Teraźniejszość
Nie odzywa
się do mnie. Ile czasu mija? Wszystko wydaje się o wiele dłuższe, kiedy
cierpisz. Jestem tak pochłonięty myślami o niej, że kiedy paru ludzi z pracy
zaprasza mnie na drinki, zgadzam się tylko dla odwrócenia uwagi. Wśród grupy
jest dziewczyna, która pracuje w dziale księgowości i bez przerwy ze mną
flirtuje. Steve unosi brwi, kiedy widzi, że z nimi wychodzę.
- Jedna
rada – mówi, kiedy zatrzymuję się w jego gabinecie, żeby się pożegnać. – Kiedy
jesteś zakochany w kobiecie, nie powinieneś wiązać się z innymi kobietami.
-
Zanotowane – odpowiadam. – Choć chciałbym zauważyć, że w tej chwili ona pewnie
śpi z innym mężczyzną.
- Dalej
myślisz, że do ciebie wróci?
- Tak.
- Czemu?
- Bo zawsze
wraca.
Kiwa głową,
jakby to wszystko wyjaśniało.
Lądujemy w
ekskluzywnym barze martini w Fort Lauderdale. Zostawiam marynarkę w samochodzie
i odpinam kilka guzików w koszuli. Jedna z dziewczyn uśmiecha się do mnie, gdy
idziemy do baru. Ma na imię chyba Asia, wymawiane jako Aja.
- Twój
tyłek wygląda świetnie w prążkach – mówi. Mój kumpel Ryan klepie mnie po
plecach. Znam go od studiów. Steve dał mu pracę, kiedy skończyliśmy studia,
jako przysługa dla mnie. Okazuje się, że jest całkiem dobry w tym, co robi.
Ryan patrzy na Aję z udawanym współczuciem.
- Ten facet
– uśmiecha się ironicznie – nie prześpi się z tobą.
Aja
uśmiecha się szeroko. – To byłoby dla mnie nowe doświadczenie.
Śmieję się
i przyglądam jej się po raz pierwszy. Przypomina mi Cammie.
- Złamane
serce? – pyta, ignorując Ryana, który próbuje wsunąć się między nas.
- Coś w tym
stylu.
-
Specjalizuję się w takich. – Puszcza mi oko i teraz przypomina mi Leah.
Mimowolnie drżę. Nie chcę przypominać sobie Leah.
-
Przywiązałem się do mojego złamanego serca. Chyba go zatrzymam. – Przytrzymuję
otwarte drzwi dziewczynom, które wchodzą jedna po drugiej. Aja czeka na mnie po
drugiej stronie drzwi i jęczę w duchu. Nie chciałbym spędzać całej nocy na
odpieraniu zalotów kobiety, którą nie jestem zainteresowany. Z drugiej strony
przy niej nie trzeba by było w ogóle się starać. Nie lubię tego. Kobiety
utrzymują całą władzę. Powinni używać jej jak bicza, nie ofiarować innym.
Nie brałem
udziały w grupowym wyjściu do baru od studiów. Płacę za pierwszą rundę, mając
nadzieję, że kupienie drinków wynagrodzi fakt, że zamierzam odłączyć się od
grupy i samemu pić.
Aja wypija
swoje martini w dwóch łykach i postanawia zrobić sobie ze mnie jej wyłączną
ofiarę na ten wieczór. Dołącza do niej Lauren z działu księgowości. Przez
ostatnie dziesięć minut starałem się przeprowadzić z nimi dorosłą rozmowę, ale
kiedy mówię o czymś innym niż plotki biurowe i filmy, ich oczy robią się
zamglone. Aja sugeruje, żebyśmy wyszli i pojechali do jej mieszkania.
Bicz, mówię do niej w myślach. Używaj jej jak bicza.
- Koleś –
odzywa się Ryan, kiedy są rozproszone przez trzecią rundę drinków. – Gdybyś
chciał, to mógłbyś mieć je dzisiaj obie. Rozluźnij się, stary. Za każdym razem,
kiedy Olivia jest w pobliżu, przechodzisz na celibat.
Kocham
Ryana, ale w tej chwili mam ochotę przyłożyć mu w szczękę. Wstaję, szukając
łazienki.
- Nie
miałem nic na myśli – mówi, dostrzegając moją minę. Kiwam głową i klepię go po
ramieniu, przechodząc obok niego, żeby pokazać, że nie trzymam urazy.
Moi znajomi
nigdy nie lubili Olivii. Nikt nie potrafił zrozumieć jak mężczyzna, który
sypiał z każdą dziewczyną na kampusie potrafił wytrzymać dwa lata z dziewicą.
Ryan ciągle
próbował przekonać mnie do zdrady, do takiego punktu, gdzie w końcu przestałem
się z nim spotykać.
Reszta
znajomych była tak samo bezpośrednia.
- To
pieprzona podpuszczalska. Są inne dziewczyny, które mają jej wygląd.
To była
prawda… w większości. Nie była celową podpuszczalską, ale to nie oznaczało, że
przez dziewięćdziesiąt procent spędzonego z nią czasu nie byłem sfrustrowany
seksualnie. Mogły istnieć dziewczyny o jej wyglądzie, ale nikt nie poruszał się
tak jak Olivia. Była niczym woda. Przesuwała się przez wszystko bez względu na
to, jak ciężkie to było. Jeśli istniało coś, czego nie mogła kontrolować,
przepływała ponad tym bez zatrzymywania.
Oblewam
twarz wodą w łazience i patrzę na siebie w lustrze. Dzisiaj ona tkwi w moich
oczach.
Czuję się
śmiesznie, będąc tutaj. Bawiąc się w klubie jak dzieciak. Wycieram twarz i
wychodzę. Pożegnam się, zadzwonię po taksówkę i przestanę zachowywać się jak
dwudziestoletni kretyn. Przesuwam się przez nagle zapakowany bar, kiedy coś
przemyka mi kątem oka. Szmaragdowozielona sukienka otaczająca prawdziwie
wspaniały tyłek. Jej włosy są spięte, zwinięte jak czarne węże i opadające w
miejscach, które sprawiają, że wygląda jak chodzący seks. Dzieją się dwie
rzeczy: od razu twardnieję i od razu się wściekam. Gdzie jest Noah, do cholery?
Szukam w tłumie jego ciemnych włosów i nie mogę ich znaleźć. Może poszedł do
łazienki. Krzywię się na myśl o spotkaniu go przy pisuarze. Poczekam tutaj,
dopóki nie wróci, potem zadzwonię po taksówkę i wyjdę zanim mnie zobaczą. Stoję
w jednym miejscu przez pięć minut.
Olivia.
Powinienem był wiedzieć, że to zrobi. Gdy jej życie jest w chaosie Olivia
ukrywa się na parkiecie. Uważam to za niepokojące. Dziewczyna wie, jak się
poruszać, co sprawia, że każdy mężczyzna w bliskim otoczeniu przysuwa się do niej. Obserwuję jak
unosi ramiona nad głową i kołysze się z boku na bok. Dostrzegam blond głowę
Cammie kiwającą się obok niej i zaciskam zęby. Spoglądam na bar, gdzie znajduje
się wciąż moja grupa, potem patrzę znowu na Olivię. Podejmując decyzję, ruszam
do niej. Jestem tak rozgniewany, aż się trzęsę. Chcę do niej dotrzeć zanim…
Wspina się
na głośnik. Staję jak wryty. Ma teraz swoją własną scenę i wszyscy na nią
patrzą. Włączając w to mnie, też na nią patrzę. Stoję sparaliżowany. Jeśli to,
co wydarzyło się właśnie w moich spodniach dzieje się innym mężczyznom w
pomieszczeniu… muszę do niej dotrzeć zanim kogoś zabiję. Gdzie, do cholery, jest Noah? Jeżeli kiedykolwiek widział jej
taniec, to nie ma mowy, że pozwoliłby jej na przyjście tutaj samej. Może wcale
nic nie naprawiają. Rozchmurzam się na to. Tańczy tak uwodzicielsko, że jakiś
facet próbuje wspiąć się do niej na głośnik. Cammie wali go po plecach i
krzyczy coś do Olivii – która schyla się, żeby ją usłyszeć. Jej sukienka
rozsuwa się i dostrzegam dekolt.
Odpycham
kogoś na bok i przepycham się łokciami przez jej wielbicieli. Gdy docieram do
głośnika, chwytam kolesia za kołnierz bluzki zanim może unieść się do góry i
odpycham go na bok. Cammie odwraca się, żeby zobaczyć co się dzieje, otwiera
szeroko oczy, gdy mnie widzi. Unosi głowę, patrząc na Olivię – która wciąż jest
nieświadoma. Widzę tylko jej nogi – smukłe, opalone – wyciągam ręce i łapię ją
w talii, ściągając na dół. Otwiera szeroko usta. Upewniam się, żeby przesunęła
się wzdłuż całego mojego ciała, kiedy ją opuszczam.
Przeklina
mnie i uderza w klatkę piersiową. Trzymam ją przy sobie, żeby miała pełen efekt
tego, co zamierzam powiedzieć.
- Czujesz
to? – pytam przy jej uchu. Przeszywa mnie wzrokiem. – To właśnie zrobiłaś
każdemu mężczyźnie w tym pomieszczeniu.
Jest dość
ciemno, ale widzę jaki efekt na nią mają moje słowa. Nie lubi być obiektem
seksualnych fantazji – mała świętoszka. Zerkam na Cammie, która mówi
bezgłośnie, Zabierz ją stąd.
Potakuję i
popycham ją przed sobą. Już dużo wypiła, bo inaczej walczyłaby ze mną. Bar jest
pełny i trudno jest nam poruszać się wśród chmary ciał. Przyciskam jej plecy do
mojego torsu i otaczam ją ramionami. Idziemy w ten sposób, dopóki nie docieramy
do drzwi. Mam zaciśnięte usta dzięki temu, że obija się o mnie ciągle jeden z
jej najlepszych atutów. Kiedy wychodzimy na świeże powietrze milczy, gdy łapię
ją za rękę.
- Gdzie
twój samochód?
- Przy biurze.
Cammie mnie przywiozła.
Przeklinam.
Jej biuro jest dobrych osiem budynków dalej od nas.
Ciągnę ją
chodnikiem, jej obcasy stukają szybko, kiedy próbuje dotrzymać mi kroku.
- Gdzie
idziemy?
- Do
twojego auta.
- Nie! –
Wyrywa rękę. – Nie spędzę z tobą godziny.
Podchodzę
do niej, palcami obejmuję jej twarz i całuję szorstko w usta. Nie puszczam jej
twarzy. – Tak, spędzisz, do cholery. Nie pozwolę ci tam wrócić, żebyś była
molestowana.
Jej nozdrza
drgają i przeszywa mnie wściekłym wzrokiem.
- No co? –
pytam. – Masz jakiś złośliwy komentarz? Bądź cicho i idziemy.
Mijamy dwa
budynki, kiedy zaczyna narzekać na swoje buty. Wciągam ją do ekskluzywnego
sklepu na rogu i ściągam parę gumowych klapek z wieszaka obok chłodziarki z
lodami. Rzucając je na blat, sięgam po najbliższą butelkę alkoholu – a jest to
tequila – i podaję kasjerowi, który otwarcie gapi się na Olivię.
Daję mu
moją kartę i patrzę jak przygląda się Olivii. Oddaje mi kartę i dziękuje, nie
odrywając wzroku od jej ciała.
Boże, zabiję dzisiaj kogoś.
Na zewnątrz
schylam się przed nią i rozpinam jej buty. Trzyma się moich pleców, kiedy
delikatnie je ściągam i wsuwam na jej stopy klapki.
Gdy wstaję
jest tak wiele niższa ode mnie, że się uśmiecham.
Wyciąga
rękę po butelkę tequili, więc ją daję. Odkręca zakrętkę i unosi butelkę do ust,
nie zrywając kontaktu wzrokowego. Upija trochę, oblizuje usta i oddaje mi
butelkę. Biorę dłuższego łyka i zaczynamy nasz długi spacer.
Czasami
pozostaję trochę w tyle, żeby szła przede mną.
- Czy
mówiłem ci kiedyś, że masz najwspanialszy tyłek, jaki kiedykolwiek widziałem?
Ignoruje
mnie.
-
Oczywiście widziałem go tylko raz…
Zatrzymuje
się, zabiera mi butelkę i bierze szczególnie długiego łyka.
- Możesz
nie flirtować ze mną przez pięć sekund?
- Dobrze,
porozmawiajmy o tobie i Noah.
Jęczy.
- Miałaś
coś naprawiać… albo namyślać się… albo…
- Robię to!
Drapię się
po głowie i patrzę na nią kątem oka.
- Gdzie on
jest?
Pociąga
nosem. – Pokłóciliśmy się.
- O?
Przechodzimy
przez ulicę, kierując się na zachód.
- Ciebie.
Mrowi mnie
skóra. Nie wiem czy czuć się winny, zaciekawiony czy szczęśliwy, iż jestem na
tyle ważny, by powodować niezgodę.
-
Powiedziałaś mu, że widziałaś się ze mną?
Potakuje.
- Nie
wyobrażam sobie, że mu się to spodobało.
- Wie o nas
wszystko. Nigdy nie próbowałam nic przed nim ukrywać. Myślałam, że z nami
koniec i chciałam być z nim szczera.
Chwytam jej
dłoń i zatrzymuję ją. – Olivia, wiedział, co do mnie czujesz, a i tak cię
poślubił.
Nie
potrafię ukryć niedowierzenia w głosie. Jaki mężczyzna zgodziłby się na to?
Przesuwam ręką po spoconym karku.
- Nie
używaj na mnie tego przemądrzałego tonu, kiedy ty zrobiłeś to samo.
- To co
innego. Zostałem z Leah, bo była w ciąży. Myślałem, że to właściwa rzecz.
Olivia
otwiera usta. – Leah była… - Kręci głową. – To nie moja sprawa. I masz rację –
to było co innego. Noah jest cudowną osobą, w przeciwieństwie do podłej suki, z
którą wziąłeś ślub.
Zbliżamy
się do jej biura. Przetrząsa swoją torebkę, dopóki nie znajduje kluczy. Zamiast
iść do jej auta, otwiera drzwi do Spinner&Kaspen i wstukuje kod do systemu
alarmowego.
- Byliśmy
na rejsie, kiedy poprosił mnie o rękę. Przechadzaliśmy się po pokładzie i
odwrócił się do mnie, mówiąc po prostu „Gdybyś zniknęła z mojego życia, byłbym
zdruzgotany. Chcę, żebyś za mnie wyszła”.
Przeszukuję
jej oczy, próbując zrozumieć dlaczego mi o tym mówi.
-
Powiedział, że wie, iż to co do ciebie czułam było prawdziwe, ale mimo to
będzie mnie kochał.
Przełykam
ślinę. Szlag. Jest lepszym mężczyzną
ode mnie.
-
Zapomniałam o tobie na rok. Noah był dobry w sprawieniu, bym zapomniała.
Przerywam
jej, bo nie chcę tego słuchać. – Olivia…
- Zamknij
się. – Drzwi zamykają się za nami i stoimy w ciemnej poczekalni. Widzę tylko
zarys jej twarzy. – Jestem w nim zakochana, Caleb. Naprawdę.
Zaciskam
zęby.
- Ale kiedy
wygrałam sprawę i wpadłam w panikę, to nie z nim chciałam rozmawiać. – Brzmi na
niemal zawstydzoną. Pamiętam, jak pokazała się w moim mieszkaniu. – Chciałam
tylko ciebie… a kiedy Dobson uciekł z zakładu – chciałam ciebie. Kiedy
poroniłam… - Kładzie rękę na ustach, szlochając.
- Księżno…
- Milcz i
daj mi dokończyć. – Przesuwa koniuszkami palców pod oczami. – Kiedy poroniłam,
chciałam, żebyś ty mnie przytulał – mówi znowu. – Caleb, to go boli. Nie wiem
czy krzyczeć na niego a nie mówiłam,
czy utopić się w oceanie za rujnowanie wszystkiego, w co się angażuję.
Odwraca się
i idzie do swojego biura. Idę za nią po omacku. Otwiera drzwi i zapala lampkę
na biurku zamiast halogeny zwisające z sufitu. Podchodząc do segregatora,
otwiera go i wyciąga stos papierów. Podaje mi je.
- Dlaczego
mi nie powiedziałeś?
Czuję łzy w
oczach, pali mnie w gardle. – Zamierzałem… tamtego wieczoru.
Unosi
brodę, a jej usta opadają w dół. – Ona była…
- Starą
znajomą – zarządzała budową domu.
- A kiedy
was zobaczyłam…
-
Przeglądaliśmy plany. Powiedziałem jej, że zamierzam się oświadczyć. Chciała
zobaczyć pierścionek.
Wciąga
gwałtownie powietrze i odwraca twarz, wpatrując się w ścianę po lewej.
-
Zamierzałeś mi się oświadczyć?
Łzy
przecinają już jej policzki, spływając z jej brody, a nie doszedłem jeszcze do
najgorszej części.
- Tak.
Spogląda na
podłogę i kiwa głową. – Więc co zobaczyłam… kiedy weszłam?
- Tylko
rozmawialiśmy. Powiedziała mi, że coś do mnie czuje. Próbowałem ją zapewnić, że
bez wzajemności.
Uderza
pięściami w biodra i okrąża pokój. – Dlaczego mi nie powiedziałeś?
- Dość
szybko zaczęłaś rzucać we mnie różnymi sprawami, Księżno. Ledwo mogłem otworzyć
usta zanim nazwałaś mnie twoim ojcem, po raz pierwszy powiedziałaś mi, że mnie
kochasz i wyszłaś. Poszedłem za tobą – najpierw do twojego mieszkania. Czekałem
kilka godzin a gdy nie wróciłaś, stwierdziłem, że musiałaś pojechać do hotelu.
Kiedy tam dojechałem…
- Więc to
wszystko moja wina?
Łapię ją. –
Nie – odpowiadam. – To była moja wina. Nie walczyłem wystarczająco mocno.
Powinienem był cię złapać, zmusić do wysłuchania.
- Nawet jej
nie pocałowałeś?
- Nie, ale
podobała mi się. Myślałem o tym.
- O Boże,
daj mi minutę… - Przemierza pokój pomiędzy jej biurkiem i oknem. Zsuwam się po
ścianie i siadam, unosząc jedno kolano.
W końcu
mówi. – Noah zapytał czy nadal cię kocham.
Odchrząkuję.
– Co mu powiedziałaś?
Siada,
zsuwając ze stóp klapki i zakłada z powrotem obcasy. Przyglądam się, jak
pochyla się, żeby zapiąć każdego buta, jej włosy opadają przez ramię i muskają
podłogę. Kupuje sobie czas, chcąc wyglądać na zajętą, kiedy rozmyśla.
- Że
jesteśmy dysfunkcyjni i toksyczni!
- Byliśmy dysfunkcyjni i toksyczni –
poprawiam ją.
Rzuca mi
nieprzyjemne spojrzenie i przesuwa dłońmi po udach. Mam przeczucie, że próbuje
mnie zetrzeć.
- Jesteśmy
zakochani, kochanie. – Pociągam łyk z butelki tequili i opieram ramię na
uniesionym kolanie. Alkohol zaczyna palić moje gardło.
- Nie… nie.
– Potrząsa głową. – Jesteśmy pijani – informuje mnie – a pijani ludzie mają
szalone, sporadyczne myśli.
- Prawda –
zgadzam się. – Czasami, kiedy jestem pijany, myślę, że kochanie cię jest
rozsądne.
Rzuca we
mnie stosem karteczek samoprzylepnych. Odsuwam głowę w lewo i uderzają w
ścianę. Biorę kolejnego łyka tequili.
Zaczyna
wpadać w szał. To seksowne. Czekam aż rozpocznie przeklinanie i nie muszę
czekać długo.
- Nie ma
nic jebanie solidnego, co udowodniłoby, że my, kurwa, razem działamy.
Zburzyliśmy się jak…
Podnoszę
się i od razu zamyka usta.
- Dowód…
potrzebujesz dowodu, Księżno?
Potrząsa
głową. Wypiłem więcej niż powinienem i moje emocje pędzą po wielkiej fali
tequili.
- Bo mogę
ci pokazać dokładnie to, czego potrzebujesz. – Kieruję się do niej, a ona się
cofa.
- Nie waż
się. – Unosi palec, żeby mnie powstrzymać. Odpycham go i łapię ją w talii,
przyciągając do siebie. Zbliżam usta do jej ucha.
- Pozwól mi
zrobić z tobą cokolwiek będę chciał, a dostaniesz dowód, którego potrzebujesz.
Jej oczy
robią się szkliste i śmieję się, opuszczając głowę i stykając nasze usta.
Przesuwam językiem po wnętrzu jej górnej wargi. Popycha mnie w klatkę piersiową.
- Nie! –
mówi, próbując mnie odepchnąć.
- Dlaczego
nie? – Całuję kącik jej ust i pojękuje cicho. – Piotruś Pan – szepczę do jej
ucha.
- Boję się.
- Boisz się
czego? – Całuję drugi kącik.
Nie jest
tak sztywna, jak minutę temu. Teraz w pełni ją całuję i zamykam oczy na dotyk
jej warg. Boże, jestem tak bardzo opętany
przez tę kobietę.
- Tego jak
robię się przez ciebie bezbronna.
Otwiera
usta i pozwala mi na pocałunek. Nie odwzajemnia go.
- Robię z
ciebie bezbronną, bo mnie kochasz. Taką cenę płacisz za miłość, kochanie.
Całujemy
się łagodnie, przerywając na rozmowę, ale nie odsuwamy się od siebie na więcej
niż parę centymetrów.
- Trzeba
mieć prawdziwe uczucia, żeby się kochać. Kochaliśmy się w pomarańczowym gaju.
Cofam ją,
dopóki nie dotyka udami biurka.
Przysuwam
ręce do brzegu jej sukienki i unoszę ją do góry. – Jak często myślisz o
pomarańczowym gaju, Olivia?
Oddycha
ciężko.
-
Codziennie.
Chwytam ją
pod udami i unoszę na biurko. Staję pomiędzy jej nogami i ściągam sukienkę
przez głowę. Całuję jedno ramię, potem drugie.
- Ja
również.
Odpinając
jej biustonosz, opuszczam głowę i łapię ustami sutek. Jej całe ciało wygina się
do tyłu i uda zaciska wokół mojej talii.
- Wszystko
co robisz jest seksowne. Czy kiedykolwiek ci to mówiłem? – Przenoszę się na
drugą stronę… powtarzam to samo, dopóki nie wije się pode mną.
Wplata
dłonie w moje włosy i muszę powstrzymywać się z całych sił, żeby nie wziąć jej
w tej chwili.
- Wciąż
milcząca kochanka – mówię, wracając do jej ust. Jej oczy są zamknięte, ale usta
rozchylone. – Ale oboje wiemy, Księżno, że mam sekret, jak rozwiązać twoje
struny głosowe.
Jej oczy od
razu się otwierają. Sunę palcem po jej szyi. Próbuje sformułować złośliwy
komentarz, ale mam w dłoniach jej ciało i nie potrafi ułożyć słów.
Całuję
lekko jej szyję. Jednym ramieniem oplata moją szyję, a drugą ręką ściska mój
biceps. Jej oczy mają ciemnoniebieski kolor. Przysłuchuje się, jak ją uwodzę z
niemal spragnionym wyrazem twarzy. Przesuwam rękami po jej bokach i zahaczam
palcami o cienkie paski jej majtek. Gdy je zsuwam, unosi biodra, abym mógł je
ściągnąć. Teraz jest naga, siedzi na brzegu biurka tylko w trzycalowych,
czarnych szpilkach.
- Zostawimy
szpilki… - Jeszcze bardziej rozsuwam jej uda i przesuwam dłonią po wnętrzu jej
nogi. Przygląda się mojej ręce z uwagą. Zaciskam usta, ale chcę uśmiechnąć się
na jej widoczny fetysz dłoni. Miała taki od studiów. Urywa mi się oddech, kiedy
jej dotykam.
Jest bardzo
gotowa. Rozchyla usta i zamyka oczy. Czuję się jak nastolatek po raz pierwszy
zdobywający punkt. Ile minut, godzin, dni – śniłem o dotykaniu w jej taki
sposób? Chcę rozkoszować się jej dotykiem. Przekomarzam się z nią, drażnię,
pocieram, masuję. Ostatnim razem nie zdołałem tego zrobić, więc nie spieszę
się. Jestem tak bardzo zafascynowany dotykiem jej skóry, dźwiękami, które
wydaję, że z łatwością mógłbym to robić przez godzinę. Mógłbym to robić
codziennie. Chcę to robić codziennie.
Stykamy się czołami, nasze usta dotykają się, ale nie poruszają. Rękę trzyma na
tyle mojej głowy. Wyczuwam jej pragnienie po tym jak zaciska się jej ciało.
Podoba mi się, że jestem powodem jej nierównego oddechu i drgania mięśni.
Podoba mi się, jak jej ciało reaguje na moje ręce. Wciąż trzymam jeden palec w
jej wnętrzu, kiedy się odzywam.
- Tym razem
nie zamierzam się z tobą kochać. – Mój głos jest ochrypły. Zsuwa moje spodnie,
przyciskając język do górnej wargi. Przygryzam jej język i przysuwam usta do
jej ucha.
- Zamierzam
cię przelecieć. – Nieruchomieje – albo bardziej zamiera. Ściągam moje spodnie.
Lustruje mnie wzrokiem z szalenie oszklonymi oczami.
Kładzie
się, jej włosy zwisają z drugiej strony biurka – są tak długie, że zamiatają
dywan. Nogi ma ugięte w kolanach; obcasy opierają się o brzeg biurka – wygląda
jakby wyszła z erotycznej fantazji. I kiedy myślę już, że ją mam, że uwiodłem
ją do uległości, oblizuje usta i mówi:
- Mocno i
szybko, Drake – i oby trwało dłużej niż ostatnim razem.
Po
wszystkim leżymy na podłodze w jej biurze. Ja na plecach, jedno ramię trzymając
pod głową, a drugim otaczając ją w talii. Leży na mojej klatce piersiowej w
malowniczej pozycji po odbyciu stosunku seksualnego. Gdzieś w połowie naszej
plątaniny mocnego seksu zaczęliśmy się kochać. Nie możemy tego uniknąć.
Wszystko związanego z nami ostatecznie staje się emocjonalne – nawet, kiedy
staramy się, by było inaczej. W głowie odtwarzam każdą ciepłą sekundę.
- Chyba
jestem od ciebie uzależniony seksualnie.
- To tylko
nowość tego – odpowiada – bo nigdy wcześniej tego nie robiliśmy.
- Dlaczego zawsze
próbujesz zbagatelizować moje uczucia do ciebie?
- Nie ufam
im – mówi po chwili. – Twierdzisz, że mnie kochasz, ale w międzyczasie kochałeś
inne kobiety.
-
Odepchnęłaś mnie, Księżno. Jestem tylko człowiekiem. Próbowałem znaleźć kogoś,
kto zastąpiłby cię.
- A co z
Leah? Poślubiłeś ją.
Wzdycham. –
Poczucie winy. Wciągnąłem ją w coś, zakochała się we mnie, a potem okłamałem ją
w sprawie amnezji. Czułem, że tylko biorąc z nią ślub mogę jej to wszystko
wynagrodzić.
Leży bardzo
nieruchomo w moich ramionach. Chciałbym widzieć jej twarz, ale chcę dać jej
prywatność na zmierzenie się z jej słowami.
Moje serce.
Gdyby moje serce miało kolana, to tam właśnie by było – zgięte w pół, pulsujące
od bólu. Wysuwam ramię spod głowy i pocieram oczy.
- Olivio… -
mój głos się urywa.
Chcę, żeby
zażądała całej historii, zmusiła mnie do przeżywania ponownie sekund, które
zmieniły nasze życie, ale zabiera palce i unosi się, żeby mnie pocałować.
Wsuwając się na mnie, sięga pomiędzy nami dłonią i zapominam o wszystkim –
wszystkim prócz nas.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz