2.4.14

Thief - rozdział 1

Teraźniejszość

Olivia. Straciłem ją trzy razy. Pierwszy raz z powodu niecierpliwości. Drugi raz z powodu kłamstwa tak gęstego, że nie mogliśmy przez nie przejść i trzecim razem – tym razem – straciłem ją z powodu Noah.
Noah. Był dobrym facetem. Sprawdziłem go. Obszernie. Ale mógłby być następcą tronu Anglii i nadal nie byłby dla niej wystarczająco dobry. Olivia jest dziełem sztuki. Trzeba wiedzieć jak ją zinterpretować, jak zobaczyć piękno pod twardymi liniami jej osobowości. Kiedy myślę, że on ma ją na takie sposoby, na jakie ja nie mogę, chcę bić go po twarzy, dopóki nic z niej nie zostanie.
Ona jest moja. Zawsze była i zawsze będzie. Przez ostatnie dziesięć lat biegamy w przeciwnych kierunkach i zderzamy się przy każdym zakręcie. Czasami dlatego, że siebie szukamy, innymi razy to przeznaczenie.
Ona ma rodzaj miłości, która może splamić twoją duszę, sprawić, że będziesz błagał, aby nie mieć tej duszy, tylko po to, żeby uciec spod czaru, który na ciebie rzuciła. W kółko próbowałem się od niej uwolnić, ale to bezcelowe. W żyłach mam jej więcej niż krwi.

Widzę ją teraz; jest w telewizji. Całe siedemdziesiąt dwa cale ekranu jest wypełnione Olivią: czarnymi włosami, ambiwalentnymi oczami, ciemnoczerwonymi paznokciami stuk, stuk, stukającymi o stół stojący przed nią. Informacyjny kanał szósty relacjonuje historię. Dobson Scott Orchard, znany gwałciciel, który porwał osiem dziewczyn w ciągu dwunastu lat, jest na rozprawie… i Olivia go broni. Przewraca mi się w żołądku. Dlaczego wzięłaby sprawę tego człowieka jest poza moim pojęciem rozumienia jej. Być może jej pogarda do siebie skłania ją do obrony bezwartościowych kryminalistów. Raz broniła moją żonę i wygrała sprawę, która mogłaby wsadzić ją za kratki na dwadzieścia lat. Teraz siedzi spokojnie obok swojego klienta, czasami nachylając się, żeby powiedzieć mu coś do ucha, jak czekają na wejście ławy przysięgłych z werdyktem. Piję moją drugą szkocką. Nie wiem czy denerwuję się za nią czy o nią. Przesuwam wzrok na jej dłonie – zawsze można dowiedzieć się, co czuje Olivia po jej rękach. Przestały stukać i są zaciśnięte w pięści, jej małe nadgarstki opierają się o brzeg stolika jakby były tam skute łańcuchem. Mam dobry widok na jej obrączkę. Nalewam sobie kolejną szklankę szkockiej, wypijam ją i odrzucam butelkę na bok. Ekran przechodzi na pokój medialny, gdzie dziennikarz mówi o tym, że ława przysięgłych obraduje od sześciu godzin – co to oznacza dla werdyktu. Niespodziewanie podskakuje w miejscu, jakby ktoś poraził go prądem. Ława przysięgłych weszła na salę sądową, gdzie za kilka minut sąd ogłosi werdykt. Przejdźmy tam teraz.
Pochylam się, opierając łokcie o kolana. Moje nogi podskakują – nerwowy nawyk – i chciałbym napić się jeszcze szkockiej. Cała sala sądowa jest na nogach. Dobson góruje nad Olivią, która wygląda obok niego jak maleńka porcelanowa laleczka. Ma na sobie niebieską jedwabną bluzkę – mój ulubiony odcień. Jej włosy są spięte do tyłu, ale fale wymykają się wsuwkom i opadają wokół jej twarzy. Jest taka piękna; opuszczam głowę, żeby uniknąć wspomnień. I tak przychodzą. Jej włosy dominują w każdym z nich, nieokiełznane i długie. Widzę je na mojej poduszce, widzę je w moich rękach, widzę je w basenie, gdzie pocałowałem ją po raz pierwszy. To pierwsza rzecz, jaką się w niej dostrzega: maleńka dziewczyna otoczona masą falowanych, ciemnych włosów. Gdy zerwaliśmy, ścięła je. Prawie nie rozpoznałem jej w sklepie muzycznym, gdzie na siebie wpadliśmy. Moje zszokowanie tym jak się zmieniła sprzyjało mojemu kłamstwu. Chciałem poznać Olivię, która ścięła swoje włosy i przedzierała się przez pokój używając tylko kłamstw. Kłamstwa, pragnienie kłamstw kobiety brzmi obłąkanie. Ale Olivia kocha cię kłamstwami. Kłamie o tym, co czuje, jak bardzo ją boli, jak bardzo cię pragnie, kiedy mówi ci, że tak nie jest. Kłamie, żeby ochronić ciebie i ją samą.
Przyglądam się jak niecierpliwie zakłada za ucho pasemko włosów. Dla niewprawnego oka jest to normalny kobiecy gest, ale widzę, w jaki sposób porusza nadgarstkiem. Jest wzburzona.
Uśmiecham się. Jednak uśmiech znika z mojej twarzy jak tylko sąd odczytuje Niewinny z powodu niepoczytalności. Na Boga – zrobiła to. Przesuwam palcami po włosach. Nie wiem czy chcę nią potrząsnąć, czy jej pogratulować. Ona opada na siedzenie, nosząc zszokowanie w brwiach. Wszyscy się ściskają, klepią ją po plecach. Uwalnia się jeszcze więcej jej włosów, gdy przyjmuje gratulacje. Dobson zostanie wysłany do instytutu dla chorych umysłowo, a nie do więzienia federalnego. Chcę zobaczyć czy go uściska, ale utrzymuje swój dystans, oferując mu tylko spięty uśmiech. Kamera kieruje się na twarz prokuratora; wygląda na wściekłego. Wszyscy wyglądają na wściekłych. Ona robi sobie wrogów – to jej specjalność. Chcę ją ochronić, ale ona nie jest moja. Mam nadzieję, że Noah jest gotowy na to zadanie.

Biorę moje klucze i idę pobiegać. Powietrze jest gęste od wilgoci; pulsuje wokół mnie, odwracając moją uwagę od myśli. Mokry jak tylko opuszczam mieszkanie, skręcam w lewo i kieruję się na plażę. To są godziny szczytu dla ruchu drogowego. Przechodzę między zderzakami, ignorując podążające za mną wzburzone spojrzenia. Mercedesy, BMW, Audi – ludziom w mojej dzielnicy nie brakuje pieniędzy. Dobrze jest pobiegać. Moje mieszkanie znajduje się milę dalej od plaży. Żeby tam się dostać trzeba przekroczyć dwa kanały wodne. Zerkam na jachty, omijając parę wózków spacerowych i myślę o mojej łodzi. Trochę minęło odkąd nad nią pracowałem. Może tego potrzebowałem, dnia z łodzią. Gdy docieram do wody skręcam mocno w lewo i biegnę wzdłuż brzegu. Tutaj radzę sobie z moim gniewem.
Biegnę dopóki już nie mogę. Potem siadam na piasku, oddychając ciężko. Muszę się ogarnąć. Jeżeli dalej będę brodzić w tym kanale uczuć, to mogę nigdy z niego nie wyjść. Wyciągając z kieszeni telefon wybieram numer domowy. Moja matka odbiera zadyszana, jakby była na jej orbitreku. Przechodzimy przez subtelności. Bez względu na sytuację, bez względu na to jak rozpaczliwy mógłby być mój głos, moja matka uprzejmie zapyta jak się mam i poda mi krótką aktualizację o jej różach. Czekam, aż skończy, a potem mówię bardziej zduszonym głosem niż zamierzałem. – Zamierzam przyjąć pracę w Londynie.
Zanim odpowiada następuje chwila zszokowanego milczenia. Jej głos jest nazbyt szczęśliwy. – Caleb, to właściwa rzecz. Dzięki Bogu, że znowu pojawiła się propozycja. Odrzuciłeś ją ostatnim razem dla tamtej dziewczyny – jaki błąd to…
Przerywam jej, mówiąc, że zadzwonię do niej jutro po rozmowie z biurem w Londynie. Ostatni raz patrzę na ocean przed powrotem do domu. Jutro lecę do Londynu.

Ale nie poleciałem.

Budzę się przez walenie. Najpierw myślę, że to remont w moim budynku. 760 reorganizują ich kuchnię. Chowam głowę pod poduszką. Ani trochę nie tłumi dźwięku. Przeklinając, odrzucam ją na bok. Walenie rozbrzmiewa bliżej domu. Przewracam się na plecy i słucham. Pokój przekrzywia się na swojej osi. Za dużo szkockiej – znowu. Walenie dochodzi z moich drzwi wejściowych. Zsuwam nogi z łóżka i zakładam parę szarych spodni od pidżamy, które znajduję na podłodze. Przechodzę przez salon, odsuwając na bok buty i kawałki ubrań, które nazbierały się od tygodni. Otwieram drzwi i wszystko zamiera. Oddech… bicie serca… myśli.
Żadne z nas nic nie mówi, kiedy przyglądamy się sobie. Potem przepycha się obok mnie i zaczyna chodzić po moim salonie, jakby pojawienie się tutaj było najbardziej naturalną rzeczą na świecie. Nadal stoję przy otwartych drzwiach, przyglądając się jej ze skonsternowaniem, gdy zwraca na mnie baterie jej oczu. Minutę zajmuje mi odezwanie się, zdanie sobie sprawy, że to naprawdę się działo. Słyszę jak ktoś używa wiertarki w mieszkaniu na górze. Dostrzegam ptaka przecinającego niebo, tuż przy moim oknie, ale mówię sobie, że moje zmysły okłamują mnie, co do niej. Nie może tutaj być po tych wszystkich latach.
- Co ty tutaj robisz, Księżno?
Przyglądam się jej; pochłaniam ją. Wygląda maniakalnie, jej włosy splecione w warkocza spływają po jej plecach, ale niektóre ich pasemka okalają jej twarz. Jej oczy obramowane są proszkiem antymonowym, pełne emocji. Nigdy nie widziałem u niej takiego makijażu. Rozkłada szeroko ramiona; to jest gniewny gest. Przygotowuję się na sznurek wykrzykników, który zazwyczaj nadchodzi z jej złością.
- Co? Już się nie myjesz?
Nie tego oczekiwałem. Zamykam nogą drzwi i przejeżdżam ręką po karku. Nie goliłem się od trzech dni i mam na sobie tylko spodnie od pidżamy. Mój dom wygląda jak pokój w akademiku.
Podchodzę ostrożnie do kanapy, jakby to nie był mój własny salon i siadam niewygodnie. Obserwuję jej chód.
Nagle się zatrzymuje. – Puściłam go na wolność. Dałam mu wrócić na ulicę. On jest pieprzonym psycholem! – Uderza pięścią w otwartą dłoń przy ostatnim zdaniu. Jej stopa dotyka pustej butelki szkockiej, która toczy się po drewnianej podłodze. Oboje podążamy za nią spojrzeniem, dopóki nie znika pod stołem.
- Co się z tobą dzieje, do cholery? – pyta, rozglądając się.
Odchylam się i splatam ręce na karku. Śledzę jej wzrok, który ogarnia katastrofę, którą jest moje mieszkanie.
- Powinnaś była o tym pomyśleć zanim wzięłaś tę sprawę.
Wygląda na gotową, żeby mnie uderzyć. Przenosi wzrok na moje włosy, zjeżdża na moją brodę, zatrzymuje się chwilę na moim torsie i wraca do mojej twarzy. Niespodziewanie wygląda jakby otrzeźwiała. Dostrzegam to w jej oczach, świadomość, że tutaj przyszła, a nie powinna. Oboje wykonujemy ruch w tym samym czasie. Ona rzuca się do drzwi; ja blokuję jej drogę.
Utrzymuje swój dystans, przygryzając zębami dolną wargę, pomalowane oczy wyglądają na mniej pewne.
- Twój ruch – mówię.
Widzę drgnięcie jej gardła, kiedy przełyka swoje myśli, przełyka nasze dziesięć lat.
- W porządku… w porządku! – mówi w końcu. Obchodzi kanapę i siada na leżance. Zaczęliśmy naszą zwykłą grę w kota i myszkę. Pasuje mi to.
Siadam na dwuosobowej kanapie i patrzę na nią oczekująco. Używa kciuka do obracania jej obrączki. Gdy zauważa, że patrzę – przestaje. Prawie się śmieję, kiedy podnosi nogę na leżankę i kładzie się jakby tutaj należała.
- Masz colę?
Wstaję i przynoszę jej butelkę z lodówki. Nie piję coli, ale zawsze mam ją w lodówce. Może jest dla niej. Sam nie wiem. Odkręca nakrętkę, przyciskając butelkę do ust i wypija ją duszkiem. Uwielbia palenie.
Gdy kończy, ociera usta tyłem dłoni i patrzy na mnie jakbym był wężem. Ona jest wężem.
- Powinniśmy spróbować być przyjaciółmi?
Rozkładam ręce i przechylam głowę, jakbym nie wiedział o czym mówi. Wiem. Nie możemy trzymać się od siebie z daleka, więc jaka jest alternatywa? Dostaje czkawki od coli.
- Wiesz, nigdy nie spotkałam kogoś, kto potrafi powiedzieć tyle co ty bez wypowiedzenia choć jednego słowa – mówi gniewnie.
Uśmiecham się szeroko. Zazwyczaj gdy pozwalałem jej mówić i jej nie przerywałem, to mówiła mi więcej niż zamierzała.
- Nienawidzę się. Równie dobrze mogłabym być tą osobą, która wypuściła na wolność Casey’a pieprzonego Anthony’ego.
- Gdzie jest Noah?
- W Niemczech.
Unoszę brwi. – Nie było go w kraju na werdykt?
- Zamknij się. Nie wiedzieliśmy jak długo zajmą im obrady.
- Powinnaś świętować. – Odchylam się i kładę ramiona na oparciu kanapy.
Zaczyna płakać ze stoicką miną, łzy wypływają z niej jak z odkręconego kranu.
Zostaję tam, gdzie jestem. Chcę ją pocieszyć, ale kiedy jej dotknę, to trudno będzie przestać.
- Pamiętasz ten moment w college’u, kiedy zaczęłaś płakać, bo myślałaś, że oblejesz tamten test, a profesor myślał, że masz atak?
Wybucha śmiechem. Odprężam się.
- Wykonałaś swoją robotę, Księżno – mówię cicho. – Dobrze ją wykonałaś.
Kiwa głową i podnosi się. Nasz czas dobiegł końca.
- Caleb… ja…
Kręcę głową. Nie chcę, żeby przepraszała za przyjście ani nie mówiła, że to już nigdy więcej się nie stanie.
Odprowadzam ją do drzwi.
- Czy powinnam powiedzieć, że jest mi przykro za to, co stało się z Leah? – Spogląda na mnie spod rzęs. Jej łzy zrobiły grudki z jej tuszu do rzęs. Na innej kobiecie wyglądałoby to niechlujnie, na Olivii wygląda to jak seks.
- Nie uwierzyłbym ci, gdybyś to zrobiła.
Uśmiecha się; zaczyna się to w jej oczach i powoli rozprzestrzenia się na jej wargach.
- Przyjdź do nas na kolację. Noah zawsze chciał cię poznać. – Musi widzieć na mojej twarzy sceptycyzm, bo się śmieje. – On jest świetny. Naprawdę. Przyprowadź randkę?
Przesuwam ręką po twarzy, kręcąc głową. – Kolacja z twoim mężem nie jest na mojej liście rzeczy do zrobienia przed śmiercią.
- Nie było na niej także bronienie twojej byłej żony w procesie.
Krzywię się. – Au.
- Do zobaczenia w następny wtorek o dziewiętnastej? – Puszcza mi oko i praktycznie wybiega z mojego mieszkania.
Nie zgadzam się, ale ona wie, że tam będę.

Cholera. Mam przechlapane. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz