5.3.14

Dirty Red - rozdział 19

Teraźniejszość

Sam jest po mojej stronie – albo przynajmniej tak sądzę. Nie osądza mnie. Podoba mi się to. Wie podstawy tego, co wydarzyło się między mną i Calebem. Jak na razie nie zadawał żadnych dociekliwych pytań. Niemal tego od niego pragnę.
Czuję, że jesteśmy drużyną. Sprząta dom, karmi mnie, robi pranie i mówi mi, kiedy karmić dziecko.
Ja karmię dziecko.
Czasami przyglądam się, jak ją kąpie i podaję mu ręcznik.
Macierzyństwo nie jest tak trudne jak myślałam. Poza czasem, kiedy jest trudne.
Caleb nie dzwoni.
Caleb nie dzwoni.
- O co chodzi z tymi wszystkimi tatuażami? – pytam go pewnego dnia. Ma podwinięte rękawy do łokci i delikatnie spłukuje mydło z włosów dziecka. Patrzy na mnie kątem oka. Sunę palcem po obrazkach, coś czego nigdy nie robiłam… nikomu. To bałagan szaty graficznej; statek piratów, kwiat lotosu i niewiarygodnie tandetna pajęczyna. Gdy sięgam jego łokcia, unosi brwi. – Chciałabyś, żebym zdjął bluzkę, byś kontynuowała?
- Jest więcej?
Uśmiecha się lekko, wyciągając dziecko z wanienki. – Gdybym nie wiedział lepiej, to pomyślałbym, że ci się podobam.
Chichoczę. Serio. Żenujące.
- Jesteś gejem, Sam. I bez obrazy, ale nie ciągnie mnie wygląd wytatuowanego Kurta Cobaina.
Sam zanosi dziecko do pokoju dziecięcego i kładzie ją na stole do przewijania. – Mam nadzieję, że przynajmniej ciągnie cię muzyka Kurta Cobaina.
Przełykam ślinę. Boże. Nagle kręci mi się w głowie.
Potrząsam głową, kiedy słowa opuszczają moje usta. – Słuchałam, kiedy byłam młodsza.
Patrzy na mnie skonsternowany.
- Pójdę po coś do picia… - Wychodzę z pokoju zanim może coś powiedzieć, ale zamiast iść do kuchni, wchodzę do mojej sypialni. Zamykam drzwi tak cicho jak to możliwe i wchodzę do łóżka.
Oddychaj, Leah.
Próbuję myśleć o wesołych rzeczach, rzeczach, które mój terapeuta dał mi do myślenia, ale słyszę tylko słowa do piosenki Nirvany, odbijające się echem tak głośnym w mojej głowie, że chcę krzyczeć.
Krzyczę w poduszkę. Nie cierpię tego. Jestem cholernym bałaganem i nie mogę nic z tym zrobić. Kiedy serce przestaje mi szybko bić, idę na dół po szklankę wody.

Kilka godzin później przełączam kanały, kiedy słyszę imię Olivii. Omijam program, ale zaraz do niego wracam. Odkąd nie ma Caleba, rozpaczliwie poszukuję o niej jakichkolwiek wiadomości. Wiem, że on to ogląda. Wyrywam sobie rzęsy i oglądam jak Nancy Grace powiadamia mnie o tym, co dzieje się z przygotowaniem do procesu Dobsona. Jest w trakcie tyrady. Prycham. Kiedy ona się nie kłóci? Przenosi się z Dobsona i dopiero po paru minutach domyślam się, że jej ostry południowy akcent jest skierowany na Olivię. Zwiększam głośność i pochylam się do przodu. Tak! Krytykowanie Olivii! Właśnie tego potrzebuję, żeby czuć się lepiej ze sobą.
Wtulam się w kanapę, żeby oglądać, w ręce trzymając szklankę pełną szkockiej. Jeden róg ekranu pokazuje materiał filmowy o ofiarach Dobsona. Różnią się wiekiem i wyglądem, ale wszystkie mają ten sam nawiedzony wyraz oczu. Kiedy na ekran wchodzi filmik o gwałcicielu, marszczę nos. Jest w pomarańczowym kombinezonie, skuty w kajdanki. Otaczają go funkcjonariusze w prostych ubraniach, kiedy przekracza krótką odległość z pojazdu do sądu. Przyprawia mnie on o dreszcze. Jest wielki – ma rozmiar gracza futbolu. Policjant idący obok niego wygląda mizernie. Osłupia mnie fakt jak temu błaznowi udało się przekonać dziewczyny do choćby podejścia do niego na pięć metrów.
Nagle ekran pokazuje Olivię. Chcę zmienić kanał, ale jak zwykle nie mogę oderwać od niej wzroku. Nancy macha w powietrzu swoją upierścienioną ręką. Jej głos unosi się w crescendzie i powiedziała trójce ludziom przy jej stole, że są idiotami broniąc sprawy Olivii. Sięgam po garść popcornu, wpatrując się w telewizor. Nancy ma rację. Czuję do niej niespodziewaną sympatię. Wyraźnie wie jak odczytywać ludzi. Wtedy słyszę moje imię. Wypluwam popcorn, pochylając się do przodu.
Wygrała sprawę rok temu, broniąc spadkobierczynię przed zarzutami klinicznego oszustwa. Nancy woła do kogoś przy jej stole. Czy wygrała tę sprawę, Dave?
Dave podaje krótkie podsumowanie mojej sprawy i przyznaje, że tak, w rzeczy samej Olivia wygrała sprawę.
Nancy jest zdegustowana.
Dowód przeciwko tej dziewczynie był ogromny, mówi, dźgając blat palcem.
Zmieniam kanał.
Lecz następnego wieczoru włączam go znowu i oglądam całe pięćdziesiąt dwie minuty blondwłosej furii. Trzeciego wieczora zadzwoniłam do programu jako pani Lucy Knight z Missouri i także wyraziłam mój wstręt Olivią. Zapewniam ją, iż doceniam to co robi dla kobiet, że jest cholerną bohaterką. Nancy dziękuje mi ze łzami w oczach za bycie fanką.
Pod koniec programu zazwyczaj jestem pijana. Czasami Sam zostaje, żeby oglądać go razem ze mną.
- Ona jest naprawdę ładna – mówi o Olivii. Pluję w niego kostką lodu, a on się śmieje. Dziecko już przesypia prawie całą noc. Nadal śpię w jej pokoju na wypadek gdyby się obudziła. Sam myśli, że nareszcie nawiązuję z nią więź, ale robię to tylko dlatego, żebym nie musiała daleko chodzić w środku nocy. Caleb powinien wrócić z jego podróży jutro pod koniec dnia. Wysłał mi wiadomość, w której napisał, że przyjedzie po Estellę jak tylko wróci. Planuję wizytę w spa o poranku. Jeśli wszystko pójdzie po mojej drodze, on nigdzie nie pójdzie.
- Więc chodzili razem do college’u?
Patrzę na Sama popijającego swój napój. – Co do diabła?
- Co? – Wzrusza ramionami. – Czuję się, jakbym oglądał operę mydlaną, nie znając całej wcześniejszej historii.
Pociągam nosem. – Tak, chodzili razem przez kilka lat do college’u. Ale to nie było tak poważne. Nawet się ze sobą nie przespali.
Sam unosi brwi. – Caleb trzymał się dziewczyny, która z nim nie spała? – Gwiżdże cicho.
- Co to znaczy? – Wsuwam pod siebie nogi i staram się nie wyglądać na zbyt zainteresowaną. Brak seksu pomiędzy Calebem i Olivią zawsze mnie konsternował. Chciałam zadawać pytania w rzadkich okazjach, kiedy pojawiał się ten temat, ale nigdy nie chciałam wyglądać na zazdrosną dziewczynę. Poza tym Caleb chronił swoją przeszłość jakby była przeklętymi klejnotami koronnymi.
Sam wygląda na zamyślonego, jak przeżuwa suszoną wołowinę. Je tego tak dużo, że zaczęłam wiązać z nim ten zapach.
- To kawał czasu do proszenia studenta aby zaczekał. Jedynym powodem, dla którego wydaje mi się, żeby ktoś zrobił coś takiego, to jeśli byłby szalenie zakochany… uzależniająca miłość.
- Co masz na myśli ‘uzależniająca miłość’? – Caleb ma najbardziej nieuzależniającą osobowość, jaką kiedykolwiek wiedziałam. Naprawdę mnie to martwi. Jednego roku był pełnym zapału narciarzem, a następnego roku, kiedy zarezerwowałam chatkę w górach, powiedział mi, że już to go nie interesuje. Zdarzyło się to wiele razy w naszym związku – z restauracjami, ubraniami… nawet co roku wymienia swoje auto. Niemal zawsze zaczynało się od jego szalonej miłości do czegoś, a potem stopniowo się tym nudził.
- Nie wiem – mówi Sam. – Chyba gotów był zrobić dla niej wszystko… nawet jeśli oznaczało to zmienienie jego zwyczajów.
- Nienawidzę cię.
Klepie mnie po nodze i wstaje. – Staram się tylko oczyścić ci trochę głowę, potworna mamuśko. Wygląda na to, że on jest twoim uzależnieniem i to niezdrowym.
Piorunuję wzrokiem jego plecy, kiedy kieruje się do drzwi. Jest takim napuszonym dupkiem.
- Do zobaczenia jutro – woła przez ramię. – Kiedy wróci pan Idealny…

Lecz następnego dnia Sam dzwoni, mówiąc, że ma problemy z autem. Odwołuję spa. Nie spędziłam z dzieckiem całego dnia odkąd Sam dostał grypy. Zjadam małą paczkę mrożonej kukurydzy, po czym idę do niej. Przez większość dnia powtarzam wszystko, co robił Sam. Mamy brzuszkowy czas w salonie. Wycieram jej twarzy, kiedy kończy jeść. Nawet biorę ją na mały spacer w spacerówce, której nigdy nie użyłam.
Gdy odkrywam, że zabrakło mi pieluch, dzwonię z paniką do Sama. Nie odbiera, bo nikogo nie ma w pobliżu, kiedy cholernie się ich potrzebuje! Jak mam zabrać ze sobą dziecko do sklepu? Muszą istnieć jakieś usługi, które załatwiają takie rzeczy dla nowych matek. Po rozmyślaniu przez ponad godzinę, pakuję dziecko do samochodu i jadę do najbliższego sklepu. Dziesięć minut zajmuje mi domyślenie się jak włożyć jej siodełko do wózka. Przeklinam pod nosem, dopóki nie podchodzi do mnie bardziej doświadczona matka, żeby pomóc. Dziękuję, bez patrzenia jej w oczy i wprowadzam wózek do sklepu w porę, żeby zdążyć przed deszczem. W chwili, kiedy chłodne powietrze klimatyzacji dmucha w dziecko, zaczyna zawodzić. Szybko kieruję wózkiem do alejki dziecięcej i biorę pięć paczek pieluch. Lepiej dmuchać na zimne.
Kiedy już podbiegam do kasy, ludzie patrzą na mnie jak na złą matkę. Ładuję wszystko na taśmę i wyciągam ją z siodełka. Trzymając ją przy piersi, niezręcznie klepię ją po plecach. Wyciągam portfel i próbuję nią kołysać, kiedy kasjer – młodociany przestępca o podskakującej głowie – pyta mnie. – To będzie wszystko? – Patrzę na paczki pieluch włożone już do wózka, a potem na pusty pasek. On patrzy na mnie załzawionymi marihuanowymi oczami, czekając na moją odpowiedź.
- Um nie, prosiłabym też o niewidzialne gówno. – Macham ręką na taśmę, a on jest na tyle głupi, żeby na nią spojrzeć.
- Boże – mówię, gwałtownie przesuwając kartą kredytową przez czytnik. – Odstaw trawkę.
Dziecko wybiera dokładnie ten moment, żeby się rozpłakać. Zanim schowałam kartę kredytową, zawartość jej pieluchy wylała się na moje ręce i bluzkę. Rozglądam się z przerażeniem i wychodzę szybko ze sklepu.
Bez pieluch.
Wysyłam Sama, żeby po nie wrócił, kiedy nareszcie do mnie oddzwania. Gdy pojawia się w drzwiach, jeszcze nie zmieniłam obsranej koszulki i dzięki brązowej pracy mojej córki, obie moje piersi przeciekają. Potrząsa głową.
- Z każdym dniem wyglądasz gorzej.
Wybucham płaczem. Sam kładzie pieluchy na blacie i mnie przytula. – Idź wziąć prysznic, kiedy ona śpi. Zrobię nam coś do jedzenia.
Potakuję i idę na górę. Gdy wracam na dół, widzę, że zrobił nam spaghetti.
- Siadaj. – Pokazuje na taboret. Słucham się, przyciągając do siebie talerz, który mi podał.
- Gubisz się – mówi. Owija spaghetti wokół widelca, nie patrząc na mnie.
Używam noża, żeby pokroić makaron na małe kawałki, aby zmieścił się na widelcu.
- Jak mogę go odzyskać?
- Zdobądź nową osobowość i naucz się trzymać gębę na kłódkę.
Rzucam mu nieprzyjemne spojrzenie, przecierając usta.
- Podobam ci się?
Następuje długa cisza.
- Jestem gejem, Leah.
- Co? Nigdy tak naprawdę tak nie uważałam.
- Cały czas tak mówisz!
- Ale masz córkę… tak w ogóle jak jej na imię?
Śmieje się. – Kenley. I wydaje mi się, że zorientowałem się o tym później w życiu.
Chowam głowę w rękach. To jest dla mnie nowa wszechczasowa porażka, uwodzenie geja. Biorę głęboki wdech i podnoszę na niego wzrok.
- Caleb znowu mnie zostawi. Wiem to.
Przez chwilę Sam wygląda na zaskoczonego, po czym przesuwa się i obejmuje mnie ramieniem.
- Prawdopodobnie – odpowiada. Odwracam się do niego. Czy geje nie powinni być wrażliwi? W momencie, kiedy ogłosił siebie gejem, planowałam wykorzystać go, aby zastąpić Katine. – Prawdopodobnie. Nie mogę uwierzyć, że tak długo z tobą był. – Uśmiecha się z mojej miny.
- Naprawdę to powiedziałeś?
Kiwa głową. – Może ten facet uwielbia dobre suki – ale kroczysz po cienkiej linie pomiędzy atrakcyjną suką a psychopatką. Zadarłaś z jego córką. Pewnie cię zostawi i zabierze swoje dziecko.
- Nie ma mowy. Nie pozwolę na to.
- Na co? Męża czy dziecko?
Przygryzam wnętrze policzka. Oczywiste jest, co mam na myśli.
- Nie uwierzy, jeśli zacznę udawać super mamę. Poznaje takie bzdury.
Sam unosi brew.
- Nie zostawi mnie. Myśli, że się załamię, jak to zrobi.
- W taki sposób chcesz go zatrzymać? Manipulując jego uczuciami?
Wzruszam ramionami. – Szczerze, to staram się o tym nie myśleć.
- Tak, to dość wyraźne. Czemu po prostu nie dasz mu odejść? Mogłabyś znaleźć kogoś innego.
Mam chęć do walnięcia go prosto w twarz. Zamiast tego zapalam papierosa.
- Nigdy nie pozwolę mu odjeść. Zbyt bardzo go kocham.
Sam uśmiecha się ironicznie i wyciąga papierosa z moich palców, gasząc go na moim granicie. – Nigdy?
- Nigdy – odpowiadam. – Przenigdy.
Sam celuje we mnie palcem. – To nie jest miłość.

Wywracam oczami. – Co ty wiesz? Jesteś gejem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz