałam cierpliwie, rozmasowując głowę. Przy uderzeniu walnęła w kierownicę i wyczuwałam początki bólu głowy.
Jej głos wrócił na linię. – Tatuś wysyła Cliffa. Przywiezie cię do domu.
Cliff był kierowcą ojca. Mieszkał w małym mieszkanku w ich dwunastoakrowej posiadłości. Podziękowałam jej, starając się ukryć rozczarowanie w głosie i podałam jej adres miejsca, gdzie byłam.
Czego ja oczekiwałam? Mojej matki wskakującej do jej małego, czerwonego Mercedesa i przyjeżdżającej na mój ratunek? Uścisku? Starłam łzy z twarzy i odepchnęłam zranione uczucia.
- Nie bądź takim pieprzonym dzieciakiem – powiedziałam do siebie.

Cliff przyjechał dziesięć minut później. Zaparkował swoją furgonetkę w wolnym miejscu i wsiadł na miejsce kierowcy mojego auta. Spojrzałam na niego z wdzięcznością.
- Dzięki, Cliff.
Skinął i wyjechał autem na drogę. Dobrą cechą Cliffa było to, że nie był gadułą. Kiedy wjechaliśmy przez bramy rezydencji, wszystkie światła były zgaszone. Przeszłam chwiejnie przez drzwi frontowe – które zostały dla mnie otwarte – i obmacałam drogę do pokoju gościnnego. Brak czekającej matki, brak czekającego ojca.
Przemyłam się w łazience, nałożyłam plaster na rozcięciu na czole i przełknęłam trzy tabletki Advil na ból głowy. Wchodząc do łóżka, zasnęłam, myśląc o Calebie.
Obudziłam się na dźwięk mojego imienia. To był głos mojej matki, zniecierpliwiony. Usiadłam szybko i skrzywiłam się na ból przeszywający głowę. Stała obok mojego łóżka, w pełni ubrana, jej włosy ufryzowane były na czubku jej głowy w idealnym koku. Jej usta były ciemnoczerwone i zaciśnięte. Była na mnie zła. Raz jeszcze się skrzywiłam i podciągnęłam kołdrę pod brodę.
- Cześć, mamo.
- Wstawaj.
- Okej…
- Twój ojciec jest bardzo rozgniewany, Johanno. Już trzeci raz w tym roku miałaś wypadek samochodowy.
Przesunęłam się niekomfortowo. Miała rację.
- W tej chwili je śniadanie. Chce, abyś zeszła na dół i z nim porozmawiała.
Potaknęłam. Oczywiście, że posłał moją matkę. Jego wieczna wysłanniczka, ojciec nigdy ze mną nie rozmawiał dopóki nie wysłał matki, żeby wezwała mnie na spotkanie. Nawet kiedy byłam małą dziewczynką, pamiętam jak mnie tak wzywano, gdy zrobiłam coś złego.

Prędko ubrałam się w ubrania z zeszłej nocy i zeszłam z nią do jadalni. Siedział na swoim tradycyjnym miejscu na czele stołu z rozłożoną przed sobą gazetą. Przy jego łokciu stał kubek kawy, ser kozi i omlet ze szpinakiem. Nie podniósł wzroku, jak weszłam.
- Siadaj – rzekł. Popędziłam do krzesła, a gosposia przyniosła mi kawę i małą, białą tabletkę.
- Johanno – powiedział, składając gazetę i spoglądając na mnie twardymi, szarymi oczami. – Postanowiłem, że w twoim najlepszym interesie będzie przyjść pracować dla mnie.
Spięłam się. Miałam już pracę. Pracowałam jako kasjerka w miejskim banku. Mój ojciec nie zatrudniał rodziny; nazywał to konfliktem interesów. Właśnie w zeszłym roku mój kuzyn błagał, żeby przyjąć go jako księgowego i ojciec odmówił.
- D… dlaczego?
Zmarszczył brwi. „Dlaczego” nie było słowem, które lubił słyszeć mój ojciec.
- Chodzi mi o to, że… nie wierzysz w mieszanie rodziny z pracą – dodałam szybko. Zaczęły pocić mi się dłonie. Boże, dlaczego wypiłam tyle zeszłej nocy?
Mój ojciec był przystojny. Miał oliwkową skórę i jasnoszare oczy. Spędzał dziesięć godzin tygodniowo na siłowni od wielu lat i miał budowę ciała na udowodnienie tego. Z moimi rudymi włosami i bladą skórą, w ogóle nie byłam do niego podobna.
Spojrzał mi prosto w oczy i w tamtej chwili wiedziałam, o czym mówił.
Tępy ból przeszedł przez moją klatkę piersiową, jakby czegoś szukał. Odnalazł moje serce, rozerwał je i wsunął się do środka. Podniosłam swoje emocje z podłogi i popatrzyłam ojcu w oczy. Jeżeli chciał, abym porzuciła pracę i pracowała dla niego, to porzucę pracę i będę dla niego pracowała.
- Tak, tatusiu.
- Zaczniesz w poniedziałek. Możesz wziąć Lincolna, podczas gdy twój samochód będzie w warsztacie. Zostaw swoje kluczyki Cliffowi.
Ponownie otworzył gazetę i wiedziałam, że zostałam zwolniona.
Wstałam, pragnąc powiedzieć coś jeszcze, pragnąc, żeby on powiedział coś jeszcze.
- Pa, tatusiu.
Nawet nie zwrócił uwagi na to, że się odezwałam.
Matka czekała na mnie w holu. Podała mi kluczyki do Lincolna. Była to tak dobrze naoliwiona operacja.

Pojechałam prosto do banku i poinformowałam ich, że nie wrócę do pracy. Potem skierowałam się do domu w centrum miasta z całkowitym zamiarem wypicia butelki wina i pójściem spać. Gdy dotarłam do domu, Caleb siedział u mojego progu. Zatrzymałam się gwałtownie. Był w swoim ubraniu roboczym: szarych spodniach, białej koszuli na guziki, rękawy podwinięte do łokci. Siedział z rozłożonymi nogami, łokcie opierając na kolanach i patrzył w ziemię, wyglądając na głęboko zamyślonego. Kiedy usłyszał moje obcasy na betonie, podniósł wzrok… uśmiechnął się. To był jego krzywy uśmiech. Sięgał jego oczu i sprawiał, iż zastanawiałaś się czy wyobrażał sobie ciebie nago. Boże, byłam taka stracona w tym mężczyźnie. Przeszłam obok niego i otworzyłam drzwi. Jak je otworzyłam, podniósł się i wszedł za mną do środka.
Po wszystkim zamówiliśmy tajskie jedzenie i jedliśmy je w łóżku. Nadal było mi trochę źle po rozmowie z tatą – nie wspominając, że znowu przespałam się z Calebem po tym jak powiedział mi, że mnie nie chce.
- Czemu tutaj przyszedłeś? Nie możesz przychodzić na przelotny seks, a potem mówić mi, że nie jestem wystarczająco dobra aby być twoją dziewczyną.
Odłożył swój pojemnik na boczny stolik i odwrócił się do mnie twarzą.
- Tego nie powiedziałem.
- Nie musiałeś, dupku. Czyny przemawiają głośniej niż słowa.
Skinął głową. Moje pałeczki zamarły w połowie drogi do ust. Oczekiwałam, że przynajmniej będzie się bronił… zaprzeczy temu.
- Masz rację. Przepraszam.
Zabrał moje pudełko curry i pałeczki, stawiając je obok jego. Wytarłam usta tyłem dłoni, kiedy był rozproszony. Działo się coś wielkiego. Czułam to.
Wciągnął mnie na swoje kolana tak, że siedziałam na nim okrakiem.
- Powiem o tym tylko ten raz. Żadnych pytań, dobra?
Potaknęłam.
- Byłem z nią trzy lata. Kochałem ją… kocham ją – poprawił się. Poczułam przypływ zazdrości. Tylko to zrobiła – przepłynęła przeze mnie, nie znajdując sobie miejsca. Wydawało mi się, że wybuchnę od ciśnienia. Zagryzłam wnętrze policzków.
- Nigdy nie przestaje się kogoś kochać, gdy jest się w tym tak głęboko. – W tamtej chwili jego oczy lekko przygasły. – W każdym razie, byliśmy naprawdę młodzi… i głupi. Nie mogłem kontrolować jej w sposób, jaki chciałem; była dla mnie zbyt silna. Pewnej nocy popełniłem bardzo złą decyzję, a ona mnie przyłapała.
- Zdradziłeś ją? – Do tej chwili trzymałam usta na kłódkę, za bardzo bojąc się odezwać, na wypadek gdyby miało to rozbić jego rzadki gadatliwy moment.
Mięśnie w jego szczęce zacisnęły się, a nozdrza rozszerzyły.
- Tak… nie. – Potarł czoło. – Ja… - Opuścił rękę na moje biodro. Wyglądał na tak udręczonego, że uniosłam rękę do jego policzka. Mało wiedziałam o ojcu Caleba. Był osławionym kobieciarzem. Obecnie był poślubiony z kobietą młodszą ode mnie. Jego czwarte małżeństwo. Z tego co dowiedziałam się od Caleba, był bardzo przeciwny zachowaniu ojca, więc zdrada była dla mnie całkowitym zaskoczeniem.
- Ja nie zdradzam, Leah. Ale, Boże, ta kobieta nikomu nie ufa…
Wzięłam głęboki wdech i pozwoliłam wypłynąć mu przez usta. Obserwował mnie ostrożnie, próbując ocenić moją reakcję.
- Ale zrobiłeś coś z nią?
- Nie technicznie… nie.
Nie rozumiałam tego, co mówił. Czy uważał, że zdradził tylko dlatego, że chciał zdradzić? Czy chciał zdradzić?
- Leah. – Przerzucił moje włosy przez ramię, palcami muskając moją skórę. Zadrżałam. Odbywaliśmy poważną dyskusję, a ja myślałam tylko o…
Potrząsnęłam głową z frustracją. – Albo ją pieprzyłeś, albo nie.
Westchnął. – Nigdy jej nie zdradziłem. Nie w tradycyjnym sensie tego słowa.
- Boże, nie wiem nawet co to znaczy.
Odchylił głowę, wybuchając śmiechem. – Najwyraźniej nasze moralne kompasy nie wskazują tego samego kierunku.
Zarumieniłam się. Rzadka dla mnie rzecz.
- Leah – powiedział. – Lubię cię. Bardziej niż powinienem. Ale nadal jestem bałaganem. Nie mogę być w związku, jeżeli jestem tylko w połowie drogi. Nadal ją kocham.
Łzy wezbrały mi się w oczach. Mówił mi, że nawet nie mógł spróbować mnie pokochać, ponieważ kochał kogoś innego.
- Cholera. – Zsunęłam z niego nogi i usiadłam na mojej stronie łóżka. Kołdra spłynęła na jego talię. Spojrzałam na niego kątem oka. Jego twarz była bezbarwna.
- Więc o co ci chodzi? Mogę ci przypomnieć, że to ty pojawiłeś się na moim progu, a nie na odwrót?
Roześmiał się i popychając mnie na plecy, pochylił się nade mną.
- Czuję do ciebie wielki pociąg. – Pocałował mnie w nos. – Zależy mi na tobie. Kiedy wyszłaś tamtej nocy, byłaś zraniona.
- Tak, byłam.
- A teraz?
Uśmiechnęłam się do niego. – Teraz jestem zraniona w inny sposób.
Zaśmiał się. Miał świetny śmiech. Zaczynał się dudnieniem w jego piersi i wydobywał się w gładkiej, ochrypłej fali. Za każdym razem gdy go rozśmieszałam, triumfowałam.
Niespodziewanie spoważniałam. – Mogę sprawić, że o niej zapomnisz.
Jego usta nadal były uniesione w półuśmiechu. Jego oczy zaszły mgłą, jak spojrzał na moje usta.
- Tak?
Skinęłam. – Tak.
- Dobrze, Ruda – powiedział, delikatnie nakręcając wokół palca pasmo moich włosów.
Zachichotałam – również niezwykła dla mnie rzecz. Ruda. Podobało mi się.
Pocałował mnie łagodnie, przesuwając się na mnie.
Kochaliśmy się. Po raz pierwszy w życiu ktoś się ze mną kochał. Zawsze to był tylko seks.

Zakochałam się tamtego dnia. 

11.11.13

Dirty Red - rozdział 7

Teraźniejszość

Budzę się na dźwięk alarmu. Najwyraźniej jest zepsuty, bo piszczenie nie jest ciągłe, tylko wyje jak syrena. Wszystko wydaje się gęste, jakby mój mózg został zamoczony w miodzie. Sięgam do budzika – żeby go wyłączyć, a wtedy otwieram oczy. To nie alarm. Podnoszę się, rozglądając po słabo oświetlonej sypialni, kołdra zsunęła się na moją talię. Według mojej komórki jest trzecia nad ranem. Strona łóżka Caleba nie została dotknięta. Zastanawiam się czy jest w pokoju gościnnym, po czym znowu to słyszę – dźwięk płaczącego dziecka. Idę chwiejnie do pokoju dziecinnego. Gdzie jest Caleb? Musi z nią być. Wchodzę do pokoju dziecinnego i widzę, jak przemierza pokój, trzymając ją w ramionach. Jego telefon jest wciśnięty między jego bark, a ucho i mówi szybko. Dziecko nie tylko płacze, ona wrzeszczy jakby coś ją bolało.
- Co…? – urywam, kiedy unosi palec, aby mnie uciszyć.
Kończy rozmowę i odrzuca telefon na bok. – Weź swoje rzeczy, zabieramy ją na ostry dyżur.
Potakuję bez słowa i biegnę, żeby narzucić na siebie jakieś ubrania. Dresy, jego bluzka Pink Floyda… zbiegam po schodach i spotykam się z nim przy drzwiach. Przypina dziecko do jej fotelika samochodowego. Nie przestała płakać, odkąd zostawiłam ich w pokoju.
- Co się dzieje? – pytam. – Jest chora?
Przytakuje ponuro głową i wychodzi z nią przez drzwi. Trzymam się go blisko i wskakuję na miejsce pasażera.
Przypominam sobie rzeczy, które czytałam o systemie odpornościowym dziecka. Nie powinno się przebywać z nimi przy innych dzieciach, w obcych miejscach. Trzymać je w domu do czasu, aż zbudują przeciwciała na wiele pływających wirusów.
Cholera. On jeszcze bardziej mnie znienawidzi.
- Ma czterdziestostopniową gorączkę. – Siada za kierownicą, odpalając silnik.
- Och.
Spogląda na mnie kątem oka, jak wyjeżdżamy z podjazdu. Co to było? Zirytowanie? Rozczarowanie?
Wiercę się przez całą dziesięciominutową jazdę, rzucając spojrzenia na tylne siedzenie, gdzie jest ona przypięta. Powinnam była usiąść z nią na tyle? Jakie są pieprzone reguły postępowania bycia matką? Gdy podjeżdżamy, wyskakuje z samochodu, zanim mam szansę w ogóle otworzyć swoje drzwi. Fotelik samochodowy zostaje odpięty i Caleb jest w połowie drogi do drzwi ostrego dyżuru, kiedy ja dopiero wygładzam włosy. Wchodzę za nim do środka. Jest przy recepcji pielęgniarek, gdy automatyczne drzwi otwierają mi się z sykiem.
Ona podsuwa mu podkładkę z dokumentacją i mówi mu, żeby ją wypełnił. Wyciągam przed nim rękę i zabieram ją z lady. On nie jest w stanie wypełnić dokumentację. Zanoszę ją do krzesła i biorę się do pracy.
Widzę niepokój na jego twarzy, jak rozmawia z pielęgniarką. Przerywam, żeby mu się przyjrzeć. Rzadkością jest widzenie go w taki sposób – wrażliwego, zamartwiającego się – kąciki jego ust są opuszczone, gdy zgadza się z czymś, co mówi ona i patrzy w fotelik na dziecko. Zerka na mnie i znika za drzwiami ostrego dyżuru razem z pielęgniarką, nawet nie pytając mnie czy chcę iść. Nie jestem pewna co zrobić, więc pytam pielęgniarkę przy biurku czy mogę iść z nimi, podając jej formularze. Patrzy na mnie, jakbym była idiotką.
- Nie jest pani matką?
Matką. Nie jej matką czy matką dziecka – po prostu matką.
Patrzę na jej mocno kręcone włosy i brwi, które potrzebują depilacji.
- Tak, jestem macicą, która nosiła dziecko – warczę. Przechodzę przez drzwi ostrego dyżuru, nie czekając na odpowiedź.
Muszę zerkać do kilku osłoniętych pomieszczeń, zanim ich znajduję. Caleb nie zwraca uwagi na moją obecność. Obserwuje pielęgniarkę podłączającą Estellę do kroplówki, podczas gdy wyjaśnia ona ryzyka odwodnienia.
- Gdzie wsadzą igłę? – pytam, bo jej rączki są wyraźnie za małe.
Posyła mi współczujące spojrzenie, mówiąc nam, że igła kroplówki zostanie wprowadzony do żyły na głowie Estelli. Twarz Caleba blednie. Nie będzie w stanie na to patrzeć, znam go. Prostuję plecy z powagą. Przynajmniej mogę być jakimś pożytkiem. Mogę zostać nią, kiedy będą wykonywali tę procedurę, a Caleb poczeka na zewnątrz. Nie jestem delikatna ani podatna na łzy, lecz gdy to sugeruję, patrzy na mnie chłodno i mówi:
- Tylko dlatego, że czuję się przez to źle, nie oznacza że zostawię ją samą.
Zamknęłam rozchylone usta. Nie mogę uwierzyć, że on to powiedział. Nie zostawiłam jej samej. Była pod opieką profesjonalistów.
Dąsam się na twardym, nieszczęsnym krześle, podczas gdy Estella zawodzi na ostrym dyżurze. Wygląda smętnie i malutko pod piszczącymi maszynami i przewodami, które odchodzą od jej małej główki.
Caleb wygląda jakby był na skraju łez, ale trzyma ją na rękach, uważając, aby nie ruszyć przewodów. Raz jeszcze jestem oszołomiona jego naturalnością. Myślałam, że tak samo będzie dla mnie – że w chwili jak spojrzę na moje dziecko, to będę wiedzieć co robić i poczuję natychmiastowy związek. Przygryzam wargę i zastanawiam się czy powinnam zaoferować się do jej potrzymania.
To jest trochę moja wina, że tutaj jest. Zanim mogę wstać, lekarz odsuwa zasłonę, która oddziela nas od zatłoczonego pomieszczenia ostrego dyżuru. Jest w średnim wieku i łysieje. Przed przywitaniem się z nami, przygląda się podkładce w jego ręce.
- Co my tutaj mamy? – pyta, lekko dotykając głowy Estelli. Caleb wyjaśnia jej objawy, a lekarz słucha, badając ją. Wspomina, że została zabrana do żłobka, a ja posyłam mu nieprzyjemne spojrzenie.
- Jej system odpornościowy potrzebuje czasu na rozwinięcie – mówi, zabierając stetoskop z jej klatki piersiowej. – W mojej opinii ona jest zbyt młoda na żłobek. Zazwyczaj kobiety biorą krótki urlop macierzyński przed wysłaniem dziecka do opieki na pełnym etacie.
Caleb rzuca mi spojrzenie. Kipi. Absolutnie kipi ze złości.
Skupiam się na pudełku lateksowych rękawiczek. Będzie na mnie krzyczał. Nienawidzę kiedy na mnie krzyczy. Na mojej skórze na pewno zrobiły się plamy; widomy znak, że robię w portki ze strachu.
- Przyjmę ją, abyśmy mogli monitorować ją przez czterdzieści osiem godzin. W innym wypadku może się odwodnić. Ktoś powinien przyjść za kilka minut, żeby wziąć ją na pediatrię.
Gdy tylko wychodzi z pomieszczenia, Caleb odwraca się do mnie.
- Idź do domu.
Patrzę na niego z otwartymi ustami.
- Nie używaj na mnie tego swojego przemądrzałego tonu – syczę. – Podczas gdy ty włóczysz się po całym kraju, ja tkwię w domu…
- Nosiłaś tę małą dziewczynkę, Leah, w swoim ciele. – Robi gest rękami, który sprawia, że wygląda jakby trzymał niewidzialną piłkę. Wtedy równie nagle opuszcza ramiona po bokach. – Jak możesz być taka bezduszna?
- Ja… ja nie wiem. – Marszczę czoło. Nigdy tak o tym nie pomyślałam. – Myślałam, że to był chłopak. Czułabym się inaczej, gdyby…
- Dostałaś coś… życie. To jest o wiele ważniejsze niż robienie zakupów i picie z twoimi pieprzonymi przyjaciółeczkami.
Drgam na jego „p” bombę. Caleb rzadko kiedy używa przekleństw.
- Jestem więcej niż tylko tym – mówię. – Wiesz, że tak jest.
Jego następne słowa dźgają moją duszę, rozkładając mnie w najgłębszym bólu jaki kiedykolwiek czułam.
- Chyba wmawiałem sobie, że taka jesteś.
Wstaję gwałtownie, ale kolana mnie zawodzą. Muszę oprzeć się o ścianę. On nigdy nie mówił do mnie w taki sposób.
Zajmuje mi kilka sekund wyduszenie jakichkolwiek słów. – Powiedziałeś, że nigdy mnie nie zranisz.
Jego oczy są oziębłe. – Tak było zanim zadarłaś z moją córką.
Wychodzę, nim mogłabym wybuchnąć.

Czterdzieści osiem godzin później Caleb wraca ze szpitala z dzieckiem. Widziałam go dwa razy, kiedy tam był – dwa razy, żeby przynieść mleko z piersi. Siedzę przy kuchennym stole, czytając magazyn i jem fasolę szparagową prosto z zamrażarki, kiedy wchodzi do domu, trzymając jej fotelik. Ma więcej zarostu na twarzy niż kiedykolwiek widziałam, a jego oczy są ciemne i zmęczone. Zanosi ją do jej pokoju, nie odzywając się do mnie. Spodziewam się, że od razu zejdzie na dół i da mi podsumowanie tego, co powiedział lekarz. Kiedy tego nie robi, idę na górę, zobaczyć gdzie jest. Słyszę lecący prysznic, więc postanawiam zaczekać na łóżku.
Gdy wychodzi z łazienki, ma ręcznik owinięty wokół pasa. Moją pierwszą myślą jest jaki on jest wspaniały. Chcę na niego skoczyć, pomimo tego, co mi powiedział. Zatrzymał zarost. Nawet mi się podoba. Patrzę jak opuszcza ręcznik i zakłada bokserki. Najlepszą rzeczą w Calebie nie jest jego doskonałe ciało, jego półuśmiechy czy jeszcze seksowniejszy głos… tylko jego maniera. Przekomarzanie się, to jak przesuwa paznokciem kciuka po dolnej wardze, kiedy myśli, to jak przygryza język, gdy jest podniecony. To jak zmusza mnie, żebym na niego patrzyła, kiedy mam orgazm. Potrafi rozebrać cię spojrzeniem, sprawia, że czujesz się jakbyś stała przed nim naga. Wiem z doświadczenia, że przyjemnością jest stanie nagą przed Calebem. Myślę o sposobach, które mogłabym użyć – przeprosiny i seks na zgodę… policzek w twarz i gniewny seks. Jestem niezwykle biegła w uwodzeniu go. Prawdopodobnie nie uwierzy w żadne moje przeprosiny. Próbuję czegoś nowego.
- Bardziej się postaram.
Dalej ubiera się bez patrzenia na mnie… dżinsy, koszulka. Nie wiem co robić i po raz pierwszy uświadamiam sobie, że mogłam posunąć się trochę za daleko. Tak dobrze ukrywam swoje prawdziwe ja od Caleba. Staram się spełniać jego oczekiwania. Tym razem przyłapał mnie z majtkami w dole.
- Myślę, że mam depresję poporodową – wypalam.
Patrzy na mnie. Wzdycham z ulgą. Najlepszym sposobem na manipulowanie Calebem jest kłamanie na temat stanu zdrowia. Sam przeżył amnezję wywołaną wstrząsem i stresem. Jeżeli ktokolwiek mógł zrozumieć niewygodny stan zdrowia, to powinien być to on.
- Pójdę… pójdę z tym do lekarza. Jestem pewna, że on mi coś zaleci… - milknę.
Widzę jego profil w lustrze. Jego jabłko Adama podskakuje, kiedy przełyka ślinę i opiera czoło o kciuka.
- Muszę przeprowadzić rozmowę z nianią – mówi. – Później o tym pogadamy.
Wychodzi z pokoju, nie oglądając się za siebie.

Nie zamierzam się ukrywać, kiedy Caleb będzie przeprowadzał rozmowę z potencjalną niańką Estelli. Ubieram się w rumiany strój od Chanel i siadam w salonie, żeby poczekać. Ktoś, do kogo zadzwonił Caleb tamtej nocy, przychodzi z kandydatem na nianię i chcę zobaczyć, z kim rozmawiał tak poufale. Zastanawiam się czy ta osoba była częścią jego życia, gdy miał amnezję. Jest jeszcze wiele rzeczy, których nie wiem o tym okresie jego życia i ciągle rozmyślam nad tym co zrobił bez mojej kontroli.
Dzwoni dzwonek do drzwi. Podnoszę się, wygładzając spódnicę. Caleb przygląda mi się podejrzliwie, przechodząc przez hol. Słyszę jak wita się z nimi ciepło i kilka sekund później pojawia się za rogiem. Pierwszego widzę mężczyznę. Jest niższy od Caleba i krępy. Jest uderzająco podobny do Dermota Mulroney’a – gdyby Dermot miał kozią bródkę, kudłate włosy i ubrany był jak flejtuch. Spoglądam na jego spodnie i bluzkę zapinaną na guziki. Ma jedne z tych wstrętnych tatuaży na ramionach – które wyzierają spod jego mankietów. Od razu go nie lubię. Niestety to on prawdopodobnie jest właścicielem agencji. Powinien przynajmniej wyprasować swoje ubrania.
Dziewczyna idącą za nim zdobywa moją uszczypliwą aprobatę. Jest małą blondynką z ładną owalną twarzą. Wygląda dosyć niewinnie, poza tym że ma mocno zakreślone, prowokujące oczy. W przeciwieństwie do jej niechlujnego pracodawcy, ma na sobie najnowszy, szarozielony kostium Dolce z dokładnie taką samą parą Louboutins, które mam w swojej szafie. W jaki sposób niania może pozwolić sobie na zakup takich drogich ubrań? A wtedy zdaję sobie sprawę, że prawdopodobnie ma jeden ładny kostium, który trzyma na rozmowy, żeby zrobić wrażenie na potencjalnych pracodawcach. Nie pozwolę jej mieć takiego makijażu przy Estelli. Nie chcę, żeby sąsiedzi pomyśleli, że mam nianię z usług towarzyskich. A poza tym w moim domu muszę być najpiękniejszą kobietą. Zapisuję sobie w głowie, aby powiedzieć jej, że jej uniform ma składać się ze spodni khaki i białej koszulki polo, po czym uśmiecham się do nich uprzejmie.
- Leah – odzywa się szorstko Caleb. – To jest Cammie Chase. – Niańka uśmiecha się – jednym z tych zadowolonych, wykrzywionych uśmiechów, gdzie przechyla się jeden kącik ust. Do niej także nie czuję sympatii.
- A to jest Sam Foster.
Sam wyciąga do mnie rękę.
- Jak się masz? – pyta powoli, utrzymując ze mną niekomfortowy kontakt wzrokowy. Zauważam, że jego ręce są szorstkie; nie jestem do tego przyzwyczajona. Mężczyźni obracający się w moich kręgach mają gładką skórę biznesmena, ich jedyną pracą jest stukanie w klawiaturę. Jego ręka zostaje w mojej i to ja pierwsza muszę się odsunąć.
Oferuję im coś do picia. Sam odmawia, lecz Cammie uśmiecha się do mnie śmiało i prosi o Perrier. Patrzę od jej pracodawcy na nią i zastanawiam się czy zrobi jej wyrzuty za taką niegrzeczną prośbę, ale on rozmawia z Calebem i nic nie dostrzega. Postanawiam udawać miłą. I tak nie dam jej tej roboty, więc czemu nie można odesłać jej z kilkoma łykami Perriera.
Udaję się do kuchni i wracam z tacą, niosąc zieloną butelkę wody gazowanej, szklankę i dwa piwa z lodówki – jedno dla Caleba, a drugie dla Sama – chociaż odmówił napoju. Patrzą na mnie, jak stawiam ją na stole.
Gdy tylko zajmuję miejsce, Cammie spogląda na mnie wyczekująco i pyta: - Masz limonkę?
Wymaga ode mnie całej kontroli, żebym nie otworzyła szeroko ust. Z pewnością tym razem Sam coś powie. Ale uśmiecha się do mnie uprzejmie i ignoruje dziwaczną prośbę małej czarownicy.
- Mamy trochę w szufladzie lodówki – naciska Caleb. Piorunuję go wzrokiem za zachęcanie takiego zachowania od potencjalnej pomocy i wstaję, żeby po nią iść.
Kiedy powracam ze schludnie pokrojoną limonką, Cammie bierze ją ode mnie bez chociażby podziękowania.
Siadam nadąsana, nawet nie zmuszając się do uśmiechu.
- A więc… - mówię, odwracając ciało od Cammie i skierowuję uwagę na Sama. – Skąd znasz mojego męża?
Sam wygląda na zdezorientowanego. Marszczy brwi i przesuwa spojrzeniem od Caleba do mnie.
- Nie znam – odpowiada. – Spotykamy się po raz pierwszy.
Mrugam ze skonsternowaniem.
Caleb, który jest wygodnie ułożony dwuosobowej kanapie jakby odwiedzał starych znajomych, uśmiecha się do mnie porozumiewawczo. Znam ten uśmiech. Jest rozbawiony moim kosztem.
Spoglądam na ich twarze i wolno składam razem kawałki obrazku. Śmiałość Cammie, drogie ubranie…
Staram się nie pokazywać szoku, gdy nagle wszystko ma sens. Nie przeprowadzamy rozmowy z Cammie na stanowisko niani Estelli – przeprowadzamy rozmowę z Samem!
Widzę na ich twarzach, że wiedzą o moim błędzie. Żenujące. Mała blond suka, którą widzę teraz w nowym świetle, gdy wiem, że ma własną firmę, uśmiecha się, po raz pierwszy pokazując zęby. Wyraźnie jest zachwycona moją omyłką. Sam wygląda na nieco bardziej speszonego. Uprzejmie odwraca ode mnie wzrok, a ja odchrząkuję.
- Przypuszczam, że wszystko pomyliłam – mówię wspaniałomyślnie, chociaż wewnątrz gotuję się ze złości.
Następuje wspólny śmiech – najgłośniej śmieje się Cammie – a wtedy Caleb odwraca się do Sama.
- Opowiedz mi o swoim doświadczeniu – mówi.
Sam staje na wysokości zadania, wymieniając doświadczenie w opiece nad dziećmi. Posiada stopień magistra w psychologii dziecięcej z Uniwersytetu w Seattle. Praktykował klinicznie przez dwa lata, po czym postanowił, że nie lubi polityki bycia doradcą – że było to dla niego zimne i bezduszne. Zdecydował się przeprowadzić gdzieś do słońca – na Południową Florydę – i zdobyć stopień w muzyce, którą planował wykorzystać, kiedy otworzy ośrodek integracyjny dla maltretowanych dzieci.
- Muzyka leczy ludzi – mówi. – Widziałem co może zrobić z załamanym dzieckiem i chcę włączyć ją do ośrodka, ale najpierw muszę mieć w tym stopień naukowy.
- Więc – odzywam się bardziej sceptycznie niż chciałam. – Spędziłeś siedem lat zdobywając stopień magistra, a teraz chcesz być nianią?
Caleb odchrząkuje i ściąga ramiona z oparcia kanapy, gdzie leżały. – Leah chodzi o to, że dlaczego nie będziesz praktykował na pół etatu, w tym czasie kończąc stopień? Dlaczego być nianią, kiedy korzyść finansowa nie jest taka wielka?
Unoszę nos, czekając na jego odpowiedź.
Sam śmieje się nerwowo, odsuwając włosy z twarzy.
- Właściwie, to bycie doradcą nie bardzo zapełnia ci kieszenie, jeśli wiesz o co mi chodzi. Robiłem dla powodów innych niż pieniądze. I nie jestem tani, jako opieka dla dziecka – odpowiada szczerze. – Zauważcie, że siedzę w waszym salonie, co jest znaczącym dla średnio-klasowej Ameryki.
Kręcę nosem na jego wzmiankę o naszych pieniądzach. Zostałam nauczona, że słowne wytykanie rzeczy było złymi manierami.
- Mam córkę – dodaje. – Rozstaliśmy się z jej matką dwa lata temu, ale można powiedzieć, że dobrze znam się na opiece nad dziećmi.
- Gdzie jest twoja córka? – pytam.
Caleb rzuca mi ostrzegawcze spojrzenie, ale ignoruję go. Nie chcę, żeby jakieś dzikie dziecko biegało po moim domu w dni, kiedy będzie się nią opiekował. A poza tym, może zarazić niemowlę jakąś chorobą. Tego nie mogę wspomnieć po mojej ostatniej eskapadzie.
- Jest w Puerto Rico z jej matką – mówi.
Wyobrażam sobie pięknie egzotyczną latynoską kobietę, która dzieliła jego dom, ale nie nazwisko. Ich córka prawdopodobnie ma włosy matki i jasne oczy ojca.
- Jej matka wróciła ci tam, kiedy się rozstaliśmy. Między innymi dlatego wybrałem przyjechanie na Florydę – żebym w weekendy mógł polecieć zobaczyć się z nią. – Zastanawiam się co za kobieta zabiera dziecko tak wiele kilometrów od jej ojca, zwłaszcza kiedy może go wykorzystać w weekendy jako niańkę.
- Sam – odzywa się w końcu Cammie – jest moim kuzynem. Obiecałam mu moją najlepszą pracę i gdy zadzwonił Caleb wiedziałam, że będzie to doskonała okazja.
- A skąd znasz Caleba? – pytam, nareszcie mając możliwość na zadanie pytania, które toczyło się po mojej głowie.
Po raz pierwszy Cammie wygląda, jakby nie była pewna co odpowiedzieć. Spogląda na Caleba, który uśmiecha się do mnie pobłażliwie.
- Chodziliśmy razem do college’u – odpowiada prosto. – I szczerze mówiąc, Sam, jeżeli Cammie cię poleca – rodzina czy nie – wierzę, że jesteś najlepszy. – Puszcza oko do Cammie, która unosi brwi, uśmiechając się.
Pobudza się alarm w mojej głowie. Caleb był mistrzowskim graczem koszykówki w college’u. Przespał się z całym składem cheerleaderek, a potem poznał tę dewastującą wszystko sukę Olivię. Zmrużam oczy na Cammie. Czy ona zna Olivię? Czy rywalizowały o mojego męża? Moje pytania są pozostawione bez odpowiedzi, jak pieniądze stają się tematem rozmowy.
Do połowy słucham Caleba oferującego Samowi sowitą pensję, którą akceptuje i zanim mogę zaprotestować, że wolałabym tradycjonalną żeńską niańkę – najlepiej taką z dużym tyłkiem i wielką brodawką na twarzy – Caleb już stoi i ściska rękę Sama.
Jest postanowione. Sam będzie zajmował się Estellą pięć dni w tygodniu, z wolnymi wieczorami, żeby chodzić na zajęcia. Zaczyna od jutra, ponieważ Caleb wyjeżdża za dwa dni w kolejną podróż służbową i przed wyjazdem chce się upewnić, że Sam będzie o wszystkim wiedział. Co jest kodem na: Moja żona nie wie, co robi i muszę cię nauczyć jak przymusić ją do używania odciągacza pokarmu.
Wzdycham pokonana i siedzę w miejscu, kiedy Caleb odprowadza ich do drzwi.

No cóż, wyszło na moje – tak jakby. 

10.11.13

Dirty Red - rozdział 6



Przeszłość

- Dlaczego to masz? – Podniosłam pół litra lodów, które leżały w jego zamrażarce odkąd się poznaliśmy. To były lody Ben and Jerry’s Cherry Garcia. Otworzyłam pokrywkę i zobaczyłam, że były do połowy zjedzone z poważnym przypadkiem mrożonego oparzenia. – Nie lubisz wiśni. Mogę je wyrzucić?
Caleb zerwał się z kanapy, gdzie oglądał telewizję i zabrał pudełko z moich rąk. Zamrugałam na niego z zaskoczeniem. Nigdy nie widziałam, żeby mężczyzna poruszał się tak szybko za lodami.
- Zostaw je – powiedział.
Patrzyłam jak wpycha je za parę mrożonych steków i zamyka drzwiczki.
- To w ogóle nie było dziwne – rzekłam.
Przez minutę wyglądał na poważnie zdezorientowanego, po czym wziął mnie za rękę i zaprowadził do kanapy. Zaczął całować mnie po szyi, ale mój umysł wciąż kręcił się wokół lodów.
- Może zamieszkamy razem? – spytałam od niechcenia.
Przestał robić to, co robił i oparł czoło o zagięcie mojej szyi.
- Nie – powiedział.
- Nie? Czemu nie? Spotykamy się od dziewięciu miesięcy. Jestem tutaj praktycznie co noc.
Usiadł i przeciągnął palcami przez włosy, sprawiając, że niektóre pasemka stanęły.
- Myślałem, że nie robimy niczego na poważnie?
Wytrzeszczałam oczy. – Tak, na początku. Nie uważasz, że to jest poważne? Jesteśmy oficjalnie razem już od pięciu miesięcy.  
To nie była prawda. Nie byłam z nikim odkąd go poznałam. Nie zaszczycałam spojrzeniem innych facetów od jachtu. Caleb wprawdzie poszedł na kilka innych randek, ale ostatecznie zawsze lądował w moim łóżku. Co mogłam powiedzieć? Seksualnie byłam siłą, z którą należało się liczyć. Najwyraźniej nie wystarczającą siłą.
- Dlaczego te lody są w twojej zamrażarce?
- Tam trzyma się lody – odparł sucho.
Caleb miał bliznę blisko oka. Próbowałam namówić go, żeby poszedł o niej porozmawiać z moim chirurgiem plastycznym, ale odmówił. Powiedział, że blizny powinny pozostać tam, gdzie zostawił je los. Wtedy się roześmiałam. To była jedna z najabsurdalniejszych rzeczy, które usłyszałam.
Teraz, patrząc na mojego prawie chłopaka, wiedziałam, że miałam rację. Blizny powinny zostać usunięte. Zwłaszcza blizny lodów. Wyciągnęłam rękę i przesunęłam po niej palcem. Nie wiedziałam, skąd miał tę bliznę. Nigdy nie pytałam. Czego jeszcze o nim nie wiedziałam?
- One były jej?
Rzadko rozmawialiśmy o jego byłej, ale kiedy to robiliśmy, nastrój Caleba robił się wilgotny i odległy. Normalnie starałam się unikać tego tematu – nie chciałam wyjść na zazdrosną nową dziewczynę, ale jeśli facet nie potrafił pozbyć się jej lodów…
- Caleb? – Wspięłam się na jego kolana, siadając na nim okrakiem. – Czy to były jej lody?
Nie mógł mi uciec, więc postanowił patrzeć mi prosto w oczy. To zawsze wprawiało mnie w zdenerwowanie. Caleb miał bardzo intensywne oczy – oczy, które rozbierały cię ze wszystkiego, ukazując twoje grzechy.
Westchnął. – Tak.
Byłam zaskoczona, że naprawdę to przyznał. Przesunęłam się na jego kolanach, niepewna czy powinnam zadać nieuniknione dalsze pytania.
- Dobrze – powiedziałam, mając nadzieję, że poda jakieś wyjaśnienie. – Możemy o tym porozmawiać?
- Nie ma o czym – powiedział stanowczo.
Wiedziałam, o co mu chodziło. Nie ma o czym rozmawiać oznaczało – nie mogę o tym rozmawiać, bo nadal boli. I – nie chcę o tym rozmawiać, ponieważ jeszcze sobie z tym nie poradziłem. Przerzucając nogę, zsunęłam się z jego kolan na kanapę. Czułam się cienka jak papier. Jestem doświadczona w sztuce mężczyzn i wiem z doświadczenia, że nic nie może równać się ze wspomnieniem. Było dla mnie nietypowe, żebym nie była wspomnieniem, więc nie wiedziałam jak się zachować.
- Nie jestem dla ciebie wystarczająca? – zapytałam.
- Jesteś więcej niż wystarczająca – powiedział poważnie. – Byłem kompletnie pusty, dopóki się nie pojawiłaś.
Normalnie coś takiego wychodzącego z ust jakiegokolwiek mężczyzny brzmiałoby tandetnie… banalnie. Umawiałam się z poetami i muzykami, wszyscy byli na tyle utalentowani słownie, żeby dać mi gęsią skórkę, jednak żaden tego nie sprawił. Ale czułam ciepło nasycające moje serce, gdy Caleb to powiedział.
- Ale mówiłem ci od początku, że nie jestem gotowy. Nie możesz mnie naprawić, Leah.
Zarejestrowałam to, co powiedział, ale nie wierzyłam mu. Oczywiście, że mogłam go naprawić. Dopiero co mi powiedział, że wypełniłam jego pustkę. Nie chciałam myśleć o tym, kto stworzył tę pustkę… i jak wielką dziurę pozostawiła.
- Nie próbuję cię naprawić – powiedziałam. – Ale rozwijam względem ciebie poważne uczucia, a ty zasadniczo odrzucasz mnie dla pudełka Cherry Garcia.
Roześmiał się, wciągając mnie z powrotem na swoje kolana.
- Nie zamieszkuję z nikim, dopóki nie wezmę z nim ślubu – rzekł.
Nie słyszałam tego od nikogo odkąd miałam piętnaście lat, a rodzice zmusili mnie do pojechania na obóz biblijny. – Cóż – powiedziałam. – A ja nie śpię z nikim, dopóki nie wezmę z nim ślubu.
Caleb popatrzył na mnie swoim najlepszym spojrzeniem Mogę cię mieć, kiedykolwiek będę cię chciał, a ja zostałam tak mocno wytrącona z równowagi, że nie wiedziałam czy go pocałować, czy zarumienić się. Zawsze lepiej rozgrywa moje próby uwiedzenia. Moc, pomyślałam z połowicznym zainteresowaniem, bo w tamtej chwili mnie całował. On ma nade mną moc.

Nie wspominaliśmy już o lodach, chociaż za każdym razem, gdy byłam w pobliżu lodówki, jak pasożyt. Głupie Cherry Garcia zmieniły się dla mnie w część ludzkiego ciała. Wydawało mi się, że trzymał w zamrażarce jej palec, a nie tylko gówniane lody. Wyobrażałam sobie, że palec miał paznokieć pomalowany na czarno i przechadzał się po domu, gdy nas nie było. Szukał mojego pierścionka, wiedziałam o tym. Byłe dziewczyny miały sposób na trzymanie palców w rzeczach długo po tym, jak odeszły.
Początkowo martwiło mnie to, ale Caleb był tak bardzo obecny w naszym „nie-poważnym” związku, że o tym zapomniałam. Miałam więcej naglących spraw ubiegających się o moją uwagę, takie jak moja praca w banku i codzienna drama pomiędzy moimi współpracownikami oraz zbliżające się wakacje z Calebem – pojechanie na narty do Colorado. Wszystko potrzebowało mojej atencji, a ja byłam wielce skłonna do słuchania i prezentowania swoich biegłości. Przetrwaliśmy kolejne trzy miesiące bez rozmawiania o palcu. Rozmawialiśmy o nas – czego pragnęliśmy, gdzie chcieliśmy pojechać, kim chcielibyśmy być. Gdy mówił o posiadaniu dzieci, zamiast uciec z pokoju, siedziałam i słuchałam z półuśmiechem.
Byliśmy już trzy dni na naszej podróży na narty, kiedy zadzwonił współlokator Caleba ze studiów, aby powiedzieć mu, że rodzi jego żona. Kiedy tylko się rozłączył, spojrzał na mnie. – Jeżeli teraz wyjedziemy, możemy być tam jutro rano.
- Oszalałeś? Mamy zarezerwowany domek jeszcze na dwa dni!
- Jestem ojcem chrzestnym. Chcę zobaczyć dziecko.
- Tak, jesteś ojcem chrzestnym – nie ojcem. Dziecko nadal tam będzie za dwa dni.
Nie wspomniał o tym znowu, ale widziałam, że był rozczarowany. Gdy nareszcie dotarliśmy do szpitala, uśmiechał się od ucha do ucha, ręce wypchane miał absurdalnymi prezentami.
Nosił te przeklęte dziecko przez pół godziny zanim musiał je oddać matce na karmienie. Gdy próbował mi go podać, udałam, że jestem przeziębiona. – Chciałabym – powiedziałam. – Ale naprawdę nie powinnam.
Prawda była taka, że dzieci mnie niepokoiły. Ludzie zawsze ci je wpychali, próbując zmusić cię do trzymania ich i zachwycania się nimi. Nie chciałam trzymać czyjegoś bachora. Kto wie, co możesz trzymać? Dzieciak mógłby być następnym Johnem Waynem Gacy’em, a ty nigdy byś o tym nie wiedziała.
Caleb szalał na punkcie tego dziecka. Przez to rozwodził się na temat dzieci w czasie jazdy i po jakimś czasie i mnie się to uczepiło. Zaczęłam wyobrażać sobie biegającego małego Caleba z piaskowymi włosami. Przewinęłam trochę do wyobrażenia naszego idealnego ślubu, a potem jeszcze do romantycznych oświadczyn na plaży. Planowałam nasze życia, a ten cholerny palec wciąż leżał w lodówce. Gdybym mogła tylko rzucić na nią okiem, może bym zrozumiała.
Okazuje się, że nie musiałam długo czekać.