Przeszłość
Nie
interesowały mnie zobowiązujące związki. Dopóki Caleb mnie nie odrzucił – wtedy
już interesowały. Odbyliśmy rozmowę, taką, w której zapytałam go, gdzie
zmierzamy, a on spojrzał na mnie jak na ufoludka.
-
Wiedziałaś – powiedział. – Kiedy związałaś się ze mną, wiedziałaś, że nie
szukam zobowiązania.
Odparłam,
że ja również niczego nie szukałam. Że sprawy się zmieniają, gdy ludzie klikają.
Lecz Caleb
był niewzruszony. Nie był gotowy. Nie chciał mnie. Chciał ją. Niedokładnie tak
powiedział, ale wiedziałam to w podświadomości. Wiedziałam przez sposób w jaki
zawsze odwracał wzrok, kiedy ją wspominałam. Nawet nie chciał powiedzieć mi jej
imienia. Ktokolwiek go zniszczył, zniszczył wszystko dla mnie.
Czułam się
jak malutki kawałek zwróconej obierki po ziemniaku. On chciał tylko się ze mną
pieprzyć. Siedziałam skulona na swojej kanapie, po opuszczeniu jego mieszkania
w ataku furii. Chciałam zrobić coś destrukcyjnego. Zadzwoniłam do wszystkich
moich zdzirowatych koleżanek i umówiłam się na drinki.
Poszłam do
baru i w ciągu godziny zdobyłam trzy numery. Zazwyczaj nie poświęcałam czasu
żadnemu z kretynów, którzy do mnie podchodzili, ale był tam lekarz z akcentem,
który uważałam za pociągający. Wsunęłam jego numer do torebki i wypiłam
następnego drinka.
Gdy
opuściłam bar, byłam już dosyć wstawiona. Nic nowego. Wsiadłam do mojego auta
po pożegnaniu się z moimi przyjaciółkami i nie przejechałam nawet pięciu
budynków, wjeżdżając w zaparkowany powóz. Odjechałam prędko, zanim ktokolwiek
mógłby mnie zauważyć, ale byłam poważnie wstrząśnięta.
Zadzwoniłam
do mojej matki.
Jej głos
był niecierpliwy, kiedy odebrała.
- Mamo, miałam
wypadek. Możesz po mnie przyjechać?
- Jestem w
łóżku.
- Wiem.
Przepraszam. Jestem pijana. Potrzebuję cię, mamo.
Westchnęła
ciężko. Usłyszałam w tle głos ojca i jej gniewny głos. – To Leah. Wpakowała się
w jakieś kłopoty. Chce, żebym po nią przyjechała.
Wymienili
się słowami, których nie usłyszałam, po czym wróciła na linię. – Czy ktoś cię widział?
Powiedziałam
jej, że nie.
- Dobrze –
powiedziała.
Rozmawiali
jeszcze przez chwilę. Ojciec brzmiał na rozgniewanego.
Czekałam
cierpliwie, rozmasowując głowę. Przy uderzeniu walnęła w kierownicę i
wyczuwałam początki bólu głowy.
Jej głos
wrócił na linię. – Tatuś wysyła Cliffa. Przywiezie cię do domu.
Cliff był
kierowcą ojca. Mieszkał w małym mieszkanku w ich dwunastoakrowej posiadłości. Podziękowałam
jej, starając się ukryć rozczarowanie w głosie i podałam jej adres miejsca,
gdzie byłam.
Czego ja
oczekiwałam? Mojej matki wskakującej do jej małego, czerwonego Mercedesa i przyjeżdżającej
na mój ratunek? Uścisku? Starłam łzy z twarzy i odepchnęłam zranione uczucia.
- Nie bądź
takim pieprzonym dzieciakiem – powiedziałam do siebie.
Cliff
przyjechał dziesięć minut później. Zaparkował swoją furgonetkę w wolnym miejscu
i wsiadł na miejsce kierowcy mojego auta. Spojrzałam na niego z wdzięcznością.
- Dzięki,
Cliff.
Skinął i wyjechał
autem na drogę. Dobrą cechą Cliffa było to, że nie był gadułą. Kiedy
wjechaliśmy przez bramy rezydencji, wszystkie światła były zgaszone. Przeszłam
chwiejnie przez drzwi frontowe – które zostały dla mnie otwarte – i obmacałam
drogę do pokoju gościnnego. Brak czekającej matki, brak czekającego ojca.
Przemyłam się
w łazience, nałożyłam plaster na rozcięciu na czole i przełknęłam trzy tabletki
Advil na ból głowy. Wchodząc do łóżka, zasnęłam, myśląc o Calebie.
Obudziłam
się na dźwięk mojego imienia. To był głos mojej matki, zniecierpliwiony. Usiadłam
szybko i skrzywiłam się na ból przeszywający głowę. Stała obok mojego łóżka, w
pełni ubrana, jej włosy ufryzowane były na czubku jej głowy w idealnym koku. Jej
usta były ciemnoczerwone i zaciśnięte. Była na mnie zła. Raz jeszcze się
skrzywiłam i podciągnęłam kołdrę pod brodę.
- Cześć,
mamo.
- Wstawaj.
- Okej…
- Twój
ojciec jest bardzo rozgniewany, Johanno. Już trzeci raz w tym roku miałaś
wypadek samochodowy.
Przesunęłam
się niekomfortowo. Miała rację.
- W tej
chwili je śniadanie. Chce, abyś zeszła na dół i z nim porozmawiała.
Potaknęłam.
Oczywiście, że posłał moją matkę. Jego wieczna wysłanniczka, ojciec nigdy ze
mną nie rozmawiał dopóki nie wysłał matki, żeby wezwała mnie na spotkanie. Nawet
kiedy byłam małą dziewczynką, pamiętam jak mnie tak wzywano, gdy zrobiłam coś złego.
Prędko
ubrałam się w ubrania z zeszłej nocy i zeszłam z nią do jadalni. Siedział na
swoim tradycyjnym miejscu na czele stołu z rozłożoną przed sobą gazetą. Przy
jego łokciu stał kubek kawy, ser kozi i omlet ze szpinakiem. Nie podniósł
wzroku, jak weszłam.
- Siadaj –
rzekł. Popędziłam do krzesła, a gosposia przyniosła mi kawę i małą, białą
tabletkę.
- Johanno –
powiedział, składając gazetę i spoglądając na mnie twardymi, szarymi oczami. – Postanowiłem,
że w twoim najlepszym interesie będzie przyjść pracować dla mnie.
Spięłam
się. Miałam już pracę. Pracowałam jako kasjerka w miejskim banku. Mój ojciec
nie zatrudniał rodziny; nazywał to konfliktem interesów. Właśnie w zeszłym roku
mój kuzyn błagał, żeby przyjąć go jako księgowego i ojciec odmówił.
- D… dlaczego?
Zmarszczył
brwi. „Dlaczego” nie było słowem, które lubił słyszeć mój ojciec.
- Chodzi mi
o to, że… nie wierzysz w mieszanie rodziny z pracą – dodałam szybko. Zaczęły
pocić mi się dłonie. Boże, dlaczego wypiłam tyle zeszłej nocy?
Mój ojciec
był przystojny. Miał oliwkową skórę i jasnoszare oczy. Spędzał dziesięć godzin
tygodniowo na siłowni od wielu lat i miał budowę ciała na udowodnienie tego. Z
moimi rudymi włosami i bladą skórą, w ogóle nie byłam do niego podobna.
Spojrzał mi
prosto w oczy i w tamtej chwili wiedziałam, o czym mówił.
Tępy ból przeszedł
przez moją klatkę piersiową, jakby czegoś szukał. Odnalazł moje serce, rozerwał
je i wsunął się do środka. Podniosłam swoje emocje z podłogi i popatrzyłam ojcu
w oczy. Jeżeli chciał, abym porzuciła pracę i pracowała dla niego, to porzucę
pracę i będę dla niego pracowała.
- Tak,
tatusiu.
- Zaczniesz
w poniedziałek. Możesz wziąć Lincolna, podczas gdy twój samochód będzie w
warsztacie. Zostaw swoje kluczyki Cliffowi.
Ponownie
otworzył gazetę i wiedziałam, że zostałam zwolniona.
Wstałam,
pragnąc powiedzieć coś jeszcze, pragnąc, żeby on powiedział coś jeszcze.
- Pa,
tatusiu.
Nawet nie
zwrócił uwagi na to, że się odezwałam.
Matka
czekała na mnie w holu. Podała mi kluczyki do Lincolna. Była to tak dobrze naoliwiona
operacja.
Pojechałam
prosto do banku i poinformowałam ich, że nie wrócę do pracy. Potem skierowałam
się do domu w centrum miasta z całkowitym zamiarem wypicia butelki wina i pójściem
spać. Gdy dotarłam do domu, Caleb siedział u mojego progu. Zatrzymałam się gwałtownie.
Był w swoim ubraniu roboczym: szarych spodniach, białej koszuli na guziki,
rękawy podwinięte do łokci. Siedział z rozłożonymi nogami, łokcie opierając na
kolanach i patrzył w ziemię, wyglądając na głęboko zamyślonego. Kiedy usłyszał
moje obcasy na betonie, podniósł wzrok… uśmiechnął się. To był jego krzywy
uśmiech. Sięgał jego oczu i sprawiał, iż zastanawiałaś się czy wyobrażał sobie
ciebie nago. Boże, byłam taka stracona w tym mężczyźnie. Przeszłam obok niego i
otworzyłam drzwi. Jak je otworzyłam, podniósł się i wszedł za mną do środka.
Po
wszystkim zamówiliśmy tajskie jedzenie i jedliśmy je w łóżku. Nadal było mi
trochę źle po rozmowie z tatą – nie wspominając, że znowu przespałam się z
Calebem po tym jak powiedział mi, że mnie nie chce.
- Czemu
tutaj przyszedłeś? Nie możesz przychodzić na przelotny seks, a potem mówić mi,
że nie jestem wystarczająco dobra aby być twoją dziewczyną.
Odłożył swój
pojemnik na boczny stolik i odwrócił się do mnie twarzą.
- Tego nie
powiedziałem.
- Nie
musiałeś, dupku. Czyny przemawiają głośniej niż słowa.
Skinął
głową. Moje pałeczki zamarły w połowie drogi do ust. Oczekiwałam, że
przynajmniej będzie się bronił… zaprzeczy temu.
- Masz
rację. Przepraszam.
Zabrał moje
pudełko curry i pałeczki, stawiając je obok jego. Wytarłam usta tyłem dłoni,
kiedy był rozproszony. Działo się coś wielkiego. Czułam to.
Wciągnął
mnie na swoje kolana tak, że siedziałam na nim okrakiem.
- Powiem o
tym tylko ten raz. Żadnych pytań, dobra?
Potaknęłam.
- Byłem z
nią trzy lata. Kochałem ją… kocham ją – poprawił się. Poczułam przypływ
zazdrości. Tylko to zrobiła – przepłynęła przeze mnie, nie znajdując sobie
miejsca. Wydawało mi się, że wybuchnę od ciśnienia. Zagryzłam wnętrze
policzków.
- Nigdy nie
przestaje się kogoś kochać, gdy jest się w tym tak głęboko. – W tamtej chwili
jego oczy lekko przygasły. – W każdym razie, byliśmy naprawdę młodzi… i głupi. Nie
mogłem kontrolować jej w sposób, jaki chciałem; była dla mnie zbyt silna. Pewnej
nocy popełniłem bardzo złą decyzję, a ona mnie przyłapała.
-
Zdradziłeś ją? – Do tej chwili trzymałam usta na kłódkę, za bardzo bojąc się
odezwać, na wypadek gdyby miało to rozbić jego rzadki gadatliwy moment.
Mięśnie w
jego szczęce zacisnęły się, a nozdrza rozszerzyły.
- Tak… nie.
– Potarł czoło. – Ja… - Opuścił rękę na moje biodro. Wyglądał na tak
udręczonego, że uniosłam rękę do jego policzka. Mało wiedziałam o ojcu Caleba. Był
osławionym kobieciarzem. Obecnie był poślubiony z kobietą młodszą ode mnie. Jego
czwarte małżeństwo. Z tego co dowiedziałam się od Caleba, był bardzo przeciwny
zachowaniu ojca, więc zdrada była dla mnie całkowitym zaskoczeniem.
- Ja nie
zdradzam, Leah. Ale, Boże, ta kobieta nikomu nie ufa…
Wzięłam
głęboki wdech i pozwoliłam wypłynąć mu przez usta. Obserwował mnie ostrożnie,
próbując ocenić moją reakcję.
- Ale
zrobiłeś coś z nią?
- Nie
technicznie… nie.
Nie
rozumiałam tego, co mówił. Czy uważał, że zdradził tylko dlatego, że chciał
zdradzić? Czy chciał zdradzić?
- Leah. –
Przerzucił moje włosy przez ramię, palcami muskając moją skórę. Zadrżałam. Odbywaliśmy
poważną dyskusję, a ja myślałam tylko o…
Potrząsnęłam
głową z frustracją. – Albo ją pieprzyłeś, albo nie.
Westchnął. –
Nigdy jej nie zdradziłem. Nie w tradycyjnym sensie tego słowa.
- Boże, nie
wiem nawet co to znaczy.
Odchylił
głowę, wybuchając śmiechem. – Najwyraźniej nasze moralne kompasy nie wskazują
tego samego kierunku.
Zarumieniłam
się. Rzadka dla mnie rzecz.
- Leah –
powiedział. – Lubię cię. Bardziej niż powinienem. Ale nadal jestem bałaganem. Nie
mogę być w związku, jeżeli jestem tylko w połowie drogi. Nadal ją kocham.
Łzy
wezbrały mi się w oczach. Mówił mi, że nawet nie mógł spróbować mnie pokochać,
ponieważ kochał kogoś innego.
- Cholera. –
Zsunęłam z niego nogi i usiadłam na mojej stronie łóżka. Kołdra spłynęła na
jego talię. Spojrzałam na niego kątem oka. Jego twarz była bezbarwna.
- Więc o co
ci chodzi? Mogę ci przypomnieć, że to ty pojawiłeś się na moim progu, a nie na
odwrót?
Roześmiał
się i popychając mnie na plecy, pochylił się nade mną.
- Czuję do
ciebie wielki pociąg. – Pocałował mnie w nos. – Zależy mi na tobie. Kiedy
wyszłaś tamtej nocy, byłaś zraniona.
- Tak,
byłam.
- A teraz?
Uśmiechnęłam
się do niego. – Teraz jestem zraniona w inny sposób.
Zaśmiał
się. Miał świetny śmiech. Zaczynał się dudnieniem w jego piersi i wydobywał się
w gładkiej, ochrypłej fali. Za każdym razem gdy go rozśmieszałam, triumfowałam.
Niespodziewanie
spoważniałam. – Mogę sprawić, że o niej zapomnisz.
Jego usta
nadal były uniesione w półuśmiechu. Jego oczy zaszły mgłą, jak spojrzał na moje
usta.
- Tak?
Skinęłam. –
Tak.
- Dobrze,
Ruda – powiedział, delikatnie nakręcając wokół palca pasmo moich włosów.
Zachichotałam
– również niezwykła dla mnie rzecz. Ruda.
Podobało mi się.
Pocałował
mnie łagodnie, przesuwając się na mnie.
Kochaliśmy
się. Po raz pierwszy w życiu ktoś się ze mną kochał. Zawsze to był tylko seks.
Zakochałam
się tamtego dnia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz