17.6.14

Thief - rozdział 8


Przeszłość
 

Mydło oblewało przednią szybę i samochód drżał, kiedy strumienie wody uderzały o okna. Olivia oderwała się od moich ust i spojrzała przez ramię. Obsypałem pocałunkami elegancką linię jej szyi, po czym wplotłem palce w jej włosy, nakierowując jej wargi na moje usta. Rzeczy wymykały się spod kontroli – dla Olivii. Dla mnie, to było normalne. Dziewczyna siedziała okrakiem na moich kolanach, mając na sobie spódniczkę… w myjni samochodowej… teraz mogło być tylko lepiej. Nie z Olivią. Nic nie będzie teraz lepsze. Pomimo faktu, że była moją dziewczyną… kochałem ją i pragnąłem, by znalazła się na mnie naga, to nie chciałem zabierać jej czegoś, czego nie była gotowa dać.

Chwyciłem ją w pasie i przeniosłem ją na jej własne siedzenie. Potem chwyciłem kierownicę i pomyślałem o mojej praciotce Inie. Ciotka Ina miała sześćdziesiąt siedem lat i miała brodawki… obrzydliwe… wystające – brodawki. Pomyślałem o jej podbródkach, grubych kostkach i włosach, które wyrastały z jej brodawki na ramieniu. Ciotka Ina wydawała się załatwić sprawę. Czułem, że mam trochę lepszą kontrolę.

Olivia fuknęła na siedzeniu obok mnie. – Czemu zawsze to robisz? Dobrze się bawiłam.

Nie otwierałem oczu i oparłem głowę o zagłówek. – Księżno, czy chcesz uprawiać seks?

Jej odpowiedź nadeszła szybko. – Nie.

- Więc jaki jest sens w robieniu tego?

Przez chwilę się namyślała. – Nie wiem. Wszyscy inni tak się wygłupiają. Czemu my nie możemy… no wiesz?

- Nie, nie wiem – powiedziałem, odwracając się, by na nią spojrzeć. – Może poinformujesz mnie, co dokładnie masz na myśli?

Zarumieniła się. – Nie możemy dojść do kompromisu? – szepnęła, nie patrząc na mnie.

- Mam dwadzieścia trzy lata. Uprawiam seks od piętnastego roku życia. Sądzę, że teraz robię kompromis. Jeśli prosisz mnie, bym obmacywał cię jak piętnastolatek, to nie zrobię tego.

- Wiem – powiedziała słabo. – Przepraszam… po prostu nie mogę.

Jej głos wyciągnął mnie z mojego samolubstwa. To nie była jej wina. Już czekałem rok. Poczekam kolejny – chciałem czekać. Ona była tego warta.

Pragnąłem jej.

- W wygłupianiu się chodzi o to – powoli kierujesz się w stronę seksu. Zaczyna się z rękoma, a potem ustami i zanim się zorientujesz robisz wszystko to naraz, przez cały czas.

Zaczerwieniła się.

- Kiedy zaczniesz, to nie zatrzymujesz się. To wolna droga do seksu. Więc jeżeli naprawdę nie jesteś gotowa na seks, nie zaczynaj robić innych rzeczy. Tylko mówię.

Otworzyłem butelkę wody, która stała na mojej podstawce i upiłem łyk. Myjnia samochodowa brzęczała wokół nas, pasy mydlanej gumy uderzały o metal. Czułem te uderzenia.

Znowu wspięła się na moje kolana. Boże, mam nadzieję, że nie czuje mojej erekcji. Położyła ręce na mojej twarzy i przycisnęła nos do mojego. Jej nos był zimny. To była łagodniejsza strona Olivii. Ta strona powodowała, że chciałem stanąć nad nią jak dominujący męski alfa i szczerzyć zęby na każdego, kto się do niej zbliży.

- Przepraszam, Caleb. Przepraszam, że jestem taka popaprana.

Objąłem ją w talii. – Nie jesteś popaprana, tylko niezaspokojona seksualnie.

Zachichotała. Ten dźwięk był taki dziewczęcy i delikatny. Gdy kobieta wydawała ten odgłos, nie potrafiłem powstrzymać uśmiechu.

Spojrzałem na jej smukłe nogi. Musiałbym tylko rozpiąć spodnie, ona była już tuż…

- Będziesz musiała wrócić na swoje miejsce. – Mój głos był szorstki.

Wycofała się, wyglądając na skruszoną.

Siedzieliśmy w ciszy przez kilka minut, kiedy nadeszła kolej suszarek. Obserwowałem, jak krople wody przesuwały się po przedniej szybie, dopóki nie zniknęły. W co ja się wpakowałem? Zakochałem się w kimś, kogo nie mogłem naprawić. Mój trener nazywał mnie naprawiaczem. Zaczęło się na drugim roku studiów, gdy zobaczyłem, jak paru nowicjuszy w mojej drużynie miało trudności z grą. Ćwiczyłem z nimi na boku, aż poprawiła się ich defensywa. Trener zawsze wykorzystywał moje boczne projekty jako starter. Na trzecim roku przyszło do mnie dziesięciu facetów i poprosiło o prywatne treningi. Nie wiem dlaczego, ale byłem w tym dobry. Teraz moja potrzeba naprawiania przeniosła się na kobiety, które mi się podobały. Pomyślałem o mojej byłej dziewczynie - Jessice. Była doskonała, dopóki…

Zacisnąłem zęby. Może dlatego nic się pomiędzy nami nie ułożyło. Była zbyt doskonała. Olivia była pięknie rozbita. Rysy w jej osobowości były bardziej dziełami sztuki niż skazami. Kochałem sztukę ze skazą. Posąg Lorenza zrobiony przez Michała Anioła ze swoją spaczoną podstawą, która wznosiła się, aby zmieścić jego stopę, brakujące brwi Mony Lisy. Skazy były poważnie niedoceniane. Były piękne, jeśli tak się na nie spojrzało.

Wiedziałem, że okłamywałem samego siebie, myśląc, że mogę ją naprawić. Ale było za późno. Nie wiedziałem, jak odpuścić. Ona pierwsza przerwała ciszę.

- Chciałabym wiedzieć, o czym myślisz – powiedziała.

- Zawsze istnieje możliwość, żeby mnie zapytać. – Wrzuciłem bieg i ruszyłem do przodu. Przyglądała się mojej ręce na dźwigni zmiany biegów – zawsze to robiła.

Mycie auta – skończone. Nieugięta potrzeba, by znaleźć się wewnątrz niej – nieskończona.

- Czuję się, jakbyś zawsze próbowała wślizgnąć mi się do umysłu. Jesteś jak Piotruś Pan – zawsze wchodzisz oknami i sprawiasz kłopoty.

Zmarszczyła nos. – Czy ty naprawdę nazwałeś mnie Piotrusiem Panem?

- Nazywałem cię gorzej. – Włączyłem się do ruchu ulicznego.

- Lamą – powiedziała. – Bardzo mi się podobało.

Roześmiałem się na jej wyraźny sarkazm i czar pożądania został przerwany. Powróciłem do samej potrzeby przebywania w jej towarzystwie.

- Piotruś Pan chce wślizgnąć się do twojego umysłu i wiedzieć, co myślisz – spróbowała znowu. Patrzyła na mnie tak poważnie, że się poddałem.

Zatrzymaliśmy się na czerwonym świetle. Wyciągnąłem rękę i chwyciłem jej dłoń. Dobra, jeśli chciała moich myśli, to dam je jej. Może dobrze jej zrobi bycie w umyśle normalnego, dorosłego mężczyzny. Może będzie się bawić ze wspomnianym „normalnym, dorosłym mężczyzną” z większą ostrożnością. Uniosłem jej palce do ust i pocałowałem je. Wyczarowałem obrazek jej siedzącej na moich kolanach i zniżyłem głos, by wiedziała, że nie żartuję.

- Jeżeli usiądziesz na moich kolanach, mając na sobie spódnicę i znowu tak mnie pocałujesz, to ściągnę ci majtki i cię przelecę.

Jej twarz zbladła. Dobrze. Potrzebowałem, by bała się tego na tyle, żeby więcej tego nie robić. Nie byłem Supermanem. Byłem mężczyzną – mężczyzną, który bardzo chciał kochać się ze swoją dziewczyną.

Nie puściła mojej dłoni, jak już, to ścisnęła ją mocniej. Spojrzałem na nią kątem oka. Przygryzała dolną wargę, wpatrując się w przednią szybę zaszklonymi oczami.

Zdusiłem śmiech. Na Boga, chyba naprawdę ją podnieciłem. Moja mała Księżna – zawsze niespodzianka.

Od tamtego dnia Piotruś Pan był naszym kodem słownym na – o czym myślisz?

***

- Piotruś Pan.

- Zostaw mnie w spokoju.

- To ty wymyśliłaś tę grę.

Leżeliśmy na jej podłodze, niby mając sesję nauki. Jej wargi wciąż były opuchnięte po naszej sesji całowania.

- Jestem pokryta pyłem Cheetosów i staram się uczyć. Denerwujesz mnie, bo przez ostatnie czterdzieści minut gapisz się na mnie, a to nie pozwala mi się skoncentrować. – Włożyła do ust kolejnego Cheetosa i pozwoliła mu się rozpłynąć. Chwyciłem jej dłoń i wsadziłem między wargi jeden z jej palców, zlizując „pył Cheetosów”. To był nowy Olivializm.

Jej oczy zaszkliły się na moment i opuściłem jej rękę.

- Od kiedy czytasz gazetę? – Była trochę schowana pod jej ciałem. Uniosła żebra, bym mógł ją wyciągnąć i przewróciłem się na plecy.

- Zobaczyłam ją, kiedy stałam przy kasie w spożywczaku. – Wyglądała na lekko winną. Rozłożyłem gazetę i spojrzałem na pierwszą stronę.

- Laura – powiedziałem. Nie chciałem mówić tego głośno, ale widok jej zdjęcia mnie zaskoczył. Robiło mi się niedobrze w żołądku, ilekroć o tym myślałem.

- Nowe poszlaki w sprawie Laury Hilberson – przeczytałem. Gazeta pisała, iż jedna z jej kart kredytowych została wykorzystana na stacji paliwowej w Mississippi. Ponieważ stacja paliwowa nie miała nadzoru kamer, nie byli w stanie zrobić zdjęcia temu, kto używał karty. Nastolatek za ladą był na haju w tamtym czasie i niczego nie pamiętał.

- Chodziłeś z nią – powiedziała Olivia. Potaknąłem. Odsunęła podręcznik na bok i oparła głowę na pięści. – Więc jaka była? Myślisz, że mogłaby ot tak zniknąć? Myślisz, że ktoś ją porwał?

Podrapałem się po brzuchu. – To trwało przez jakiś tydzień. Nie bardzo ją znałem. – To nieprawda. Czemu kłamię?

Olivia wiedziała, że kłamię.

- Powiedz mi – powiedziała.

- Nie ma o czym mówić, Księżno.

- Caleb, jesteś jednym z najbardziej spostrzegawczych ludzi, jakich znam. Naprawdę mi mówisz, że nie masz żadnego spostrzeżenia co do tej sytuacji?

Mój mózg się zamknął i nie wiedziałem, w którą stronę posłać mój język. To był bardzo drażliwy temat. Zamierzałem powiedzieć kolejne kłamstwo – a może to była prawda, kiedy Cammie wpadła do pokoju, ratując mnie.

- O mój Boże! Uprawialiście seks?

Włożyłem ręce pod głowę, przyglądając się, jak zaczęły swoją zwyczajną wesołą sprzeczkę.

Gdzie była Laura? To było szalone.

***

Laura Hilberson była nałogową kłamczuchą. Wiedziałem to po trzech randkach. Była ładną dziewczyną, nieśmiałą przez większość czasu, ale wszyscy zdawali się wiedzieć, kim jest. Może dlatego, że jej rodzice posiadali jacht, a ona zapraszała na niego wszystkich co weekend. Nasz college był prywatny. Olivia była jedną z garstki studentów, którzy uczęszczali do niego na pełnym stypendium. Nikt inny tak naprawdę nie potrzebuje stypendium.

Zaprosiłem Laurę na randkę po tym jak zostaliśmy przydzieleni razem do projektu grupowego na zajęciach hiszpańskiego. Na pierwszej randce powiedziała mi, że jej najlepsza przyjaciółka umarła w wypadku czterokołowca trzy lata temu. Płakała, opowiadając mi o tym, mówiąc mi, że była z tą dziewczyną bliżej niż ze swoim rodzeństwem. Gdy zapytałem, ile ma braci i sióstr, zamilkła tylko na chwilę, po czym powiedziała – ośmioro. Ośmioro rodzeństwa. Wow!, pomyślałem. Jej rodzice musieli być całkiem elastyczni. Jak udawało im się w ogóle przytulać wszystkich jednego dnia?

Drugą randkę spędziliśmy na jachcie jej rodziców. Mimo wszystkich ich pieniędzy, byli prostymi ludźmi. Jej matka zrobiła nam na lunch kanapki, jeden plasterek indyka, biały chleb i pomidor. Mówili o ich kościele i wycieczkach misyjnych, na jakie wybierała się Laura w liceum. Gdy zapytałem, czy jechało z nią jej rodzeństwo, spojrzeli na mnie pusto. Laura zobaczyła wtedy stado delfinów i wszyscy skupiliśmy się na ich zabawie w wodzie. Potem wróciliśmy do ich domu, bym mógł odebrać swoje auto. Mieszkali w skromnym dwupiętrowym domu, jedyną oznaką ich pieniędzy był tylko jacht, który nazywali swoim szaleństwem.

Oprowadziła mnie po domu, podczas gdy jej mama dała nam colę z lodówki w garażu. Policzyłem sypialnie: jedna, druga, trzecia, czwarta. Każda miała wielkie łóżko, poza Laury – powiedziała, że woli podwójne. Kiedy zapytałem, gdzie wszyscy śpią, powiedziała, że większość jej rodzeństwa jest od niej starsza i już się wyprowadzili.

Mój wewnętrzny alarm odezwał się, kiedy żegnałem się z jej rodziną w hallu. Na ścianie obok drzwi frontowych wisiał duży montaż zdjęć rodzinnych. Dziadkowie, Boże Narodzenia, imprezy urodzinowe – przyjrzałem się każdemu, kiedy gawędziliśmy o szkole i nadchodzących egzaminach. Gdy w końcu się pożegnałem, szedłem do mojego auta, wiedząc dwie rzeczy: Laura była jedynym dzieckiem i Laura była nałogową kłamczuchą.

Randka trzecia nigdy nie powinna była się wydarzyć. Byłem mocno odrzucony, kiedy wszystko to rozgryzłem. To była randka grupowa i wylądowałem w parze z Laurą. Wybraliśmy się na przejażdżkę, by obejrzeć mecz Yankeesów z Rays. Wszyscy wiedzieli, że to będzie zawstydzający mecz dla Raysów, ale chcieliśmy wydostać się z miasta i trochę się zabawić, zanim zabiją nas egzaminy. Laura jechała ze mną i jeszcze jedną parą. Siedziała na przednim siedzeniu, opowiadając o swojej ostatniej wycieczce do Tampy, kiedy jej siostra zgubiła się na plaży i jej rodzice musieli zadzwonić po policję.

- Myślałem, że jesteś najmłodsza – powiedziałem.

- To było dawno temu. Myślę, że ona miała tylko pięć lat – odparła.

- Więc ty ile miałaś?

- Trzy – odpowiedziała szybko.

- I pamiętasz jak to się stało?

Milczała chwilę. – Nie. Ale rodzice ciągle mi o tym opowiadają.

- Czy twoja siostra jest teraz na studiach?

- Nie. Jest w wojsku.

- W jakim oddziale?

- Jest w marynarce wojennej.

Uniosłem brwi. Sprawdziłem przednie lusterko, by zobaczyć czy John i Amy usłyszeli ją z tyłu.

Oboje opierali się o siebie, śpiąc.

Cholera.

Było ciemno. Cieszyłem się, że nie widziała w pełni wyrazu mojej twarzy. W marynarce wojennej nie było kobiet. Mogę nie być w pełni Amerykaninem, ale był to dość znany fakt. Albo przynajmniej tak sądziłem.

- Cóż, to imponujące – powiedziałem, nie mając nic lepszego do powiedzenia. – Musisz być dumna. – Albo łżesz.

Przez resztę jazdy pytałem, co robi każde z rodzeństwa, a ona miała odpowiedź za każdym razem.

W tamtym momencie robiłem to tylko dla śmiechu. Następnego dnia na meczu baseballu, usiadłem między moimi dwoma kolegami, bym nie musiał siedzieć obok niej. Kłamstwa mnie męczyły. Ale tamtej nocy wróciłem po więcej.

Wypytałem ją o jej wycieczki misyjne, próbując rozszyfrować jej psychologię. Chrześcijanie nie powinni kłamać – w każdym razie nie tak bardzo. To była iluzja. Może miała nie po kolei w głowie. Socjalnie zachowywała się normalnie. Boże. To było szokujące. Zacząłem żałować, że studiuję biznes zamiast psychologii. Później tego tygodnia zapytałem o nią jedną z dziewczyn w naszej grupie.

- Jest spoko – powiedziała. – Trochę cicha.

- Ta. Pewnie dlatego, że jest najmłodsza z całego rodzeństwa – powiedziałem.

Tori zmarszczyła brwi. – Ma tylko dwoje – brata i siostrę. Oboje studiują za granicą.

O, do diabła, nie.

Już nigdy więcej nie odezwałem się do Laury. Nie potrafiłem rozgryźć, czy ona wiedziała, iż kłamie, czy może to robiła, bo miała coś nie tak z mózgiem. A może uważała, że to zabawne. Kto, do diabła, wie? Nie zostałem, by się dowiedzieć. Kiedy powiedzieli, że zaginęła, od razu pomyślałem, że celowo zniknęła. Potem poczułem poczucie winy za takie myślenie.

Prawdopodobnie została uprowadzona, a ja wymyślałem sobie historyjki, które odpowiadały mojej interpretacji jej osoby.



Znaleźli ją na Miami Airport. Gdy gazety zaczęły informować o jej uprowadzeniu przez mężczyznę o imieniu Devon, starałem się tego nie kwestionować. Starałem. Olivia była zafascynowana tą sprawą. Czytała wszystko, co mogła. Nie wiem czy to dlatego, że studiowała prawo, czy może miała osobistą więź z Laurą. Trzymałem moje opinie przy sobie i liczyłem na to, że wszystko z nią w porządku.

Potem nastąpił wieczór po narodzinach Estelli. Robiłem kolację, a wiadomości leciały cicho w telewizorze. Usłyszałem jej imię. Cicho, ale moje uszy były dostrojone na to imię. Wyszedłem z kuchni, widząc, że Leah próbuje zmienić kanał.

- Nie – powiedziałem. Olivia była na moim ekranie, idąc obok mężczyzny, który musiał być chyba Dobsonem Orchardem. Oddaliła się od prasy i wsiadła z nim do auta.

Nie, Olivia.

Chciałem jej powiedzieć, by trzymała się z daleka od tej sprawy. By trzymała się z daleka od niego. Chciałem dotknąć jej jedwabistych, czarnych włosów, objąć ją i ochraniać. Miałem sucho w ustach, kiedy wiadomości zmieniły się w reklamy.

Wtedy zdałem sobie sprawę, że pokazali zdjęcie Laury, opisując ją jako jedną z jego pierwszych ofiar. Dobson/Devon…

Zapomnij o tym, pomyślałem. Została odurzona. Może źle dosłyszała imię. Może wiadomości źle je zapisały. Może wskoczyła do pociągu Dobsona, bo chciała się przejechać. Gdy była w college’u, chciała być czegoś częścią, ośmioosobowej rodziny. Może, tylko może, znalazła to w twarzach uprowadzonych, napadniętych ofiar Dobsona. Niech mnie szlag, wybierałem do towarzystwa najdziwniejsze kobiety.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz