25.6.14

Thief - rozdział 12

Przeszłość

Godzina czwarta, godzina piąta, godzina szósta, siódma. Wciąż nie wyszedłem z budynku. Czekałem cztery godziny na dokumenty. Dokumenty! Jakby reszta mojego życia zależała od podpisania moim imieniem jakiegoś kawałka papieru. Zerknąłem na zegarek. Miałem być u Olivii godzinę wcześniej. Sprawdziłem telefon. Nie zadzwoniła. Być może wciąż zajęta była pakowaniem.
- Caleb – mój współpracownik Neal, wsunął głowę za drzwi – zostajesz na przyjęciu?
Uśmiechnąłem się. – Nie, muszę być dzisiaj gdzieindziej.
Uniósł brwi. – Masz coś lepszego do roboty niż przebywanie na kolacji, którą organizuje twój szef dla potencjalnych klientów?
- Mój szef jest również moim ojczymem – powiedziałem, przyciskając klawisze klawiatury. – Jestem pewien, że może mnie to ominąć. – Moja sekretarka wsunęła głowę obok Neala.
- Caleb, jest tutaj Sidney Orrico. Mówi, że ma dla ciebie coś do podpisania.
Zeskoczyłem z krzesła. – Wyślij ją tutaj.
Neal uniósł brwi, ale jego głowa zniknęła i została zastąpiona przez Sydney.
- Hej, ty – powiedziała.
Wstałem i obszedłem biurko, żeby się z nią przywitać.
***
Sidney Orrico: brązowe loki, dołeczki, niebieskie oczy, długie nogi. Byliśmy sąsiadami, chodziliśmy do tej samej szkoły i nasze matki zaciągały nas na wydarzenia społeczne, po czym zmusiły nas do wspólnego spędzania czasu. Regularnie się widywaliśmy i siłą rzeczy, lub natury, zostaliśmy przyjaciółmi. A potem czymś więcej. Zaczęło się od pocałunku czwartego lipca. Po pierwszym pocałunku chowaliśmy się w pokoju rekreacyjnym w moim domu i całowaliśmy na stole bilardowym, przy każdej nadarzającej się okazji. Po paru tygodniach dotarłem do drugiej bazy. Pod koniec naszego wspólnego lata, odebrałem jej dziewictwo. Gdy zaczęliśmy jesienią szkołę, sprawy stały się niezręczne… naprawdę, naprawdę niezręczne.
Sidney chciała chłopaka. Ja chciałem przyjaciółkę z korzyściami. Mój piętnastoletni ja próbował jej to wyjaśnić, ale rozpłakała się, a potem pocałowałem ją, żeby stłumić te łzy. Potem uprawialiśmy seks i potem musiałem znowu jej wytłumaczyć całą sytuację z nieumawianiem się. Spoliczkowała mnie i przysięgła, że już nigdy się do mnie nie odezwie.
Nieprawda. Wciąż się do mnie odzywała. Piętnastoletnie dziewczyny są natarczywe – zwłaszcza kiedy sądzą, że są zakochane. Gdy przyłapała mnie w popularnej lodziarni na randce z inną dziewczyną, wpadła w szał, zrzucając mi na kolana całą miskę lodów czekoladowych.
Sidney Orrico.
Na szczęście dla mnie, dała mi spokój po incydencie z lodami. Przez jakiś czas umawiała się z moim bratem, a potem zerwała z nim dla rozgrywającego. Potem widywaliśmy się przypadkowo – przyjęcia świąteczne, bal szkolny, centrum handlowe. Kiedy zacząłem umawiać się z Olivią, nie widziałem jej od ponad roku. Ominęła college i poszła do wyższej szkoły nieruchomości. Mama powiedziała mi, że pracuje dla firmy deweloperskiej jej ojca. Wtedy zaczęło się robić ślisko.
Budowałem Olivii dom. Nasz dom. Była to decyzja, jaką podjąłem gdy tylko zdałem sobie sprawę, że chcę się z nią ożenić. Zatrudniłem architekta, by narysował plany kilka tygodni przed tym jak kupiłem pierścionek i skontaktowałem się z Gregiem Orrico, ojcem Sidney.
- Ten projekt zajmie jakiś rok, Caleb. Szczególnie z tymi wszystkimi dodatkowymi inspekcjami, które będą potrzebne na taras na dachu.
Stuknąłem długopisem o biurko. Pasowało, jeśli tylko fundamenty będą postawione do czasu, kiedy poproszę Olivię o rękę. Chciałem móc ją zabrać, żeby coś zobaczyła. Fundamenty tego, gdzie będziemy my.
Umówiliśmy się na spotkanie i popisanie całej papierkowej roboty. Zanim się rozłączyłem Greg powiedział mi, że Sidney będzie moim menadżerem projektu.
- Kurde – powiedziałem, ściskając telefon. Jeżeli Sidney była taka, jak ją pamiętałem…

Sidney uścisnęła mnie i wyciągnęła z torby plik papierów. – Denerwujesz się?
- Ani trochę, codziennie oświadczam się miłości mojego życia.
Uśmiechnęła się ironicznie i trzepnęła mnie papierami po głowie. – Więc zabierajmy się do pracy.
Rozłożyliśmy wszystko na moim biurku, a Sidney omówiła mi każdy formularz. Podpisałem jakąś połowę, kiedy Steve wszedł do mojego biura w garniturze.
- Sidney! – Patrzyłem, jak ją przytula. – Straciłaś wszystkie piegi i co się stało z metalem, który nosiłaś na zębach? – Sidney i Steve widywali się regularnie, ale to była ich zabawa. Czytałem dokumenty i czekałem, aż skończą.
- Czy to twój sposób na nazwanie mnie ładną?
Steve zaśmiał się. – Zostaniesz na przyjęciu?
Po raz pierwszy zauważyłem, że Sidney miała na sobie sukienkę. Wyglądało dla mnie, że miała zamiar zostać na przyjęciu. Moja matka musiała ją powiadomić o wszystkim.
- Zostaję – odparła. – Miałam nadzieję, że przekonam Caleba, by napił się ze mną drinka zanim odjedzie na swoim wierzchowcu.
- Nie mogę – powiedziałem, nie podnosząc wzroku. – Olivia na mnie czeka.
- Caleb – odezwał się Steve. – Musisz zrobić obchód zanim wyjdziesz. Niektórzy są twoimi klientami.
- Steve!
Zamknąłem z trzaskiem laptopa i spojrzałem na niego. – Dzisiaj oświadczam się mojej dziewczynie. Nie możesz mówić poważnie.
- Potrzebuję tylko parę minut. Zadzwoń do Olivii i powiedz, że się spóźnisz.
- Nie. – Wstałem i wziąłem moje kluczyki.
Sidney uniosła głowę z nad miejsca, gdzie analizowała moje dokumenty. – Znienawidzisz mnie.
Westchnąłem. – Czego zapomniałaś?
Zarumieniła się. – Mogę pobiec do biura i to wziąć. Wrócę za piętnaście minut.
- Co to jest, Sidney? Czy to nie może poczekać do wtorku?
Odchrząknęła. – Klucze od bramy do posiadłości. Nie będziesz mógł wejść.
Zacisnąłem usta i zamrugałem na nią ze sfrustrowaniem. Spokój, zachowaj spokój.
- W porządku. Idź! Pospiesz się! – Potaknęła i podskoczyła. Odwróciłem się do Steve’a. – Trzydzieści minut, podczas gdy Sidney nie ma. Tylko tyle. – Poklepał mnie po plecach. Zawołałem moją sekretarkę, która miała już na sobie suknię wieczorową.
- Możesz zadzwonić do Olivii, powiedzieć jej, że zostałem zatrzymany na trochę, ale przyjadę do niej tak szybko, jak będę mógł?
Potaknęła i podszedłem do małej szafy w moim biurze, gdzie trzymałem marynarkę.
Wsunąłem ręce w rękawy, przeklinając pod nosem. To był zły początek nocy, która miała być wielka. Pół godziny, tylko tyle. Potem się stąd wynoszę.

Kiedy wróciła, minęło kolejne półtora godziny. Zrezygnowałem z towarzystwa i wróciłem do biura, żeby zaczekać. Dzwoniłem do Olivii dwa razy, bez odpowiedzi. Pewnie była na mnie wściekła.
Sidney przeszła dziarsko przez drzwi, unosząc spódnicę i wyglądając na skruszoną.
- Korki, Caleb. Przepraszam cię.
Skinąłem głową i wyciągnąłem rękę po klucz. Wyglądała na taką opuszczoną, kiedy opuściła go na moją dłoń, że chwyciłem jej nadgarstek nim mogła się odsunąć.
- Sidney? Co się stało?
Jej dolna warga zadrżała. Odsunęła się ode mnie i podeszła do mojego biurka, opierając się o jego bok.
- Mogę zobaczyć pierścionek?
Przekrzywiłem głowę i oparłem się pokusie spojrzenia na zegarek. Ostatecznie potaknąłem i wyciągnąłem go z szuflady. Otworzyłem pudełko i pokazałem jej. Otworzyła szerzej oczy.
- Jest piękny – powiedziała. I rozpłakała się.
Zamknąłem pudełko i wsadziłem je do kieszeni. – Sidney? Co jest? Co się dzieje? – Złapałem ją za ramiona i spojrzała na mnie, tusz spływał po jej twarzy.
- Jestem w tobie zakochana.
Jej słowa mną wstrząsnęły. Podniosłem palec wskazujący i kciuk do czoła. To się nie działo. Musiałem znaleźć Olivię. Nie mogłem sobie z tym radzić. Nie chciałem.
- Sidney, ja…
Potrząsnęła głową. – Nie ma sprawy. Żyłam z tym przez długi czas. Po prostu jestem emocjonalna, bo ty przygotowujesz się do oświadczyn i…
Zacisnąłem zęby, zastanawiając się, co teraz począć. Widziałem tylko Olivię. Ale Sidney była moją przyjaciółką. Nie zwykłem mówić płaczącym kobietom, żeby się odpieprzyły. Dobra, mogłem zrobić to szybko. Podałem jej chusteczkę i zdołała otrzeć twarz.
- Sidney, spójrz na mnie.
Spojrzała.
- Byłem samotny. Całe życie. Byłem popularnym dzieciakiem. Zawsze otaczało mnie milion ludzi, ale byłem niewiarygodnie samotny. Nie wiedziałem, jak to wyleczyć. Do dnia, jak zobaczyłem Olivię. Po raz pierwszy zobaczyłem ją pod drzewem. – Roześmiałem się i potarłem po szczęce, wspominając. Nie ogoliłem się. Powinienem był się ogolić. – Gdy ją zobaczyłem, wiedziałem, że ona była tym, czego mi brakowało. To szalone, ale prawdziwe. Miałem ten przebłysk w głowie, gdzie widziałem jak siedzi ze mną przy kuchennym stole, jej włosy związane są w luźnego koka, popija kawę i śmieje się. Wtedy wiedziałem, że ją poślubię.
Sidney wpatrywała się we mnie z takim podziwem, że nie wiedziałem czy nie wyrządzałem więcej szkody niż dobrego. Miałem krótki moment, gdy marzyłem, żeby Olivia tak na mnie patrzyła. Musiałem z nią walczyć, żeby mnie pokochała. Ciągle walczyłem z nią emocjonalnie. Mógłbym być z taką kobietą, która mnie uwielbiała. Mógłbym przywołać stare uczucia do Sidney. Była piękna i życzliwa. Potrząsnąłem głową. Weź się w garść, Caleb. Powiedziałem jej to, co wiedziałem, iż było prawdą.
- Gdy go znajdziesz, jego imię będzie przepływać razem z krwią twoimi żyłami. Olivia przepływa przez moje. Przepływa przez moje serce, mózg, palce i penis. – Sidney roześmiała się przez łzy. Uśmiechnąłem się.
- Znajdziesz go, Sidney. Ale to nie ja. Należę do kogoś innego.
Przytuliłem ją. Siedziała na moim biurku i poklepałem ją po nodze. – Wracaj na przyjęcie, ja muszę iść.
Gdy uniosłem wzrok, Olivia stała na progu. Poczułem przypływ krwi do głowy. Czy słyszała, co powiedziałem Sidney? Widziała pudełko z pierścionkiem? Miałem moment paniki, gdzie nie wiedziałem, co robić.
Wypowiedziała moje imię. Patrzyłem jak Sidney zeskakuje z biurka i wychodzi szybko z pokoju. Rzuciła przez ramię spojrzenie na Olivię, zanim zamknęła drzwi.
Emocje Olivii były zamarznięte na jej twarzy. Powoli dotarło do mnie, co zobaczyła, kiedy weszła do pokoju. Jak to musiało wyglądać. Mocowałem się z tym, co jej powiedzieć. Jeśli wyjaśnię, kim jest Sidney, to będę musiał jej powiedzieć o pierścionku i domu. Zamierzałem wszystko wytłumaczyć, powiedzieć wszystko co zabierze ten wyraz z jej twarzy, kiedy po raz pierwszy wyznała mi miłość.
- Kochałam cię.
Moje serce bolało. To powinien być jeden z najszczęśliwszych momentów mojego życia. Ale nie mówiła mi tego dlatego, bo chciała. Mówiła mi to, żeby mnie zranić. Bo myślała, że ja zrobiłem coś, by zranić ją.
Usłyszałem słowa mojej matki, o tym, że ona jest zbyt złamana. Wszystko zmieniło się w tej chwili. Chciałbym, żeby tak nie było, ale było. Nie mogłem jej naprawić. Nie mogłem kochać jej wystarczająco, żeby oderwać wmocowany ból, który wpływał na wszystko, co robiła. Moje wyobrażenia o naszym wspólnym życiu przeszły z domku w świetle słońca i podwórka pełnego dzieci do Olivii płaczącej w kącie, obwiniającej mnie o popędzanie jej do czegoś, na co nie była gotowa.
Potem oskarżyła mnie o bycie takim, jak jej ojciec.
Ból był głęboki. Zwłaszcza dlatego, że ostatnie półtora roku spędziłem na pokazaniu jej, że nie jestem do niego podobny. Gdy wybiegła z mojego biura, myśląc, że ją zdradziłem, nie zatrzymałem jej.
Stałem w zamarciu, pudełko z pierścionkiem przyciskało się do mojego uda, pokój wirował wokół mnie.
Oparłem obie dłonie o biurko i zacisnąłem powieki, oddychając przez usta. Pięć minut. Całe moje życie zmieniło się w ciągu pięciu minut.
Ona chciała widzieć tylko zło. Może tak było najlepiej. Może ja widziałem tylko moją miłość i nie zważyłem konsekwencji tej miłości.
Steve wszedł do mojego biura i zatrzymał się gwałtownie.
- Czy ja właśnie widziałem Olivię?
Spojrzałem na niego piekącymi oczami. Musiał zobaczyć coś na mojej twarzy.
- Co się stało? – Zamknął drzwi i zrobił krok w moją stronę. Uniosłem rękę, żeby go zatrzymać i opuściłem głowę.
- Zobaczyła mnie tutaj z Sidney. Sądziła…
- Caleb – powiedział Steve. – Idź za nią.
Uniosłem głowę. Nie tego spodziewałem się usłyszeć. Szczególnie, że nie byłem pewien, jak bardzo wpłynęła na niego moja matka.
- Ona chce końca – odparłem. – Odkąd pierwszy raz się zeszliśmy. Zawsze szuka powodu, żebyśmy nie byli razem. Jakie możemy mieć życie, skoro ona to robi?
Steve potrząsnął głową. – Przy pewnych ludziach trzeba pracować więcej niż przy innych. Zakochałeś się w naprawdę skomplikowanej kobiecie. Możesz zważyć jak trudne mogą być i będą dla was sprawy, ale tak naprawdę musisz zastanowić się czy możesz bez niej żyć.
Sekundę później byłem za drzwiami. Nie. Nie, nie potrafiłem bez niej żyć.
Wziąłem schody. Wychodząc z mojego biura skręciła w lewo, zamiast iść do windy. Zeskakiwałem po dwa schody na raz. Kiedy wypadłem przez drzwi wyjściowe, na zewnątrz było ciemno. Boże, jak mogłem pozwolić by wymknął mi się ten dzień? Gdybym wyszedł, kiedy miałem to zrobić…
Jej samochodu nie było. Musiałem wrócić na górę po kluczyki. Prawdopodobnie nie pozwoli mi niczego wyjaśnić. Jeśli pojadę do jej mieszkania, kiedy jest w takim stanie, to nawet nie otworzy mi drzwi. Ale jeśli pozwolę by myśl, że ją zdradziłem siedziała w jej głowie zbyt długo, to zostanie tam na stałe. Uwierzy w to, i na tym się skończy. Więc co mogłem zrobić? Jak miałem zająć się tą sytuacją? Chodziłem nerwowo po moim biurze. Ona nie była jak inne kobiety. Nie mogłem pojawić się ot, tak i wmawiać jej, że się myli.
Kurwa. Było źle. Musiałem wymyślić sposób, żeby do niej dotrzeć.

Cammie.

- Ona jest ze mną – powiedziała Cammie, kiedy do niej zadzwoniłem.
- Daj mi ją do telefonu, Cammie. Proszę.
- Nie, ona nie chce z tobą rozmawiać. Musisz dać jej się uspokoić.

Rozłączyłem się, myśląc, że to właśnie zrobię. Ale po kilku godzinach pojechałem do Cammie. Gdy tam dojechałem i nie zobaczyłem samochodu Olivii, wiedziałem, że mnie okłamała. Więc pojechałem do hotelu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz