7.7.14

Thief - rozdział 14

Noah

Obracam moją obrączką ślubną na lepkiej ladzie. Staje się plamą złota, po czym robi mały taniec zanim upada. Podnoszę ją i robię to raz jeszcze. Barman w gównianej knajpie, do której przyszedłem, patrzy na mnie martwymi oczami i przesuwa mi kolejne piwo. Nie prosiłem, ale dobry barman potrafi odczytać swoich klientów. Podnoszę obrączkę, wsadzam ją do kieszeni i biorę długi łyk piwa.
Ona nie wie, że wróciłem do miasta. Nie wiem czy jestem gotowy jej powiedzieć. Cztery dni temu zameldowałem się w hotelu blisko lotniska i od tamtej pory obijałem się po barach. On wrócił do obrazka. Wiem, że się z nim widuje. Nie jestem nawet zły. Zostawiłem ją. Czego się spodziewałem? Zaczęło się powoli. Zdobywałem coraz więcej prac za oceanem, zarabiając ogromne pieniądze. Dla było dla nas dobre finansowo. Ale potem nie było mnie na jej urodzinach, nie było mnie na naszej pierwszej rocznicy, nie było mnie na Dziękczynieniu. Nie wiedziałem, że moja nieobecność obciąży tak bardzo nasz związek. Nieobecność powinna sprawić, że serce jeszcze bardziej tęskni. Czy nie wszyscy tak mówili? Olivia nigdy nie narzekała. Nigdy na nic nie narzekała. Była najsilniejszą, najbardziej samodzielną osobą, jaką znałem. Pomimo całej mojej nieobecności, kopniakiem było dla niej to, że przegapiłem werdykt w rozprawie Dobsona.
Ale Caleb jest obecny. I jest pierwszą osobą, do której pobiegła, kiedy się bała. Chciałem, żebym to był ja, ale nie jestem nawet pewien czy jestem do tego emocjonalnie dostępny. Po pierwsze, jestem karierowiczem. Zawsze byłem. Moja matka sama wychowywała mnie i moją siostrę. Często fantazjowałem o tym, jakby to było mieć dwojga rodziców, a nie jednego. Ale nie dlatego, że potrzebowałem rozpaczliwie ojca… chciałem, żeby moja mama miała kogoś, kto by się nie zaopiekował, bo ona opiekowała się nami.
Przez większość czasu lubiłem być sam. Gdy skończyłem trzydzieści osiem lat, nagle miałem chęć założenia rodziny. Nie typową rodzinę z dziećmi, tak naprawdę chciałem mieć tylko żonę. Kogoś, z kim mógłbym dzielić kawę o poranku i kładłbym się wieczorem do łóżka. Był malowniczy i piękny, ten obrazek w mojej głowie – domu, lampek świątecznych i wspólnych obiadów. Było to dobre marzenie, tyle że bardzo mało kobiet nie chciało mieć dzieci.
Nie jestem romantykiem, ale potrafię cieszyć się dobrą historią. Kiedy Olivia opowiedziała mi swoją w locie do Rzymu, byłem zafascynowany. Myśl, że realni ludzie wpakowywali się w takie sytuacje, gdzie miłość zdominowała racjonalność była czymś, z czym nie byłem zaznajomiony. Ona była taka szczera, taka twarda dla siebie. Nie jestem typem mężczyzny, który wierzy w szybką miłość. To kultura szybkiej miłości, gdzie ludzie wpadają i wypadają z czegoś tak świętego, iż zastanawiasz się czy ma to te same znaczenie, co setki lat temu. Ale gdy Olivia wypowiedziała te słowa „Zakochałam się pod drzewem”, chciałem w tamtej chwili poprosić ją o rękę. Była moją przeciwnością, ale chciałem być taki, jak ona. Chciałem zakochać się pod drzewem, szybko i mocno. Chciałem, żeby ktoś mnie zapomniał, a potem przypomniał mnie sobie w swojej duszy, tak jak zrobił to jej Caleb.
Natychmiast pomyślałem, że jesteśmy do siebie dopasowani. Nie jak bratnie dusze. Tylko jak idealne kawałki, które musiały być połączone, żeby zobaczyć cały obrazek. Byłem dla niej kompasem. A ona była osobą, która mogła nauczyć mnie życia. Kochałem ją. Boże, jak ja ją kochałem. Ale chciała czegoś, czego nie zamierzałem jej dać. Chciała dziecka. Gdy sprzeczki zmieniły się w gorzkie kłótnie, odszedłem. Gdy nie chciała się ugiąć, złożyłem pozew o rozwód. To była pomyłka. Małżeństwo jest kompromisem.

Płacę rachunek i wychodzę na ciepłe powietrze. Możemy zawrzeć kompromis. Zaadoptować. Do diabła, moglibyśmy otworzyć sierociniec w kraju trzeciego świata. Po prostu nie mogłem mieć własnego dziecka. Za dużo ryzyka.
Musiałem ją zobaczyć. Koniec z ukrywaniem. Wyciągnąłem telefon z kieszeni i napisałem do niej.
Możemy porozmawiać?
Dopiero po trzech godzinach odpisała:
O: O czym?
O tobie i mnie.
O: Już nie dosyć o tym rozmawialiśmy?
Mam nową propozycję.
Minęło dwadzieścia minut zanim nadeszła jej jedna wiadomość.
O: Okej.

Dzięki Bogu. Nie pozwolę mu, żeby mi ją zabrał. Dał jej odejść w Rzymie. Złamał jej serce… kolejny raz. Tamtej nocy, kiedy rozdzieliliśmy się z Olivią po kolacji, wróciłem do mojego hotelu i myślałem o moim życiu. Jakie puste było. Chyba już wtedy podjąłem decyzję, żeby je zmienić, zanim zadzwoniła do mojego pokoju, płacząc. Złapałem taksówkę do jej hotelu i siedziałem z nią, kiedy go opłakiwała. Powiedziała mi, że to koniec, że nie mogła już więcej się roztrzaskiwać, szkoda była już nie do naprawienia. Nie chciała, żebym jej dotykał. A ja tego chciałem. Chciałem ją przytulić i pozwolić jej na mnie płakać. Ale siedziała na brzegu łóżka z wyprostowanymi plecami i zamkniętymi oczami, wypłakując ciche łzy, które były jak rzeki na jej policzkach. Nigdy nie widziałem, żeby ktoś radził sobie z cierpieniem, z tak wielkim opanowaniem. To było rozdzierające; to jak nie wydawała żadnego dźwięku. W końcu włączyłem telewizję i usiedliśmy przy zagłówku łóżku, oglądając Dirty Dancing. Był zdubbingowany w języku włoskim. Nie byłem pewien co do Olivii, ale miałem siostrę i widziałem ten film tyle razy, że znałem dialogi na pamięć. Wciąż tam byłem, kiedy wzeszło słońce. Odwołałem moje spotkania, kazałem jej się ubrać i zabrałem ją na zwiedzanie Rzymu. Początkowo się opierała, mówiąc, że woli zostać w hotelu, ale wtedy rozsunąłem zasłony w jej pokoju i postawiłem przed oknem.
- Popatrz. Popatrz, gdzie jesteś – powiedziałem. Stała obok mnie i mgła wydawała się zniknąć z jej oczu.
- Dobrze – odparła.
Najpierw Koloseum, potem zjedliśmy pizzę w małym sklepie blisko Watykanu. Płakała, stojąc w Watykanie pod rękodziełami Da Vinci’ego. Odwróciła się do mnie i powiedziała stanowczo. – To nie są łzy przez niego. Są przez to, że tutaj jestem, a zawsze tego chciałam. – Potem przytuliła mnie i podziękowała, że ją tam zabrałem.

Rozdzieliliśmy się po tamtym dniu, ale kiedy wróciłem do Miami, zadzwoniłem do niej. Parę razy poszliśmy na kolację. Bardzo swobodną kolację. Nic nie ruszyło się z miejsca, dopóki jej nie pocałowałem. Nie planowałem tego, ale żegnaliśmy się przed restauracją i zrobiłem to bez namysłu. Dopiero po kilku miesiącach po raz pierwszy uprawialiśmy seks. Była płochliwa, niepewna. Minęło trochę czasu zanim mi zaufała. Ale to zrobiła. I nie odpuszczę tego tak łatwo, jak zrobił to on.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz