Teraźniejszość
- Podaj
masło, proszę.
Cholera.
Podaję jej
masło, ale wcześniej oceniam obfitość tej prośby. Kiedy podajesz kobiecie
masło, jesteś w czymś poważnym. Łapię jej opalone ramię, kiedy po nie sięga i
całuję wnętrze jej nadgarstka. Pachnie jak czyste płótno. Uśmiecha się do mnie
– zawsze się uśmiecha. Ma dołeczki; im bardziej się uśmiecha, tym głębsze robią
się one. Jessica i ja nie mieszkamy ze sobą oficjalnie, ale przemieszczamy się
pomiędzy naszymi mieszkaniami. Przeważnie jesteśmy tutaj, ale to dlatego, że
lubię własne łóżko. Obserwuję jak smaruje masłem swoją grzankę, podczas gdy gra
na swoim iPadzie. Dzieje się pomiędzy nami przyjemna rzecz. Wciąż czuję się w
środku jak jałowe pustkowie, ale dzięki niej czuję się lepiej.
- Podaj
sól, proszę. – Testuję to. Patrzę jakie to uczucie. Podaje mi solniczkę, nie
podnosząc wzroku i marszczę brwi. Wszyscy wiedzą, że nie podaje się soli bez
pieprzu. Są parą. Nawet jeśli ktoś prosi tylko o jedno. Podaje się oba. Teraz
będę musiał z nią zerwać.
Żartuję.
Przygotowujemy
się do pracy i całujemy na dole windy.
- Caleb –
mówi, kiedy odchodzę.
- Tak?
- Kocham
cię.
Wow. Okej.
- Jess –
mówię. – Ja…
- Nie
musisz tego mówić – uśmiecha się. – Chcę po prostu, żebyś to wiedział.
- W
porządku – mówię powoli. – Do zobaczenia wieczorem, tak?
Potakuje.
Osiem
miesięcy, jeden tydzień – tak długo minęła odkąd po raz pierwszy spędziła noc w
moim mieszkaniu. Acissej – nie spływa
to z mojego języka tak, jak niektóre. To co powiedziała wydaje się dziwne, ale
nie mogę wskazać dlaczego. Może pora na zamieszkanie razem. Wsiadam do
samochodu i włączam AC na maksymalnej głośności. Podoba jej się mój zarost.
Leah nie tolerowała zarostu. Mówiła, że sieka to jej twarz. Gdy użyła słowa
„sieka” chciałem się z nią rozwieść. Albo może po prostu cały czas chciałem się
z nią rozwieść. Kiedy myślę o Leah, czuję obrzydzenie. Nie przez nią – ona ma
już nade mną bardzo małą moc. Chodzi o tę małą dziewczynkę.
Odrywam od
tego myśli. Gdy dojeżdżam do pracy, moja mama jest w biurze, odwiedzając
Steve’a.
- Już nigdy
go nie ma w domu, a ty rzadko przychodzisz w odwiedziny – mówi, przytulając
mnie. – Muszę tutaj przyjść, by zobaczyć moich dwóch chłopców.
Nie
wspomina mojego brata. Jest na niego tak wkurzona, jak ja za sypianie z moją
byłą żoną. Leah upuściła na mnie tę małą bombę tego samego wieczoru, co
powiedziała mi, że nie jestem ojcem. Skłamałbym, gdybym powiedział, że milion
razy nie przemyślałem tego, iż Estella może być jego. To boli najbardziej.
- Jak ma
się Jessica? – pyta mama.
Uśmiecham
się lekko i przeglądam papiery na moim biurku. Zajęła miejsce w moim biurze,
więc wiem, że przyszła na pogawędkę. Jeśli czegoś jej nie dam, to nie pójdzie.
- Dziś rano
powiedziała mi, że mnie kocha.
- A
powiedziałeś jej to samo?
- Nie.
Milczy
przez kilka minut.
- Naprawdę
lubiłam Leah – mówi. – Gdy straciłeś pamięć, naprawdę wciąż przy tobie była.
Jako matka, doceniam to. – Wzdycha. – Ale wiem, że nadal kochasz tamtą dziewczynę.
Moja kolej
na westchnienie.
- Nie wiem
o czym mówisz. A nawet gdyby tak było, nie chciałbym o tym gadać. Więc
porozmawiajmy o czymś innym. Jak mają się twoje róże?
- Nawet nie
próbuj – odpowiada. – Jessica jest świetna, Caleb. Naprawdę. Ale ona chce
zaangażowania. Wiesz o tym, prawda?
- Tak.
- Chcesz
znowu się ożenić? Mieć… dzieci?
Wzdrygam
się.
- Nie
bardzo.
- Nie
możesz pozwolić jednej kobiecie skraść to, kim jesteś.
Doceniam
moją matkę, naprawdę. Ale ona nie ma pojęcia, o czym mówi. Moje serce wciąż
jest złamane. Staram się rozgryźć jak mam żyć bez czegoś, czego naprawdę
pragnę. To wymaga odpuszczenia starych marzeń i wymyślenia nowych. Tak
przynajmniej sądzę.
- Już nie
chcę tych rzeczy – mówię stanowczo.
- Widziałam
Estellę.
Zamieram.
- Co?
- W centrum
handlowym. Wpadłam na Leah, a ona była z nią.
Milczę. Nie
wiem co powiedzieć. Jak się ma? Czy coś mówiła? Jak wygląda?
Przesuwam
ręką po karku i patrzę na podparcie jej krzesła.
- Była moją
wnuczką. Kocham ją. – Jej głos łamie się na końcu i po raz pierwszy biorę w tym
wszystkim pod uwagę uczucia mojej matki. Ona też straciła Estellę.
- Ona jest
twoja, Caleb. Czuję to.
- Mamo,
przestań…
- Nie, nie
przestanę. Zrób badania na ustalenie ojcostwa. W tym jest coś nie tak.
Przestaję
robić, co robię i siadam. – Czemu miałaby mnie okłamać? Kłamiąc straciła
alimenty, niańkę i władzę nade mną.
- Och,
Calebie. Leah jest typem dziewczyny, która ceni zemstę bardziej od
praktyczności.
Dostaję
gęsiej skórki. Na Boga.
Potrząsam
głową. – Chcesz, żeby to była prawda. Ja też. Ale nie jest. Jest dobra szansa,
że ona jest twoją wnuczką.
Porozmawiaj ze swoim synem.
Zaciska
usta. Przez to wygląda starzej.
- Tylko o
tym pomyśl – mówi. – Jeżeli odmówi, to możesz iść do sądu. – Pochyla się. –
Caleb, ona ma twój nos.
- Kurwa.
Dobra, skończyliśmy tutaj. – Nigdy przy niej nie przeklinam. Wstaję i
odprowadzam ją do drzwi. Zanim wypycham ją na zewnątrz, całuję ją w policzek. –
Jesteś dobrą matką. Ale jestem dorosły. Idź powtrącać się w życie Setha.
Uśmiecha
się, klepie mnie po policzku i wygląda na bardziej zmartwioną niż wcześniej.
- Do widzenia,
mój synu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz