9.6.14

Thief - rozdział 4

Przeszłość

Nie trafiłem. Ludzie patrzyli na mnie, jakbym zestrzelił całą salę gimnastyczną pełną ludzi zamiast rzucić piłkę w powietrze. Moja matka zawsze się ze mną drażniła, że nie brałem niczego na poważnie. To był żart w mojej rodzinie – mój brak poświęcenia czemukolwiek. Byłem dobry w większości tego, co robiłem, ale niczego z tego nie uwielbiałem. Ani koszykówki ani finansów, ani żeglowania, ani pieniędzy, które tak łatwo przychodziły mojej rodzinie. Przez to wszystko czułem się pusty. Moi przyjaciele – ci, z którymi dorastałem – spędzali czas i pieniądze na bilety na mecze baseballu, piłki nożnej i koszykówki. Mógłbym chodzić na przeklęte mecze i się nimi cieszyć, ale na koniec dnia czułem się po prostu pusty. Zacząłem czytać książki o filozofii. Nawet wziąłem kilka zajęć na drugim roku. Podobało mi się. Filozofia dawała mi coś, w co mogłem wierzyć. Ale Olivia Kaspen weszła do mojego życia i po raz pierwszy byłem czemuś poświęcony. Jej filozofii. Jej emocjonalnej masce. Brałem ją na poważnie. Całe jej 160-centymetrowe ciało. Była pyskata, protekcjonalna i nigdy się nie uśmiechała, ale podobała mi się. Chciałem jej coś dać. Więc nie trafiłem.

- Czy to prawda?
Podniosłem wzrok znad mojego talerza naleśników. Desiree, jedna z cheerleaderek, zajęła miejsce naprzeciwko mnie. Miała makijaż z poprzedniej nocy i koszulkę sportową mojego kumpla Kiela. Dlaczego dziewczyny chciały nosić koszulki sportowe faceta? Eerised.
- Czy co jest prawdą?
- Nie trafiłeś przez dziewczynę?
- Gdzie to usłyszałaś? – Odsunąłem talerz i upiłem łyk mojej herbaty.
- Wszyscy o tym mówią. – Uśmiechnęła się do mnie ironicznie i oderwała kawałek mojego naleśnika, wsuwając go pomiędzy zęby.
Spojrzałem na nią spod przymrużonych powiek. Miałem trudność z udawaniem czarującego, kiedy pociły mi się dłonie. – Mówią, że przez kogo to zrobiłem? – Jeżeli ludzie dowiedzą się, że to przez Olivię nie trafiłem, sprawy staną się dla niej mocno niekomfortowe.
Desiree zlizała syrop z palców. – Och, są plotki. Kto wie, czy są prawdą? Wiesz, jacy potrafią być ludzie.
Wzruszyłem ramionami, próbując być nonszalancki, ale moje barki były napięte.
- No dalej, Des.
Zacisnęła usta i pochyliła się do przodu. – Studentka prawa. Nikt tak naprawdę nie wie, kim jest. Niektórzy ludzie mówią, że widzieli jak rozmawiałeś z nią zanim nie trafiłeś.
- Może po prostu nie czułem gry – powiedziałem, odstawiając kubek i wstając.
Desiree uśmiechnęła się do mnie. – Może. Ale nigdy wcześniej tak nie było. Jeśli mnie zapytać, to trochę romantyczne.
- Romantyczne? – powtórzyłem.
- Tak. Ona musi być całkiem gorąca.
Schyliłem się, opierając dłonie o stolik, a Desiree i ja byliśmy na równym poziomie wzrokowym.
- Czy to naprawdę brzmi jak coś, co bym zrobił, Des?
Patrzyła na mnie przez długą minutę zanim potrząsnęła głową.
- Właściwie to nie.
- No to masz swoją odpowiedź.
Odszedłem, wycierając spocone dłonie o spodnie. Jak wiele ludzie rozmawiało z Olivią? To było głupie… bezmyślne, ale z drugiej strony nigdy nie spodziewałbym się jej wyzwania. Jeśli wszystko poszłoby po mojej myśli, to zgodziłaby się na randkę za trafienie. Wszyscy wyszliby jako zwycięzcy, czyli ja wyszedłbym jako zwycięzca.
Nie mogłem powstrzymać uśmiechu, kiedy zbiegałem po schodach przed stołówką. Nieważne. Dziewczyny rzadko mnie zaskakiwały. Nie trafiłbym pięćset razy, żeby mieć z nią randkę.
Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułem.
Olivia parzyła. Kiedy wchodziła do pomieszczenia, wyczuwało się jej ogień. Spływał z niej w falach. Była gniewna, namiętna i nieustraszona. Parzyła na tyle mocno, żeby trzymać wszystkich z daleka. To była dobra sztuczka, tyle że ja igrałem z ogniem.

Bang, bang, zestrzeliła mnie.

- Nie sądzę, byśmy do siebie pasowali.
Bała się mnie. Wiedziałem to w momencie, kiedy spojrzeliśmy sobie w oczy tamtego pierwszego dnia pod drzewem. Mogła nie znać własnego typu, ale ja go znałem.
Niemal się roześmiałem. Wypowiedziała te słowa w swoim sztywnym, rzeczowym tonie, jej oczy kierowały się wszędzie tylko nie na moją twarz. Tydzień wcześniej byliśmy na naszej pierwszej randce. Prawie ją do niej zmusiłem, wysyłając jej tę samą piłkę koszykową, którą wykorzystałem do wystarania się o randkę, do jej pokoju akademickiego razem z kartką, by spotkała się ze mną w bibliotece. Biblioteka poszła dobrze. Miała na sobie tę czarną koronkową bluzkę z długim rękawem, która była tak obcisła, iż widziałem każdą jej krągłość, nie wspominając o skórze koloru kości słoniowej, która wyzierała poprzez wszystkie dziurki w koronce. Chciałem ją pocałować, tam między regałami. Przycisnąłbym ją do działu Dickensa, gdybym nie sądził, że ją to wystraszy. Niechętnie zgodziła się na randkę. Zabrałem ją do Jaxsona, mojej ulubionej lodziarni. Na początku wieczora była powściągliwa, ale potem się otworzyła i opowiedziała mi o swojej przeszłości. Myślałem, że wszystko poszło świetnie. Dopóki nie…
Nie sądzę, byśmy do siebie pasowali.
- Ja tak tego nie czuję – powiedziałem. Nasza chemia była widoczna. Albo była w zaprzeczeniu, albo łgała. Założyłbym się o wszystko, że było to te drugie.
Zamrugała na mnie – szybkie, małe mrugnięcia, jak skrzydła ptaszka.
- Um, cóż, przykro mi. Chyba jesteśmy na dwóch innych długościach fali. – Przeciągnęła słowo długościach fali, jakby nie była pewna czy to odpowiednie słowa. Tak naprawdę to byliśmy na tych samych długościach fali – ja pragnąłem jej, ona pragnęła mnie, ale nie zamierzałem tego wytykać. Olivia jeszcze nie wiedziała, że mnie pragnęła.
- Nie, nie o to mi chodziło. Wiem, że lubisz mnie tak bardzo, jak ja lubię ciebie. Ale to twój wybór, a ja jestem dżentelmenem. Chcesz żebym dał spokój – dobra. Do widzenia, Olivia.
Nim mógłbym ją chwycić, nim mógłbym wbić w nią rozum, odszedłem.
Nie odchodź! Walcz z nią!
Tak właśnie myślałem. Ale nie chciałem ganiać za kimś, kto mnie nie chciał… albo nie wiedział, że mnie chce.
Wróciłem do mojego pokoju akademickiego i wypiłem ciepłe piwo. Odrzucony po raz pierwszy, nie było to ładne. Właściwie to było to całkiem popieprzone. Albo tak przynajmniej wtedy myślałem. Zrobiłem wszystko, o co mnie prosiła. Moi koledzy z drużyny ledwo co ze mną gadali, trener mnie zawiesił, a moje serce bolało. Bolało. Czemu czułem coś takiego przez kogoś, kogo dopiero poznałem?
Upiłem piwa, wyciągnąłem podręcznik do statystyk i gapiłem się na stronę przez pół godziny, nic tak naprawdę nie widząc. Nie, to nieprawda. Widziałem Olivię Kaspen.

Widziałem ją wszędzie. Udawałem, że tak nie było. Udawałem, że była po prostu kolejną dziewczyną, nie dziewczyną, której pragnąłem. Moi przyjaciele myśleli, że straciłem rozum. Pragnąłem jej dlatego, że nie mogłem jej mieć – taka była zgodna opinia. Może to była prawda. Klepali mnie po plecach i pokazywali przypadkowe dziewczyny na kampusie, które mogłyby się ze mną przespać. Nazywali tą terapią seksualną. Próbowałem tego raz czy dwa, ale to było nieskuteczne. Byłem zawieszony, odrzucony i spity przez dziewczynę, którą pocałowałem tylko raz. Kiedy ktoś wspomniał, że prawdopodobnie była lesbijką, rzuciłem się na ten pomysł. Potem, parę miesięcy po tym jak powiedziała mi, że do siebie nie pasujemy, zaczęła spotykać się z największą grupą palantów, jakich kiedykolwiek widziałem. Nienawidziłem ich. Więc ruszyłem dalej. Ona nie była taka, za jaką ją brałem.
Wtedy poznałem Jessicę. Pierwsze co do mnie powiedziała to. – Cholera, nie wiem czy chce cię polizać czy za ciebie wyjść.
Odpowiedziałem. – Co powiesz na oba? – I to było to. Byliśmy razem. Jessica Alexander była seksowna, miła i słodka – dokładnie mój typ. Była również mądra, ale nigdy nie stwierdziłoby się tego po tym jak ciągle paplała o mało ważnych rzeczach, przykładowo ciuchach i filmach. Lubiłem z nią przebywać. Lubiłem uprawiać z nią seks. Zabrała ciągłe uwieranie, które czułem. Olivia stopniowo przesunęła się na tył mojego umysłu. Po jakimś czasie mogłem o tym żartować. Z perspektywy czasu wydawało się zabawne, iż miałem obsesję na punkcie dziewczyny, której prawie nie znałem. Potem w chwili, gdy wszystko szło po mojej myśli, dowiedziałem się, że Jessica była w ciąży i zrobiła aborcję za moimi plecami. To nie ona mi powiedziała. Właśnie to mnie zabiło. Podjęła decyzję beze mnie. To było moje dziecko – moje. Chciałem tego dziecka. Wziąłbym te dziecko nawet, gdyby nie chciała go Jessica. Walnąłem w drzewo, skręciłem nadgarstek i przeszedłem w randkowy sen zimowy.

Po rozwodzie moich rodziców, matka chciała przeprowadzić się do Ameryki. Urodziła się w Michigan. Jej ojciec – mój dziadek – poznał moją babcię w Cambridge, gdzie studiował za granicą. Gdy się pobrali, na jakiś czas przeprowadzili się do Stanów i urodziła się moja mama. Ale kiedy babcia zatęskniła za domem, dziadek sprzedał ich ziemię i dom, po czym przeprowadził się dla niej do Anglii. Moi rodzice żyli w tej samej strefie towarzyskiej i zdarzyło im się zdarzyć. Sprzeciwiła się „Samom, Alfredom i Charlesom” i dała mojemu bratu oraz mnie amerykańskie imiona. Gdy przyłapała go na trzeciej zdradzie, zapakowała nas i przenieśliśmy się do Ameryki. Przyjąłem to ciężej od mojego brata. Przez jakiś czas winiłem matkę, dopóki nie poleciałem do Anglii na czwarty ślub taty. Kiedy zobaczyłem jak przysięga po raz czwarty, dotarło to do mnie. Nie byłem nawet pewien jak na imię miała ta żona. Elizabeth? Victoria? Chyba była to Królowa Anglii. Ale wiedziałem, że nie wierzyłem w rozwód. Nie mogło się składać przysięg, a potem ich łamać. Jeśli ożenię się z kobietą, to zostanę w małżeństwie. Nie będę traktował małżeństwa jak najem. Nigdy.

Chciałem poślubić Jessicę. To znaczy, nie kupiłem jej pierścionka, ale widziałem jak dopasowuje się do mojego świata. Moja matka ją lubiła; Jessica mnie kochała. To było takie proste. Ale kiedy dowiedziałem się, że dokonała aborcji i nie zechciało jej się nawet powiedzieć mi, że jest w ciąży, straciłem to. Chciałem przynajmniej mieć coś do powiedzenia w sprawie mojego dziecka.
Potem wróciła Olivia. Wróciła, tańcząc niczym syrena. Dokładnie wiedziałem, co robiła w wieczór, kiedy przyszła do domu mojego bractwa i kiwała na mnie palcem z parkietu. Gdyby ona do mnie nie przyszła, to ja poszedłbym do niej. Zapomnij, o wszystkim co wiesz - powiedziałem sobie. To do niej należysz. Nie wiem skąd to wiedziałem. Może nasze dusze dotknęły się pod tamtym drzewem. Może postanowiłem ją pokochać. Może miłość nie była naszym wyborem. Lecz kiedy patrzyłem na tę kobietę, widziałem siebie całkiem inaczej. I nie było to w dobrym światle. Nic nie mogło trzymać mnie od niej z daleka. A to mogło doprowadzić osobę do zrobienia rzeczy, o które nigdy by się siebie nie podejrzewało. To co do niej czułem, cholernie mnie przerażało. To była trawiąca obsesja.

Tak naprawdę ledwo co dotknąłem obsesji. Ona wciąż nadchodziła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz