1.4.14

Dirty Red - rozdział 26

Przeszłość

Jedna rzecz o mnie: grzebię. Jeżeli nie mogę czegoś znaleźć – grzebię głębiej, mocniej. Grzebię, dopóki tego nie znajduję. Nie mogłam tylko wgrzebać się do mojego własnego umysłu. Nie chciałam go widzieć.
Mój ojciec zachowywał się dziwacznie, nawet jak na niego. Dwa razy przyłapałam go na połykaniu garści pigułek. Jedyne pigułki jakie u niego widziałam były witaminami. To nie były witaminy. Znalazłam butelkę w górnej szafce jego biurka.
Na butelce było napisane, że to Vasodilator – lek na nadciśnienie, ale w tej samej butelce były zmieszane pigułki, które rozpoznawałam – Klonopin, tabletki przeciwlękowe. Mój ojciec miał lęki. Chciałam wiedzieć od jak dawna je brał i dlaczego je brał. Ojciec zawsze był najzdrowszym człowiekiem, jakiego znałam. Miał sześćdziesiąt lat i miał sześciopak. Był to sześciopak starszego mężczyzny, ale jednak. Śmiał się z ludzi, którzy cierpieli na takie choroby jak depresja i lęki, ironiczne, skoro dawał im leki.
Zadzwoniłam do matki.
Jej głos szczebiotał przez telefon, kiedy zapytałam ją o pigułki.
- Nic mu nie jest – oznajmiła. – Wiesz jak robi się w biurze. Jest narażony na stres przez ten nowy lek, który testuje.
Przycisnęłam słuchawkę mocniej do ucha. Cokolwiek teraz bym powiedziała mogło zakończyć rozmowę albo powiedzieć mi dokładnie to, co chciałam wiedzieć. Otworzyłam moją kopię Manipulowania Matką 101.
Z tego co wiedziałam testowanie naszego najnowszego leku, Prenavene, było sukcesywne. Codziennie musiałam podpisywać papiery, które przynosili do mojego gabinetu Cash lub ojciec. Lek był testowany już od więcej niż pięciu lat. Byliśmy na ostatniej prostej, żeby wrzucić go na rynek. Dlaczego mój ojciec miałby niepokoić się udanym projektem?
- Mogę się założyć, że się zamartwia – powiedziałam, mocno się starając, żeby mój głos był współczujący. Niemal mogłam zobaczyć jak kiwa ona głową po drugiej stronie linii.
- Chciałabym po prostu walnąć tego okropnego człowieka – szepnęła do słuchawki – twierdzącego, że Prenavene spowodował jego atak serca. Twój ojciec zatrudnił prywatnego detektywa, wiesz. Ten mężczyzna był chodzącym zawałem. W jego rodzinie jest tego historia i waży on ponad 100 kilo.
Wypowiedziała ponad 100 kilo jakby to były przekleństwa. Parę sekund zajęło mi przetrawienie słów atak serca.
Jasna cholera.
Czemu o tym nie słyszałam? Atak serca podczas testowania leku był ogromny! Wystarczało to, żeby zatrzymać testowanie dopóki lek nie mógł być ponownie opracowany. Trudno było powiedzieć cokolwiek po tym ogłoszeniu. Dlaczego? Dlaczego by tak wszystko zaryzykował? Nie chcąc, żeby wiedziała, że powiedziała właśnie coś, w co wyraźnie jeszcze nie byłam wtajemniczona, słuchałam przez parę minut jej paplania. Musiałam wykorzystać ją do odkrycia więcej informacji. Przełknęłam zdradę w gardle i powiedziałam jej, że mam oczekującą kolejną rozmowę telefoniczną.
Dlaczego trzymał coś takiego przede mną w tajemnicy? Dlaczego nie zatrzymali testowania? Pomyślałam o przedzwonieniu do Cash, ale jej lojalność najwyraźniej była wobec mojego ojca, skoro jeszcze mi nie powiedziała. Musiałam sama to wygrzebać. Pieniądze. Musiało chodzić o nie. Na ostatnim spotkaniu handlowym, wspomniał o spadku w naszej sprzedaży. Prenavene mogło przywrócić na rynek firmę. Naprawdę potrzebowaliśmy tak bardzo nowego leku, że zrobiłby on coś takiego? Wszystko zaryzykował?
Następnego poranka przyszłam wcześniej do biura. Ojciec przyjeżdżał codziennie dokładnie o szóstej rano. Miałam godzinę przed jego pojawieniem się. Miałam zbiór zapasowych kluczy do jego gabinetu. Otworzyłam drzwi i zapaliłam światło. Podchodząc do jego komputera, włączyłam go, stukając palcami o biurko. Poziom dostępu do jego systemu był wyższy od mojego. Potrzebowałam jego kodów, żeby dostać się do jego folderów. Przeklinając, wstukałam rocznicę ślubu moich rodziców. Na ekranie pojawił się Niepoprawny Kod. Z mojej strony było to okropne przypuszczenie – nieszczególnie był sentymentalnym typem.
Próbowałam dat urodzin, mojej siostry i moich. Nic. W końcu spróbowałam współrzędnych do jego domków na polowanie w Północnej Karolinie. System magicznie się otworzył i miałam przed sobą ogromną sieć OPI-Gem. Kliknęłam na ikonę oznaczoną Prenavene i zabrałam się do przeglądania.

To była prawda. O Boże, to była prawda. Kiedy zamykałam drzwi do jego gabinetu, miałam wystarczająco informacji, żeby zamknąć firmę mojego ojca i wsadzić go do więzienia na resztę jego życia. Najgorszą częścią było, że tego chciałam. Nie, nie chciałam. On był moim ojcem… cóż, tak jakby. Wychował mnie. Albo może to Mattia mnie wychowała. Nie byłam już nawet pewna.
Pulsowało mi w głowie, kiedy kierowałam się do windy. Zamierzałam zwolnić się z powodu złego samopoczucia. Nie potrafiłam spojrzeć tym wszystkim ludziom w twarz, wiedząc to, co wiedziałam. Musiałam to rozgryźć. Znaleźć sposób na dowiedzenie się kto dokładnie był zaangażowany, a kto był trzymany w nieświadomości tak jak ja. Miałam pochyloną głowę, gdy otworzyły się drzwi. Gdy uniosłam wzrok on stał przede mną z gazetą wetkniętą pod ramię. Cholera, dlaczego nie pomyślałam o wzięciu schodów?
Wyprostowałam ramiona, wymuszając uśmiech.
- Dzień dobry, tatusiu.
Skinął mi głową, opuszczając windę. Potem niespodziewanie się zatrzymał. – Dlaczego jesteś tutaj tak wcześnie?
Kłamstwo łatwo spłynęło z mojego języka. – Nie czuję się dziś dobrze. Przyszłam, żeby tylko wziąć trochę pracy. Biorę dzień wolny.
Zmrużył oczy. – Wyglądasz zdrowo. Idź do domu, przebierz się i wracaj tutaj. Potrzebuję cię dziś tu.
- Jestem chora – powiedziałam, jakby nie usłyszał mnie za pierwszym razem.
- To jest firma farmaceutyczna, Johanno. Weź sobie z magazynu jakieś próbki i się wylecz.

Patrzyłam na pusty korytarz przez dobrą minutę po tym jak zniknął w swoim biurze. Czy to naprawdę się wydarzyło? Oczywiście, że tak. Mój ojciec ani razu nie wziął dnia wolnego przez chorobę w dwudziestu latach swojej pracy, dlaczego myślałam, że dobrze będzie zaoferować mu chorobę jako wymówkę? Weszłam do windy i drzwi się zamknęły. Jeżeli się pośpieszę, to wrócę w ciągu czterdziestu minut.

Dirty Red - rozdział 25

Teraźniejszość

Kiedy wracam do domu ze spotkania z Olivią, sporadycznie szlocham i przeklinam. Cały mój świat traci ostrość, jak ważę szanse utraty mojego męża. Słowa Olivii mieszają się z moimi myślami, aż niemal zderzam się ze śmieciarką. Gdy tylko przechodzę przez frontowe drzwi, kieruję się od razu do miejsca, gdzie Sam położył Estellę na kocu. Podnoszę ją i przyciskam do klatki piersiowej. Ona wierci się i wyje z protestem. Sam zabiera mi ją i przestaje płakać. Zabieram ją z powrotem od Sama.
- Weź dzień wolnego – mówię, przyglądając się jej zmarszczonej twarzy. – Pora na to, żeby nauczyła się mnie cholernie lubić.
Sam unosi brwi. Zamierzam powiedzieć mu, że nie lubię tej jego miny, kiedy odwraca się i odchodzi.
Widzę go przez drzwi balkonowe. Bierze swoje kluczyki z kuchennego blatu i oddala się bez spojrzenia w tył. Spoglądam na Estellę.
- Może znowu możemy tego spróbować. Jeżeli rozgryziemy jak siebie polubić, to twój tatuś może zostanie.
Ona macha swoimi piąstkami i mruga na mnie. Naprawdę jest nawet urocza.
Wyciągam nogi i kładę ją na moich udach. Mówię do niej o życiu przez następne pół godziny, dopóki nie zaczyna na mnie krzyczeć. Potem idziemy do domu zjeść kolację. Po tym jak położyłam ją do łóżka, zakładam najseksowniejszą bieliznę i czekam. Czterdzieści minut później słyszę jego klucz w zamku.
Gdy pędzę do hallu Caleb właśnie zamyka za sobą drzwi. Zamieram, a gdy podnosi wzrok nie jestem pewna, kto wygląda na bardziej speszonego.
- Jestem tutaj tylko po parę moich rzeczy.
Nawet na mnie nie patrzy. Robię kilka kroków w jego stronę. Chcę go dotknąć, powiedzieć mu, że przepraszam.
- Caleb, porozmawiaj ze mną… proszę.
Skupia na mnie spojrzenie i nie widzę w nim żadnego ciepła, które kiedyś tam było. Odsuwam się gwałtownie. Czy wszystko, co było między nami zniknęło?
- Jutro po nią wrócę. Jest po prostu kilka rzeczy, które muszę wziąć – powtarza.
Kładę rękę na jego torsie, a on zamiera.
Łapie mnie za nadgarstek. – Nie. – Tym razem spogląda mi w oczy. – Używasz seksu jak broni. Nie jestem zainteresowany.
- W porządku jest, kiedy Olivia go używa, ale ja nie? – Słowa wypływają ze mnie zanim mogę je powstrzymać.
- O czym ty mówisz?
Myślę o rozmowie z Samem. Jeśli chcę dowiedzieć się o jego związku z Olivią, teraz pewnie jest odpowiednia pora na zapytanie, skoro już i tak jest na mnie wściekły.
- Dlaczego nigdy się z nią nie przespałeś?
Caleb natychmiast reaguje, chwytając mnie za ramiona i odsuwając ze swojej drogi. Rusza w stronę schodów. Idę za nim.
- No dalej, Caleb. Pozwoliłeś jej użyć seksu – albo jego braku – jako broni. Dlaczego?
Piorunuje mnie wzrokiem. – Nie wiesz o czym mówisz.
- Może. Ale to dlatego, że nigdy o niej nie mówisz. A ja chcę wiedzieć, co dokładnie wydarzyło się między wami.
- Zostawiła mnie – mówi. – Koniec historii.
- A co z drugim razem? – dociekam. – Podczas twojej amnezji?
- Znowu mnie zostawiła.
Jego przyznanie głęboko mnie tnie.
- Czemu nigdy nie rozmawiałeś ze mną o tym, co ona zrobiła? Kiedy wróciła i cię okłamała?
- Czemu nigdy nie zapytałaś? – odparowuje.
- Nie chciałam wiedzieć…
Zaczyna się odwracać.
- Ale teraz chcę – dodaję.
- Nie.
- Nie? – Podążam za nim po pierwszych paru schodkach. – Chcę wiedzieć dlaczego zatrudniłeś ją jako mojego prawnika… dlaczego nie byłeś na nią zły, że cię okłamała.
Obraca się tak szybko, że prawie się wywracam.
- Zatrudniłem ją jako twojego prawnika, bo wiedziałem, że wygra. Byłem na nią zły… nadal jestem.

- Dlaczego? – wołam za nim, ale już go nie ma.

Dirty Red - rozdział 24

Przeszłość

Zanim wyszłam za Caleba rzadko pozwalałam rodzicom przebywać w jego towarzystwie ze strachu, że ich opinie przeniosą się na niego i zacznie on patrzeć na mnie tak, jak oni. Większość moich innych chłopaków nie pojmowało ich aluzyjnych obelg i chłodnego rodzicielstwa. Caleb był bystry, przejrzałby ich, przejrzałby mnie – i zacząłby zadawać pytania. Nie chciałam pytań ani ewentualnej rezygnacji, którą by przyniosły: Leah jest rozczarowaniem. Nie jest niczego warta, jest tylko córką z drugiej ręki.
Nie lubiłam jak ludzie znali moją historię. Więc przez dwa lata naszego romansu trzymałam go z dala od wydarzeń towarzyskich z moją rodziną, z drobiazgową precyzją. Przeważnie było to wyczerpujące – upewniałam się, że nikt nie powiedział zbyt wiele, rozmowy nie sięgały zbyt głęboko. Po ślubie to się zmieniło. Może czułam się bezpieczniej odkąd miałam zobowiązanie albo może chodziło o fakt, że nareszcie powiedziałam mu prawdę o tym skąd pochodziłam.
Tydzień po powrocie z naszego miesiąca miodowego zostaliśmy formalnie zaproszeni do ich domu na kolację. Caleb nadal wściekał się tym, że mój ojciec nie odprowadził mnie przejściem.
- Nie chcę iść, Leah. To co on zrobił było w stosunku do ciebie obraźliwe. Ma szczęście, że nie wytknąłem mu tego na ślubie. Nie pozwolę mu tak cię traktować.
Kochałam to. W ciągu tych pięciu sekund czułam się bardziej wartościowa niż przez ostatnie lata.
- Proszę. – Uniosłam się na palcach i pocałowałam jego brodę. – Utrzymajmy pokój. Kocham moją siostrę. Nie chcę robić awantury.
Chwycił mnie za ramiona i ścisnął je lekko, mrużąc oczy. – Jeżeli powie jedno słowo, Leah, jedno słowo, które mi się nie spodoba…
- To walniesz go w twarz – powiedziałam stanowczo.
Uśmiechnął się krzywo i pocałował mnie szorstko w usta – tak jak to lubiłam.
- Walnę go w twarz, jeśli poda kaczkę. Nienawidzę kaczki.
Zachichotałam w jego usta. – A co jeśli opowie jakiś żart o nurkowaniu z akwalungiem?
- To też – dostanie za kawał…
Przesuwaliśmy się w stronę sypialni, plącząc ze sobą stopy, ani razu nie odrywając od siebie ust.
Wplotłam palce w jego włosy, brzegi moich myśli strzępiły się, a potem rozpadły i mogłam myśleć już tylko o jego dotyku i ochrypłym głosie w moim uchu.

Później tego wieczora weszliśmy do domu moich rodziców ręka w rękę. Dwa tygodnie na Malediwach opaliły nas oraz zrelaksowały i wciąż przebywaliśmy w naszym wakacyjnym okresie, śmiejąc się, całując i dotykając jakby jedno z nas mogło zniknąć. Caleb nareszcie był mój. Gdy wyciągnęłam rękę do klamki, moje myśli pomknęły do mojej arcynemezis. Moje usta znalazły uśmiech tak bardzo triumfalny, że Caleb spojrzał na mnie zagadkowo, przekrzywiając głowę.
- Co? – spytał.
Wzruszyłam ramionami. – Jestem po prostu szczęśliwa, to wszystko. Wszystko jest doskonałe.
Chciałabym móc powiedzieć: Dum, dum, wiedźma jest martwa…
Lecz wiedźma nie była martwa. Znajdowała się w Teksasie – co było wystarczająco dobre.
Moi rodzice i siostra byli w pokoju dziennym. Kiedy weszliśmy spojrzeli wyczekująco na Caleba, niemal tak jakby czekali, aż ogłosi, że mnie zostawia. Nastąpiło trzydzieści sekund niezręcznej ciszy, po czym moja siostra wstała, żeby nas uściskać.
- Jak było? Opowiedz mi wszystko. – Złapała mnie za rękę i poprowadziła do kanapy. Spojrzałam na Caleba, który ściskał ręce z moim ojcem. Tatuś lubił Caleba. Lubił go tak bardzo, że zastanawiałam się co pomyślałby o tym, że Caleb go nienawidzi. Czułam chorą satysfakcję, wiedząc, że odwróciłam Caleba przeciwko niemu. Mój ojciec myślał, że mógł mieć wszystkich i szczerze pragnął wszystkich adoracji… oprócz mojej.
- Było pięknie – zapewniłam ją. – Bardzo romantycznie.
Szybkie spojrzenie na Caleba.
Ona zbliżyła się do mnie. – Przez cały poranek narzekali na to jak wiele kosztował ich ślub – powiedziała. – Nie ruszaj tego tematu.
Poczułam krew napływającą do policzków. Było to typowe zachowanie moich rodziców. Oczywiście, że zapłaciliby za ślub ich najstarszej córki. Oczywiście, że byłby rozrzutny i przesadzony, żeby zaimponować ich znajomym. Oczywiście, że potem narzekaliby na to jak wiele pieniędzy musieli bulić za kogoś, kto nie był tak naprawdę ich krewnym. Ale co innego mogli zrobić? Nikt nie wiedział, że nie byłam ich. Gdyby tak się nie postarali, to rzuciliby cień na ich idealny wizerunek kochających rodziców.
Proszę, Boże, proszę nie pozwól im coś powiedzieć przy Calebie.
Moja siostra trzymała lampkę wina. Wzięłam ją od niej i wypiłam duży łyk.
Matka kierowała się do nas, każdy z jej ptasich kroków przyklejał nowe pasmo strachu do mojej głowy.
- Naprawdę powinnaś trzymać się z daleka od słońca, Leah – powiedziała, siadając naprzeciwko mnie. Spojrzałam na moje ramię opalone na brąz. Pomimo że miałam jasną skórę i rude włosy, to opalałam się jak włoszka.
- Wyglądasz głupio z tym kolorem – wyglądasz jakbyś użyła samoopalacza.
- Ona wygląda dobrze, mamo – powiedziała gniewnie moja siostra. – To że ty boisz się słońca nie znaczy, że my też musimy.
Posłałam siostrze wdzięczne spojrzenie i napięłam się na następny zgryźliwy komentarz.
- Caleb wygląda dobrze – powiedziała, spoglądając na miejsce, gdzie dalej rozmawiał z moim ojcem. – Taki przystojny. Zawsze myślałam, że byłby dla ciebie dobrą parą, Courtney.
Zakręciło mi się w głowie, wzrok się zamazał. Courtney wydała gniewny dźwięk w gardle.
- To jest tak szalenie niestosowne – syknęła. – Nie tylko doskonałość nie jest w moim typie, ale Leah i Caleb pasują do siebie bardziej niż jakakolwiek para, jaką znam. Wszyscy tak mówią.
Matka uniosła brwi. Znalazłam swój język.
- Dlaczego w ogóle coś takiego mówisz? – spytałam ją. – Po tym wszystkim, co zrobiłaś, żeby mi pomóc…
Pociągnęła nosem i upiła łyk wina z jej własnej lampki. – Kobieta nie powinna tak mocno walczyć, żeby być z mężczyzną. On powinien pragnąć tylko jej…
Moja siostra patrzyła to na mnie, to na mamę. – O czym wy mówicie?
Wzrok mojej matki splótł się z moim w cichym ostrzeżeniu. – Kolacja powinna być gotowa – powiedziała. – Może pójdziemy do jadalni?

Mattia wciąż przyrządzała większość posiłków moich rodziców. Była z moją rodziną odkąd byłam małą dziewczynką. Zawsze nie mogłam doczekać się dań jej roboty. Dziś wieczorem był łosoś z ryżowym pilaw, polany miodową musztardą. Ścisnęła moje ramię, stawiając przede mną mój talerz.
- Gratulacje – szepnęła mi do ucha. Uśmiechnęłam się do niej. Chciałam, żeby przyszła na ślub, ale rodzice uważali to za niestosowne.
- Mam coś dla ciebie – powiedziała – tylko coś małego. Zostawię ci to w kuchni.
Skinęłam jej głową, mając nadzieję, że nie usłyszała tego matka. Miała ona dar do sprawiania, że szczere gesty wyglądały na głupie i komiczne.
Mattia opuściła pokój po tym jak został położony ostatni talerz i skupiłam uwagę na rozmowie ojca z Calebem. Pomimo jego obecnych uczuć wobec moich rodziców, Caleb był opanowany i pełen szacunku, odpowiadając na pytania i odbierając je w idealnym porządku.
On był towarzyskim geniuszem. Przypisywałam to faktowi, że potrafił w ciągu jednego spotkania dostać się do wnętrza każdej osoby i od tamtej chwili automatycznie potrafił manipulować ich nastrojami. Widziałam jak zadawał nieznajomemu pytanie za pytaniem, aż zburzył jego mury. Początkowo przedmiot jego zainteresowania wyglądał na trochę ostrożnego, dając mu ocenzurowane odpowiedzi. Splatał swoje dociekliwe pytania z kawałami i nazbyt skromnymi komentarzami, które rozluźniały osobę. Nigdy nie osądzał. Mrużył oczy, kiedy następowała kolej na mówienie tej drugiej osoby – czarujący kawałek mowy ciała mówiący: jesteś taki interesujący, mów dalej. Uwielbiałam przyglądać się jego rozmowom z ludźmi. Uwielbiałam patrzeć jak się w nim zakochiwali. Pod koniec rozmowy z Calebem ludzie byli nim tak pochłonięci, że wyglądali na rozczarowanych, kiedy kończyła się interakcja. Jemu naprawdę zależało – taka była różnica pomiędzy Calebem, a kimś kto był po prostu wścibski. Ludzie szybko to wychwytywali.
Caleb był mój. Nareszcie był cały mój. Uśmiechnęłam się do mojego łososia, a siostra kopnęła mnie pod stołem.
- Co? – spytałam ją bezgłośnie.
Potrząsnęła głową, uśmiechając się.
Po kolacji przenieśliśmy się do salonu. Mój ojciec był staromodny; jak tylko usiedliśmy wyciągnął kieliszki do koniaku i cygara. Caleb uprzejmie odmówił cygara, ale napił się szkockiej.
Siedziałam obok niego, podczas gdy moja matka i siostra zniknęły w innej części domu. To był męski czas, ale nie zamierzałam zostawić mojego mężczyzny samego z moim ojcem. Nie, kiedy był na mnie zły za pieniądze, które wydał na ślub.
- Jakie są wasze plany? – zapytał tatuś, ostentacyjnie mnie ignorując i patrząc na mojego męża. Wydmuchał z ust trochę tytoniu i odwróciłam wzrok. Jego nawyki zaczynały mnie denerwować.
Caleb oblizał usta. – Złożyliśmy ofertę o dom. Czekamy na odzew.
- Mam nadzieję, że nie masz zamiaru trzymać Leah w domu. Potrzebuję, żeby wróciła do biura.
Caleb zesztywniał. Potrafiłam odczytać mowę jego ciała, jakby była moją własną. Chciałam usłyszeć, co powie wielkiemu, potężnemu Smithowi silne ramię.
- Nie zamierzam nigdzie jej trzymać – odparł. – Poza moim łóżkiem, może chodzić gdzie tylko chce. 
Zadławiłam się własną śliną. Chciałam zaśmiać się na minę mojego ojca. Był nieokrzesany, słyszałam od niego wiele żartów, ale rozbroił go komentarz Caleba. Caleb prawdopodobnie wiedział, że tak będzie – ten znakomity manipulant.
Ojciec odchrząknął z lekkim uśmiechem na ustach.
Caleb odwrócił się do mnie. – Planujesz wrócić do pracy, Leah?
Tatuś nie był do tego przyzwyczajony. Chciałam zerknąć, żeby zobaczyć jak znosił to, że jego nie córka została zapytana o opinię.
- Nie wiem – odpowiedziałam. – Mogłabym o tym pomyśleć…
Dlaczego chciał, żebym wróciła? Miał całą hordę pracowników grających w jego spółkową grę. Może to było jego staranie się? Na co… bycie moim tatą? Szefem? Byłam zaskoczona, że sugerował w ogóle, abym wróciła do pracy, skoro wierzył, że kiedy kobieta wyszła za mąż to jej miejsce znajdowało się w domu.
Ojciec zmienił taktyki w ostatniej minucie; nakierowując ciało w moim kierunku, odwrócił się od Caleba, skupiając uwagę wyłącznie na mnie.
Miło.
- Co ty na to, Leah? Byłaś wielkim atutem, odkąd przybyłaś. Potrzebujemy, żebyś dokończyła ten projekt.
Choć bardzo chciałam odmówić, to nie mogłam. Obwiniajcie o to alkohol albo mój dręczący nałóg zadowalania jedynego mężczyzny, który mnie nie chciał, ale nie mogłam odejść ot tak, kiedy prosił, żebym wróciła. Miałam potrzebę udowodnienia mu, że mylił się co do mnie. Że nie byłam dzieckiem bezwartościowej zdziry, ale cennym atutem dla jego rodziny.
Skinęłam głową, czując się jak słabeusz za ugięcie się. On do czegoś mnie wykorzystywał. Jeszcze nie potrafiłam rozgryźć do czego. Bolała mnie moja przeklęta dusza. Caleb mnie obserwował. Uśmiechnęłam się do niego, moje oczy bez wątpienia zdradzały moje zaniepokojenie. Potrafił przejrzeć mnie na wskroś, dostrzegał nawet moje bijące serce. Dzięki Bogu, że był miał na tyle klasy, żeby o tym nie wspominać.
W drodze do domu Caleb zapytał mnie czy naprawdę chcę wracać.
- Mówiłaś, że z tym skończyłaś.
Patrzyłam niespokojnie przez moje okno, licząc światła samochodowe, które nas mijały.
- Wiem.
- Więc dlaczego wracasz? Nie jesteś mu nic winna, Leah.
- Po prostu pozwól mi to zrobić bez psychoanalizowania moich motywów.
Spojrzał na mnie kątem oka. – W porządku. Tylko obiecaj mi jedną rzecz.
Popatrzyłam na niego. Caleb nie prosił o obietnice.
- Jeżeli wywinie coś takiego jak na ślubie, to odejdziesz i nie obejrzysz do tyłu.
- Dobrze – odparłam.
Zerknęłam na moje kolana, gdzie leżał prezent od Mattii, opakowany w perłowo-biały papier z ozdobnymi dzwoneczkami. Wsuwając paznokieć pod taśmę, odsunęłam opakowanie ujawniając zestaw do cukru i śmietanki. Było to tanie – coś takiego co kupuje się w Marshalls z srebrną zastawą – ale było od Mattii i uwielbiałam to.
W domu tylko Mattia mnie przytulała. Liczyłam na jej uściski. Zamierzałam przyciszyć radio, kiedy Caleb je podgłośnił.
Coldplay, słuchał ich jakby szeptali mu jakieś prawdy. Nigdy nie rozumiałam jego fascynacji. Zawsze próbowali upiększyć wielkie pojęcia kompozycjami fortepianowymi. Stukałam palcami o podłokietnik, czekając na koniec piosenki. Jakby ktoś potrafił naprawić inną osobę. Gdyby to była prawda, to Caleb nie lubiłby muzyki Debbie Downer, słuchałby wesołych bzdur, które reprezentowały nasz związek. Kiedy go poznałam, topił się w swoim uczuciu do jakiejś kobiety, która złamała mu serce. Spędziłam parę lat próbując go wyciągnąć z tego stanu, tylko po to, żeby dostać pewien rodzaj dryfującego zadowolenia, które pojawiało się i znikało, zależnie od dnia. Mogliśmy żyć tygodniami w szczęściu, a potem nagle wiatr zmieniał kierunek i Caleb zmieniał się w zamyśloną, mroczną osobę, którą spotkałam po raz pierwszy na jachcie.

Teraz… w tym momencie… w tym dniu – był szczęśliwy. Patrzyłam na jego twarz, jak śpiewał tekst piosenki i splotłam nasze palce. Mówił, że mogłam mu ufać.