Przeszłość
- Dlaczego
to masz? – Podniosłam pół litra lodów, które leżały w jego zamrażarce odkąd się
poznaliśmy. To były lody Ben and Jerry’s Cherry Garcia. Otworzyłam pokrywkę i
zobaczyłam, że były do połowy zjedzone z poważnym przypadkiem mrożonego oparzenia.
– Nie lubisz wiśni. Mogę je wyrzucić?
Caleb
zerwał się z kanapy, gdzie oglądał telewizję i zabrał pudełko z moich rąk.
Zamrugałam na niego z zaskoczeniem. Nigdy nie widziałam, żeby mężczyzna
poruszał się tak szybko za lodami.
- Zostaw je
– powiedział.
Patrzyłam
jak wpycha je za parę mrożonych steków i zamyka drzwiczki.
- To w
ogóle nie było dziwne – rzekłam.
Przez
minutę wyglądał na poważnie zdezorientowanego, po czym wziął mnie za rękę i
zaprowadził do kanapy. Zaczął całować mnie po szyi, ale mój umysł wciąż kręcił
się wokół lodów.
- Może
zamieszkamy razem? – spytałam od niechcenia.
Przestał
robić to, co robił i oparł czoło o zagięcie mojej szyi.
- Nie –
powiedział.
- Nie?
Czemu nie? Spotykamy się od dziewięciu miesięcy. Jestem tutaj praktycznie co noc.
Usiadł i
przeciągnął palcami przez włosy, sprawiając, że niektóre pasemka stanęły.
- Myślałem,
że nie robimy niczego na poważnie?
Wytrzeszczałam
oczy. – Tak, na początku. Nie uważasz, że to jest poważne? Jesteśmy oficjalnie
razem już od pięciu miesięcy.
To nie była
prawda. Nie byłam z nikim odkąd go poznałam. Nie zaszczycałam spojrzeniem
innych facetów od jachtu. Caleb wprawdzie poszedł na kilka innych randek, ale
ostatecznie zawsze lądował w moim łóżku. Co mogłam powiedzieć? Seksualnie byłam
siłą, z którą należało się liczyć. Najwyraźniej nie wystarczającą siłą.
- Dlaczego
te lody są w twojej zamrażarce?
- Tam
trzyma się lody – odparł sucho.
Caleb miał
bliznę blisko oka. Próbowałam namówić go, żeby poszedł o niej porozmawiać z
moim chirurgiem plastycznym, ale odmówił. Powiedział, że blizny powinny
pozostać tam, gdzie zostawił je los. Wtedy się roześmiałam. To była jedna z
najabsurdalniejszych rzeczy, które usłyszałam.
Teraz,
patrząc na mojego prawie chłopaka, wiedziałam, że miałam rację. Blizny powinny
zostać usunięte. Zwłaszcza blizny lodów. Wyciągnęłam rękę i przesunęłam po niej
palcem. Nie wiedziałam, skąd miał tę bliznę. Nigdy nie pytałam. Czego jeszcze o
nim nie wiedziałam?
- One były
jej?
Rzadko
rozmawialiśmy o jego byłej, ale kiedy to robiliśmy, nastrój Caleba robił się
wilgotny i odległy. Normalnie starałam się unikać tego tematu – nie chciałam
wyjść na zazdrosną nową dziewczynę, ale jeśli facet nie potrafił pozbyć się jej
lodów…
- Caleb? –
Wspięłam się na jego kolana, siadając na nim okrakiem. – Czy to były jej lody?
Nie mógł mi
uciec, więc postanowił patrzeć mi prosto w oczy. To zawsze wprawiało mnie w
zdenerwowanie. Caleb miał bardzo intensywne oczy – oczy, które rozbierały cię
ze wszystkiego, ukazując twoje grzechy.
Westchnął.
– Tak.
Byłam zaskoczona,
że naprawdę to przyznał. Przesunęłam się na jego kolanach, niepewna czy
powinnam zadać nieuniknione dalsze pytania.
- Dobrze –
powiedziałam, mając nadzieję, że poda jakieś wyjaśnienie. – Możemy o tym
porozmawiać?
- Nie ma o
czym – powiedział stanowczo.
Wiedziałam,
o co mu chodziło. Nie ma o czym rozmawiać oznaczało – nie mogę o tym rozmawiać,
bo nadal boli. I – nie chcę o tym rozmawiać, ponieważ jeszcze sobie z tym nie
poradziłem. Przerzucając nogę, zsunęłam się z jego kolan na kanapę. Czułam się cienka
jak papier. Jestem doświadczona w sztuce mężczyzn i wiem z doświadczenia, że
nic nie może równać się ze wspomnieniem. Było dla mnie nietypowe, żebym nie
była wspomnieniem, więc nie wiedziałam jak się zachować.
- Nie
jestem dla ciebie wystarczająca? – zapytałam.
- Jesteś
więcej niż wystarczająca – powiedział poważnie. – Byłem kompletnie pusty,
dopóki się nie pojawiłaś.
Normalnie
coś takiego wychodzącego z ust jakiegokolwiek mężczyzny brzmiałoby tandetnie…
banalnie. Umawiałam się z poetami i muzykami, wszyscy byli na tyle utalentowani
słownie, żeby dać mi gęsią skórkę, jednak żaden tego nie sprawił. Ale czułam
ciepło nasycające moje serce, gdy Caleb to powiedział.
- Ale
mówiłem ci od początku, że nie jestem gotowy. Nie możesz mnie naprawić, Leah.
Zarejestrowałam
to, co powiedział, ale nie wierzyłam mu. Oczywiście, że mogłam go naprawić.
Dopiero co mi powiedział, że wypełniłam jego pustkę. Nie chciałam myśleć o tym,
kto stworzył tę pustkę… i jak wielką dziurę pozostawiła.
- Nie
próbuję cię naprawić – powiedziałam. – Ale rozwijam względem ciebie poważne
uczucia, a ty zasadniczo odrzucasz mnie dla pudełka Cherry Garcia.
Roześmiał
się, wciągając mnie z powrotem na swoje kolana.
- Nie
zamieszkuję z nikim, dopóki nie wezmę z nim ślubu – rzekł.
Nie
słyszałam tego od nikogo odkąd miałam piętnaście lat, a rodzice zmusili mnie do
pojechania na obóz biblijny. – Cóż – powiedziałam. – A ja nie śpię z nikim,
dopóki nie wezmę z nim ślubu.
Caleb
popatrzył na mnie swoim najlepszym spojrzeniem Mogę cię mieć, kiedykolwiek będę cię chciał, a ja zostałam tak
mocno wytrącona z równowagi, że nie wiedziałam czy go pocałować, czy zarumienić
się. Zawsze lepiej rozgrywa moje próby uwiedzenia. Moc, pomyślałam z połowicznym zainteresowaniem, bo w tamtej chwili
mnie całował. On ma nade mną moc.
Nie
wspominaliśmy już o lodach, chociaż za każdym razem, gdy byłam w pobliżu
lodówki, jak pasożyt. Głupie Cherry Garcia zmieniły się dla mnie w część
ludzkiego ciała. Wydawało mi się, że trzymał w zamrażarce jej palec, a nie
tylko gówniane lody. Wyobrażałam sobie, że palec miał paznokieć pomalowany na czarno
i przechadzał się po domu, gdy nas nie było. Szukał mojego pierścionka,
wiedziałam o tym. Byłe dziewczyny miały sposób na trzymanie palców w rzeczach
długo po tym, jak odeszły.
Początkowo
martwiło mnie to, ale Caleb był tak bardzo obecny w naszym „nie-poważnym”
związku, że o tym zapomniałam. Miałam więcej naglących spraw ubiegających się o
moją uwagę, takie jak moja praca w banku i codzienna drama pomiędzy moimi
współpracownikami oraz zbliżające się wakacje z Calebem – pojechanie na narty
do Colorado. Wszystko potrzebowało mojej atencji, a ja byłam wielce skłonna do
słuchania i prezentowania swoich biegłości. Przetrwaliśmy kolejne trzy miesiące
bez rozmawiania o palcu. Rozmawialiśmy o nas – czego pragnęliśmy, gdzie
chcieliśmy pojechać, kim chcielibyśmy być. Gdy mówił o posiadaniu dzieci,
zamiast uciec z pokoju, siedziałam i słuchałam z półuśmiechem.
Byliśmy już
trzy dni na naszej podróży na narty, kiedy zadzwonił współlokator Caleba ze
studiów, aby powiedzieć mu, że rodzi jego żona. Kiedy tylko się rozłączył,
spojrzał na mnie. – Jeżeli teraz wyjedziemy, możemy być tam jutro rano.
-
Oszalałeś? Mamy zarezerwowany domek jeszcze na dwa dni!
- Jestem
ojcem chrzestnym. Chcę zobaczyć dziecko.
- Tak,
jesteś ojcem chrzestnym – nie ojcem. Dziecko nadal tam będzie za dwa dni.
Nie
wspomniał o tym znowu, ale widziałam, że był rozczarowany. Gdy nareszcie
dotarliśmy do szpitala, uśmiechał się od ucha do ucha, ręce wypchane miał
absurdalnymi prezentami.
Nosił te
przeklęte dziecko przez pół godziny zanim musiał je oddać matce na karmienie.
Gdy próbował mi go podać, udałam, że jestem przeziębiona. – Chciałabym –
powiedziałam. – Ale naprawdę nie powinnam.
Prawda była
taka, że dzieci mnie niepokoiły. Ludzie zawsze ci je wpychali, próbując zmusić
cię do trzymania ich i zachwycania się nimi. Nie chciałam trzymać czyjegoś
bachora. Kto wie, co możesz trzymać? Dzieciak mógłby być następnym Johnem
Waynem Gacy’em, a ty nigdy byś o tym nie wiedziała.
Caleb
szalał na punkcie tego dziecka. Przez to rozwodził się na temat dzieci w czasie
jazdy i po jakimś czasie i mnie się to uczepiło. Zaczęłam wyobrażać sobie
biegającego małego Caleba z piaskowymi włosami. Przewinęłam trochę do
wyobrażenia naszego idealnego ślubu, a potem jeszcze do romantycznych
oświadczyn na plaży. Planowałam nasze życia, a ten cholerny palec wciąż leżał w
lodówce. Gdybym mogła tylko rzucić na nią okiem, może bym zrozumiała.
Okazuje
się, że nie musiałam długo czekać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz