Teraźniejszość
Dzwonię do
mojej randki. Jak zwykle ma opóźnienie. Widuję ją dwa razy w tygodniu od trzech
ostatnich miesięcy. Zaskoczeniem było jak bardzo lubię jej towarzystwo,
zwłaszcza po tym co wydarzyło się z Leah. Czułem, że na jakiś czas mam dosyć
kobiet, ale chyba jestem nałogowcem.
Zgadzamy
się spotkać u Olivii, zamiast jechać razem. Wysyłam jej adres Olivii, podczas
gdy golę brodę do koziej bródki. Ubieram się w stylu Jamesa Deana, zakładając
niebieskie dżinsy oraz białą koszulę. Wciąż mam bladą linię w miejscu, gdzie
była obrączka. Przez pierwszy miesiąc po rozwodzie ciągle sięgałem do obrączki,
mając moment paniki za każdym razem, kiedy widziałem pusty palec i myśląc, że
ją zgubiłem. Prawda zawsze mnie dusiła, jak usta pełne waty. Straciłem moje
małżeństwo, nie obrączkę i to była moja wina. Wieczność stała się pięcioma
latami, dopóki śmierć nas nie rozłączy stało się nieprzejednanymi różnicami.
Wciąż za tym tęsknię lub może za samą ideą. Moja matka zawsze mówiła, że
zostałem urodzony do bycia ożenionym. Pocieram puste miejsce, czekając na windę
w jej budynku.
Ona wciąż
mieszka w tym samym apartamencie. Przyszedłem tutaj raz podczas rozprawy Leah.
Jest jakieś trzy razy większe od mojego z oknami od podłogi do sufitu, które
wyglądają na ocean. Lubi się popisywać. Olivia nawet nie lubi oceanu.
Najbliższe jej zbliżenie z oceanem, jakie widziałem, było jak wsadziła do niego
duży palec stopy. Mieszka na najwyższym piętrze. Ściskam butelkę wina, kiedy
winda brzęczy i drzwi się otwierają. Tylko ona mieszka na tym piętrze.
Pochłaniam
wyposażenie korytarza: parę męskich tenisówek – jego, roślinkę – jego,
tabliczkę na drzwiach, która mówi Idź
sobie! – jej. Przyglądam się jej ostrożnie. Będę musiał zachowywać się jak
najlepiej – żadnego flirtowania, żadnego dotykania, żadnego rozbierania jej
wzrokiem. Będę musiał po prostu skupić się na mojej randce, a to nie powinno
być problemem. Uśmiecham się do siebie, wyczekując reakcji Olivii. Drzwi
otwierają się zanim sięgam w ogóle do dzwonka. Mężczyzna staje na progu.
Patrzymy na siebie przez dobre dziesięć sekund i mam krótki moment
niezręczności. Czy ona zapomniała mu powiedzieć, że przychodzę? Potem przeciąga
dłonią przez lekko wilgotne włosy i na jego twarzy pojawia się uśmiech.
- Caleb –
mówi.
Haon.
Lustruję go
wzrokiem. Jest parę centymetrów niższy ode mnie, ale jest bardziej krępy –
dobrze zbudowany. Ciemne włosy, krótko przystrzyżone – przy skroniach widnieje
szarość. Ocieniam go na trzydzieści pięć lat, choć wiem od prywatnego
detektywa, którego zatrudniłem, że ma trzydzieści dziewięć. Jest Żydem, jeśli
jego wygląd by mi tego nie powiedział, to na pewno zrobiłaby to Gwiazda Dawida
na jego szyi. Jest przystojnym facetem.
- Noah. –
Wyciąga do mnie rękę. Uśmiecham się, ściskając ją. Ironia, że obie nasze ręce
dotykały jego żony dodaje mi trochę złośliwości.
- Wysłała
mnie tutaj po nie – mówi, podnosząc tenisówki. – Nie mów jej, że je widziałeś.
Jest Nazistką, jeśli chodzi o bałagan.
Śmieję się
z faktu, iż jej Żydowski mąż nazywa ją Nazistką i wchodzę za nim do środka.
Mrugam na widok hallu. Jest inne od ostatniego razu, kiedy tutaj byłem.
Wymieniła wszystkie zimne białe oraz czarne kolory na ciepłe. Wygląda tu jak w
domu – drewniana podłoga, dywaniki, ozdóbki. Przeszywa mnie zazdrość, ale
spycham ją na bok, kiedy ona wychodzi z kuchni, ściągając fartuszek.
Odrzuca go
na bok i przytula mnie. Przez ułamek sekundy wydaje się to właściwe, jej
podejście do mnie z takim zdecydowaniem. Potem jej ciało sztywnieje, zamiast
odprężyć się przy moim. Nie mogę powstrzymać uczucia zablokowania. Muszę
utemperować uśmiech, który zawsze rozszerza się mocno i szybko, kiedy ona jest
w pobliżu. Noah nas obserwuje, więc podaję jej wino.
- Cześć,
Ks… Olivia. Nie byłem pewien co jest na kolację, wiec przyniosłem czerwone.
- Malbec –
mówi, uśmiechając się do Noah. – Twoje ulubione. – Widzę prawdziwe uczucie w
jej oczach, gdy na niego patrzy. Zastanawiam się czy ja tak patrzyłem na Leah i
jak Olivia znosiła to przez wszystkie te miesiące rozprawy.
- Mamy
jagnięcinę – mówi. – Więc jest idealne.
Rozbrzmiewa
dzwonek drzwi. Od razu czuję się weselszy. Olivia odwraca do mnie głowę i
patrzy mi w oczy, starając się zgadnąć, co kombinuję. Pozwalam wolnemu
uśmiechowi pojawić się na mojej twarzy. W końcu dostanę swoją odpowiedź. Albo
czuje to co ja, albo nie. Noah cofa się kilka kroków, żeby otworzyć, a my
zostajemy, nie zrywając kontaktu wzrokowego. Jej ciało jest zamarznięte,
napięte, oczekujące tego, co nastąpi. Słyszę za sobą głos mojej randki. Oczy
Olivii patrzą za mnie, tam gdzie Noah chwilowo zasłania jej widok mojej randki,
po czym odsuwa się na bok i widzę to, na co czekałem. Olivia zszokowana, Olivia
rozbrojona, Olivia rozgniewana. Kolor odpływa z jej twarzy i unosi rękę do
obojczyka, by złapać za naszyjnik – prosty diament na łańcuszku. Noah podchodzi
do mnie, a ja odwracam się, by uśmiechnąć się Jessici. Jessici Alexander.
- Jess,
pamiętasz Olivię – mówię. Potakuje i szczerze uśmiecha się promiennie do
kruczoczarnej nikczemnicy, która wybiła ją z mojego życia, jakby była kręglem.
– Witaj, nieznajoma – mówi. Rzuca się naprzód i obejmuje Olivię w zaskakującym
uścisku. – Kopę lat.
Jessica
Alexander znalazła mnie na Facebooku. Napisała do mnie, mówiąc, że znowu jest w
okolicach Miami i chce się spotkać na drinka. Byłem pijany, kiedy przeczytałem
wiadomość i odpowiedziałem moim numerem. Spotkaliśmy się następnego dnia w Bar
Louie. Wyglądała tak samo: długie włosy, długie nogi, krótka spódniczka. Wciąż
pasował mi mój studencki gust, tak jak jej osobowość – która zadziwiająco była
jeszcze słodsza niż pamiętałem. Potrzebowałem miłej, długiej dozy słodkości po
ostatnich dwóch żmijach, które kochałem. Żadne z nas nie wspominało dziecka,
ale powiedziałem jej o Estelli. Dowiedziałem się, że nie miała pojęcia, iż
Olivia brała udział w naszym rozstaniu. Potem widzieliśmy się ze sobą
regularnie. Jeszcze nie dzieliliśmy łóżka.
Obserwuję
twarz Olivii ponad ramieniem Jess. Zawsze miała wprawę w samokontroli. A wtedy
robi najbardziej przeklętą rzecz. Śmieje się i odwzajemnia uścisk Jess, jakby
były starymi przyjaciółkami. Jestem w takim szoku, że niemal cofam się do tyłu.
Noah przygląda się temu wszystkiemu ze średnim zainteresowaniem. Wszyscy
jesteśmy dla niego tylko postaciami, bez wątpienia.
- Wchodź,
wchodź. – Wprowadza ją do salonu i rzuca mi triumfalne spojrzenie. Zdaję sobie
sprawę, że nie jest lepszą osobą, tylko lepszą aktorką.
Właśnie.
Wciąż może być zabawa.
Jess idzie
pomóc Olivii w kuchni, co pozostawia Noah i mnie z talerzem Brie i krakersami.
Przez dziesięć minut przeprowadzamy gadkę szmatkę. Najlepszym tematem dla
mężczyzn jest sport – Marlins, Heat, Dolphins… rozgrywający, startujący,
miotacze – sprawy, które już mnie cholernie nie obchodzą.
- Czujesz
się niekomfortowo?
Patrzę na
niego z zaskoczeniem. On wie. Cholera.
Ale szczerość przynajmniej mnie odpręża.
- Ty byś
się nie czuł? – Przyjmuję whisky, którą mi podaje. Jeden słód, czarna etykietka
– przyzwoita.
Siada
naprzeciw mnie i uśmiecha się szeroko. – Pewnie.
Nie
przeszkadzam mu, więc jak wiele on tak naprawdę wie? Chyba że… chyba że czuje
się tak bezpieczny w ich związku, iż czuje, że nie ma czym się martwić. Opieram
się i przyglądam się tej sytuacji z nowej perspektywy. Najwyraźniej on nie jest
typem zazdrośnika.
- Jeżeli ty
nie masz z tym problemu, to ja też nie – mówię.
Zarzuca
kostkę na kolano i odchyla się na krześle. – Sprawdziłeś mnie?
- Przegląd
historii w trzech innych krajach. – Biorę łyka i obracam na języku smak.
Noah kiwa
głową, jakby się tego spodziewał. – Znalazłeś coś, co ci się nie podoba?
Wzruszam
ramionami. – Poślubiłeś moją pierwszą miłość, już mi się nie podobasz.
Unosi jeden
kącik ust w porozumiewawczym uśmiechu i powoli potakuje.
- Zależy ci
na niej, Caleb. To mi nie przeszkadza. Ty i ja nie będziemy mieć problemu,
dopóki będziesz trzymał ręce z daleka od mojej żony.
Wchodzą
dziewczyny. Wstajemy. Olivia wyczuła, że nastąpiła wymiana zdań. Jej wiecznie
chłodne oczy przesuwają się pomiędzy naszą dwójką.
Wybierz mnie.
Jej
spojrzenie ląduje na Noah. Ich intymność doprowadza mnie do zazdrości. Do
wściekłości. Zaciskam zęby, dopóki nie zauważa tego Olivia. Przestaję jak tylko
jej wzrok przesuwa się po mojej szczęce, ale jest za późno. Zobaczyła, co
czuję.
Unosi się
jedna idealna brew.
Boże. Nienawidzę, kiedy to robi.
Chcę dać
jej klapsa.
Jagnie jest
przegotowane, a szparagi papkowate. Jestem pod wielkim wrażeniem, że jej
złośliwe małe rączki teraz gotują; czyszczę mój talerz i biorę dokładkę. Ona
wypija trzy kieliszki wina tak swobodnie, iż zastanawiam się czy stało się to
jej nawykiem, czy może ta kolacja ją stresuje. Rozmawiamy o jej klientach i
doprowadza wszystkich do śmiechu. Noah jest wyraźnie nią zauroczony. Obserwuje
wszystko co robi z lekkim uśmiechem na ustach. Przypomina mi to samego siebie.
Ona zadaje Jessice pytania o to, co robiła ze swoim życiem. Krępuje mnie to.
Uważam, żeby nie rozmawiać tylko z nią, żeby nie patrzeć na nią za długo, żeby
nie odwracać wzroku, kiedy odwraca się do Noah, ponieważ przeszkadza mi to.
Trudno jest nie przyglądać się ich dynamice. Ona autentycznie go lubi.
Zauważam, że jej osobowość jest łagodniejsza, kiedy on jest w pobliżu. Nie
przeklęła ani razu odkąd przeszedłem przez ich drzwi – co jest najdłuższym
czasem w historii Olivii, gdy jej usta były czyste.
Jej usta.
Noah ma
jedną z tych rzadkich osobowości, która ma uspokajający efekt w potencjalnie
kiepskiej sytuacji. Nie mogę powstrzymać tego, że lubię tego faceta, chociaż ma
moją dziewczynę. Ma również jaja, żeby mi grozić.
Gdy żegnamy
się w hallu, Olivia nie patrzy mi w oczy. Wygląda na wyczerpaną, jakby ten
wieczór dał jej emocjonalnie we znaki. Stoi blisko Noah i widzę jak sięga po
jego dłoń. Chcę wiedzieć, co ona czuje. Chcę być tym, który ją pocieszy.
Jess idzie
ze mną do domu i spędza tam noc. Moja matka zostawiła cztery wiadomości
pytające o moją przeprowadzkę do Londynu.
Budzę się
na zapach bekonu. Słyszę dzwonienie ganków i wodę lecącą w umywalce. Wchodzę
goły do kuchni. Jess robi śniadanie. Pochylam się nad blatem i przyglądam się
jej. Byłem w małżeństwie z kobietą przez pięć lat i nie sądzę, żebym
kiedykolwiek widział jak rozbiła jajko. Ma na sobie jedną z moich bluzek. Jej
włosy spięte są w niechlujnym kucyku. To bardzo seksowne. Patrzę na jej nogi;
nie mają końca. Jestem facetem lubiącym nogi. Scena w Pretty Woman, gdzie Vivian mówi Richardowi dokładny wymiar jej nóg
jest jedną z najlepszych scen w tym filmie. Wiele może zostać wybaczone, jeżeli
kobieta ma świetne nogi.
Nogi
Jessici są niebywałe.
Siadam,
kiedy podaje mi kubek kawy i uśmiecha się nieśmiało, jakbyśmy nigdy wcześniej
tego nie robili. Naprawdę ją lubię. Kiedyś ją kochałem; łatwo byłoby zakochać
się znowu w tej kobiecie. Jest piękna – piękniejsza od Leah, piękniejsza od
Olivii. Czy ktokolwiek może być
piękniejszy od Olivii?
- Nie
chciałam cię budzić – odzywa się. – Więc zajęłam się karmieniem ciebie.
- Karmieniem
mnie – powtarzam. Podoba mi się to.
- Lubię
robić dla ciebie rzeczy. – Uśmiecha się z fałszywą skromnością. – Tęskniłam za
tobą, Caleb.
Mrugam
kilka razy. Co by się stało, gdyby powiedziała mi o ciąży, zamiast pójść na
aborcję? Mielibyśmy dziesięciolatka.
Przyciągam
ją do siebie i całuję. Ona nigdy nie walczy, nigdy nie zachowuje się, jakby
mnie nie pragnęła. Zabieram ją na kanapę i pozwalamy grzankom się spalić.
Później
siedzę w kawiarni przy ulicy, popijając espresso. Jess musiała iść do pracy.
Pika mój telefon, sygnalizując wiadomość.
O: Więc?
Uśmiecham
się do siebie i dokańczam espresso zanim odpisuję.
Więc, co?
Długo nie
ma odpowiedzi. Myśli o tym jak wyciągnąć ze mnie informacje bez dawania pozoru,
że ją to obchodzi.
O: Nie baw się w gierki!
Pamiętam ostatni raz, jak mnie o to prosiłaś. Chyba
byliśmy w pomarańczowym zagajniku.
O: Pieprz się. Co myślisz o Noah?
Miły.
Co myślisz o Jess?
O: Ta sama głupia zdzira.
Parskam
śmiechem. Inni klienci kawiarni odwracają się, żeby zobaczyć z czego się śmieję.
Zbieram
moje rzeczy do wyjścia. Ona zawsze przechodziła od razu do rzeczy. Jestem
prawie przy samochodzie, kiedy mój telefon znowu pika.
O: Nie zakochuj się w niej.
Wpatruję
się w wiadomość przez długi czas. Jedną minutę – trzy. Czego ona ode mnie chce?
Nie odpowiadam. Czuję się, jakby mnie uderzyła.
I to tyle.
Nie odzywa się do mnie przez kolejny rok.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz