Przeszłość
Tatuś ogłosił
mnie swoją prawą ręką. Powinien być to dla mnie honor, ale czułam się bardziej
tak jakby do mojej sukni został przypięty szkarłatny list. Wszyscy znali jego
sztywną politykę dotyczącej nie wprowadzania rodziny do spółki, więc moja nagła
obecność była zimną, dżdżystą chmurą deszczową ponad resztą pracowników. Czy
mój ojciec zrekrutował szpiega? Czy kompresował etaty spółki, wykorzystując
mnie do donoszenia mu kto wykonywał, a kto nie wykonywał swojej pracy?
Przeglądali swoje papiery, kiedy przechodziłam obok, udając, że są bardzo
zajęci. Niektórzy byli radykalnie mili, mając nadzieję na zdobycie mojej
przyjaźni, aby zabezpieczyć swoje stanowiska, podczas gdy reszta była otwarcie
wroga. Pytanie Dlaczego ona tutaj jest?
było ciągłym dzwonem bijącym nade mną w korytarzach. Było okropnie.
Okropniejszy był rozmiar mojego biura. Moje biuro było najbardziej pożądane w
budynku, oprócz tatusia. Jedna ściana była zrobiona cała ze szkła; oferowała
widok śródmieścia Ft. Lauderdale. Gdybym stanęła prawidłowo, twarzą do oceanu z
oddali dostrzegłabym budynek Caleba. Jego wcześniejszy właściciel, który był
uwielbiany przez wszystkich w OPI, został zwolniony tydzień przed moim
przybyciem. Był ze spółką przez dwanaście lat i zasłużył na gabinet, który
został podany mi na tacy. Plakietka na moich drzwiach mogłaby mieć napis
Tytułowany Bachor w różowych literach. Zarabiałam pięć razy więcej niż w banku.
Na zewnątrz moje uprzywilejowane życie zleciało z Licorice Lane. W środku, pod
błyszczącym nowym gabinetem i tytułem, zniekształcałam się.
Ojciec dał
mi prestiżową pracę w jego spółce, aby udowodnić jak marnie o mnie myślał. Mój
chłopak uśmiechał się do mnie uśmiechem, który nie sięgał jego oczu. Matka
dawała mi miłość tak cienką, że wyglądała jak pokryta cukrem pogarda. Gdyby komuś
zależało, żeby powiedzieć: Leah, to wszystko jest w twojej głowie… musiałabym
podać im troje ludzi w moim życiu, którzy tak naprawdę mnie nie chcieli.
Moja
asystentka zajrzała do gabinetu. – Pani Smith, wszyscy czekają na panią w sali
konferencyjnej.
Cholera.
Zapomniałam o tym. Wzięłam swojego MacBooka i Jamba Juice, wychodząc prędko z
pokoju. Byłam tak pochłonięta żałowaniem samej siebie, że byłam dziesięć minut
spóźniona na bardzo ważne spotkanie. Nienawidziłam tego. Weszłam swobodnie do
środka, unikając spojrzenia ojca i usiadłam na swoim miejscu.
Podniosłam
wzrok, spodziewając się zobaczyć Bruce’a Gowina, który normalnie siedział obok
mnie, ale zamiast tego zostałam przywitana przez blondynkę z oślepiająco
białymi zębami.
Gdzie był
Bruce? Bruce był moim partnerem. Rozejrzałam się wokół stołu, dopóki nie
złapałam spojrzenia ojca.
- Leah,
bardzo się cieszę, że nareszcie postanowiłaś do nas dołączyć. Jeśli szukasz
pana Gowina – już nie ma go z nami. Cassandra Wickham jest jego zastępczynią.
- Możesz
nazywać mnie Cash – powiedziała, wyciągając rękę. Cash… jakie to Hollywoodzkie.
Cash miała
napuszone włosy do podbródka i usta, które widziały jakieś pięć razy igłę
glutenu. Była oszałamiająco… seksowna. Od razu poczułam się zagrożona. Posłałam
jej najszczerszy uśmiech na jaki było mnie stać i odwróciłam się z powrotem do
ojca, który przyglądał mi się uważnie. Cash była jego nowym pupilkiem, już
mogłam to stwierdzić. Zastanawiałam się czy Bruce został zwolniony tylko
dlatego, żeby zrobić jej miejsce.
- Może zacznijmy…
- Włączył projektor i wszyscy zwrócili się do niego, tak jak byliśmy do tego
zaprogramowani. Charles Austin Smith słownie gromił każdego, kto ważył się
mówić czy zasypiać podczas jego spotkań. Tak często słownie gromił moją matkę
za wyrażanie swojej opinii, że już takiej nie miała. Król Smith. Niegdyś
Smitoukis, ale to była część jego biednego życia. Kiedy Król przemawiał, jego
poddani tracili języki i słuchali.
Spotkanie było
dla wszystkich głów oddziałów OPI Gem. Ponieważ byłam głową spraw wewnętrznych,
moją odpowiedzialnością było koordynowanie nowego stanowiska Cash jako strategicznej
farmaceutki. Biorąc pod uwagę, że większość strategicznych farmaceutów albo
byli sami wyedukowani, albo uczyli się zawodu pod okiem doświadczonych
naukowców, Cash była ważną osobą w spółce. Farmaceutyczna gwiazda rocka, można
tak ją nazwać. Nie wiedziałam jak czułam się z moją nową odpowiedzialnością.
Chciałam z powrotem Bruce’a.
Po
spotkaniu skierowałam się do biura ojca, aby dowiedzieć się, dokąd zmierzał.
Zamykając za sobą drzwi, zajęłam jedyne dostępne miejsce naprzeciwko jego
biurka. Zanim się odezwałam czekałam, aż spojrzy na mnie ze swojego komputera.
- Co się
stało z Brucem, tatusiu?
Ojciec
zdjął okulary do czytania i położył je na biurku. – Pan Gowin nie spisywał się.
Mam wielkie projekty, które postawią nas na mapie jako firmę farmaceutyczną.
Potrzebowaliśmy nowej pary oczu. Ufam, że weźmiesz pod swoje skrzydło pannę
Wickham.
Potaknęłam…
zbyt gorliwie. Zmarszczył brwi. – Będziesz blisko z nią pracowała, gdy sformułujemy
i zbadamy nowy lek. Kładę w tobie odpowiedzialność nad całym projektem.
Opadła mi
szczęka. Szybko się pozbierałam, ścierając z twarzy durny uśmiech, starając się
być wiceprezesem spraw wewnętrznych.
To była
wielka sprawa. Jakiekolwiek motywy były mojego ojca na wciągnięcie mnie do
firmy, przez te wiadomości zostały odsunięte na bok. Powierzył mi wprowadzenie
nowego leku. To było ogromne!
- Dziękuję,
tatusiu. Jestem bardzo zaszczycona.
Odesłał
mnie machnięciem ręki i musiałam się powstrzymać przed wybiegnięciem z
gabinetu. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam było zadzwonienie do Caleba.
Był
zdyszany, gdy odebrał telefon. Wyobrażałam sobie, że właśnie powrócił z biegu.
- Wow,
Ruda. Jestem z ciebie dumny. Odbiorę cię dzisiaj z pracy i pójdziemy to świętować.
Błyszczałam
pod jego pochwałą. Zgodziłam się być gotową o dziewiętnastej. Odłożyłam
słuchawkę i wygładziłam spódnicę. Musiałam przejść się na dół do laboratorium,
gdzie Cash będzie miała swoje biuro. Skoro miałyśmy razem pracować, to w moim
najlepszym interesie było poznanie jej. Gdy odwróciłam się do drzwi, ona już
tam stała.
- Leah –
powiedziała. – Mogę wejść?
Skinęłam
głową i pokazałam jej, żeby usiadła.
-
Pomyślałam, że mogłybyśmy zjeść lunch, trochę się zapoznać ze sobą.
Zdecydowałam
się nie mówić jej, że zamierzałam zrobić to samo. Niech sobie myśli, że mnie
goni. To ja byłam szefową; powinnam utrzymywać profesjonalną aurę. Przyjrzałam
się jej rysom, gdy siedziała naprzeciw mnie. Byłyśmy w podobnym wieku. Miała
trochę szorstką skórę, jakby przyjaźniła się przez kilka ostatnich lat z
solarium. Respektowałam ładny rozmiar C, ale kiedy sięgało się do podwójnego D
to trochę zbyt bardzo naśladowało się Jessicę Rabbit. Cash zdecydowanie sięgała
podwójnego D.
- Nie
bardzo się tutaj odnajduję – powiedziała, krzyżując nogi. – Dopiero co
przeprowadziłam się tutaj z D.C.
Co się na
coś takiego odpowiadało? Naprawdę nie obchodziło mnie, skąd była. Uśmiechnęłam
się.
- Możesz
pojechać ze mną. Jutro?
Potaknęła,
wstając. Na kostce miała tatuaż delfina. Dziwne jak na kogoś z D.C.
- Świetnie,
do jutra. – Pozostała chwilkę przy drzwiach. Myślałam, że powie coś jeszcze,
ale w ostatniej chwili wyleciała i skręciła za rogiem, jakby od czegoś
uciekała.
Patrzyłam
za nią jak szła korytarzem i nacisnęła guzik windy. Było w niej coś
podejrzanego. Caleb pewnie potrafiłby ją rozgryźć. Był dobry w takich bzdurach.
Niemal byłam skuszona, aby pozwolić im się poznać, ale potem pomyślałam o tym
jak kobiety reagowały na Caleba i odrzuciłam ten pomysł. Potrzeba było mi
jeszcze tej blondyny flirtującej z moim chłopakiem. Sama będę musiała mieć na
nią oko.
Gdy
nadeszła osiemnasta poszłam do łazienki, żeby odświeżyć się na randkę z
Calebem. Na szczęście miałam na sobie nowy, biały strój od Chanel. Wyciągnęłam
wsuwki z włosów i pozwoliłam im spłynąć po plecach. Czerwień rzucała się w oczy
na tle bieli. Byłam piękna, Wiedziałam o tym, mężczyźni cały czas mi to mówili,
a większość kobiet mi zazdrościła. Tak bardzo, że prawie niemożliwym było
utrzymanie przyjaźni.
Caleb
wszedł do mojego biura dziesięć minut wcześniej, pachnąc igłami sosnowymi i
wyglądając smakowicie. Zawsze był wcześniej. Udałam zaskoczoną, jakbym nie
spędziła ostatnich dwudziestu minut na strojeniu się w łazience. Wstałam, żeby
go pocałować i zatrzepotało mi w brzuchu, gdy wsunął język do moich ust.
- Podoba mi
się to – powiedział, przesuwając palcem po materiale, który kończył mój dekolt.
Odnosił się do mojego stroju, ale z Calebem zawsze istniała dwuznaczność.
- Może to
zdejmiesz i zobaczysz czy spodoba ci się to co jest pod spodem – powiedziałam w
jego usta. Podobał mi się pomysł ochrzczenia mojego nowego biura.
Zastanawiał
się nad moją ofertą, gdy ktoś zapukał do drzwi.
Odepchnęłam
się od jego torsu, rozdrażniona.
- Wejść.
Cash
otworzyła drzwi. Jej twarz zaczerwieniła się, kiedy nas zobaczyła.
- Mój Boże,
bardzo przepraszam – powiedziała, wycofując się. – Chciałam się zapytać czy
wiesz, jak dotrzeć do najbliższej Panery.
Przesunęła
po nas wzrokiem, zatrzymując się na twarzy Caleba.
Nie
podobało mi się to jak na niego patrzyła. Przysunęłam się do niego bliżej,
oplątując ramionami jego szyję jak zaborczy leniwiec.
Mój.
Wydawała
się rozumieć język mojego ciała. Kąciki jej usta uniosły się leciutko. Nastała
niezręczna cisza, podczas której czekałam aż sobie pójdzie. Caleb chrząknął.
Prezentacje, oczywiście.
- Cassandro
Wickham, to jest mój chłopak Caleb – powiedziałam. Caleb odsunął się ode mnie,
żeby uścisnąć jej dłoń. Nie chciałam, żeby ją dotykał. Trzymała jego rękę o
kilka sekund za długo, uśmiechając się z fałszywą skromnością.
Czy ona nie
widziała, że stałam obok?
- Jesteś
nowa w mieście? – zapytał Caleb, puszczając jej dłoń. Zbliżył się do mnie i
przycisnęłam się do jego boku. Znał moje słabości, jedną z nich było brak
pewności siebie. Ilekroć wykrywał te fale, nadrabiał w kwestii poświęcania
uwagi. Idealny, był idealny.
Cash
skinęła głową. – Wprowadziłam się tutaj tydzień temu.
- Cassandra
będzie ze mną pracować nad nowym projektem – powiedziałam z napięciem. Nie
chciałam już nazywać ją Cash.
Wiedziałam,
co będzie następne. Caleb był dżentelmenem. Jeżeli ktoś nie znał obszaru i
ogłaszał swój głód…
- Powinnaś
dołączyć do nas na kolacji. Zamierzaliśmy iść świętować.
Skrzywiłam
się. Ona raczej tego nie dostrzegła, może dlatego, że wlepiała oczy w mojego
chłopaka.
- Nie
chciałabym się narzucać…
Ta, jasne.
-
Oczywiście, że nie będziesz się narzucać – odparłam szybko. – Bardzo się
ucieszymy, jeśli pojedziesz z nami.
Spojrzała
na mnie i miałam wątpliwości czy usłyszała to, co naprawdę mówiłam.
- Więc
pójdę tylko po torebkę.
Gdy tylko wyszła
z biura, Caleb pocałował mnie w czoło… potem usta. Przyciągała go dobroć, nawet
bywał nią podniecony – dlatego właśnie miałam obawy. Nieszczególnie tkwiłam na
Miłej Liście Mikołaja. Albo on jeszcze się nie zorientował, albo zbyt
rozproszony był moimi cyckami, żeby się przejmować. Wprawdzie miałam naprawdę
ładne piersi.
Spotkaliśmy
się z Cash w lobby i uparła się, że pojedzie z nami. Musiałam prawie odepchnąć
ją z drogi, żeby dostać się do przedniego siedzenia. Caleb zabrał nas do
Seasons 52. Zamówiliśmy wino i jedną lampkę później Cash dowiedziała się o moim
chłopaku więcej niż ja w ciągu roku.
- Więc ta
dziewczyna – twoja była – nie chciała się z tobą przespać. Wybacz mi, że to
mówię, ale jesteś tak cholernie seksowny, jak to w ogóle możliwe? Była lesbijką?
Caleb
uśmiechnął się krzywo i zastanawiałam się jaki sekret ukrywał za tymi
zmysłowymi ustami.
Przesunął
językiem po dolnej wardze i przyjrzał się Cash „śmiejącymi się oczami”, jak je
nazywałam.
- Ktoś
zranił ją emocjonalnie. Niestety ja także ją zraniłem.
- Niestety?
– powtórzyła, przenosząc wzrok na mnie.
Poczułam
ukłucie, nawet na niego nie patrząc. Caleb nosił emocje na szczęce. Wyobrażałam
sobie, że w tamtej chwili dość mocno ją zaciskał. Sięgnęłam po jego rękę pod
stołem i splotły się nasze palce. Myślał, że oferowałam wsparcie, ale chciałam
tylko wiedzieć, że wciąż był mój. Chciałam mu przypomnieć, że to ja siedziałam
z nim przy tym stole, nie ona.
Przesunął
się w miejscu. Cash zadała mu mnóstwo pytań o to jak się poznaliśmy. Gdy tylko
złapała się myśli, że nie chciał iść ze mną na randkę w ciemno, chciała
wiedzieć dlaczego.
- A co z
tobą, Cash? Jaka jest twoja historia? – Rzęsy Cash próbowały odlecieć.
Powstrzymałam uśmieszek i przygotowałam się na szaloną jazdę. Caleb miał wprawę
w wyciąganiu informacji. Byłam całkiem pewna, że do końca posiłku poznamy całą
jej historię.
Wyciągnęła
wymanikiurowany palec, żeby założyć pasemko włosów za ucho. Coś ukrywała.
Wiedziałam jak wyglądała kobieta z sekretem; każdego dnia patrzyłam na taką w
lustrze. Kobiety nosiły sekrety w oczach i jeżeli skupiało się uwagę, to można
było wyłapać błyski wyraźnych emocji, pływających w zwykłych rozmowach. Caleb
zapytał czy sama przeprowadziła się na Florydę i wyłapałam szybki opuszczenie
wzroku, zanim wesoło odpowiedziała. – Tak.
Brałam
zajęcia psychologiczne na studiach, które studiowały język ciała. Jeden z
wykładów miał nazwę Sztuka Kłamania. Mieliśmy przeprowadzić eksperyment wraz z
czytaniem rozdziału, w którym pytaliśmy osobę, kogo nie było w klasie, seria
pytań. Ku mej wielkiej radości nauczyłam się, że osoba, która przywołuje
prawdziwe wspomnienie podnosi wzrok i zerka w prawo, podczas gdy osoba, która
wykorzystuje twórczą część swojego mózgu – żeby skłamać – spuszcza wzrok i
zerka w lewo. Cash często spuszczała spojrzenie. Obrzydliwa. Mała. Kłamczucha.
- Gdzie
mieszka twoja rodzina? – zapytał Caleb. Przesuwał między palcami kosmyk moich
włosów. Cash przypatrywała się zazdrośnie.
- Och, są w
pobliżu – odparła, zbywając pytanie.
- W pobliżu
tutaj?
- Mój
ojciec tutaj mieszka. Matka mieszka w Nowym Jorku.
- Często
się z nim widujesz?
Pokręciła
głową. – Nie bardzo.
Kolejna
popieprzona rodzina, bez wątpienia. Prawie skinęłam głową we współczuciu.
-
Chciałabym mieć więcej czasu – powiedziała szybko. – Byłam bardzo zajęta przeprowadzką.
Jesteśmy sobie bardzo bliscy.
Jej usta
otwarte były, żeby sypnąć kolejnym kłamstwem, kiedy kelner przyszedł z naszym
jedzeniem. Co za szkoda. Chciałam je usłyszeć. Reszcie posiłku towarzyszyła
gadka szmatka. Zatem była blisko z jej ojcem? Musiało być miło.