25.7.14

Thief - rozdział 24

Teraźniejszość

Mam decyzję do podjęcia. Przemierzałem ją. Tak właśnie nazywała to moja matka, przemierzaniem. Robiłem to jako dzieciak, w mojej sypialni. Chyba nigdy z tego nie wyrosłem.
Olivia podejmuje własną decyzję, czy wie o tym, czy nie. Noah wróci po nią, bo ona jest właśnie taką dziewczyną, taką, do której ciągle się wraca. Więc walczę. Właśnie tak. To moja jedyna opcja. A jeśli jej nie dostanę, jeśli ona mnie nie wybierze, będę tym facetem – tym, który spędza życie samotnie i usychając z tęsknoty. Bo jest cholernie pewne, że nie zastąpię jej kolejnymi Leah, Jessicami czy kimkolwiek, cholernym, innym. Pieprzyć to. Olivia albo nikt. Biorę mój portfel oraz kluczyki i zbiegam po schodach, zamiast wziąć windę. Jadę prosto do jej biura. Jej sekretarka przytrzymuje mi otwarte drzwi, kiedy wchodzę do środka. Uśmiecham się do niej, dziękując bezgłośnie.
- Cześć – mówię.
Jest w trakcie sortowania sterty papierów, ale kiedy mnie dostrzega, uśmiecha się – uśmiech sięga również jej oczu. Niemal równie szybko uśmiech znika z jej oczu, a linie jej warg zmieniają się w prostą linię. Coś jest nie tak. Obchodzę jej biurko i przyciągam do siebie.
- Co jest? – Całuję kącik jej ust. Nie porusza się. Kiedy ją puszczam, opada na fotel obrotowy i patrzy na podłogę.
Okej.
Łapię za krzesło i przysuwam je do jej fotela, tak że siedzimy twarzą do siebie. Gdy odwraca ode mnie krzesło, żeby spojrzeć na ścianę, wiem, że coś się stało.
Na Boga, proszę, mam już dość tych wszystkich bzdur.
- Dlaczego jesteś taka chłodna?
- Nie sądzę, że mogę to robić.
- Co?
- To – odpowiada, wskazując na nas. – To takie niewłaściwe.
Przesuwam palcami po szczęce, zaciskając zęby.
- Jesteśmy ekspertami w robieniu tego, co niewłaściwe, nie?
- Ugh, Caleb. Przestań. Powinnam myśleć o tym, jak sprawić, by moje małżeństwo działało. Nie tworzyć nowy związek z kimś innym.
- Tworzenie nowego związku z kimś innym? – Jestem zdezorientowany. – My nic nie tworzymy. Jesteśmy w związku od chwili, kiedy rzeczywiście byliśmy w związku. – Tak naprawdę mówię ludziom, że byliśmy ze sobą przez trzy lata, chociaż było to tylko półtora roku, bo byłem z nią emocjonalnie od chwili, kiedy się poznaliśmy.
- Dlaczego teraz to mówisz? – pytam.
Otwiera butelkę wody, która stoi na jej biurku i upija z niej trochę. Chcę zapytać kiedy zaczęła pijać wodę, ale jestem całkiem cholernie pewien, że moja nie-dziewczyna próbuje zakończyć nasz nie-związek, więc milczę.
- Bo będzie lepiej dla wszystkich, jak nie będziemy razem.
Nie potrafię powstrzymać pogardy z twarzy. – Lepiej dla kogo?
Olivia zamyka oczy i bierze głęboki wdech. – Dla Estelli – odpowiada.
Czuję się, jakby ktoś wsadził rękę do mojego brzucha i chwycił moje organy.
Olivia wypija duszkiem wodę, trzymając wolną rękę na kolanie.
- O czym ty mówisz, do diabła? – Nie słyszałem jej imienia od dłuższego czasu. Wiele razy o nim myślałem, ale głos Olivii oplatający te sylaby jest szokujący.
Jej nozdrza rozszerzają się, gdy ciężko oddycha. Nadal nie chce na mnie spojrzeć.
- Olivia…
- Estella jest twoja. – To niewyraźne mruknięcie. Mrugam na nią, nie wiedząc skąd się to wzięło ani dlaczego to mówi.
Mniej bolałoby mnie, gdyby ktoś mi powiedział, że mam ostatnie dwadzieścia cztery godziny życia. Nic nie mówię. Patrzę na jej nozdrza, które działają jak rybie skrzela.
Obraca się na krześle, uderzając kolanami o moje i patrzy mi prosto w twarz.
- Caleb. – Jej głos jest delikatny, jednak sprawia, że się krzywię. – Leah przyszła zobaczyć się ze mną. Powiedziała mi, że Estella jest twoja. Zrobi test na ustalenie ojcostwa, żeby to udowodnić. Ale tylko wtedy, jeśli nie będziemy razem.
Moja głowa i serce walczą o to, które może znieść więcej bólu. Potrząsam głową. Leah? Była tutaj?
- Ona kłamie.
Olivia kręci głową. – Nie kłamie. I możesz sądowo zrobić test na ustalenie ojcostwa. Nie może zabrać ci Estelli, jeśli jesteś jej ojcem. Ale, Caleb, pomyśl o tym. Wykorzysta ją, żeby cię zranić. Zawsze będzie to robić. Wpłynie to na twoją małą dziewczynkę, a ja wiem jak to jest być bronią rodzica.
Podnoszę się. Podchodzę do okna. Nie myślę o tym, jak Leah mogłaby wykorzystać Estellę, żeby mnie zranić. Myślę o tym, że Estella jest moja. Jak coś takiego mogło być prawdą, a ja o tym nie wiedziałem?
- Była w ciąży przed Estellą. Byliśmy w separacji, ale w tym czasie raz ze sobą spaliśmy. W każdym razie straciła dziecko po tym jak połknęła butelkę tabletek nasennych i musieli przepłukać jej żołądek. Dlatego pojechaliśmy do Rzymu. Chciała się pojednać, a ja czułem poczucie winy względem jej siostry i tego poronienia.
Patrzę na Olivię, kiedy to mówię. Jej wargi robią się białe, gdy mocno je zaciska.
- Caleb, ona nie była w ciąży w szpitalu. Okłamała cię. To też mi powiedziała.
Zawsze zastanawiałem się, co czuła Olivia, kiedy powiedziałem jej, że udawałem amnezję. Bolesna prawda jest nieopisana. Obraca tobą kilka razy, dopóki nie kręci ci się w głowie, a potem wali cię mocno w brzuch. Nie chcesz w to wierzyć, ale nie bolałoby tak mocno, gdybyś w pewnym sensie nie wiedział, że to prawda. Jeszcze przez parę minut mierzę się z zaprzeczeniem.
- Krwawiła. Widziałem jak krwawiła. – Zaprzeczenie jest tak przyjaznym towarzyszem. Zazwyczaj to najlepszy przyjaciel Olivii. Nagle chcę dołączyć do imprezy.
Olivia wygląda na zrozpaczoną.
- Och, Caleb. To nie było z poronienia. Prawdopodobnie dostała okresu i udała, że to poronienie.
Niech to szlag. Kurwa. Olivia patrzy na mnie jak na naiwnego, łatwowiernego głupca, którym jestem.

Pamiętam, jak Leah wyrzuciła mnie z pokoju, zanim porozmawiałbym z lekarzem. Jak stałem na progu i powiedziałem jej, że zostanę, żeby zatrzymała dziecko. Najwyraźniej chciała mnie przepędzić nim lekarz wyznałby prawdę.

Nie muszę nic mówić Olivii. Widzi, że to pojmuję.

Czuję się coraz mniejszy. Podczas moich separacji i powrotów z Leah, Olivia zakochiwała się w kimś innym. Mogłem odejść z Olivią w Rzymie i oszczędzić nam kilka lat tego pogmatwanego bałaganu.

- Jak została napoczęta Estella?
- Po Rzymie byliśmy w zgodzie jeszcze przez kolejny miesiąc. Była na mnie zła. Oskarżyła mnie, że nie żyję teraźniejszością i miała rację. Więc znowu się wyprowadziłem. Byłem na konferencji w Denver, a ona na wycieczce z koleżankami. Wpadliśmy na siebie w restauracji. Byłem przyjazny, ale trzymałem dystans. Tamtej nocy pokazała się w moim hotelu. Byłem dość pijany i przespałem się z nią. Kilka tygodni później zadzwoniła i powiedziała, że jest w ciąży. Nigdy tego nie kwestionowałem. Po prostu do niej wróciłem. Chciałem dziecka. Byłem samotny. Byłem głupi.
Nie mówię Olivii, iż dowiedziałem się w tym czasie, że spotyka się z kimś innym. Że kiedy Leah do mnie przyszła, czepiłem się jej, bo starałem się znowu zapełnić w piersi dziurę po Olivii.
- Więc powiedziała ci, że Estella nie jest twoja? Tamtego wieczora, kiedy powiedziałeś jej, że chcesz rozwodu?
- Tak. Powiedziała, że przespała się z kimś innym przed wyprawą narciarską. Powiedziała mi również, że pojechała tam tylko dlatego, iż wiedziała, że ja tam będę i chciała, abym myślał, że tamtej nocy zaszła w ciążę.
- To wszystko było kłamstwem – mówi Olivia. – Estella jest twoja.
Dostrzegam łzę w kąciku jej oka. Nie ociera jej i spływa po jej twarzy.
- Będzie ranić ciebie i Estellę tak długo, jak jestem w twoim życiu. Mam męża – mówi łagodnie. – Powinnam próbować wszystko z nim naprawić. Bawiliśmy się w dom, Caleb. Ale to nie jest prawdziwe. Jesteś odpowiedzialny za swoją córkę…
Wszystko to – Olivia, Leah, Estella – rozpala we mnie ogień. Odwracam się i podchodzę do jej krzesła, pochylając się i kładąc ręce na jej podłokietnikach, znajdując się tuż przed jej twarzą. Chcę tylko iść znaleźć moją córkę, ale po kolei. Będę zajmować się jedną sprawą na raz. Wdychamy własne powietrze, kiedy odzywam się.
- Ostatni raz to mówię, więc słuchaj uważnie. – Czuję zapach jej skóry. – Ty i ja dziejemy się. Nikt nas nie rozdzieli. Ani Noah, ani Cammie, ani zdecydowanie pieprzona Leah. Jesteś moja. Rozumiesz mnie?
Kiwa głową.

Całuję ją. Głęboko. A potem wychodzę.

Thief - rozdział 23

Przeszłość

Cztery miesiące po uniewinnieniu Leah wniosłem sprawę o rozwód. Chwila – chwila, w której podjąłem decyzję, poczułem jak ogromny ciężar unosi się z moich ramion. Niekoniecznie wierzyłem w rozwody, ale nie można było trwać w czymś, co cię zabijało. Czasami tak mocno spieprzałeś swoje życie, że musiałeś uginać się przed swoimi błędami. Wygrały. Musiałem być pokorny… i iść dalej. Leah sądziła, że jest ze mną szczęśliwa, ale jak miałem kogoś uszczęśliwiać, kiedy byłem wewnątrz tak martwy? Ona nawet nie znała prawdziwego mnie. To było jak lunatykowanie; bycie poślubionym z kimś, kogo się nie kochało. Próbowałeś zapełnić się pozytywami – budowaniem domów, jeżdżeniem na wakacje i chodzeniem na zajęcia gotowania – robić wszystko, żeby nawiązać więź z osobą, z którą powinno nawiązać się więź przed powiedzeniem tak. Wszystko to było puste, walczenie o coś, czego nigdy nie było. Moją winą było ożenienie się z nią, popełniłem wiele błędów. Pora była na ruszenie dalej. Wypełniłem papiery.

Olivia
- To była moja pierwsza myśl.
Turner
- To była moja druga myśl.
Sukinsyn
- To była moja trzecia myśl. Potem złożyłem je wszystkie w jedno zdanie: Ten sukinsyn Turner zamierza poślubić Olivię!
Ile czasu miałem? Czy ona nadal mnie kochała? Mogła mi wybaczyć? Gdybym mógł odciągnąć ją od tego pieprzonego idioty, to czy moglibyśmy zbudować coś na gruzie, który stworzyliśmy? Myślenie o tym doprowadzało mnie do szału – złościło mnie. Oboje powiedzieliśmy tyle kłamstw, zgrzeszyliśmy przeciwko sobie – przeciwko wszystkim, którzy stanęli na naszej drodze. Próbowałem raz jej powiedzieć. To było podczas rozprawy. Przyszedłem wcześniej na salę sądową, żeby spróbować złapać ją samą. Miała na sobie mój ulubiony odcień błękitu – lotniskowy niebieski. To były jej urodziny.
- Wszystkiego najlepszego.
Podniosła wzrok. Moje serce bębniło od emocji, tak jak zawsze to robiło, kiedy na mnie patrzyła.
- Jestem zaskoczona, że pamiętałeś.
- Dlaczego?
- Och, jedynie zapominałeś okropnie dużo rzeczy przez parę ostatnich lat.
Uśmiechnąłem się lekko na jej docinek.
- Nigdy ciebie nie zapomniałem…
Poczułem przypływ adrenaliny. To było to – miałem wyznać całą prawdę. Wtedy wszedł do środka prokurator. Prawda została odłożona na później.

Wyprowadziłem się z domu, który dzieliłem z Leah i wróciłem do mojego mieszkania. Przemierzałem korytarze, piłem szkocką. Czekałem.
Czekałem na co? Na to, że ona przyjdzie do mnie? Na to, że ja pójdę do niej? Czekałem, bo byłem tchórzem. Taka była prawda.
Podszedłem do mojej szuflady na skarpetki – niesławnego opiekuna pierścionków zaręczynowych oraz innych pamiątek – i przesunąłem palcami po spodzie. Kiedy moje palce to znalazły, poczułem czegoś przypływ. Przetarłem leciutko kciukiem zieloną powierzchnię „pocałunkowego” pensa. Patrzyłem na niego przez pełną minutę, wspominając obrazy wielu razu, kiedy był wymieniany na pocałunki. To była ozdóbka, tani chwyt, który raz zadziałał, ale ewoluował w coś o wiele ważniejszego.
Założyłem dres i poszedłem pobiegać. Bieganie pomagało mi w myśleniu. Przetrawiałem wszystko w głowie, kierując się na plażę, mijając małą dziewczynkę i jej matkę, kiedy szły razem ręka w rękę. Uśmiechnąłem się. Dziewczynka miała długie czarne włosy i zdumiewająco niebieskie oczy – wyglądała jak Olivia. Czy tak wyglądałaby nasza córka? Przestałem biec i pochyliłem się, kładąc ręce na kolanach. Nie musiała być to sytuacja „co by było gdyby”. Nadal mogliśmy mieć naszą córkę. Wsunąłem rękę do kieszeni i wyciągnąłem pensa. Ruszyłem truchtem do mojego samochodu.
Nie było żadnej innej pory jak teraz. Jeżeli Turner stanie mi na drodze, to po prostu zrzucę go z balkonu. Byłem zlany potem i zdeterminowany, gdy odpaliłem samochód.
Znajdowałem się jedną milę od mieszkania Olivii, kiedy dostałem telefon.
Numer, którego nie rozpoznawałem. Odebrałem.
- Caleb Drake?
- Tak? – Moje słowa były szorstkie. Skręciłem w lewo na Ocean i przycisnąłem gaz.
- Miał miejsce… incydent z pańską żoną.
- Moją żoną? – Boże, co ona teraz zrobiła? Pomyślałem o zatargu, który miała z sąsiadami o ich psa i zastanawiałem się czy zrobiła coś głupiego.
- Nazywam się doktor Letche, dzwonię z West Boca Medical Center. Panie Drake, pana żona została tu przyjęta kilka godzin temu.
Wcisnąłem hamulec, przekręciłem kierownicę tak, że opony wydały pisk i skierowałem samochód w przeciwną stronę. SUV skręcił gwałtownie, żeby mnie wyminąć i zatrąbił.
- Czy nic jej nie jest?
Lekarz chrząknął. – Połknęła butelkę tabletek nasennych. Pańska gosposia ją znalazła i zadzwoniła po pogotowie. Jest teraz w stanie stabilnym, ale chcielibyśmy, żeby pan przyjechał.
Zatrzymałem się na światłach i przeczesałem ręką włosy. To była moja wina. Wiedziałem, że ciężko przyjęła separację, ale samobójstwo… Nawet nie było to do niej podobne.
- Oczywiście – jestem w drodze.
Rozłączyłem się. Rozłączyłem się i uderzyłem pięścią w kierownicę. Niektóre rzeczy po prostu miały się nie wydarzyć.

Kiedy przyjechałem do szpitala Leah była przytomna i chciała się ze mną zobaczyć. Wszedłem do jej pokoju i stanęło mi serce. Leżała oparta o poduszki, jej włosy były gniazdem szczura, a jej skóra tak blada, że była prawie przejrzysta. Miała zamknięte oczy, więc miałem chwilę, żeby się opanować zanim mnie zobaczyła.
Gdy zrobiłem kilka kroków do jej pokoju, otworzyła oczy. Jak tylko mnie zobaczyła zaczęła płakać. Usiadłem na brzegu jej łóżka i przytuliła się do mnie, szlochając tak mocno, że czułem jak jej łzy przesiąkły moją bluzkę. Trzymałem ją tak przez długi czas. Chciałbym powiedzieć, że miałem głębokie myśli podczas tego czasu, ale tak nie było. Byłem otępiały, rozproszony. Coś mnie irytowało i nie potrafiłem stwierdzić co. Jest tutaj zimno, powiedziałem sobie.
- Leah – odezwałem się w końcu, odsuwając ją od mojego torsu i oparłem ją o poduszki. – Dlaczego?
Jej twarz była mokra i czerwona. Ciemne półksiężyce okalały jej oczy. Odwróciła wzrok.
- Zostawiłeś mnie.
Dwa słowa. Czułem tak wielkie poczucie winy, że ledwo co mogłem przełknąć ślinę.
To była prawda.
- Leah – powiedziałem. – Nie jestem dla ciebie dobry. Ja…
Przerwała mi, odpychając mój komentarz na mroźne powietrze szpitala.
- Caleb, proszę, wróć do domu. Jestem w ciąży.
Zamknąłem oczy.
Nie!
Nie!
Nie…

- Połknęłaś butelkę tabletek nasennych i próbowałaś zabić siebie oraz moje dziecko?
Nie potrafiła na mnie spojrzeć.
- Myślałam, że mnie zostawiłeś. Nie chciałam żyć. Proszę, Caleb… to było takie głupie. Przepraszam.

Nie potrafiłem nazwać emocji, którą odczuwałem. Byłem gdzieś pomiędzy chęcią zostawienia jej na zawsze, a chęcią pozostania i zatroszczenia się o moje dziecko.
- Nie mogę ci tego wybaczyć – powiedziałem. – Masz obowiązek chronienia czegoś, czemu dałaś życie. Mogłaś ze mną o tym porozmawiać. Zawsze będę w pobliżu, żeby ci pomóc.
Zobaczyłem, jak trochę koloru powróciło do jej policzków.
- Masz na myśli… pomożesz mi, kiedy będzie rozwiedzeni? – Opuściła głowę i spojrzała na mnie. Chyba zobaczyłem ogień w jej tęczówkach.
Nic nie powiedziałem. Trwaliśmy w konkursie wzrokowym. Dokładnie to miałem na myśli.
- Jeśli ze mną nie zostaniesz, nie zatrzymam dziecka. Nie mam zamiaru być samotną matką.
- Nie mówisz chyba poważnie?
Nigdy bym nie pomyślał, że zagrozi mi czymś takim. To był cios poniżej pasa. Otworzyłem usta, żeby jej zagrozić – powiedzieć coś, czego pewnie pożałuję, ale usłyszałem kroki. Szybkie kroki, które oznaczały lekarza.
- Chciałabym trochę prywatności, żeby porozmawiać z moim lekarzem o moich możliwościach – powiedziała cicho.
- Leah…
Uniosła gwałtownie głowę. – Wyjdź.
Przeniosłem wzrok na lekarza, który prawdopodobnie był doktorem Letche. Jej twarz znowu była blada, wyzbyta gniewu.
Zanim lekarz mógłby coś powiedzieć, Leah oświadczyła, że wychodzę.
Zatrzymałem się na progu i nie odwracając się, powiedziałem. – Dobra, Leah. Zrobimy to razem.

Nie musiałem patrzeć na jej twarz, by wiedzieć, że pełna była triumfu.

Thief - rozdział 22

Teraźniejszość

Wracamy do hotelu i przygotowujemy się na kolację. Ona pierwsza bierze prysznic, a potem nakłada makijaż i robi sobie fryzurę, kiedy jest moja kolej. Nie całowaliśmy się jak do tej pory. Jedynym naszym kontaktem było wcześniejsze trzymanie dłoni. Czekam na balkonie, gdy się ubiera. Kiedy wychodzi na zewnątrz, aby powiedzieć mi, że jest gotowa, rozjaśniają mi się oczy.
- Gapisz się – mówi.
- Tak…
- Przez ciebie czuję się niezręcznie.
- Przez ciebie czuję się podniecony.
Otwiera szeroko usta.
- Nagie uczucia, Księżno! Jesteś w obcisłej czarnej sukience, a ja wiem jak dobrze jest być wewnątrz ciebie.
Jej twarz wydaje się jeszcze bardziej przerażona niż wcześniej. Obraca się, żeby odejść, ale przyciągam ją do siebie.
- Masz na sobie tę sukienkę tylko dlatego, że ci się ona podoba. Nie ubierasz się po to, żeby mężczyźni na ciebie patrzyli – nienawidzisz mężczyzn. Ale twoje ciało jest absurdalne i, i tak to się dzieje. Przy chodzie twoje biodra kołyszą się na boki, ale nie chodzisz w taki sposób, żeby przyciągać uwagę, po prostu tak się poruszasz – i wszyscy patrzą. Wszyscy. Kiedy słuchasz innych ludzi, nieświadomie przygryzasz dolną wargę, a potem przesuwasz po niej zębami. A kiedy zamawiasz wino w restauracji, bawisz się nóżką lampki wina. Przesuwasz palcami w górę i w dół. Jesteś seksem i nawet o tym nie wiesz. Co czyni cię jeszcze seksowniejszą. Więc jeśli mam brudne myśli, to wybacz. Jestem po prostu pod twoim urokiem, tak jak wszyscy inni.
Oddycha ciężko i kiwa głową. Puszczam ją i wyprowadzam z pokoju do naszego minivana.

Nie straciła swojego dziecinnego zachwytu. Gdy dostrzega coś, czego nigdy wcześniej nie widziała, robi się urzeczona – rozchylone usta, szeroko otwarte oczy.
Wchodzimy do dużego holu restauracji, trzymając się za małe palce dłoni i nagle oniemieje. Po naszej lewej stoi stanowisko hostessy, a przed nami pomieszczenie otwiera się na dwa piętra czerwonej ściany udekorowanej pozłacanymi lustrami. To obszerny przedpokój do drzwi restauracji prowadzący w różnych kierunkach i jej głowa obraca się wkoło, ogarniając wszystko wzrokiem. Żarówki świetlne mają tutaj czerwone. Wszystko świeci się w czerwonej luminescencji. Ten pokój przypomina mi stary styl oraz seks.
- Drake – mówię do wysokiej blondynki stojącej za ladą. Uśmiecha się, kiwa głową i szuka mojej rezerwacji.
Olivia puściła mój palec i chwyciła całą moją rękę. Zastanawiam się czy się boi – może jest onieśmielona.
Schylam się do jej ucha.
- Wszystko w porządku, kochanie?
Potakuje.
- To wygląda jak czerwony pokój bólu – odpowiada.
Otwieram szeroko usta. Moja mała świętoszka rozwijała swoje horyzonty czytelnicze. Krztuszę się śmiechem i parę ludzi odwraca się, żeby na nas spojrzeć. Mrużę oczy.
- Czytałaś Pięćdziesiąt? – pytam cicho. Ona rumieni się. Niesamowite! – ta kobieta jest zdolna do rumieńców.
- Wszyscy to czytali – odpowiada obronnie. Potem spogląda na mnie wielkimi oczami. – A ty?
- Chciałem zobaczyć o co tyle krzyku.
Robi mrug, mrug, mrug rzęsami.
- Nauczyłeś się jakichś nowych technik? – pyta, nie patrząc na mnie.
Ściskam jej rękę. – Chciałabyś mnie wypróbować i zobaczyć?
Odwraca twarz, zaciskając usta – okropnie zażenowana.
- Caleb Drake – odzywa się hostessa, przerywając nasze szeptanie. – Proszę tędy.
Unoszę brwi na Olivię i podążamy za hostessą przez drzwi na końcu pomieszczenia. Jesteśmy prowadzeni przez serię przyciemnionych korytarzy, dopóki nie wchodzimy do kolejnego dekadenckiego czerwonego pokoju – czerwone krzesła, czerwone ściany, czerwony dywan. Obrusy są na szczęście białe, przełamując ciągłość koloru. Olivia zajmuje miejsce, robię to samo.
Chwilę później do naszego stolika podchodzi kelner. Przyglądam się jej twarzy, kiedy on przeprowadza ją przez menu wina, które jest rozmiarów słownika. Po paru sekundach jest przytłoczona, więc odzywam się.
- Butelkę Bertani Amarone della Valpolicella, rocznik dwutysięczny pierwszy.
Olivia przegląda menu. Wiem, że próbuje odnaleźć cenę. Kelner kiwa mi głową z aprobatą.
- Rzadki wybór – mówi. – Bertani, dojrzewające przez minimum dwa lata, pochodzi z Włoch. Winogrona są uprawiane w glebie składającej się z wulkanicznego wapnia. Potem winogrona są suszone, dopóki nie robią się z nich rodzynki, co skutkuje winem suchym oraz wyższą zawartością alkoholu.
Gdy oddala się od naszego stolika, uśmiecham się do niej.
- Już przespałam się z tobą, nie musisz zamawiać najdroższego wina w menu, żeby mi zaimponować.
Szczerzę się do niej. – Księżno, najdroższe wino w menu ma sześć cyfr. Zamówiłem to, co lubię.
Przygryza górną wargę i zdaje się skurczyć w sobie.
- Co się dzieje?
- Zawsze tego chciałam – chodzić do restauracji, które hodują własne krowy i posiadają własne butelki wina. Ale czuję się niepewnie – przypominam sobie, że tak naprawdę jestem białą biedotą z dobrą robotą.
Sięgam po jej rękę. – Poza twoją szczególnie niewyparzoną buzią, jesteś najbardziej elegancką kobietą, jaką spotkałem.
Uśmiecha się słabo, jakby mi nie wierzyła. W porządku. Spędzę resztę wieczności na przekonywaniu jej o jej wartości.
Zamawiam jej rostbef. Zawsze jada tylko filet, bo myśli, że tak właśnie powinna.
- Nie jest tak delikatny, ale ma więcej smaku. To jest stekowa wersja ciebie – mówię do niej.
- Dlaczego wiecznie porównujesz mnie do zwierząt, butów i jedzenia?
- Ponieważ widzę świat w różnych odcieniach Olivii. Porównuję je do ciebie – nie na odwrót.
- Wow – odpowiada, upijając swojego wina. – Wpadłeś po uszy.
Zaczynam śpiewać interpretację piosenki „You Got It Bad” Ushera, a ona mnie ucisza, rozglądając się ze wstydem.
- Nigdy nie powinieneś śpiewać – uśmiecha się – ale gdybyś może przetłumaczył ten tekst na francuski…
- Quand vous dites que vous les aimez, et vous savez vraiment tout ce qui sert à la matière n’ont pas d’importance pas plus.
Wzdycha. – Wszystko brzmi lepiej po francusku – może nawet twój śpiew.
Śmieję się, bawiąc się jej palcami.
Ten posiłek jest tutaj niezrównany. Olivia niechętnie zgadza się, że rostbef jest lepszy od fileta. Po skończonym posiłku jesteśmy oprowadzeni po kuchni oraz piwniczce z winem – taki jest zwyczaj w Bern’s.
Nasz przewodnik zatrzymuje się przed zamkniętą klatką, która przypomina bibliotekę butelek z winem. Olivia wytrzeszcza oczy, kiedy nasz przewodnik pokazuje nam butelkę porto, którego uncja kosztuje dwa tysiące dolarów.
- Rozkosz w ustach – mówi komicznie.
Unoszę brwi. Stoję za nią, więc oplatam ją ramionami w talii i mówię do jej włosów. – Chcesz trochę spróbować, Księżno? Rozkosz w twoich ustach…
Potrząsa głową na nie, ale kiwam głową naszemu przewodnikowi. – Proszę wysłać to do Pokoju Deserowego – mówię.
Patrzy na mnie z dezorientacją. – Gdzie?
- Nasza przygoda w Bern’s jeszcze się nie skończyła. Jest tutaj osobna część restauracji, tylko na deser.
Jesteśmy zabrani po schodach do kolejnego przyciemnionego obszaru restauracji. W Pokoju Deserowym jest jak w labiryncie; nie wiem czy zdołamy stąd wyjść bez pomocy. Mijamy tuzin prywatnych szklanych kul, za którymi stoi indywidualny stolik. Każdy gość dostaje prywatność na zjedzenie deseru. Nasz stolik stoi na tyle restauracji i jest na dwie osoby. To dziwne i romantyczne ustawienie. Olivia wypiła dwie lampki wina, a teraz jest zrelaksowana i uśmiechnięta. Gdy zostajemy sami, odwraca się do mnie i mówi coś, przez co krztuszę się wodą.
- Myślisz, że moglibyśmy tutaj uprawiać seks?
Stawiam szklankę na stole i powoli mrugam. – Jesteś pijana, prawda?
- Dawno nie piłam wina – przyznaje. – Czuję się lekko beztroska.
- Beztroska w stylu publicznego seksu?
- Pragnę cię.
Jestem dorosłym mężczyzną, ale serce robi mi fikołka.
- Nie – odpowiadam stanowczo. – To moja ulubiona restauracja. Nie zostanę stąd wyrzucony, bo nie możesz zaczekać godzinę.
- Nie mogę czekać godzinę – wzdycha – proszę.
Zagryzam zęby.
- Robisz to tylko wtedy, kiedy jesteś zły – mówi, pokazując na moją szczękę. – Jesteś zły?
- Tak.
- Dlaczego?
- Bo naprawdę chcę orzechowy deser lodowy.
Pochyla się i jej piersi napierają na stolik. – Bardziej niż mnie?
Wstaję i chwytam ją za rękę, podnosząc ją na nogi. – Możesz doczekać do samochodu?
Potakuje. Gdy mijamy zakręt nasz kelner wraca z naszym porto wartym dwa tysiące pięćdziesiąt dolarów za jedną uncję. Biorę je od niego i podaję Olivii. Wypija je jednym łykiem. Kelner krzywi się i parskam śmiechem, podając mu moją kartę kredytową.
- Proszę się pospieszyć – mówię. Oddala się szybko i przyciskam ją do ściany, żeby ją pocałować. – Czy to była rozkosz w twoich ustach?
- Było w porządku – odpowiada. – Chciałabym wsadzić do ust coś innego…
- Boże.
Całuję ją, żeby móc go posmakować. Kiedy się odwracam, kelner wraca z moją kartą. Szybko podpisuję paragon i wyciągam ją z restauracji.
Po ogromnie pamiętnym kwadransie na tylnym siedzeniu auta na parkingu apteki, jedziemy do lodziarni i zajadamy się lodami w rożkach w gorącu, na zewnątrz.
- Nie dorastają Jaxsonowi do pięt – mówi, oblizując nadgarstek, gdzie polał się jej lód.
Uśmiecham się szeroko, patrząc na ruch drogowy.
- Myślisz, że kiedykolwiek znudzi nam się to?
Zamieniamy się rożkami i przyglądam jej się poprzez zamroczenie. Zamówiła lodziarnianą wersję Cherry Garcia. Ja zamówiłem coś z masłem orzechowym. Obserwuję ją, kiedy je swoje lody. Ma ten wygląd po seksie – zarumienioną skórę, potargane włosy. Jestem zmęczony, ale z łatwością przyjąłbym następną rundę.
- Bardzo w to wątpię, Księżno.
- Czemu?
- Uzależnienie – odpowiadam po prostu. – Może trwać całe życie, jeśli jest nieleczone.
- A jakie jest leczenie?
- Nie obchodzi mnie to.
- Mnie również – mówi, wrzucając resztę mojego rożka do kosza i wycierając ręce o sukienkę.
- Chodźmy. Nasz pokój hotelowy ma jacuzzi.

Nie trzeba prosić mnie dwa razy.