Teraźniejszość
Budzę się
na dźwięk alarmu. Najwyraźniej jest zepsuty, bo piszczenie nie jest ciągłe,
tylko wyje jak syrena. Wszystko wydaje się gęste, jakby mój mózg został
zamoczony w miodzie. Sięgam do budzika – żeby go wyłączyć, a wtedy otwieram
oczy. To nie alarm. Podnoszę się, rozglądając po słabo oświetlonej sypialni,
kołdra zsunęła się na moją talię. Według mojej komórki jest trzecia nad ranem.
Strona łóżka Caleba nie została dotknięta. Zastanawiam się czy jest w pokoju
gościnnym, po czym znowu to słyszę – dźwięk płaczącego dziecka. Idę chwiejnie
do pokoju dziecinnego. Gdzie jest Caleb? Musi z nią być. Wchodzę do pokoju
dziecinnego i widzę, jak przemierza pokój, trzymając ją w ramionach. Jego
telefon jest wciśnięty między jego bark, a ucho i mówi szybko. Dziecko nie
tylko płacze, ona wrzeszczy jakby coś ją bolało.
- Co…? –
urywam, kiedy unosi palec, aby mnie uciszyć.
Kończy
rozmowę i odrzuca telefon na bok. – Weź swoje rzeczy, zabieramy ją na ostry
dyżur.
Potakuję
bez słowa i biegnę, żeby narzucić na siebie jakieś ubrania. Dresy, jego bluzka
Pink Floyda… zbiegam po schodach i spotykam się z nim przy drzwiach. Przypina
dziecko do jej fotelika samochodowego. Nie przestała płakać, odkąd zostawiłam
ich w pokoju.
- Co się
dzieje? – pytam. – Jest chora?
Przytakuje
ponuro głową i wychodzi z nią przez drzwi. Trzymam się go blisko i wskakuję na
miejsce pasażera.
Przypominam
sobie rzeczy, które czytałam o systemie odpornościowym dziecka. Nie powinno się
przebywać z nimi przy innych dzieciach, w obcych miejscach. Trzymać je w domu
do czasu, aż zbudują przeciwciała na wiele pływających wirusów.
Cholera. On
jeszcze bardziej mnie znienawidzi.
- Ma
czterdziestostopniową gorączkę. – Siada za kierownicą, odpalając silnik.
- Och.
Spogląda na
mnie kątem oka, jak wyjeżdżamy z podjazdu. Co to było? Zirytowanie?
Rozczarowanie?
Wiercę się
przez całą dziesięciominutową jazdę, rzucając spojrzenia na tylne siedzenie,
gdzie jest ona przypięta. Powinnam była usiąść z nią na tyle? Jakie są
pieprzone reguły postępowania bycia matką? Gdy podjeżdżamy, wyskakuje z samochodu,
zanim mam szansę w ogóle otworzyć swoje drzwi. Fotelik samochodowy zostaje
odpięty i Caleb jest w połowie drogi do drzwi ostrego dyżuru, kiedy ja dopiero
wygładzam włosy. Wchodzę za nim do środka. Jest przy recepcji pielęgniarek, gdy
automatyczne drzwi otwierają mi się z sykiem.
Ona podsuwa
mu podkładkę z dokumentacją i mówi mu, żeby ją wypełnił. Wyciągam przed nim
rękę i zabieram ją z lady. On nie jest w stanie wypełnić dokumentację. Zanoszę
ją do krzesła i biorę się do pracy.
Widzę
niepokój na jego twarzy, jak rozmawia z pielęgniarką. Przerywam, żeby mu się
przyjrzeć. Rzadkością jest widzenie go w taki sposób – wrażliwego,
zamartwiającego się – kąciki jego ust są opuszczone, gdy zgadza się z czymś, co
mówi ona i patrzy w fotelik na dziecko. Zerka na mnie i znika za drzwiami
ostrego dyżuru razem z pielęgniarką, nawet nie pytając mnie czy chcę iść. Nie
jestem pewna co zrobić, więc pytam pielęgniarkę przy biurku czy mogę iść z
nimi, podając jej formularze. Patrzy na mnie, jakbym była idiotką.
- Nie jest
pani matką?
Matką. Nie
jej matką czy matką dziecka – po prostu matką.
Patrzę na
jej mocno kręcone włosy i brwi, które potrzebują depilacji.
- Tak,
jestem macicą, która nosiła dziecko – warczę. Przechodzę przez drzwi ostrego
dyżuru, nie czekając na odpowiedź.
Muszę
zerkać do kilku osłoniętych pomieszczeń, zanim ich znajduję. Caleb nie zwraca
uwagi na moją obecność. Obserwuje pielęgniarkę podłączającą Estellę do
kroplówki, podczas gdy wyjaśnia ona ryzyka odwodnienia.
- Gdzie
wsadzą igłę? – pytam, bo jej rączki są wyraźnie za małe.
Posyła mi
współczujące spojrzenie, mówiąc nam, że igła kroplówki zostanie wprowadzony do
żyły na głowie Estelli. Twarz Caleba blednie. Nie będzie w stanie na to
patrzeć, znam go. Prostuję plecy z powagą. Przynajmniej mogę być jakimś
pożytkiem. Mogę zostać nią, kiedy będą wykonywali tę procedurę, a Caleb poczeka
na zewnątrz. Nie jestem delikatna ani podatna na łzy, lecz gdy to sugeruję,
patrzy na mnie chłodno i mówi:
- Tylko
dlatego, że czuję się przez to źle, nie oznacza że zostawię ją samą.
Zamknęłam
rozchylone usta. Nie mogę uwierzyć, że on to powiedział. Nie zostawiłam jej
samej. Była pod opieką profesjonalistów.
Dąsam się
na twardym, nieszczęsnym krześle, podczas gdy Estella zawodzi na ostrym
dyżurze. Wygląda smętnie i malutko pod piszczącymi maszynami i przewodami,
które odchodzą od jej małej główki.
Caleb
wygląda jakby był na skraju łez, ale trzyma ją na rękach, uważając, aby nie
ruszyć przewodów. Raz jeszcze jestem oszołomiona jego naturalnością. Myślałam,
że tak samo będzie dla mnie – że w chwili jak spojrzę na moje dziecko, to będę
wiedzieć co robić i poczuję natychmiastowy związek. Przygryzam wargę i
zastanawiam się czy powinnam zaoferować się do jej potrzymania.
To jest trochę moja wina, że tutaj jest.
Zanim mogę wstać, lekarz odsuwa zasłonę, która oddziela nas od zatłoczonego
pomieszczenia ostrego dyżuru. Jest w średnim wieku i łysieje. Przed
przywitaniem się z nami, przygląda się podkładce w jego ręce.
- Co my
tutaj mamy? – pyta, lekko dotykając głowy Estelli. Caleb wyjaśnia jej objawy, a
lekarz słucha, badając ją. Wspomina, że została zabrana do żłobka, a ja posyłam
mu nieprzyjemne spojrzenie.
- Jej
system odpornościowy potrzebuje czasu na rozwinięcie – mówi, zabierając
stetoskop z jej klatki piersiowej. – W mojej opinii ona jest zbyt młoda na
żłobek. Zazwyczaj kobiety biorą krótki urlop macierzyński przed wysłaniem
dziecka do opieki na pełnym etacie.
Caleb rzuca
mi spojrzenie. Kipi. Absolutnie kipi
ze złości.
Skupiam się
na pudełku lateksowych rękawiczek. Będzie na mnie krzyczał. Nienawidzę kiedy na
mnie krzyczy. Na mojej skórze na pewno zrobiły się plamy; widomy znak, że robię
w portki ze strachu.
- Przyjmę
ją, abyśmy mogli monitorować ją przez czterdzieści osiem godzin. W innym
wypadku może się odwodnić. Ktoś powinien przyjść za kilka minut, żeby wziąć ją
na pediatrię.
Gdy tylko
wychodzi z pomieszczenia, Caleb odwraca się do mnie.
- Idź do
domu.
Patrzę na
niego z otwartymi ustami.
- Nie
używaj na mnie tego swojego przemądrzałego tonu – syczę. – Podczas gdy ty
włóczysz się po całym kraju, ja tkwię w domu…
- Nosiłaś
tę małą dziewczynkę, Leah, w swoim ciele. – Robi gest rękami, który sprawia, że
wygląda jakby trzymał niewidzialną piłkę. Wtedy równie nagle opuszcza ramiona
po bokach. – Jak możesz być taka bezduszna?
- Ja… ja nie
wiem. – Marszczę czoło. Nigdy tak o tym nie pomyślałam. – Myślałam, że to był
chłopak. Czułabym się inaczej, gdyby…
- Dostałaś
coś… życie. To jest o wiele ważniejsze niż robienie zakupów i picie z twoimi
pieprzonymi przyjaciółeczkami.
Drgam na
jego „p” bombę. Caleb rzadko kiedy używa przekleństw.
- Jestem
więcej niż tylko tym – mówię. – Wiesz, że tak jest.
Jego
następne słowa dźgają moją duszę, rozkładając mnie w najgłębszym bólu jaki
kiedykolwiek czułam.
- Chyba
wmawiałem sobie, że taka jesteś.
Wstaję
gwałtownie, ale kolana mnie zawodzą. Muszę oprzeć się o ścianę. On nigdy nie
mówił do mnie w taki sposób.
Zajmuje mi
kilka sekund wyduszenie jakichkolwiek słów. – Powiedziałeś, że nigdy mnie nie
zranisz.
Jego oczy
są oziębłe. – Tak było zanim zadarłaś z moją córką.
Wychodzę,
nim mogłabym wybuchnąć.
Czterdzieści
osiem godzin później Caleb wraca ze szpitala z dzieckiem. Widziałam go dwa
razy, kiedy tam był – dwa razy, żeby przynieść mleko z piersi. Siedzę przy
kuchennym stole, czytając magazyn i jem fasolę szparagową prosto z zamrażarki,
kiedy wchodzi do domu, trzymając jej fotelik. Ma więcej zarostu na twarzy niż
kiedykolwiek widziałam, a jego oczy są ciemne i zmęczone. Zanosi ją do jej
pokoju, nie odzywając się do mnie. Spodziewam się, że od razu zejdzie na dół i
da mi podsumowanie tego, co powiedział lekarz. Kiedy tego nie robi, idę na
górę, zobaczyć gdzie jest. Słyszę lecący prysznic, więc postanawiam zaczekać na
łóżku.
Gdy
wychodzi z łazienki, ma ręcznik owinięty wokół pasa. Moją pierwszą myślą jest
jaki on jest wspaniały. Chcę na niego skoczyć, pomimo tego, co mi powiedział.
Zatrzymał zarost. Nawet mi się podoba. Patrzę jak opuszcza ręcznik i zakłada
bokserki. Najlepszą rzeczą w Calebie nie jest jego doskonałe ciało, jego
półuśmiechy czy jeszcze seksowniejszy głos… tylko jego maniera. Przekomarzanie
się, to jak przesuwa paznokciem kciuka po dolnej wardze, kiedy myśli, to jak
przygryza język, gdy jest podniecony. To jak zmusza mnie, żebym na niego
patrzyła, kiedy mam orgazm. Potrafi rozebrać cię spojrzeniem, sprawia, że
czujesz się jakbyś stała przed nim naga. Wiem z doświadczenia, że przyjemnością
jest stanie nagą przed Calebem. Myślę o sposobach, które mogłabym użyć –
przeprosiny i seks na zgodę… policzek w twarz i gniewny seks. Jestem niezwykle
biegła w uwodzeniu go. Prawdopodobnie nie uwierzy w żadne moje przeprosiny.
Próbuję czegoś nowego.
- Bardziej
się postaram.
Dalej
ubiera się bez patrzenia na mnie… dżinsy, koszulka. Nie wiem co robić i po raz
pierwszy uświadamiam sobie, że mogłam posunąć się trochę za daleko. Tak dobrze
ukrywam swoje prawdziwe ja od Caleba. Staram się spełniać jego oczekiwania. Tym
razem przyłapał mnie z majtkami w dole.
- Myślę, że
mam depresję poporodową – wypalam.
Patrzy na
mnie. Wzdycham z ulgą. Najlepszym sposobem na manipulowanie Calebem jest
kłamanie na temat stanu zdrowia. Sam przeżył amnezję wywołaną wstrząsem i
stresem. Jeżeli ktokolwiek mógł zrozumieć niewygodny stan zdrowia, to powinien
być to on.
- Pójdę…
pójdę z tym do lekarza. Jestem pewna, że on mi coś zaleci… - milknę.
Widzę jego
profil w lustrze. Jego jabłko Adama podskakuje, kiedy przełyka ślinę i opiera
czoło o kciuka.
- Muszę
przeprowadzić rozmowę z nianią – mówi. – Później o tym pogadamy.
Wychodzi z
pokoju, nie oglądając się za siebie.
Nie
zamierzam się ukrywać, kiedy Caleb będzie przeprowadzał rozmowę z potencjalną
niańką Estelli. Ubieram się w rumiany strój od Chanel i siadam w salonie, żeby
poczekać. Ktoś, do kogo zadzwonił Caleb tamtej nocy, przychodzi z kandydatem na
nianię i chcę zobaczyć, z kim rozmawiał tak poufale. Zastanawiam się czy ta
osoba była częścią jego życia, gdy miał amnezję. Jest jeszcze wiele rzeczy,
których nie wiem o tym okresie jego życia i ciągle rozmyślam nad tym co zrobił
bez mojej kontroli.
Dzwoni
dzwonek do drzwi. Podnoszę się, wygładzając spódnicę. Caleb przygląda mi się
podejrzliwie, przechodząc przez hol. Słyszę jak wita się z nimi ciepło i kilka
sekund później pojawia się za rogiem. Pierwszego widzę mężczyznę. Jest niższy
od Caleba i krępy. Jest uderzająco podobny do Dermota Mulroney’a – gdyby Dermot
miał kozią bródkę, kudłate włosy i ubrany był jak flejtuch. Spoglądam na jego
spodnie i bluzkę zapinaną na guziki. Ma jedne z tych wstrętnych tatuaży na
ramionach – które wyzierają spod jego mankietów. Od razu go nie lubię. Niestety
to on prawdopodobnie jest właścicielem agencji. Powinien przynajmniej
wyprasować swoje ubrania.
Dziewczyna
idącą za nim zdobywa moją uszczypliwą aprobatę. Jest małą blondynką z ładną
owalną twarzą. Wygląda dosyć niewinnie, poza tym że ma mocno zakreślone, prowokujące
oczy. W przeciwieństwie do jej niechlujnego pracodawcy, ma na sobie najnowszy,
szarozielony kostium Dolce z dokładnie taką samą parą Louboutins, które mam w
swojej szafie. W jaki sposób niania może pozwolić sobie na zakup takich drogich
ubrań? A wtedy zdaję sobie sprawę, że prawdopodobnie ma jeden ładny kostium,
który trzyma na rozmowy, żeby zrobić wrażenie na potencjalnych pracodawcach.
Nie pozwolę jej mieć takiego makijażu przy Estelli. Nie chcę, żeby sąsiedzi
pomyśleli, że mam nianię z usług towarzyskich. A poza tym w moim domu muszę być
najpiękniejszą kobietą. Zapisuję sobie w głowie, aby powiedzieć jej, że jej
uniform ma składać się ze spodni khaki i białej koszulki polo, po czym
uśmiecham się do nich uprzejmie.
- Leah –
odzywa się szorstko Caleb. – To jest Cammie Chase. – Niańka uśmiecha się –
jednym z tych zadowolonych, wykrzywionych uśmiechów, gdzie przechyla się jeden
kącik ust. Do niej także nie czuję sympatii.
- A to jest
Sam Foster.
Sam wyciąga
do mnie rękę.
- Jak się
masz? – pyta powoli, utrzymując ze mną niekomfortowy kontakt wzrokowy.
Zauważam, że jego ręce są szorstkie; nie jestem do tego przyzwyczajona.
Mężczyźni obracający się w moich kręgach mają gładką skórę biznesmena, ich
jedyną pracą jest stukanie w klawiaturę. Jego ręka zostaje w mojej i to ja
pierwsza muszę się odsunąć.
Oferuję im
coś do picia. Sam odmawia, lecz Cammie uśmiecha się do mnie śmiało i prosi o
Perrier. Patrzę od jej pracodawcy na nią i zastanawiam się czy zrobi jej
wyrzuty za taką niegrzeczną prośbę, ale on rozmawia z Calebem i nic nie
dostrzega. Postanawiam udawać miłą. I tak nie dam jej tej roboty, więc czemu
nie można odesłać jej z kilkoma łykami Perriera.
Udaję się
do kuchni i wracam z tacą, niosąc zieloną butelkę wody gazowanej, szklankę i
dwa piwa z lodówki – jedno dla Caleba, a drugie dla Sama – chociaż odmówił
napoju. Patrzą na mnie, jak stawiam ją na stole.
Gdy tylko
zajmuję miejsce, Cammie spogląda na mnie wyczekująco i pyta: - Masz limonkę?
Wymaga ode
mnie całej kontroli, żebym nie otworzyła szeroko ust. Z pewnością tym razem Sam
coś powie. Ale uśmiecha się do mnie uprzejmie i ignoruje dziwaczną prośbę małej
czarownicy.
- Mamy
trochę w szufladzie lodówki – naciska Caleb. Piorunuję go wzrokiem za
zachęcanie takiego zachowania od potencjalnej pomocy i wstaję, żeby po nią iść.
Kiedy
powracam ze schludnie pokrojoną limonką, Cammie bierze ją ode mnie bez
chociażby podziękowania.
Siadam
nadąsana, nawet nie zmuszając się do uśmiechu.
- A więc… -
mówię, odwracając ciało od Cammie i skierowuję uwagę na Sama. – Skąd znasz
mojego męża?
Sam wygląda
na zdezorientowanego. Marszczy brwi i przesuwa spojrzeniem od Caleba do mnie.
- Nie znam
– odpowiada. – Spotykamy się po raz pierwszy.
Mrugam ze
skonsternowaniem.
Caleb,
który jest wygodnie ułożony dwuosobowej kanapie jakby odwiedzał starych
znajomych, uśmiecha się do mnie porozumiewawczo. Znam ten uśmiech. Jest
rozbawiony moim kosztem.
Spoglądam
na ich twarze i wolno składam razem kawałki obrazku. Śmiałość Cammie, drogie
ubranie…
Staram się
nie pokazywać szoku, gdy nagle wszystko ma sens. Nie przeprowadzamy rozmowy z
Cammie na stanowisko niani Estelli – przeprowadzamy rozmowę z Samem!
Widzę na
ich twarzach, że wiedzą o moim błędzie. Żenujące. Mała blond suka, którą widzę
teraz w nowym świetle, gdy wiem, że ma własną firmę, uśmiecha się, po raz
pierwszy pokazując zęby. Wyraźnie jest zachwycona moją omyłką. Sam wygląda na
nieco bardziej speszonego. Uprzejmie odwraca ode mnie wzrok, a ja odchrząkuję.
-
Przypuszczam, że wszystko pomyliłam – mówię wspaniałomyślnie, chociaż wewnątrz
gotuję się ze złości.
Następuje
wspólny śmiech – najgłośniej śmieje się Cammie – a wtedy Caleb odwraca się do
Sama.
- Opowiedz
mi o swoim doświadczeniu – mówi.
Sam staje
na wysokości zadania, wymieniając doświadczenie w opiece nad dziećmi. Posiada
stopień magistra w psychologii dziecięcej z Uniwersytetu w Seattle. Praktykował
klinicznie przez dwa lata, po czym postanowił, że nie lubi polityki bycia
doradcą – że było to dla niego zimne i bezduszne. Zdecydował się przeprowadzić
gdzieś do słońca – na Południową Florydę – i zdobyć stopień w muzyce, którą
planował wykorzystać, kiedy otworzy ośrodek integracyjny dla maltretowanych
dzieci.
- Muzyka
leczy ludzi – mówi. – Widziałem co może zrobić z załamanym dzieckiem i chcę
włączyć ją do ośrodka, ale najpierw muszę mieć w tym stopień naukowy.
- Więc –
odzywam się bardziej sceptycznie niż chciałam. – Spędziłeś siedem lat
zdobywając stopień magistra, a teraz chcesz być nianią?
Caleb
odchrząkuje i ściąga ramiona z oparcia kanapy, gdzie leżały. – Leah chodzi o
to, że dlaczego nie będziesz praktykował na pół etatu, w tym czasie kończąc
stopień? Dlaczego być nianią, kiedy korzyść finansowa nie jest taka wielka?
Unoszę nos,
czekając na jego odpowiedź.
Sam śmieje
się nerwowo, odsuwając włosy z twarzy.
-
Właściwie, to bycie doradcą nie bardzo zapełnia ci kieszenie, jeśli wiesz o co
mi chodzi. Robiłem dla powodów innych niż pieniądze. I nie jestem tani, jako
opieka dla dziecka – odpowiada szczerze. – Zauważcie, że siedzę w waszym
salonie, co jest znaczącym dla średnio-klasowej Ameryki.
Kręcę nosem
na jego wzmiankę o naszych pieniądzach. Zostałam nauczona, że słowne wytykanie
rzeczy było złymi manierami.
- Mam córkę
– dodaje. – Rozstaliśmy się z jej matką dwa lata temu, ale można powiedzieć, że
dobrze znam się na opiece nad dziećmi.
- Gdzie
jest twoja córka? – pytam.
Caleb rzuca
mi ostrzegawcze spojrzenie, ale ignoruję go. Nie chcę, żeby jakieś dzikie
dziecko biegało po moim domu w dni, kiedy będzie się nią opiekował. A poza tym,
może zarazić niemowlę jakąś chorobą. Tego nie mogę wspomnieć po mojej ostatniej
eskapadzie.
- Jest w
Puerto Rico z jej matką – mówi.
Wyobrażam
sobie pięknie egzotyczną latynoską kobietę, która dzieliła jego dom, ale nie
nazwisko. Ich córka prawdopodobnie ma włosy matki i jasne oczy ojca.
- Jej matka
wróciła ci tam, kiedy się rozstaliśmy. Między innymi dlatego wybrałem
przyjechanie na Florydę – żebym w weekendy mógł polecieć zobaczyć się z nią. –
Zastanawiam się co za kobieta zabiera dziecko tak wiele kilometrów od jej ojca,
zwłaszcza kiedy może go wykorzystać w weekendy jako niańkę.
- Sam –
odzywa się w końcu Cammie – jest moim kuzynem. Obiecałam mu moją najlepszą
pracę i gdy zadzwonił Caleb wiedziałam, że będzie to doskonała okazja.
- A skąd
znasz Caleba? – pytam, nareszcie mając możliwość na zadanie pytania, które
toczyło się po mojej głowie.
Po raz
pierwszy Cammie wygląda, jakby nie była pewna co odpowiedzieć. Spogląda na
Caleba, który uśmiecha się do mnie pobłażliwie.
-
Chodziliśmy razem do college’u – odpowiada prosto. – I szczerze mówiąc, Sam,
jeżeli Cammie cię poleca – rodzina czy nie – wierzę, że jesteś najlepszy. –
Puszcza oko do Cammie, która unosi brwi, uśmiechając się.
Pobudza się
alarm w mojej głowie. Caleb był mistrzowskim graczem koszykówki w college’u.
Przespał się z całym składem cheerleaderek, a potem poznał tę dewastującą
wszystko sukę Olivię. Zmrużam oczy na Cammie. Czy ona zna Olivię? Czy
rywalizowały o mojego męża? Moje pytania są pozostawione bez odpowiedzi, jak
pieniądze stają się tematem rozmowy.
Do połowy
słucham Caleba oferującego Samowi sowitą pensję, którą akceptuje i zanim mogę
zaprotestować, że wolałabym tradycjonalną żeńską niańkę – najlepiej taką z
dużym tyłkiem i wielką brodawką na twarzy – Caleb już stoi i ściska rękę Sama.
Jest
postanowione. Sam będzie zajmował się Estellą pięć dni w tygodniu, z wolnymi
wieczorami, żeby chodzić na zajęcia. Zaczyna od jutra, ponieważ Caleb wyjeżdża
za dwa dni w kolejną podróż służbową i przed wyjazdem chce się upewnić, że Sam
będzie o wszystkim wiedział. Co jest kodem na: Moja żona nie wie, co robi i
muszę cię nauczyć jak przymusić ją do używania odciągacza pokarmu.
Wzdycham
pokonana i siedzę w miejscu, kiedy Caleb odprowadza ich do drzwi.
No cóż,
wyszło na moje – tak jakby.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz