7.7.14

Thief - rozdział 13

Teraźniejszość

Wszystko jest ciemne bez Olivii. Ciągle czuję potrzebę na jej światło. Nie odezwała się do mnie odkąd wyszedłem z jej mieszkania tamtej nocy, kiedy powiedziała mi o Noah. Minął miesiąc i nie wiem, co postanowiła. Wiem, co ja postanowiłem.
Wysłałem jej wiadomość.
Rozwiedziona?
Odpisała niemal natychmiast.
O: Spieprzaj.
Jesteś w pracy?
O: Tak!
Będę tam za dziesięć minut.
O: Nie!
Wyłączam telefon i czekam. Siedziałem już na parkingu, kiedy wysłałem pierwszą wiadomość. Siedzę w aucie przez minutę, przesuwając palcem po dolnej wardze. Wiem, co zaraz zrobi, więc gdy widzę jak szybko opuszcza budynek, uśmiecham się ironicznie. Próbuje się zmyć zanim się pokażę. Wyskakuję z samochodu i idę do niej. Dostrzega mnie dopiero w ostatniej chwili. Ma wyciągnięte kluczyki, a jej obcasy stukają o chodnik, kiedy próbuje uciec.
- Wybierasz się gdzieś?
Jej ramiona unoszą się gwałtownie i obraca się na pięcie.
- Dlaczego jesteś zawsze tak cholernie wcześnie?
- Dlaczego próbujesz uciec?
Posyła mi nieprzyjemne spojrzenie, przesuwając spojrzeniem na prawo i lewo, jakby starała się znaleźć drogę ucieczki przede mną.
Wyciągam rękę. – Chodź, Księżno.
Rzuca spojrzenie przez ramię, po czym ujmuje moją rękę. Przyciągam ją do siebie i jej małe, ptasie kroki starają się dorównać moim. Nie puszczam jej dłoni, a ona nie próbuje jej wyrywać. Gdy patrzę na nią, widzę jak przygryza wargę. Wygląda na przerażoną. Powinna być przerażona.
Zatrzymuję się, żeby otworzyć jej drzwi i ruszam do moich. Ma na sobie czerwoną sukienkę z białymi kropkami. Dekolt sięga nisko. Nie spojrzała na mnie, odkąd wsiadła do samochodu; zamiast tego skupiona jest na swoich stopach. Czerwone szpilki, wyzierające z nich czerwone paznokcie. Ładnie. Jej styl to kombinacja Jacqueline Kennedy i cyganki – moja piękna sprzeczność. Jej włosy związane są w koka, którego utrzymuje ołówek. Wyciągam rękę i wysuwam ołówek. Jej włosy opadają wokół niej jak czarna woda.
Nie pyta, gdzie jedziemy. Jadę na plażę i zatrzymuję się blok dalej. Czeka, aż obejdę samochód, żeby otworzyć jej drzwi i chwyta mnie za rękę, wysiadając. Idziemy połączeni, dopóki nie dotarliśmy do piasku. Zatrzymuje się, żeby zdjąć buty, używając mojego ramienia, by utrzymać równowagę. Zwisają z jej koniuszków palców, gdy wyciąga do mnie wolną rękę. Biorę ją i splatamy palce. Na Florydzie jest teraz zima, więc jest tutaj tylko garstka plażowiczów, większość z nich z północy, białowłosi. Obszar plaży, na której przebywamy należy do hotelu. Stoją tutaj pokryte płótnem altany, a pod nimi krzesła ogrodowe. Znajdujemy puste i siadam, wyciągając nogi. Olivia chce usiąść obok mnie, ale ciągnę ją na moje krzesło. Siada między moimi nogami i opiera się o mój tors. Obejmuję ją ramieniem, a drugie podnoszę nad głową. Moje serce wariuje. Dawno nie trzymałem jej w ramionach. Tak naturalnie jest przebywać z nią w taki sposób. Wypowiadam jej imię, żeby zobaczyć tylko jak brzmi. Szturcha mnie łokciem w żebra.
- Nie rób tego.
- Czego? – pytam przy jej uchu.
- No na przykład nie mów takim głosem.
Powstrzymuję śmiech. Dostrzegam gęsią skórkę na jej odsłoniętej skórze. Najwyraźniej moje stare sztuczki działają.
- Więc masz fetysz dłoni i podniecasz się dźwiękiem mojego głosu?
- Nigdy nie mówiłam, że mam fetysz dłoni!
- Naprawdę? Zatem podniecasz się tylko dźwiękiem mojego głosu?
Próbuje mi się wyrwać i muszę użyć obu ramion, żeby zatrzymać ją na miejscu, śmiejąc się głośno.
Gdy nareszcie znowu się rozluźnia, zbieram jej włosy i przerzucam przez lewe ramię. Całuję odsłoniętą skórę na jej szyi i widzę jak drży. Całuję trochę wyżej i jej głowy przechyla się na bok, dając mi lepszy dostęp.
- Nie powinieneś… my… - Cichnie.
- Kocham cię – mówię jej do ucha. Próbuje się odsunąć, ale nadal obejmuję ją ramionami.
- Nie, Caleb…
Nagle wyrwała się ze swojego małego transu. Jej zgrabne nogi starają się zyskać kontrolę, żeby mogła się ode mnie odsunąć.
- Dlaczego nie?
- Bo to niewłaściwe.
- Niewłaściwe jest to, że cię kocham? Czy niewłaściwe jest, byś ty mnie kochała?
Teraz płacze, słyszę jak pociąga nosem.
- Żadne z tych. – Jej głos, który jest wysoki od emocji, łamie się. Łamie moją powściągliwość, łamie moją grę, łamie moje serce.
Kiedy się odzywam, mówię ochryple. Wpatruję się w wodę. – Nie mogę trzymać się od ciebie z daleka. Starałem się przez dziesięć lat.
Szlocha głośno i opuszcza głowę. Już nie stara się ode mnie odsunąć, ale próbuje zwiększyć między nami odległość. Pochyla się do przodu i od razu czuję stratę. Przeżyłem bez niej tyle lat, że odmawiam dania jej przestrzeni. Schwytałem ją i zamierzam z tego skorzystać. Wplatam dłonie w jej włosy, oplatając je wokół pięści i łagodnie ciągnę ją do tyłu, dopóki nie opiera głowy o mój tors. Pozwala mi na to wszystko i nie wydaje się zwracać uwagi na te krępowanie.
Krępowanie. Z wielką chęcią dałbym miłości mojego życia zasłużoną chłostę.
Całuję jej skroń, bo tylko tego mogę dosięgnąć i rozplatam nasze palce, otaczając ją ramionami. Przytula się do mnie i czuję ten znajomy ból w klatce piersiowej.
- Piotruś Pan – mówię.
Następuje pięć sekund ciszy, zanim odpowiada. – Kiedy jestem z tobą, wychodzi ze mnie każda emocja, jaką mogę odczuwać. Topię się w nich. Chcę do ciebie pobiec, a jednocześnie od ciebie uciec.
- Nie… nie uciekaj. Możemy to zrobić.
- Nie wiemy jak kochać się we właściwy sposób.
- Gówno prawda – mówię przy jej uchu. – Jesteś pełna miłości, której nie potrafisz pokazać. Nie potrafisz powiedzieć pewnych rzeczy. Już mi to nie przeszkadza. Wiem, co masz wewnątrz. Raniliśmy się nawzajem. Ale nie jesteśmy już dzieciakami, Olivia. Chcę ciebie. – Puszczam ją i obracam tak, że klęczy pomiędzy moimi rozpostartymi nogami.
Obejmuję jej twarz dłońmi, wsuwając palce we włosy i odgarniając je z jej twarzy. Teraz nie może odwrócić ode mnie wzroku.
- Chcę ciebie. – Już to raz powiedziałem, ale ona tego nie rozumie. Nadal sądzi, że ją zostawię. Bo już to zrobiłem.
Drży jej dolna warga.
- Chcę twoich dzieci, twojego gniewu i twoich zimnych, niebieskich oczu… - Duszę się moimi słowami i to ja odwracam wzrok. Przenoszę spojrzenie z powrotem na jej twarz i zdaję sobie sprawę, że jeśli teraz jej nie przekonam, to nigdy nie będę w stanie tego zrobić. – Chcę chodzić z tobą na rocznicowe kolacje, chcę pakować z tobą prezenty świąteczne. Chcę kłócić się z tobą o durne rzeczy, a potem trzymać cię w łóżku i ci to wynagradzać. Chcę mieć więcej walk ciastem i wycieczek kempingowych. Chcę twojej przyszłości, Olivio. Proszę, wróć do mnie.
Jej całe ciało się trzęsie. Łza spływa po jej policzku i chwytam ją kciukiem.
Łapię ją za kark i przysuwam do siebie, tak że dotykają się nasze czoła. Sunę dłońmi po jej plecach.
Jej usta się poruszają, próbuje sformułować słowa – a patrząc na wyraz jej twarzy to nie wiem czy chcę je usłyszeć. Nasze nosy są blisko siebie, gdybym przesunął głowę o pół centymetra do przodu – pocałowalibyśmy się. Czekam na nią.
Nasze oddechy się mieszają. Trzyma moją bluzkę w stalowym uścisku między pięściami. Rozumiem jej potrzebę, żeby czegoś się trzymać. Muszę mocno nad sobą panować, żeby nie przycisnąć jej do siebie.
Nasze klatki piersiowe unoszą się i opadają niczym fale. Szturcham jej nos moim i to zdaje się przełamać jej rezerwę. Oplata ramionami moją szyję, otwiera usta i mnie całuje.
Nie całowałem mojej dziewczynki od wielu miesięcy. Czuję się, jakby to był pierwszy raz. Siedzi na kolanach, pochylając się nade mną, więc muszę odchylić głowę, by sięgnąć jej ust. Moje dłonie są pod jej sukienką, na tyłach ud. Wyczuwam koniuszkami palców materiał jej majtek, ale nie ruszam dłońmi.
Całujemy się powoli, tylko wargami. Przerywamy co chwilę, żeby spojrzeć sobie w oczy. Jej włosy kreują kurtynę między nami, a światem. Całujemy się za nią, jak otacza nasze twarze, blokując wszystko na zewnątrz.
- Kocham cię – mówi w moje usta. Uśmiecham się tak szeroko, że przerywam pocałunek, by przekomponować usta. Gdy zaczynamy używać języków, szybko robi się gorąco. Olivia lubi gryźć, kiedy się całuje. To naprawdę, naprawdę sprawia mi przyjemność.
Mam serce w gardle, mózg w spodniach, ręce pod jej sukienką. Odsuwa się ode mnie i wstaje.
- Nie, dopóki nie zostanie sfinalizowany rozwód – mówi. – Odwieź mnie.
Podnoszę się i przyciągam ją do siebie. – Usłyszałem tylko weź mnie.
Obejmuje mnie za szyję, zębami przygryzając dolną wargę. Przyglądam się jej twarzy.
- Czemu się nie rumienisz? Bez względu na to, co powiem… nigdy się nie rumienisz.
Uśmiecha się ironicznie. – Bo jestem pieprzoną twardzielką.
- To na pewno – mówię cicho. Całuję ją w czubek nosa.

Kierujemy się do mojego samochodu. Gdy tylko zamykamy drzwi, rozbrzmiewa telefon Olivii.
Wyciąga go z torebki i jej twarz od razu ciemnieje.
- Co jest? – pytam.
Odwraca ode mnie wzrok, jej dłoń zamarła w powietrzu, wciąż ściskając telefon.

- To Noah. Chce pogadać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz