5.3.14

Dirty Red - rozdział 20

Przeszłość

Tatuś ogłosił mnie swoją prawą ręką. Powinien być to dla mnie honor, ale czułam się bardziej tak jakby do mojej sukni został przypięty szkarłatny list. Wszyscy znali jego sztywną politykę dotyczącej nie wprowadzania rodziny do spółki, więc moja nagła obecność była zimną, dżdżystą chmurą deszczową ponad resztą pracowników. Czy mój ojciec zrekrutował szpiega? Czy kompresował etaty spółki, wykorzystując mnie do donoszenia mu kto wykonywał, a kto nie wykonywał swojej pracy? Przeglądali swoje papiery, kiedy przechodziłam obok, udając, że są bardzo zajęci. Niektórzy byli radykalnie mili, mając nadzieję na zdobycie mojej przyjaźni, aby zabezpieczyć swoje stanowiska, podczas gdy reszta była otwarcie wroga. Pytanie Dlaczego ona tutaj jest? było ciągłym dzwonem bijącym nade mną w korytarzach. Było okropnie. Okropniejszy był rozmiar mojego biura. Moje biuro było najbardziej pożądane w budynku, oprócz tatusia. Jedna ściana była zrobiona cała ze szkła; oferowała widok śródmieścia Ft. Lauderdale. Gdybym stanęła prawidłowo, twarzą do oceanu z oddali dostrzegłabym budynek Caleba. Jego wcześniejszy właściciel, który był uwielbiany przez wszystkich w OPI, został zwolniony tydzień przed moim przybyciem. Był ze spółką przez dwanaście lat i zasłużył na gabinet, który został podany mi na tacy. Plakietka na moich drzwiach mogłaby mieć napis Tytułowany Bachor w różowych literach. Zarabiałam pięć razy więcej niż w banku. Na zewnątrz moje uprzywilejowane życie zleciało z Licorice Lane. W środku, pod błyszczącym nowym gabinetem i tytułem, zniekształcałam się.
Ojciec dał mi prestiżową pracę w jego spółce, aby udowodnić jak marnie o mnie myślał. Mój chłopak uśmiechał się do mnie uśmiechem, który nie sięgał jego oczu. Matka dawała mi miłość tak cienką, że wyglądała jak pokryta cukrem pogarda. Gdyby komuś zależało, żeby powiedzieć: Leah, to wszystko jest w twojej głowie… musiałabym podać im troje ludzi w moim życiu, którzy tak naprawdę mnie nie chcieli.
Moja asystentka zajrzała do gabinetu. – Pani Smith, wszyscy czekają na panią w sali konferencyjnej.
Cholera. Zapomniałam o tym. Wzięłam swojego MacBooka i Jamba Juice, wychodząc prędko z pokoju. Byłam tak pochłonięta żałowaniem samej siebie, że byłam dziesięć minut spóźniona na bardzo ważne spotkanie. Nienawidziłam tego. Weszłam swobodnie do środka, unikając spojrzenia ojca i usiadłam na swoim miejscu.
Podniosłam wzrok, spodziewając się zobaczyć Bruce’a Gowina, który normalnie siedział obok mnie, ale zamiast tego zostałam przywitana przez blondynkę z oślepiająco białymi zębami.
Gdzie był Bruce? Bruce był moim partnerem. Rozejrzałam się wokół stołu, dopóki nie złapałam spojrzenia ojca.
- Leah, bardzo się cieszę, że nareszcie postanowiłaś do nas dołączyć. Jeśli szukasz pana Gowina – już nie ma go z nami. Cassandra Wickham jest jego zastępczynią.
- Możesz nazywać mnie Cash – powiedziała, wyciągając rękę. Cash… jakie to Hollywoodzkie.
Cash miała napuszone włosy do podbródka i usta, które widziały jakieś pięć razy igłę glutenu. Była oszałamiająco… seksowna. Od razu poczułam się zagrożona. Posłałam jej najszczerszy uśmiech na jaki było mnie stać i odwróciłam się z powrotem do ojca, który przyglądał mi się uważnie. Cash była jego nowym pupilkiem, już mogłam to stwierdzić. Zastanawiałam się czy Bruce został zwolniony tylko dlatego, żeby zrobić jej miejsce.
- Może zacznijmy… - Włączył projektor i wszyscy zwrócili się do niego, tak jak byliśmy do tego zaprogramowani. Charles Austin Smith słownie gromił każdego, kto ważył się mówić czy zasypiać podczas jego spotkań. Tak często słownie gromił moją matkę za wyrażanie swojej opinii, że już takiej nie miała. Król Smith. Niegdyś Smitoukis, ale to była część jego biednego życia. Kiedy Król przemawiał, jego poddani tracili języki i słuchali.
Spotkanie było dla wszystkich głów oddziałów OPI Gem. Ponieważ byłam głową spraw wewnętrznych, moją odpowiedzialnością było koordynowanie nowego stanowiska Cash jako strategicznej farmaceutki. Biorąc pod uwagę, że większość strategicznych farmaceutów albo byli sami wyedukowani, albo uczyli się zawodu pod okiem doświadczonych naukowców, Cash była ważną osobą w spółce. Farmaceutyczna gwiazda rocka, można tak ją nazwać. Nie wiedziałam jak czułam się z moją nową odpowiedzialnością. Chciałam z powrotem Bruce’a.
Po spotkaniu skierowałam się do biura ojca, aby dowiedzieć się, dokąd zmierzał. Zamykając za sobą drzwi, zajęłam jedyne dostępne miejsce naprzeciwko jego biurka. Zanim się odezwałam czekałam, aż spojrzy na mnie ze swojego komputera.
- Co się stało z Brucem, tatusiu?
Ojciec zdjął okulary do czytania i położył je na biurku. – Pan Gowin nie spisywał się. Mam wielkie projekty, które postawią nas na mapie jako firmę farmaceutyczną. Potrzebowaliśmy nowej pary oczu. Ufam, że weźmiesz pod swoje skrzydło pannę Wickham.
Potaknęłam… zbyt gorliwie. Zmarszczył brwi. – Będziesz blisko z nią pracowała, gdy sformułujemy i zbadamy nowy lek. Kładę w tobie odpowiedzialność nad całym projektem.
Opadła mi szczęka. Szybko się pozbierałam, ścierając z twarzy durny uśmiech, starając się być wiceprezesem spraw wewnętrznych.
To była wielka sprawa. Jakiekolwiek motywy były mojego ojca na wciągnięcie mnie do firmy, przez te wiadomości zostały odsunięte na bok. Powierzył mi wprowadzenie nowego leku. To było ogromne!
- Dziękuję, tatusiu. Jestem bardzo zaszczycona.
Odesłał mnie machnięciem ręki i musiałam się powstrzymać przed wybiegnięciem z gabinetu. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam było zadzwonienie do Caleba.
Był zdyszany, gdy odebrał telefon. Wyobrażałam sobie, że właśnie powrócił z biegu.
- Wow, Ruda. Jestem z ciebie dumny. Odbiorę cię dzisiaj z pracy i pójdziemy to świętować.
Błyszczałam pod jego pochwałą. Zgodziłam się być gotową o dziewiętnastej. Odłożyłam słuchawkę i wygładziłam spódnicę. Musiałam przejść się na dół do laboratorium, gdzie Cash będzie miała swoje biuro. Skoro miałyśmy razem pracować, to w moim najlepszym interesie było poznanie jej. Gdy odwróciłam się do drzwi, ona już tam stała.
- Leah – powiedziała. – Mogę wejść?
Skinęłam głową i pokazałam jej, żeby usiadła.
- Pomyślałam, że mogłybyśmy zjeść lunch, trochę się zapoznać ze sobą.
Zdecydowałam się nie mówić jej, że zamierzałam zrobić to samo. Niech sobie myśli, że mnie goni. To ja byłam szefową; powinnam utrzymywać profesjonalną aurę. Przyjrzałam się jej rysom, gdy siedziała naprzeciw mnie. Byłyśmy w podobnym wieku. Miała trochę szorstką skórę, jakby przyjaźniła się przez kilka ostatnich lat z solarium. Respektowałam ładny rozmiar C, ale kiedy sięgało się do podwójnego D to trochę zbyt bardzo naśladowało się Jessicę Rabbit. Cash zdecydowanie sięgała podwójnego D.
- Nie bardzo się tutaj odnajduję – powiedziała, krzyżując nogi. – Dopiero co przeprowadziłam się tutaj z D.C.
Co się na coś takiego odpowiadało? Naprawdę nie obchodziło mnie, skąd była. Uśmiechnęłam się.
- Możesz pojechać ze mną. Jutro?
Potaknęła, wstając. Na kostce miała tatuaż delfina. Dziwne jak na kogoś z D.C.
- Świetnie, do jutra. – Pozostała chwilkę przy drzwiach. Myślałam, że powie coś jeszcze, ale w ostatniej chwili wyleciała i skręciła za rogiem, jakby od czegoś uciekała.
Patrzyłam za nią jak szła korytarzem i nacisnęła guzik windy. Było w niej coś podejrzanego. Caleb pewnie potrafiłby ją rozgryźć. Był dobry w takich bzdurach. Niemal byłam skuszona, aby pozwolić im się poznać, ale potem pomyślałam o tym jak kobiety reagowały na Caleba i odrzuciłam ten pomysł. Potrzeba było mi jeszcze tej blondyny flirtującej z moim chłopakiem. Sama będę musiała mieć na nią oko.
Gdy nadeszła osiemnasta poszłam do łazienki, żeby odświeżyć się na randkę z Calebem. Na szczęście miałam na sobie nowy, biały strój od Chanel. Wyciągnęłam wsuwki z włosów i pozwoliłam im spłynąć po plecach. Czerwień rzucała się w oczy na tle bieli. Byłam piękna, Wiedziałam o tym, mężczyźni cały czas mi to mówili, a większość kobiet mi zazdrościła. Tak bardzo, że prawie niemożliwym było utrzymanie przyjaźni.
Caleb wszedł do mojego biura dziesięć minut wcześniej, pachnąc igłami sosnowymi i wyglądając smakowicie. Zawsze był wcześniej. Udałam zaskoczoną, jakbym nie spędziła ostatnich dwudziestu minut na strojeniu się w łazience. Wstałam, żeby go pocałować i zatrzepotało mi w brzuchu, gdy wsunął język do moich ust.
- Podoba mi się to – powiedział, przesuwając palcem po materiale, który kończył mój dekolt. Odnosił się do mojego stroju, ale z Calebem zawsze istniała dwuznaczność.
- Może to zdejmiesz i zobaczysz czy spodoba ci się to co jest pod spodem – powiedziałam w jego usta. Podobał mi się pomysł ochrzczenia mojego nowego biura.
Zastanawiał się nad moją ofertą, gdy ktoś zapukał do drzwi.
Odepchnęłam się od jego torsu, rozdrażniona.
- Wejść.
Cash otworzyła drzwi. Jej twarz zaczerwieniła się, kiedy nas zobaczyła.
- Mój Boże, bardzo przepraszam – powiedziała, wycofując się. – Chciałam się zapytać czy wiesz, jak dotrzeć do najbliższej Panery.
Przesunęła po nas wzrokiem, zatrzymując się na twarzy Caleba.
Nie podobało mi się to jak na niego patrzyła. Przysunęłam się do niego bliżej, oplątując ramionami jego szyję jak zaborczy leniwiec.
Mój.
Wydawała się rozumieć język mojego ciała. Kąciki jej usta uniosły się leciutko. Nastała niezręczna cisza, podczas której czekałam aż sobie pójdzie. Caleb chrząknął. Prezentacje, oczywiście.
- Cassandro Wickham, to jest mój chłopak Caleb – powiedziałam. Caleb odsunął się ode mnie, żeby uścisnąć jej dłoń. Nie chciałam, żeby ją dotykał. Trzymała jego rękę o kilka sekund za długo, uśmiechając się z fałszywą skromnością.
Czy ona nie widziała, że stałam obok?
- Jesteś nowa w mieście? – zapytał Caleb, puszczając jej dłoń. Zbliżył się do mnie i przycisnęłam się do jego boku. Znał moje słabości, jedną z nich było brak pewności siebie. Ilekroć wykrywał te fale, nadrabiał w kwestii poświęcania uwagi. Idealny, był idealny.
Cash skinęła głową. – Wprowadziłam się tutaj tydzień temu.
- Cassandra będzie ze mną pracować nad nowym projektem – powiedziałam z napięciem. Nie chciałam już nazywać ją Cash.
Wiedziałam, co będzie następne. Caleb był dżentelmenem. Jeżeli ktoś nie znał obszaru i ogłaszał swój głód…
- Powinnaś dołączyć do nas na kolacji. Zamierzaliśmy iść świętować.
Skrzywiłam się. Ona raczej tego nie dostrzegła, może dlatego, że wlepiała oczy w mojego chłopaka.
- Nie chciałabym się narzucać…
Ta, jasne.
- Oczywiście, że nie będziesz się narzucać – odparłam szybko. – Bardzo się ucieszymy, jeśli pojedziesz z nami.
Spojrzała na mnie i miałam wątpliwości czy usłyszała to, co naprawdę mówiłam.
- Więc pójdę tylko po torebkę.
Gdy tylko wyszła z biura, Caleb pocałował mnie w czoło… potem usta. Przyciągała go dobroć, nawet bywał nią podniecony – dlatego właśnie miałam obawy. Nieszczególnie tkwiłam na Miłej Liście Mikołaja. Albo on jeszcze się nie zorientował, albo zbyt rozproszony był moimi cyckami, żeby się przejmować. Wprawdzie miałam naprawdę ładne piersi.
Spotkaliśmy się z Cash w lobby i uparła się, że pojedzie z nami. Musiałam prawie odepchnąć ją z drogi, żeby dostać się do przedniego siedzenia. Caleb zabrał nas do Seasons 52. Zamówiliśmy wino i jedną lampkę później Cash dowiedziała się o moim chłopaku więcej niż ja w ciągu roku.
- Więc ta dziewczyna – twoja była – nie chciała się z tobą przespać. Wybacz mi, że to mówię, ale jesteś tak cholernie seksowny, jak to w ogóle możliwe? Była lesbijką?
Caleb uśmiechnął się krzywo i zastanawiałam się jaki sekret ukrywał za tymi zmysłowymi ustami.
Przesunął językiem po dolnej wardze i przyjrzał się Cash „śmiejącymi się oczami”, jak je nazywałam.
- Ktoś zranił ją emocjonalnie. Niestety ja także ją zraniłem.
- Niestety? – powtórzyła, przenosząc wzrok na mnie.
Poczułam ukłucie, nawet na niego nie patrząc. Caleb nosił emocje na szczęce. Wyobrażałam sobie, że w tamtej chwili dość mocno ją zaciskał. Sięgnęłam po jego rękę pod stołem i splotły się nasze palce. Myślał, że oferowałam wsparcie, ale chciałam tylko wiedzieć, że wciąż był mój. Chciałam mu przypomnieć, że to ja siedziałam z nim przy tym stole, nie ona.
Przesunął się w miejscu. Cash zadała mu mnóstwo pytań o to jak się poznaliśmy. Gdy tylko złapała się myśli, że nie chciał iść ze mną na randkę w ciemno, chciała wiedzieć dlaczego.
- A co z tobą, Cash? Jaka jest twoja historia? – Rzęsy Cash próbowały odlecieć. Powstrzymałam uśmieszek i przygotowałam się na szaloną jazdę. Caleb miał wprawę w wyciąganiu informacji. Byłam całkiem pewna, że do końca posiłku poznamy całą jej historię.
Wyciągnęła wymanikiurowany palec, żeby założyć pasemko włosów za ucho. Coś ukrywała. Wiedziałam jak wyglądała kobieta z sekretem; każdego dnia patrzyłam na taką w lustrze. Kobiety nosiły sekrety w oczach i jeżeli skupiało się uwagę, to można było wyłapać błyski wyraźnych emocji, pływających w zwykłych rozmowach. Caleb zapytał czy sama przeprowadziła się na Florydę i wyłapałam szybki opuszczenie wzroku, zanim wesoło odpowiedziała. – Tak.
Brałam zajęcia psychologiczne na studiach, które studiowały język ciała. Jeden z wykładów miał nazwę Sztuka Kłamania. Mieliśmy przeprowadzić eksperyment wraz z czytaniem rozdziału, w którym pytaliśmy osobę, kogo nie było w klasie, seria pytań. Ku mej wielkiej radości nauczyłam się, że osoba, która przywołuje prawdziwe wspomnienie podnosi wzrok i zerka w prawo, podczas gdy osoba, która wykorzystuje twórczą część swojego mózgu – żeby skłamać – spuszcza wzrok i zerka w lewo. Cash często spuszczała spojrzenie. Obrzydliwa. Mała. Kłamczucha.
- Gdzie mieszka twoja rodzina? – zapytał Caleb. Przesuwał między palcami kosmyk moich włosów. Cash przypatrywała się zazdrośnie.
- Och, są w pobliżu – odparła, zbywając pytanie.
- W pobliżu tutaj?
- Mój ojciec tutaj mieszka. Matka mieszka w Nowym Jorku.
- Często się z nim widujesz?
Pokręciła głową. – Nie bardzo.
Kolejna popieprzona rodzina, bez wątpienia. Prawie skinęłam głową we współczuciu.
- Chciałabym mieć więcej czasu – powiedziała szybko. – Byłam bardzo zajęta przeprowadzką. Jesteśmy sobie bardzo bliscy.
Jej usta otwarte były, żeby sypnąć kolejnym kłamstwem, kiedy kelner przyszedł z naszym jedzeniem. Co za szkoda. Chciałam je usłyszeć. Reszcie posiłku towarzyszyła gadka szmatka. Zatem była blisko z jej ojcem? Musiało być miło.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz