1.4.14

Dirty Red - rozdział 24

Przeszłość

Zanim wyszłam za Caleba rzadko pozwalałam rodzicom przebywać w jego towarzystwie ze strachu, że ich opinie przeniosą się na niego i zacznie on patrzeć na mnie tak, jak oni. Większość moich innych chłopaków nie pojmowało ich aluzyjnych obelg i chłodnego rodzicielstwa. Caleb był bystry, przejrzałby ich, przejrzałby mnie – i zacząłby zadawać pytania. Nie chciałam pytań ani ewentualnej rezygnacji, którą by przyniosły: Leah jest rozczarowaniem. Nie jest niczego warta, jest tylko córką z drugiej ręki.
Nie lubiłam jak ludzie znali moją historię. Więc przez dwa lata naszego romansu trzymałam go z dala od wydarzeń towarzyskich z moją rodziną, z drobiazgową precyzją. Przeważnie było to wyczerpujące – upewniałam się, że nikt nie powiedział zbyt wiele, rozmowy nie sięgały zbyt głęboko. Po ślubie to się zmieniło. Może czułam się bezpieczniej odkąd miałam zobowiązanie albo może chodziło o fakt, że nareszcie powiedziałam mu prawdę o tym skąd pochodziłam.
Tydzień po powrocie z naszego miesiąca miodowego zostaliśmy formalnie zaproszeni do ich domu na kolację. Caleb nadal wściekał się tym, że mój ojciec nie odprowadził mnie przejściem.
- Nie chcę iść, Leah. To co on zrobił było w stosunku do ciebie obraźliwe. Ma szczęście, że nie wytknąłem mu tego na ślubie. Nie pozwolę mu tak cię traktować.
Kochałam to. W ciągu tych pięciu sekund czułam się bardziej wartościowa niż przez ostatnie lata.
- Proszę. – Uniosłam się na palcach i pocałowałam jego brodę. – Utrzymajmy pokój. Kocham moją siostrę. Nie chcę robić awantury.
Chwycił mnie za ramiona i ścisnął je lekko, mrużąc oczy. – Jeżeli powie jedno słowo, Leah, jedno słowo, które mi się nie spodoba…
- To walniesz go w twarz – powiedziałam stanowczo.
Uśmiechnął się krzywo i pocałował mnie szorstko w usta – tak jak to lubiłam.
- Walnę go w twarz, jeśli poda kaczkę. Nienawidzę kaczki.
Zachichotałam w jego usta. – A co jeśli opowie jakiś żart o nurkowaniu z akwalungiem?
- To też – dostanie za kawał…
Przesuwaliśmy się w stronę sypialni, plącząc ze sobą stopy, ani razu nie odrywając od siebie ust.
Wplotłam palce w jego włosy, brzegi moich myśli strzępiły się, a potem rozpadły i mogłam myśleć już tylko o jego dotyku i ochrypłym głosie w moim uchu.

Później tego wieczora weszliśmy do domu moich rodziców ręka w rękę. Dwa tygodnie na Malediwach opaliły nas oraz zrelaksowały i wciąż przebywaliśmy w naszym wakacyjnym okresie, śmiejąc się, całując i dotykając jakby jedno z nas mogło zniknąć. Caleb nareszcie był mój. Gdy wyciągnęłam rękę do klamki, moje myśli pomknęły do mojej arcynemezis. Moje usta znalazły uśmiech tak bardzo triumfalny, że Caleb spojrzał na mnie zagadkowo, przekrzywiając głowę.
- Co? – spytał.
Wzruszyłam ramionami. – Jestem po prostu szczęśliwa, to wszystko. Wszystko jest doskonałe.
Chciałabym móc powiedzieć: Dum, dum, wiedźma jest martwa…
Lecz wiedźma nie była martwa. Znajdowała się w Teksasie – co było wystarczająco dobre.
Moi rodzice i siostra byli w pokoju dziennym. Kiedy weszliśmy spojrzeli wyczekująco na Caleba, niemal tak jakby czekali, aż ogłosi, że mnie zostawia. Nastąpiło trzydzieści sekund niezręcznej ciszy, po czym moja siostra wstała, żeby nas uściskać.
- Jak było? Opowiedz mi wszystko. – Złapała mnie za rękę i poprowadziła do kanapy. Spojrzałam na Caleba, który ściskał ręce z moim ojcem. Tatuś lubił Caleba. Lubił go tak bardzo, że zastanawiałam się co pomyślałby o tym, że Caleb go nienawidzi. Czułam chorą satysfakcję, wiedząc, że odwróciłam Caleba przeciwko niemu. Mój ojciec myślał, że mógł mieć wszystkich i szczerze pragnął wszystkich adoracji… oprócz mojej.
- Było pięknie – zapewniłam ją. – Bardzo romantycznie.
Szybkie spojrzenie na Caleba.
Ona zbliżyła się do mnie. – Przez cały poranek narzekali na to jak wiele kosztował ich ślub – powiedziała. – Nie ruszaj tego tematu.
Poczułam krew napływającą do policzków. Było to typowe zachowanie moich rodziców. Oczywiście, że zapłaciliby za ślub ich najstarszej córki. Oczywiście, że byłby rozrzutny i przesadzony, żeby zaimponować ich znajomym. Oczywiście, że potem narzekaliby na to jak wiele pieniędzy musieli bulić za kogoś, kto nie był tak naprawdę ich krewnym. Ale co innego mogli zrobić? Nikt nie wiedział, że nie byłam ich. Gdyby tak się nie postarali, to rzuciliby cień na ich idealny wizerunek kochających rodziców.
Proszę, Boże, proszę nie pozwól im coś powiedzieć przy Calebie.
Moja siostra trzymała lampkę wina. Wzięłam ją od niej i wypiłam duży łyk.
Matka kierowała się do nas, każdy z jej ptasich kroków przyklejał nowe pasmo strachu do mojej głowy.
- Naprawdę powinnaś trzymać się z daleka od słońca, Leah – powiedziała, siadając naprzeciwko mnie. Spojrzałam na moje ramię opalone na brąz. Pomimo że miałam jasną skórę i rude włosy, to opalałam się jak włoszka.
- Wyglądasz głupio z tym kolorem – wyglądasz jakbyś użyła samoopalacza.
- Ona wygląda dobrze, mamo – powiedziała gniewnie moja siostra. – To że ty boisz się słońca nie znaczy, że my też musimy.
Posłałam siostrze wdzięczne spojrzenie i napięłam się na następny zgryźliwy komentarz.
- Caleb wygląda dobrze – powiedziała, spoglądając na miejsce, gdzie dalej rozmawiał z moim ojcem. – Taki przystojny. Zawsze myślałam, że byłby dla ciebie dobrą parą, Courtney.
Zakręciło mi się w głowie, wzrok się zamazał. Courtney wydała gniewny dźwięk w gardle.
- To jest tak szalenie niestosowne – syknęła. – Nie tylko doskonałość nie jest w moim typie, ale Leah i Caleb pasują do siebie bardziej niż jakakolwiek para, jaką znam. Wszyscy tak mówią.
Matka uniosła brwi. Znalazłam swój język.
- Dlaczego w ogóle coś takiego mówisz? – spytałam ją. – Po tym wszystkim, co zrobiłaś, żeby mi pomóc…
Pociągnęła nosem i upiła łyk wina z jej własnej lampki. – Kobieta nie powinna tak mocno walczyć, żeby być z mężczyzną. On powinien pragnąć tylko jej…
Moja siostra patrzyła to na mnie, to na mamę. – O czym wy mówicie?
Wzrok mojej matki splótł się z moim w cichym ostrzeżeniu. – Kolacja powinna być gotowa – powiedziała. – Może pójdziemy do jadalni?

Mattia wciąż przyrządzała większość posiłków moich rodziców. Była z moją rodziną odkąd byłam małą dziewczynką. Zawsze nie mogłam doczekać się dań jej roboty. Dziś wieczorem był łosoś z ryżowym pilaw, polany miodową musztardą. Ścisnęła moje ramię, stawiając przede mną mój talerz.
- Gratulacje – szepnęła mi do ucha. Uśmiechnęłam się do niej. Chciałam, żeby przyszła na ślub, ale rodzice uważali to za niestosowne.
- Mam coś dla ciebie – powiedziała – tylko coś małego. Zostawię ci to w kuchni.
Skinęłam jej głową, mając nadzieję, że nie usłyszała tego matka. Miała ona dar do sprawiania, że szczere gesty wyglądały na głupie i komiczne.
Mattia opuściła pokój po tym jak został położony ostatni talerz i skupiłam uwagę na rozmowie ojca z Calebem. Pomimo jego obecnych uczuć wobec moich rodziców, Caleb był opanowany i pełen szacunku, odpowiadając na pytania i odbierając je w idealnym porządku.
On był towarzyskim geniuszem. Przypisywałam to faktowi, że potrafił w ciągu jednego spotkania dostać się do wnętrza każdej osoby i od tamtej chwili automatycznie potrafił manipulować ich nastrojami. Widziałam jak zadawał nieznajomemu pytanie za pytaniem, aż zburzył jego mury. Początkowo przedmiot jego zainteresowania wyglądał na trochę ostrożnego, dając mu ocenzurowane odpowiedzi. Splatał swoje dociekliwe pytania z kawałami i nazbyt skromnymi komentarzami, które rozluźniały osobę. Nigdy nie osądzał. Mrużył oczy, kiedy następowała kolej na mówienie tej drugiej osoby – czarujący kawałek mowy ciała mówiący: jesteś taki interesujący, mów dalej. Uwielbiałam przyglądać się jego rozmowom z ludźmi. Uwielbiałam patrzeć jak się w nim zakochiwali. Pod koniec rozmowy z Calebem ludzie byli nim tak pochłonięci, że wyglądali na rozczarowanych, kiedy kończyła się interakcja. Jemu naprawdę zależało – taka była różnica pomiędzy Calebem, a kimś kto był po prostu wścibski. Ludzie szybko to wychwytywali.
Caleb był mój. Nareszcie był cały mój. Uśmiechnęłam się do mojego łososia, a siostra kopnęła mnie pod stołem.
- Co? – spytałam ją bezgłośnie.
Potrząsnęła głową, uśmiechając się.
Po kolacji przenieśliśmy się do salonu. Mój ojciec był staromodny; jak tylko usiedliśmy wyciągnął kieliszki do koniaku i cygara. Caleb uprzejmie odmówił cygara, ale napił się szkockiej.
Siedziałam obok niego, podczas gdy moja matka i siostra zniknęły w innej części domu. To był męski czas, ale nie zamierzałam zostawić mojego mężczyzny samego z moim ojcem. Nie, kiedy był na mnie zły za pieniądze, które wydał na ślub.
- Jakie są wasze plany? – zapytał tatuś, ostentacyjnie mnie ignorując i patrząc na mojego męża. Wydmuchał z ust trochę tytoniu i odwróciłam wzrok. Jego nawyki zaczynały mnie denerwować.
Caleb oblizał usta. – Złożyliśmy ofertę o dom. Czekamy na odzew.
- Mam nadzieję, że nie masz zamiaru trzymać Leah w domu. Potrzebuję, żeby wróciła do biura.
Caleb zesztywniał. Potrafiłam odczytać mowę jego ciała, jakby była moją własną. Chciałam usłyszeć, co powie wielkiemu, potężnemu Smithowi silne ramię.
- Nie zamierzam nigdzie jej trzymać – odparł. – Poza moim łóżkiem, może chodzić gdzie tylko chce. 
Zadławiłam się własną śliną. Chciałam zaśmiać się na minę mojego ojca. Był nieokrzesany, słyszałam od niego wiele żartów, ale rozbroił go komentarz Caleba. Caleb prawdopodobnie wiedział, że tak będzie – ten znakomity manipulant.
Ojciec odchrząknął z lekkim uśmiechem na ustach.
Caleb odwrócił się do mnie. – Planujesz wrócić do pracy, Leah?
Tatuś nie był do tego przyzwyczajony. Chciałam zerknąć, żeby zobaczyć jak znosił to, że jego nie córka została zapytana o opinię.
- Nie wiem – odpowiedziałam. – Mogłabym o tym pomyśleć…
Dlaczego chciał, żebym wróciła? Miał całą hordę pracowników grających w jego spółkową grę. Może to było jego staranie się? Na co… bycie moim tatą? Szefem? Byłam zaskoczona, że sugerował w ogóle, abym wróciła do pracy, skoro wierzył, że kiedy kobieta wyszła za mąż to jej miejsce znajdowało się w domu.
Ojciec zmienił taktyki w ostatniej minucie; nakierowując ciało w moim kierunku, odwrócił się od Caleba, skupiając uwagę wyłącznie na mnie.
Miło.
- Co ty na to, Leah? Byłaś wielkim atutem, odkąd przybyłaś. Potrzebujemy, żebyś dokończyła ten projekt.
Choć bardzo chciałam odmówić, to nie mogłam. Obwiniajcie o to alkohol albo mój dręczący nałóg zadowalania jedynego mężczyzny, który mnie nie chciał, ale nie mogłam odejść ot tak, kiedy prosił, żebym wróciła. Miałam potrzebę udowodnienia mu, że mylił się co do mnie. Że nie byłam dzieckiem bezwartościowej zdziry, ale cennym atutem dla jego rodziny.
Skinęłam głową, czując się jak słabeusz za ugięcie się. On do czegoś mnie wykorzystywał. Jeszcze nie potrafiłam rozgryźć do czego. Bolała mnie moja przeklęta dusza. Caleb mnie obserwował. Uśmiechnęłam się do niego, moje oczy bez wątpienia zdradzały moje zaniepokojenie. Potrafił przejrzeć mnie na wskroś, dostrzegał nawet moje bijące serce. Dzięki Bogu, że był miał na tyle klasy, żeby o tym nie wspominać.
W drodze do domu Caleb zapytał mnie czy naprawdę chcę wracać.
- Mówiłaś, że z tym skończyłaś.
Patrzyłam niespokojnie przez moje okno, licząc światła samochodowe, które nas mijały.
- Wiem.
- Więc dlaczego wracasz? Nie jesteś mu nic winna, Leah.
- Po prostu pozwól mi to zrobić bez psychoanalizowania moich motywów.
Spojrzał na mnie kątem oka. – W porządku. Tylko obiecaj mi jedną rzecz.
Popatrzyłam na niego. Caleb nie prosił o obietnice.
- Jeżeli wywinie coś takiego jak na ślubie, to odejdziesz i nie obejrzysz do tyłu.
- Dobrze – odparłam.
Zerknęłam na moje kolana, gdzie leżał prezent od Mattii, opakowany w perłowo-biały papier z ozdobnymi dzwoneczkami. Wsuwając paznokieć pod taśmę, odsunęłam opakowanie ujawniając zestaw do cukru i śmietanki. Było to tanie – coś takiego co kupuje się w Marshalls z srebrną zastawą – ale było od Mattii i uwielbiałam to.
W domu tylko Mattia mnie przytulała. Liczyłam na jej uściski. Zamierzałam przyciszyć radio, kiedy Caleb je podgłośnił.
Coldplay, słuchał ich jakby szeptali mu jakieś prawdy. Nigdy nie rozumiałam jego fascynacji. Zawsze próbowali upiększyć wielkie pojęcia kompozycjami fortepianowymi. Stukałam palcami o podłokietnik, czekając na koniec piosenki. Jakby ktoś potrafił naprawić inną osobę. Gdyby to była prawda, to Caleb nie lubiłby muzyki Debbie Downer, słuchałby wesołych bzdur, które reprezentowały nasz związek. Kiedy go poznałam, topił się w swoim uczuciu do jakiejś kobiety, która złamała mu serce. Spędziłam parę lat próbując go wyciągnąć z tego stanu, tylko po to, żeby dostać pewien rodzaj dryfującego zadowolenia, które pojawiało się i znikało, zależnie od dnia. Mogliśmy żyć tygodniami w szczęściu, a potem nagle wiatr zmieniał kierunek i Caleb zmieniał się w zamyśloną, mroczną osobę, którą spotkałam po raz pierwszy na jachcie.

Teraz… w tym momencie… w tym dniu – był szczęśliwy. Patrzyłam na jego twarz, jak śpiewał tekst piosenki i splotłam nasze palce. Mówił, że mogłam mu ufać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz