25.7.14

Thief - rozdział 23

Przeszłość

Cztery miesiące po uniewinnieniu Leah wniosłem sprawę o rozwód. Chwila – chwila, w której podjąłem decyzję, poczułem jak ogromny ciężar unosi się z moich ramion. Niekoniecznie wierzyłem w rozwody, ale nie można było trwać w czymś, co cię zabijało. Czasami tak mocno spieprzałeś swoje życie, że musiałeś uginać się przed swoimi błędami. Wygrały. Musiałem być pokorny… i iść dalej. Leah sądziła, że jest ze mną szczęśliwa, ale jak miałem kogoś uszczęśliwiać, kiedy byłem wewnątrz tak martwy? Ona nawet nie znała prawdziwego mnie. To było jak lunatykowanie; bycie poślubionym z kimś, kogo się nie kochało. Próbowałeś zapełnić się pozytywami – budowaniem domów, jeżdżeniem na wakacje i chodzeniem na zajęcia gotowania – robić wszystko, żeby nawiązać więź z osobą, z którą powinno nawiązać się więź przed powiedzeniem tak. Wszystko to było puste, walczenie o coś, czego nigdy nie było. Moją winą było ożenienie się z nią, popełniłem wiele błędów. Pora była na ruszenie dalej. Wypełniłem papiery.

Olivia
- To była moja pierwsza myśl.
Turner
- To była moja druga myśl.
Sukinsyn
- To była moja trzecia myśl. Potem złożyłem je wszystkie w jedno zdanie: Ten sukinsyn Turner zamierza poślubić Olivię!
Ile czasu miałem? Czy ona nadal mnie kochała? Mogła mi wybaczyć? Gdybym mógł odciągnąć ją od tego pieprzonego idioty, to czy moglibyśmy zbudować coś na gruzie, który stworzyliśmy? Myślenie o tym doprowadzało mnie do szału – złościło mnie. Oboje powiedzieliśmy tyle kłamstw, zgrzeszyliśmy przeciwko sobie – przeciwko wszystkim, którzy stanęli na naszej drodze. Próbowałem raz jej powiedzieć. To było podczas rozprawy. Przyszedłem wcześniej na salę sądową, żeby spróbować złapać ją samą. Miała na sobie mój ulubiony odcień błękitu – lotniskowy niebieski. To były jej urodziny.
- Wszystkiego najlepszego.
Podniosła wzrok. Moje serce bębniło od emocji, tak jak zawsze to robiło, kiedy na mnie patrzyła.
- Jestem zaskoczona, że pamiętałeś.
- Dlaczego?
- Och, jedynie zapominałeś okropnie dużo rzeczy przez parę ostatnich lat.
Uśmiechnąłem się lekko na jej docinek.
- Nigdy ciebie nie zapomniałem…
Poczułem przypływ adrenaliny. To było to – miałem wyznać całą prawdę. Wtedy wszedł do środka prokurator. Prawda została odłożona na później.

Wyprowadziłem się z domu, który dzieliłem z Leah i wróciłem do mojego mieszkania. Przemierzałem korytarze, piłem szkocką. Czekałem.
Czekałem na co? Na to, że ona przyjdzie do mnie? Na to, że ja pójdę do niej? Czekałem, bo byłem tchórzem. Taka była prawda.
Podszedłem do mojej szuflady na skarpetki – niesławnego opiekuna pierścionków zaręczynowych oraz innych pamiątek – i przesunąłem palcami po spodzie. Kiedy moje palce to znalazły, poczułem czegoś przypływ. Przetarłem leciutko kciukiem zieloną powierzchnię „pocałunkowego” pensa. Patrzyłem na niego przez pełną minutę, wspominając obrazy wielu razu, kiedy był wymieniany na pocałunki. To była ozdóbka, tani chwyt, który raz zadziałał, ale ewoluował w coś o wiele ważniejszego.
Założyłem dres i poszedłem pobiegać. Bieganie pomagało mi w myśleniu. Przetrawiałem wszystko w głowie, kierując się na plażę, mijając małą dziewczynkę i jej matkę, kiedy szły razem ręka w rękę. Uśmiechnąłem się. Dziewczynka miała długie czarne włosy i zdumiewająco niebieskie oczy – wyglądała jak Olivia. Czy tak wyglądałaby nasza córka? Przestałem biec i pochyliłem się, kładąc ręce na kolanach. Nie musiała być to sytuacja „co by było gdyby”. Nadal mogliśmy mieć naszą córkę. Wsunąłem rękę do kieszeni i wyciągnąłem pensa. Ruszyłem truchtem do mojego samochodu.
Nie było żadnej innej pory jak teraz. Jeżeli Turner stanie mi na drodze, to po prostu zrzucę go z balkonu. Byłem zlany potem i zdeterminowany, gdy odpaliłem samochód.
Znajdowałem się jedną milę od mieszkania Olivii, kiedy dostałem telefon.
Numer, którego nie rozpoznawałem. Odebrałem.
- Caleb Drake?
- Tak? – Moje słowa były szorstkie. Skręciłem w lewo na Ocean i przycisnąłem gaz.
- Miał miejsce… incydent z pańską żoną.
- Moją żoną? – Boże, co ona teraz zrobiła? Pomyślałem o zatargu, który miała z sąsiadami o ich psa i zastanawiałem się czy zrobiła coś głupiego.
- Nazywam się doktor Letche, dzwonię z West Boca Medical Center. Panie Drake, pana żona została tu przyjęta kilka godzin temu.
Wcisnąłem hamulec, przekręciłem kierownicę tak, że opony wydały pisk i skierowałem samochód w przeciwną stronę. SUV skręcił gwałtownie, żeby mnie wyminąć i zatrąbił.
- Czy nic jej nie jest?
Lekarz chrząknął. – Połknęła butelkę tabletek nasennych. Pańska gosposia ją znalazła i zadzwoniła po pogotowie. Jest teraz w stanie stabilnym, ale chcielibyśmy, żeby pan przyjechał.
Zatrzymałem się na światłach i przeczesałem ręką włosy. To była moja wina. Wiedziałem, że ciężko przyjęła separację, ale samobójstwo… Nawet nie było to do niej podobne.
- Oczywiście – jestem w drodze.
Rozłączyłem się. Rozłączyłem się i uderzyłem pięścią w kierownicę. Niektóre rzeczy po prostu miały się nie wydarzyć.

Kiedy przyjechałem do szpitala Leah była przytomna i chciała się ze mną zobaczyć. Wszedłem do jej pokoju i stanęło mi serce. Leżała oparta o poduszki, jej włosy były gniazdem szczura, a jej skóra tak blada, że była prawie przejrzysta. Miała zamknięte oczy, więc miałem chwilę, żeby się opanować zanim mnie zobaczyła.
Gdy zrobiłem kilka kroków do jej pokoju, otworzyła oczy. Jak tylko mnie zobaczyła zaczęła płakać. Usiadłem na brzegu jej łóżka i przytuliła się do mnie, szlochając tak mocno, że czułem jak jej łzy przesiąkły moją bluzkę. Trzymałem ją tak przez długi czas. Chciałbym powiedzieć, że miałem głębokie myśli podczas tego czasu, ale tak nie było. Byłem otępiały, rozproszony. Coś mnie irytowało i nie potrafiłem stwierdzić co. Jest tutaj zimno, powiedziałem sobie.
- Leah – odezwałem się w końcu, odsuwając ją od mojego torsu i oparłem ją o poduszki. – Dlaczego?
Jej twarz była mokra i czerwona. Ciemne półksiężyce okalały jej oczy. Odwróciła wzrok.
- Zostawiłeś mnie.
Dwa słowa. Czułem tak wielkie poczucie winy, że ledwo co mogłem przełknąć ślinę.
To była prawda.
- Leah – powiedziałem. – Nie jestem dla ciebie dobry. Ja…
Przerwała mi, odpychając mój komentarz na mroźne powietrze szpitala.
- Caleb, proszę, wróć do domu. Jestem w ciąży.
Zamknąłem oczy.
Nie!
Nie!
Nie…

- Połknęłaś butelkę tabletek nasennych i próbowałaś zabić siebie oraz moje dziecko?
Nie potrafiła na mnie spojrzeć.
- Myślałam, że mnie zostawiłeś. Nie chciałam żyć. Proszę, Caleb… to było takie głupie. Przepraszam.

Nie potrafiłem nazwać emocji, którą odczuwałem. Byłem gdzieś pomiędzy chęcią zostawienia jej na zawsze, a chęcią pozostania i zatroszczenia się o moje dziecko.
- Nie mogę ci tego wybaczyć – powiedziałem. – Masz obowiązek chronienia czegoś, czemu dałaś życie. Mogłaś ze mną o tym porozmawiać. Zawsze będę w pobliżu, żeby ci pomóc.
Zobaczyłem, jak trochę koloru powróciło do jej policzków.
- Masz na myśli… pomożesz mi, kiedy będzie rozwiedzeni? – Opuściła głowę i spojrzała na mnie. Chyba zobaczyłem ogień w jej tęczówkach.
Nic nie powiedziałem. Trwaliśmy w konkursie wzrokowym. Dokładnie to miałem na myśli.
- Jeśli ze mną nie zostaniesz, nie zatrzymam dziecka. Nie mam zamiaru być samotną matką.
- Nie mówisz chyba poważnie?
Nigdy bym nie pomyślał, że zagrozi mi czymś takim. To był cios poniżej pasa. Otworzyłem usta, żeby jej zagrozić – powiedzieć coś, czego pewnie pożałuję, ale usłyszałem kroki. Szybkie kroki, które oznaczały lekarza.
- Chciałabym trochę prywatności, żeby porozmawiać z moim lekarzem o moich możliwościach – powiedziała cicho.
- Leah…
Uniosła gwałtownie głowę. – Wyjdź.
Przeniosłem wzrok na lekarza, który prawdopodobnie był doktorem Letche. Jej twarz znowu była blada, wyzbyta gniewu.
Zanim lekarz mógłby coś powiedzieć, Leah oświadczyła, że wychodzę.
Zatrzymałem się na progu i nie odwracając się, powiedziałem. – Dobra, Leah. Zrobimy to razem.

Nie musiałem patrzeć na jej twarz, by wiedzieć, że pełna była triumfu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz