17.6.14

Thief - rozdział 6


Przeszłość


Miałem ją. Nie był to mocny uchwyt, ale nareszcie ją miałem. Łatwo nawiązaliśmy związek. Codzienna rutyna była lekka i świeża. Droczyliśmy się, całowaliśmy, rozmawialiśmy godzinami o rzeczach, które miały znaczenie i o tych, co znaczenia nie miały. Nigdy nie potrafiłem przewidzieć, co zaraz powie. Podobało mi się to. Tak bardzo różniła się od dziewczyn, do których byłem przyzwyczajony. Nawet Jessica – która była najbliższa temu, bym się w niej zakochał – nigdy nie wydobyła ze mnie takich uczuć, co Olivia.

Pewnego dnia rozmawialiśmy o tym, ile chcemy dzieci – albo może ja o tym mówiłem. Olivia uciekała od przyszłości.

- Pięcioro – chcę pięcioro.

Uniosła brew i zmarszczyła nos. – To za dużo. Co jeśli twoja żona nie będzie tylu chciała?

Pojechaliśmy na plażę i leżeliśmy na kocu, udając, że wpatrujemy się w gwiazdy, ale przeważnie patrzyliśmy na siebie.

- Sądzę, że ty i ja dojdziemy do kompromisu.

Zaczęła szybko mrugać, jakby coś wleciało do jej oka.

- Nie chcę dzieci – powiedziała, odwracając wzrok.

- Tak, chcesz.

Nienawidziła, kiedy to robiłem – mówiłem jej, że myli się co do własnych myśli.

Podparłem się na łokciach i spojrzałem na wodę, by uniknąć jej nieprzyjemnego spojrzenia.

- Nie zniszczysz ich – powiedziałem. – Nie będziesz jak twój ojciec i nie skończysz jak twoja matka, bo nigdy cię nie zostawię.

- Więc umrę na raka.

- Nie, nie umrzesz. Będziesz regularnie się badała.

- Jakim cudem zawsze, kurwa, wiesz, co myślę?

Spojrzałem na nią. Siedziała, przyciskając kolana do klatki piersiowej i opierając ręce na kolanach. Jej włosy związane były na czubku jej głowy w ogromnym, niemal komicznym węźle. Chciałem je rozpuścić, ale wyglądała tak uroczo, że je zostawiłem.

- Widzę cię, nawet gdy sądzisz, że nie patrzę. Prawdopodobnie mam na twoim punkcie większą obsesję, niż jest to zdrowe.

Próbowała przełknąć uśmiech, ale widziałem, jak chowa się w kącikach jej ust. Przewróciłem ją na plecy. Zachichotała. Rzadko kiedy chichotała… mógłbym pewnie zliczyć na dwóch rękach ilość razy, gdy usłyszałem ten odgłos.

- Niczego nie pokazujesz. Dlatego właśnie cię lubię, Olivio – bez drugiego imienia – Kaspen. Każesz mi zapracować na każdy uśmiech, każdy chichot…

Potrząsnęła głową. – Ja nie chichoczę.

- Czyżby? – Przesunąłem palcami po jej żebrach. Połaskotałem ją. Chichotała tak mocno, iż sam zacząłem się śmiać.

Gdy otrzeźwieliśmy, położyła się z głową na mojej klatce piersiowej. Jej następne słowa mnie zaskoczyły. Leżałem tak nieruchomo, jak tylko potrafiłem, ledwie oddychając, obawiając się, iż jeśli się poruszę, to przestanie mówić od serca.

- Moja mama chciała sześcioro dzieci. Miała tylko mnie, a to do kitu, bo byłam totalną dziwaczką.

- Wcale nie – powiedziałem.

Obróciła głowę, żeby na mnie spojrzeć.

- Obrysowywałam usta czarną kredką do oczu i siadałam po turecku na kuchennym stole… medytując.

- Nie tak źle – odparłem. – Prosiłaś o uwagę.

- Dobra, kiedy miałam dwanaście lat, zaczęłam pisać listy do mojej biologicznej matki, bo chciałam zostać adoptowana.

Potrząsnąłem głową. – Twoje dzieciństwo było do bani, chciałaś nowej rzeczywistości.

Prychnęła głośno. – Myślałam, że w moim odpływie prysznicowym żyje syrena i nazywałam ją Sarah, rozmawiałam z nią.

- Żywa wyobraźnia – odparłem. Stawała się coraz bardziej uparta, jej małe ciało wierciło się w moim uścisku.

- Robiłam papier z kłaczków z suszarki.

- Głupie.

- Chciałam zjednoczyć się z naturą, więc zaczęłam gotować trawę i pić ją z odrobinką brudu jako cukrem.

Milczałem chwilę. – Dobra, to jest dziwne.

- Dziękuję! – powiedziała. Potem znowu spoważniała. – Moja mama kochała mnie mimo tego wszystkiego.

Zacisnąłem wokół niej ramiona. Bałem się, że wiatr, woda… życie zabierze ją ode mnie. Nie chciałem, żeby odleciała.

- Gdy była w szpitalu do końca, bardzo cierpiała, ale martwiła się tylko o mnie – urwała, śmiejąc się krótko. – Nie miała włosów. Jej głowa wyglądała jak lśniące jajo i zawsze była zimna. Próbowałam zrobić jej na drutach czapkę, ale wyszła okropnie, pełna dziur, ale ona oczywiście i tak ją nosiła.

Słyszałem jej łzy. Bolało mnie serce, jakby trzymała je w swojej piąstce.

- Ciągle mnie pytała „Jesteś głodna? Jesteś zmęczona? Jesteś smutna?” – Załamał jej się głos. Pogłaskałem ją po plecach, starając się ją pocieszyć, ale wiedziałem, że nie mogłem.

- Zamieniłabym się z nią miejscami.

Jej szloch rozerwał mnie na pół, wyciągając wszystko na zewnątrz. Usiadłem i wciągnąłem ją na kolana, kiedy płakała.

Jej cierpienie było tak ostre. Nie można było jej dotknąć, nie czując jak przecina również ciebie. Chciałem owinąć się wokół niej i wchłonąć resztę ciosów, które przyniesie życie.

W tamtym momencie moje serce przewlekło się z jej sercem. Tak, jakby ktoś wyciągnął igłę krawiecką i przyszył do jej duszy moją. Jak jedna kobieta mogła być tak ostra oraz bezbronna równocześnie? Cokolwiek przydarzy się jej, przydarzy się także mnie. Jakikolwiek ból poczuje, ja także go poczuję. Chciałem tego – to było zaskakujące. Samolubny, egocentryczny Caleb Drake kochał dziewczynę tak mocno, iż wyczuwał, jak zmienia się, by mieścić jej potrzeby.

Zakochałem się.

Mocno.

Na resztę tego życia i pewnie następnego.

Pragnąłem jej – każdego cala jej upartego, wojowniczego, uszczypliwego serca.

***

Kilka miesięcy później po raz pierwszy powiedziałem jej, że ją kocham. Kochałem ją od jakiegoś czasu, ale wiedziałem, że nie była gotowa, by to usłyszeć. W chwili, gdy te słowa wyszły z moich ust, wyglądała, jakby chciała wepchnąć je tam z powrotem. Rozszerzyły się jej nozdrza, a skóra się zarumieniła. Nie potrafiła powiedzieć tego samego. Byłem rozczarowany, lecz nie zaskoczony. Wiedziałem, że mnie kochała, ale chciałem to usłyszeć. Im bardziej mnie odrzucała, tym bardziej agresywnie walczyłem, by rozwalić jej mury. Czasami naciskałem zbyt mocno… tak jak na wycieczce kempingowej. Starałem się udowodnić jej, że nie była tak niezależna, jak myślała. Chciałem jej pokazać, że w porządku jest być bezbronną i mnie pragnąć. Dla kogoś takiego, jak Olivia, seks był bezpośrednio związany z jej uczuciami. Próbowała udawać, że seks nie był dla niej ważny; że może mieć zdrowy związek bez niego. Ale jej ciało było jej kartą. Im dłużej opierała się seksowi, tym dłużej trzymała się swojej władzy.

 

Kiedy wszedłem do tamtego namiotu, byłem zdeterminowany, by pozbawić ją jej władzy.

- Jesteś panią swojego własnego ciała, tak?

Wyzywająco wysunęła podbródek.

- Tak.

- Zatem nie będziesz miała problemu je kontrolować.

Dostrzegałem niepewność w jej oczach, kiedy szedłem jej w kierunku. Jeśli chciała bawić się w gierki, to ja będę bawił się mocniej. Była poza własną ligą. Przez ostatni rok musiałem zwalczać każde pragnienie, każdą potrzebę, którą miałem. Chciałem tylko dwóch słów. Dwóch słów, których nie chciała mi dać i teraz za to zapłaci.

Próbowała uciec, ale chwyciłem ją za nadgarstek i przyciągnąłem do siebie.

Pohamowanie, które trwało od roku stało już na krawędzi klifu. Pozwoliłem zawisnąć mu tam przez minutę, po czym zepchnąłem je w dół i pocałowałem ją. Całowałem ją tak, jak całowałbym doświadczoną dziewczynę. Całowałem ją tak, jak za pierwszym razem w basenie – zanim dowiedziałem się, że była tak rozdarta. Odpowiedziała lepiej, niżbym się spodziewał. Było prawie tak, jakby czekała, aż ją tak pocałuję. Parę razy próbowała mnie odepchnąć, ale bez przekonania. A nawet wtedy nie przestawała mnie całować. Jej umysł walczył z samym sobą. Postanowiłem trochę jej pomóc. Odrywając się od niej, chwyciłem jej cienką koszulkę i przedarłem ją na pół. Rozerwała się jak papier. Otworzyła szeroko usta, gdy zsunąłem pozostały materiał z jej ramion i odrzuciłem na bok. Znowu przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem, palcami odnajdując zapięcie jej biustonosza i go odpinając. Teraz przyciskała się do mnie, skóra do skóry. Ściągnąłem jej spodnie, a ona jęknęła w moje usta, jakby to była najlepsza i najgorsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłem.

Dyszała w moje usta – Boże, byłem taki podniecony. Trochę zwolniłem. Nie chciałem spieszyć się z całowaniem wszystkich miejsc, których pragnąłem, a na co nigdy mi nie pozwolono – przestrzeni pomiędzy piersiami, wnętrz ud, pieprzyków na plecach.

Miała słodkie miejsce tuż ponad obojczykiem, gdzie zagłębiała się szyja. Słuchałem z satysfakcją tempa jej oddechów, wycałowując sobie drogę w dół. Właśnie dotarłem do jej idealnych sutków, kiedy oparła się o mnie, jakby jej pożądanie było za ciężkie i nie umiała stać. Położyłem ją na ziemi i znalazłem się nad nią. Ssałem jej sutki i zsunąłem rękę do wnętrza jej uda. Miała na sobie czarne, koronkowe majtki; wyróżniały się na tle jej kremowej skóry. Zatrzymałem rękę, kiedy dotarła do skrzyżowania jej ud. Chciałem, żeby ona tego pragnęła. Musnąłem kciukiem koronkę, a ona drgnęła pode mną. Zastanawiałem się, czy ktokolwiek inny kiedykolwiek jej tam dotknął. Miałem trudności z kontrolowaniem samego siebie. Wciągnąłem powietrze w jej włosach. Pachniały świeżym praniem.

- Wciąż masz kontrolę?

Skinęła głową. Czułem, jak się trzęsie i chciałem powiedzieć gówno prawda.

- Zatrzymaj mnie – powiedziałem. – Jeżeli masz kontrolę, to mnie zatrzymaj.

Ściągnąłem spodnie dresowe, które nadal były na jej kostkach. Spojrzała na mnie zaszklonymi oczami, jakby zatrzymywanie mnie było ostatnią rzeczą, jakiej chciała.

Wtedy się ocknąłem. Moja gra zaczynała robić się toksyczna. Wciągnąłem mocno powietrze przez nos. Teraz mógłbym ją wziąć. Pozwoliłaby mi. Ale to nie byłoby sprawiedliwe. Manipulowałem nią. Potem byłaby na mnie wściekła – zamknęłaby się w sobie i straciłbym ją. Po prostu potrzebowałem, żeby mnie zauważyła.

- Do kogo należysz?

Oblizała usta. Jej dłonie chwytały się moich ramion. Wyczuwałem lekki nacisk, gdy przyciągnęła mnie do siebie. Milcząco mnie prosiła. Powstrzymywałem się – nauczyła mnie jak. Potrząsnęła głową, nie rozumiejąc.

Zmusiłem ją do spojrzenia mi w oczy, żeby mnie zobaczyła.

Położyłem dłoń na jej klatce piersiowej. Wyczuwałem jej serce… bijące dla mnie.

Pragnę jej. Pragnę jej. Pragnę jej. Proszę, Olivia. Pozwól mi siebie mieć…

- Do kogo należysz?

Jej oczy zwilgotniały. Rozumiała. Jej ciało opadło bezwładne.

- Do ciebie – odparła cicho.

Jej bezbronność, ciało, włosy – wszystko to mnie podniecało. Nigdy w życiu nie pragnąłem kobiety bardziej od niej.

Odrzuciłem głowę, zamknąłem oczy i zsunąłem się z niej.

Nie patrz na nią. Jeśli znowu na nią spojrzysz, to wylądujesz wewnątrz niej.

- Dziękuję.

Po czym wyszedłem tak szybko, jak mogłem, by wziąć bardzo zimny prysznic.


Nie potrafiła spojrzeć na mnie przez cały tydzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz