5.3.14

Dirty Red - rozdział 23

Teraźniejszość

Ona wygląda tak samo. Kruczoczarne włosy opadają lekko do jej pasa. Wygląda niemal jak cyganka w niebieskich lnianych spodniach i kremowej obcisłej koszulce zwisającej luźno z jednego ramienia. Przyglądam się jej okrągłym złotym kolczykom, które są tak wielkie, że włożyłabym do nich rękę. Sprawiają, że wygląda egzotycznie i lekko niebezpiecznie. Zawsze sprawiała, że czułam się pospolita.
Jej spojrzenie przesuwa się po garstce gości w knajpie, szukając twarzy, którą rozpozna; starszym mężczyźnie, parze, która dzieli tę samą stronę loży, dwójce kelnerów wkładających sztućce do serwetek… i mnie.
Widzę jak szok opanowuje jej rysy – rozchylenie ust, leciutkie rozszerzenie się bieli wokół jej tęczówek. Nagle sztywnieje. Jej oczy rzucają się w cztery kąty pomieszczenia i wiem, że go szuka. Kręcę głową, informując ją, że go tutaj nie ma. Upijam łyk kawy i czekam.
Rusza stanowczo w kierunku mojego stolika. Gdy dociera do miejsca, gdzie siedzę, nie siada, ale patrzy na mnie wyczekująco.
- Stara klientka? – pyta sucho.
- Cóż, jestem, prawda? – Pokazuję jej, żeby usiadła. Wysłałam anonimową wiadomość do jej biura, twierdząc, że jestem starą klientką w prawnych kłopotach. Poprosiłam ją, żeby spotkała się ze mną w knajpie o nazwie U Tiffany. Nie miałam pojęcia czy przyjdzie, ale lepsze to było od pokazania się w jej biurze.
Ostrożnie siada na miejscu naprzeciwko mnie, ani na chwilę nie odrywając wzroku od mojej twarzy.
- Czego do cholery chcesz?
Krzywię się. Louboutins czy nie, wciąż jest taką samą prostaczką jak kiedyś.
- Pomyślałabym, że mogłabyś przejrzeć dla mnie ten dokument. – Sięgam do torebki i wyciągam papiery, które ukradłam z segregatora Caleba. Kładąc je na stoliku, przysuwam je do niej.
- Co to jest? – pyta. Przygląda mi się z niesmakiem. Jak ona śmie tak na mnie patrzeć? Własnoręcznie zrujnowała moje życie. Miałabym wszystko gdyby nie jej pokrętne, sięgające za daleko ręce.
Również prawdopodobnie byłabym także w więzieniu. Odsuwam tę myśl. Teraz nie jest pora na wdzięczność. Teraz jest pora na odpowiedzi. Przysuwam do niej dokumenty.
- Spójrz. Sama zobacz.
Bez poruszania głową patrzy na papiery, potem na mnie. Jest to gładki, twardy, imponujący kawałek zastraszania. Sztuka języka jej ciała jest czymś, co można podziwiać.
- Czemu chciałabym to zrobić? – pyta.
Sprawia, że czuję chłód. Przypominam sobie stanie w miejscu świadka i moje serce przyśpiesza. Ćwiczę, żeby zobaczyć, czy ja też potrafię to zrobić.
- Należy to do Caleba – odpowiadam, poruszając tylko ustami.
Nie wiem czy to wzmianka jego imienia czy może działa moje naśladowanie języka jej ciała, ale napina się.
Kelner podchodzi do naszego stolika. Olivia sięga po papiery.
- Proszę przynieść jej kawę, dwie śmietanki – mówię, odsyłając go. Szybko odchodzi. Olivia, czytając, na chwilę unosi na mnie wzrok. Przez dziewięć miesięcy spędzałam z nią niemal każdy dzień. Wiem, co lubi.
Sączę moją kawę, gdy czyta, przyglądając się jej twarzy.
Dociera jej kawa. Bez unoszenia wzroku ściąga pokrywki ze śmietanek i wlewa je do kawy.
Podnosi filiżankę do ust, ale w połowie drogi jej ręka zamiera. Kawa wylewa się na stolik, gdy odstawia mocno filiżankę. Wstaje gwałtownie.
- Skąd to masz?
Odsuwa się od stolika, kręcąc głową. – Dlaczego na tym jest moje imię?
Przesuwam językiem po zębach. – Miałam nadzieję, że ty możesz mi to powiedzieć?
Rusza piorunem do drzwi. Podnoszę się, rzucając dwudziestkę na stolik i idę za nią.
Podążam za nią na parking i osaczam ją przy stoisku z gazetami. – Masz mi wyjaśnić dlaczego twoje imię jest na tym akcie prawnym razem z imieniem mojego męża!
Jej twarz jest wyprana z koloru. Kręci głową. – Nie wiem, Leah. On nigdy… nie wiem.
Zakrywa twarz dłońmi i słyszę jej szloch. Przez to tylko jeszcze bardziej się złoszczę. Robię groźny krok w jej stronę.
- Sypiasz z nim, prawda?
Zabiera ręce i piorunuje mnie wzrokiem.
- Nie. Oczywiście, że nie! Kocham mojego męża. – Jest wyraźnie urażona, że mogłabym oskarżyć ją o taką rzecz.
- Ja kocham mojego! – Mój głos się łamie. - …więc dlaczego on kocha ciebie?
Patrzy na mnie z prawdziwym wstrętem.
- Nie kocha – odpowiada prosto. – Wybrał ciebie. – Boli ją wymówienie tych słów do mnie. Widzę jak te uczucie wylewa się z jej skóry.
Unoszę akt prawny, potrząsając nim. – Kupił ci dom. Dlaczego kupił ci pieprzony dom?
Wyrywa akt z moich rąk i wskazuje na datę. – Przegapiłaś ten mały szczegół? Długo przed tobą, Leah. – Wpycha mi go w pierś. – Ale ty o tym wiesz. Zatem dlaczego podstępem skłoniłaś mnie do przyjścia tutaj?
Przełykam ślinę – nerwowa reakcja. Ona to widzi i uśmiecha się okrutnie.
- Powinnam była pozwolić im wrzucić cię do więzienia, wiesz.
Odwraca się, podchodząc do drzwi jej samochodu. Jej oświadczenie doprowadza mnie do szału. Idę za nią, wbijając paznokcie we wnętrze dłoni, oddycham przez nos.
- Żebyś mogła go mieć? – wypalam. Krew huczy mi w uszach. Cały czas zadaję sobie te pytanie. Powtarzam je. – Powinnaś była przegrać sprawę, żebyś mogła go mieć?
Zamiera, patrzy na mnie przez ramię.
- Tak.
Nie spodziewałam się prawdy. Przeraża mnie. Otwieram usta – z trudem wyrzucam słowa. – Myślałam, że kochasz swojego męża.
Wydmuchuje powietrze przez nos. Ten czyn przypomina mi wzburzonego konia. Jej oczy unoszą się z moich butów i lądują z obrzydzeniem na mojej twarzy.

- Twojego też kocham.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz