17.7.14

Thief - rozdział 19

Przeszłość

Drzwi były lekko uchylone, kiedy przyjechałem. Zamierzałem zapukać, gdy otworzyły się i wyszedł z nich mężczyzna trzymający worek śmieci. Cofnąłem się, zbyt zaskoczony, żeby się odezwać. Moje myśli popędziły w setkę kierunków. To nie był jej typ. Chciałem go zabić. Dlaczego wynosił jej śmieci? Często tutaj sypiał? Czekałem, aż podniesie wzrok, uważając, że każdy mężczyzna zasługiwał na szansę wytłumaczenia się zanim zostanie pobity.
Był trochę zaskoczony widząc mnie przed sobą. Spojrzał za mnie, by zobaczyć czy jestem z kimś innym i zapytał. – Pomóc w czymś?
Nie zamknął drzwi mieszkania Olivii i widziałem wnętrze.
Puste.
Poczułem, jak powietrze opuszcza moje płuca. Zamknąłem oczy, odchylając głowę. Nie, nie, nie.
Oddaliłem się, wsuwając ręce we włosy i wróciłem do miejsca, skąd konserwator patrzył na mnie dziwnie. Moja natychmiastowa zazdrość sprawiła, że przegapiłem uniform i plakietkę z imieniem. Dlaczego wyjechała? Dlaczego po prostu tu nie zostałem? Wiedziałem, że to zrobiła. Uciekała, kiedy się bała. Myślałem – co ja sobie myślałem? Że mogę ją zatrzymać, bo się kochaliśmy? Że jej demony nie odnajdą jej w gaju pomarańczowym, gdzie sprzedałem swoją duszę, by z nią być?
Spojrzałem na plakietkę przypiętą do jego bluzki.
- Miguel. – Mój głos brzmiał surowo nawet w moich uszach. Miguel uniósł brwi, patrząc jak z trudem wydobywam z siebie słowa. – Kiedy ona… jak dawno?
- Te mieszkanie jest otwarte od dwudziestu czterech godzin – odpowiedział, wskazując na mieszkanie za nim. – Mamy listę oczekujących. Musimy je przygotować na następnych dzierżawców.
Dwadzieścia cztery godziny? Gdzie ona pojechała? Czy od razu wyjechała? Czy coś ją wystraszyło?
Przeczesuję dłonią włosy. Zostawiłem ją zaledwie dwa dni temu, żeby rozwiązać moje sprawy. Tańczyłem z nią na parkingu zanim odjechałem. Próbowała wyznać mi prawdę, ale powstrzymałem ją. Gdy dowiedziałaby się o amnezji, wymyśliłaby każdy możliwy powód, żeby ode mnie uciec. Planowałem zamknąć ją w mieszkaniu, znowu się z nią kochać i przekonać, że może nam się udać. Ale najpierw musiałem rozwiązać pewne sprawy, aby zacząć nowe.
Zostawiłem Olivię i pojechałem prosto do domu Leah. Kiedy otworzyła drzwi widziałem, że płakała. Zajęło mi pół godziny złamanie jej serca. Bolało mnie to. Nie zrobiła nic, żeby zasłużyć na to, co jej robiłem. Powiedziałem jej, że kogoś poznałem. Nie pytała kogo, choć podejrzewałem, iż wiedziała, skro kilka tygodni wcześniej śledziła mnie do mieszkania Olivii. Zanim wyszedłem pocałowałem ją w czoło. Nie powiedziałem jej o amnezji. Nie chciałem jeszcze bardziej jej ranić.
Następnie pojechałem do mojego mieszkania. Stojąc pod prysznicem myślałem o naszym wspólnym tygodniu. Myślałem o gaju pomarańczowym, o tym jak smakowała, o tym, że jej skóra miała dotyk zimnego atłasu pod moimi palcami. Gdy pomyślałem o pierwszym momencie bycia wewnątrz niej, o tym jak jej oczy rozszerzyły się, a usta rozchyliły, musiałem oblać się zimną wodą.
Dała mi wszystko – wszystko, od czego wcześniej się powstrzymywała. Była inna. Ale również była taka sama. Uparta, wyzywająca… pełna kłamstw.
Wcześniej próbowałem ją złamać. Teraz pragnąłem ją taką, jaka była. Pragnąłem każdej pięknej skazy. Pragnąłem zabawnych ripost i chłodu, który tylko ja wiedziałem, jak rozgrzać. Pragnąłem kłótni, tarcia i seksu na zgodę. Pragnąłem, żeby każdego poranka budziła się w moim łóżku. Pragnąłem jej gównianego gotowania i jej pięknego, skomplikowanego umysłu.
Cofnąłem wszystko, w co wierzyłem, żeby z nią być. Wyrzuciłem prawdę przez okno. Tak bardzo się bałem, że o mnie zapomni, że kłamstwem wkradłem się z powrotem do jej życia. Teraz miałem wiele do wyjaśnienia.
Spojrzałem na Miguela. Nagle wydawał się być moim ostatnim sznurkiem do niej.
- Czy zostawiła coś? Notatkę… cokolwiek?
Miguel podrapał się po karku. – Nie, stary.
- Powiedziała, gdzie się wybiera?
Possał zęby. – Jestem tylko konserwatorem. Nie dają mi adresu do korespondencji. – Rozejrzał się, żeby zobaczyć czy jesteśmy sami. – Ale gdyby coś zostawiła to byłoby to w tym czarnym worku na śmieci, który tutaj postawię, kiedy jeszcze raz przejrzę mieszkanie.
Postawił worek na podłodze i rzucił mi spojrzenie, po czym wrócił do mieszkania i zamknął za sobą drzwi.
Podniosłem go i zważyłem w dłoni. Był lekki. Zostawiła mi coś, przekazując, gdzie pojechała? Czy Jim wrócił i ją odstraszył? Powiedział jej? Kucnąłem i odwróciłem worek do góry nogami, wysypując jego zawartość na ziemię. Pociłem się i moje dłonie były wilgotne, kiedy przeszukiwałem śmieci. Podarte papiery, rozbite szkło, rozkruszone płatki kwiatów… czego ja szukałem? Listu? Olivia nigdy nie napisałaby mi listu. To nie w jej stylu. To było w jej stylu – zostawienie mnie bez ostrzeżenia, wrzucenie mnie do ognia. Odrzuciłem worek. Połowa moje serca była złamana; druga była diabelsko, kurewsko wściekła. Kiedy worek opadł na ziemię, usłyszałem jak coś niewielkiego uderza o podłogę. Przesunąłem wzrokiem po ziemi, szukając rozpaczliwie wszystkiego, co mogłoby mnie do niej doprowadzić.
Znalazłem to między stopami.
Pens.
Zostawiła go mnie czy po prostu go zostawiła? Uniosłem go, trzymając między palcami. Kiedyś lśniąca powierzchnia miała lekko zielony odcień starzejącej się miedzi. To było jej pożegnanie? Czułem gniew i bardziej niż gniew czułem zdezorientowanie. Co ja zrobiłem? Gaj pomarańczowy, pocałunek na parkingu zanim odjechałem. Byłem taki pewien tego, co do niej czułem… tego, co ona czuła do mnie. Niemożliwe, że Olivia oddałaby mi się, gdyby nie była nas pewna. Więc dlaczego? DLACZEGO?
Podszedłem do krańca parkingu i podniosłem pięść, pensa przyciskając do wnętrza dłoni. Wyrzuć go, powiedziałem sobie. Napiąłem mięśnie, żeby nim rzucić.

Nie potrafiłem tego zrobić. Opuściłem rękę na bok. Schowałem pensa do kieszeni i pojechałem do domu.

Thief - rozdział 18

Teraźniejszość

Nie odzywa się do mnie. Ile czasu mija? Wszystko wydaje się o wiele dłuższe, kiedy cierpisz. Jestem tak pochłonięty myślami o niej, że kiedy paru ludzi z pracy zaprasza mnie na drinki, zgadzam się tylko dla odwrócenia uwagi. Wśród grupy jest dziewczyna, która pracuje w dziale księgowości i bez przerwy ze mną flirtuje. Steve unosi brwi, kiedy widzi, że z nimi wychodzę.
- Jedna rada – mówi, kiedy zatrzymuję się w jego gabinecie, żeby się pożegnać. – Kiedy jesteś zakochany w kobiecie, nie powinieneś wiązać się z innymi kobietami.
- Zanotowane – odpowiadam. – Choć chciałbym zauważyć, że w tej chwili ona pewnie śpi z innym mężczyzną.
- Dalej myślisz, że do ciebie wróci?
- Tak.
- Czemu?
- Bo zawsze wraca.
Kiwa głową, jakby to wszystko wyjaśniało.

Lądujemy w ekskluzywnym barze martini w Fort Lauderdale. Zostawiam marynarkę w samochodzie i odpinam kilka guzików w koszuli. Jedna z dziewczyn uśmiecha się do mnie, gdy idziemy do baru. Ma na imię chyba Asia, wymawiane jako Aja.
- Twój tyłek wygląda świetnie w prążkach – mówi. Mój kumpel Ryan klepie mnie po plecach. Znam go od studiów. Steve dał mu pracę, kiedy skończyliśmy studia, jako przysługa dla mnie. Okazuje się, że jest całkiem dobry w tym, co robi. Ryan patrzy na Aję z udawanym współczuciem.
- Ten facet – uśmiecha się ironicznie – nie prześpi się z tobą.
Aja uśmiecha się szeroko. – To byłoby dla mnie nowe doświadczenie.
Śmieję się i przyglądam jej się po raz pierwszy. Przypomina mi Cammie.
- Złamane serce? – pyta, ignorując Ryana, który próbuje wsunąć się między nas.
- Coś w tym stylu.
- Specjalizuję się w takich. – Puszcza mi oko i teraz przypomina mi Leah. Mimowolnie drżę. Nie chcę przypominać sobie Leah.
- Przywiązałem się do mojego złamanego serca. Chyba go zatrzymam. – Przytrzymuję otwarte drzwi dziewczynom, które wchodzą jedna po drugiej. Aja czeka na mnie po drugiej stronie drzwi i jęczę w duchu. Nie chciałbym spędzać całej nocy na odpieraniu zalotów kobiety, którą nie jestem zainteresowany. Z drugiej strony przy niej nie trzeba by było w ogóle się starać. Nie lubię tego. Kobiety utrzymują całą władzę. Powinni używać jej jak bicza, nie ofiarować innym.

Nie brałem udziały w grupowym wyjściu do baru od studiów. Płacę za pierwszą rundę, mając nadzieję, że kupienie drinków wynagrodzi fakt, że zamierzam odłączyć się od grupy i samemu pić.
Aja wypija swoje martini w dwóch łykach i postanawia zrobić sobie ze mnie jej wyłączną ofiarę na ten wieczór. Dołącza do niej Lauren z działu księgowości. Przez ostatnie dziesięć minut starałem się przeprowadzić z nimi dorosłą rozmowę, ale kiedy mówię o czymś innym niż plotki biurowe i filmy, ich oczy robią się zamglone. Aja sugeruje, żebyśmy wyszli i pojechali do jej mieszkania.
Bicz, mówię do niej w myślach. Używaj jej jak bicza.
- Koleś – odzywa się Ryan, kiedy są rozproszone przez trzecią rundę drinków. – Gdybyś chciał, to mógłbyś mieć je dzisiaj obie. Rozluźnij się, stary. Za każdym razem, kiedy Olivia jest w pobliżu, przechodzisz na celibat.
Kocham Ryana, ale w tej chwili mam ochotę przyłożyć mu w szczękę. Wstaję, szukając łazienki.
- Nie miałem nic na myśli – mówi, dostrzegając moją minę. Kiwam głową i klepię go po ramieniu, przechodząc obok niego, żeby pokazać, że nie trzymam urazy.
Moi znajomi nigdy nie lubili Olivii. Nikt nie potrafił zrozumieć jak mężczyzna, który sypiał z każdą dziewczyną na kampusie potrafił wytrzymać dwa lata z dziewicą.
Ryan ciągle próbował przekonać mnie do zdrady, do takiego punktu, gdzie w końcu przestałem się z nim spotykać.
Reszta znajomych była tak samo bezpośrednia.
- To pieprzona podpuszczalska. Są inne dziewczyny, które mają jej wygląd.
To była prawda… w większości. Nie była celową podpuszczalską, ale to nie oznaczało, że przez dziewięćdziesiąt procent spędzonego z nią czasu nie byłem sfrustrowany seksualnie. Mogły istnieć dziewczyny o jej wyglądzie, ale nikt nie poruszał się tak jak Olivia. Była niczym woda. Przesuwała się przez wszystko bez względu na to, jak ciężkie to było. Jeśli istniało coś, czego nie mogła kontrolować, przepływała ponad tym bez zatrzymywania.
Oblewam twarz wodą w łazience i patrzę na siebie w lustrze. Dzisiaj ona tkwi w moich oczach.
Czuję się śmiesznie, będąc tutaj. Bawiąc się w klubie jak dzieciak. Wycieram twarz i wychodzę. Pożegnam się, zadzwonię po taksówkę i przestanę zachowywać się jak dwudziestoletni kretyn. Przesuwam się przez nagle zapakowany bar, kiedy coś przemyka mi kątem oka. Szmaragdowozielona sukienka otaczająca prawdziwie wspaniały tyłek. Jej włosy są spięte, zwinięte jak czarne węże i opadające w miejscach, które sprawiają, że wygląda jak chodzący seks. Dzieją się dwie rzeczy: od razu twardnieję i od razu się wściekam. Gdzie jest Noah, do cholery? Szukam w tłumie jego ciemnych włosów i nie mogę ich znaleźć. Może poszedł do łazienki. Krzywię się na myśl o spotkaniu go przy pisuarze. Poczekam tutaj, dopóki nie wróci, potem zadzwonię po taksówkę i wyjdę zanim mnie zobaczą. Stoję w jednym miejscu przez pięć minut.

Olivia. Powinienem był wiedzieć, że to zrobi. Gdy jej życie jest w chaosie Olivia ukrywa się na parkiecie. Uważam to za niepokojące. Dziewczyna wie, jak się poruszać, co sprawia, że każdy mężczyzna w bliskim otoczeniu przysuwa się do niej. Obserwuję jak unosi ramiona nad głową i kołysze się z boku na bok. Dostrzegam blond głowę Cammie kiwającą się obok niej i zaciskam zęby. Spoglądam na bar, gdzie znajduje się wciąż moja grupa, potem patrzę znowu na Olivię. Podejmując decyzję, ruszam do niej. Jestem tak rozgniewany, aż się trzęsę. Chcę do niej dotrzeć zanim…
Wspina się na głośnik. Staję jak wryty. Ma teraz swoją własną scenę i wszyscy na nią patrzą. Włączając w to mnie, też na nią patrzę. Stoję sparaliżowany. Jeśli to, co wydarzyło się właśnie w moich spodniach dzieje się innym mężczyznom w pomieszczeniu… muszę do niej dotrzeć zanim kogoś zabiję. Gdzie, do cholery, jest Noah? Jeżeli kiedykolwiek widział jej taniec, to nie ma mowy, że pozwoliłby jej na przyjście tutaj samej. Może wcale nic nie naprawiają. Rozchmurzam się na to. Tańczy tak uwodzicielsko, że jakiś facet próbuje wspiąć się do niej na głośnik. Cammie wali go po plecach i krzyczy coś do Olivii – która schyla się, żeby ją usłyszeć. Jej sukienka rozsuwa się i dostrzegam dekolt.
Odpycham kogoś na bok i przepycham się łokciami przez jej wielbicieli. Gdy docieram do głośnika, chwytam kolesia za kołnierz bluzki zanim może unieść się do góry i odpycham go na bok. Cammie odwraca się, żeby zobaczyć co się dzieje, otwiera szeroko oczy, gdy mnie widzi. Unosi głowę, patrząc na Olivię – która wciąż jest nieświadoma. Widzę tylko jej nogi – smukłe, opalone – wyciągam ręce i łapię ją w talii, ściągając na dół. Otwiera szeroko usta. Upewniam się, żeby przesunęła się wzdłuż całego mojego ciała, kiedy ją opuszczam.
Przeklina mnie i uderza w klatkę piersiową. Trzymam ją przy sobie, żeby miała pełen efekt tego, co zamierzam powiedzieć.
- Czujesz to? – pytam przy jej uchu. Przeszywa mnie wzrokiem. – To właśnie zrobiłaś każdemu mężczyźnie w tym pomieszczeniu.
Jest dość ciemno, ale widzę jaki efekt na nią mają moje słowa. Nie lubi być obiektem seksualnych fantazji – mała świętoszka. Zerkam na Cammie, która mówi bezgłośnie, Zabierz ją stąd.
Potakuję i popycham ją przed sobą. Już dużo wypiła, bo inaczej walczyłaby ze mną. Bar jest pełny i trudno jest nam poruszać się wśród chmary ciał. Przyciskam jej plecy do mojego torsu i otaczam ją ramionami. Idziemy w ten sposób, dopóki nie docieramy do drzwi. Mam zaciśnięte usta dzięki temu, że obija się o mnie ciągle jeden z jej najlepszych atutów. Kiedy wychodzimy na świeże powietrze milczy, gdy łapię ją za rękę.
- Gdzie twój samochód?
- Przy biurze. Cammie mnie przywiozła.
Przeklinam. Jej biuro jest dobrych osiem budynków dalej od nas.
Ciągnę ją chodnikiem, jej obcasy stukają szybko, kiedy próbuje dotrzymać mi kroku.
- Gdzie idziemy?
- Do twojego auta.
- Nie! – Wyrywa rękę. – Nie spędzę z tobą godziny.
Podchodzę do niej, palcami obejmuję jej twarz i całuję szorstko w usta. Nie puszczam jej twarzy. – Tak, spędzisz, do cholery. Nie pozwolę ci tam wrócić, żebyś była molestowana.
Jej nozdrza drgają i przeszywa mnie wściekłym wzrokiem.
- No co? – pytam. – Masz jakiś złośliwy komentarz? Bądź cicho i idziemy.
Mijamy dwa budynki, kiedy zaczyna narzekać na swoje buty. Wciągam ją do ekskluzywnego sklepu na rogu i ściągam parę gumowych klapek z wieszaka obok chłodziarki z lodami. Rzucając je na blat, sięgam po najbliższą butelkę alkoholu – a jest to tequila – i podaję kasjerowi, który otwarcie gapi się na Olivię.
Daję mu moją kartę i patrzę jak przygląda się Olivii. Oddaje mi kartę i dziękuje, nie odrywając wzroku od jej ciała.
Boże, zabiję dzisiaj kogoś.
Na zewnątrz schylam się przed nią i rozpinam jej buty. Trzyma się moich pleców, kiedy delikatnie je ściągam i wsuwam na jej stopy klapki.
Gdy wstaję jest tak wiele niższa ode mnie, że się uśmiecham.
Wyciąga rękę po butelkę tequili, więc ją daję. Odkręca zakrętkę i unosi butelkę do ust, nie zrywając kontaktu wzrokowego. Upija trochę, oblizuje usta i oddaje mi butelkę. Biorę dłuższego łyka i zaczynamy nasz długi spacer.
Czasami pozostaję trochę w tyle, żeby szła przede mną.
- Czy mówiłem ci kiedyś, że masz najwspanialszy tyłek, jaki kiedykolwiek widziałem?
Ignoruje mnie.
- Oczywiście widziałem go tylko raz…
Zatrzymuje się, zabiera mi butelkę i bierze szczególnie długiego łyka.
- Możesz nie flirtować ze mną przez pięć sekund?
- Dobrze, porozmawiajmy o tobie i Noah.
Jęczy.
- Miałaś coś naprawiać… albo namyślać się… albo…
- Robię to!
Drapię się po głowie i patrzę na nią kątem oka.
- Gdzie on jest?
Pociąga nosem. – Pokłóciliśmy się.
- O?
Przechodzimy przez ulicę, kierując się na zachód.
- Ciebie.
Mrowi mnie skóra. Nie wiem czy czuć się winny, zaciekawiony czy szczęśliwy, iż jestem na tyle ważny, by powodować niezgodę.
- Powiedziałaś mu, że widziałaś się ze mną?
Potakuje.
- Nie wyobrażam sobie, że mu się to spodobało.
- Wie o nas wszystko. Nigdy nie próbowałam nic przed nim ukrywać. Myślałam, że z nami koniec i chciałam być z nim szczera.
Chwytam jej dłoń i zatrzymuję ją. – Olivia, wiedział, co do mnie czujesz, a i tak cię poślubił.
Nie potrafię ukryć niedowierzenia w głosie. Jaki mężczyzna zgodziłby się na to? Przesuwam ręką po spoconym karku.
- Nie używaj na mnie tego przemądrzałego tonu, kiedy ty zrobiłeś to samo.
- To co innego. Zostałem z Leah, bo była w ciąży. Myślałem, że to właściwa rzecz.
Olivia otwiera usta. – Leah była… - Kręci głową. – To nie moja sprawa. I masz rację – to było co innego. Noah jest cudowną osobą, w przeciwieństwie do podłej suki, z którą wziąłeś ślub.
Zbliżamy się do jej biura. Przetrząsa swoją torebkę, dopóki nie znajduje kluczy. Zamiast iść do jej auta, otwiera drzwi do Spinner&Kaspen i wstukuje kod do systemu alarmowego.
- Byliśmy na rejsie, kiedy poprosił mnie o rękę. Przechadzaliśmy się po pokładzie i odwrócił się do mnie, mówiąc po prostu „Gdybyś zniknęła z mojego życia, byłbym zdruzgotany. Chcę, żebyś za mnie wyszła”.
Przeszukuję jej oczy, próbując zrozumieć dlaczego mi o tym mówi.
- Powiedział, że wie, iż to co do ciebie czułam było prawdziwe, ale mimo to będzie mnie kochał.
Przełykam ślinę. Szlag. Jest lepszym mężczyzną ode mnie.
- Zapomniałam o tobie na rok. Noah był dobry w sprawieniu, bym zapomniała.
Przerywam jej, bo nie chcę tego słuchać. – Olivia…
- Zamknij się. – Drzwi zamykają się za nami i stoimy w ciemnej poczekalni. Widzę tylko zarys jej twarzy. – Jestem w nim zakochana, Caleb. Naprawdę.
Zaciskam zęby.
- Ale kiedy wygrałam sprawę i wpadłam w panikę, to nie z nim chciałam rozmawiać. – Brzmi na niemal zawstydzoną. Pamiętam, jak pokazała się w moim mieszkaniu. – Chciałam tylko ciebie… a kiedy Dobson uciekł z zakładu – chciałam ciebie. Kiedy poroniłam… - Kładzie rękę na ustach, szlochając.
- Księżno…
- Milcz i daj mi dokończyć. – Przesuwa koniuszkami palców pod oczami. – Kiedy poroniłam, chciałam, żebyś ty mnie przytulał – mówi znowu. – Caleb, to go boli. Nie wiem czy krzyczeć na niego a nie mówiłam, czy utopić się w oceanie za rujnowanie wszystkiego, w co się angażuję.
Odwraca się i idzie do swojego biura. Idę za nią po omacku. Otwiera drzwi i zapala lampkę na biurku zamiast halogeny zwisające z sufitu. Podchodząc do segregatora, otwiera go i wyciąga stos papierów. Podaje mi je.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś?
Czuję łzy w oczach, pali mnie w gardle. – Zamierzałem… tamtego wieczoru.
Unosi brodę, a jej usta opadają w dół. – Ona była…
- Starą znajomą – zarządzała budową domu.
- A kiedy was zobaczyłam…
- Przeglądaliśmy plany. Powiedziałem jej, że zamierzam się oświadczyć. Chciała zobaczyć pierścionek.
Wciąga gwałtownie powietrze i odwraca twarz, wpatrując się w ścianę po lewej.
- Zamierzałeś mi się oświadczyć?
Łzy przecinają już jej policzki, spływając z jej brody, a nie doszedłem jeszcze do najgorszej części.
- Tak.
Spogląda na podłogę i kiwa głową. – Więc co zobaczyłam… kiedy weszłam?
- Tylko rozmawialiśmy. Powiedziała mi, że coś do mnie czuje. Próbowałem ją zapewnić, że bez wzajemności.
Uderza pięściami w biodra i okrąża pokój. – Dlaczego mi nie powiedziałeś?
- Dość szybko zaczęłaś rzucać we mnie różnymi sprawami, Księżno. Ledwo mogłem otworzyć usta zanim nazwałaś mnie twoim ojcem, po raz pierwszy powiedziałaś mi, że mnie kochasz i wyszłaś. Poszedłem za tobą – najpierw do twojego mieszkania. Czekałem kilka godzin a gdy nie wróciłaś, stwierdziłem, że musiałaś pojechać do hotelu. Kiedy tam dojechałem…
- Więc to wszystko moja wina?
Łapię ją. – Nie – odpowiadam. – To była moja wina. Nie walczyłem wystarczająco mocno. Powinienem był cię złapać, zmusić do wysłuchania.
- Nawet jej nie pocałowałeś?
- Nie, ale podobała mi się. Myślałem o tym.
- O Boże, daj mi minutę… - Przemierza pokój pomiędzy jej biurkiem i oknem. Zsuwam się po ścianie i siadam, unosząc jedno kolano.
W końcu mówi. – Noah zapytał czy nadal cię kocham.
Odchrząkuję. – Co mu powiedziałaś?
Siada, zsuwając ze stóp klapki i zakłada z powrotem obcasy. Przyglądam się, jak pochyla się, żeby zapiąć każdego buta, jej włosy opadają przez ramię i muskają podłogę. Kupuje sobie czas, chcąc wyglądać na zajętą, kiedy rozmyśla.
- Że jesteśmy dysfunkcyjni i toksyczni!
- Byliśmy dysfunkcyjni i toksyczni – poprawiam ją.
Rzuca mi nieprzyjemne spojrzenie i przesuwa dłońmi po udach. Mam przeczucie, że próbuje mnie zetrzeć.
- Jesteśmy zakochani, kochanie. – Pociągam łyk z butelki tequili i opieram ramię na uniesionym kolanie. Alkohol zaczyna palić moje gardło.
- Nie… nie. – Potrząsa głową. – Jesteśmy pijani – informuje mnie – a pijani ludzie mają szalone, sporadyczne myśli.
- Prawda – zgadzam się. – Czasami, kiedy jestem pijany, myślę, że kochanie cię jest rozsądne.
Rzuca we mnie stosem karteczek samoprzylepnych. Odsuwam głowę w lewo i uderzają w ścianę. Biorę kolejnego łyka tequili.
Zaczyna wpadać w szał. To seksowne. Czekam aż rozpocznie przeklinanie i nie muszę czekać długo.
- Nie ma nic jebanie solidnego, co udowodniłoby, że my, kurwa, razem działamy. Zburzyliśmy się jak…
Podnoszę się i od razu zamyka usta.
- Dowód… potrzebujesz dowodu, Księżno?
Potrząsa głową. Wypiłem więcej niż powinienem i moje emocje pędzą po wielkiej fali tequili.
- Bo mogę ci pokazać dokładnie to, czego potrzebujesz. – Kieruję się do niej, a ona się cofa.
- Nie waż się. – Unosi palec, żeby mnie powstrzymać. Odpycham go i łapię ją w talii, przyciągając do siebie. Zbliżam usta do jej ucha.
- Pozwól mi zrobić z tobą cokolwiek będę chciał, a dostaniesz dowód, którego potrzebujesz.
Jej oczy robią się szkliste i śmieję się, opuszczając głowę i stykając nasze usta. Przesuwam językiem po wnętrzu jej górnej wargi. Popycha mnie w klatkę piersiową.
- Nie! – mówi, próbując mnie odepchnąć.
- Dlaczego nie? – Całuję kącik jej ust i pojękuje cicho. – Piotruś Pan – szepczę do jej ucha.
- Boję się.
- Boisz się czego? – Całuję drugi kącik.
Nie jest tak sztywna, jak minutę temu. Teraz w pełni ją całuję i zamykam oczy na dotyk jej warg. Boże, jestem tak bardzo opętany przez tę kobietę.
- Tego jak robię się przez ciebie bezbronna.
Otwiera usta i pozwala mi na pocałunek. Nie odwzajemnia go.
- Robię z ciebie bezbronną, bo mnie kochasz. Taką cenę płacisz za miłość, kochanie.
Całujemy się łagodnie, przerywając na rozmowę, ale nie odsuwamy się od siebie na więcej niż parę centymetrów.
- Trzeba mieć prawdziwe uczucia, żeby się kochać. Kochaliśmy się w pomarańczowym gaju.
Cofam ją, dopóki nie dotyka udami biurka.
Przysuwam ręce do brzegu jej sukienki i unoszę ją do góry. – Jak często myślisz o pomarańczowym gaju, Olivia?
Oddycha ciężko.
- Codziennie.
Chwytam ją pod udami i unoszę na biurko. Staję pomiędzy jej nogami i ściągam sukienkę przez głowę. Całuję jedno ramię, potem drugie.
- Ja również.
Odpinając jej biustonosz, opuszczam głowę i łapię ustami sutek. Jej całe ciało wygina się do tyłu i uda zaciska wokół mojej talii.
- Wszystko co robisz jest seksowne. Czy kiedykolwiek ci to mówiłem? – Przenoszę się na drugą stronę… powtarzam to samo, dopóki nie wije się pode mną.
Wplata dłonie w moje włosy i muszę powstrzymywać się z całych sił, żeby nie wziąć jej w tej chwili.
- Wciąż milcząca kochanka – mówię, wracając do jej ust. Jej oczy są zamknięte, ale usta rozchylone. – Ale oboje wiemy, Księżno, że mam sekret, jak rozwiązać twoje struny głosowe.
Jej oczy od razu się otwierają. Sunę palcem po jej szyi. Próbuje sformułować złośliwy komentarz, ale mam w dłoniach jej ciało i nie potrafi ułożyć słów.
Całuję lekko jej szyję. Jednym ramieniem oplata moją szyję, a drugą ręką ściska mój biceps. Jej oczy mają ciemnoniebieski kolor. Przysłuchuje się, jak ją uwodzę z niemal spragnionym wyrazem twarzy. Przesuwam rękami po jej bokach i zahaczam palcami o cienkie paski jej majtek. Gdy je zsuwam, unosi biodra, abym mógł je ściągnąć. Teraz jest naga, siedzi na brzegu biurka tylko w trzycalowych, czarnych szpilkach.
- Zostawimy szpilki… - Jeszcze bardziej rozsuwam jej uda i przesuwam dłonią po wnętrzu jej nogi. Przygląda się mojej ręce z uwagą. Zaciskam usta, ale chcę uśmiechnąć się na jej widoczny fetysz dłoni. Miała taki od studiów. Urywa mi się oddech, kiedy jej dotykam.
Jest bardzo gotowa. Rozchyla usta i zamyka oczy. Czuję się jak nastolatek po raz pierwszy zdobywający punkt. Ile minut, godzin, dni – śniłem o dotykaniu w jej taki sposób? Chcę rozkoszować się jej dotykiem. Przekomarzam się z nią, drażnię, pocieram, masuję. Ostatnim razem nie zdołałem tego zrobić, więc nie spieszę się. Jestem tak bardzo zafascynowany dotykiem jej skóry, dźwiękami, które wydaję, że z łatwością mógłbym to robić przez godzinę. Mógłbym to robić codziennie. Chcę to robić codziennie. Stykamy się czołami, nasze usta dotykają się, ale nie poruszają. Rękę trzyma na tyle mojej głowy. Wyczuwam jej pragnienie po tym jak zaciska się jej ciało. Podoba mi się, że jestem powodem jej nierównego oddechu i drgania mięśni. Podoba mi się, jak jej ciało reaguje na moje ręce. Wciąż trzymam jeden palec w jej wnętrzu, kiedy się odzywam.
- Tym razem nie zamierzam się z tobą kochać. – Mój głos jest ochrypły. Zsuwa moje spodnie, przyciskając język do górnej wargi. Przygryzam jej język i przysuwam usta do jej ucha.
- Zamierzam cię przelecieć. – Nieruchomieje – albo bardziej zamiera. Ściągam moje spodnie. Lustruje mnie wzrokiem z szalenie oszklonymi oczami.
Kładzie się, jej włosy zwisają z drugiej strony biurka – są tak długie, że zamiatają dywan. Nogi ma ugięte w kolanach; obcasy opierają się o brzeg biurka – wygląda jakby wyszła z erotycznej fantazji. I kiedy myślę już, że ją mam, że uwiodłem ją do uległości, oblizuje usta i mówi:
- Mocno i szybko, Drake – i oby trwało dłużej niż ostatnim razem.

Po wszystkim leżymy na podłodze w jej biurze. Ja na plecach, jedno ramię trzymając pod głową, a drugim otaczając ją w talii. Leży na mojej klatce piersiowej w malowniczej pozycji po odbyciu stosunku seksualnego. Gdzieś w połowie naszej plątaniny mocnego seksu zaczęliśmy się kochać. Nie możemy tego uniknąć. Wszystko związanego z nami ostatecznie staje się emocjonalne – nawet, kiedy staramy się, by było inaczej. W głowie odtwarzam każdą ciepłą sekundę.
- Chyba jestem od ciebie uzależniony seksualnie.
- To tylko nowość tego – odpowiada – bo nigdy wcześniej tego nie robiliśmy.
- Dlaczego zawsze próbujesz zbagatelizować moje uczucia do ciebie?
- Nie ufam im – mówi po chwili. – Twierdzisz, że mnie kochasz, ale w międzyczasie kochałeś inne kobiety.
- Odepchnęłaś mnie, Księżno. Jestem tylko człowiekiem. Próbowałem znaleźć kogoś, kto zastąpiłby cię.
- A co z Leah? Poślubiłeś ją.
Wzdycham. – Poczucie winy. Wciągnąłem ją w coś, zakochała się we mnie, a potem okłamałem ją w sprawie amnezji. Czułem, że tylko biorąc z nią ślub mogę jej to wszystko wynagrodzić.
Leży bardzo nieruchomo w moich ramionach. Chciałbym widzieć jej twarz, ale chcę dać jej prywatność na zmierzenie się z jej słowami.
Moje serce. Gdyby moje serce miało kolana, to tam właśnie by było – zgięte w pół, pulsujące od bólu. Wysuwam ramię spod głowy i pocieram oczy.
- Olivio… - mój głos się urywa.

Chcę, żeby zażądała całej historii, zmusiła mnie do przeżywania ponownie sekund, które zmieniły nasze życie, ale zabiera palce i unosi się, żeby mnie pocałować. Wsuwając się na mnie, sięga pomiędzy nami dłonią i zapominam o wszystkim – wszystkim prócz nas.

7.7.14

Thief - rozdział 17

Przeszłość

Mój gniew palił. Chciałem go zabić, powoli, własnymi rękami.
Jim… on niemal… nie chciałem myśleć o tym, co niemal zrobił. A co jeśli nie byłoby mnie w pobliżu? Do kogo by zadzwoniła? Żyła beze mnie trzy lata, musiałem sobie przypomnieć. Trzy lata osuszania własnych łez i chronienia się przed dupkami kolczatymi słowami. Nie rozpadła się beze mnie. Zrobiła się twardsza. Nie wiem czy czułem poczucie ulgi, czy może urazę. Byłem zbyt dumny, żeby przyznać własną winę w naszym upadku. Nie mówiąc więcej, nie walcząc o nią mocniej, pozwoliłem jej wierzyć, że to była jej wina. A nie była. Jej jedyną winą było jej złamanie. Brak wiedzy jak okazywać własne uczucia. Olivia była swoim własnym najgorszym wrogiem. Postanowiła coś o własnej sobie, a potem musiała sabotować tym własne szczęście. Potrzebowała rodzaju miłości, która pozostawała bez względu na wszystko. Musiała zobaczyć, że nic nie mogło obniżyć jej wartości w moich oczach. Cholera, nienawidziłem samego siebie. Ale byłem dzieckiem. Dostałem coś cennego i nie wiedziałem jak się tym zająć. Nadal nie byłem pewien czy wiedziałem jak. Ale jedno było pewne – gdyby ktoś ją dotknął, zabiłbym go. Zamierzałam go zabić. Nadrobić stracony czas, kiedy nie było mnie, żeby ją ochronić.

Szedłem spokojnie do mojego samochodu, bo mnie obserwowała. Gdy tylko wyjechałem z jej osiedla, przyspieszyłem. Spała na moim torsie, chwytając się mnie jak dziecko. Nie spałem przez całą noc, rozdarty pomiędzy chęcią jej pocieszenia, a chęcią skopania mu tyłka. Zaniosłem ją do łóżka, kiedy wschodziło słońce i wróciłem do salonu, żeby zadzwonić do paru hoteli. Gdy się obudziła, powiedziałem jej, że wymeldował się zeszłej nocy i opuścił miasto. Ale wcale tak nie było. Pijany gnojek wrócił do swojego pokoju hotelowego i zapewne odsypiał kaca.
Znalazłem go w Motelu 6. Wciąż jeździł tym samym Mustangiem 1976, którego miał w college’u. Pamiętałem go. Chudy dzieciak. Jeden z tych emocjonalnie obojnaczych ludzi, którzy nosili obcisłe spodnie, kredkę do oczu i lubili gadać o ulubionych zespołach. Nigdy nie rozumiałem, co widziała w nim Olivia. Mogła mieć każdego. Jego Mustang zaparkowany był bezpośrednio przed pokojem 78. Widziałem w nim swoje odbicie, kiedy go mijałem. Załomotałem do drzwi. Dopiero później uświadomiłem sobie, że to mógł nie być jego pokój. Usłyszałem stłumiony głos i jakiś trzask. Jim otworzył drzwi na oścież, wyglądając wściekle. Śmierdział alkoholem. Wyczuwałem go z odległości dwóch metrów. Gdy dostrzegł moją twarz, jego mina zmieniła się zaskoczenia do ciekawości… po czym wylądowała rozsądnie na strachu.
- Co do…
Wepchnąłem go do środka i zamknąłem za sobą drzwi. W pokoju śmierdziało.
Zsuwając zegarek z nadgarstka, rzuciłem go na łóżko. Potem go uderzyłam.
Opadł do tyłu, uderzając w komodę i strącając z niej lampkę. Znalazłem się przy nim, zanim mógł wstać. Podniosłem go za bluzkę, nogami szukał pod sobą gruntu.
Postawiłem go na nogach, po czym znowu zadałem mu cios.
- Caleb – odezwał się. Jedną rękę trzymał na nosie, który wykrwawiał się przez jego palce, a drugą wyciągnął w moją stronę, wnętrzem do mnie. – Byłem pijany, stary… przykro mi.
- Jest ci przykro? Gówno mnie obchodzi czy jest ci przykro.
Potrząsnął głową.
- Kurde – powiedział. – Kurde. – Pochylił się w pasie, trzymając ręce na kolanach i zaczął się śmiać.
Zaciskałem zęby tak bardzo, iż byłem pewien, że zmienią się w kurz.
- Okłamałeś ją z tą amnezją. – Śmiał się tak mocno, że ledwo co mógł mówić. Popchnąłem go.
Cofnął się chwiejnie, ale nadal się śmiał. – Jesteś tak zły jak ja, koleś. Wy dwoje, udający, że się nie znacie, to jest jak pieprzone…
Chwyciłem przód jego bluzki i rzuciłem nim w bok. Wylądował na łóżku; śmiał się tak bardzo, że trzymał się za brzuch. Rozwścieczony, znowu na niego ruszyłem.
Zanim mógł powiedzieć coś jeszcze, podniosłem go i popchnąłem na ścianę.
- Nic o nas nie wiesz.
- Nie wiem? – syknął. – Jak myślisz, kto przy niej był po tym jak ją zdradziłeś i zostawiłeś?
- Nie zdradziłem – powiedziałem przez zęby, po czym zacisnąłem szczękę. Nic nie musiałem tłumaczyć temu gnojkowi.
- Jeszcze raz się do niej odezwiesz, zabiję cię. Jeszcze raz na nią spojrzysz, zabiję cię. Odetchniesz w jej kierunku…
- Zabijesz mnie – dokończył.
Popchnął mnie, ale ten facet nie miał dosyć siły. Nie ruszyłem się.
- Zabijasz ją od dnia, kiedy ją poznałeś – parsknął. To uderzyło mnie mocno. Pomyślałem o dniu, gdy zobaczyłem ją w sklepie muzycznym i w jej oczach nie było żadnego światła. – Po co wróciłeś? Powinieneś był zostawić ją w spokoju.
Krew rozmazana była na jego twarzy, a tłuste włosy stały w kilku miejscach. Spojrzałem na niego beznamiętnie. – Myślisz, że mógłbyś ją mieć, gdybym nie wrócił?
Moje słowa uderzyły go gdzieś głęboko. Odwrócił spojrzenie i zadrżały jego nozdrza. Więc on też był w niej zakochany? Roześmiałem się, co doprowadziło go do szału. Walczył w moim uchwycie, jego twarz była lepka i poczerwieniała.
- Ona jest moja – powiedziałem mu w twarz.
- Pieprz się – odpowiedział.

Raz jeszcze go uderzyłem.