20.11.13

Dirty Red - rozdział 9

Teraźniejszość

Jestem w kuchni w dresach i koszulce bez rękawów, robiąc smoothie, kiedy Sam przychodzi nazajutrz do pracy. Powinnam obserwować Estellę – która drzemie w przenośnym łóżeczku – podczas gdy Caleb bierze prysznic, ale gdy Sam staje w drzwiach wejściowych, zdążyłam już zapomnieć gdzie ją postawiłam.
- Jak się masz? – wita mnie ciepło Sam, trzymając worek marynarski na ramieniu. Zastanawiam się czy planuje zostać na noc. Jestem przerażona tą myślą.
- Zatem gdzie moja opłata? – pyta, pocierając razem ręce i uśmiechając się. Przez minutę myślę, że nawiązuje do karty kredytowej – ponieważ często tak mówię, gdy przeglądam zakupy i przeszukuję torebkę w poszukiwaniu mojej American Express – a wtedy zdaję sobie sprawę, że mówi o dziecku. Muszę powstrzymać się z całych sił, aby nie wywrócić oczami.
Nienasycony głód dziecka ratuje mnie, jak zaczyna kwilić gdzieś za moim ramieniem. Wtedy przypominam sobie, że zaniosłam ją do jadalni. Spoglądam w kierunku jej łóżeczka z irytacją.
- Ja do niej pójdę – mówi Sam, przejmując kontrolę i mnie omija. Wzruszam obojętnie ramionami i idę do mojego laptopa. Wraca do pokoju kołysząc ją w ramionach, w chwili jak Caleb schodzi po głównych schodach – jego włosy nadal są mokre od prysznica. Czuję przypływ żądzy tylko na niego patrząc. Caleb ignoruje mnie i podchodzi do Sama, żeby klepnąć go w plecy, jakby byli starymi przyjaciółmi. Nie odezwał się do mnie od naszej późnej przejażdżki do szpitala, poza zapytaniem o dziecko albo wygłoszeniem instrukcji. Odwracam się, dąsając podczas gdy oni dyskutują rzeczy, które mnie nie interesują. Planuję wycieczkę do spa i decyduję jak wiele zabiegów uda mi się zmieścić w osiem godzin, gdy Caleb woła moje imię. Rozpaczliwie chcąc być w centrum uwagi, opuszczam komputer i patrzę na niego z nadzieją.
- Nie będę w domu do późna – mówi. – Mam kolację biznesową.
Potakuję. Pamiętam, że kiedyś towarzyszyłam mu w takich kolacjach. Otwieram usta, aby powiedzieć mu, że chciałabym przyjść, ale pocałował dziecko i jest w połowie drogi do drzwi. Pusta planeta.
Skupiam uwagę na męskiej niańce.
- Więc jesteś spokrewniony ze swoją szefową – mówię głupio, wgryzając się w jabłko. Sam unosi na mnie brew, ale nie odpowiada. Mój umysł podąża do miejsca, gdzie zastanawiam się czy Caleb przespał się kiedykolwiek z Cammie.
- Czy ty… um… spędzasz z nią dużo czasu?
Wzrusza ramionami. – Cammie ma wiele przyjaciół. Martini z dziewczynami nie bardzo mnie interesuje.
- Ale nie chcesz kogoś poznać? – pytam, odrywając się od tematu. Jest dosyć przystojny, jeżeli interesujesz się typem muzyka grungy. Halooo, grunge umarł z Kurtem Cobainem.
- Czy tam spędzałabyś czas, gdybyś była wolna? – Pytając, patrzy prosto na mnie. Proste pytanie, lecz wyraz jego oczu sprawia, że czuję się jakbym była przesłuchiwana.
- Nie jestem wolna – odpowiadam gniewnie.
- Dowód. – Podnosi dziecko. Odwracam wzrok.
- Poznałeś jakąś jej przyjaciółkę? – Mam na dzieję na jakieś odniesienie do Olivii. Miło byłoby wiedzieć czy jakoś w tym gra.
Sam udaje głupiego. Nie mogę stwierdzić czy coś wie.
- Ech, parę tu i tam – odpowiada, przecierając usta Estelli ścierką od beknięć. – Jesteś pewna, że nie chcesz tego robić? – Wskazuje na dziecko. – Nie chcę zabierać ci czasu z nią.
Gdy spuszcza na nią wzrok, wywracam oczami.
- Nie, jest dobrze – mówię uprzejmie.
- Nie nawiązujesz z nią więzi, co? – pyta, nie patrząc na mnie.
Cieszę się, że nie widzi mojej twarzy. Jest wstrząśnięta. Zmuszam rysy do wygładzenia się w neutralności.
- Czemu tak mówisz? – Zmrużam oczy. – Znasz mnie od kiedy? Pięciu minut?
- Nie ma czego się wstydzić – mówi, ignorując mnie. – Większość kobiet doświadcza pewną formę depresji po porodzie.
- Okej, doktorze Philu. Nie mam depresji! – Odwracam się, ale zaraz obracam się z powrotem. – Jak śmiesz mnie osądzać – myślisz, że masz kwalifikacje, aby mnie „diagnozować”, psychologu? Dlaczego nie przyjrzysz się własnym umiejętnościom wychowawczym? Masz dziecko w Puerto Rico, kolego… bez ciebie.
Sam wydaje się niewzruszony moimi słowami. Zamiast odsunąć się tak jak tego pragnę, on patrzy na mnie z zamyśleniem.
- Caleb jest całkiem miłym facetem.
Gapię się na niego. Jakie ma to znaczenie? Czy to był jakiś psychologiczny trik? Pewnego rodzaju pułapka, która potwierdzi mu, że cierpię na depresję poporodową? Oblizuję wargi i staram się zobaczyć jego punkt widzenia.
- Tak? I?
Nie śpieszy się z odpowiedzią, odkładając butelkę na blat i kładzie Estellę na ramieniu na kolejną rundę bekania.
- Czemu poślubił taką dziewczynę jak ty?
Najpierw myślę, że źle go usłyszałam. Na pewno nie… nie mógł powiedzieć tego, co myślę. Jest pomocą – podrzędną męską niańką. Ale kiedy patrzy na mnie wyczekująco, czekając na odpowiedź, zaczyna drgać mi oko – żenująca reakcja. Czuję się ciężko od wściekłości. Jakbym mogła ją unieść z ramion, gdzie wylądowała i rzucić nią w niego.
Takie niegrzeczne! Niestosowne!
Przez chwilę myślę nad zwolnieniem go, a wtedy widzę mleko wylewające się z ust Estelii i spływające po jego koszulce. Marszczę nos. Lepiej on niż ja. Odwracam się na pięcie i wbiegam po schodach, jakby same macierzyństwo mnie goniło.
Kiedy zamykam drzwi sypialni, moją pierwszą myślą jest seks. Mam ochotę zerwać z kogoś ubrania – oczywiście z Caleba. Gdy miałam siedemnaście lat, mój terapeuta powiedział mi, że używam seksu, aby nadać sobie ważność. Natychmiast się z nim przespałam.
Drugą rzeczą, która wpadła mi do głowa, jest pudełko papierosów, które trzymam w schowane w szufladzie na bieliznę. Idę tam i przesuwam ręką po drewnianym tyle szuflady. Wciąż tam jest, do połowy pełne. Wyciągam zapalniczkę z aranżacji jedwabnych kwiatków i kieruję się na balkon połączony do sypialni. Nie paliłam od szóstego miesiąca ciąży, kiedy zwędziłam jednego papierosa po szczególnie stresującym wieczorze w domu moich teściów. Zapalam papierosa, powtarzając w głowie nieuprzejme komentarze Sama. Będę musiała pogadać z Calebem. Oczywiście Sam nie może dalej dla nas pracować po powiedzeniu mi takich okropnych, poniżających rzeczy.     
Zastanawiam się co miał na myśli, mówiąc „taką dziewczynę jak ty”? Ludzie użyli tego tekstu względem mnie wiele razy w moim życiu, ale zazwyczaj był to komplement albo pochlebstwo perspektyw mojej wspaniałej przyszłości. Taka dziewczyna jak ty może zajść daleko w świecie modelingu. Dziewczyna taka jak ty może być kimkolwiek chce być. Dziewczyna taka jak ty może mieć każdego mężczyznę, jakiego zapragnie.
Sam powiedział to inaczej. Nie było komplementów, tylko… czemu poślubił taką dziewczynę jak ty?
Pociągam papierosem, ciesząc się komfortem, który przynosi. Czemu kiedykolwiek zrezygnowałam z tych rzeczy? A tak… ponieważ chciałam mieć przeklęte dziecko. Gaszę resztkę na kamiennym wykończeniu balkonu i umiejętnie wrzucam go do krzaków na parterze. Caleb nie może znieść smrodu dymu papierosowego; właściwie to był jego jedyne zażalenie do mnie, kiedy umawialiśmy się ze sobą. Błagał, prosił i zaatakował seksem, żeby zmusić mnie do zaprzestania palenia, ale ostatecznie to zajście w ciążę przekonało mnie do rzucenia nałogu. Będę musiała wziąć prysznic, jeżeli nie chce zostać przyłapana. Mam już wystarczająco kłopotów. Rozbieram się do biustonosza i majtek, po czym kieruję się do łazienki, gdy widzę Sama pojawiającego się w ogrodzie z Estellą. Wozi ją w wózku – trzytysięczno dolarowym zakupie, którego jeszcze nawet nie dotknęłam. Przyglądam mu się zmrużonymi oczami, jak idzie ścieżką ogrodową, zastanawiając się czy widział jak palę. Postanawiam, że to nie ma znaczenia. Pod koniec dnia już go nie będzie.
- Twoje dni są policzone, kolego – mówię zwięźle, przed zamknięciem drzwi łazienki.
Caleb wraca do domu, gdy Sama już nie ma, co zarówno pokrzyżowało moje plany i pozostawiło mnie samą z dzieckiem. Żuję seler naciowy, kiedy wchodzi do domu, trzymając jedzenie na wynos.
Kładzie torbę na blacie kuchennym i idzie prosto na górę, żeby sprawdzić dziecko. Ignoruję ich, grzebiąc w torbie, aby zobaczyć co mi przyniósł. Gdy schodzi na dół, trzyma ją na rękach.
- Co…? Czemu ją obudziłeś?
Miałam nadzieję na spędzenie z nim trochę czasu bez jej ingerencji.
Wzdycha, otwierając lodówkę. – Jest noworodkiem. Je co trzy godziny, Leah. Nie spała.
Spoglądam na elektroniczną nianię i przypominam sobie, że wyłączyłam ją, żeby się zdrzemnąć. Musiałam zapomnieć ją włączyć. Zastanawiam się jak długo nie spała.
- Och.
Patrzę jak wkłada do podgrzewacza butelek zimne mleko z piersi. Mogę policzyć na palcach jednej ręki ile razy ją karmiłam. Jak do tej pory Caleb albo Sam ją karmili.
- Dzisiaj ona ma sześć tygodni – mówi. Odliczałam dni, kiedy znowu będę mogła z nim spać. Niemal nie udało mi się dojść do sześciu tygodni, kiedy w zeszłym tygodniu wrócił z biegu. Jest w najlepszej formie, gdy jest spocony.
Jedzenie w torbie wywołuje mój ślinotok. Zaczynam jeść bez niego. Przyniósł masalę z kurczaka z mojego ulubionego miejsca. Jemy tamtejsze jedzenie tak często, że mam rozpracowane wszystkie kalorie. Jeżeli zjem jedną całą pierś kurczaka, pięć pieczarek i zeskrobię większość sosu, to przybiorę tylko dwieście kalorii. Muszę zmusić się do przestania jeść. Chcę ostatni kawałek kurczaka, ale jeśli staram się stracić wagę po ciąży…
On wciąż na mnie nie spojrzał.
- Dziękuję za kolację – odzywam się. – Moje ulubione.
Kiwa głową.
- Zamierzasz już nigdy się do mnie nie odezwać?
- Nie wybaczyłem ci.
Wzdycham. – Naprawdę? Nie zauważyłam.
Zaciska usta. Zeskakuję z taboretu i wykonuję odważne posunięcie. Unosi brwi, gdy delikatnie wyjmuję dziecko z jego rąk i kładę ją na przedramionach, tak jak widziałam to u Sama.
- Szybciej beka tym sposobem – mówię mu, naśladując ruchy Sama. Dziecko znakomicie współpracuje, bekając głośno kilka sekund po moim małym poklepaniu. Przenoszę ją na zgięcie ramienia i sięgam po resztę butelki. Caleb przygląda się temu bez słowa.
Uśmiecham się do niego słodko.
No dalej, ty łajdaku. Wybacz mi.
Karmię ją resztą butelki i powtarzam trik z bekaniem.
- Chcesz ją odłożyć czy ja powinnam?
Bierze ją ode mnie, ale tym razem patrzy mi w oczy przez jedną… dwie… trzy sekundy.
PUNKT!
Kiedy odkłada ją do snu, biegnę na górę, żeby założyć coś seksownego. Jestem tak zdenerwowana, gdy wracam do kuchni; otwieram torbę mrożonych brokuł i wpycham ich garść do ust.

Mam na sobie czarną koszulę nocną. Nie jest arogancka. Nie chcę, żeby Caleb wiedział, że staram się o seks na zgodę. Przechadzam się po kuchni, dopóki nie wraca. Kiedy słyszę go na schodach, robię pokaz ponownego mycia butelek, które Sam wymył wcześniej. Słyszę go za sobą. Zatrzymuję się w wejściu i uśmiecham się, wiedząc, że patrzy.
Gdy przenosi się do salonu, idę za nim. Kiedy siada, wspinam się na kanapę obok niego.
- To już więcej się nie zdarzy. Miałam problem z nawiązaniem z nią więzi. Teraz jest lepiej. Musisz mi uwierzyć.
Kiwa głową. Widzę, że go nie przekonałam, ale zmieni zdanie. Pogram w mamusię i wkrótce będzie patrzył na mnie jak kiedyś. Całuję go w szyję.
- Nie, Leah.
Odsuwam się, mrużąc oczy. Kto teraz używał seksu jako broni?
- Chcę przeprosić. – Wydymam trochę usta, ale wygląda na zirytowanego.
- Więc przeproś Estellę. – Wtedy wstaje i odchodzi. Przewracam się na plecy i wpatruję w sufit. Odrzucenie. Czy to kiedykolwiek wcześniej mi się przydarzyło? Nie mogłam sobie przypomnieć. Wszystko wymykało mi się z ręki.

Chcę do kogoś zadzwonić – przyjaciółki… mojej siostry. Muszę porozmawiać o tym, co się właśnie stało, zdobyć jakąś perspektywę. Sięgam po komórkę i przewijam kontakty. Zatrzymuję się, trafiając na Katine. Będzie tylko w połowie słuchać tego, co mam do powiedzenia i za pięć minut będziemy gadać o niej. Przewijam dalej. Docieram do Court i wali mi serce. Court! Wykręcam jej numer. Zanim nawiązuje się połączenie, rozłączam się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz