Teraźniejszość
Wszystko
jest ciemne bez Olivii. Ciągle czuję potrzebę na jej światło. Nie odezwała się
do mnie odkąd wyszedłem z jej mieszkania tamtej nocy, kiedy powiedziała mi o
Noah. Minął miesiąc i nie wiem, co postanowiła. Wiem, co ja postanowiłem.
Wysłałem
jej wiadomość.
Rozwiedziona?
Odpisała
niemal natychmiast.
O: Spieprzaj.
Jesteś w pracy?
O: Tak!
Będę tam za dziesięć minut.
O: Nie!
Wyłączam
telefon i czekam. Siedziałem już na parkingu, kiedy wysłałem pierwszą
wiadomość. Siedzę w aucie przez minutę, przesuwając palcem po dolnej wardze.
Wiem, co zaraz zrobi, więc gdy widzę jak szybko opuszcza budynek, uśmiecham się
ironicznie. Próbuje się zmyć zanim się pokażę. Wyskakuję z samochodu i idę do
niej. Dostrzega mnie dopiero w ostatniej chwili. Ma wyciągnięte kluczyki, a jej
obcasy stukają o chodnik, kiedy próbuje uciec.
- Wybierasz
się gdzieś?
Jej ramiona
unoszą się gwałtownie i obraca się na pięcie.
- Dlaczego
jesteś zawsze tak cholernie wcześnie?
- Dlaczego
próbujesz uciec?
Posyła mi
nieprzyjemne spojrzenie, przesuwając spojrzeniem na prawo i lewo, jakby starała
się znaleźć drogę ucieczki przede mną.
Wyciągam
rękę. – Chodź, Księżno.
Rzuca
spojrzenie przez ramię, po czym ujmuje moją rękę. Przyciągam ją do siebie i jej
małe, ptasie kroki starają się dorównać moim. Nie puszczam jej dłoni, a ona nie
próbuje jej wyrywać. Gdy patrzę na nią, widzę jak przygryza wargę. Wygląda na
przerażoną. Powinna być przerażona.
Zatrzymuję
się, żeby otworzyć jej drzwi i ruszam do moich. Ma na sobie czerwoną sukienkę z
białymi kropkami. Dekolt sięga nisko. Nie spojrzała na mnie, odkąd wsiadła do
samochodu; zamiast tego skupiona jest na swoich stopach. Czerwone szpilki,
wyzierające z nich czerwone paznokcie. Ładnie. Jej styl to kombinacja
Jacqueline Kennedy i cyganki – moja piękna sprzeczność. Jej włosy związane są w
koka, którego utrzymuje ołówek. Wyciągam rękę i wysuwam ołówek. Jej włosy
opadają wokół niej jak czarna woda.
Nie pyta,
gdzie jedziemy. Jadę na plażę i zatrzymuję się blok dalej. Czeka, aż obejdę
samochód, żeby otworzyć jej drzwi i chwyta mnie za rękę, wysiadając. Idziemy
połączeni, dopóki nie dotarliśmy do piasku. Zatrzymuje się, żeby zdjąć buty,
używając mojego ramienia, by utrzymać równowagę. Zwisają z jej koniuszków
palców, gdy wyciąga do mnie wolną rękę. Biorę ją i splatamy palce. Na Florydzie
jest teraz zima, więc jest tutaj tylko garstka plażowiczów, większość z nich z
północy, białowłosi. Obszar plaży, na której przebywamy należy do hotelu. Stoją
tutaj pokryte płótnem altany, a pod nimi krzesła ogrodowe. Znajdujemy puste i
siadam, wyciągając nogi. Olivia chce usiąść obok mnie, ale ciągnę ją na moje
krzesło. Siada między moimi nogami i opiera się o mój tors. Obejmuję ją
ramieniem, a drugie podnoszę nad głową. Moje serce wariuje. Dawno nie trzymałem
jej w ramionach. Tak naturalnie jest przebywać z nią w taki sposób. Wypowiadam
jej imię, żeby zobaczyć tylko jak brzmi. Szturcha mnie łokciem w żebra.
- Nie rób
tego.
- Czego? –
pytam przy jej uchu.
- No na
przykład nie mów takim głosem.
Powstrzymuję
śmiech. Dostrzegam gęsią skórkę na jej odsłoniętej skórze. Najwyraźniej moje
stare sztuczki działają.
- Więc masz
fetysz dłoni i podniecasz się dźwiękiem mojego głosu?
- Nigdy nie
mówiłam, że mam fetysz dłoni!
- Naprawdę?
Zatem podniecasz się tylko dźwiękiem mojego głosu?
Próbuje mi
się wyrwać i muszę użyć obu ramion, żeby zatrzymać ją na miejscu, śmiejąc się
głośno.
Gdy
nareszcie znowu się rozluźnia, zbieram jej włosy i przerzucam przez lewe ramię.
Całuję odsłoniętą skórę na jej szyi i widzę jak drży. Całuję trochę wyżej i jej
głowy przechyla się na bok, dając mi lepszy dostęp.
- Nie
powinieneś… my… - Cichnie.
- Kocham
cię – mówię jej do ucha. Próbuje się odsunąć, ale nadal obejmuję ją ramionami.
- Nie,
Caleb…
Nagle
wyrwała się ze swojego małego transu. Jej zgrabne nogi starają się zyskać
kontrolę, żeby mogła się ode mnie odsunąć.
- Dlaczego
nie?
- Bo to
niewłaściwe.
-
Niewłaściwe jest to, że cię kocham? Czy niewłaściwe jest, byś ty mnie kochała?
Teraz
płacze, słyszę jak pociąga nosem.
- Żadne z
tych. – Jej głos, który jest wysoki od emocji, łamie się. Łamie moją
powściągliwość, łamie moją grę, łamie moje serce.
Kiedy się
odzywam, mówię ochryple. Wpatruję się w wodę. – Nie mogę trzymać się od ciebie
z daleka. Starałem się przez dziesięć lat.
Szlocha głośno
i opuszcza głowę. Już nie stara się ode mnie odsunąć, ale próbuje zwiększyć
między nami odległość. Pochyla się do przodu i od razu czuję stratę. Przeżyłem
bez niej tyle lat, że odmawiam dania jej przestrzeni. Schwytałem ją i zamierzam
z tego skorzystać. Wplatam dłonie w jej włosy, oplatając je wokół pięści i
łagodnie ciągnę ją do tyłu, dopóki nie opiera głowy o mój tors. Pozwala mi na
to wszystko i nie wydaje się zwracać uwagi na te krępowanie.
Krępowanie. Z wielką chęcią dałbym miłości
mojego życia zasłużoną chłostę.
Całuję jej
skroń, bo tylko tego mogę dosięgnąć i rozplatam nasze palce, otaczając ją
ramionami. Przytula się do mnie i czuję ten znajomy ból w klatce piersiowej.
- Piotruś
Pan – mówię.
Następuje
pięć sekund ciszy, zanim odpowiada. – Kiedy jestem z tobą, wychodzi ze mnie
każda emocja, jaką mogę odczuwać. Topię się w nich. Chcę do ciebie pobiec, a
jednocześnie od ciebie uciec.
- Nie… nie
uciekaj. Możemy to zrobić.
- Nie wiemy
jak kochać się we właściwy sposób.
- Gówno
prawda – mówię przy jej uchu. – Jesteś pełna miłości, której nie potrafisz
pokazać. Nie potrafisz powiedzieć pewnych rzeczy. Już mi to nie przeszkadza.
Wiem, co masz wewnątrz. Raniliśmy się nawzajem. Ale nie jesteśmy już
dzieciakami, Olivia. Chcę ciebie. – Puszczam ją i obracam tak, że klęczy
pomiędzy moimi rozpostartymi nogami.
Obejmuję
jej twarz dłońmi, wsuwając palce we włosy i odgarniając je z jej twarzy. Teraz
nie może odwrócić ode mnie wzroku.
- Chcę
ciebie. – Już to raz powiedziałem, ale ona tego nie rozumie. Nadal sądzi, że ją
zostawię. Bo już to zrobiłem.
Drży jej
dolna warga.
- Chcę
twoich dzieci, twojego gniewu i twoich zimnych, niebieskich oczu… - Duszę się
moimi słowami i to ja odwracam wzrok. Przenoszę spojrzenie z powrotem na jej
twarz i zdaję sobie sprawę, że jeśli teraz jej nie przekonam, to nigdy nie będę
w stanie tego zrobić. – Chcę chodzić z tobą na rocznicowe kolacje, chcę pakować
z tobą prezenty świąteczne. Chcę kłócić się z tobą o durne rzeczy, a potem
trzymać cię w łóżku i ci to wynagradzać. Chcę mieć więcej walk ciastem i
wycieczek kempingowych. Chcę twojej przyszłości, Olivio. Proszę, wróć do mnie.
Jej całe
ciało się trzęsie. Łza spływa po jej policzku i chwytam ją kciukiem.
Łapię ją za
kark i przysuwam do siebie, tak że dotykają się nasze czoła. Sunę dłońmi po jej
plecach.
Jej usta
się poruszają, próbuje sformułować słowa – a patrząc na wyraz jej twarzy to nie
wiem czy chcę je usłyszeć. Nasze nosy są blisko siebie, gdybym przesunął głowę
o pół centymetra do przodu – pocałowalibyśmy się. Czekam na nią.
Nasze oddechy
się mieszają. Trzyma moją bluzkę w stalowym uścisku między pięściami. Rozumiem
jej potrzebę, żeby czegoś się trzymać. Muszę mocno nad sobą panować, żeby nie
przycisnąć jej do siebie.
Nasze
klatki piersiowe unoszą się i opadają niczym fale. Szturcham jej nos moim i to
zdaje się przełamać jej rezerwę. Oplata ramionami moją szyję, otwiera usta i
mnie całuje.
Nie
całowałem mojej dziewczynki od wielu miesięcy. Czuję się, jakby to był pierwszy
raz. Siedzi na kolanach, pochylając się nade mną, więc muszę odchylić głowę, by
sięgnąć jej ust. Moje dłonie są pod jej sukienką, na tyłach ud. Wyczuwam
koniuszkami palców materiał jej majtek, ale nie ruszam dłońmi.
Całujemy
się powoli, tylko wargami. Przerywamy co chwilę, żeby spojrzeć sobie w oczy.
Jej włosy kreują kurtynę między nami, a światem. Całujemy się za nią, jak
otacza nasze twarze, blokując wszystko na zewnątrz.
- Kocham
cię – mówi w moje usta. Uśmiecham się tak szeroko, że przerywam pocałunek, by
przekomponować usta. Gdy zaczynamy używać języków, szybko robi się gorąco.
Olivia lubi gryźć, kiedy się całuje. To naprawdę, naprawdę sprawia mi przyjemność.
Mam serce w
gardle, mózg w spodniach, ręce pod jej sukienką. Odsuwa się ode mnie i wstaje.
- Nie,
dopóki nie zostanie sfinalizowany rozwód – mówi. – Odwieź mnie.
Podnoszę
się i przyciągam ją do siebie. – Usłyszałem tylko weź mnie.
Obejmuje
mnie za szyję, zębami przygryzając dolną wargę. Przyglądam się jej twarzy.
- Czemu się
nie rumienisz? Bez względu na to, co powiem… nigdy się nie rumienisz.
Uśmiecha
się ironicznie. – Bo jestem pieprzoną twardzielką.
- To na
pewno – mówię cicho. Całuję ją w czubek nosa.
Kierujemy
się do mojego samochodu. Gdy tylko zamykamy drzwi, rozbrzmiewa telefon Olivii.
Wyciąga go
z torebki i jej twarz od razu ciemnieje.
- Co jest?
– pytam.
Odwraca ode
mnie wzrok, jej dłoń zamarła w powietrzu, wciąż ściskając telefon.
- To Noah.
Chce pogadać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz