25.6.14

Thief - rozdział 10

Przeszłość

- Proszę mi pokazać ten.
Sięgnął do gablotki z przezroczystego szkła i wyciągnął coś troszeczkę bardziej imponującego od ostatniego. Po dłuższym czasie wszystkie pierścionki zaręczynowe wyglądały tak samo. Pamiętam, jak w dzieciństwie powtarzałem w kółko moje imię, aż brzmiało bardziej jak rozmyty dźwięk niż imię. Przesunął po blacie kolejno świecidełko, to było większe od poprzedniego. Leżał na kwadraciku czarnego jedwabiu. Podniosłem go i wsadziłem na mały palec, by lepiej mu się przyjrzeć.
- Trzy karaty, bezbarwny, ze wskaźnikiem VVS2 – powiedział Thomas. Samoht.
- Jest piękny, naprawdę. Myślę tylko, że szukam czegoś bardziej… unikalnego. – Odsunąłem go w jego stronę.
- Proszę mi o niej opowiedzieć – powiedział. – Może będę miał lepsze wyczucie na właściwy pierścionek.
Uśmiechnąłem się. – Jest bardzo niezależna. Nigdy nie chce przyjąć od nikogo pomocy, nawet ode mnie. Lubi ładne rzeczy, ale wstydzi się tego. Nie chce wydawać się płytka. I nie jest. Boże, jest spostrzegawcza… i zna samą siebie. I jest życzliwa. Tylko że nie wie, że jest życzliwa. Postrzega siebie jako chłodną, ale ma bardzo dobre serce.
Gdy na niego spojrzałem, jego brwi były nieznacznie uniesione. Roześmieliśmy się równocześnie. Pochyliłem się nad blatem i zakryłem twarz dłońmi.
- Cóż, zdecydowanie jest pan zakochany – powiedział.
- Tak, jestem.
Odszedł parę kroków i wrócił z następnym pierścionkiem.
- Jest z naszej droższej kolekcji. Wciąż jest soliterem. Ale, jak może pan zobaczyć, obrączka jest dość unikatowa.
Wziąłem pierścionek. Środkowy kamień był owalny w kształcie z diamentem rozciągającym się od wschodu do zachodu. Odstępstwo od normy, już uważałem, że jej się spodoba. Gdy przyjrzałem się bliżej, dostrzegłem, iż obrączka miała gałęzie i maleńkie listki oblane białym złotem. Pierścionek miał styl tych, które noszono wieki temu. Współczesny i zabytkowy. Tak jak Olivia.
- To jest to – powiedziałem. – Jest idealny, ponieważ spotkaliśmy się pod drzewem.
Opuściłem sklep, wychodząc na za ciepłą wilgoć. Życie na Florydzie dawało poczucie, jakby wiecznie egzystowało się w misce zupy grochowej. Jednakże dzisiaj nie zwracałem na to uwagi. Uśmiechałem się. Miałem pierścionek w kieszeni. Pierścionek Olivii. Wszyscy mogliby pomyśleć, iż oszalałem, że chcę ożenić się z dziewczyną, kiedy nawet nie uprawiałem z nią seksu. Dlatego nie zamierzałem nikomu mówić o moich planach. Jeżeli moja rodzina i przyjaciele nie potrafili być wspierający, to nie będę ich angażował. Nie musiałem uprawiać z nią seksu, żeby wiedzieć, co czuję. Mogła odmawiać mi seksu każdego dnia przez resztę życia i wciąż bym ją wybrał. Tak głęboko w tym byłem.

Plany były w ruchu. Za sześć tygodni poproszę Olivię – nie – powiem Olivii, żeby za mnie wyszła. Prawdopodobnie powie nie, ale ciągle będę prosił – albo mówił. To właśnie się działo, kiedy byłeś omotany przez kobietę. Niespodziewanie przestałeś uciekać od miłości i zacząłeś łamać wszystkie swoje zasady… robiąc z siebie durnia. Pasowało mi to.
Zadzwoniłem na jej komórkę, starając się opanowywać głos.
- Cześć – wydyszała.
- Hej, kochanie.
Zawsze następowała krótka chwila ciszy po naszym przywitaniu. Lubiłem myśleć o tym, jak o nasyceniu. Powiedziała mi raz, że ilekroć widywała moje imię w nadchodzącym połączeniu, dostawała w brzuchu motylków. Ja czułem ten wzbierający się ból w klatce piersiowej. Ten ból był dobry – jak orgazm serca.
- Robię plany na kilka tygodni do przodu. Pomyślałem, że moglibyśmy wyjechać na parę dni – może do Daytona.
Brzmiała na podekscytowaną. – Nigdy tam nie byłam.
- To bardziej plaża. Kolejny kąt tej samej, starej Florydy. Chcę zabrać cię do Europy. Ale, jak na razie, wypadło na Daytona.
- Caleb, tak, podoba mi się to. Daytona i Europa.
- Okej – powiedziałem, uśmiechając się.
- Okej – powtórzyła.
- Hej – odezwała się po paru sekundach. – Nie bierz osobnych pokoi.
Chyba potknąłem się o krawężnik.
- Co?
Roześmiała się.
- Paaa, Caleb.
- Pa, Księżno.
Szczerzyłem się od ucha do ucha.

Po tym, jak się rozłączyliśmy, zatrzymałem się na espresso w przydrożnej kawiarni. Otarłem pot z czoła, dzwoniąc do hotelu i załatwiając rezerwację. Jeden pokój: duże łóżko, wanna Jacuzzi, widok na ocean. Potem zadzwoniłem do kwiaciarni i zamówiłem trzy tuziny gardenii. Zapytali o odbiorczy adres hotelu i musiałem się rozłączyć, żeby go znaleźć, po czym znowu do nich zadzwoniłem. Śmiałem się między telefonami. Na głos. Ludzie wciąż się gapili, ale nie mogłem się powstrzymać. To było szalone i uszczęśliwiało mnie. Zadzwoniłem do Cammie, a potem lepiej się namyślając, rozłączyłem się. Cammie była najbliższą rzeczą, jaką Olivia miała do rodziny, ale jej idea utrzymywania sekretu była… nie utrzymywaniem sekretu. Chciałem, żeby istniał ojciec, którego mógłbym poprosić – nie, nie chciałem. Znokautowałbym jej ojca, pewnie wielokrotnie. Mój ostatni telefon wykonałem do starego przyjaciela, który mógł pomóc mi z ostatnią częścią planu. Najlepszą częścią. Nie zamierzałem dawać jej tylko pierścionka; potrzebowała więcej niż tego, by zobaczyć jak poważny byłem.
Wstałem i zostawiłem pieniądze na stoliku. Potem skierowałem się do domu matki. Liczyłem na to, że w rezydencji Drake’ów jest mnóstwo środków uspokajających. Będzie ich potrzebowała.
***
- Calebie, to błąd. – Twarz mojej matki była blada. Pociągała za medalion, który nosiła wokół szyi. Pewna oznaka, iż zaraz rozkruszy się emocjonalnie.
Zaśmiałem się z niej. Nie lubiłem nie okazywać szacunku, ale nie podobało mi się również, kiedy ktoś mi mówił, że Olivia jest błędem. Zabrałem z jej palców pudełko z pierścionkiem i go zamknąłem.
- Nie jestem tutaj dla twojej opinii. Jestem tutaj, ponieważ jesteś moją matką i chcę, żebyś uczestniczyła w moim życiu. Jednakże, to może ulec zmianie, jeśli nadal będziesz traktować Olivię tak, jakby nie była dla mnie wystarczająco dobra.
- Ona…
- …Jest – powiedziałem stanowczo. – Na studiach byłem gnojkiem, który sypiał ze wszystkimi, bo mógł. Byłem z wieloma kobietami i tylko ona potrafi sprawić, że chcę być lepszą osobą… i lepszą osobą dla niej. Nie muszę nawet być dobry, potrzebuję być tylko dobry dla niej.
Matka patrzyła na mnie beznamiętnie.
- Zapomnij o tym – powiedziałem, wstając. Chwyciła mnie za ramię.
- Powiedziałeś swojemu ojcu?
Poczułem jak się wzdrygam. – Nie, dlaczego miałbym to zrobić?
- Twojemu bratu? – spytała.
Pokręciłem głową.
- Oni potwierdzą to, co mówię. Jesteś młody.
- Nie byłbym za młody, gdybym kupił ten pierścionek dla Sydney, prawda?
Przygryzła dolną wargę i uwolniłem ramię z jej uchwytu.
- Mój ojciec jest tak przeciwny zobowiązaniu, że potrafił umawiać się co miesiąc z nową kobietą, przez ostatnich dziesięć lat. Seth jest samotniczy i neurotyczny; wolałby być sam przez resztę życia niż z kimś, kto zostawi naczynia w zlewie. Nie sądzę, że będę ich prosił o radę w sprawie związku. A dla twojej wiadomości, twoim zadaniem jest mnie wspieranie. Wszyscy mówili ci, żebyś nie rozwodziła się z ojcem i nie wychodziła za Steve’a. Gdybyś ich posłuchała, to gdzie byś teraz była?
Dyszała ciężko do czasu, jak skończyłem to mówić. Zerknąłem na drzwi. Musiałem się stąd wydostać, szybko. Chciałem być z Olivią. Zobaczyć jej twarz, pocałować ją.
- Caleb.
Spojrzałem na matkę. Była dobrą matką dla mnie i mojego brata. Wystarczająco dobrą, żeby zostawić mojego ojca, kiedy zobaczyła, jaki miał na nas szkodliwy wpływ. Dla innych nie była szczególnie miłą kobietą, ale rozumiałem to. Była słownie ostra i krytyczna. Było to znane wśród bogatych. Nigdy nie oczekiwałem, że zaakceptuje Olivię. Ale liczyłem na mniej banalną reakcję. Że może nawet zmusi się do szczęścia, ze względu na mnie. Nużyła mnie jej wyraźna uszczypliwość.
Raz jeszcze położyła dłoń na moim ramieniu, ściskając je lekko. – Wiem, iż uważasz mnie za płytką. Zapewne taka jestem. Kobiety w mojej generacji były uczone, żeby nie myśleć zbyt głęboko o naszych uczuciach i żeby robić to, co musi być zrobione, bez preparowania tego emocjonalnie. Ale jestem bardziej spostrzegawcza, niż myślisz. Ona będzie twoim zniszczeniem. Nie jest zdrowa.

Delikatnie zabieram jej rękę z mojego ramienia. – Więc pozwól jej mnie zniszczyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz