9.6.14

Thief - rozdział 5

Teraźniejszość

- Podaj masło, proszę.
Cholera.
Podaję jej masło, ale wcześniej oceniam obfitość tej prośby. Kiedy podajesz kobiecie masło, jesteś w czymś poważnym. Łapię jej opalone ramię, kiedy po nie sięga i całuję wnętrze jej nadgarstka. Pachnie jak czyste płótno. Uśmiecha się do mnie – zawsze się uśmiecha. Ma dołeczki; im bardziej się uśmiecha, tym głębsze robią się one. Jessica i ja nie mieszkamy ze sobą oficjalnie, ale przemieszczamy się pomiędzy naszymi mieszkaniami. Przeważnie jesteśmy tutaj, ale to dlatego, że lubię własne łóżko. Obserwuję jak smaruje masłem swoją grzankę, podczas gdy gra na swoim iPadzie. Dzieje się pomiędzy nami przyjemna rzecz. Wciąż czuję się w środku jak jałowe pustkowie, ale dzięki niej czuję się lepiej.
- Podaj sól, proszę. – Testuję to. Patrzę jakie to uczucie. Podaje mi solniczkę, nie podnosząc wzroku i marszczę brwi. Wszyscy wiedzą, że nie podaje się soli bez pieprzu. Są parą. Nawet jeśli ktoś prosi tylko o jedno. Podaje się oba. Teraz będę musiał z nią zerwać.
Żartuję.
Przygotowujemy się do pracy i całujemy na dole windy.
- Caleb – mówi, kiedy odchodzę.
- Tak?
- Kocham cię.
Wow. Okej.
- Jess – mówię. – Ja…
- Nie musisz tego mówić – uśmiecha się. – Chcę po prostu, żebyś to wiedział.
- W porządku – mówię powoli. – Do zobaczenia wieczorem, tak?
Potakuje.
Osiem miesięcy, jeden tydzień – tak długo minęła odkąd po raz pierwszy spędziła noc w moim mieszkaniu. Acissej – nie spływa to z mojego języka tak, jak niektóre. To co powiedziała wydaje się dziwne, ale nie mogę wskazać dlaczego. Może pora na zamieszkanie razem. Wsiadam do samochodu i włączam AC na maksymalnej głośności. Podoba jej się mój zarost. Leah nie tolerowała zarostu. Mówiła, że sieka to jej twarz. Gdy użyła słowa „sieka” chciałem się z nią rozwieść. Albo może po prostu cały czas chciałem się z nią rozwieść. Kiedy myślę o Leah, czuję obrzydzenie. Nie przez nią – ona ma już nade mną bardzo małą moc. Chodzi o tę małą dziewczynkę.
Odrywam od tego myśli. Gdy dojeżdżam do pracy, moja mama jest w biurze, odwiedzając Steve’a.
- Już nigdy go nie ma w domu, a ty rzadko przychodzisz w odwiedziny – mówi, przytulając mnie. – Muszę tutaj przyjść, by zobaczyć moich dwóch chłopców.
Nie wspomina mojego brata. Jest na niego tak wkurzona, jak ja za sypianie z moją byłą żoną. Leah upuściła na mnie tę małą bombę tego samego wieczoru, co powiedziała mi, że nie jestem ojcem. Skłamałbym, gdybym powiedział, że milion razy nie przemyślałem tego, iż Estella może być jego. To boli najbardziej.
- Jak ma się Jessica? – pyta mama.
Uśmiecham się lekko i przeglądam papiery na moim biurku. Zajęła miejsce w moim biurze, więc wiem, że przyszła na pogawędkę. Jeśli czegoś jej nie dam, to nie pójdzie.
- Dziś rano powiedziała mi, że mnie kocha.
- A powiedziałeś jej to samo?
- Nie.
Milczy przez kilka minut.
- Naprawdę lubiłam Leah – mówi. – Gdy straciłeś pamięć, naprawdę wciąż przy tobie była. Jako matka, doceniam to. – Wzdycha. – Ale wiem, że nadal kochasz tamtą dziewczynę.
Moja kolej na westchnienie.
- Nie wiem o czym mówisz. A nawet gdyby tak było, nie chciałbym o tym gadać. Więc porozmawiajmy o czymś innym. Jak mają się twoje róże?
- Nawet nie próbuj – odpowiada. – Jessica jest świetna, Caleb. Naprawdę. Ale ona chce zaangażowania. Wiesz o tym, prawda?
- Tak.
- Chcesz znowu się ożenić? Mieć… dzieci?
Wzdrygam się.
- Nie bardzo.
- Nie możesz pozwolić jednej kobiecie skraść to, kim jesteś.
Doceniam moją matkę, naprawdę. Ale ona nie ma pojęcia, o czym mówi. Moje serce wciąż jest złamane. Staram się rozgryźć jak mam żyć bez czegoś, czego naprawdę pragnę. To wymaga odpuszczenia starych marzeń i wymyślenia nowych. Tak przynajmniej sądzę.
- Już nie chcę tych rzeczy – mówię stanowczo.
- Widziałam Estellę.
Zamieram.
- Co?
- W centrum handlowym. Wpadłam na Leah, a ona była z nią.
Milczę. Nie wiem co powiedzieć. Jak się ma? Czy coś mówiła? Jak wygląda?
Przesuwam ręką po karku i patrzę na podparcie jej krzesła.
- Była moją wnuczką. Kocham ją. – Jej głos łamie się na końcu i po raz pierwszy biorę w tym wszystkim pod uwagę uczucia mojej matki. Ona też straciła Estellę.
- Ona jest twoja, Caleb. Czuję to.
- Mamo, przestań…
- Nie, nie przestanę. Zrób badania na ustalenie ojcostwa. W tym jest coś nie tak.
Przestaję robić, co robię i siadam. – Czemu miałaby mnie okłamać? Kłamiąc straciła alimenty, niańkę i władzę nade mną.
- Och, Calebie. Leah jest typem dziewczyny, która ceni zemstę bardziej od praktyczności.
Dostaję gęsiej skórki. Na Boga.
Potrząsam głową. – Chcesz, żeby to była prawda. Ja też. Ale nie jest. Jest dobra szansa, że ona jest twoją wnuczką. Porozmawiaj ze swoim synem.
Zaciska usta. Przez to wygląda starzej.
- Tylko o tym pomyśl – mówi. – Jeżeli odmówi, to możesz iść do sądu. – Pochyla się. – Caleb, ona ma twój nos.
- Kurwa. Dobra, skończyliśmy tutaj. – Nigdy przy niej nie przeklinam. Wstaję i odprowadzam ją do drzwi. Zanim wypycham ją na zewnątrz, całuję ją w policzek. – Jesteś dobrą matką. Ale jestem dorosły. Idź powtrącać się w życie Setha.
Uśmiecha się, klepie mnie po policzku i wygląda na bardziej zmartwioną niż wcześniej.

- Do widzenia, mój synu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz