20.11.13

Dirty Red - rozdział 8

Przeszłość

Nie interesowały mnie zobowiązujące związki. Dopóki Caleb mnie nie odrzucił – wtedy już interesowały. Odbyliśmy rozmowę, taką, w której zapytałam go, gdzie zmierzamy, a on spojrzał na mnie jak na ufoludka.
- Wiedziałaś – powiedział. – Kiedy związałaś się ze mną, wiedziałaś, że nie szukam zobowiązania.
Odparłam, że ja również niczego nie szukałam. Że sprawy się zmieniają, gdy ludzie klikają.
Lecz Caleb był niewzruszony. Nie był gotowy. Nie chciał mnie. Chciał ją. Niedokładnie tak powiedział, ale wiedziałam to w podświadomości. Wiedziałam przez sposób w jaki zawsze odwracał wzrok, kiedy ją wspominałam. Nawet nie chciał powiedzieć mi jej imienia. Ktokolwiek go zniszczył, zniszczył wszystko dla mnie.
Czułam się jak malutki kawałek zwróconej obierki po ziemniaku. On chciał tylko się ze mną pieprzyć. Siedziałam skulona na swojej kanapie, po opuszczeniu jego mieszkania w ataku furii. Chciałam zrobić coś destrukcyjnego. Zadzwoniłam do wszystkich moich zdzirowatych koleżanek i umówiłam się na drinki.
Poszłam do baru i w ciągu godziny zdobyłam trzy numery. Zazwyczaj nie poświęcałam czasu żadnemu z kretynów, którzy do mnie podchodzili, ale był tam lekarz z akcentem, który uważałam za pociągający. Wsunęłam jego numer do torebki i wypiłam następnego drinka.
Gdy opuściłam bar, byłam już dosyć wstawiona. Nic nowego. Wsiadłam do mojego auta po pożegnaniu się z moimi przyjaciółkami i nie przejechałam nawet pięciu budynków, wjeżdżając w zaparkowany powóz. Odjechałam prędko, zanim ktokolwiek mógłby mnie zauważyć, ale byłam poważnie wstrząśnięta.
Zadzwoniłam do mojej matki.
Jej głos był niecierpliwy, kiedy odebrała.
- Mamo, miałam wypadek. Możesz po mnie przyjechać?
- Jestem w łóżku.
- Wiem. Przepraszam. Jestem pijana. Potrzebuję cię, mamo.
Westchnęła ciężko. Usłyszałam w tle głos ojca i jej gniewny głos. – To Leah. Wpakowała się w jakieś kłopoty. Chce, żebym po nią przyjechała.
Wymienili się słowami, których nie usłyszałam, po czym wróciła na linię. – Czy ktoś cię widział?
Powiedziałam jej, że nie.
- Dobrze – powiedziała.
Rozmawiali jeszcze przez chwilę. Ojciec brzmiał na rozgniewanego.
Czekałam cierpliwie, rozmasowując głowę. Przy uderzeniu walnęła w kierownicę i wyczuwałam początki bólu głowy.
Jej głos wrócił na linię. – Tatuś wysyła Cliffa. Przywiezie cię do domu.
Cliff był kierowcą ojca. Mieszkał w małym mieszkanku w ich dwunastoakrowej posiadłości. Podziękowałam jej, starając się ukryć rozczarowanie w głosie i podałam jej adres miejsca, gdzie byłam.
Czego ja oczekiwałam? Mojej matki wskakującej do jej małego, czerwonego Mercedesa i przyjeżdżającej na mój ratunek? Uścisku? Starłam łzy z twarzy i odepchnęłam zranione uczucia.
- Nie bądź takim pieprzonym dzieciakiem – powiedziałam do siebie.

Cliff przyjechał dziesięć minut później. Zaparkował swoją furgonetkę w wolnym miejscu i wsiadł na miejsce kierowcy mojego auta. Spojrzałam na niego z wdzięcznością.
- Dzięki, Cliff.
Skinął i wyjechał autem na drogę. Dobrą cechą Cliffa było to, że nie był gadułą. Kiedy wjechaliśmy przez bramy rezydencji, wszystkie światła były zgaszone. Przeszłam chwiejnie przez drzwi frontowe – które zostały dla mnie otwarte – i obmacałam drogę do pokoju gościnnego. Brak czekającej matki, brak czekającego ojca.
Przemyłam się w łazience, nałożyłam plaster na rozcięciu na czole i przełknęłam trzy tabletki Advil na ból głowy. Wchodząc do łóżka, zasnęłam, myśląc o Calebie.
Obudziłam się na dźwięk mojego imienia. To był głos mojej matki, zniecierpliwiony. Usiadłam szybko i skrzywiłam się na ból przeszywający głowę. Stała obok mojego łóżka, w pełni ubrana, jej włosy ufryzowane były na czubku jej głowy w idealnym koku. Jej usta były ciemnoczerwone i zaciśnięte. Była na mnie zła. Raz jeszcze się skrzywiłam i podciągnęłam kołdrę pod brodę.
- Cześć, mamo.
- Wstawaj.
- Okej…
- Twój ojciec jest bardzo rozgniewany, Johanno. Już trzeci raz w tym roku miałaś wypadek samochodowy.
Przesunęłam się niekomfortowo. Miała rację.
- W tej chwili je śniadanie. Chce, abyś zeszła na dół i z nim porozmawiała.
Potaknęłam. Oczywiście, że posłał moją matkę. Jego wieczna wysłanniczka, ojciec nigdy ze mną nie rozmawiał dopóki nie wysłał matki, żeby wezwała mnie na spotkanie. Nawet kiedy byłam małą dziewczynką, pamiętam jak mnie tak wzywano, gdy zrobiłam coś złego.

Prędko ubrałam się w ubrania z zeszłej nocy i zeszłam z nią do jadalni. Siedział na swoim tradycyjnym miejscu na czele stołu z rozłożoną przed sobą gazetą. Przy jego łokciu stał kubek kawy, ser kozi i omlet ze szpinakiem. Nie podniósł wzroku, jak weszłam.
- Siadaj – rzekł. Popędziłam do krzesła, a gosposia przyniosła mi kawę i małą, białą tabletkę.
- Johanno – powiedział, składając gazetę i spoglądając na mnie twardymi, szarymi oczami. – Postanowiłem, że w twoim najlepszym interesie będzie przyjść pracować dla mnie.
Spięłam się. Miałam już pracę. Pracowałam jako kasjerka w miejskim banku. Mój ojciec nie zatrudniał rodziny; nazywał to konfliktem interesów. Właśnie w zeszłym roku mój kuzyn błagał, żeby przyjąć go jako księgowego i ojciec odmówił.
- D… dlaczego?
Zmarszczył brwi. „Dlaczego” nie było słowem, które lubił słyszeć mój ojciec.
- Chodzi mi o to, że… nie wierzysz w mieszanie rodziny z pracą – dodałam szybko. Zaczęły pocić mi się dłonie. Boże, dlaczego wypiłam tyle zeszłej nocy?
Mój ojciec był przystojny. Miał oliwkową skórę i jasnoszare oczy. Spędzał dziesięć godzin tygodniowo na siłowni od wielu lat i miał budowę ciała na udowodnienie tego. Z moimi rudymi włosami i bladą skórą, w ogóle nie byłam do niego podobna.
Spojrzał mi prosto w oczy i w tamtej chwili wiedziałam, o czym mówił.
Tępy ból przeszedł przez moją klatkę piersiową, jakby czegoś szukał. Odnalazł moje serce, rozerwał je i wsunął się do środka. Podniosłam swoje emocje z podłogi i popatrzyłam ojcu w oczy. Jeżeli chciał, abym porzuciła pracę i pracowała dla niego, to porzucę pracę i będę dla niego pracowała.
- Tak, tatusiu.
- Zaczniesz w poniedziałek. Możesz wziąć Lincolna, podczas gdy twój samochód będzie w warsztacie. Zostaw swoje kluczyki Cliffowi.
Ponownie otworzył gazetę i wiedziałam, że zostałam zwolniona.
Wstałam, pragnąc powiedzieć coś jeszcze, pragnąc, żeby on powiedział coś jeszcze.
- Pa, tatusiu.
Nawet nie zwrócił uwagi na to, że się odezwałam.
Matka czekała na mnie w holu. Podała mi kluczyki do Lincolna. Była to tak dobrze naoliwiona operacja.

Pojechałam prosto do banku i poinformowałam ich, że nie wrócę do pracy. Potem skierowałam się do domu w centrum miasta z całkowitym zamiarem wypicia butelki wina i pójściem spać. Gdy dotarłam do domu, Caleb siedział u mojego progu. Zatrzymałam się gwałtownie. Był w swoim ubraniu roboczym: szarych spodniach, białej koszuli na guziki, rękawy podwinięte do łokci. Siedział z rozłożonymi nogami, łokcie opierając na kolanach i patrzył w ziemię, wyglądając na głęboko zamyślonego. Kiedy usłyszał moje obcasy na betonie, podniósł wzrok… uśmiechnął się. To był jego krzywy uśmiech. Sięgał jego oczu i sprawiał, iż zastanawiałaś się czy wyobrażał sobie ciebie nago. Boże, byłam taka stracona w tym mężczyźnie. Przeszłam obok niego i otworzyłam drzwi. Jak je otworzyłam, podniósł się i wszedł za mną do środka.
Po wszystkim zamówiliśmy tajskie jedzenie i jedliśmy je w łóżku. Nadal było mi trochę źle po rozmowie z tatą – nie wspominając, że znowu przespałam się z Calebem po tym jak powiedział mi, że mnie nie chce.
- Czemu tutaj przyszedłeś? Nie możesz przychodzić na przelotny seks, a potem mówić mi, że nie jestem wystarczająco dobra aby być twoją dziewczyną.
Odłożył swój pojemnik na boczny stolik i odwrócił się do mnie twarzą.
- Tego nie powiedziałem.
- Nie musiałeś, dupku. Czyny przemawiają głośniej niż słowa.
Skinął głową. Moje pałeczki zamarły w połowie drogi do ust. Oczekiwałam, że przynajmniej będzie się bronił… zaprzeczy temu.
- Masz rację. Przepraszam.
Zabrał moje pudełko curry i pałeczki, stawiając je obok jego. Wytarłam usta tyłem dłoni, kiedy był rozproszony. Działo się coś wielkiego. Czułam to.
Wciągnął mnie na swoje kolana tak, że siedziałam na nim okrakiem.
- Powiem o tym tylko ten raz. Żadnych pytań, dobra?
Potaknęłam.
- Byłem z nią trzy lata. Kochałem ją… kocham ją – poprawił się. Poczułam przypływ zazdrości. Tylko to zrobiła – przepłynęła przeze mnie, nie znajdując sobie miejsca. Wydawało mi się, że wybuchnę od ciśnienia. Zagryzłam wnętrze policzków.
- Nigdy nie przestaje się kogoś kochać, gdy jest się w tym tak głęboko. – W tamtej chwili jego oczy lekko przygasły. – W każdym razie, byliśmy naprawdę młodzi… i głupi. Nie mogłem kontrolować jej w sposób, jaki chciałem; była dla mnie zbyt silna. Pewnej nocy popełniłem bardzo złą decyzję, a ona mnie przyłapała.
- Zdradziłeś ją? – Do tej chwili trzymałam usta na kłódkę, za bardzo bojąc się odezwać, na wypadek gdyby miało to rozbić jego rzadki gadatliwy moment.
Mięśnie w jego szczęce zacisnęły się, a nozdrza rozszerzyły.
- Tak… nie. – Potarł czoło. – Ja… - Opuścił rękę na moje biodro. Wyglądał na tak udręczonego, że uniosłam rękę do jego policzka. Mało wiedziałam o ojcu Caleba. Był osławionym kobieciarzem. Obecnie był poślubiony z kobietą młodszą ode mnie. Jego czwarte małżeństwo. Z tego co dowiedziałam się od Caleba, był bardzo przeciwny zachowaniu ojca, więc zdrada była dla mnie całkowitym zaskoczeniem.
- Ja nie zdradzam, Leah. Ale, Boże, ta kobieta nikomu nie ufa…
Wzięłam głęboki wdech i pozwoliłam wypłynąć mu przez usta. Obserwował mnie ostrożnie, próbując ocenić moją reakcję.
- Ale zrobiłeś coś z nią?
- Nie technicznie… nie.
Nie rozumiałam tego, co mówił. Czy uważał, że zdradził tylko dlatego, że chciał zdradzić? Czy chciał zdradzić?
- Leah. – Przerzucił moje włosy przez ramię, palcami muskając moją skórę. Zadrżałam. Odbywaliśmy poważną dyskusję, a ja myślałam tylko o…
Potrząsnęłam głową z frustracją. – Albo ją pieprzyłeś, albo nie.
Westchnął. – Nigdy jej nie zdradziłem. Nie w tradycyjnym sensie tego słowa.
- Boże, nie wiem nawet co to znaczy.
Odchylił głowę, wybuchając śmiechem. – Najwyraźniej nasze moralne kompasy nie wskazują tego samego kierunku.
Zarumieniłam się. Rzadka dla mnie rzecz.
- Leah – powiedział. – Lubię cię. Bardziej niż powinienem. Ale nadal jestem bałaganem. Nie mogę być w związku, jeżeli jestem tylko w połowie drogi. Nadal ją kocham.
Łzy wezbrały mi się w oczach. Mówił mi, że nawet nie mógł spróbować mnie pokochać, ponieważ kochał kogoś innego.
- Cholera. – Zsunęłam z niego nogi i usiadłam na mojej stronie łóżka. Kołdra spłynęła na jego talię. Spojrzałam na niego kątem oka. Jego twarz była bezbarwna.
- Więc o co ci chodzi? Mogę ci przypomnieć, że to ty pojawiłeś się na moim progu, a nie na odwrót?
Roześmiał się i popychając mnie na plecy, pochylił się nade mną.
- Czuję do ciebie wielki pociąg. – Pocałował mnie w nos. – Zależy mi na tobie. Kiedy wyszłaś tamtej nocy, byłaś zraniona.
- Tak, byłam.
- A teraz?
Uśmiechnęłam się do niego. – Teraz jestem zraniona w inny sposób.
Zaśmiał się. Miał świetny śmiech. Zaczynał się dudnieniem w jego piersi i wydobywał się w gładkiej, ochrypłej fali. Za każdym razem gdy go rozśmieszałam, triumfowałam.
Niespodziewanie spoważniałam. – Mogę sprawić, że o niej zapomnisz.
Jego usta nadal były uniesione w półuśmiechu. Jego oczy zaszły mgłą, jak spojrzał na moje usta.
- Tak?
Skinęłam. – Tak.
- Dobrze, Ruda – powiedział, delikatnie nakręcając wokół palca pasmo moich włosów.
Zachichotałam – również niezwykła dla mnie rzecz. Ruda. Podobało mi się.
Pocałował mnie łagodnie, przesuwając się na mnie.
Kochaliśmy się. Po raz pierwszy w życiu ktoś się ze mną kochał. Zawsze to był tylko seks.

Zakochałam się tamtego dnia. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz