10.11.13

Dirty Red - rozdział 6



Przeszłość

- Dlaczego to masz? – Podniosłam pół litra lodów, które leżały w jego zamrażarce odkąd się poznaliśmy. To były lody Ben and Jerry’s Cherry Garcia. Otworzyłam pokrywkę i zobaczyłam, że były do połowy zjedzone z poważnym przypadkiem mrożonego oparzenia. – Nie lubisz wiśni. Mogę je wyrzucić?
Caleb zerwał się z kanapy, gdzie oglądał telewizję i zabrał pudełko z moich rąk. Zamrugałam na niego z zaskoczeniem. Nigdy nie widziałam, żeby mężczyzna poruszał się tak szybko za lodami.
- Zostaw je – powiedział.
Patrzyłam jak wpycha je za parę mrożonych steków i zamyka drzwiczki.
- To w ogóle nie było dziwne – rzekłam.
Przez minutę wyglądał na poważnie zdezorientowanego, po czym wziął mnie za rękę i zaprowadził do kanapy. Zaczął całować mnie po szyi, ale mój umysł wciąż kręcił się wokół lodów.
- Może zamieszkamy razem? – spytałam od niechcenia.
Przestał robić to, co robił i oparł czoło o zagięcie mojej szyi.
- Nie – powiedział.
- Nie? Czemu nie? Spotykamy się od dziewięciu miesięcy. Jestem tutaj praktycznie co noc.
Usiadł i przeciągnął palcami przez włosy, sprawiając, że niektóre pasemka stanęły.
- Myślałem, że nie robimy niczego na poważnie?
Wytrzeszczałam oczy. – Tak, na początku. Nie uważasz, że to jest poważne? Jesteśmy oficjalnie razem już od pięciu miesięcy.  
To nie była prawda. Nie byłam z nikim odkąd go poznałam. Nie zaszczycałam spojrzeniem innych facetów od jachtu. Caleb wprawdzie poszedł na kilka innych randek, ale ostatecznie zawsze lądował w moim łóżku. Co mogłam powiedzieć? Seksualnie byłam siłą, z którą należało się liczyć. Najwyraźniej nie wystarczającą siłą.
- Dlaczego te lody są w twojej zamrażarce?
- Tam trzyma się lody – odparł sucho.
Caleb miał bliznę blisko oka. Próbowałam namówić go, żeby poszedł o niej porozmawiać z moim chirurgiem plastycznym, ale odmówił. Powiedział, że blizny powinny pozostać tam, gdzie zostawił je los. Wtedy się roześmiałam. To była jedna z najabsurdalniejszych rzeczy, które usłyszałam.
Teraz, patrząc na mojego prawie chłopaka, wiedziałam, że miałam rację. Blizny powinny zostać usunięte. Zwłaszcza blizny lodów. Wyciągnęłam rękę i przesunęłam po niej palcem. Nie wiedziałam, skąd miał tę bliznę. Nigdy nie pytałam. Czego jeszcze o nim nie wiedziałam?
- One były jej?
Rzadko rozmawialiśmy o jego byłej, ale kiedy to robiliśmy, nastrój Caleba robił się wilgotny i odległy. Normalnie starałam się unikać tego tematu – nie chciałam wyjść na zazdrosną nową dziewczynę, ale jeśli facet nie potrafił pozbyć się jej lodów…
- Caleb? – Wspięłam się na jego kolana, siadając na nim okrakiem. – Czy to były jej lody?
Nie mógł mi uciec, więc postanowił patrzeć mi prosto w oczy. To zawsze wprawiało mnie w zdenerwowanie. Caleb miał bardzo intensywne oczy – oczy, które rozbierały cię ze wszystkiego, ukazując twoje grzechy.
Westchnął. – Tak.
Byłam zaskoczona, że naprawdę to przyznał. Przesunęłam się na jego kolanach, niepewna czy powinnam zadać nieuniknione dalsze pytania.
- Dobrze – powiedziałam, mając nadzieję, że poda jakieś wyjaśnienie. – Możemy o tym porozmawiać?
- Nie ma o czym – powiedział stanowczo.
Wiedziałam, o co mu chodziło. Nie ma o czym rozmawiać oznaczało – nie mogę o tym rozmawiać, bo nadal boli. I – nie chcę o tym rozmawiać, ponieważ jeszcze sobie z tym nie poradziłem. Przerzucając nogę, zsunęłam się z jego kolan na kanapę. Czułam się cienka jak papier. Jestem doświadczona w sztuce mężczyzn i wiem z doświadczenia, że nic nie może równać się ze wspomnieniem. Było dla mnie nietypowe, żebym nie była wspomnieniem, więc nie wiedziałam jak się zachować.
- Nie jestem dla ciebie wystarczająca? – zapytałam.
- Jesteś więcej niż wystarczająca – powiedział poważnie. – Byłem kompletnie pusty, dopóki się nie pojawiłaś.
Normalnie coś takiego wychodzącego z ust jakiegokolwiek mężczyzny brzmiałoby tandetnie… banalnie. Umawiałam się z poetami i muzykami, wszyscy byli na tyle utalentowani słownie, żeby dać mi gęsią skórkę, jednak żaden tego nie sprawił. Ale czułam ciepło nasycające moje serce, gdy Caleb to powiedział.
- Ale mówiłem ci od początku, że nie jestem gotowy. Nie możesz mnie naprawić, Leah.
Zarejestrowałam to, co powiedział, ale nie wierzyłam mu. Oczywiście, że mogłam go naprawić. Dopiero co mi powiedział, że wypełniłam jego pustkę. Nie chciałam myśleć o tym, kto stworzył tę pustkę… i jak wielką dziurę pozostawiła.
- Nie próbuję cię naprawić – powiedziałam. – Ale rozwijam względem ciebie poważne uczucia, a ty zasadniczo odrzucasz mnie dla pudełka Cherry Garcia.
Roześmiał się, wciągając mnie z powrotem na swoje kolana.
- Nie zamieszkuję z nikim, dopóki nie wezmę z nim ślubu – rzekł.
Nie słyszałam tego od nikogo odkąd miałam piętnaście lat, a rodzice zmusili mnie do pojechania na obóz biblijny. – Cóż – powiedziałam. – A ja nie śpię z nikim, dopóki nie wezmę z nim ślubu.
Caleb popatrzył na mnie swoim najlepszym spojrzeniem Mogę cię mieć, kiedykolwiek będę cię chciał, a ja zostałam tak mocno wytrącona z równowagi, że nie wiedziałam czy go pocałować, czy zarumienić się. Zawsze lepiej rozgrywa moje próby uwiedzenia. Moc, pomyślałam z połowicznym zainteresowaniem, bo w tamtej chwili mnie całował. On ma nade mną moc.

Nie wspominaliśmy już o lodach, chociaż za każdym razem, gdy byłam w pobliżu lodówki, jak pasożyt. Głupie Cherry Garcia zmieniły się dla mnie w część ludzkiego ciała. Wydawało mi się, że trzymał w zamrażarce jej palec, a nie tylko gówniane lody. Wyobrażałam sobie, że palec miał paznokieć pomalowany na czarno i przechadzał się po domu, gdy nas nie było. Szukał mojego pierścionka, wiedziałam o tym. Byłe dziewczyny miały sposób na trzymanie palców w rzeczach długo po tym, jak odeszły.
Początkowo martwiło mnie to, ale Caleb był tak bardzo obecny w naszym „nie-poważnym” związku, że o tym zapomniałam. Miałam więcej naglących spraw ubiegających się o moją uwagę, takie jak moja praca w banku i codzienna drama pomiędzy moimi współpracownikami oraz zbliżające się wakacje z Calebem – pojechanie na narty do Colorado. Wszystko potrzebowało mojej atencji, a ja byłam wielce skłonna do słuchania i prezentowania swoich biegłości. Przetrwaliśmy kolejne trzy miesiące bez rozmawiania o palcu. Rozmawialiśmy o nas – czego pragnęliśmy, gdzie chcieliśmy pojechać, kim chcielibyśmy być. Gdy mówił o posiadaniu dzieci, zamiast uciec z pokoju, siedziałam i słuchałam z półuśmiechem.
Byliśmy już trzy dni na naszej podróży na narty, kiedy zadzwonił współlokator Caleba ze studiów, aby powiedzieć mu, że rodzi jego żona. Kiedy tylko się rozłączył, spojrzał na mnie. – Jeżeli teraz wyjedziemy, możemy być tam jutro rano.
- Oszalałeś? Mamy zarezerwowany domek jeszcze na dwa dni!
- Jestem ojcem chrzestnym. Chcę zobaczyć dziecko.
- Tak, jesteś ojcem chrzestnym – nie ojcem. Dziecko nadal tam będzie za dwa dni.
Nie wspomniał o tym znowu, ale widziałam, że był rozczarowany. Gdy nareszcie dotarliśmy do szpitala, uśmiechał się od ucha do ucha, ręce wypchane miał absurdalnymi prezentami.
Nosił te przeklęte dziecko przez pół godziny zanim musiał je oddać matce na karmienie. Gdy próbował mi go podać, udałam, że jestem przeziębiona. – Chciałabym – powiedziałam. – Ale naprawdę nie powinnam.
Prawda była taka, że dzieci mnie niepokoiły. Ludzie zawsze ci je wpychali, próbując zmusić cię do trzymania ich i zachwycania się nimi. Nie chciałam trzymać czyjegoś bachora. Kto wie, co możesz trzymać? Dzieciak mógłby być następnym Johnem Waynem Gacy’em, a ty nigdy byś o tym nie wiedziała.
Caleb szalał na punkcie tego dziecka. Przez to rozwodził się na temat dzieci w czasie jazdy i po jakimś czasie i mnie się to uczepiło. Zaczęłam wyobrażać sobie biegającego małego Caleba z piaskowymi włosami. Przewinęłam trochę do wyobrażenia naszego idealnego ślubu, a potem jeszcze do romantycznych oświadczyn na plaży. Planowałam nasze życia, a ten cholerny palec wciąż leżał w lodówce. Gdybym mogła tylko rzucić na nią okiem, może bym zrozumiała.
Okazuje się, że nie musiałam długo czekać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz