Przeszłość
Po studiach
Cammie wróciła do Teksasu. Całkiem łatwo było ją odnaleźć – musiałem tylko
podążać za jej jasno oświetlonym szlakiem medialnym. Założyłem konto na
Facebooku. Zignorowała moich pierwszych pięć wiadomości, po czym po mojej
szóstej próbie odesłała krótką wiadomość.
WTF, Caleb.
Ona chce, żeby zostawić ją w spokoju.
ODPIEPRZ SIĘ!
Wróciła ci pamięć?
Pieprzyć to, nic mnie to nie obchodzi.
Innymi
słowy Cammie nie zamierzała mi pomóc. Brałem pod uwagę polecenie do Teksasu,
ale nie miałem pojęcia, gdzie mieszkała Cammie. Jej profil był ustawiony na
prywatny i zablokowała mnie. Czułem się jak prześladowca. Potem wypróbowałem
college, ale nawet z moimi kontaktami w administracji Olivia nie zostawiła
żadnego adresu do korespondencji. Przemyślałem resztę moich opcji: mogłem
zatrudnić prywatnego detektywa… albo zostawić ją w spokoju. Przecież tego właśnie
chciała. Nie wyjechałaby, dopóki tym razem nie miałaby definitywnie dosyć.
To bolało.
Bardziej niż wtedy, jak odeszła za pierwszym razem. Za pierwszym razem byłem
wściekły. Gniew sprawiał, że czułem się pewien swojej racji, co przeprowadziło
mnie przez pierwszy rok po naszym rozstaniu. W drugim roku czułem się otępiały.
W trzecim
roku wszystko poddawałem w wątpliwość. Tym razem było inaczej. Było realniej,
jakbyśmy bez względu na to, co zrobili, to nigdy nie będziemy razem. Może po
seksie zdała sobie sprawę, że już mnie nie kocha. Może arogancko myślałem, że
kiedykolwiek mnie kochała. Ja bardziej ją kochałem, jeśli to było możliwe.
Musiałem ją odnaleźć. Jeszcze jeden raz. Tylko jeden.
Jeden
fałszywy profil Facebookowy później i byłem częścią rozległej sieci urzyjaciół Cammie. Cała jej galeria
zdjęć mogła pojawić się za jednym kliknięciem, lecz wpatrywałem się w ekran
komputera przez dobrych piętnaście minut zanim odważyłem się na przejrzenie
ich. Bałem się zobaczyć życie Olivii – jak łatwo było jej o mnie zapomnieć. I
tak przejrzałem nieskończenie długą kolekcję zdjęć z imprez. Olivia miała
szczególną wprawę w unikaniu kamery. Myślałem, że czasami dostrzegłem jej włosy
w rogu ujęcia albo w rozmazanym tle, ale nadal byłem taką nią pijany, iż pewnie
widywałem ją we wszystkich miejscach, w których jej nie było. O ile wiedziałem,
Olivia była na Sir Lance z Korpusem Pokoju. Czy Korpus Pokoju był na Sir Lance?
Szlag.
Cammie
mieszkała w Grapevine. Pojadę tam. Porozmawiam z nią. Może powie mi, gdzie jest
Olivia. Nie może się przede mną zamknąć, jeśli będę przed nią stał. Potarłem
dłonią twarz. Kogo ja oszukiwałem? To była Cammie. Sprawiała, że kolor blond
wyglądał jak kolor walki. Poczekałem miesiąc, walcząc ze świadomością, iż
Olivia pewnie chciała, żeby zostawić ją w spokoju i moją potrzebą, aby
przekonać ją, że wcale tego nie chce.
W końcu
poprosiłem Steve’a o wolne. Niechętnie mi je dawał, ponieważ miałem
czteromiesięczny urlop okolicznościowy podczas epizodu amnezji. Kiedy
powiedziałem mu, że chodzi o Olivię, ustąpił.
Pojechałem.
Tysiąc dwieście dziewięćdziesiąt mil Coldplay, Keane i Nine Inch Nails. Po
drodze zatrzymywałem się w knajpach. W miejscach, gdzie takie imiona kelnerek
jak Judy i Nancy oraz tapirowane włosy nigdy nie wyszły z mody. Podobało mi się
to. Floryda potrzebowała odmiany. Zaczynało mnie męczyć przebywanie tam:
pretensjonalność, gorąco, brak Olivii. Może było tam przyjemnie tylko przy
Olivii. Miałem przeczucie, że jej również spodobałyby się Jude i Nancy. Jeśli
jest w Grapevine i przekonam ją, żeby wróciła ze mną do domu, to wrócę z nią tą
drogą. Przekonam ją, żeby zjadła smażonego kurczaka, makaron i ser na stole
splamionym tyloma śladami po kubkach kawy, że zaczynało to wyglądać jak wzór.
Będziemy jedli, dopóki nie przeżre nas tłuszcz, potem znajdziemy tani motel i
pokłócimy się o to, gdzie będziemy się kochać, ponieważ ona nie będzie ufać
czystości prześcieradeł. Zacałuję ją tak, że zapomni o prześcieradłach i
będziemy szczęśliwi. W końcu szczęśliwi.
Przekroczyłem
granicę stanu Teksas i postanowiłem zahaczyć o motel przed pojechaniem do
Cammie. Musiałem się ogolić… wziąć prysznic. Wyglądać choć trochę przyzwoicie.
Potem pomyślałem Pieprzyć to. Cammie
mogła zobaczyć mnie w dokładnie takim stanie, brudnego i nieszczęśliwego.
Przejechałem resztę drogi do jej domu i zatrzymałem się przed jej domem w tym
samym czasie, co zaczęło pojawiać się słońce. Dom był kremowy i front był
ceglany. Na oknach stały donice z kwiatami, przepełnione lawendą. Było tu zbyt
uroczo jak na Cammie. Postanowiłem poczekać parę godzin, zdobyć jakieś
śniadanie zanim zapukam. Cammie była znanym śpiochem. Ostatecznie postanowiłem,
że najlepiej będzie ją zaskoczyć. W ten sposób być może powie mi więcej.
Zaparkowałem
budynek dalej i podszedłem do jej drzwi wejściowych. Zamierzałem zadzwonić do
drzwi, kiedy zza zakrętu wyjechał samochód i kierował się w moją stronę.
Spojrzałem na niego i miałem dziwne przeczucie, że jechał do Cammie. Miałem
dwie opcje… mogłem zejść podjazdem i zaryzykować minięcie auta, kiedy tutaj
skręci albo mogłem wślizgnąć się za dom i tam poczekać. Wybrałem drugą opcję.
Stałem z przyciśniętymi plecami do budynku, patrząc na ogrodzenie sąsiadów.
Sąsiedzi mieli yorka. Widziałem, jak obwąchuje ogrodzenie.
Yorki były
rozszczekanymi psami. Jeżeli mnie dostrzeże, bez wątpienia zacznie szczekać,
dopóki ktoś nie wyjdzie na zewnątrz, by zobaczyć, o co chodzi.
Samochód
wjechał na podjazd, tak jak przypuszczałem. Usłyszałem trzask drzwi i szuranie
stóp, kiedy podeszli do drzwi. To pewnie
Cammie, pomyślałem. Wracała od jakiegoś faceta, u którego spędziła noc. To
nie była Cammie. Usłyszałem dwa głosy. Jeden należał do Olivii; drugi do
mężczyzny. Niemal wypadłem zza domu i rzuciłem się w jej kierunku, gdy
otworzyły się drzwi wejściowe i dosłyszałem pisk Cammie.
- Na pewno
uprawialiście seks! – powiedziała.
Śmiech
Olivii był wymuszony. Łajdak – kimkolwiek był – śmiał się razem z Cammie.
- To nie
twój zasrany interes – usłyszałem warknięcie Olivii. – A teraz zejdź mi z
drogi. Muszę przygotować się na zajęcia.
Zajęcia! Poczułem, jak opadam gwałtownie na
ścianę. Oczywiście. Była w szkole prawniczej. Poznała faceta. Tak szybko. Nawet
już o mnie nie myślała, a ja przejechałem tysiąc mil, żeby ją odzyskać.
Co za
pieprzony żart.
Cammie
musiała wejść z powrotem do domu, bo usłyszałem jak Olivia odwraca się w
drzwiach i mu dziękuje.
- Do
zobaczenia wieczorem – powiedziała. – Dzięki za zeszłą noc. Tego potrzebowałam.
Usłyszałem
odległy odgłos całowania, po czym on wrócił do samochodu i odjechał. Stałem tam
przez pięć minut, częściowo gotując się ze złości, częściowo cierpiąc,
częściowo czując się jak jebany, żałosny dupek, zanim w końcu zapukałem do
drzwi.
Cammie
otworzyła drzwi, mając na sobie tylko koszulkę ze zdjęciem Johna Wayne’a.
Trzymała filiżankę kawy, ale prawie ją upuściła, kiedy mnie zobaczyła. Zabrałem
ją z jej bezwładnej ręki i upiłem łyka.
- O. Mój.
Boże.
Wyszła na
zewnątrz, zamykając za sobą drzwi.
- Chcę ją
zobaczyć – powiedziałem. – Już.
- Czyś ty
zwariował? Pokazujesz się ot, tak?
- Idź po
nią – odparłem. Oddałem jej kawę, a ona gapiła się na mnie, jakbym poprosił o
oddanie organu.
- Nie –
powiedziała w końcu. – Nie pozwolę ci, żebyś znowu jej to zrobił.
- Co
zrobił?
- Bawił się
jej głową – odparła gniewnie. – Dobrze jej się żyje. Jest szczęśliwa. Musisz
zostawić ją w spokoju.
- Ona mnie
potrzebuje, Cammie. Jej miejsce jest przy mnie.
Przez
chwilę myślałem, że mnie spoliczkuje. Zamiast tego napiła się swojej kawy.
- Nie. –
Uniosła jeden palec z filiżanki, celując nim we mnie. – Jesteś kłamliwą,
zdradliwą kanalią. Ona potrzebuje kogoś lepszego od ciebie.
Mentalnie
zrobiłem krok w tył. Przeważnie była to prawda. Ale mogłem być dla niej lepszy.
Mogłem być tym, kogo potrzebowała, ponieważ ją kochałem.
- Nikt jej
nie pokocha tak jak ja – powiedziałem. – A teraz przesuń się, zanim ja ciebie
przesunę. Bo zamierzam tam wejść…
Rozważała
to przez chwilę, po czym odsunęła się w bok. – Dobra – powiedziała.
Otworzyłem
drzwi, zrobiłem pierwszy krok do hallu…
Po mojej
lewej znajdowała się kuchnia i coś, co wyglądało jak salon, a po prawej schody.
Ruszyłem do schodów. Byłem na trzecim stopniu, kiedy usłyszałem za sobą wołanie
Cammie.
- Była w
ciąży, wiesz.
Zatrzymałem
się.
- Co
takiego?
- Po waszej
małej randce pod światłem księżyca.
Obejrzałem
się na nią, moje serce nagle obijało się dziko w piersi. Moje myśli skierowały
się do tamtej nocy. Nie użyłem prezerwatywy. Nie wysunąłem się. Poczułem
mrowienie na całym ciele. Była w ciąży.
Była… była… była…
- Była?
Cammie
zacisnęła mocno usta i uniosła brwi. Co ona sugerowała? Poczułem, jak ból zaczyna
się w mojej klatce piersiowej i rozprzestrzenia po całym ciele. Dlaczego by to
zrobiła? Jak mogła?
- Lepiej,
żebyś zostawił ją w spokoju – powiedziała. – Pod mostem nie ma tylko wody, są
robale, gówno i martwe ciała. Teraz wynoś się z mojego domu, zanim wezwę
policję.
Nie musiała
mówić mi dwa razy. Miałem dosyć. Dosyć. Na zawsze. Nigdy więcej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz