Przeszłość
Mydło
oblewało przednią szybę i samochód drżał, kiedy strumienie wody uderzały o
okna. Olivia oderwała się od moich ust i spojrzała przez ramię. Obsypałem
pocałunkami elegancką linię jej szyi, po czym wplotłem palce w jej włosy,
nakierowując jej wargi na moje usta. Rzeczy wymykały się spod kontroli – dla
Olivii. Dla mnie, to było normalne. Dziewczyna siedziała okrakiem na moich
kolanach, mając na sobie spódniczkę… w myjni samochodowej… teraz mogło być
tylko lepiej. Nie z Olivią. Nic nie będzie teraz lepsze. Pomimo faktu, że była
moją dziewczyną… kochałem ją i pragnąłem, by znalazła się na mnie naga, to nie
chciałem zabierać jej czegoś, czego nie była gotowa dać.
Chwyciłem
ją w pasie i przeniosłem ją na jej własne siedzenie. Potem chwyciłem kierownicę
i pomyślałem o mojej praciotce Inie. Ciotka Ina miała sześćdziesiąt siedem lat
i miała brodawki… obrzydliwe… wystające – brodawki. Pomyślałem o jej podbródkach,
grubych kostkach i włosach, które wyrastały z jej brodawki na ramieniu. Ciotka
Ina wydawała się załatwić sprawę. Czułem, że mam trochę lepszą kontrolę.
Olivia
fuknęła na siedzeniu obok mnie. – Czemu zawsze to robisz? Dobrze się bawiłam.
Nie otwierałem
oczu i oparłem głowę o zagłówek. – Księżno, czy chcesz uprawiać seks?
Jej
odpowiedź nadeszła szybko. – Nie.
- Więc jaki
jest sens w robieniu tego?
Przez
chwilę się namyślała. – Nie wiem. Wszyscy inni tak się wygłupiają. Czemu my nie
możemy… no wiesz?
- Nie, nie
wiem – powiedziałem, odwracając się, by na nią spojrzeć. – Może poinformujesz
mnie, co dokładnie masz na myśli?
Zarumieniła
się. – Nie możemy dojść do kompromisu? – szepnęła, nie patrząc na mnie.
- Mam
dwadzieścia trzy lata. Uprawiam seks od piętnastego roku życia. Sądzę, że teraz
robię kompromis. Jeśli prosisz mnie, bym obmacywał cię jak piętnastolatek, to
nie zrobię tego.
- Wiem –
powiedziała słabo. – Przepraszam… po prostu nie mogę.
Jej głos
wyciągnął mnie z mojego samolubstwa. To nie była jej wina. Już czekałem rok.
Poczekam kolejny – chciałem czekać. Ona była tego warta.
Pragnąłem
jej.
- W
wygłupianiu się chodzi o to – powoli kierujesz się w stronę seksu. Zaczyna się
z rękoma, a potem ustami i zanim się zorientujesz robisz wszystko to naraz,
przez cały czas.
Zaczerwieniła
się.
- Kiedy
zaczniesz, to nie zatrzymujesz się. To wolna droga do seksu. Więc jeżeli
naprawdę nie jesteś gotowa na seks, nie zaczynaj robić innych rzeczy. Tylko
mówię.
Otworzyłem
butelkę wody, która stała na mojej podstawce i upiłem łyk. Myjnia samochodowa
brzęczała wokół nas, pasy mydlanej gumy uderzały o metal. Czułem te uderzenia.
Znowu
wspięła się na moje kolana. Boże, mam
nadzieję, że nie czuje mojej erekcji. Położyła ręce na mojej twarzy i
przycisnęła nos do mojego. Jej nos był zimny. To była łagodniejsza strona
Olivii. Ta strona powodowała, że chciałem stanąć nad nią jak dominujący męski
alfa i szczerzyć zęby na każdego, kto się do niej zbliży.
-
Przepraszam, Caleb. Przepraszam, że jestem taka popaprana.
Objąłem ją
w talii. – Nie jesteś popaprana, tylko niezaspokojona seksualnie.
Zachichotała.
Ten dźwięk był taki dziewczęcy i delikatny. Gdy kobieta wydawała ten odgłos,
nie potrafiłem powstrzymać uśmiechu.
Spojrzałem
na jej smukłe nogi. Musiałbym tylko rozpiąć spodnie, ona była już tuż…
- Będziesz
musiała wrócić na swoje miejsce. – Mój głos był szorstki.
Wycofała
się, wyglądając na skruszoną.
Siedzieliśmy
w ciszy przez kilka minut, kiedy nadeszła kolej suszarek. Obserwowałem, jak
krople wody przesuwały się po przedniej szybie, dopóki nie zniknęły. W co ja
się wpakowałem? Zakochałem się w kimś, kogo nie mogłem naprawić. Mój trener
nazywał mnie naprawiaczem. Zaczęło się na drugim roku studiów, gdy zobaczyłem,
jak paru nowicjuszy w mojej drużynie miało trudności z grą. Ćwiczyłem z nimi na
boku, aż poprawiła się ich defensywa. Trener zawsze wykorzystywał moje boczne
projekty jako starter. Na trzecim roku przyszło do mnie dziesięciu facetów i
poprosiło o prywatne treningi. Nie wiem dlaczego, ale byłem w tym dobry. Teraz
moja potrzeba naprawiania przeniosła się na kobiety, które mi się podobały.
Pomyślałem o mojej byłej dziewczynie - Jessice. Była doskonała, dopóki…
Zacisnąłem
zęby. Może dlatego nic się pomiędzy nami nie ułożyło. Była zbyt doskonała.
Olivia była pięknie rozbita. Rysy w jej osobowości były bardziej dziełami
sztuki niż skazami. Kochałem sztukę ze skazą. Posąg Lorenza zrobiony przez
Michała Anioła ze swoją spaczoną podstawą, która wznosiła się, aby zmieścić
jego stopę, brakujące brwi Mony Lisy. Skazy były poważnie niedoceniane. Były
piękne, jeśli tak się na nie spojrzało.
Wiedziałem,
że okłamywałem samego siebie, myśląc, że mogę ją naprawić. Ale było za późno.
Nie wiedziałem, jak odpuścić. Ona pierwsza przerwała ciszę.
-
Chciałabym wiedzieć, o czym myślisz – powiedziała.
- Zawsze
istnieje możliwość, żeby mnie zapytać. – Wrzuciłem bieg i ruszyłem do przodu.
Przyglądała się mojej ręce na dźwigni zmiany biegów – zawsze to robiła.
Mycie auta – skończone. Nieugięta potrzeba, by znaleźć
się wewnątrz niej – nieskończona.
- Czuję
się, jakbyś zawsze próbowała wślizgnąć mi się do umysłu. Jesteś jak Piotruś Pan
– zawsze wchodzisz oknami i sprawiasz kłopoty.
Zmarszczyła
nos. – Czy ty naprawdę nazwałeś mnie Piotrusiem Panem?
- Nazywałem
cię gorzej. – Włączyłem się do ruchu ulicznego.
- Lamą –
powiedziała. – Bardzo mi się podobało.
Roześmiałem
się na jej wyraźny sarkazm i czar pożądania został przerwany. Powróciłem do
samej potrzeby przebywania w jej towarzystwie.
- Piotruś
Pan chce wślizgnąć się do twojego umysłu i wiedzieć, co myślisz – spróbowała
znowu. Patrzyła na mnie tak poważnie, że się poddałem.
Zatrzymaliśmy
się na czerwonym świetle. Wyciągnąłem rękę i chwyciłem jej dłoń. Dobra, jeśli
chciała moich myśli, to dam je jej. Może dobrze jej zrobi bycie w umyśle
normalnego, dorosłego mężczyzny. Może będzie się bawić ze wspomnianym
„normalnym, dorosłym mężczyzną” z większą ostrożnością. Uniosłem jej palce do
ust i pocałowałem je. Wyczarowałem obrazek jej siedzącej na moich kolanach i
zniżyłem głos, by wiedziała, że nie żartuję.
- Jeżeli
usiądziesz na moich kolanach, mając na sobie spódnicę i znowu tak mnie
pocałujesz, to ściągnę ci majtki i cię przelecę.
Jej twarz
zbladła. Dobrze. Potrzebowałem, by bała się tego na tyle, żeby więcej tego nie
robić. Nie byłem Supermanem. Byłem mężczyzną – mężczyzną, który bardzo chciał
kochać się ze swoją dziewczyną.
Nie puściła
mojej dłoni, jak już, to ścisnęła ją mocniej. Spojrzałem na nią kątem oka.
Przygryzała dolną wargę, wpatrując się w przednią szybę zaszklonymi oczami.
Zdusiłem
śmiech. Na Boga, chyba naprawdę ją
podnieciłem. Moja mała Księżna – zawsze niespodzianka.
Od tamtego
dnia Piotruś Pan był naszym kodem słownym na – o czym myślisz?
***
- Piotruś
Pan.
- Zostaw
mnie w spokoju.
- To ty
wymyśliłaś tę grę.
Leżeliśmy
na jej podłodze, niby mając sesję nauki. Jej wargi wciąż były opuchnięte po
naszej sesji całowania.
- Jestem
pokryta pyłem Cheetosów i staram się uczyć. Denerwujesz mnie, bo przez ostatnie
czterdzieści minut gapisz się na mnie, a to nie pozwala mi się skoncentrować. –
Włożyła do ust kolejnego Cheetosa i pozwoliła mu się rozpłynąć. Chwyciłem jej
dłoń i wsadziłem między wargi jeden z jej palców, zlizując „pył Cheetosów”. To
był nowy Olivializm.
Jej oczy
zaszkliły się na moment i opuściłem jej rękę.
- Od kiedy
czytasz gazetę? – Była trochę schowana pod jej ciałem. Uniosła żebra, bym mógł
ją wyciągnąć i przewróciłem się na plecy.
-
Zobaczyłam ją, kiedy stałam przy kasie w spożywczaku. – Wyglądała na lekko
winną. Rozłożyłem gazetę i spojrzałem na pierwszą stronę.
- Laura –
powiedziałem. Nie chciałem mówić tego głośno, ale widok jej zdjęcia mnie
zaskoczył. Robiło mi się niedobrze w żołądku, ilekroć o tym myślałem.
- Nowe
poszlaki w sprawie Laury Hilberson – przeczytałem. Gazeta pisała, iż jedna z
jej kart kredytowych została wykorzystana na stacji paliwowej w Mississippi.
Ponieważ stacja paliwowa nie miała nadzoru kamer, nie byli w stanie zrobić
zdjęcia temu, kto używał karty. Nastolatek za ladą był na haju w tamtym czasie
i niczego nie pamiętał.
- Chodziłeś
z nią – powiedziała Olivia. Potaknąłem. Odsunęła podręcznik na bok i oparła
głowę na pięści. – Więc jaka była? Myślisz, że mogłaby ot tak zniknąć? Myślisz,
że ktoś ją porwał?
Podrapałem
się po brzuchu. – To trwało przez jakiś tydzień. Nie bardzo ją znałem. – To nieprawda. Czemu kłamię?
Olivia
wiedziała, że kłamię.
- Powiedz
mi – powiedziała.
- Nie ma o
czym mówić, Księżno.
- Caleb,
jesteś jednym z najbardziej spostrzegawczych ludzi, jakich znam. Naprawdę mi
mówisz, że nie masz żadnego spostrzeżenia co do tej sytuacji?
Mój mózg
się zamknął i nie wiedziałem, w którą stronę posłać mój język. To był bardzo
drażliwy temat. Zamierzałem powiedzieć kolejne kłamstwo – a może to była
prawda, kiedy Cammie wpadła do pokoju, ratując mnie.
- O mój
Boże! Uprawialiście seks?
Włożyłem
ręce pod głowę, przyglądając się, jak zaczęły swoją zwyczajną wesołą sprzeczkę.
Gdzie była
Laura? To było szalone.
***
Laura
Hilberson była nałogową kłamczuchą. Wiedziałem to po trzech randkach. Była
ładną dziewczyną, nieśmiałą przez większość czasu, ale wszyscy zdawali się
wiedzieć, kim jest. Może dlatego, że jej rodzice posiadali jacht, a ona
zapraszała na niego wszystkich co weekend. Nasz college był prywatny. Olivia
była jedną z garstki studentów, którzy uczęszczali do niego na pełnym
stypendium. Nikt inny tak naprawdę nie potrzebuje stypendium.
Zaprosiłem
Laurę na randkę po tym jak zostaliśmy przydzieleni razem do projektu grupowego
na zajęciach hiszpańskiego. Na pierwszej randce powiedziała mi, że jej
najlepsza przyjaciółka umarła w wypadku czterokołowca trzy lata temu. Płakała,
opowiadając mi o tym, mówiąc mi, że była z tą dziewczyną bliżej niż ze swoim
rodzeństwem. Gdy zapytałem, ile ma braci i sióstr, zamilkła tylko na chwilę, po
czym powiedziała – ośmioro. Ośmioro rodzeństwa. Wow!, pomyślałem. Jej rodzice musieli być całkiem elastyczni. Jak
udawało im się w ogóle przytulać wszystkich jednego dnia?
Drugą
randkę spędziliśmy na jachcie jej rodziców. Mimo wszystkich ich pieniędzy, byli
prostymi ludźmi. Jej matka zrobiła nam na lunch kanapki, jeden plasterek
indyka, biały chleb i pomidor. Mówili o ich kościele i wycieczkach misyjnych,
na jakie wybierała się Laura w liceum. Gdy zapytałem, czy jechało z nią jej
rodzeństwo, spojrzeli na mnie pusto. Laura zobaczyła wtedy stado delfinów i
wszyscy skupiliśmy się na ich zabawie w wodzie. Potem wróciliśmy do ich domu,
bym mógł odebrać swoje auto. Mieszkali w skromnym dwupiętrowym domu, jedyną
oznaką ich pieniędzy był tylko jacht, który nazywali swoim szaleństwem.
Oprowadziła
mnie po domu, podczas gdy jej mama dała nam colę z lodówki w garażu. Policzyłem
sypialnie: jedna, druga, trzecia, czwarta. Każda miała wielkie łóżko, poza
Laury – powiedziała, że woli podwójne. Kiedy zapytałem, gdzie wszyscy śpią,
powiedziała, że większość jej rodzeństwa jest od niej starsza i już się
wyprowadzili.
Mój
wewnętrzny alarm odezwał się, kiedy żegnałem się z jej rodziną w hallu. Na
ścianie obok drzwi frontowych wisiał duży montaż zdjęć rodzinnych. Dziadkowie,
Boże Narodzenia, imprezy urodzinowe – przyjrzałem się każdemu, kiedy
gawędziliśmy o szkole i nadchodzących egzaminach. Gdy w końcu się pożegnałem,
szedłem do mojego auta, wiedząc dwie rzeczy: Laura była jedynym dzieckiem i
Laura była nałogową kłamczuchą.
Randka
trzecia nigdy nie powinna była się wydarzyć. Byłem mocno odrzucony, kiedy
wszystko to rozgryzłem. To była randka grupowa i wylądowałem w parze z Laurą.
Wybraliśmy się na przejażdżkę, by obejrzeć mecz Yankeesów z Rays. Wszyscy
wiedzieli, że to będzie zawstydzający mecz dla Raysów, ale chcieliśmy wydostać
się z miasta i trochę się zabawić, zanim zabiją nas egzaminy. Laura jechała ze
mną i jeszcze jedną parą. Siedziała na przednim siedzeniu, opowiadając o swojej
ostatniej wycieczce do Tampy, kiedy jej siostra zgubiła się na plaży i jej
rodzice musieli zadzwonić po policję.
- Myślałem,
że jesteś najmłodsza – powiedziałem.
- To było
dawno temu. Myślę, że ona miała tylko pięć lat – odparła.
- Więc ty
ile miałaś?
- Trzy –
odpowiedziała szybko.
- I
pamiętasz jak to się stało?
Milczała
chwilę. – Nie. Ale rodzice ciągle mi o tym opowiadają.
- Czy twoja
siostra jest teraz na studiach?
- Nie. Jest
w wojsku.
- W jakim
oddziale?
- Jest w
marynarce wojennej.
Uniosłem
brwi. Sprawdziłem przednie lusterko, by zobaczyć czy John i Amy usłyszeli ją z
tyłu.
Oboje
opierali się o siebie, śpiąc.
Cholera.
Było
ciemno. Cieszyłem się, że nie widziała w pełni wyrazu mojej twarzy. W marynarce
wojennej nie było kobiet. Mogę nie być w pełni Amerykaninem, ale był to dość
znany fakt. Albo przynajmniej tak sądziłem.
- Cóż, to
imponujące – powiedziałem, nie mając nic lepszego do powiedzenia. – Musisz być
dumna. – Albo łżesz.
Przez
resztę jazdy pytałem, co robi każde z rodzeństwa, a ona miała odpowiedź za
każdym razem.
W tamtym
momencie robiłem to tylko dla śmiechu. Następnego dnia na meczu baseballu,
usiadłem między moimi dwoma kolegami, bym nie musiał siedzieć obok niej.
Kłamstwa mnie męczyły. Ale tamtej nocy wróciłem po więcej.
Wypytałem
ją o jej wycieczki misyjne, próbując rozszyfrować jej psychologię.
Chrześcijanie nie powinni kłamać – w każdym razie nie tak bardzo. To była
iluzja. Może miała nie po kolei w głowie. Socjalnie zachowywała się normalnie. Boże. To było szokujące. Zacząłem
żałować, że studiuję biznes zamiast psychologii. Później tego tygodnia
zapytałem o nią jedną z dziewczyn w naszej grupie.
- Jest
spoko – powiedziała. – Trochę cicha.
- Ta.
Pewnie dlatego, że jest najmłodsza z całego rodzeństwa – powiedziałem.
Tori
zmarszczyła brwi. – Ma tylko dwoje – brata i siostrę. Oboje studiują za
granicą.
O, do diabła, nie.
Już nigdy
więcej nie odezwałem się do Laury. Nie potrafiłem rozgryźć, czy ona wiedziała,
iż kłamie, czy może to robiła, bo miała coś nie tak z mózgiem. A może uważała,
że to zabawne. Kto, do diabła, wie? Nie zostałem, by się dowiedzieć. Kiedy
powiedzieli, że zaginęła, od razu pomyślałem, że celowo zniknęła. Potem
poczułem poczucie winy za takie myślenie.
Prawdopodobnie
została uprowadzona, a ja wymyślałem sobie historyjki, które odpowiadały mojej
interpretacji jej osoby.
Znaleźli ją
na Miami Airport. Gdy gazety zaczęły informować o jej uprowadzeniu przez
mężczyznę o imieniu Devon, starałem się tego nie kwestionować. Starałem. Olivia
była zafascynowana tą sprawą. Czytała wszystko, co mogła. Nie wiem czy to
dlatego, że studiowała prawo, czy może miała osobistą więź z Laurą. Trzymałem
moje opinie przy sobie i liczyłem na to, że wszystko z nią w porządku.
Potem
nastąpił wieczór po narodzinach Estelli. Robiłem kolację, a wiadomości leciały
cicho w telewizorze. Usłyszałem jej imię. Cicho, ale moje uszy były dostrojone
na to imię. Wyszedłem z kuchni, widząc, że Leah próbuje zmienić kanał.
- Nie –
powiedziałem. Olivia była na moim ekranie, idąc obok mężczyzny, który musiał
być chyba Dobsonem Orchardem. Oddaliła się od prasy i wsiadła z nim do auta.
Nie, Olivia.
Chciałem
jej powiedzieć, by trzymała się z daleka od tej sprawy. By trzymała się z
daleka od niego. Chciałem dotknąć jej jedwabistych, czarnych włosów, objąć ją i
ochraniać. Miałem sucho w ustach, kiedy wiadomości zmieniły się w reklamy.
Wtedy
zdałem sobie sprawę, że pokazali zdjęcie Laury, opisując ją jako jedną z jego
pierwszych ofiar. Dobson/Devon…
Zapomnij o tym, pomyślałem. Została odurzona.
Może źle dosłyszała imię. Może wiadomości źle je zapisały. Może wskoczyła do
pociągu Dobsona, bo chciała się przejechać. Gdy była w college’u, chciała być
czegoś częścią, ośmioosobowej rodziny. Może, tylko może, znalazła to w twarzach
uprowadzonych, napadniętych ofiar Dobsona. Niech mnie szlag, wybierałem do
towarzystwa najdziwniejsze kobiety.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz