5.3.14

Dirty Red - rozdział 18

Przeszłość

Caleb wrócił do mnie. Wiedziałam, że tak będzie. Nie dlatego, że mieliśmy coś niezastąpionego, ale dlatego, że byłam zatwardziałą konserwatystką. Walczyłam o to, czego pragnęłam i wyrzuciłam jego przeszłość z miasta. Ona już nie wróci. Byłam tego całkiem pewna. Była zbyt wielkim tchórzem. Gdy znalazłam te listy i zdjęcia, wiedziałam, że w pewnym sensie żywiła ona do niego głębokie uczucia. Kobieta nie trzymała pudełka wspomnień, dopóki płomień wciąż mocno nie płonął. Wykorzystałam to na moją korzyść. Zagrałam na jej poczuciu winy i dzięki Bogu zareagowała. Gdyby walczyła mocniej, coś mi mówiło, że bym przegrała.
Wrócił do siebie po tym jak wyjechała. Musiałam patrzeć jak łamało się jego serce… w ciszy. To było bolesne. Byłam tak zazdrosna, że ledwo mogłam oddychać. Nie powiedział mi, co wydarzyło się pomiędzy nimi i dlaczego miałby to zrobić? Był zdezorientowany. Nie miałam wyboru, jak tylko czekać. Dotarło to do mnie; fakt, że najwyraźniej bardzo mu na niej zależało przed amnezją, tak bardzo, że te uczucia nadal tam pozostały, chociaż jego pamięć nie. Byłoby to interesujące psychologiczne badanie gdyby nie było to tak niesamowicie popieprzone. Wiele razy wpatrywał się w przestrzeń po tym jak zakończyłam ich mały romans. Podczas tych dni mogłabym stać tuż przed nim, a on i tak by mnie nie widział. Zastanawiałam się, co powie, kiedy wróci jego pamięć. Powie mi, że ta dziewczyna była z jego przeszłości czy może będzie udawał, że nigdy się to nie wydarzyło?
A wtedy jego pamięć rzeczywiście wróciła. Zdarzyło się to nagle, w kwietniowy wtorek. Byłam w pracy, kiedy do mnie zadzwonił.
- O mój Boże – powiedziałam, wstając. Jadłam obiad ze współpracownikami w pokoju socjalnym, ale od razu chciałam do niego pojechać.
- Jak się czujesz? – spytałam ostrożnie. Wyszłam na korytarz dla prywatności. Wspomni Olivię? Był zły?
- Nic mi nie jest. – Zamilkł. – Cieszę się, że to już koniec.
- Powinniśmy to uczcić. Jak tylko skończę pracę, mogę się z tobą spotkać.
Zawahał się. – Jasne, Leah. Chcę z tobą porozmawiać o wielu rzeczach.
Zadrżało mi serce. Co to oznaczało? Teraz, kiedy pamiętał kim byłam, może chciał pójść ze mną dalej. Odsunęłam tę myśl. Nie ma sensu nabierać pustych nadziei.
- Dobra, zobaczymy się po pracy. I Caleb… - Wstrzymałam oddech. – Kocham cię.
Przez chwilę trwała cisza, podczas której moje serce kłóciło się z żołądkiem, komu jest bardziej niedobrze.
- Też cię kocham, Leah. – Rozłączył się. Oparłam się o ścianę.
Pamiętał, że mnie kochał. Czekałam wiele miesięcy, żeby usłyszeć te słowa. Rozpłakałam się, a potem zadzwoniłam do Katine i Courtney. Katine był podekscytowana, Courtney nie bardzo.
- Więc przypomniał sobie wszystko… tak nagle? – zapytała moja siostra po tym jak jej powiedziałam.
- Tak, tak to działa.
- Po prostu trudno mi uwierzyć, że można zapomnieć o swojej dziewczynie na wiele miesięcy, a potem bam! Niespodziewanie wszystko powraca.
- Możesz po prostu cieszyć się z mojego szczęścia? – warknęłam. – W końcu możemy iść dalej z naszym związkiem.
- Co jeśli on nie chce iść dalej? – zapytała. Serce na moment mi zamarło. Powiedział, że chce ze mną porozmawiać. Czy to nie były niesławne słowa zerwania?
- Courtney – syknęłam – naprawdę mnie wkurzasz.
- Staram się tylko o ciebie dbać. Facet miał związek z inną kobietą, na litość boską. Obudź się, Leah. On nie jest taki idealny, jak ci się wydaje.
Rozłączyłam się. Courtney była zgorzkniała. Ostatnio zerwała ze swoim chłopakiem i wyżywała się na Calebie. Nie zamierzałam jej pozwolić zgasić mojego ducha. Caleb wrócił i był mój.

Weszłam do jego mieszkania bez pukania. Teraz kiedy pamiętał kim byłam, nie było potrzeby na pozory. Stał w kuchni, popijając piwo, jego włosy nadal były mokre po prysznicu.
Upuściłam torebkę i podbiegłam do niego. Zdołał odstawić butelkę na blat, kiedy rzuciłam się na niego. Złapał mnie ze śmiechem.
- Cześć, Ruda.
- Cześć, Caleb.
Patrzyliśmy na siebie dobrą minutę zanim mnie postawił.
- Jak się czujesz?
- Dobrze… świetnie. Po prostu… jest tyle…
Położyłam rękę na jego ustach. – Nie musisz nic mówić. Cieszę się, że wróciłeś.
Zanim mógłby się kłócić, uniosłam się na palcach i go pocałowałam. Początkowo był zaskoczony. Poczułam jego ręce na moich ramionach, próbował mnie odsunąć. Objęłam dłońmi jego szyję. Byłam terytorialna. Bóg wie, co on robił z tamtą kobietą. Musiałam ponownie go posiąść, chciałam, żeby pocałował mnie tak jak przed wypadkiem. Nie zrobił tego. Kiedy się odsunęłam, nie patrzył na mnie.
- Caleb, co się dzieje? Pamiętasz wszystko, prawda?
- Tak.
- Czuję, że nadal traktujesz mnie, jakbyś nie wiedział kim jestem.
Podszedł do okna, stając do mnie plecami. Objęłam się ramionami, zamykając oczy. Dlaczego nagle było mi tak zimno?
- Zrywasz ze mną, prawda?
Jego ciało było sztywne, ale obrócił do mnie głowę. – Wciąż byliśmy razem? Pamiętam, że zerwałaś ze mną w poranek wypadku.
Przełknęłam ślinę. To była prawda.
- Wypadek pokazał mi wiele rzeczy inaczej – odparłam ostrożnie. – Prawie cię straciłam.
- Wypadek mnie także pokazał wiele rzeczy inaczej, Leah. Zmienił wszystko – to, czego chciałem… to co myślałem, że mogę mieć…
Potrząsnęłam głową. Nie rozumiałam o czym mówił. Chodziło mu o nią?
Wcisnęłam się pomiędzy niego a okno, więc był zmuszony patrzeć na mnie. – Caleb, przed wypadkiem chciałeś mnie. Dalej mnie chcesz?
Nastąpiły najdłuższe dwie minuty mojego życia. Zaczęłam odchodzić. Chwycił mnie za ramię.
Już się rozkleiłam. Nie chciałam, żeby widział.
- Leah, spójrz na mnie.
Spojrzałam.
- Byłem naprawdę samolubny…
- Nie obchodzi mnie to – powiedziałam szybko – byłeś zdezorientowany.
- Wiedziałem, co robię.
Spojrzałam na niego. – Co masz na myśli?
Przeklął, przeczesując ręką włosy.
Ktoś zapukał do drzwi.
- Niech to szlag… szlag! – Przycisnął dłonie do oczu, po czym odszedł, żeby otworzyć.
To byli Luca i Steve. Wzięłam moją torebkę i pobiegłam do łazienki, żeby poprawić twarz, nim mogliby mnie zobaczyć. Jeśli moja matka nauczyła mnie czegoś w życiu, to tego, żeby nie zostać przyłapanym z emocjami na wierzchu.
- Leah! – wykrzyknęła, kiedy wyszłam z łazienki. Podeszła do mnie jak kocica. Oparłam się pokusie, żeby się cofnąć. Różnicą pomiędzy Lucą i moją matką była ogromna ilość szczerości matczynej miłości. Ta kobieta kochała swojego syna na sposoby, z którymi byłam obca. Była to miłość bezwarunkowa. Zazdrościłam mu tego. Coś w jej potrzebie, żeby zawsze mnie obejmować wprawiało mnie w zakłopotanie. Czułam się sprawdzana za każdym razem, kiedy to robiła, jakby testowała moje kości, aby sprawdzić czy zasługiwały na jej syna. Pozwoliłam jej na to, patrząc na Caleba ponad jej ramieniem. Obserwował nas z dziwną miną.
Kiedy się odsunęła, nie puszczała moich ramion i spojrzała mi w oczy.
- Caleb, ta dziewczyna… - Spojrzała na niego przez ramię, potem znowu na mnie ze łzami w oczach. – Ta dziewczyna jest rzadkością.
Moje zdziwienie musiało być widoczne na mojej twarzy. Znowu mnie przytuliła. – Dziękuję ci, Leah. Byłaś taka lojalna mojemu synowi. Matka nie mogłaby prosić o nic lepszego.
Nie tylko ja byłam w szoku. Twarz Caleba trwała pośrodku zdumienia i skonsternowania.
Gdy złapałam jego spojrzenie, wzruszył ramionami i uśmiechnął się.
Zostali przez większość wieczoru, rozmawiając i popijając szampana – którego przynieśli, żeby świętować. Wyszłam, kiedy oni. Przy drzwiach Caleb złapał mój nadgarstek, zanim mogłabym odejść.
- Leah. – Jego głos był ochrypły. – Moja matka miała rację. Bez względu na wszystko byłaś przy mnie. Nawet kiedy…
Pokręciłam głową. – Nie chcę o tym rozmawiać. – O niej.
Zmrużył oczy. Czułam się jakby widział mnie po raz pierwszy od wielu miesięcy.
- Nie musiałaś. Wstyd, że to matka musiała mi to pokazać.
- O czym mówisz, Caleb?
- Nie doceniłem cię. Twojej lojalności. Twojego zaufania. Przepraszam.
Przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Nie wiedziałam, co jego słowa dla nas znaczyły, ale zamierzałam dalej przy nim być, żeby się dowiedzieć.
- Odprowadzę cię do auta.
Potaknęłam, ocierając łzy koniuszkami palców.

Proszę, Boże, nie pozwól mu mnie zranić.

Dirty Red - rozdział 17

Teraźniejszość

Nikt nie przychodzi. Do południa uświadamiam sobie, że zrujnowałam moje małżeństwo i dziś jest dzień wolny Sama. Wyciągam szkocką. Nawet nie lubię szkockiej, ale z jakiegoś powodu sprawia, że czuję się połączona z Calebem.
Ten mały bachor wreszcie śpi. Widzę się w odbiciu przedpokojowego lustra, kiedy kieruję się do łazienki wziąć prysznic. Wyglądam jak jedna z tych pulchnych matek ze strąkowymi włosami, które zajmują parkowe ławki, w ich oczach nie ma już żadnej nadziei. Czy taka mam się stać? Samotną matką, noszącą brzydkie dżinsy i dającą te obrzydliwe krakersy w kształcie rybek w czasie przekąski?
Nie – wyprostowuję ramiona. Jeśli mam zamiar to zrobić, nie będę chodzić do przeklętego parku. Polecę do Francji i będę karmić ją kawiorem i pasztecikami. Mogę być lepsza niż stereotypy. Mogę być matką Chanel.
Kiedy wychodzę spod prysznica czuję się jak nowa kobieta. Nic dziwnego, że Caleb pije tę drogą rzecz. Praktycznie jestem w siódmym niebie. Gdy dziecko się budzi, karmię ją mlekiem, które wcześniej odciągnęłam. Ona już wydaje się wybredna, jakby butelka była niedogodnością, a nie posiłkiem. Wrzeszczy i obraca głową, aż jej skóra jest tak czerwona jak kłaczki na czubku jej głowy.
Wsuwam ją do jej buzi, dopóki w końcu jej nie łapie ustami, burcząc z zamkniętymi oczami.
- Przegrałaś tę bitwę, co? – pytam, opierając głowę o fotel i przymykając oczy. – Jeśli myślisz, że będę to robić cały czas, to się mylisz. Rozpieszczony rudy bachor.
Budzę się w fotelu. Dziecko śpi na moim ramieniu. Czuję jej ciepło przesiąkające przez ubrania i słyszę jej małe oddechy w uchu. Kładę ją do łóżeczka najdelikatniej jak potrafię i sprawdzam komórkę.
Nic od Caleba, ale dwa telefony od Sama. Zamierzam zadzwonić do mojego łobuza pana niańki, kiedy wysyła mi wiadomość.
Sam: Grypa żołądkowa, potrzebuję parę dni wolnego.
Zanim orientuję się, co robię, mój telefon wylatuje z mojej ręki, kierując się w stronę moich pięknych, pieprzonych marmurowych schodów. Zamykam oczy, słysząc jak rozbija się na tuzin kawałków. Moje całe życie się rozpada.
Dziecko zaczyna płakać, ja zaczynam płakać. Rozbijam jeszcze kilka bezcennych antyków i biorę się w garść. Mam do opieki cholerne dziecko. Gdy wracam do jej pokoju, mój płacz zmienił się w zawodzenie i już wyciągnęłam pierś.

Sam znajduje mnie w moim zwykłym miejscu na podłodze obok jej łóżeczka. Szturcha mnie stopą w żebra i odpycham jego nogę.
- Przestałaś się myć?
Kiedy nie odpowiadam, podnosi mnie na nogi, rzucając szybkie spojrzenie do łóżeczka zanim mnie wyprowadza.
- Nie zabiłam jej – dukam – jeśli tak myślisz.
Ignoruje mnie, pchając mnie do sypialni.
- To że jesteś matką nie oznacza, że nie możesz zajmować się samą sobą.
Rzucam mu nieprzyjemne spojrzenie. Najwyraźniej nie ma pojęcia jak to jest zajmować się dzieckiem. Wpycha mnie do łazienki i odkręca prysznic.
- Caleb zadzwonił, żeby powiedzieć, że nie wraca do domu – mówi, nie patrząc na mnie. Odpycham jego ręce. – Co jeszcze powiedział?
Sam nie chce mi odpowiedzieć. Jest źle. Jest naprawdę źle. Caleb nie rozgaduje swoich problemów. Jeżeli mówi o czymś cholernemu panu niańce, to dlatego, że musiał podjąć decyzję. Wchodzę pod wodę i pozwalam jej spłynąć po twarzy.
Boże – dlaczego nie pomyślałam o tych nieprzyjemnych konsekwencjach, zanim powiedziałam mu te rzeczy? Czy naprawdę sądziłam, że zranię tylko Caleba? Spieprzyłam sobie dość mocno sprawę, a teraz ten biedny, mały bachor nie będzie miał ojca.
Chyba że.

Kręcę głową. Jak mogłam w ogóle o tym pomyśleć?

Dirty Red - rozdział 16

Przeszłość

Był z nią. Musiał. Pojechałam do jego mieszkania i zadzwoniłam do jego rodziców. Nikt go nie widział ani nie słyszał od niego od kilku dni. Zostawiłam mu sześć wiadomości głosowych, ale ani razu nie oddzwonił. Moje życie zaczynało wyglądać jak niekontrolowany pociąg. Kierowałam się do czegoś złego w zatrważającym tempie. Caleb się ode mnie odsuwał. Moje palce, które kiedyś były splecione z jego, teraz łapały powietrze. Musiałam się czegoś złapać, odzyskać kontrolę. Brałam pod uwagę poproszenie o pomoc matkę, ale kiedy powiedziała mi, żebym poszła za Calebem do mieszkania tej suki, byłam zbyt zawstydzona, żeby mówić jej coś jeszcze o tej sytuacji.
Courtney!
Zadzwoniłam do mojej siostry i wszystko jej opowiedziałam.
- Jeeezu, Leah. Co z tym zrobisz? – Courtney pierwszy rok była nauczycielką. Uczyła matematyki śródmiejskich dzieci w liceum.
- Poważnie, musisz go znaleźć i z nim porozmawiać. Tak w ogóle kim jest ta dziewczyna? Wyraźnie o tobie wie i nic ją to nie obchodzi. Co za bezduszna suka.
- Nie wiem czy on posłucha, Courtney. Nie jest sobą.
Usłyszałam głosy w tle.
- Muszę kończyć – powiedziała. – Robię korepetycje pozalekcyjne. To jest miłość twojego życia. Musisz o niego walczyć.
- Dobrze – odparłam. – Jak?
Milczała przez parę sekund. – Dowiedz się kim jest ta dziewczyna. Jeśli jest tylko przelotnym romansem, daj sobie spokój, wróci do ciebie. Jeśli jest czymś więcej, musisz temu zaprzestać. Słyszysz mnie?
- Słyszę.
Rozłączyła się. Czułam się odmłodzona. Zatrzymałam się po Jamba Juice i pojechałam prosto do kompleksu mieszkań, do której pojechałam za Calebem tydzień wcześniej. Nie było tam jego auta. Zapukałam do drzwi i usłyszałam szczekanie psa. Zapukałam jeszcze raz, głośniej. Jeśli ten cholerny zwierzak dalej będzie tak hałasował, to ktoś zauważy. U moich stóp leżała wycieraczka z „Witaj”, a na lewo stała mała roślina doniczkowa. Trochę rozjaśniała nudny, szary korytarz. Rozglądając się, kucnęłam obok rośliny, podnosząc ją z podłogi. Nic.
Hmmmm.
Wsunęłam palec w glebę, grzebiąc, aż… znalazłam mały woreczek. Starłam palcem brud i przyjrzałam mu się bliżej. Klucz. Prychnęłam. Wstając, wsunęłam klucz do zamka i drzwi się otworzyły. Moje kostki od razu zostały zaatakowane. Zdołałam ominąć brzydką kreaturę i zamknęłam drzwi mieszkania, zamykając ją na zewnątrz. Przystawiłam ucho do drzwi. Słyszałam jej jęk po drugiej stronie, a potem stuk pazurów o beton kiedy odbiegła. Dobrze.
Biorąc głęboki wdech, odwróciłam się, przyglądając mieszkaniu. Było ładne. Przyzwoite. Napracowała się, żeby wyglądało przytulnie. Przeszłam do salonu. Pachniał tak mocno cynamonem, że chciałam odnaleźć jego źródło. Podążyłam za zapachem do jednej z tych wtyczek ściennych i szturchnęłam ją czubkiem buta. Jaka kobieta używała czegoś takiego? Nigdy nawet nie pomyślałam o kupieniu czegoś takiego.
Pieprzyć to. Dosyć obijania się.
Zaczęłam od jej sypialni. Tam właśnie kobiety skrywały ich sekrety od początków… cóż, sekretów. Wysunęłam szuflady jej komody jedna po drugiej, przesuwając dłońmi po jej ubraniach. Kiedy dotarłam do szuflady z bielizną, skrzywiłam się. Proszę, Boże, nie pozwól Calebowi oglądać jej bielizny. Ona nosi koronkę – czarną, białą i różową. Bez wzorów. Zamknęłam szufladę z pustymi rękami i spojrzałam na jej szafę. Jak na razie, jest nudna. Caleb nie interesuje się nudnymi kobietami. Cóż, przynajmniej ten Caleb, którego znałam. Potrząsnęłam głową. Nie miałam pojęcia kim był ten nowy Caleb. Chciałam, żeby wrócił stary.
Zapaliłam światło w szafie. Była dziwacznie zorganizowana. Pudełko po butach stało na półce ponad jej ubraniami. Ściągnęłam go i zabrałam pokrywkę.
Czułam się, jakby ktoś walnął mnie w brzuch. Patrzyło na mnie zdjęcie o wiele młodszego Caleba. Obejmował ramieniem dziewczynę z kruczoczarnymi włosami. Rozpoznałam ją z dnia, kiedy poszłam za nim do jej mieszkania. Co to znaczyło? Oni się znali? Czy Caleb skontaktował się z nią po tym jak dostał amnezji? Próbował skontaktować się ze swoją przeszłością? Przejrzałam zdjęcia. Byli więcej niż przyjaciółmi. O Boże. Zatrzymałam się na zdjęciu, gdzie się całowali i odrzuciłam pudełko.
Co się działo? Czy on wiedział kim ona była czy…
Nie, to musiała być ona. Jakimś cudem dowiedziała się, że stracił pamięć i pojawiła się, żeby zrobić mu w głowie bałagan. O mój Boże. Caleb nie miał pojęcia.
Sięgnęłam po pudełko. W środku były listy z charakterystycznym pismem Caleba. Paliły mnie oczy, kiedy je czytałam. Jego słowa… do tej dziewczyny, o której nic nie wiedziałam. Tyle że to nie była jakaś tam sobie dziewczyna. To była Cherry Garcia. Byłam tego niemal pewna.
Musiałam go znaleźć, powiedzieć mu, co ona wyprawiała. Ale pierwsze rzeczy pierwszymi.

Zebrałam to co potrzebowałam w kupkę i włożyłam do kieszeni. Potem poszłam poszukać nożyczek.