9.6.14

Thief - rozdział 2

Teraźniejszość

Dzwonię do mojej randki. Jak zwykle ma opóźnienie. Widuję ją dwa razy w tygodniu od trzech ostatnich miesięcy. Zaskoczeniem było jak bardzo lubię jej towarzystwo, zwłaszcza po tym co wydarzyło się z Leah. Czułem, że na jakiś czas mam dosyć kobiet, ale chyba jestem nałogowcem.
Zgadzamy się spotkać u Olivii, zamiast jechać razem. Wysyłam jej adres Olivii, podczas gdy golę brodę do koziej bródki. Ubieram się w stylu Jamesa Deana, zakładając niebieskie dżinsy oraz białą koszulę. Wciąż mam bladą linię w miejscu, gdzie była obrączka. Przez pierwszy miesiąc po rozwodzie ciągle sięgałem do obrączki, mając moment paniki za każdym razem, kiedy widziałem pusty palec i myśląc, że ją zgubiłem. Prawda zawsze mnie dusiła, jak usta pełne waty. Straciłem moje małżeństwo, nie obrączkę i to była moja wina. Wieczność stała się pięcioma latami, dopóki śmierć nas nie rozłączy stało się nieprzejednanymi różnicami. Wciąż za tym tęsknię lub może za samą ideą. Moja matka zawsze mówiła, że zostałem urodzony do bycia ożenionym. Pocieram puste miejsce, czekając na windę w jej budynku.
Ona wciąż mieszka w tym samym apartamencie. Przyszedłem tutaj raz podczas rozprawy Leah. Jest jakieś trzy razy większe od mojego z oknami od podłogi do sufitu, które wyglądają na ocean. Lubi się popisywać. Olivia nawet nie lubi oceanu. Najbliższe jej zbliżenie z oceanem, jakie widziałem, było jak wsadziła do niego duży palec stopy. Mieszka na najwyższym piętrze. Ściskam butelkę wina, kiedy winda brzęczy i drzwi się otwierają. Tylko ona mieszka na tym piętrze.
Pochłaniam wyposażenie korytarza: parę męskich tenisówek – jego, roślinkę – jego, tabliczkę na drzwiach, która mówi Idź sobie! – jej. Przyglądam się jej ostrożnie. Będę musiał zachowywać się jak najlepiej – żadnego flirtowania, żadnego dotykania, żadnego rozbierania jej wzrokiem. Będę musiał po prostu skupić się na mojej randce, a to nie powinno być problemem. Uśmiecham się do siebie, wyczekując reakcji Olivii. Drzwi otwierają się zanim sięgam w ogóle do dzwonka. Mężczyzna staje na progu. Patrzymy na siebie przez dobre dziesięć sekund i mam krótki moment niezręczności. Czy ona zapomniała mu powiedzieć, że przychodzę? Potem przeciąga dłonią przez lekko wilgotne włosy i na jego twarzy pojawia się uśmiech.
- Caleb – mówi.
Haon.
Lustruję go wzrokiem. Jest parę centymetrów niższy ode mnie, ale jest bardziej krępy – dobrze zbudowany. Ciemne włosy, krótko przystrzyżone – przy skroniach widnieje szarość. Ocieniam go na trzydzieści pięć lat, choć wiem od prywatnego detektywa, którego zatrudniłem, że ma trzydzieści dziewięć. Jest Żydem, jeśli jego wygląd by mi tego nie powiedział, to na pewno zrobiłaby to Gwiazda Dawida na jego szyi. Jest przystojnym facetem.
- Noah. – Wyciąga do mnie rękę. Uśmiecham się, ściskając ją. Ironia, że obie nasze ręce dotykały jego żony dodaje mi trochę złośliwości.
- Wysłała mnie tutaj po nie – mówi, podnosząc tenisówki. – Nie mów jej, że je widziałeś. Jest Nazistką, jeśli chodzi o bałagan.
Śmieję się z faktu, iż jej Żydowski mąż nazywa ją Nazistką i wchodzę za nim do środka. Mrugam na widok hallu. Jest inne od ostatniego razu, kiedy tutaj byłem. Wymieniła wszystkie zimne białe oraz czarne kolory na ciepłe. Wygląda tu jak w domu – drewniana podłoga, dywaniki, ozdóbki. Przeszywa mnie zazdrość, ale spycham ją na bok, kiedy ona wychodzi z kuchni, ściągając fartuszek.
Odrzuca go na bok i przytula mnie. Przez ułamek sekundy wydaje się to właściwe, jej podejście do mnie z takim zdecydowaniem. Potem jej ciało sztywnieje, zamiast odprężyć się przy moim. Nie mogę powstrzymać uczucia zablokowania. Muszę utemperować uśmiech, który zawsze rozszerza się mocno i szybko, kiedy ona jest w pobliżu. Noah nas obserwuje, więc podaję jej wino.
- Cześć, Ks… Olivia. Nie byłem pewien co jest na kolację, wiec przyniosłem czerwone.
- Malbec – mówi, uśmiechając się do Noah. – Twoje ulubione. – Widzę prawdziwe uczucie w jej oczach, gdy na niego patrzy. Zastanawiam się czy ja tak patrzyłem na Leah i jak Olivia znosiła to przez wszystkie te miesiące rozprawy.
- Mamy jagnięcinę – mówi. – Więc jest idealne.
Rozbrzmiewa dzwonek drzwi. Od razu czuję się weselszy. Olivia odwraca do mnie głowę i patrzy mi w oczy, starając się zgadnąć, co kombinuję. Pozwalam wolnemu uśmiechowi pojawić się na mojej twarzy. W końcu dostanę swoją odpowiedź. Albo czuje to co ja, albo nie. Noah cofa się kilka kroków, żeby otworzyć, a my zostajemy, nie zrywając kontaktu wzrokowego. Jej ciało jest zamarznięte, napięte, oczekujące tego, co nastąpi. Słyszę za sobą głos mojej randki. Oczy Olivii patrzą za mnie, tam gdzie Noah chwilowo zasłania jej widok mojej randki, po czym odsuwa się na bok i widzę to, na co czekałem. Olivia zszokowana, Olivia rozbrojona, Olivia rozgniewana. Kolor odpływa z jej twarzy i unosi rękę do obojczyka, by złapać za naszyjnik – prosty diament na łańcuszku. Noah podchodzi do mnie, a ja odwracam się, by uśmiechnąć się Jessici. Jessici Alexander.
- Jess, pamiętasz Olivię – mówię. Potakuje i szczerze uśmiecha się promiennie do kruczoczarnej nikczemnicy, która wybiła ją z mojego życia, jakby była kręglem. – Witaj, nieznajoma – mówi. Rzuca się naprzód i obejmuje Olivię w zaskakującym uścisku. – Kopę lat.

Jessica Alexander znalazła mnie na Facebooku. Napisała do mnie, mówiąc, że znowu jest w okolicach Miami i chce się spotkać na drinka. Byłem pijany, kiedy przeczytałem wiadomość i odpowiedziałem moim numerem. Spotkaliśmy się następnego dnia w Bar Louie. Wyglądała tak samo: długie włosy, długie nogi, krótka spódniczka. Wciąż pasował mi mój studencki gust, tak jak jej osobowość – która zadziwiająco była jeszcze słodsza niż pamiętałem. Potrzebowałem miłej, długiej dozy słodkości po ostatnich dwóch żmijach, które kochałem. Żadne z nas nie wspominało dziecka, ale powiedziałem jej o Estelli. Dowiedziałem się, że nie miała pojęcia, iż Olivia brała udział w naszym rozstaniu. Potem widzieliśmy się ze sobą regularnie. Jeszcze nie dzieliliśmy łóżka.
Obserwuję twarz Olivii ponad ramieniem Jess. Zawsze miała wprawę w samokontroli. A wtedy robi najbardziej przeklętą rzecz. Śmieje się i odwzajemnia uścisk Jess, jakby były starymi przyjaciółkami. Jestem w takim szoku, że niemal cofam się do tyłu. Noah przygląda się temu wszystkiemu ze średnim zainteresowaniem. Wszyscy jesteśmy dla niego tylko postaciami, bez wątpienia.
- Wchodź, wchodź. – Wprowadza ją do salonu i rzuca mi triumfalne spojrzenie. Zdaję sobie sprawę, że nie jest lepszą osobą, tylko lepszą aktorką.
Właśnie. Wciąż może być zabawa.
Jess idzie pomóc Olivii w kuchni, co pozostawia Noah i mnie z talerzem Brie i krakersami. Przez dziesięć minut przeprowadzamy gadkę szmatkę. Najlepszym tematem dla mężczyzn jest sport – Marlins, Heat, Dolphins… rozgrywający, startujący, miotacze – sprawy, które już mnie cholernie nie obchodzą.
- Czujesz się niekomfortowo?
Patrzę na niego z zaskoczeniem. On wie. Cholera. Ale szczerość przynajmniej mnie odpręża.
- Ty byś się nie czuł? – Przyjmuję whisky, którą mi podaje. Jeden słód, czarna etykietka – przyzwoita.
Siada naprzeciw mnie i uśmiecha się szeroko. – Pewnie.
Nie przeszkadzam mu, więc jak wiele on tak naprawdę wie? Chyba że… chyba że czuje się tak bezpieczny w ich związku, iż czuje, że nie ma czym się martwić. Opieram się i przyglądam się tej sytuacji z nowej perspektywy. Najwyraźniej on nie jest typem zazdrośnika.
- Jeżeli ty nie masz z tym problemu, to ja też nie – mówię.
Zarzuca kostkę na kolano i odchyla się na krześle. – Sprawdziłeś mnie?
- Przegląd historii w trzech innych krajach. – Biorę łyka i obracam na języku smak.
Noah kiwa głową, jakby się tego spodziewał. – Znalazłeś coś, co ci się nie podoba?
Wzruszam ramionami. – Poślubiłeś moją pierwszą miłość, już mi się nie podobasz.
Unosi jeden kącik ust w porozumiewawczym uśmiechu i powoli potakuje.
- Zależy ci na niej, Caleb. To mi nie przeszkadza. Ty i ja nie będziemy mieć problemu, dopóki będziesz trzymał ręce z daleka od mojej żony.
Wchodzą dziewczyny. Wstajemy. Olivia wyczuła, że nastąpiła wymiana zdań. Jej wiecznie chłodne oczy przesuwają się pomiędzy naszą dwójką.
Wybierz mnie.
Jej spojrzenie ląduje na Noah. Ich intymność doprowadza mnie do zazdrości. Do wściekłości. Zaciskam zęby, dopóki nie zauważa tego Olivia. Przestaję jak tylko jej wzrok przesuwa się po mojej szczęce, ale jest za późno. Zobaczyła, co czuję.
Unosi się jedna idealna brew.
Boże. Nienawidzę, kiedy to robi.
Chcę dać jej klapsa.

Jagnie jest przegotowane, a szparagi papkowate. Jestem pod wielkim wrażeniem, że jej złośliwe małe rączki teraz gotują; czyszczę mój talerz i biorę dokładkę. Ona wypija trzy kieliszki wina tak swobodnie, iż zastanawiam się czy stało się to jej nawykiem, czy może ta kolacja ją stresuje. Rozmawiamy o jej klientach i doprowadza wszystkich do śmiechu. Noah jest wyraźnie nią zauroczony. Obserwuje wszystko co robi z lekkim uśmiechem na ustach. Przypomina mi to samego siebie. Ona zadaje Jessice pytania o to, co robiła ze swoim życiem. Krępuje mnie to. Uważam, żeby nie rozmawiać tylko z nią, żeby nie patrzeć na nią za długo, żeby nie odwracać wzroku, kiedy odwraca się do Noah, ponieważ przeszkadza mi to. Trudno jest nie przyglądać się ich dynamice. Ona autentycznie go lubi. Zauważam, że jej osobowość jest łagodniejsza, kiedy on jest w pobliżu. Nie przeklęła ani razu odkąd przeszedłem przez ich drzwi – co jest najdłuższym czasem w historii Olivii, gdy jej usta były czyste.
Jej usta.
Noah ma jedną z tych rzadkich osobowości, która ma uspokajający efekt w potencjalnie kiepskiej sytuacji. Nie mogę powstrzymać tego, że lubię tego faceta, chociaż ma moją dziewczynę. Ma również jaja, żeby mi grozić.

Gdy żegnamy się w hallu, Olivia nie patrzy mi w oczy. Wygląda na wyczerpaną, jakby ten wieczór dał jej emocjonalnie we znaki. Stoi blisko Noah i widzę jak sięga po jego dłoń. Chcę wiedzieć, co ona czuje. Chcę być tym, który ją pocieszy.
Jess idzie ze mną do domu i spędza tam noc. Moja matka zostawiła cztery wiadomości pytające o moją przeprowadzkę do Londynu.

Budzę się na zapach bekonu. Słyszę dzwonienie ganków i wodę lecącą w umywalce. Wchodzę goły do kuchni. Jess robi śniadanie. Pochylam się nad blatem i przyglądam się jej. Byłem w małżeństwie z kobietą przez pięć lat i nie sądzę, żebym kiedykolwiek widział jak rozbiła jajko. Ma na sobie jedną z moich bluzek. Jej włosy spięte są w niechlujnym kucyku. To bardzo seksowne. Patrzę na jej nogi; nie mają końca. Jestem facetem lubiącym nogi. Scena w Pretty Woman, gdzie Vivian mówi Richardowi dokładny wymiar jej nóg jest jedną z najlepszych scen w tym filmie. Wiele może zostać wybaczone, jeżeli kobieta ma świetne nogi.
Nogi Jessici są niebywałe.
Siadam, kiedy podaje mi kubek kawy i uśmiecha się nieśmiało, jakbyśmy nigdy wcześniej tego nie robili. Naprawdę ją lubię. Kiedyś ją kochałem; łatwo byłoby zakochać się znowu w tej kobiecie. Jest piękna – piękniejsza od Leah, piękniejsza od Olivii. Czy ktokolwiek może być piękniejszy od Olivii?
- Nie chciałam cię budzić – odzywa się. – Więc zajęłam się karmieniem ciebie.
- Karmieniem mnie – powtarzam. Podoba mi się to.
- Lubię robić dla ciebie rzeczy. – Uśmiecha się z fałszywą skromnością. – Tęskniłam za tobą, Caleb.
Mrugam kilka razy. Co by się stało, gdyby powiedziała mi o ciąży, zamiast pójść na aborcję? Mielibyśmy dziesięciolatka.
Przyciągam ją do siebie i całuję. Ona nigdy nie walczy, nigdy nie zachowuje się, jakby mnie nie pragnęła. Zabieram ją na kanapę i pozwalamy grzankom się spalić.

Później siedzę w kawiarni przy ulicy, popijając espresso. Jess musiała iść do pracy. Pika mój telefon, sygnalizując wiadomość.
O: Więc?
Uśmiecham się do siebie i dokańczam espresso zanim odpisuję.
Więc, co?
Długo nie ma odpowiedzi. Myśli o tym jak wyciągnąć ze mnie informacje bez dawania pozoru, że ją to obchodzi.
O: Nie baw się w gierki!
Pamiętam ostatni raz, jak mnie o to prosiłaś. Chyba byliśmy w pomarańczowym zagajniku.
O: Pieprz się. Co myślisz o Noah?
Miły.
Co myślisz o Jess?
O: Ta sama głupia zdzira.
Parskam śmiechem. Inni klienci kawiarni odwracają się, żeby zobaczyć z czego się śmieję.
Zbieram moje rzeczy do wyjścia. Ona zawsze przechodziła od razu do rzeczy. Jestem prawie przy samochodzie, kiedy mój telefon znowu pika.
O: Nie zakochuj się w niej.
Wpatruję się w wiadomość przez długi czas. Jedną minutę – trzy. Czego ona ode mnie chce? Nie odpowiadam. Czuję się, jakby mnie uderzyła.

I to tyle. Nie odzywa się do mnie przez kolejny rok.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz