Przeszłość
Zanim
wyszłam za Caleba rzadko pozwalałam rodzicom przebywać w jego towarzystwie ze
strachu, że ich opinie przeniosą się na niego i zacznie on patrzeć na mnie tak,
jak oni. Większość moich innych chłopaków nie pojmowało ich aluzyjnych obelg i
chłodnego rodzicielstwa. Caleb był bystry, przejrzałby ich, przejrzałby mnie –
i zacząłby zadawać pytania. Nie chciałam pytań ani ewentualnej rezygnacji,
którą by przyniosły: Leah jest rozczarowaniem. Nie jest niczego warta, jest
tylko córką z drugiej ręki.
Nie lubiłam
jak ludzie znali moją historię. Więc przez dwa lata naszego romansu trzymałam
go z dala od wydarzeń towarzyskich z moją rodziną, z drobiazgową precyzją.
Przeważnie było to wyczerpujące – upewniałam się, że nikt nie powiedział zbyt
wiele, rozmowy nie sięgały zbyt głęboko. Po ślubie to się zmieniło. Może czułam
się bezpieczniej odkąd miałam zobowiązanie albo może chodziło o fakt, że
nareszcie powiedziałam mu prawdę o tym skąd pochodziłam.
Tydzień po
powrocie z naszego miesiąca miodowego zostaliśmy formalnie zaproszeni do ich
domu na kolację. Caleb nadal wściekał się tym, że mój ojciec nie odprowadził
mnie przejściem.
- Nie chcę
iść, Leah. To co on zrobił było w stosunku do ciebie obraźliwe. Ma szczęście,
że nie wytknąłem mu tego na ślubie. Nie pozwolę mu tak cię traktować.
Kochałam
to. W ciągu tych pięciu sekund czułam się bardziej wartościowa niż przez
ostatnie lata.
- Proszę. –
Uniosłam się na palcach i pocałowałam jego brodę. – Utrzymajmy pokój. Kocham
moją siostrę. Nie chcę robić awantury.
Chwycił
mnie za ramiona i ścisnął je lekko, mrużąc oczy. – Jeżeli powie jedno słowo,
Leah, jedno słowo, które mi się nie spodoba…
- To
walniesz go w twarz – powiedziałam stanowczo.
Uśmiechnął
się krzywo i pocałował mnie szorstko w usta – tak jak to lubiłam.
- Walnę go
w twarz, jeśli poda kaczkę. Nienawidzę kaczki.
Zachichotałam
w jego usta. – A co jeśli opowie jakiś żart o nurkowaniu z akwalungiem?
- To też –
dostanie za kawał…
Przesuwaliśmy
się w stronę sypialni, plącząc ze sobą stopy, ani razu nie odrywając od siebie
ust.
Wplotłam
palce w jego włosy, brzegi moich myśli strzępiły się, a potem rozpadły i mogłam
myśleć już tylko o jego dotyku i ochrypłym głosie w moim uchu.
Później
tego wieczora weszliśmy do domu moich rodziców ręka w rękę. Dwa tygodnie na
Malediwach opaliły nas oraz zrelaksowały i wciąż przebywaliśmy w naszym
wakacyjnym okresie, śmiejąc się, całując i dotykając jakby jedno z nas mogło
zniknąć. Caleb nareszcie był mój. Gdy wyciągnęłam rękę do klamki, moje myśli
pomknęły do mojej arcynemezis. Moje usta znalazły uśmiech tak bardzo
triumfalny, że Caleb spojrzał na mnie zagadkowo, przekrzywiając głowę.
- Co? –
spytał.
Wzruszyłam
ramionami. – Jestem po prostu szczęśliwa, to wszystko. Wszystko jest doskonałe.
Chciałabym
móc powiedzieć: Dum, dum, wiedźma jest martwa…
Lecz
wiedźma nie była martwa. Znajdowała się w Teksasie – co było wystarczająco
dobre.
Moi rodzice
i siostra byli w pokoju dziennym. Kiedy weszliśmy spojrzeli wyczekująco na
Caleba, niemal tak jakby czekali, aż ogłosi, że mnie zostawia. Nastąpiło
trzydzieści sekund niezręcznej ciszy, po czym moja siostra wstała, żeby nas
uściskać.
- Jak było?
Opowiedz mi wszystko. – Złapała mnie za rękę i poprowadziła do kanapy.
Spojrzałam na Caleba, który ściskał ręce z moim ojcem. Tatuś lubił Caleba.
Lubił go tak bardzo, że zastanawiałam się co pomyślałby o tym, że Caleb go
nienawidzi. Czułam chorą satysfakcję, wiedząc, że odwróciłam Caleba przeciwko
niemu. Mój ojciec myślał, że mógł mieć wszystkich i szczerze pragnął wszystkich
adoracji… oprócz mojej.
- Było
pięknie – zapewniłam ją. – Bardzo romantycznie.
Szybkie
spojrzenie na Caleba.
Ona
zbliżyła się do mnie. – Przez cały poranek narzekali na to jak wiele kosztował
ich ślub – powiedziała. – Nie ruszaj tego tematu.
Poczułam
krew napływającą do policzków. Było to typowe zachowanie moich rodziców.
Oczywiście, że zapłaciliby za ślub ich najstarszej córki. Oczywiście, że byłby
rozrzutny i przesadzony, żeby zaimponować ich znajomym. Oczywiście, że potem
narzekaliby na to jak wiele pieniędzy musieli bulić za kogoś, kto nie był tak
naprawdę ich krewnym. Ale co innego mogli zrobić? Nikt nie wiedział, że nie
byłam ich. Gdyby tak się nie postarali, to rzuciliby cień na ich idealny
wizerunek kochających rodziców.
Proszę,
Boże, proszę nie pozwól im coś powiedzieć przy Calebie.
Moja
siostra trzymała lampkę wina. Wzięłam ją od niej i wypiłam duży łyk.
Matka
kierowała się do nas, każdy z jej ptasich kroków przyklejał nowe pasmo strachu
do mojej głowy.
- Naprawdę
powinnaś trzymać się z daleka od słońca, Leah – powiedziała, siadając
naprzeciwko mnie. Spojrzałam na moje ramię opalone na brąz. Pomimo że miałam
jasną skórę i rude włosy, to opalałam się jak włoszka.
- Wyglądasz
głupio z tym kolorem – wyglądasz jakbyś użyła samoopalacza.
- Ona
wygląda dobrze, mamo – powiedziała gniewnie moja siostra. – To że ty boisz się
słońca nie znaczy, że my też musimy.
Posłałam
siostrze wdzięczne spojrzenie i napięłam się na następny zgryźliwy komentarz.
- Caleb
wygląda dobrze – powiedziała, spoglądając na miejsce, gdzie dalej rozmawiał z
moim ojcem. – Taki przystojny. Zawsze myślałam, że byłby dla ciebie dobrą parą,
Courtney.
Zakręciło
mi się w głowie, wzrok się zamazał. Courtney wydała gniewny dźwięk w gardle.
- To jest
tak szalenie niestosowne – syknęła. – Nie tylko doskonałość nie jest w moim typie, ale Leah i Caleb
pasują do siebie bardziej niż jakakolwiek para, jaką znam. Wszyscy tak mówią.
Matka
uniosła brwi. Znalazłam swój język.
- Dlaczego
w ogóle coś takiego mówisz? – spytałam ją. – Po tym wszystkim, co zrobiłaś,
żeby mi pomóc…
Pociągnęła
nosem i upiła łyk wina z jej własnej lampki. – Kobieta nie powinna tak mocno
walczyć, żeby być z mężczyzną. On powinien pragnąć tylko jej…
Moja
siostra patrzyła to na mnie, to na mamę. – O czym wy mówicie?
Wzrok mojej
matki splótł się z moim w cichym ostrzeżeniu. – Kolacja powinna być gotowa –
powiedziała. – Może pójdziemy do jadalni?
Mattia
wciąż przyrządzała większość posiłków moich rodziców. Była z moją rodziną odkąd
byłam małą dziewczynką. Zawsze nie mogłam doczekać się dań jej roboty. Dziś wieczorem
był łosoś z ryżowym pilaw, polany miodową musztardą. Ścisnęła moje ramię,
stawiając przede mną mój talerz.
-
Gratulacje – szepnęła mi do ucha. Uśmiechnęłam się do niej. Chciałam, żeby
przyszła na ślub, ale rodzice uważali to za niestosowne.
- Mam coś
dla ciebie – powiedziała – tylko coś małego. Zostawię ci to w kuchni.
Skinęłam
jej głową, mając nadzieję, że nie usłyszała tego matka. Miała ona dar do
sprawiania, że szczere gesty wyglądały na głupie i komiczne.
Mattia
opuściła pokój po tym jak został położony ostatni talerz i skupiłam uwagę na
rozmowie ojca z Calebem. Pomimo jego obecnych uczuć wobec moich rodziców, Caleb
był opanowany i pełen szacunku, odpowiadając na pytania i odbierając je w idealnym
porządku.
On był
towarzyskim geniuszem. Przypisywałam to faktowi, że potrafił w ciągu jednego
spotkania dostać się do wnętrza każdej osoby i od tamtej chwili automatycznie
potrafił manipulować ich nastrojami. Widziałam jak zadawał nieznajomemu pytanie
za pytaniem, aż zburzył jego mury. Początkowo przedmiot jego zainteresowania
wyglądał na trochę ostrożnego, dając mu ocenzurowane odpowiedzi. Splatał swoje
dociekliwe pytania z kawałami i nazbyt skromnymi komentarzami, które
rozluźniały osobę. Nigdy nie osądzał. Mrużył oczy, kiedy następowała kolej na
mówienie tej drugiej osoby – czarujący kawałek mowy ciała mówiący: jesteś taki
interesujący, mów dalej. Uwielbiałam przyglądać się jego rozmowom z ludźmi.
Uwielbiałam patrzeć jak się w nim zakochiwali. Pod koniec rozmowy z Calebem
ludzie byli nim tak pochłonięci, że wyglądali na rozczarowanych, kiedy kończyła
się interakcja. Jemu naprawdę zależało – taka była różnica pomiędzy Calebem, a
kimś kto był po prostu wścibski. Ludzie szybko to wychwytywali.
Caleb był
mój. Nareszcie był cały mój. Uśmiechnęłam się do mojego łososia, a siostra
kopnęła mnie pod stołem.
- Co? –
spytałam ją bezgłośnie.
Potrząsnęła
głową, uśmiechając się.
Po kolacji
przenieśliśmy się do salonu. Mój ojciec był staromodny; jak tylko usiedliśmy
wyciągnął kieliszki do koniaku i cygara. Caleb uprzejmie odmówił cygara, ale
napił się szkockiej.
Siedziałam
obok niego, podczas gdy moja matka i siostra zniknęły w innej części domu. To
był męski czas, ale nie zamierzałam zostawić mojego mężczyzny samego z moim
ojcem. Nie, kiedy był na mnie zły za pieniądze, które wydał na ślub.
- Jakie są
wasze plany? – zapytał tatuś, ostentacyjnie mnie ignorując i patrząc na mojego
męża. Wydmuchał z ust trochę tytoniu i odwróciłam wzrok. Jego nawyki zaczynały
mnie denerwować.
Caleb
oblizał usta. – Złożyliśmy ofertę o dom. Czekamy na odzew.
- Mam
nadzieję, że nie masz zamiaru trzymać Leah w domu. Potrzebuję, żeby wróciła do
biura.
Caleb
zesztywniał. Potrafiłam odczytać mowę jego ciała, jakby była moją własną.
Chciałam usłyszeć, co powie wielkiemu, potężnemu Smithowi silne ramię.
- Nie
zamierzam nigdzie jej trzymać – odparł. – Poza moim łóżkiem, może chodzić gdzie
tylko chce.
Zadławiłam
się własną śliną. Chciałam zaśmiać się na minę mojego ojca. Był nieokrzesany,
słyszałam od niego wiele żartów, ale rozbroił go komentarz Caleba. Caleb
prawdopodobnie wiedział, że tak będzie – ten znakomity manipulant.
Ojciec
odchrząknął z lekkim uśmiechem na ustach.
Caleb
odwrócił się do mnie. – Planujesz wrócić do pracy, Leah?
Tatuś nie
był do tego przyzwyczajony. Chciałam zerknąć, żeby zobaczyć jak znosił to, że
jego nie córka została zapytana o
opinię.
- Nie wiem
– odpowiedziałam. – Mogłabym o tym pomyśleć…
Dlaczego
chciał, żebym wróciła? Miał całą hordę pracowników grających w jego spółkową
grę. Może to było jego staranie się? Na co… bycie moim tatą? Szefem? Byłam
zaskoczona, że sugerował w ogóle, abym wróciła do pracy, skoro wierzył, że
kiedy kobieta wyszła za mąż to jej miejsce znajdowało się w domu.
Ojciec
zmienił taktyki w ostatniej minucie; nakierowując ciało w moim kierunku,
odwrócił się od Caleba, skupiając uwagę wyłącznie na mnie.
Miło.
- Co ty na
to, Leah? Byłaś wielkim atutem, odkąd przybyłaś. Potrzebujemy, żebyś dokończyła
ten projekt.
Choć bardzo
chciałam odmówić, to nie mogłam. Obwiniajcie o to alkohol albo mój dręczący
nałóg zadowalania jedynego mężczyzny, który mnie nie chciał, ale nie mogłam
odejść ot tak, kiedy prosił, żebym wróciła. Miałam potrzebę udowodnienia mu, że
mylił się co do mnie. Że nie byłam dzieckiem bezwartościowej zdziry, ale cennym
atutem dla jego rodziny.
Skinęłam
głową, czując się jak słabeusz za ugięcie się. On do czegoś mnie wykorzystywał.
Jeszcze nie potrafiłam rozgryźć do czego. Bolała mnie moja przeklęta dusza.
Caleb mnie obserwował. Uśmiechnęłam się do niego, moje oczy bez wątpienia
zdradzały moje zaniepokojenie. Potrafił przejrzeć mnie na wskroś, dostrzegał
nawet moje bijące serce. Dzięki Bogu, że był miał na tyle klasy, żeby o tym nie
wspominać.
W drodze do
domu Caleb zapytał mnie czy naprawdę chcę wracać.
- Mówiłaś,
że z tym skończyłaś.
Patrzyłam
niespokojnie przez moje okno, licząc światła samochodowe, które nas mijały.
- Wiem.
- Więc
dlaczego wracasz? Nie jesteś mu nic winna, Leah.
- Po prostu
pozwól mi to zrobić bez psychoanalizowania moich motywów.
Spojrzał na
mnie kątem oka. – W porządku. Tylko obiecaj mi jedną rzecz.
Popatrzyłam
na niego. Caleb nie prosił o obietnice.
- Jeżeli
wywinie coś takiego jak na ślubie, to odejdziesz i nie obejrzysz do tyłu.
- Dobrze –
odparłam.
Zerknęłam
na moje kolana, gdzie leżał prezent od Mattii, opakowany w perłowo-biały papier
z ozdobnymi dzwoneczkami. Wsuwając paznokieć pod taśmę, odsunęłam opakowanie
ujawniając zestaw do cukru i śmietanki. Było to tanie – coś takiego co kupuje
się w Marshalls z srebrną zastawą – ale było od Mattii i uwielbiałam to.
W domu
tylko Mattia mnie przytulała. Liczyłam na jej uściski. Zamierzałam przyciszyć
radio, kiedy Caleb je podgłośnił.
Coldplay, słuchał
ich jakby szeptali mu jakieś prawdy. Nigdy nie rozumiałam jego fascynacji. Zawsze
próbowali upiększyć wielkie pojęcia kompozycjami fortepianowymi. Stukałam
palcami o podłokietnik, czekając na koniec piosenki. Jakby ktoś potrafił
naprawić inną osobę. Gdyby to była prawda, to Caleb nie lubiłby muzyki Debbie
Downer, słuchałby wesołych bzdur, które reprezentowały nasz związek. Kiedy go
poznałam, topił się w swoim uczuciu do jakiejś kobiety, która złamała mu serce.
Spędziłam parę lat próbując go wyciągnąć z tego stanu, tylko po to, żeby dostać
pewien rodzaj dryfującego zadowolenia, które pojawiało się i znikało, zależnie
od dnia. Mogliśmy żyć tygodniami w szczęściu, a potem nagle wiatr zmieniał
kierunek i Caleb zmieniał się w zamyśloną, mroczną osobę, którą spotkałam po
raz pierwszy na jachcie.
Teraz… w
tym momencie… w tym dniu – był szczęśliwy. Patrzyłam na jego twarz, jak śpiewał
tekst piosenki i splotłam nasze palce. Mówił, że mogłam mu ufać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz