Przeszłość
Nie trafiłem. Ludzie patrzyli na
mnie, jakbym zestrzelił całą salę gimnastyczną pełną ludzi zamiast rzucić piłkę
w powietrze. Moja matka zawsze się ze mną drażniła, że nie brałem niczego na poważnie.
To był żart w mojej rodzinie – mój brak poświęcenia czemukolwiek. Byłem dobry w
większości tego, co robiłem, ale niczego z tego nie uwielbiałem. Ani koszykówki
ani finansów, ani żeglowania, ani pieniędzy, które tak łatwo przychodziły mojej
rodzinie. Przez to wszystko czułem się pusty. Moi przyjaciele – ci, z którymi
dorastałem – spędzali czas i pieniądze na bilety na mecze baseballu, piłki
nożnej i koszykówki. Mógłbym chodzić na przeklęte mecze i się nimi cieszyć, ale
na koniec dnia czułem się po prostu pusty. Zacząłem czytać książki o filozofii.
Nawet wziąłem kilka zajęć na drugim roku. Podobało mi się. Filozofia dawała mi
coś, w co mogłem wierzyć. Ale Olivia Kaspen weszła do mojego życia i po raz
pierwszy byłem czemuś poświęcony. Jej filozofii. Jej emocjonalnej masce. Brałem
ją na poważnie. Całe jej 160-centymetrowe ciało. Była pyskata, protekcjonalna i
nigdy się nie uśmiechała, ale podobała mi się. Chciałem jej coś dać. Więc nie
trafiłem.
- Czy to prawda?
Podniosłem wzrok znad mojego talerza
naleśników. Desiree, jedna z cheerleaderek, zajęła miejsce naprzeciwko mnie.
Miała makijaż z poprzedniej nocy i koszulkę sportową mojego kumpla Kiela.
Dlaczego dziewczyny chciały nosić koszulki sportowe faceta? Eerised.
- Czy co jest prawdą?
- Nie trafiłeś przez dziewczynę?
- Gdzie to usłyszałaś? – Odsunąłem
talerz i upiłem łyk mojej herbaty.
- Wszyscy o tym mówią. – Uśmiechnęła
się do mnie ironicznie i oderwała kawałek mojego naleśnika, wsuwając go
pomiędzy zęby.
Spojrzałem na nią spod przymrużonych
powiek. Miałem trudność z udawaniem czarującego, kiedy pociły mi się dłonie. –
Mówią, że przez kogo to zrobiłem? – Jeżeli ludzie dowiedzą się, że to przez
Olivię nie trafiłem, sprawy staną się dla niej mocno niekomfortowe.
Desiree zlizała syrop z palców. –
Och, są plotki. Kto wie, czy są prawdą? Wiesz, jacy potrafią być ludzie.
Wzruszyłem ramionami, próbując być
nonszalancki, ale moje barki były napięte.
- No dalej, Des.
Zacisnęła usta i pochyliła się do
przodu. – Studentka prawa. Nikt tak naprawdę nie wie, kim jest. Niektórzy
ludzie mówią, że widzieli jak rozmawiałeś z nią zanim nie trafiłeś.
- Może po prostu nie czułem gry –
powiedziałem, odstawiając kubek i wstając.
Desiree uśmiechnęła się do mnie. –
Może. Ale nigdy wcześniej tak nie było. Jeśli mnie zapytać, to trochę
romantyczne.
- Romantyczne? – powtórzyłem.
- Tak. Ona musi być całkiem gorąca.
Schyliłem się, opierając dłonie o
stolik, a Desiree i ja byliśmy na równym poziomie wzrokowym.
- Czy to naprawdę brzmi jak coś, co
bym zrobił, Des?
Patrzyła na mnie przez długą minutę
zanim potrząsnęła głową.
- Właściwie to nie.
- No to masz swoją odpowiedź.
Odszedłem, wycierając spocone dłonie
o spodnie. Jak wiele ludzie rozmawiało z Olivią? To było głupie… bezmyślne, ale
z drugiej strony nigdy nie spodziewałbym się jej wyzwania. Jeśli wszystko
poszłoby po mojej myśli, to zgodziłaby się na randkę za trafienie. Wszyscy wyszliby jako zwycięzcy, czyli ja wyszedłbym
jako zwycięzca.
Nie mogłem powstrzymać uśmiechu,
kiedy zbiegałem po schodach przed stołówką. Nieważne. Dziewczyny rzadko mnie
zaskakiwały. Nie trafiłbym pięćset razy, żeby mieć z nią randkę.
Nigdy wcześniej czegoś takiego nie
czułem.
Olivia parzyła. Kiedy wchodziła do
pomieszczenia, wyczuwało się jej ogień. Spływał z niej w falach. Była gniewna,
namiętna i nieustraszona. Parzyła na tyle mocno, żeby trzymać wszystkich z
daleka. To była dobra sztuczka, tyle że ja igrałem z ogniem.
Bang, bang, zestrzeliła mnie.
- Nie sądzę, byśmy do siebie
pasowali.
Bała się mnie. Wiedziałem to w
momencie, kiedy spojrzeliśmy sobie w oczy tamtego pierwszego dnia pod drzewem.
Mogła nie znać własnego typu, ale ja go znałem.
Niemal się roześmiałem. Wypowiedziała
te słowa w swoim sztywnym, rzeczowym tonie, jej oczy kierowały się wszędzie
tylko nie na moją twarz. Tydzień wcześniej byliśmy na naszej pierwszej randce.
Prawie ją do niej zmusiłem, wysyłając jej tę samą piłkę koszykową, którą
wykorzystałem do wystarania się o randkę, do jej pokoju akademickiego razem z
kartką, by spotkała się ze mną w bibliotece. Biblioteka poszła dobrze. Miała na
sobie tę czarną koronkową bluzkę z długim rękawem, która była tak obcisła, iż
widziałem każdą jej krągłość, nie wspominając o skórze koloru kości słoniowej,
która wyzierała poprzez wszystkie dziurki w koronce. Chciałem ją pocałować, tam
między regałami. Przycisnąłbym ją do działu Dickensa, gdybym nie sądził, że ją
to wystraszy. Niechętnie zgodziła się na randkę. Zabrałem ją do Jaxsona, mojej
ulubionej lodziarni. Na początku wieczora była powściągliwa, ale potem się
otworzyła i opowiedziała mi o swojej przeszłości. Myślałem, że wszystko poszło
świetnie. Dopóki nie…
Nie sądzę, byśmy do siebie pasowali.
- Ja tak tego nie czuję –
powiedziałem. Nasza chemia była widoczna. Albo była w zaprzeczeniu, albo łgała.
Założyłbym się o wszystko, że było to te drugie.
Zamrugała na mnie – szybkie, małe
mrugnięcia, jak skrzydła ptaszka.
- Um, cóż, przykro mi. Chyba jesteśmy
na dwóch innych długościach fali. – Przeciągnęła słowo długościach fali, jakby nie była pewna czy to odpowiednie słowa.
Tak naprawdę to byliśmy na tych samych długościach fali – ja pragnąłem jej, ona
pragnęła mnie, ale nie zamierzałem tego wytykać. Olivia jeszcze nie wiedziała,
że mnie pragnęła.
- Nie, nie o to mi chodziło. Wiem, że
lubisz mnie tak bardzo, jak ja lubię ciebie. Ale to twój wybór, a ja jestem
dżentelmenem. Chcesz żebym dał spokój – dobra. Do widzenia, Olivia.
Nim mógłbym ją chwycić, nim mógłbym
wbić w nią rozum, odszedłem.
Nie odchodź! Walcz z nią!
Tak właśnie myślałem. Ale nie
chciałem ganiać za kimś, kto mnie nie chciał… albo nie wiedział, że mnie chce.
Wróciłem do mojego pokoju
akademickiego i wypiłem ciepłe piwo. Odrzucony po raz pierwszy, nie było to
ładne. Właściwie to było to całkiem popieprzone. Albo tak przynajmniej wtedy
myślałem. Zrobiłem wszystko, o co mnie prosiła. Moi koledzy z drużyny ledwo co
ze mną gadali, trener mnie zawiesił, a moje serce bolało. Bolało. Czemu czułem coś takiego przez kogoś, kogo dopiero
poznałem?
Upiłem piwa, wyciągnąłem podręcznik
do statystyk i gapiłem się na stronę przez pół godziny, nic tak naprawdę nie
widząc. Nie, to nieprawda. Widziałem Olivię Kaspen.
Widziałem ją wszędzie. Udawałem, że
tak nie było. Udawałem, że była po prostu kolejną dziewczyną, nie dziewczyną,
której pragnąłem. Moi przyjaciele myśleli, że straciłem rozum. Pragnąłem jej
dlatego, że nie mogłem jej mieć – taka była zgodna opinia. Może to była prawda.
Klepali mnie po plecach i pokazywali przypadkowe dziewczyny na kampusie, które
mogłyby się ze mną przespać. Nazywali tą terapią seksualną. Próbowałem tego raz
czy dwa, ale to było nieskuteczne. Byłem zawieszony, odrzucony i spity przez
dziewczynę, którą pocałowałem tylko raz. Kiedy ktoś wspomniał, że
prawdopodobnie była lesbijką, rzuciłem się na ten pomysł. Potem, parę miesięcy
po tym jak powiedziała mi, że do siebie nie pasujemy, zaczęła spotykać się z
największą grupą palantów, jakich kiedykolwiek widziałem. Nienawidziłem ich.
Więc ruszyłem dalej. Ona nie była taka, za jaką ją brałem.
Wtedy poznałem Jessicę. Pierwsze co
do mnie powiedziała to. – Cholera, nie wiem czy chce cię polizać czy za ciebie
wyjść.
Odpowiedziałem. – Co powiesz na oba?
– I to było to. Byliśmy razem. Jessica Alexander była seksowna, miła i słodka –
dokładnie mój typ. Była również mądra, ale nigdy nie stwierdziłoby się tego po
tym jak ciągle paplała o mało ważnych rzeczach, przykładowo ciuchach i filmach.
Lubiłem z nią przebywać. Lubiłem uprawiać z nią seks. Zabrała ciągłe uwieranie,
które czułem. Olivia stopniowo przesunęła się na tył mojego umysłu. Po jakimś
czasie mogłem o tym żartować. Z perspektywy czasu wydawało się zabawne, iż
miałem obsesję na punkcie dziewczyny, której prawie nie znałem. Potem w chwili,
gdy wszystko szło po mojej myśli, dowiedziałem się, że Jessica była w ciąży i
zrobiła aborcję za moimi plecami. To nie ona mi powiedziała. Właśnie to mnie zabiło.
Podjęła decyzję beze mnie. To było moje dziecko – moje. Chciałem tego dziecka.
Wziąłbym te dziecko nawet, gdyby nie chciała go Jessica. Walnąłem w drzewo,
skręciłem nadgarstek i przeszedłem w randkowy sen zimowy.
Po rozwodzie moich rodziców, matka chciała
przeprowadzić się do Ameryki. Urodziła się w Michigan. Jej ojciec – mój dziadek
– poznał moją babcię w Cambridge, gdzie studiował za granicą. Gdy się pobrali,
na jakiś czas przeprowadzili się do Stanów i urodziła się moja mama. Ale kiedy
babcia zatęskniła za domem, dziadek sprzedał ich ziemię i dom, po czym
przeprowadził się dla niej do Anglii. Moi rodzice żyli w tej samej strefie
towarzyskiej i zdarzyło im się zdarzyć. Sprzeciwiła się „Samom, Alfredom i
Charlesom” i dała mojemu bratu oraz mnie amerykańskie imiona. Gdy przyłapała go
na trzeciej zdradzie, zapakowała nas i przenieśliśmy się do Ameryki. Przyjąłem
to ciężej od mojego brata. Przez jakiś czas winiłem matkę, dopóki nie
poleciałem do Anglii na czwarty ślub taty. Kiedy zobaczyłem jak przysięga po
raz czwarty, dotarło to do mnie. Nie
byłem nawet pewien jak na imię miała ta żona. Elizabeth? Victoria? Chyba była
to Królowa Anglii. Ale wiedziałem, że nie wierzyłem w rozwód. Nie mogło się
składać przysięg, a potem ich łamać. Jeśli ożenię się z kobietą, to zostanę w
małżeństwie. Nie będę traktował małżeństwa jak najem. Nigdy.
Chciałem poślubić Jessicę. To znaczy,
nie kupiłem jej pierścionka, ale widziałem jak dopasowuje się do mojego świata.
Moja matka ją lubiła; Jessica mnie kochała. To było takie proste. Ale kiedy
dowiedziałem się, że dokonała aborcji i nie zechciało jej się nawet powiedzieć
mi, że jest w ciąży, straciłem to. Chciałem przynajmniej mieć coś do
powiedzenia w sprawie mojego dziecka.
Potem wróciła Olivia. Wróciła,
tańcząc niczym syrena. Dokładnie wiedziałem, co robiła w wieczór, kiedy
przyszła do domu mojego bractwa i kiwała na mnie palcem z parkietu. Gdyby ona
do mnie nie przyszła, to ja poszedłbym do niej. Zapomnij, o wszystkim co wiesz - powiedziałem sobie. To do niej należysz. Nie wiem skąd to
wiedziałem. Może nasze dusze dotknęły się pod tamtym drzewem. Może postanowiłem
ją pokochać. Może miłość nie była naszym wyborem. Lecz kiedy patrzyłem na tę
kobietę, widziałem siebie całkiem inaczej. I nie było to w dobrym światle. Nic
nie mogło trzymać mnie od niej z daleka. A to mogło doprowadzić osobę do
zrobienia rzeczy, o które nigdy by się siebie nie podejrzewało. To co do niej
czułem, cholernie mnie przerażało. To była trawiąca obsesja.
Tak naprawdę ledwo co dotknąłem
obsesji. Ona wciąż nadchodziła.