Przeszłość
Drzwi były
lekko uchylone, kiedy przyjechałem. Zamierzałem zapukać, gdy otworzyły się i
wyszedł z nich mężczyzna trzymający worek śmieci. Cofnąłem się, zbyt
zaskoczony, żeby się odezwać. Moje myśli popędziły w setkę kierunków. To nie
był jej typ. Chciałem go zabić. Dlaczego wynosił jej śmieci? Często tutaj
sypiał? Czekałem, aż podniesie wzrok, uważając, że każdy mężczyzna zasługiwał
na szansę wytłumaczenia się zanim zostanie pobity.
Był trochę
zaskoczony widząc mnie przed sobą. Spojrzał za mnie, by zobaczyć czy jestem z
kimś innym i zapytał. – Pomóc w czymś?
Nie zamknął
drzwi mieszkania Olivii i widziałem wnętrze.
Puste.
Poczułem,
jak powietrze opuszcza moje płuca. Zamknąłem oczy, odchylając głowę. Nie, nie,
nie.
Oddaliłem
się, wsuwając ręce we włosy i wróciłem do miejsca, skąd konserwator patrzył na
mnie dziwnie. Moja natychmiastowa zazdrość sprawiła, że przegapiłem uniform i
plakietkę z imieniem. Dlaczego wyjechała?
Dlaczego po prostu tu nie zostałem? Wiedziałem, że to zrobiła. Uciekała,
kiedy się bała. Myślałem – co ja sobie myślałem? Że mogę ją zatrzymać, bo się
kochaliśmy? Że jej demony nie odnajdą jej w gaju pomarańczowym, gdzie
sprzedałem swoją duszę, by z nią być?
Spojrzałem
na plakietkę przypiętą do jego bluzki.
- Miguel. –
Mój głos brzmiał surowo nawet w moich uszach. Miguel uniósł brwi, patrząc jak z
trudem wydobywam z siebie słowa. – Kiedy ona… jak dawno?
- Te
mieszkanie jest otwarte od dwudziestu czterech godzin – odpowiedział, wskazując
na mieszkanie za nim. – Mamy listę oczekujących. Musimy je przygotować na
następnych dzierżawców.
Dwadzieścia cztery godziny? Gdzie ona pojechała? Czy
od razu wyjechała? Czy coś ją wystraszyło?
Przeczesuję
dłonią włosy. Zostawiłem ją zaledwie dwa dni temu, żeby rozwiązać moje sprawy.
Tańczyłem z nią na parkingu zanim odjechałem. Próbowała wyznać mi prawdę, ale
powstrzymałem ją. Gdy dowiedziałaby się o amnezji, wymyśliłaby każdy możliwy
powód, żeby ode mnie uciec. Planowałem zamknąć ją w mieszkaniu, znowu się z nią
kochać i przekonać, że może nam się udać. Ale najpierw musiałem rozwiązać pewne
sprawy, aby zacząć nowe.
Zostawiłem
Olivię i pojechałem prosto do domu Leah. Kiedy otworzyła drzwi widziałem, że
płakała. Zajęło mi pół godziny złamanie jej serca. Bolało mnie to. Nie zrobiła
nic, żeby zasłużyć na to, co jej robiłem. Powiedziałem jej, że kogoś poznałem.
Nie pytała kogo, choć podejrzewałem, iż wiedziała, skro kilka tygodni wcześniej
śledziła mnie do mieszkania Olivii. Zanim wyszedłem pocałowałem ją w czoło. Nie
powiedziałem jej o amnezji. Nie chciałem jeszcze bardziej jej ranić.
Następnie
pojechałem do mojego mieszkania. Stojąc pod prysznicem myślałem o naszym
wspólnym tygodniu. Myślałem o gaju pomarańczowym, o tym jak smakowała, o tym,
że jej skóra miała dotyk zimnego atłasu pod moimi palcami. Gdy pomyślałem o
pierwszym momencie bycia wewnątrz niej, o tym jak jej oczy rozszerzyły się, a
usta rozchyliły, musiałem oblać się zimną wodą.
Dała mi
wszystko – wszystko, od czego wcześniej się powstrzymywała. Była inna. Ale
również była taka sama. Uparta, wyzywająca… pełna kłamstw.
Wcześniej
próbowałem ją złamać. Teraz pragnąłem ją taką, jaka była. Pragnąłem każdej
pięknej skazy. Pragnąłem zabawnych ripost i chłodu, który tylko ja wiedziałem,
jak rozgrzać. Pragnąłem kłótni, tarcia i seksu na zgodę. Pragnąłem, żeby
każdego poranka budziła się w moim łóżku. Pragnąłem jej gównianego gotowania i
jej pięknego, skomplikowanego umysłu.
Cofnąłem
wszystko, w co wierzyłem, żeby z nią być. Wyrzuciłem prawdę przez okno. Tak
bardzo się bałem, że o mnie zapomni, że kłamstwem wkradłem się z powrotem do
jej życia. Teraz miałem wiele do wyjaśnienia.
Spojrzałem
na Miguela. Nagle wydawał się być moim ostatnim sznurkiem do niej.
- Czy
zostawiła coś? Notatkę… cokolwiek?
Miguel
podrapał się po karku. – Nie, stary.
-
Powiedziała, gdzie się wybiera?
Possał
zęby. – Jestem tylko konserwatorem. Nie dają mi adresu do korespondencji. –
Rozejrzał się, żeby zobaczyć czy jesteśmy sami. – Ale gdyby coś zostawiła to
byłoby to w tym czarnym worku na śmieci, który tutaj postawię, kiedy jeszcze
raz przejrzę mieszkanie.
Postawił
worek na podłodze i rzucił mi spojrzenie, po czym wrócił do mieszkania i
zamknął za sobą drzwi.
Podniosłem
go i zważyłem w dłoni. Był lekki. Zostawiła mi coś, przekazując, gdzie pojechała?
Czy Jim wrócił i ją odstraszył? Powiedział jej? Kucnąłem i odwróciłem worek do
góry nogami, wysypując jego zawartość na ziemię. Pociłem się i moje dłonie były
wilgotne, kiedy przeszukiwałem śmieci. Podarte papiery, rozbite szkło,
rozkruszone płatki kwiatów… czego ja szukałem? Listu? Olivia nigdy nie
napisałaby mi listu. To nie w jej stylu. To było w jej stylu – zostawienie mnie
bez ostrzeżenia, wrzucenie mnie do ognia. Odrzuciłem worek. Połowa moje serca
była złamana; druga była diabelsko, kurewsko wściekła. Kiedy worek opadł na
ziemię, usłyszałem jak coś niewielkiego uderza o podłogę. Przesunąłem wzrokiem
po ziemi, szukając rozpaczliwie wszystkiego, co mogłoby mnie do niej
doprowadzić.
Znalazłem
to między stopami.
Pens.
Zostawiła
go mnie czy po prostu go zostawiła? Uniosłem go, trzymając między palcami.
Kiedyś lśniąca powierzchnia miała lekko zielony odcień starzejącej się miedzi.
To było jej pożegnanie? Czułem gniew i bardziej niż gniew czułem
zdezorientowanie. Co ja zrobiłem? Gaj pomarańczowy, pocałunek na parkingu zanim
odjechałem. Byłem taki pewien tego, co do niej czułem… tego, co ona czuła do
mnie. Niemożliwe, że Olivia oddałaby mi się, gdyby nie była nas pewna. Więc dlaczego? DLACZEGO?
Podszedłem
do krańca parkingu i podniosłem pięść, pensa przyciskając do wnętrza dłoni. Wyrzuć go, powiedziałem sobie. Napiąłem
mięśnie, żeby nim rzucić.
Nie
potrafiłem tego zrobić. Opuściłem rękę na bok. Schowałem pensa do kieszeni i
pojechałem do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz