25.7.14

Thief - rozdział 21

Przeszłość

Po studiach Cammie wróciła do Teksasu. Całkiem łatwo było ją odnaleźć – musiałem tylko podążać za jej jasno oświetlonym szlakiem medialnym. Założyłem konto na Facebooku. Zignorowała moich pierwszych pięć wiadomości, po czym po mojej szóstej próbie odesłała krótką wiadomość.
WTF, Caleb.
Ona chce, żeby zostawić ją w spokoju.
ODPIEPRZ SIĘ!
Wróciła ci pamięć?
Pieprzyć to, nic mnie to nie obchodzi.
Innymi słowy Cammie nie zamierzała mi pomóc. Brałem pod uwagę polecenie do Teksasu, ale nie miałem pojęcia, gdzie mieszkała Cammie. Jej profil był ustawiony na prywatny i zablokowała mnie. Czułem się jak prześladowca. Potem wypróbowałem college, ale nawet z moimi kontaktami w administracji Olivia nie zostawiła żadnego adresu do korespondencji. Przemyślałem resztę moich opcji: mogłem zatrudnić prywatnego detektywa… albo zostawić ją w spokoju. Przecież tego właśnie chciała. Nie wyjechałaby, dopóki tym razem nie miałaby definitywnie dosyć.
To bolało. Bardziej niż wtedy, jak odeszła za pierwszym razem. Za pierwszym razem byłem wściekły. Gniew sprawiał, że czułem się pewien swojej racji, co przeprowadziło mnie przez pierwszy rok po naszym rozstaniu. W drugim roku czułem się otępiały.
W trzecim roku wszystko poddawałem w wątpliwość. Tym razem było inaczej. Było realniej, jakbyśmy bez względu na to, co zrobili, to nigdy nie będziemy razem. Może po seksie zdała sobie sprawę, że już mnie nie kocha. Może arogancko myślałem, że kiedykolwiek mnie kochała. Ja bardziej ją kochałem, jeśli to było możliwe. Musiałem ją odnaleźć. Jeszcze jeden raz. Tylko jeden.

Jeden fałszywy profil Facebookowy później i byłem częścią rozległej sieci urzyjaciół Cammie. Cała jej galeria zdjęć mogła pojawić się za jednym kliknięciem, lecz wpatrywałem się w ekran komputera przez dobrych piętnaście minut zanim odważyłem się na przejrzenie ich. Bałem się zobaczyć życie Olivii – jak łatwo było jej o mnie zapomnieć. I tak przejrzałem nieskończenie długą kolekcję zdjęć z imprez. Olivia miała szczególną wprawę w unikaniu kamery. Myślałem, że czasami dostrzegłem jej włosy w rogu ujęcia albo w rozmazanym tle, ale nadal byłem taką nią pijany, iż pewnie widywałem ją we wszystkich miejscach, w których jej nie było. O ile wiedziałem, Olivia była na Sir Lance z Korpusem Pokoju. Czy Korpus Pokoju był na Sir Lance?
Szlag.
Cammie mieszkała w Grapevine. Pojadę tam. Porozmawiam z nią. Może powie mi, gdzie jest Olivia. Nie może się przede mną zamknąć, jeśli będę przed nią stał. Potarłem dłonią twarz. Kogo ja oszukiwałem? To była Cammie. Sprawiała, że kolor blond wyglądał jak kolor walki. Poczekałem miesiąc, walcząc ze świadomością, iż Olivia pewnie chciała, żeby zostawić ją w spokoju i moją potrzebą, aby przekonać ją, że wcale tego nie chce.
W końcu poprosiłem Steve’a o wolne. Niechętnie mi je dawał, ponieważ miałem czteromiesięczny urlop okolicznościowy podczas epizodu amnezji. Kiedy powiedziałem mu, że chodzi o Olivię, ustąpił.

Pojechałem. Tysiąc dwieście dziewięćdziesiąt mil Coldplay, Keane i Nine Inch Nails. Po drodze zatrzymywałem się w knajpach. W miejscach, gdzie takie imiona kelnerek jak Judy i Nancy oraz tapirowane włosy nigdy nie wyszły z mody. Podobało mi się to. Floryda potrzebowała odmiany. Zaczynało mnie męczyć przebywanie tam: pretensjonalność, gorąco, brak Olivii. Może było tam przyjemnie tylko przy Olivii. Miałem przeczucie, że jej również spodobałyby się Jude i Nancy. Jeśli jest w Grapevine i przekonam ją, żeby wróciła ze mną do domu, to wrócę z nią tą drogą. Przekonam ją, żeby zjadła smażonego kurczaka, makaron i ser na stole splamionym tyloma śladami po kubkach kawy, że zaczynało to wyglądać jak wzór. Będziemy jedli, dopóki nie przeżre nas tłuszcz, potem znajdziemy tani motel i pokłócimy się o to, gdzie będziemy się kochać, ponieważ ona nie będzie ufać czystości prześcieradeł. Zacałuję ją tak, że zapomni o prześcieradłach i będziemy szczęśliwi. W końcu szczęśliwi.

Przekroczyłem granicę stanu Teksas i postanowiłem zahaczyć o motel przed pojechaniem do Cammie. Musiałem się ogolić… wziąć prysznic. Wyglądać choć trochę przyzwoicie. Potem pomyślałem Pieprzyć to. Cammie mogła zobaczyć mnie w dokładnie takim stanie, brudnego i nieszczęśliwego. Przejechałem resztę drogi do jej domu i zatrzymałem się przed jej domem w tym samym czasie, co zaczęło pojawiać się słońce. Dom był kremowy i front był ceglany. Na oknach stały donice z kwiatami, przepełnione lawendą. Było tu zbyt uroczo jak na Cammie. Postanowiłem poczekać parę godzin, zdobyć jakieś śniadanie zanim zapukam. Cammie była znanym śpiochem. Ostatecznie postanowiłem, że najlepiej będzie ją zaskoczyć. W ten sposób być może powie mi więcej.
Zaparkowałem budynek dalej i podszedłem do jej drzwi wejściowych. Zamierzałem zadzwonić do drzwi, kiedy zza zakrętu wyjechał samochód i kierował się w moją stronę. Spojrzałem na niego i miałem dziwne przeczucie, że jechał do Cammie. Miałem dwie opcje… mogłem zejść podjazdem i zaryzykować minięcie auta, kiedy tutaj skręci albo mogłem wślizgnąć się za dom i tam poczekać. Wybrałem drugą opcję. Stałem z przyciśniętymi plecami do budynku, patrząc na ogrodzenie sąsiadów. Sąsiedzi mieli yorka. Widziałem, jak obwąchuje ogrodzenie.
Yorki były rozszczekanymi psami. Jeżeli mnie dostrzeże, bez wątpienia zacznie szczekać, dopóki ktoś nie wyjdzie na zewnątrz, by zobaczyć, o co chodzi.
Samochód wjechał na podjazd, tak jak przypuszczałem. Usłyszałem trzask drzwi i szuranie stóp, kiedy podeszli do drzwi. To pewnie Cammie, pomyślałem. Wracała od jakiegoś faceta, u którego spędziła noc. To nie była Cammie. Usłyszałem dwa głosy. Jeden należał do Olivii; drugi do mężczyzny. Niemal wypadłem zza domu i rzuciłem się w jej kierunku, gdy otworzyły się drzwi wejściowe i dosłyszałem pisk Cammie.
- Na pewno uprawialiście seks! – powiedziała.
Śmiech Olivii był wymuszony. Łajdak – kimkolwiek był – śmiał się razem z Cammie.
- To nie twój zasrany interes – usłyszałem warknięcie Olivii. – A teraz zejdź mi z drogi. Muszę przygotować się na zajęcia.
Zajęcia! Poczułem, jak opadam gwałtownie na ścianę. Oczywiście. Była w szkole prawniczej. Poznała faceta. Tak szybko. Nawet już o mnie nie myślała, a ja przejechałem tysiąc mil, żeby ją odzyskać.
Co za pieprzony żart.
Cammie musiała wejść z powrotem do domu, bo usłyszałem jak Olivia odwraca się w drzwiach i mu dziękuje.
- Do zobaczenia wieczorem – powiedziała. – Dzięki za zeszłą noc. Tego potrzebowałam.
Usłyszałem odległy odgłos całowania, po czym on wrócił do samochodu i odjechał. Stałem tam przez pięć minut, częściowo gotując się ze złości, częściowo cierpiąc, częściowo czując się jak jebany, żałosny dupek, zanim w końcu zapukałem do drzwi.
Cammie otworzyła drzwi, mając na sobie tylko koszulkę ze zdjęciem Johna Wayne’a. Trzymała filiżankę kawy, ale prawie ją upuściła, kiedy mnie zobaczyła. Zabrałem ją z jej bezwładnej ręki i upiłem łyka.
- O. Mój. Boże.
Wyszła na zewnątrz, zamykając za sobą drzwi.
- Chcę ją zobaczyć – powiedziałem. – Już.
- Czyś ty zwariował? Pokazujesz się ot, tak?
- Idź po nią – odparłem. Oddałem jej kawę, a ona gapiła się na mnie, jakbym poprosił o oddanie organu.
- Nie – powiedziała w końcu. – Nie pozwolę ci, żebyś znowu jej to zrobił.
- Co zrobił?
- Bawił się jej głową – odparła gniewnie. – Dobrze jej się żyje. Jest szczęśliwa. Musisz zostawić ją w spokoju.
- Ona mnie potrzebuje, Cammie. Jej miejsce jest przy mnie.
Przez chwilę myślałem, że mnie spoliczkuje. Zamiast tego napiła się swojej kawy.
- Nie. – Uniosła jeden palec z filiżanki, celując nim we mnie. – Jesteś kłamliwą, zdradliwą kanalią. Ona potrzebuje kogoś lepszego od ciebie.
Mentalnie zrobiłem krok w tył. Przeważnie była to prawda. Ale mogłem być dla niej lepszy. Mogłem być tym, kogo potrzebowała, ponieważ ją kochałem.
- Nikt jej nie pokocha tak jak ja – powiedziałem. – A teraz przesuń się, zanim ja ciebie przesunę. Bo zamierzam tam wejść…
Rozważała to przez chwilę, po czym odsunęła się w bok. – Dobra – powiedziała.
Otworzyłem drzwi, zrobiłem pierwszy krok do hallu…
Po mojej lewej znajdowała się kuchnia i coś, co wyglądało jak salon, a po prawej schody. Ruszyłem do schodów. Byłem na trzecim stopniu, kiedy usłyszałem za sobą wołanie Cammie.
- Była w ciąży, wiesz.
Zatrzymałem się.
- Co takiego?
- Po waszej małej randce pod światłem księżyca.
Obejrzałem się na nią, moje serce nagle obijało się dziko w piersi. Moje myśli skierowały się do tamtej nocy. Nie użyłem prezerwatywy. Nie wysunąłem się. Poczułem mrowienie na całym ciele. Była w ciąży. Była… była… była…
- Była?
Cammie zacisnęła mocno usta i uniosła brwi. Co ona sugerowała? Poczułem, jak ból zaczyna się w mojej klatce piersiowej i rozprzestrzenia po całym ciele. Dlaczego by to zrobiła? Jak mogła?
- Lepiej, żebyś zostawił ją w spokoju – powiedziała. – Pod mostem nie ma tylko wody, są robale, gówno i martwe ciała. Teraz wynoś się z mojego domu, zanim wezwę policję.

Nie musiała mówić mi dwa razy. Miałem dosyć. Dosyć. Na zawsze. Nigdy więcej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz