17.6.14

Thief - rozdział 9


Teraźniejszość
 

- Gdzie jesteśmy? – Cammie siada, ocierając oczy.

- W Naples. – Zjeżdżam w gęsto otoczoną lasem drogę, a ona rozgląda się z zaniepokojeniem.

- Co do diabła, Drake?

Olivia, która milczała przez cały czas, patrzy beznamiętnie przez okno. Martwię się o nią. Ani razu nie zapytała, gdzie jedziemy. Albo mi ufa, albo nic ją to nie obchodzi. Pasują mi oba wyjścia.

Droga skręca i wjeżdżam w o wiele mniejszą ulicę. Tutaj domy bardziej są od siebie oddzielone. Jest ich dziesięć, wszystkie umiejscowione są wokół jeziora i otoczone własnymi pięcioma akrami. Najbliżsi sąsiedzi posiadają konie. Widzę jak pasą się za białym płotem. Gdy je mijamy, Olivia przekrzywia głowę, żeby lepiej się przyjrzeć.

Uśmiecham się do siebie. Nie jest stuprocentowo odcięta od świata.

Zatrzymuję samochód przed ozdobną białą bramą i sięgam do schowka, by znaleźć automatyczny pilot. Muskam ręką jej kolano, a ona podskakuje.

- Dobrze wiedzieć, że nadal mam na tobie taki efekt – mówię, celując urządzeniem w bramę. Otwiera się w momencie, jak jej dłoń uderza mnie w tors.

Chwytam jej rękę zanim może ją zabrać i przytrzymuję nad sercem. Nie walczy ze mną.

Cammie pociąga nosem na tylnym siedzeniu i puszczam ją.

Podjazd jest wybrukowany kremowo-brązową cegłą. Jedziemy nim dwieście metrów, aż docieramy do domu. Parkuję samochód; Olivia patrzy na moją rękę.

Obserwuję ją, jak przygląda się mojej dłoni. Gdy unosi wzrok, uśmiecham się.

- Gdzie jesteśmy?

- W Naples – powtarzam, otwierając moje drzwi. Odsuwam siedzenie, by wypuścić Cammie i obchodzę samochód, żeby otworzyć drzwi Olivii.

Wysiada i wyciąga ramiona nad głową, patrząc na dom.

Czekam na jej reakcję.

- Jest piękny – mówi. Uśmiecham się szeroko i moje dudniące serce uspokaja się.

- Do kogo należy?

- Do mnie.

Podnosi brwi i idzie za mną po schodach. Dom ma trzy piętra, na froncie ma ceglaną wieżyczkę i taras na dachu, który ma najwspanialszy widok na jezioro. Gdy podchodzimy do drzwi wejściowych, ona wciąga gwałtownie powietrze.

Kołatka mieści się na solidnych drewnianych drzwiach i jest w kształcie korony.

Zatrzymuję się przy drzwiach i patrzę na nią.

- I do ciebie.

Rozszerzają się jej nozdrza, rzęsy szybko poruszają i wargi zaciskają się w małej zmarszczce.

Przekręcam klucz w zamku. Wchodzimy do naszego domu.

 
Jest nieznośnie gorąco. Kieruję się prosto do termostatu. Cammie przeklina kolorowo i cieszę się, że nie widzą mojej twarzy.

Dom jest w pełni umeblowany. Zatrudniłem kogoś, by przychodził raz w miesiącu by powycierać kurze i sprzątnąć basen – który nigdy nie był wykorzystany. Chodzę od pokoju do pokoju, odsłaniając rolety. Dziewczyny podążają za mną.

Kiedy wchodzimy do kuchni, Olivia obejmuje się ramionami i rozgląda wokoło.

- Podoba ci się? – pytam, obserwując jej twarz.

- Sam to zaprojektowałeś, prawda?

Podoba mi się, że tak dobrze mnie zna. Moja była żona lubiła, jak wszystko było współczesne: nieskazitelną stal, sterylną biel i kafelki. Wszystko w moim domu jest ciepłe. Kuchnia jest wiejska. Jest tutaj wiele kamienia, miedzi i twardego drewna. Kazałem dekoratorowi używać wiele czerwieni, ponieważ ten kolor przypomina mi Olivię. Leah ma czerwone włosy, ale Olivia ma czerwoną osobowość. A jeśli o mnie chodzi, czerwień należy do miłości mojego życia.

Cammie spaceruje po salonie, w końcu zasiadając na kanapie i włącza telewizor. Olivia i ja stoimy obok siebie, patrząc na nią. Nie tak zamierzałem jej to pokazywać.

- Chcesz, żebym pokazał ci resztę domu?

Kiwa głową i wyprowadzam ją z kuchni, kierując do skręcających się schodów.

- Leah…

- Nie – mówię. – Nie chcę rozmawiać o Leah.

- Dobrze – odpowiada.

- Gdzie Noah?

Odwraca wzrok. – Proszę, przestań o to pytać.

- Czemu?

- Bo odpowiedź boli.

Patrzę na nią przez chwilę i potakuję. – Ostatecznie będziesz musiała mi powiedzieć.

- Ostatecznie. – Wzdycha. – Te słowo jest takie nasze, co? Ostatecznie powiesz mi, że udajesz amnezję. Ostatecznie powiem ci, że udaję, iż cię nie znam. Ostatecznie wrócimy do siebie, rozejdziemy się, wrócimy do siebie.

Patrzę jak przygląda się mojej sztuce ściennej, skupiając się na jej słowach. Mówi rzeczy, które szczerze mną poruszają. Pozwala swojej duszy wypłynąć poprzez jej usta, a ona zawsze jest niewiarygodnie smutna.

- Caleb, czym jest ten dom?

Staję za nią, jak czai się na progu do głównej sypialni i ciągnie się za końcówki włosów.

- Budowałem go dla ciebie. Zamierzałem przywieźć cię tu w dniu, kiedy bym ci się oświadczył. Była to tylko pusta parcela, ale chciałem ci pokazać, co możemy razem wybudować.

Wypuszcza powietrze przez nos i kręci głową. W taki sposób walczy ze łzami.

- Zamierzałeś poprosić mnie o rękę?

Krótko zastanawiam się, żeby powiedzieć jej o wieczorze, kiedy weszła do mnie do biura, ale nie chcę przeciążać jej emocjonalnie.

- Dlaczego nadal go budowałeś? Umeblowałeś go?

- Projekt, Księżno – mówię łagodnie. – Potrzebowałem czegoś do naprawy.

Śmieje się. – Nie mogłeś naprawić mnie – albo tamtego rudzielca. Więc zająłeś się domem.

- Jest to o wiele bardziej satysfakcjonujące.

Prycha. Wolałbym chichot.

Pstryka włącznik światła i wchodzi ostrożnie do sypialni, jakby w każdej chwili mogłaby zapaść się pod nią podłoga.

- Spałeś tutaj kiedykolwiek?

Obserwuję, jak przesuwa palcem po pluszowej, białej kołdrze i siada na brzegu łóżka. Podskakuje parę razy, a ja się uśmiecham.

- Nie.

Kładzie się na plecach, po czym niespodziewanie obraca się dwa razy na łóżku, dopóki nie ląduje na stopach po drugiej stronie łóżka. To w stylu małego dziecka. Jak zawsze, kiedy słowo dziecko pojawia się w mojej głowie, żołądek ściska mi się boleśnie.

Estella.

Serce mi opada, po czym unosi się lekko, gdy ona uśmiecha się do mnie.

- Jest tutaj całkiem dziewczęco – mówi.

Unosi się jeden kącik moich ust. – Cóż, planowałem dzielić sypialnię z kobietą.

Zaciska usta i potakuje. – Kolor pawi – bardzo trafny.

Na komodzie stoi wazon z piórami pawia. Kąciki jest ust unoszą się wysoko, kiedy przypomina sobie coś z bardzo dawna.

Pokazuję jej resztę sypialni, po czym zabieram ją wąskimi schodami na strych, który zamieniłem w bibliotekę. Wykrzykuje z podekscytowaniem, kiedy dostrzega książki i praktycznie muszę ją zaciągnąć na taras na dachu. Trzyma w rękach dwie książki, ale kiedy wychodzi na słońce, odkłada je na krzesła ogrodowe z szeroko otwartymi oczami.

- O mój Boże – mówi. Wyrzuca ramiona w powietrze i obraca się wokoło. – Tutaj jest tak pięknie. Byłabym tutaj cały czas, gdyby…

Oboje odwracamy się w tym samym czasie. Odchodzę, by spojrzeć na drzewa; ona pozostaje blisko jeziora.

Gdyby…

- Gdybyś mnie nie okłamał – wzdycha.

Czy ja naprawdę się tego nie spodziewałem? To królowa przytyków. Wybucham śmiechem. Śmieję się tak mocno – Cammie rozsuwa tylne drzwi i wystawia głowę na zewnątrz. Kiedy nas widzi, potrząsa głową i wraca do środka. Czuję się, jakbym właśnie został zrugany.

Spoglądam na Olivię. Bierze swoją książkę i zajmuje jedno z krzeseł ogrodowych. – Będę tutaj, jeśli będziesz mnie potrzebował, Drake.

Podchodzę do niej i całuję ją w czubek głowy. – Okej, Księżno. Pójdę zrobić obiad. Nie pozwól, by ktoś cię ukradł.

***

Dwa dni później łapią Dobsona w budynku Olivii. Szedł po nią. Chcę zabić Noah. Co jeśliby po mnie nie zadzwoniła? Dobson unikał policji przez niemal dekadę. Co gdyby przeszedł obok nich i dostał się do Olivii? Nie chcę nawet o tym myśleć. Gdy dostajemy telefon, wiem, że pora zabrać ją z powrotem, ale zostajemy jeszcze jeden dzień. Nawet Cammie nie wygląda na chętną do powrotu. W czwarty dzień mówię o wyjeździe, kiedy kończymy kolację składającego się z grillowanego łososia i szparagów. Cammie uprzejmie odchodzi od stołu piknikowego i wchodzi do domu. Olivia dziobie sałatę na talerzu i unika mojego spojrzenia.

- Nie czujesz się gotowa? – pytam.

- Nie o to chodzi – odpowiada. – Po prostu to było…

- Przyjemne – kończę za nią. Kiwa głową.

- Możesz zostać w moim mieszkaniu parę dni – oferuję.

Piorunuje mnie wzrokiem.

- Spałabym pomiędzy tobą a Jessicą?

Uśmiecham się ironicznie. – Skąd wiesz, że nadal widuję się z Jessicą?

Wzdycha. – Mam cię na oku.

- Śledzisz mnie – mówię. Kiedy nie odpowiada, dotykam palcem wierzchu jej dłoni, sunąc po żyle.

- To nic takiego. Ja też cię śledzę.

- Ciągle tak samo jest z Jessicą? Tak jak było na studiach?

- Pytasz mnie czy jestem w niej zakochany?

- Czy to brzmi, jakbym o to pytała?

Zakrywam twarz dłońmi i wzdycham dramatycznie. – Jeśli chcesz zadać mi osobiste i ekstremalnie niekomfortowe pytania, proszę bardzo. Powiem ci wszystko, co chcesz wiedzieć. Ale na miłość boską – zadaj bezpośrednie pytanie.

- Dobra –odpowiada. – Jesteś zakochany w Jessice?

- Nie.

Wygląda na zaskoczoną. – A byłeś wcześniej? Na studiach, mam na myśli?

- Nie.

- Ożeniłbyś się z nią, gdyby zatrzymała dziecko?

- Tak.

Przygryza wargę i jej oczy zachodzą łzami.

- Nie zmusiłaś Jessici do aborcji, Olivia.

Łzy opadają.

- Tak, zmusiłam. Zawiozłam ją do kliniki. Mogłam ją od tego odwieść, a tego nie zrobiłam. W głębi duszy wiedziałam, że ożeniłbyś się z nią, gdybyś dowiedział się o ciąży. Mogłam jej o tym powiedzieć i być może nie zrobiłaby tego.

- Jessica nie chce dzieci – mówię. – Nigdy nie chciała. Jest to między nami pewien czynnik separujący.

Wyciera twarz rękawem i pociąga nosem. To żałosne i urocze.

- Ale jesteście razem. Jaki jest sens waszego związku, jeżeli do niczego nie prowadzi?

Śmieję się i łapię koniuszkiem palca łzę z jej brodę.

- To takie w twoim stylu. Nie robisz niczego bezcelowo. Dlatego nie chciałaś początkowo dać mi szansy. Nie widziałaś siebie w małżeństwie ze mną, więc nie chciałaś nawet ze mną rozmawiać.

Wzrusza ramionami i uśmiecha się lekko. – Nie znasz mnie, głupku.

- Och, ależ znam. Musiałaś zobaczyć jak robię z siebie dupka zanim wzięłaś w ogóle pod uwagę pójście ze mną na randkę.

- O co ci chodzi, Drake?

- Jessica zerwała z kimś zanim tutaj wróciła. Ja się rozwiodłem. Oboje mamy namieszane trochę w głowie i lubimy przebywać w swoim towarzystwie.

- I lubicie się pieprzyć – mówi.

- Tak. Lubimy się pieprzyć. Zazdrosna?

Wywraca oczami, ale ja wiem.

Robi się ciemno. Słońce wypala dziurę w niebie, czyniąc je pomarańczowym i żółtym, jak zanurza się pod drzewami.

- Wiesz co – mówię, nachylając się nad stołem i biorąc ją za rękę. – Mógłbym uprawiać seks z tysiącem kobiet i nie byłoby to te same uczucie, co tamtej nocy w pomarańczowym gaju.

Wyrywa rękę i odwraca całe ciało, by móc obserwować zachód słońca. Uśmiecham się do jej głowy i zaczynam zbierać talerze.

- Zaprzeczenie to brzydka rzecz, Księżno.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz