5.3.14

Dirty Red - rozdział 22

Przeszłość

Dzień mojego ślubu wyglądał bardziej jak koronacja niż rzeczywisty ślub. W jakiś sposób była to dla mnie koronacja. Wygrałam moją koronę. Miałam, dość możliwie, najseksowniejszego, najbardziej ujmującego mężczyznę, jakiego miał do zaoferowania świat. Pobiłam wredną, kruczoczarną wiedźmę, żeby go dostać. Czułam triumf. Długo na to czekałam.
Myślałam o tych wszystkich rzeczach, kiedy stałam przed lustrem w sukience koloru kości słoniowej. Miała sercowy dekolt, spódnicę syreny. Moje włosy były spięte, zakręcone w coś co wyglądało jak muszla, a do boku przypięty był śliczny biały kwiatek. Chciałam rozpuścić włosy, ale Caleb prosił, żeby je spięła. Zrobiłabym dla niego wszystko.
Wyjrzałam przez okno na rozciągające się podwórko moich rodziców. Zaczynali przybywać goście; odźwierni kierowali ich do miejsc. Niebo przygaszało i nareszcie zaczęło pokazywać się tysiąc światełek, które nalegałam, aby zostały zawieszone na drzewach.
Olbrzymi namiot stał po lewej, gdzie odbędzie się przyjęcie. Na prawo znajdował się basen rozmiarów olimpijskich. Rodzice zamówili szklaną podłogę nałożoną na basen, gdzie Caleb i ja złożymy sobie przysięgi. Będziemy chodzili po wodzie. Podskakiwałam na samą myśl. Krzesła ustawione były wokoło basenu. Wokoło będziemy mieli widownię. Caleb śmiał się, kiedy dzień wcześniej zobaczył to po raz pierwszy. Nie cierpiał tego, że moja rodzina próbowała przewyższyć Jonesów.
- Miłość jest prosta – powiedział wtedy. – Im więcej pompy dodajesz ślubowi, tym mniej szczere to się robi.
Nienawidziłam tego. Śluby były lukrem na resztę twojego życia. Jeżeli lukier nie był dobry, to kto chciał próbować babeczki?
Przez dobre piętnaście minut gapiliśmy się na tę szklaną podłogę, kiedy nareszcie powiedziałam. – Chciałam być Małą Syrenką. – Początkowo się zaśmiał, a potem jego twarz spoważniała. Pociągnął za jeden z moich loków. – Będzie pięknie, Lee. Będziesz Małą Syrenką. Przepraszam, odzywał się we mnie palant.

Moja matka wpadła do pokoju dziesięć minut przed ślubem. Tego dnia widziałam ją po raz pierwszy. Nachyliła się nade mną, gdy Courtney nakładała mi szminkę. Katine, która była po drugiej stronie pokoju dokańczając własny makijaż, spotkała moje spojrzenie w lustrze. Bardzo dobrze była zaznajomiona z moją matką i jej popisami. Stłumiłam wzrastające mdłości, jak Courtney przetarła moje wargi chusteczką.
- Cześć, mamo – powiedziałam, odwracając się do niej z uśmiechem.
- Dlaczego wybrałaś ten odcień, Leah? Wyglądasz jak wampir.
Spojrzałam na siebie w lustrze. Courtney nałożyła mój firmowy odcień czerwieni. Być może wyglądało to odrobinę zbyt gotycko jak na ślub. Sięgnęłam po chusteczkę i starłam ją, wskazując na różaną szminkę. – Wypróbujmy tę.
Matka obserwowała z satysfakcją, jak nakładana była nowa szminka. – Wszyscy już prawie są. Będzie to najbardziej imponujący ślub roku, mogę ci to zagwarantować.
Promieniałam.
- I najpiękniejsza panna młoda – odezwała się moja siostra, nakładając róż na moje policzki.
- Oraz najseksowniejszy pan młody – rzuciła przez ramię Katine.
Zachichotałam, wdzięczna za ich wsparcie.
- Tak, miejmy tylko nadzieję, że tym razem będzie w stanie go przytrzymać – powiedziała matka. Katine opuściła szczoteczkę tuszu do rzęs.
- Mamo! – powiedziała gniewnie Courtney. – To niestosowne. Możesz przestać być jędzą?
Mnie nigdy nie upiekłoby się za powiedzenie czegoś takiego. Mama zmarszczyła brwi na swoją ulubioną córkę. Wyczuwałam kłótnię.
Położyłam rękę na ramieniu Courtney. Nie chciałam, żeby dziś były kłótnie. Chciałam, żeby wszystko było idealne. Przełknęłam ból i uśmiechnęłam się do mamy.
- Kochamy się – powiedziałam z przekonaniem. – Nie muszę niczego przytrzymywać. On jest mój.
Uniosła idealne brwi, zaciskając usta. – Zawsze istnieje coś, co kochają bardziej – powiedziała. – Kobieta albo samochód, albo…
Urwała, ale dokończyłam za nią w głowie – albo druga córka…
Courtney, nieświadoma faworyzowania naszego ojca, nałożyła więcej różu na moich policzkach. – Przesadzasz, mamo. Nie każdy mężczyzna taki jest.
Matka uśmiechnęła się z pobłażaniem do młodszej córki, przesuwając ręką po jej policzku. – Nie, moje kochanie – powiedziała – nie dla ciebie.
Usłyszałam aluzję. Courtney nie. Spojrzałam na jej rękę na policzku mojej siostry i zabolało mnie. Nigdy mnie nie dotykała, dopóki nie musiała. Nawet gdy byłam mała, szczęście miała, kiedy przytulono mnie w moje urodziny. Odwracając się od nich, pomyślałam o Calebie i od razu poczułam się lepiej. Dzisiaj zaczniemy własną rodzinę. Nigdy, przenigdy nie będę traktowała mojego dziecka, tak jak oni traktowali mnie. Niezależnie od sytuacji. Caleb będzie najlepszym tatą na świecie. Będę w stanie spojrzeć w tył na moje stare życie ze smutkiem, promieniejąc w różowych oparach nowego. Caleb.
Miałam go. Może nikogo innego, ale on mi wystarczał.
Pięć minut zanim wszystko miało się zacząć ktoś zapukał do drzwi. Mama już wyszła, a ze mną były tylko Katine i Courtney.
Courtney pobiegła, żeby zobaczyć kto to, podczas gdy Katine pomogła mi założyć buty.
Wróciła, uśmiechając się lekko. – To Caleb. Chce z tobą porozmawiać.
Katine potrząsnęła głową. – Nie ma mowy! Nie może jej jeszcze zobaczyć. Jestem rozwiedziona i wiecie co? Pozwoliłam dupkowi zobaczyć się zanim wzięliśmy ślub – powiedziała to rzeczowo, jakby był to jedyny powód dla którego jej małżeństwo się rozpadło.
Spojrzałam na drzwi, rytm mojego serca przyśpieszył. Mnie to nie przeszkadzało. – Wy idźcie na dół. Zobaczę się z wami za chwilę.
Katine założyła ramiona na piersiach, jakby nigdzie się nie wybierała.
- Katine – powiedziałam – Brian zostawił cię, bo przespałaś się z jego bratem, nie dlatego, że zobaczył cię w sukni ślubnej. A teraz wynocha.
Courtney chwyciła Katine za ramię, zanim mogłaby odpyskować i wyciągnęła ją z pokoju.
Wygładziłam sukienkę, szybko spoglądając w lustro zanim podeszłam do drzwi. O czym mógłby ze mną rozmawiać? Nagle zrobiło mi się niedobrze. Co jeśli chciał wszystko odwołać? Czy w ogóle istniał dobry powód, dla którego pan młody żądał rozmowy z panną młodą przed ich ślubem?
Uchyliłam drzwi.
- Nie powinieneś mnie widzieć – powiedziałam.
Roześmiał się, co od razu mnie uspokoiło. Śmiejący się mężczyzna nie przychodził zrywać z narzeczoną.
- Odwróć się – odparł. – A ja wejdę tyłem.
- Dobra.
Obróciłam się plecami do drzwi i odeszłam parę kroków. Usłyszałam wchodzącego do środka Caleba. Stanął przyciskając plecy do moich pleców. Sięgnął po moje dłonie i staliśmy tak dobrą minutę, gdy się odezwał.
- Obrócę się… - powiedział.
- Nie!
Zaczął się śmiać i wiedziałam, że się droczył.
Ścisnęłam jego dłonie. On ścisnął moje.
- Leah. – Jego głos dotykał mojego imienia w sposób, który sprawił, że zamknęłam oczy. Wszystko co spływało z jego języka brzmiało pięknie, zwłaszcza moje imię.
- Tak? – spytałam cicho.
- Kochasz mnie czy wyobrażenie o mnie?
Zesztywniałam, a on kciukami pogłaskał koniuszki moich palców.
Próbowałam zabrać ręce, bo chciałam zobaczyć jego twarz, ale trzymał je mocno, nie puszczając mnie.
- Jedynie odpowiedz na pytanie, kochanie.
- Kocham ciebie – odparłam z całym przekonaniem. – Czy ty… czy ty nie czujesz tego samego?
O Boże. Odwoła ślub.
Czułam jak moje gardło się zaciskało. Opuściłam głowę, głęboko oddychając.
- Kocham cię, Leah. Nie poprosiłbym cię o rękę, gdybym cię nie kochał.
Więc dlaczego odbywamy tę rozmowę?
- Więc dlaczego odbywamy tę rozmowę? – W głowie brzmiałam pewniej. Mój głos zadrżał.
- Miłość nie zawsze wystarcza. Chcę tylko się upewnić…
Jego głos umilkł. Czy on mówił o Olivii? Chciałam krzyczeć. Była z nami nawet w dzień naszego ślubu. Chciałam mu powiedzieć, że jej już nie ma! Poszła dalej. Była… była… bezwartościową suką, która na niego nie zasługiwała.
Czy ja go kochałam?
Uniosłam brodę. Tak, kochałam – na pewno bardziej niż ona. Jeżeli potrzebował, żebym go o tym przekonała, to tak zrobię.
- Caleb – powiedziałam cicho. – Jest coś, o czym nigdy ci nie powiedziałam. Chodzi o moją rodzinę.
Wzięłam wdech i pozwoliłam prawdzie wylać się przez moje usta. Teraz albo nigdy. Moje słowa splątane były wstydem i bólem. Caleb, wyczuwając coś, mocniej mnie trzymał.
- Jestem adoptowana.
Spróbował się obrócić, ale powstrzymałam go. Nie mogłam jeszcze na niego spojrzeć. Musiałam to z siebie wyrzucić. W każdej chwili przyjdą po nas, a musiałam skończyć zanim to zrobią. – Po prostu się nie odwracaj, dobrze. Tylko… słuchaj.
- Dobrze – powiedział.
- Kiedy moi rodzice się pobrali, przez trzy lata starali się o dziecko. Lekarze powiedzieli mojej matce, że nie może mieć dzieci, więc niechętnie zdecydowali się na adopcję. Mój ojciec jest grekiem, Caleb. Potrzebował syna. Postanowili nie czekać na krajową adopcję, co zajęłoby wiele lat. Mój ojciec miał kontakty w rosyjskiej ambasadzie.
- Leah…
Mój głos prawie się załamał na dźwięk jego głosu. – Przymknij się – powiedziałam. – To naprawdę ciężkie, daj mi powiedzieć.
Walczyłam ze łzami. Nie poświęciłabym na to mojego makijażu.
- Moja prawdziwa matka miała szesnaście lat i pracowała w burdelu. Nie byłam chłopcem, którego pragnęli, ale przywieźli mnie tutaj ze sobą. Miałam sześć tygodni. Miesiąc później moja matka dowiedziała się, że jest w ciąży. Poroniła… przypuszczam, że był to chłopiec. Ojciec obwiniał mnie o stres, który spowodował poronienie. Najwyraźniej byłam bardzo trudna, kolkowa i w ogóle. Kilka miesięcy później zaszła w ciążę z Courtney, ale ojciec stracił swojego chłopczyka. Chyba od tamtej pory mnie nienawidzi. Przeszłam z dziecka, którego pragnęli do dziecka, które zabiło upragnione dziecko do… niedogodności – dziecka prostytutki.
Ktoś głośni zastukał do drzwi. – Jeszcze parę minut – zawołałam. Obróciłam się twarzą do Caleba. Wziął mnie w ramiona ze zmarszczonymi mocno brwiami. Jego ciepło wsączyło się we mnie. Przez długi czas milczał.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś?
- Boże, Caleb. To brudny sekrecik mojej rodziny. Było mi wstyd. – Musiałam mocno odchylić głowę, żeby spojrzeć mu w twarz. Sprawiał, że czułam się mała i chroniona.
- Nie masz czego się wstydzić. To oni – nie mogę sobie nawet tego wyobrazić.
Pokręcił głową. – Dlatego twój ojciec dziś cię nie odprowadzi? – Zmrużył oczy i zarumieniłam się. Powiedziałam mu, że podagra ojca sprawia mu problemy. Wszystkie chwyty dozwolone. Skinęłam głową. Ojciec powiedział mi tydzień wcześniej, że nie będzie mi towarzyszyć w przejściu. Nieszczególnie tego od niego oczekiwałam.
Caleb przeklął. Bardzo rzadko przy mnie przeklinał. Widziałam jak bardzo był zły. – Dlatego dał ci pracę. – Nie było to pytanie. Łączył wszystkie elementy układanki. Potaknęłam. Wyglądał tak wściekle; wiedziałam, że mój plan działał.
- Caleb… nie zostawiaj mnie. – Moja warga drżała. – Proszę… kocham cię.
Złapał mnie prawie szorstko i przytulił. Złapałam się go, nie martwiąc się makijażem czy włosami. Taka była droga do jego serca. Grałam na jego współczuciu i grałam na jego potrzebie chronienia rzeczy, które były złamane i zagubione.
Znowu usłyszeliśmy pukanie. Caleb odsunął mnie na długość ramienia i przyjrzał mi się. Coś zmieniło się w jego oczach. Stałam się dla niego kimś innym w chwili, kiedy podzieliłam się moją tajemnicą. Czy wiedziałam, że tak się stanie? Czy celowo odsuwałam wyznanie mu prawdy na wypadek, gdyby wydarzyło się coś takiego?
Lekko przesunął palcem od linii moich włosów, przez czoło do nosa, przez wargi do szyi.
- Jesteś olśniewająca – powiedział. – Mogę odprowadzić cię przejściem?
Moje serce podskoczyło, poleciało… zrobiło pieprzony taniec szczęścia. Ożeni się ze mną ożeni.
- Tak, proszę.
- Leah…
- Tak?
- Nie zranię cię. Zaopiekuję się tobą. Wierzysz mi?

- Tak – skłamałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz