11.11.13

Dirty Red - rozdział 7

Teraźniejszość

Budzę się na dźwięk alarmu. Najwyraźniej jest zepsuty, bo piszczenie nie jest ciągłe, tylko wyje jak syrena. Wszystko wydaje się gęste, jakby mój mózg został zamoczony w miodzie. Sięgam do budzika – żeby go wyłączyć, a wtedy otwieram oczy. To nie alarm. Podnoszę się, rozglądając po słabo oświetlonej sypialni, kołdra zsunęła się na moją talię. Według mojej komórki jest trzecia nad ranem. Strona łóżka Caleba nie została dotknięta. Zastanawiam się czy jest w pokoju gościnnym, po czym znowu to słyszę – dźwięk płaczącego dziecka. Idę chwiejnie do pokoju dziecinnego. Gdzie jest Caleb? Musi z nią być. Wchodzę do pokoju dziecinnego i widzę, jak przemierza pokój, trzymając ją w ramionach. Jego telefon jest wciśnięty między jego bark, a ucho i mówi szybko. Dziecko nie tylko płacze, ona wrzeszczy jakby coś ją bolało.
- Co…? – urywam, kiedy unosi palec, aby mnie uciszyć.
Kończy rozmowę i odrzuca telefon na bok. – Weź swoje rzeczy, zabieramy ją na ostry dyżur.
Potakuję bez słowa i biegnę, żeby narzucić na siebie jakieś ubrania. Dresy, jego bluzka Pink Floyda… zbiegam po schodach i spotykam się z nim przy drzwiach. Przypina dziecko do jej fotelika samochodowego. Nie przestała płakać, odkąd zostawiłam ich w pokoju.
- Co się dzieje? – pytam. – Jest chora?
Przytakuje ponuro głową i wychodzi z nią przez drzwi. Trzymam się go blisko i wskakuję na miejsce pasażera.
Przypominam sobie rzeczy, które czytałam o systemie odpornościowym dziecka. Nie powinno się przebywać z nimi przy innych dzieciach, w obcych miejscach. Trzymać je w domu do czasu, aż zbudują przeciwciała na wiele pływających wirusów.
Cholera. On jeszcze bardziej mnie znienawidzi.
- Ma czterdziestostopniową gorączkę. – Siada za kierownicą, odpalając silnik.
- Och.
Spogląda na mnie kątem oka, jak wyjeżdżamy z podjazdu. Co to było? Zirytowanie? Rozczarowanie?
Wiercę się przez całą dziesięciominutową jazdę, rzucając spojrzenia na tylne siedzenie, gdzie jest ona przypięta. Powinnam była usiąść z nią na tyle? Jakie są pieprzone reguły postępowania bycia matką? Gdy podjeżdżamy, wyskakuje z samochodu, zanim mam szansę w ogóle otworzyć swoje drzwi. Fotelik samochodowy zostaje odpięty i Caleb jest w połowie drogi do drzwi ostrego dyżuru, kiedy ja dopiero wygładzam włosy. Wchodzę za nim do środka. Jest przy recepcji pielęgniarek, gdy automatyczne drzwi otwierają mi się z sykiem.
Ona podsuwa mu podkładkę z dokumentacją i mówi mu, żeby ją wypełnił. Wyciągam przed nim rękę i zabieram ją z lady. On nie jest w stanie wypełnić dokumentację. Zanoszę ją do krzesła i biorę się do pracy.
Widzę niepokój na jego twarzy, jak rozmawia z pielęgniarką. Przerywam, żeby mu się przyjrzeć. Rzadkością jest widzenie go w taki sposób – wrażliwego, zamartwiającego się – kąciki jego ust są opuszczone, gdy zgadza się z czymś, co mówi ona i patrzy w fotelik na dziecko. Zerka na mnie i znika za drzwiami ostrego dyżuru razem z pielęgniarką, nawet nie pytając mnie czy chcę iść. Nie jestem pewna co zrobić, więc pytam pielęgniarkę przy biurku czy mogę iść z nimi, podając jej formularze. Patrzy na mnie, jakbym była idiotką.
- Nie jest pani matką?
Matką. Nie jej matką czy matką dziecka – po prostu matką.
Patrzę na jej mocno kręcone włosy i brwi, które potrzebują depilacji.
- Tak, jestem macicą, która nosiła dziecko – warczę. Przechodzę przez drzwi ostrego dyżuru, nie czekając na odpowiedź.
Muszę zerkać do kilku osłoniętych pomieszczeń, zanim ich znajduję. Caleb nie zwraca uwagi na moją obecność. Obserwuje pielęgniarkę podłączającą Estellę do kroplówki, podczas gdy wyjaśnia ona ryzyka odwodnienia.
- Gdzie wsadzą igłę? – pytam, bo jej rączki są wyraźnie za małe.
Posyła mi współczujące spojrzenie, mówiąc nam, że igła kroplówki zostanie wprowadzony do żyły na głowie Estelli. Twarz Caleba blednie. Nie będzie w stanie na to patrzeć, znam go. Prostuję plecy z powagą. Przynajmniej mogę być jakimś pożytkiem. Mogę zostać nią, kiedy będą wykonywali tę procedurę, a Caleb poczeka na zewnątrz. Nie jestem delikatna ani podatna na łzy, lecz gdy to sugeruję, patrzy na mnie chłodno i mówi:
- Tylko dlatego, że czuję się przez to źle, nie oznacza że zostawię ją samą.
Zamknęłam rozchylone usta. Nie mogę uwierzyć, że on to powiedział. Nie zostawiłam jej samej. Była pod opieką profesjonalistów.
Dąsam się na twardym, nieszczęsnym krześle, podczas gdy Estella zawodzi na ostrym dyżurze. Wygląda smętnie i malutko pod piszczącymi maszynami i przewodami, które odchodzą od jej małej główki.
Caleb wygląda jakby był na skraju łez, ale trzyma ją na rękach, uważając, aby nie ruszyć przewodów. Raz jeszcze jestem oszołomiona jego naturalnością. Myślałam, że tak samo będzie dla mnie – że w chwili jak spojrzę na moje dziecko, to będę wiedzieć co robić i poczuję natychmiastowy związek. Przygryzam wargę i zastanawiam się czy powinnam zaoferować się do jej potrzymania.
To jest trochę moja wina, że tutaj jest. Zanim mogę wstać, lekarz odsuwa zasłonę, która oddziela nas od zatłoczonego pomieszczenia ostrego dyżuru. Jest w średnim wieku i łysieje. Przed przywitaniem się z nami, przygląda się podkładce w jego ręce.
- Co my tutaj mamy? – pyta, lekko dotykając głowy Estelli. Caleb wyjaśnia jej objawy, a lekarz słucha, badając ją. Wspomina, że została zabrana do żłobka, a ja posyłam mu nieprzyjemne spojrzenie.
- Jej system odpornościowy potrzebuje czasu na rozwinięcie – mówi, zabierając stetoskop z jej klatki piersiowej. – W mojej opinii ona jest zbyt młoda na żłobek. Zazwyczaj kobiety biorą krótki urlop macierzyński przed wysłaniem dziecka do opieki na pełnym etacie.
Caleb rzuca mi spojrzenie. Kipi. Absolutnie kipi ze złości.
Skupiam się na pudełku lateksowych rękawiczek. Będzie na mnie krzyczał. Nienawidzę kiedy na mnie krzyczy. Na mojej skórze na pewno zrobiły się plamy; widomy znak, że robię w portki ze strachu.
- Przyjmę ją, abyśmy mogli monitorować ją przez czterdzieści osiem godzin. W innym wypadku może się odwodnić. Ktoś powinien przyjść za kilka minut, żeby wziąć ją na pediatrię.
Gdy tylko wychodzi z pomieszczenia, Caleb odwraca się do mnie.
- Idź do domu.
Patrzę na niego z otwartymi ustami.
- Nie używaj na mnie tego swojego przemądrzałego tonu – syczę. – Podczas gdy ty włóczysz się po całym kraju, ja tkwię w domu…
- Nosiłaś tę małą dziewczynkę, Leah, w swoim ciele. – Robi gest rękami, który sprawia, że wygląda jakby trzymał niewidzialną piłkę. Wtedy równie nagle opuszcza ramiona po bokach. – Jak możesz być taka bezduszna?
- Ja… ja nie wiem. – Marszczę czoło. Nigdy tak o tym nie pomyślałam. – Myślałam, że to był chłopak. Czułabym się inaczej, gdyby…
- Dostałaś coś… życie. To jest o wiele ważniejsze niż robienie zakupów i picie z twoimi pieprzonymi przyjaciółeczkami.
Drgam na jego „p” bombę. Caleb rzadko kiedy używa przekleństw.
- Jestem więcej niż tylko tym – mówię. – Wiesz, że tak jest.
Jego następne słowa dźgają moją duszę, rozkładając mnie w najgłębszym bólu jaki kiedykolwiek czułam.
- Chyba wmawiałem sobie, że taka jesteś.
Wstaję gwałtownie, ale kolana mnie zawodzą. Muszę oprzeć się o ścianę. On nigdy nie mówił do mnie w taki sposób.
Zajmuje mi kilka sekund wyduszenie jakichkolwiek słów. – Powiedziałeś, że nigdy mnie nie zranisz.
Jego oczy są oziębłe. – Tak było zanim zadarłaś z moją córką.
Wychodzę, nim mogłabym wybuchnąć.

Czterdzieści osiem godzin później Caleb wraca ze szpitala z dzieckiem. Widziałam go dwa razy, kiedy tam był – dwa razy, żeby przynieść mleko z piersi. Siedzę przy kuchennym stole, czytając magazyn i jem fasolę szparagową prosto z zamrażarki, kiedy wchodzi do domu, trzymając jej fotelik. Ma więcej zarostu na twarzy niż kiedykolwiek widziałam, a jego oczy są ciemne i zmęczone. Zanosi ją do jej pokoju, nie odzywając się do mnie. Spodziewam się, że od razu zejdzie na dół i da mi podsumowanie tego, co powiedział lekarz. Kiedy tego nie robi, idę na górę, zobaczyć gdzie jest. Słyszę lecący prysznic, więc postanawiam zaczekać na łóżku.
Gdy wychodzi z łazienki, ma ręcznik owinięty wokół pasa. Moją pierwszą myślą jest jaki on jest wspaniały. Chcę na niego skoczyć, pomimo tego, co mi powiedział. Zatrzymał zarost. Nawet mi się podoba. Patrzę jak opuszcza ręcznik i zakłada bokserki. Najlepszą rzeczą w Calebie nie jest jego doskonałe ciało, jego półuśmiechy czy jeszcze seksowniejszy głos… tylko jego maniera. Przekomarzanie się, to jak przesuwa paznokciem kciuka po dolnej wardze, kiedy myśli, to jak przygryza język, gdy jest podniecony. To jak zmusza mnie, żebym na niego patrzyła, kiedy mam orgazm. Potrafi rozebrać cię spojrzeniem, sprawia, że czujesz się jakbyś stała przed nim naga. Wiem z doświadczenia, że przyjemnością jest stanie nagą przed Calebem. Myślę o sposobach, które mogłabym użyć – przeprosiny i seks na zgodę… policzek w twarz i gniewny seks. Jestem niezwykle biegła w uwodzeniu go. Prawdopodobnie nie uwierzy w żadne moje przeprosiny. Próbuję czegoś nowego.
- Bardziej się postaram.
Dalej ubiera się bez patrzenia na mnie… dżinsy, koszulka. Nie wiem co robić i po raz pierwszy uświadamiam sobie, że mogłam posunąć się trochę za daleko. Tak dobrze ukrywam swoje prawdziwe ja od Caleba. Staram się spełniać jego oczekiwania. Tym razem przyłapał mnie z majtkami w dole.
- Myślę, że mam depresję poporodową – wypalam.
Patrzy na mnie. Wzdycham z ulgą. Najlepszym sposobem na manipulowanie Calebem jest kłamanie na temat stanu zdrowia. Sam przeżył amnezję wywołaną wstrząsem i stresem. Jeżeli ktokolwiek mógł zrozumieć niewygodny stan zdrowia, to powinien być to on.
- Pójdę… pójdę z tym do lekarza. Jestem pewna, że on mi coś zaleci… - milknę.
Widzę jego profil w lustrze. Jego jabłko Adama podskakuje, kiedy przełyka ślinę i opiera czoło o kciuka.
- Muszę przeprowadzić rozmowę z nianią – mówi. – Później o tym pogadamy.
Wychodzi z pokoju, nie oglądając się za siebie.

Nie zamierzam się ukrywać, kiedy Caleb będzie przeprowadzał rozmowę z potencjalną niańką Estelli. Ubieram się w rumiany strój od Chanel i siadam w salonie, żeby poczekać. Ktoś, do kogo zadzwonił Caleb tamtej nocy, przychodzi z kandydatem na nianię i chcę zobaczyć, z kim rozmawiał tak poufale. Zastanawiam się czy ta osoba była częścią jego życia, gdy miał amnezję. Jest jeszcze wiele rzeczy, których nie wiem o tym okresie jego życia i ciągle rozmyślam nad tym co zrobił bez mojej kontroli.
Dzwoni dzwonek do drzwi. Podnoszę się, wygładzając spódnicę. Caleb przygląda mi się podejrzliwie, przechodząc przez hol. Słyszę jak wita się z nimi ciepło i kilka sekund później pojawia się za rogiem. Pierwszego widzę mężczyznę. Jest niższy od Caleba i krępy. Jest uderzająco podobny do Dermota Mulroney’a – gdyby Dermot miał kozią bródkę, kudłate włosy i ubrany był jak flejtuch. Spoglądam na jego spodnie i bluzkę zapinaną na guziki. Ma jedne z tych wstrętnych tatuaży na ramionach – które wyzierają spod jego mankietów. Od razu go nie lubię. Niestety to on prawdopodobnie jest właścicielem agencji. Powinien przynajmniej wyprasować swoje ubrania.
Dziewczyna idącą za nim zdobywa moją uszczypliwą aprobatę. Jest małą blondynką z ładną owalną twarzą. Wygląda dosyć niewinnie, poza tym że ma mocno zakreślone, prowokujące oczy. W przeciwieństwie do jej niechlujnego pracodawcy, ma na sobie najnowszy, szarozielony kostium Dolce z dokładnie taką samą parą Louboutins, które mam w swojej szafie. W jaki sposób niania może pozwolić sobie na zakup takich drogich ubrań? A wtedy zdaję sobie sprawę, że prawdopodobnie ma jeden ładny kostium, który trzyma na rozmowy, żeby zrobić wrażenie na potencjalnych pracodawcach. Nie pozwolę jej mieć takiego makijażu przy Estelli. Nie chcę, żeby sąsiedzi pomyśleli, że mam nianię z usług towarzyskich. A poza tym w moim domu muszę być najpiękniejszą kobietą. Zapisuję sobie w głowie, aby powiedzieć jej, że jej uniform ma składać się ze spodni khaki i białej koszulki polo, po czym uśmiecham się do nich uprzejmie.
- Leah – odzywa się szorstko Caleb. – To jest Cammie Chase. – Niańka uśmiecha się – jednym z tych zadowolonych, wykrzywionych uśmiechów, gdzie przechyla się jeden kącik ust. Do niej także nie czuję sympatii.
- A to jest Sam Foster.
Sam wyciąga do mnie rękę.
- Jak się masz? – pyta powoli, utrzymując ze mną niekomfortowy kontakt wzrokowy. Zauważam, że jego ręce są szorstkie; nie jestem do tego przyzwyczajona. Mężczyźni obracający się w moich kręgach mają gładką skórę biznesmena, ich jedyną pracą jest stukanie w klawiaturę. Jego ręka zostaje w mojej i to ja pierwsza muszę się odsunąć.
Oferuję im coś do picia. Sam odmawia, lecz Cammie uśmiecha się do mnie śmiało i prosi o Perrier. Patrzę od jej pracodawcy na nią i zastanawiam się czy zrobi jej wyrzuty za taką niegrzeczną prośbę, ale on rozmawia z Calebem i nic nie dostrzega. Postanawiam udawać miłą. I tak nie dam jej tej roboty, więc czemu nie można odesłać jej z kilkoma łykami Perriera.
Udaję się do kuchni i wracam z tacą, niosąc zieloną butelkę wody gazowanej, szklankę i dwa piwa z lodówki – jedno dla Caleba, a drugie dla Sama – chociaż odmówił napoju. Patrzą na mnie, jak stawiam ją na stole.
Gdy tylko zajmuję miejsce, Cammie spogląda na mnie wyczekująco i pyta: - Masz limonkę?
Wymaga ode mnie całej kontroli, żebym nie otworzyła szeroko ust. Z pewnością tym razem Sam coś powie. Ale uśmiecha się do mnie uprzejmie i ignoruje dziwaczną prośbę małej czarownicy.
- Mamy trochę w szufladzie lodówki – naciska Caleb. Piorunuję go wzrokiem za zachęcanie takiego zachowania od potencjalnej pomocy i wstaję, żeby po nią iść.
Kiedy powracam ze schludnie pokrojoną limonką, Cammie bierze ją ode mnie bez chociażby podziękowania.
Siadam nadąsana, nawet nie zmuszając się do uśmiechu.
- A więc… - mówię, odwracając ciało od Cammie i skierowuję uwagę na Sama. – Skąd znasz mojego męża?
Sam wygląda na zdezorientowanego. Marszczy brwi i przesuwa spojrzeniem od Caleba do mnie.
- Nie znam – odpowiada. – Spotykamy się po raz pierwszy.
Mrugam ze skonsternowaniem.
Caleb, który jest wygodnie ułożony dwuosobowej kanapie jakby odwiedzał starych znajomych, uśmiecha się do mnie porozumiewawczo. Znam ten uśmiech. Jest rozbawiony moim kosztem.
Spoglądam na ich twarze i wolno składam razem kawałki obrazku. Śmiałość Cammie, drogie ubranie…
Staram się nie pokazywać szoku, gdy nagle wszystko ma sens. Nie przeprowadzamy rozmowy z Cammie na stanowisko niani Estelli – przeprowadzamy rozmowę z Samem!
Widzę na ich twarzach, że wiedzą o moim błędzie. Żenujące. Mała blond suka, którą widzę teraz w nowym świetle, gdy wiem, że ma własną firmę, uśmiecha się, po raz pierwszy pokazując zęby. Wyraźnie jest zachwycona moją omyłką. Sam wygląda na nieco bardziej speszonego. Uprzejmie odwraca ode mnie wzrok, a ja odchrząkuję.
- Przypuszczam, że wszystko pomyliłam – mówię wspaniałomyślnie, chociaż wewnątrz gotuję się ze złości.
Następuje wspólny śmiech – najgłośniej śmieje się Cammie – a wtedy Caleb odwraca się do Sama.
- Opowiedz mi o swoim doświadczeniu – mówi.
Sam staje na wysokości zadania, wymieniając doświadczenie w opiece nad dziećmi. Posiada stopień magistra w psychologii dziecięcej z Uniwersytetu w Seattle. Praktykował klinicznie przez dwa lata, po czym postanowił, że nie lubi polityki bycia doradcą – że było to dla niego zimne i bezduszne. Zdecydował się przeprowadzić gdzieś do słońca – na Południową Florydę – i zdobyć stopień w muzyce, którą planował wykorzystać, kiedy otworzy ośrodek integracyjny dla maltretowanych dzieci.
- Muzyka leczy ludzi – mówi. – Widziałem co może zrobić z załamanym dzieckiem i chcę włączyć ją do ośrodka, ale najpierw muszę mieć w tym stopień naukowy.
- Więc – odzywam się bardziej sceptycznie niż chciałam. – Spędziłeś siedem lat zdobywając stopień magistra, a teraz chcesz być nianią?
Caleb odchrząkuje i ściąga ramiona z oparcia kanapy, gdzie leżały. – Leah chodzi o to, że dlaczego nie będziesz praktykował na pół etatu, w tym czasie kończąc stopień? Dlaczego być nianią, kiedy korzyść finansowa nie jest taka wielka?
Unoszę nos, czekając na jego odpowiedź.
Sam śmieje się nerwowo, odsuwając włosy z twarzy.
- Właściwie, to bycie doradcą nie bardzo zapełnia ci kieszenie, jeśli wiesz o co mi chodzi. Robiłem dla powodów innych niż pieniądze. I nie jestem tani, jako opieka dla dziecka – odpowiada szczerze. – Zauważcie, że siedzę w waszym salonie, co jest znaczącym dla średnio-klasowej Ameryki.
Kręcę nosem na jego wzmiankę o naszych pieniądzach. Zostałam nauczona, że słowne wytykanie rzeczy było złymi manierami.
- Mam córkę – dodaje. – Rozstaliśmy się z jej matką dwa lata temu, ale można powiedzieć, że dobrze znam się na opiece nad dziećmi.
- Gdzie jest twoja córka? – pytam.
Caleb rzuca mi ostrzegawcze spojrzenie, ale ignoruję go. Nie chcę, żeby jakieś dzikie dziecko biegało po moim domu w dni, kiedy będzie się nią opiekował. A poza tym, może zarazić niemowlę jakąś chorobą. Tego nie mogę wspomnieć po mojej ostatniej eskapadzie.
- Jest w Puerto Rico z jej matką – mówi.
Wyobrażam sobie pięknie egzotyczną latynoską kobietę, która dzieliła jego dom, ale nie nazwisko. Ich córka prawdopodobnie ma włosy matki i jasne oczy ojca.
- Jej matka wróciła ci tam, kiedy się rozstaliśmy. Między innymi dlatego wybrałem przyjechanie na Florydę – żebym w weekendy mógł polecieć zobaczyć się z nią. – Zastanawiam się co za kobieta zabiera dziecko tak wiele kilometrów od jej ojca, zwłaszcza kiedy może go wykorzystać w weekendy jako niańkę.
- Sam – odzywa się w końcu Cammie – jest moim kuzynem. Obiecałam mu moją najlepszą pracę i gdy zadzwonił Caleb wiedziałam, że będzie to doskonała okazja.
- A skąd znasz Caleba? – pytam, nareszcie mając możliwość na zadanie pytania, które toczyło się po mojej głowie.
Po raz pierwszy Cammie wygląda, jakby nie była pewna co odpowiedzieć. Spogląda na Caleba, który uśmiecha się do mnie pobłażliwie.
- Chodziliśmy razem do college’u – odpowiada prosto. – I szczerze mówiąc, Sam, jeżeli Cammie cię poleca – rodzina czy nie – wierzę, że jesteś najlepszy. – Puszcza oko do Cammie, która unosi brwi, uśmiechając się.
Pobudza się alarm w mojej głowie. Caleb był mistrzowskim graczem koszykówki w college’u. Przespał się z całym składem cheerleaderek, a potem poznał tę dewastującą wszystko sukę Olivię. Zmrużam oczy na Cammie. Czy ona zna Olivię? Czy rywalizowały o mojego męża? Moje pytania są pozostawione bez odpowiedzi, jak pieniądze stają się tematem rozmowy.
Do połowy słucham Caleba oferującego Samowi sowitą pensję, którą akceptuje i zanim mogę zaprotestować, że wolałabym tradycjonalną żeńską niańkę – najlepiej taką z dużym tyłkiem i wielką brodawką na twarzy – Caleb już stoi i ściska rękę Sama.
Jest postanowione. Sam będzie zajmował się Estellą pięć dni w tygodniu, z wolnymi wieczorami, żeby chodzić na zajęcia. Zaczyna od jutra, ponieważ Caleb wyjeżdża za dwa dni w kolejną podróż służbową i przed wyjazdem chce się upewnić, że Sam będzie o wszystkim wiedział. Co jest kodem na: Moja żona nie wie, co robi i muszę cię nauczyć jak przymusić ją do używania odciągacza pokarmu.
Wzdycham pokonana i siedzę w miejscu, kiedy Caleb odprowadza ich do drzwi.

No cóż, wyszło na moje – tak jakby. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz