Przeszłość
Dzień
mojego ślubu wyglądał bardziej jak koronacja niż rzeczywisty ślub. W jakiś
sposób była to dla mnie koronacja.
Wygrałam moją koronę. Miałam, dość możliwie, najseksowniejszego, najbardziej
ujmującego mężczyznę, jakiego miał do zaoferowania świat. Pobiłam wredną,
kruczoczarną wiedźmę, żeby go dostać. Czułam triumf. Długo na to czekałam.
Myślałam o
tych wszystkich rzeczach, kiedy stałam przed lustrem w sukience koloru kości
słoniowej. Miała sercowy dekolt, spódnicę syreny. Moje włosy były spięte,
zakręcone w coś co wyglądało jak muszla, a do boku przypięty był śliczny biały
kwiatek. Chciałam rozpuścić włosy, ale Caleb prosił, żeby je spięła. Zrobiłabym
dla niego wszystko.
Wyjrzałam
przez okno na rozciągające się podwórko moich rodziców. Zaczynali przybywać
goście; odźwierni kierowali ich do miejsc. Niebo przygaszało i nareszcie
zaczęło pokazywać się tysiąc światełek, które nalegałam, aby zostały zawieszone
na drzewach.
Olbrzymi
namiot stał po lewej, gdzie odbędzie się przyjęcie. Na prawo znajdował się
basen rozmiarów olimpijskich. Rodzice zamówili szklaną podłogę nałożoną na
basen, gdzie Caleb i ja złożymy sobie przysięgi. Będziemy chodzili po wodzie.
Podskakiwałam na samą myśl. Krzesła ustawione były wokoło basenu. Wokoło
będziemy mieli widownię. Caleb śmiał się, kiedy dzień wcześniej zobaczył to po
raz pierwszy. Nie cierpiał tego, że moja rodzina próbowała przewyższyć Jonesów.
- Miłość
jest prosta – powiedział wtedy. – Im więcej pompy dodajesz ślubowi, tym mniej
szczere to się robi.
Nienawidziłam
tego. Śluby były lukrem na resztę twojego życia. Jeżeli lukier nie był dobry,
to kto chciał próbować babeczki?
Przez dobre
piętnaście minut gapiliśmy się na tę szklaną podłogę, kiedy nareszcie
powiedziałam. – Chciałam być Małą Syrenką. – Początkowo się zaśmiał, a potem
jego twarz spoważniała. Pociągnął za jeden z moich loków. – Będzie pięknie,
Lee. Będziesz Małą Syrenką. Przepraszam, odzywał się we mnie palant.
Moja matka wpadła
do pokoju dziesięć minut przed ślubem. Tego dnia widziałam ją po raz pierwszy. Nachyliła
się nade mną, gdy Courtney nakładała mi szminkę. Katine, która była po drugiej
stronie pokoju dokańczając własny makijaż, spotkała moje spojrzenie w lustrze. Bardzo
dobrze była zaznajomiona z moją matką i jej popisami. Stłumiłam wzrastające
mdłości, jak Courtney przetarła moje wargi chusteczką.
- Cześć,
mamo – powiedziałam, odwracając się do niej z uśmiechem.
- Dlaczego
wybrałaś ten odcień, Leah? Wyglądasz jak wampir.
Spojrzałam
na siebie w lustrze. Courtney nałożyła mój firmowy odcień czerwieni. Być może
wyglądało to odrobinę zbyt gotycko jak na ślub. Sięgnęłam po chusteczkę i
starłam ją, wskazując na różaną szminkę. – Wypróbujmy tę.
Matka obserwowała
z satysfakcją, jak nakładana była nowa szminka. – Wszyscy już prawie są. Będzie
to najbardziej imponujący ślub roku, mogę ci to zagwarantować.
Promieniałam.
- I
najpiękniejsza panna młoda – odezwała się moja siostra, nakładając róż na moje
policzki.
- Oraz
najseksowniejszy pan młody – rzuciła przez ramię Katine.
Zachichotałam,
wdzięczna za ich wsparcie.
- Tak,
miejmy tylko nadzieję, że tym razem będzie w stanie go przytrzymać – powiedziała
matka. Katine opuściła szczoteczkę tuszu do rzęs.
- Mamo! –
powiedziała gniewnie Courtney. – To niestosowne. Możesz przestać być jędzą?
Mnie nigdy
nie upiekłoby się za powiedzenie czegoś takiego. Mama zmarszczyła brwi na swoją
ulubioną córkę. Wyczuwałam kłótnię.
Położyłam
rękę na ramieniu Courtney. Nie chciałam, żeby dziś były kłótnie. Chciałam, żeby
wszystko było idealne. Przełknęłam ból i uśmiechnęłam się do mamy.
- Kochamy
się – powiedziałam z przekonaniem. – Nie muszę niczego przytrzymywać. On jest
mój.
Uniosła
idealne brwi, zaciskając usta. – Zawsze istnieje coś, co kochają bardziej –
powiedziała. – Kobieta albo samochód, albo…
Urwała, ale
dokończyłam za nią w głowie – albo druga
córka…
Courtney, nieświadoma
faworyzowania naszego ojca, nałożyła więcej różu na moich policzkach. – Przesadzasz,
mamo. Nie każdy mężczyzna taki jest.
Matka
uśmiechnęła się z pobłażaniem do młodszej córki, przesuwając ręką po jej
policzku. – Nie, moje kochanie – powiedziała – nie dla ciebie.
Usłyszałam
aluzję. Courtney nie. Spojrzałam na jej rękę na policzku mojej siostry i
zabolało mnie. Nigdy mnie nie dotykała, dopóki nie musiała. Nawet gdy byłam
mała, szczęście miała, kiedy przytulono mnie w moje urodziny. Odwracając się od
nich, pomyślałam o Calebie i od razu poczułam się lepiej. Dzisiaj zaczniemy
własną rodzinę. Nigdy, przenigdy nie będę traktowała mojego dziecka, tak jak
oni traktowali mnie. Niezależnie od sytuacji. Caleb będzie najlepszym tatą na
świecie. Będę w stanie spojrzeć w tył na moje stare życie ze smutkiem, promieniejąc
w różowych oparach nowego. Caleb.
Miałam go. Może
nikogo innego, ale on mi wystarczał.
Pięć minut
zanim wszystko miało się zacząć ktoś zapukał do drzwi. Mama już wyszła, a ze
mną były tylko Katine i Courtney.
Courtney
pobiegła, żeby zobaczyć kto to, podczas gdy Katine pomogła mi założyć buty.
Wróciła,
uśmiechając się lekko. – To Caleb. Chce z tobą porozmawiać.
Katine
potrząsnęła głową. – Nie ma mowy! Nie może jej jeszcze zobaczyć. Jestem rozwiedziona
i wiecie co? Pozwoliłam dupkowi zobaczyć się zanim wzięliśmy ślub – powiedziała
to rzeczowo, jakby był to jedyny powód dla którego jej małżeństwo się rozpadło.
Spojrzałam
na drzwi, rytm mojego serca przyśpieszył. Mnie to nie przeszkadzało. – Wy idźcie
na dół. Zobaczę się z wami za chwilę.
Katine
założyła ramiona na piersiach, jakby nigdzie się nie wybierała.
- Katine –
powiedziałam – Brian zostawił cię, bo przespałaś się z jego bratem, nie
dlatego, że zobaczył cię w sukni ślubnej. A teraz wynocha.
Courtney
chwyciła Katine za ramię, zanim mogłaby odpyskować i wyciągnęła ją z pokoju.
Wygładziłam
sukienkę, szybko spoglądając w lustro zanim podeszłam do drzwi. O czym mógłby
ze mną rozmawiać? Nagle zrobiło mi się niedobrze. Co jeśli chciał wszystko
odwołać? Czy w ogóle istniał dobry powód, dla którego pan młody żądał rozmowy z
panną młodą przed ich ślubem?
Uchyliłam
drzwi.
- Nie
powinieneś mnie widzieć – powiedziałam.
Roześmiał
się, co od razu mnie uspokoiło. Śmiejący się mężczyzna nie przychodził zrywać z
narzeczoną.
- Odwróć
się – odparł. – A ja wejdę tyłem.
- Dobra.
Obróciłam
się plecami do drzwi i odeszłam parę kroków. Usłyszałam wchodzącego do środka
Caleba. Stanął przyciskając plecy do moich pleców. Sięgnął po moje dłonie i
staliśmy tak dobrą minutę, gdy się odezwał.
- Obrócę
się… - powiedział.
- Nie!
Zaczął się
śmiać i wiedziałam, że się droczył.
Ścisnęłam
jego dłonie. On ścisnął moje.
- Leah. –
Jego głos dotykał mojego imienia w sposób, który sprawił, że zamknęłam oczy. Wszystko
co spływało z jego języka brzmiało pięknie, zwłaszcza moje imię.
- Tak? –
spytałam cicho.
- Kochasz
mnie czy wyobrażenie o mnie?
Zesztywniałam,
a on kciukami pogłaskał koniuszki moich palców.
Próbowałam
zabrać ręce, bo chciałam zobaczyć jego twarz, ale trzymał je mocno, nie
puszczając mnie.
- Jedynie
odpowiedz na pytanie, kochanie.
- Kocham ciebie
– odparłam z całym przekonaniem. – Czy ty… czy ty nie czujesz tego samego?
O Boże. Odwoła
ślub.
Czułam jak
moje gardło się zaciskało. Opuściłam głowę, głęboko oddychając.
- Kocham
cię, Leah. Nie poprosiłbym cię o rękę, gdybym cię nie kochał.
Więc dlaczego odbywamy tę rozmowę?
- Więc
dlaczego odbywamy tę rozmowę? – W głowie brzmiałam pewniej. Mój głos zadrżał.
- Miłość
nie zawsze wystarcza. Chcę tylko się upewnić…
Jego głos umilkł.
Czy on mówił o Olivii? Chciałam krzyczeć. Była z nami nawet w dzień naszego
ślubu. Chciałam mu powiedzieć, że jej już nie ma! Poszła dalej. Była… była… bezwartościową
suką, która na niego nie zasługiwała.
Czy ja go
kochałam?
Uniosłam
brodę. Tak, kochałam – na pewno bardziej niż ona. Jeżeli potrzebował, żebym go
o tym przekonała, to tak zrobię.
- Caleb –
powiedziałam cicho. – Jest coś, o czym nigdy ci nie powiedziałam. Chodzi o moją
rodzinę.
Wzięłam
wdech i pozwoliłam prawdzie wylać się przez moje usta. Teraz albo nigdy. Moje słowa
splątane były wstydem i bólem. Caleb, wyczuwając coś, mocniej mnie trzymał.
- Jestem
adoptowana.
Spróbował
się obrócić, ale powstrzymałam go. Nie mogłam jeszcze na niego spojrzeć. Musiałam
to z siebie wyrzucić. W każdej chwili przyjdą po nas, a musiałam skończyć zanim
to zrobią. – Po prostu się nie odwracaj, dobrze. Tylko… słuchaj.
- Dobrze –
powiedział.
- Kiedy moi
rodzice się pobrali, przez trzy lata starali się o dziecko. Lekarze powiedzieli
mojej matce, że nie może mieć dzieci, więc niechętnie zdecydowali się na
adopcję. Mój ojciec jest grekiem, Caleb. Potrzebował syna. Postanowili nie
czekać na krajową adopcję, co zajęłoby wiele lat. Mój ojciec miał kontakty w
rosyjskiej ambasadzie.
- Leah…
Mój głos
prawie się załamał na dźwięk jego głosu. – Przymknij się – powiedziałam. – To naprawdę
ciężkie, daj mi powiedzieć.
Walczyłam
ze łzami. Nie poświęciłabym na to mojego makijażu.
- Moja
prawdziwa matka miała szesnaście lat i pracowała w burdelu. Nie byłam chłopcem,
którego pragnęli, ale przywieźli mnie tutaj ze sobą. Miałam sześć tygodni. Miesiąc
później moja matka dowiedziała się, że jest w ciąży. Poroniła… przypuszczam, że
był to chłopiec. Ojciec obwiniał mnie o stres, który spowodował poronienie. Najwyraźniej
byłam bardzo trudna, kolkowa i w ogóle. Kilka miesięcy później zaszła w ciążę z
Courtney, ale ojciec stracił swojego chłopczyka. Chyba od tamtej pory mnie
nienawidzi. Przeszłam z dziecka, którego pragnęli do dziecka, które zabiło
upragnione dziecko do… niedogodności – dziecka prostytutki.
Ktoś głośni
zastukał do drzwi. – Jeszcze parę minut – zawołałam. Obróciłam się twarzą do
Caleba. Wziął mnie w ramiona ze zmarszczonymi mocno brwiami. Jego ciepło
wsączyło się we mnie. Przez długi czas milczał.
- Dlaczego
mi nie powiedziałaś?
- Boże,
Caleb. To brudny sekrecik mojej rodziny. Było mi wstyd. – Musiałam mocno
odchylić głowę, żeby spojrzeć mu w twarz. Sprawiał, że czułam się mała i
chroniona.
- Nie masz
czego się wstydzić. To oni – nie mogę sobie nawet tego wyobrazić.
Pokręcił
głową. – Dlatego twój ojciec dziś cię nie odprowadzi? – Zmrużył oczy i
zarumieniłam się. Powiedziałam mu, że podagra ojca sprawia mu problemy. Wszystkie
chwyty dozwolone. Skinęłam głową. Ojciec powiedział mi tydzień wcześniej, że
nie będzie mi towarzyszyć w przejściu. Nieszczególnie tego od niego
oczekiwałam.
Caleb
przeklął. Bardzo rzadko przy mnie przeklinał. Widziałam jak bardzo był zły. – Dlatego
dał ci pracę. – Nie było to pytanie. Łączył wszystkie elementy układanki. Potaknęłam.
Wyglądał tak wściekle; wiedziałam, że mój plan działał.
- Caleb… nie
zostawiaj mnie. – Moja warga drżała. – Proszę… kocham cię.
Złapał mnie
prawie szorstko i przytulił. Złapałam się go, nie martwiąc się makijażem czy
włosami. Taka była droga do jego serca. Grałam na jego współczuciu i grałam na
jego potrzebie chronienia rzeczy, które były złamane i zagubione.
Znowu
usłyszeliśmy pukanie. Caleb odsunął mnie na długość ramienia i przyjrzał mi
się. Coś zmieniło się w jego oczach. Stałam się dla niego kimś innym w chwili,
kiedy podzieliłam się moją tajemnicą. Czy wiedziałam, że tak się stanie? Czy
celowo odsuwałam wyznanie mu prawdy na wypadek, gdyby wydarzyło się coś
takiego?
Lekko
przesunął palcem od linii moich włosów, przez czoło do nosa, przez wargi do
szyi.
- Jesteś
olśniewająca – powiedział. – Mogę odprowadzić cię przejściem?
Moje serce
podskoczyło, poleciało… zrobiło pieprzony taniec szczęścia. Ożeni się ze mną
ożeni.
- Tak,
proszę.
- Leah…
- Tak?
- Nie
zranię cię. Zaopiekuję się tobą. Wierzysz mi?
- Tak –
skłamałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz