Teraźniejszość
Sam jest po
mojej stronie – albo przynajmniej tak sądzę. Nie osądza mnie. Podoba mi się to.
Wie podstawy tego, co wydarzyło się między mną i Calebem. Jak na razie nie
zadawał żadnych dociekliwych pytań. Niemal tego od niego pragnę.
Czuję, że
jesteśmy drużyną. Sprząta dom, karmi mnie, robi pranie i mówi mi, kiedy karmić
dziecko.
Ja karmię
dziecko.
Czasami
przyglądam się, jak ją kąpie i podaję mu ręcznik.
Macierzyństwo
nie jest tak trudne jak myślałam. Poza czasem, kiedy jest trudne.
Caleb nie
dzwoni.
Caleb nie
dzwoni.
- O co
chodzi z tymi wszystkimi tatuażami? – pytam go pewnego dnia. Ma podwinięte
rękawy do łokci i delikatnie spłukuje mydło z włosów dziecka. Patrzy na mnie
kątem oka. Sunę palcem po obrazkach, coś czego nigdy nie robiłam… nikomu. To
bałagan szaty graficznej; statek piratów, kwiat lotosu i niewiarygodnie
tandetna pajęczyna. Gdy sięgam jego łokcia, unosi brwi. – Chciałabyś, żebym
zdjął bluzkę, byś kontynuowała?
- Jest
więcej?
Uśmiecha
się lekko, wyciągając dziecko z wanienki. – Gdybym nie wiedział lepiej, to
pomyślałbym, że ci się podobam.
Chichoczę.
Serio. Żenujące.
- Jesteś
gejem, Sam. I bez obrazy, ale nie ciągnie mnie wygląd wytatuowanego Kurta
Cobaina.
Sam zanosi
dziecko do pokoju dziecięcego i kładzie ją na stole do przewijania. – Mam
nadzieję, że przynajmniej ciągnie cię muzyka Kurta Cobaina.
Przełykam
ślinę. Boże. Nagle kręci mi się w głowie.
Potrząsam
głową, kiedy słowa opuszczają moje usta. – Słuchałam, kiedy byłam młodsza.
Patrzy na
mnie skonsternowany.
- Pójdę po
coś do picia… - Wychodzę z pokoju zanim może coś powiedzieć, ale zamiast iść do
kuchni, wchodzę do mojej sypialni. Zamykam drzwi tak cicho jak to możliwe i
wchodzę do łóżka.
Oddychaj, Leah.
Próbuję
myśleć o wesołych rzeczach, rzeczach, które mój terapeuta dał mi do myślenia,
ale słyszę tylko słowa do piosenki Nirvany, odbijające się echem tak głośnym w
mojej głowie, że chcę krzyczeć.
Krzyczę w
poduszkę. Nie cierpię tego. Jestem cholernym bałaganem i nie mogę nic z tym
zrobić. Kiedy serce przestaje mi szybko bić, idę na dół po szklankę wody.
Kilka
godzin później przełączam kanały, kiedy słyszę imię Olivii. Omijam program, ale
zaraz do niego wracam. Odkąd nie ma Caleba, rozpaczliwie poszukuję o niej
jakichkolwiek wiadomości. Wiem, że on to ogląda. Wyrywam sobie rzęsy i oglądam
jak Nancy Grace powiadamia mnie o tym, co dzieje się z przygotowaniem do
procesu Dobsona. Jest w trakcie tyrady. Prycham. Kiedy ona się nie kłóci?
Przenosi się z Dobsona i dopiero po paru minutach domyślam się, że jej ostry
południowy akcent jest skierowany na Olivię. Zwiększam głośność i pochylam się
do przodu. Tak! Krytykowanie Olivii! Właśnie tego potrzebuję, żeby czuć się
lepiej ze sobą.
Wtulam się
w kanapę, żeby oglądać, w ręce trzymając szklankę pełną szkockiej. Jeden róg
ekranu pokazuje materiał filmowy o ofiarach Dobsona. Różnią się wiekiem i
wyglądem, ale wszystkie mają ten sam nawiedzony wyraz oczu. Kiedy na ekran
wchodzi filmik o gwałcicielu, marszczę nos. Jest w pomarańczowym kombinezonie,
skuty w kajdanki. Otaczają go funkcjonariusze w prostych ubraniach, kiedy
przekracza krótką odległość z pojazdu do sądu. Przyprawia mnie on o dreszcze.
Jest wielki – ma rozmiar gracza futbolu. Policjant idący obok niego wygląda
mizernie. Osłupia mnie fakt jak temu błaznowi udało się przekonać dziewczyny do
choćby podejścia do niego na pięć metrów.
Nagle ekran
pokazuje Olivię. Chcę zmienić kanał, ale jak zwykle nie mogę oderwać od niej
wzroku. Nancy macha w powietrzu swoją upierścienioną ręką. Jej głos unosi się w
crescendzie i powiedziała trójce ludziom przy jej stole, że są idiotami broniąc
sprawy Olivii. Sięgam po garść popcornu, wpatrując się w telewizor. Nancy ma
rację. Czuję do niej niespodziewaną sympatię. Wyraźnie wie jak odczytywać
ludzi. Wtedy słyszę moje imię. Wypluwam popcorn, pochylając się do przodu.
Wygrała sprawę rok temu, broniąc spadkobierczynię
przed zarzutami klinicznego oszustwa. Nancy woła do kogoś przy jej stole.
Czy wygrała tę sprawę, Dave?
Dave podaje
krótkie podsumowanie mojej sprawy i przyznaje, że tak, w rzeczy samej Olivia
wygrała sprawę.
Nancy jest
zdegustowana.
Dowód przeciwko tej dziewczynie był ogromny, mówi,
dźgając blat palcem.
Zmieniam
kanał.
Lecz
następnego wieczoru włączam go znowu i oglądam całe pięćdziesiąt dwie minuty
blondwłosej furii. Trzeciego wieczora zadzwoniłam do programu jako pani Lucy
Knight z Missouri i także wyraziłam mój wstręt Olivią. Zapewniam ją, iż
doceniam to co robi dla kobiet, że jest cholerną bohaterką. Nancy dziękuje mi
ze łzami w oczach za bycie fanką.
Pod koniec
programu zazwyczaj jestem pijana. Czasami Sam zostaje, żeby oglądać go razem ze
mną.
- Ona jest
naprawdę ładna – mówi o Olivii. Pluję w niego kostką lodu, a on się śmieje.
Dziecko już przesypia prawie całą noc. Nadal śpię w jej pokoju na wypadek gdyby
się obudziła. Sam myśli, że nareszcie nawiązuję z nią więź, ale robię to tylko
dlatego, żebym nie musiała daleko chodzić w środku nocy. Caleb powinien wrócić
z jego podróży jutro pod koniec dnia. Wysłał mi wiadomość, w której napisał, że
przyjedzie po Estellę jak tylko wróci. Planuję wizytę w spa o poranku. Jeśli
wszystko pójdzie po mojej drodze, on nigdzie nie pójdzie.
- Więc
chodzili razem do college’u?
Patrzę na
Sama popijającego swój napój. – Co do diabła?
- Co? –
Wzrusza ramionami. – Czuję się, jakbym oglądał operę mydlaną, nie znając całej
wcześniejszej historii.
Pociągam
nosem. – Tak, chodzili razem przez kilka lat do college’u. Ale to nie było tak
poważne. Nawet się ze sobą nie przespali.
Sam unosi
brwi. – Caleb trzymał się dziewczyny, która z nim nie spała? – Gwiżdże cicho.
- Co to
znaczy? – Wsuwam pod siebie nogi i staram się nie wyglądać na zbyt zainteresowaną.
Brak seksu pomiędzy Calebem i Olivią zawsze mnie konsternował. Chciałam zadawać
pytania w rzadkich okazjach, kiedy pojawiał się ten temat, ale nigdy nie
chciałam wyglądać na zazdrosną dziewczynę. Poza tym Caleb chronił swoją
przeszłość jakby była przeklętymi klejnotami koronnymi.
Sam wygląda
na zamyślonego, jak przeżuwa suszoną wołowinę. Je tego tak dużo, że zaczęłam
wiązać z nim ten zapach.
- To kawał
czasu do proszenia studenta aby zaczekał. Jedynym powodem, dla którego wydaje
mi się, żeby ktoś zrobił coś takiego, to jeśli byłby szalenie zakochany…
uzależniająca miłość.
- Co masz
na myśli ‘uzależniająca miłość’? –
Caleb ma najbardziej nieuzależniającą osobowość, jaką kiedykolwiek wiedziałam.
Naprawdę mnie to martwi. Jednego roku był pełnym zapału narciarzem, a
następnego roku, kiedy zarezerwowałam chatkę w górach, powiedział mi, że już to
go nie interesuje. Zdarzyło się to wiele razy w naszym związku – z
restauracjami, ubraniami… nawet co roku wymienia swoje auto. Niemal zawsze
zaczynało się od jego szalonej miłości do czegoś, a potem stopniowo się tym
nudził.
- Nie wiem
– mówi Sam. – Chyba gotów był zrobić dla niej wszystko… nawet jeśli oznaczało
to zmienienie jego zwyczajów.
-
Nienawidzę cię.
Klepie mnie
po nodze i wstaje. – Staram się tylko oczyścić ci trochę głowę, potworna
mamuśko. Wygląda na to, że on jest twoim uzależnieniem i to niezdrowym.
Piorunuję
wzrokiem jego plecy, kiedy kieruje się do drzwi. Jest takim napuszonym dupkiem.
- Do
zobaczenia jutro – woła przez ramię. – Kiedy wróci pan Idealny…
Lecz
następnego dnia Sam dzwoni, mówiąc, że ma problemy z autem. Odwołuję spa. Nie
spędziłam z dzieckiem całego dnia odkąd Sam dostał grypy. Zjadam małą paczkę
mrożonej kukurydzy, po czym idę do niej. Przez większość dnia powtarzam
wszystko, co robił Sam. Mamy brzuszkowy czas w salonie. Wycieram jej twarzy,
kiedy kończy jeść. Nawet biorę ją na mały spacer w spacerówce, której nigdy nie
użyłam.
Gdy
odkrywam, że zabrakło mi pieluch, dzwonię z paniką do Sama. Nie odbiera, bo
nikogo nie ma w pobliżu, kiedy cholernie się ich potrzebuje! Jak mam zabrać ze
sobą dziecko do sklepu? Muszą istnieć jakieś usługi, które załatwiają takie
rzeczy dla nowych matek. Po rozmyślaniu przez ponad godzinę, pakuję dziecko do
samochodu i jadę do najbliższego sklepu. Dziesięć minut zajmuje mi domyślenie
się jak włożyć jej siodełko do wózka. Przeklinam pod nosem, dopóki nie podchodzi
do mnie bardziej doświadczona matka, żeby pomóc. Dziękuję, bez patrzenia jej w
oczy i wprowadzam wózek do sklepu w porę, żeby zdążyć przed deszczem. W chwili,
kiedy chłodne powietrze klimatyzacji dmucha w dziecko, zaczyna zawodzić. Szybko
kieruję wózkiem do alejki dziecięcej i biorę pięć paczek pieluch. Lepiej
dmuchać na zimne.
Kiedy już
podbiegam do kasy, ludzie patrzą na mnie jak na złą matkę. Ładuję wszystko na
taśmę i wyciągam ją z siodełka. Trzymając ją przy piersi, niezręcznie klepię ją
po plecach. Wyciągam portfel i próbuję nią kołysać, kiedy kasjer – młodociany
przestępca o podskakującej głowie – pyta mnie. – To będzie wszystko? – Patrzę
na paczki pieluch włożone już do wózka, a potem na pusty pasek. On patrzy na
mnie załzawionymi marihuanowymi oczami, czekając na moją odpowiedź.
- Um nie,
prosiłabym też o niewidzialne gówno. – Macham ręką na taśmę, a on jest na tyle
głupi, żeby na nią spojrzeć.
- Boże –
mówię, gwałtownie przesuwając kartą kredytową przez czytnik. – Odstaw trawkę.
Dziecko
wybiera dokładnie ten moment, żeby się rozpłakać. Zanim schowałam kartę
kredytową, zawartość jej pieluchy wylała się na moje ręce i bluzkę. Rozglądam
się z przerażeniem i wychodzę szybko ze sklepu.
Bez
pieluch.
Wysyłam
Sama, żeby po nie wrócił, kiedy nareszcie do mnie oddzwania. Gdy pojawia się w
drzwiach, jeszcze nie zmieniłam obsranej koszulki i dzięki brązowej pracy mojej
córki, obie moje piersi przeciekają. Potrząsa głową.
- Z każdym
dniem wyglądasz gorzej.
Wybucham
płaczem. Sam kładzie pieluchy na blacie i mnie przytula. – Idź wziąć prysznic,
kiedy ona śpi. Zrobię nam coś do jedzenia.
Potakuję i
idę na górę. Gdy wracam na dół, widzę, że zrobił nam spaghetti.
- Siadaj. –
Pokazuje na taboret. Słucham się, przyciągając do siebie talerz, który mi
podał.
- Gubisz
się – mówi. Owija spaghetti wokół widelca, nie patrząc na mnie.
Używam
noża, żeby pokroić makaron na małe kawałki, aby zmieścił się na widelcu.
- Jak mogę
go odzyskać?
- Zdobądź
nową osobowość i naucz się trzymać gębę na kłódkę.
Rzucam mu
nieprzyjemne spojrzenie, przecierając usta.
- Podobam
ci się?
Następuje
długa cisza.
- Jestem
gejem, Leah.
- Co? Nigdy
tak naprawdę tak nie uważałam.
- Cały czas
tak mówisz!
- Ale masz
córkę… tak w ogóle jak jej na imię?
Śmieje się.
– Kenley. I wydaje mi się, że zorientowałem się o tym później w życiu.
Chowam
głowę w rękach. To jest dla mnie nowa wszechczasowa porażka, uwodzenie geja.
Biorę głęboki wdech i podnoszę na niego wzrok.
- Caleb
znowu mnie zostawi. Wiem to.
Przez
chwilę Sam wygląda na zaskoczonego, po czym przesuwa się i obejmuje mnie
ramieniem.
-
Prawdopodobnie – odpowiada. Odwracam się do niego. Czy geje nie powinni być
wrażliwi? W momencie, kiedy ogłosił siebie gejem, planowałam wykorzystać go,
aby zastąpić Katine. – Prawdopodobnie. Nie mogę uwierzyć, że tak długo z tobą
był. – Uśmiecha się z mojej miny.
- Naprawdę
to powiedziałeś?
Kiwa głową.
– Może ten facet uwielbia dobre suki – ale kroczysz po cienkiej linie pomiędzy
atrakcyjną suką a psychopatką. Zadarłaś z jego córką. Pewnie cię zostawi i
zabierze swoje dziecko.
- Nie ma
mowy. Nie pozwolę na to.
- Na co? Męża
czy dziecko?
Przygryzam
wnętrze policzka. Oczywiste jest, co mam na myśli.
- Nie
uwierzy, jeśli zacznę udawać super mamę. Poznaje takie bzdury.
Sam unosi
brew.
- Nie
zostawi mnie. Myśli, że się załamię, jak to zrobi.
- W taki
sposób chcesz go zatrzymać? Manipulując jego uczuciami?
Wzruszam
ramionami. – Szczerze, to staram się o tym nie myśleć.
- Tak, to
dość wyraźne. Czemu po prostu nie dasz mu odejść? Mogłabyś znaleźć kogoś
innego.
Mam chęć do
walnięcia go prosto w twarz. Zamiast tego zapalam papierosa.
- Nigdy nie
pozwolę mu odjeść. Zbyt bardzo go kocham.
Sam
uśmiecha się ironicznie i wyciąga papierosa z moich palców, gasząc go na moim
granicie. – Nigdy?
- Nigdy –
odpowiadam. – Przenigdy.
Sam celuje
we mnie palcem. – To nie jest miłość.
Wywracam
oczami. – Co ty wiesz? Jesteś gejem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz