Teraźniejszość
Jestem w
kuchni w dresach i koszulce bez rękawów, robiąc smoothie, kiedy Sam przychodzi
nazajutrz do pracy. Powinnam obserwować Estellę – która drzemie w przenośnym
łóżeczku – podczas gdy Caleb bierze prysznic, ale gdy Sam staje w drzwiach
wejściowych, zdążyłam już zapomnieć gdzie ją postawiłam.
- Jak się
masz? – wita mnie ciepło Sam, trzymając worek marynarski na ramieniu.
Zastanawiam się czy planuje zostać na noc. Jestem przerażona tą myślą.
- Zatem
gdzie moja opłata? – pyta, pocierając razem ręce i uśmiechając się. Przez
minutę myślę, że nawiązuje do karty kredytowej – ponieważ często tak mówię, gdy
przeglądam zakupy i przeszukuję torebkę w poszukiwaniu mojej American Express –
a wtedy zdaję sobie sprawę, że mówi o dziecku. Muszę powstrzymać się z całych
sił, aby nie wywrócić oczami.
Nienasycony
głód dziecka ratuje mnie, jak zaczyna kwilić gdzieś za moim ramieniem. Wtedy
przypominam sobie, że zaniosłam ją do jadalni. Spoglądam w kierunku jej
łóżeczka z irytacją.
- Ja do
niej pójdę – mówi Sam, przejmując kontrolę i mnie omija. Wzruszam obojętnie
ramionami i idę do mojego laptopa. Wraca do pokoju kołysząc ją w ramionach, w
chwili jak Caleb schodzi po głównych schodach – jego włosy nadal są mokre od
prysznica. Czuję przypływ żądzy tylko na niego patrząc. Caleb ignoruje mnie i
podchodzi do Sama, żeby klepnąć go w plecy, jakby byli starymi przyjaciółmi.
Nie odezwał się do mnie od naszej późnej przejażdżki do szpitala, poza
zapytaniem o dziecko albo wygłoszeniem instrukcji. Odwracam się, dąsając podczas
gdy oni dyskutują rzeczy, które mnie nie interesują. Planuję wycieczkę do spa i
decyduję jak wiele zabiegów uda mi się zmieścić w osiem godzin, gdy Caleb woła
moje imię. Rozpaczliwie chcąc być w centrum uwagi, opuszczam komputer i patrzę
na niego z nadzieją.
- Nie będę
w domu do późna – mówi. – Mam kolację biznesową.
Potakuję.
Pamiętam, że kiedyś towarzyszyłam mu w takich kolacjach. Otwieram usta, aby
powiedzieć mu, że chciałabym przyjść, ale pocałował dziecko i jest w połowie
drogi do drzwi. Pusta planeta.
Skupiam
uwagę na męskiej niańce.
- Więc
jesteś spokrewniony ze swoją szefową – mówię głupio, wgryzając się w jabłko.
Sam unosi na mnie brew, ale nie odpowiada. Mój umysł podąża do miejsca, gdzie
zastanawiam się czy Caleb przespał się kiedykolwiek z Cammie.
- Czy ty…
um… spędzasz z nią dużo czasu?
Wzrusza
ramionami. – Cammie ma wiele przyjaciół. Martini z dziewczynami nie bardzo mnie
interesuje.
- Ale nie
chcesz kogoś poznać? – pytam, odrywając się od tematu. Jest dosyć przystojny,
jeżeli interesujesz się typem muzyka grungy. Halooo, grunge umarł z Kurtem
Cobainem.
- Czy tam
spędzałabyś czas, gdybyś była wolna? – Pytając, patrzy prosto na mnie. Proste
pytanie, lecz wyraz jego oczu sprawia, że czuję się jakbym była przesłuchiwana.
- Nie
jestem wolna – odpowiadam gniewnie.
- Dowód. –
Podnosi dziecko. Odwracam wzrok.
- Poznałeś
jakąś jej przyjaciółkę? – Mam na dzieję na jakieś odniesienie do Olivii. Miło
byłoby wiedzieć czy jakoś w tym gra.
Sam udaje
głupiego. Nie mogę stwierdzić czy coś wie.
- Ech, parę
tu i tam – odpowiada, przecierając usta Estelli ścierką od beknięć. – Jesteś
pewna, że nie chcesz tego robić? – Wskazuje na dziecko. – Nie chcę zabierać ci
czasu z nią.
Gdy
spuszcza na nią wzrok, wywracam oczami.
- Nie, jest
dobrze – mówię uprzejmie.
- Nie
nawiązujesz z nią więzi, co? – pyta, nie patrząc na mnie.
Cieszę się,
że nie widzi mojej twarzy. Jest wstrząśnięta. Zmuszam rysy do wygładzenia się w
neutralności.
- Czemu tak
mówisz? – Zmrużam oczy. – Znasz mnie od kiedy? Pięciu minut?
- Nie ma
czego się wstydzić – mówi, ignorując mnie. – Większość kobiet doświadcza pewną
formę depresji po porodzie.
- Okej,
doktorze Philu. Nie mam depresji! – Odwracam się, ale zaraz obracam się z
powrotem. – Jak śmiesz mnie osądzać – myślisz, że masz kwalifikacje, aby mnie
„diagnozować”, psychologu? Dlaczego nie przyjrzysz się własnym umiejętnościom
wychowawczym? Masz dziecko w Puerto Rico, kolego… bez ciebie.
Sam wydaje
się niewzruszony moimi słowami. Zamiast odsunąć się tak jak tego pragnę, on
patrzy na mnie z zamyśleniem.
- Caleb
jest całkiem miłym facetem.
Gapię się
na niego. Jakie ma to znaczenie? Czy to był jakiś psychologiczny trik? Pewnego
rodzaju pułapka, która potwierdzi mu, że cierpię na depresję poporodową? Oblizuję
wargi i staram się zobaczyć jego punkt widzenia.
- Tak? I?
Nie śpieszy
się z odpowiedzią, odkładając butelkę na blat i kładzie Estellę na ramieniu na
kolejną rundę bekania.
- Czemu
poślubił taką dziewczynę jak ty?
Najpierw
myślę, że źle go usłyszałam. Na pewno nie… nie mógł powiedzieć tego, co myślę. Jest
pomocą – podrzędną męską niańką. Ale kiedy patrzy na mnie wyczekująco, czekając
na odpowiedź, zaczyna drgać mi oko – żenująca reakcja. Czuję się ciężko od
wściekłości. Jakbym mogła ją unieść z ramion, gdzie wylądowała i rzucić nią w
niego.
Takie
niegrzeczne! Niestosowne!
Przez
chwilę myślę nad zwolnieniem go, a wtedy widzę mleko wylewające się z ust
Estelii i spływające po jego koszulce. Marszczę nos. Lepiej on niż ja. Odwracam
się na pięcie i wbiegam po schodach, jakby same macierzyństwo mnie goniło.
Kiedy
zamykam drzwi sypialni, moją pierwszą myślą jest seks. Mam ochotę zerwać z
kogoś ubrania – oczywiście z Caleba. Gdy miałam siedemnaście lat, mój terapeuta
powiedział mi, że używam seksu, aby nadać sobie ważność. Natychmiast się z nim
przespałam.
Drugą
rzeczą, która wpadła mi do głowa, jest pudełko papierosów, które trzymam w schowane
w szufladzie na bieliznę. Idę tam i przesuwam ręką po drewnianym tyle szuflady.
Wciąż tam jest, do połowy pełne. Wyciągam zapalniczkę z aranżacji jedwabnych
kwiatków i kieruję się na balkon połączony do sypialni. Nie paliłam od szóstego
miesiąca ciąży, kiedy zwędziłam jednego papierosa po szczególnie stresującym
wieczorze w domu moich teściów. Zapalam papierosa, powtarzając w głowie
nieuprzejme komentarze Sama. Będę musiała pogadać z Calebem. Oczywiście Sam nie
może dalej dla nas pracować po powiedzeniu mi takich okropnych, poniżających rzeczy.
Zastanawiam
się co miał na myśli, mówiąc „taką dziewczynę jak ty”? Ludzie użyli tego tekstu
względem mnie wiele razy w moim życiu, ale zazwyczaj był to komplement albo pochlebstwo
perspektyw mojej wspaniałej przyszłości. Taka dziewczyna jak ty może zajść
daleko w świecie modelingu. Dziewczyna taka jak ty może być kimkolwiek chce
być. Dziewczyna taka jak ty może mieć każdego mężczyznę, jakiego zapragnie.
Sam
powiedział to inaczej. Nie było komplementów, tylko… czemu poślubił taką
dziewczynę jak ty?
Pociągam
papierosem, ciesząc się komfortem, który przynosi. Czemu kiedykolwiek zrezygnowałam
z tych rzeczy? A tak… ponieważ chciałam mieć przeklęte dziecko. Gaszę resztkę na
kamiennym wykończeniu balkonu i umiejętnie wrzucam go do krzaków na parterze. Caleb
nie może znieść smrodu dymu papierosowego; właściwie to był jego jedyne zażalenie
do mnie, kiedy umawialiśmy się ze sobą. Błagał, prosił i zaatakował seksem,
żeby zmusić mnie do zaprzestania palenia, ale ostatecznie to zajście w ciążę
przekonało mnie do rzucenia nałogu. Będę musiała wziąć prysznic, jeżeli nie
chce zostać przyłapana. Mam już wystarczająco kłopotów. Rozbieram się do
biustonosza i majtek, po czym kieruję się do łazienki, gdy widzę Sama pojawiającego
się w ogrodzie z Estellą. Wozi ją w wózku – trzytysięczno dolarowym zakupie, którego
jeszcze nawet nie dotknęłam. Przyglądam mu się zmrużonymi oczami, jak idzie ścieżką
ogrodową, zastanawiając się czy widział jak palę. Postanawiam, że to nie ma
znaczenia. Pod koniec dnia już go nie będzie.
- Twoje dni
są policzone, kolego – mówię zwięźle, przed zamknięciem drzwi łazienki.
Caleb wraca
do domu, gdy Sama już nie ma, co zarówno pokrzyżowało moje plany i pozostawiło
mnie samą z dzieckiem. Żuję seler naciowy, kiedy wchodzi do domu, trzymając
jedzenie na wynos.
Kładzie
torbę na blacie kuchennym i idzie prosto na górę, żeby sprawdzić dziecko. Ignoruję
ich, grzebiąc w torbie, aby zobaczyć co mi przyniósł. Gdy schodzi na dół, trzyma
ją na rękach.
- Co…? Czemu
ją obudziłeś?
Miałam
nadzieję na spędzenie z nim trochę czasu bez jej ingerencji.
Wzdycha,
otwierając lodówkę. – Jest noworodkiem. Je co trzy godziny, Leah. Nie spała.
Spoglądam
na elektroniczną nianię i przypominam sobie, że wyłączyłam ją, żeby się
zdrzemnąć. Musiałam zapomnieć ją włączyć. Zastanawiam się jak długo nie spała.
- Och.
Patrzę jak
wkłada do podgrzewacza butelek zimne mleko z piersi. Mogę policzyć na palcach
jednej ręki ile razy ją karmiłam. Jak do tej pory Caleb albo Sam ją karmili.
- Dzisiaj
ona ma sześć tygodni – mówi. Odliczałam dni, kiedy znowu będę mogła z nim spać.
Niemal nie udało mi się dojść do sześciu tygodni, kiedy w zeszłym tygodniu wrócił
z biegu. Jest w najlepszej formie, gdy jest spocony.
Jedzenie w
torbie wywołuje mój ślinotok. Zaczynam jeść bez niego. Przyniósł masalę z
kurczaka z mojego ulubionego miejsca. Jemy tamtejsze jedzenie tak często, że
mam rozpracowane wszystkie kalorie. Jeżeli zjem jedną całą pierś kurczaka, pięć
pieczarek i zeskrobię większość sosu, to przybiorę tylko dwieście kalorii. Muszę
zmusić się do przestania jeść. Chcę ostatni kawałek kurczaka, ale jeśli staram
się stracić wagę po ciąży…
On wciąż na
mnie nie spojrzał.
- Dziękuję
za kolację – odzywam się. – Moje ulubione.
Kiwa głową.
-
Zamierzasz już nigdy się do mnie nie odezwać?
- Nie
wybaczyłem ci.
Wzdycham. –
Naprawdę? Nie zauważyłam.
Zaciska
usta. Zeskakuję z taboretu i wykonuję odważne posunięcie. Unosi brwi, gdy
delikatnie wyjmuję dziecko z jego rąk i kładę ją na przedramionach, tak jak
widziałam to u Sama.
- Szybciej
beka tym sposobem – mówię mu, naśladując ruchy Sama. Dziecko znakomicie
współpracuje, bekając głośno kilka sekund po moim małym poklepaniu. Przenoszę
ją na zgięcie ramienia i sięgam po resztę butelki. Caleb przygląda się temu bez
słowa.
Uśmiecham
się do niego słodko.
No dalej, ty łajdaku. Wybacz mi.
Karmię ją
resztą butelki i powtarzam trik z bekaniem.
- Chcesz ją
odłożyć czy ja powinnam?
Bierze ją
ode mnie, ale tym razem patrzy mi w oczy przez jedną… dwie… trzy sekundy.
PUNKT!
Kiedy
odkłada ją do snu, biegnę na górę, żeby założyć coś seksownego. Jestem tak
zdenerwowana, gdy wracam do kuchni; otwieram torbę mrożonych brokuł i wpycham
ich garść do ust.
Mam na
sobie czarną koszulę nocną. Nie jest arogancka. Nie chcę, żeby Caleb wiedział,
że staram się o seks na zgodę. Przechadzam się po kuchni, dopóki nie wraca. Kiedy
słyszę go na schodach, robię pokaz ponownego mycia butelek, które Sam wymył
wcześniej. Słyszę go za sobą. Zatrzymuję się w wejściu i uśmiecham się,
wiedząc, że patrzy.
Gdy przenosi
się do salonu, idę za nim. Kiedy siada, wspinam się na kanapę obok niego.
- To już
więcej się nie zdarzy. Miałam problem z nawiązaniem z nią więzi. Teraz jest
lepiej. Musisz mi uwierzyć.
Kiwa głową.
Widzę, że go nie przekonałam, ale zmieni zdanie. Pogram w mamusię i wkrótce będzie
patrzył na mnie jak kiedyś. Całuję go w szyję.
- Nie,
Leah.
Odsuwam
się, mrużąc oczy. Kto teraz używał seksu jako broni?
- Chcę
przeprosić. – Wydymam trochę usta, ale wygląda na zirytowanego.
- Więc
przeproś Estellę. – Wtedy wstaje i odchodzi. Przewracam się na plecy i wpatruję
w sufit. Odrzucenie. Czy to kiedykolwiek wcześniej mi się przydarzyło? Nie
mogłam sobie przypomnieć. Wszystko wymykało mi się z ręki.
Chcę do
kogoś zadzwonić – przyjaciółki… mojej siostry. Muszę porozmawiać o tym, co się
właśnie stało, zdobyć jakąś perspektywę. Sięgam po komórkę i przewijam
kontakty. Zatrzymuję się, trafiając na Katine. Będzie tylko w połowie słuchać
tego, co mam do powiedzenia i za pięć minut będziemy gadać o niej. Przewijam
dalej. Docieram do Court i wali mi serce. Court! Wykręcam jej numer. Zanim
nawiązuje się połączenie, rozłączam się.