Przeszłość
Cztery
miesiące po uniewinnieniu Leah wniosłem sprawę o rozwód. Chwila – chwila, w
której podjąłem decyzję, poczułem jak ogromny ciężar unosi się z moich ramion.
Niekoniecznie wierzyłem w rozwody, ale nie można było trwać w czymś, co cię
zabijało. Czasami tak mocno spieprzałeś swoje życie, że musiałeś uginać się
przed swoimi błędami. Wygrały. Musiałem być pokorny… i iść dalej. Leah sądziła,
że jest ze mną szczęśliwa, ale jak miałem kogoś uszczęśliwiać, kiedy byłem
wewnątrz tak martwy? Ona nawet nie znała prawdziwego mnie. To było jak
lunatykowanie; bycie poślubionym z kimś, kogo się nie kochało. Próbowałeś
zapełnić się pozytywami – budowaniem domów, jeżdżeniem na wakacje i chodzeniem
na zajęcia gotowania – robić wszystko, żeby nawiązać więź z osobą, z którą powinno
nawiązać się więź przed powiedzeniem tak.
Wszystko to było puste, walczenie o coś, czego nigdy nie było. Moją winą było
ożenienie się z nią, popełniłem wiele błędów. Pora była na ruszenie dalej.
Wypełniłem papiery.
Olivia
- To była
moja pierwsza myśl.
Turner
- To była
moja druga myśl.
Sukinsyn
- To była
moja trzecia myśl. Potem złożyłem je wszystkie w jedno zdanie: Ten sukinsyn Turner zamierza poślubić
Olivię!
Ile czasu
miałem? Czy ona nadal mnie kochała? Mogła mi wybaczyć? Gdybym mógł odciągnąć ją
od tego pieprzonego idioty, to czy moglibyśmy zbudować coś na gruzie, który
stworzyliśmy? Myślenie o tym doprowadzało mnie do szału – złościło mnie. Oboje
powiedzieliśmy tyle kłamstw, zgrzeszyliśmy przeciwko sobie – przeciwko
wszystkim, którzy stanęli na naszej drodze. Próbowałem raz jej powiedzieć. To
było podczas rozprawy. Przyszedłem wcześniej na salę sądową, żeby spróbować
złapać ją samą. Miała na sobie mój ulubiony odcień błękitu – lotniskowy
niebieski. To były jej urodziny.
-
Wszystkiego najlepszego.
Podniosła
wzrok. Moje serce bębniło od emocji, tak jak zawsze to robiło, kiedy na mnie
patrzyła.
- Jestem
zaskoczona, że pamiętałeś.
- Dlaczego?
- Och, jedynie zapominałeś okropnie
dużo rzeczy przez parę ostatnich lat.
Uśmiechnąłem się lekko na jej docinek.
- Nigdy
ciebie nie zapomniałem…
Poczułem
przypływ adrenaliny. To było to – miałem wyznać całą prawdę. Wtedy wszedł do
środka prokurator. Prawda została odłożona na później.
Wyprowadziłem
się z domu, który dzieliłem z Leah i wróciłem do mojego mieszkania.
Przemierzałem korytarze, piłem szkocką. Czekałem.
Czekałem na
co? Na to, że ona przyjdzie do mnie? Na to, że ja pójdę do niej? Czekałem, bo
byłem tchórzem. Taka była prawda.
Podszedłem
do mojej szuflady na skarpetki – niesławnego opiekuna pierścionków
zaręczynowych oraz innych pamiątek – i przesunąłem palcami po spodzie. Kiedy
moje palce to znalazły, poczułem czegoś przypływ. Przetarłem leciutko kciukiem
zieloną powierzchnię „pocałunkowego” pensa. Patrzyłem na niego przez pełną
minutę, wspominając obrazy wielu razu, kiedy był wymieniany na pocałunki. To
była ozdóbka, tani chwyt, który raz zadziałał, ale ewoluował w coś o wiele
ważniejszego.
Założyłem
dres i poszedłem pobiegać. Bieganie pomagało mi w myśleniu. Przetrawiałem
wszystko w głowie, kierując się na plażę, mijając małą dziewczynkę i jej matkę,
kiedy szły razem ręka w rękę. Uśmiechnąłem się. Dziewczynka miała długie czarne
włosy i zdumiewająco niebieskie oczy – wyglądała jak Olivia. Czy tak
wyglądałaby nasza córka? Przestałem biec i pochyliłem się, kładąc ręce na
kolanach. Nie musiała być to sytuacja „co by było gdyby”. Nadal mogliśmy mieć
naszą córkę. Wsunąłem rękę do kieszeni i wyciągnąłem pensa. Ruszyłem truchtem
do mojego samochodu.
Nie było
żadnej innej pory jak teraz. Jeżeli Turner stanie mi na drodze, to po prostu
zrzucę go z balkonu. Byłem zlany potem i zdeterminowany, gdy odpaliłem
samochód.
Znajdowałem
się jedną milę od mieszkania Olivii, kiedy dostałem telefon.
Numer,
którego nie rozpoznawałem. Odebrałem.
- Caleb
Drake?
- Tak? –
Moje słowa były szorstkie. Skręciłem w lewo na Ocean i przycisnąłem gaz.
- Miał
miejsce… incydent z pańską żoną.
- Moją
żoną? – Boże, co ona teraz zrobiła? Pomyślałem
o zatargu, który miała z sąsiadami o ich psa i zastanawiałem się czy zrobiła
coś głupiego.
- Nazywam
się doktor Letche, dzwonię z West Boca Medical Center. Panie Drake, pana żona
została tu przyjęta kilka godzin temu.
Wcisnąłem
hamulec, przekręciłem kierownicę tak, że opony wydały pisk i skierowałem
samochód w przeciwną stronę. SUV skręcił gwałtownie, żeby mnie wyminąć i
zatrąbił.
- Czy nic
jej nie jest?
Lekarz
chrząknął. – Połknęła butelkę tabletek nasennych. Pańska gosposia ją znalazła i
zadzwoniła po pogotowie. Jest teraz w stanie stabilnym, ale chcielibyśmy, żeby
pan przyjechał.
Zatrzymałem
się na światłach i przeczesałem ręką włosy. To była moja wina. Wiedziałem, że
ciężko przyjęła separację, ale samobójstwo… Nawet nie było to do niej podobne.
-
Oczywiście – jestem w drodze.
Rozłączyłem
się. Rozłączyłem się i uderzyłem pięścią w kierownicę. Niektóre rzeczy po
prostu miały się nie wydarzyć.
Kiedy
przyjechałem do szpitala Leah była przytomna i chciała się ze mną zobaczyć.
Wszedłem do jej pokoju i stanęło mi serce. Leżała oparta o poduszki, jej włosy
były gniazdem szczura, a jej skóra tak blada, że była prawie przejrzysta. Miała
zamknięte oczy, więc miałem chwilę, żeby się opanować zanim mnie zobaczyła.
Gdy
zrobiłem kilka kroków do jej pokoju, otworzyła oczy. Jak tylko mnie zobaczyła
zaczęła płakać. Usiadłem na brzegu jej łóżka i przytuliła się do mnie,
szlochając tak mocno, że czułem jak jej łzy przesiąkły moją bluzkę. Trzymałem
ją tak przez długi czas. Chciałbym powiedzieć, że miałem głębokie myśli podczas
tego czasu, ale tak nie było. Byłem otępiały, rozproszony. Coś mnie irytowało i
nie potrafiłem stwierdzić co. Jest tutaj
zimno, powiedziałem sobie.
- Leah –
odezwałem się w końcu, odsuwając ją od mojego torsu i oparłem ją o poduszki. –
Dlaczego?
Jej twarz
była mokra i czerwona. Ciemne półksiężyce okalały jej oczy. Odwróciła wzrok.
-
Zostawiłeś mnie.
Dwa słowa.
Czułem tak wielkie poczucie winy, że ledwo co mogłem przełknąć ślinę.
To była
prawda.
- Leah –
powiedziałem. – Nie jestem dla ciebie dobry. Ja…
Przerwała
mi, odpychając mój komentarz na mroźne powietrze szpitala.
- Caleb,
proszę, wróć do domu. Jestem w ciąży.
Zamknąłem
oczy.
Nie!
Nie!
Nie…
-
Połknęłaś butelkę tabletek nasennych i próbowałaś zabić siebie oraz moje
dziecko?
Nie
potrafiła na mnie spojrzeć.
-
Myślałam, że mnie zostawiłeś. Nie chciałam żyć. Proszę, Caleb… to było takie
głupie. Przepraszam.
Nie
potrafiłem nazwać emocji, którą odczuwałem. Byłem gdzieś pomiędzy chęcią
zostawienia jej na zawsze, a chęcią pozostania i zatroszczenia się o moje
dziecko.
- Nie
mogę ci tego wybaczyć – powiedziałem. – Masz obowiązek chronienia czegoś, czemu
dałaś życie. Mogłaś ze mną o tym porozmawiać. Zawsze będę w pobliżu, żeby ci
pomóc.
Zobaczyłem,
jak trochę koloru powróciło do jej policzków.
- Masz
na myśli… pomożesz mi, kiedy będzie rozwiedzeni? – Opuściła głowę i spojrzała
na mnie. Chyba zobaczyłem ogień w jej tęczówkach.
Nic nie
powiedziałem. Trwaliśmy w konkursie wzrokowym. Dokładnie to miałem na myśli.
- Jeśli
ze mną nie zostaniesz, nie zatrzymam dziecka. Nie mam zamiaru być samotną
matką.
- Nie
mówisz chyba poważnie?
Nigdy
bym nie pomyślał, że zagrozi mi czymś takim. To był cios poniżej pasa.
Otworzyłem usta, żeby jej zagrozić – powiedzieć coś, czego pewnie pożałuję, ale
usłyszałem kroki. Szybkie kroki, które oznaczały lekarza.
-
Chciałabym trochę prywatności, żeby porozmawiać z moim lekarzem o moich
możliwościach – powiedziała cicho.
- Leah…
Uniosła
gwałtownie głowę. – Wyjdź.
Przeniosłem
wzrok na lekarza, który prawdopodobnie był doktorem Letche. Jej twarz znowu
była blada, wyzbyta gniewu.
Zanim
lekarz mógłby coś powiedzieć, Leah oświadczyła, że wychodzę.
Zatrzymałem
się na progu i nie odwracając się, powiedziałem. – Dobra, Leah. Zrobimy to
razem.
Nie
musiałem patrzeć na jej twarz, by wiedzieć, że pełna była triumfu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz