Teraźniejszość
Olivia.
Straciłem ją trzy razy. Pierwszy raz z powodu niecierpliwości. Drugi raz z
powodu kłamstwa tak gęstego, że nie mogliśmy przez nie przejść i trzecim razem –
tym razem – straciłem ją z powodu Noah.
Noah. Był
dobrym facetem. Sprawdziłem go. Obszernie. Ale mógłby być następcą tronu Anglii
i nadal nie byłby dla niej wystarczająco dobry. Olivia jest dziełem sztuki.
Trzeba wiedzieć jak ją zinterpretować, jak zobaczyć piękno pod twardymi liniami
jej osobowości. Kiedy myślę, że on ma ją na takie sposoby, na jakie ja nie
mogę, chcę bić go po twarzy, dopóki nic z niej nie zostanie.
Ona jest
moja. Zawsze była i zawsze będzie. Przez ostatnie dziesięć lat biegamy w
przeciwnych kierunkach i zderzamy się przy każdym zakręcie. Czasami dlatego, że
siebie szukamy, innymi razy to przeznaczenie.
Ona ma
rodzaj miłości, która może splamić twoją duszę, sprawić, że będziesz błagał,
aby nie mieć tej duszy, tylko po to, żeby uciec spod czaru, który na ciebie
rzuciła. W kółko próbowałem się od niej uwolnić, ale to bezcelowe. W żyłach mam
jej więcej niż krwi.
Widzę ją
teraz; jest w telewizji. Całe siedemdziesiąt dwa cale ekranu jest wypełnione
Olivią: czarnymi włosami, ambiwalentnymi oczami, ciemnoczerwonymi paznokciami
stuk, stuk, stukającymi o stół stojący przed nią. Informacyjny kanał szósty
relacjonuje historię. Dobson Scott Orchard, znany gwałciciel, który porwał
osiem dziewczyn w ciągu dwunastu lat, jest na rozprawie… i Olivia go broni.
Przewraca mi się w żołądku. Dlaczego wzięłaby sprawę tego człowieka jest poza
moim pojęciem rozumienia jej. Być może jej pogarda do siebie skłania ją do
obrony bezwartościowych kryminalistów. Raz broniła moją żonę i wygrała sprawę,
która mogłaby wsadzić ją za kratki na dwadzieścia lat. Teraz siedzi spokojnie
obok swojego klienta, czasami nachylając się, żeby powiedzieć mu coś do ucha,
jak czekają na wejście ławy przysięgłych z werdyktem. Piję moją drugą szkocką.
Nie wiem czy denerwuję się za nią czy o nią. Przesuwam wzrok na jej dłonie –
zawsze można dowiedzieć się, co czuje Olivia po jej rękach. Przestały stukać i
są zaciśnięte w pięści, jej małe nadgarstki opierają się o brzeg stolika jakby
były tam skute łańcuchem. Mam dobry widok na jej obrączkę. Nalewam sobie
kolejną szklankę szkockiej, wypijam ją i odrzucam butelkę na bok. Ekran
przechodzi na pokój medialny, gdzie dziennikarz mówi o tym, że ława
przysięgłych obraduje od sześciu godzin – co to oznacza dla werdyktu.
Niespodziewanie podskakuje w miejscu, jakby ktoś poraził go prądem. Ława przysięgłych weszła na salę sądową,
gdzie za kilka minut sąd ogłosi werdykt. Przejdźmy tam teraz.
Pochylam
się, opierając łokcie o kolana. Moje nogi podskakują – nerwowy nawyk – i chciałbym
napić się jeszcze szkockiej. Cała sala sądowa jest na nogach. Dobson góruje nad
Olivią, która wygląda obok niego jak maleńka porcelanowa laleczka. Ma na sobie
niebieską jedwabną bluzkę – mój ulubiony odcień. Jej włosy są spięte do tyłu,
ale fale wymykają się wsuwkom i opadają wokół jej twarzy. Jest taka piękna;
opuszczam głowę, żeby uniknąć wspomnień. I tak przychodzą. Jej włosy dominują w
każdym z nich, nieokiełznane i długie. Widzę je na mojej poduszce, widzę je w
moich rękach, widzę je w basenie, gdzie pocałowałem ją po raz pierwszy. To
pierwsza rzecz, jaką się w niej dostrzega: maleńka dziewczyna otoczona masą
falowanych, ciemnych włosów. Gdy zerwaliśmy, ścięła je. Prawie nie rozpoznałem
jej w sklepie muzycznym, gdzie na siebie wpadliśmy. Moje zszokowanie tym jak
się zmieniła sprzyjało mojemu kłamstwu. Chciałem poznać Olivię, która ścięła
swoje włosy i przedzierała się przez pokój używając tylko kłamstw. Kłamstwa,
pragnienie kłamstw kobiety brzmi obłąkanie. Ale Olivia kocha cię kłamstwami.
Kłamie o tym, co czuje, jak bardzo ją boli, jak bardzo cię pragnie, kiedy mówi
ci, że tak nie jest. Kłamie, żeby ochronić ciebie i ją samą.
Przyglądam
się jak niecierpliwie zakłada za ucho pasemko włosów. Dla niewprawnego oka jest
to normalny kobiecy gest, ale widzę, w jaki sposób porusza nadgarstkiem. Jest
wzburzona.
Uśmiecham
się. Jednak uśmiech znika z mojej twarzy jak tylko sąd odczytuje Niewinny z powodu niepoczytalności. Na
Boga – zrobiła to. Przesuwam palcami po włosach. Nie wiem czy chcę nią
potrząsnąć, czy jej pogratulować. Ona opada na siedzenie, nosząc zszokowanie w
brwiach. Wszyscy się ściskają, klepią ją po plecach. Uwalnia się jeszcze więcej
jej włosów, gdy przyjmuje gratulacje. Dobson zostanie wysłany do instytutu dla
chorych umysłowo, a nie do więzienia federalnego. Chcę zobaczyć czy go uściska,
ale utrzymuje swój dystans, oferując mu tylko spięty uśmiech. Kamera kieruje
się na twarz prokuratora; wygląda na wściekłego. Wszyscy wyglądają na
wściekłych. Ona robi sobie wrogów – to jej specjalność. Chcę ją ochronić, ale
ona nie jest moja. Mam nadzieję, że Noah jest gotowy na to zadanie.
Biorę moje
klucze i idę pobiegać. Powietrze jest gęste od wilgoci; pulsuje wokół mnie,
odwracając moją uwagę od myśli. Mokry jak tylko opuszczam mieszkanie, skręcam w
lewo i kieruję się na plażę. To są godziny szczytu dla ruchu drogowego. Przechodzę
między zderzakami, ignorując podążające za mną wzburzone spojrzenia. Mercedesy,
BMW, Audi – ludziom w mojej dzielnicy nie brakuje pieniędzy. Dobrze jest
pobiegać. Moje mieszkanie znajduje się milę dalej od plaży. Żeby tam się dostać
trzeba przekroczyć dwa kanały wodne. Zerkam na jachty, omijając parę wózków
spacerowych i myślę o mojej łodzi. Trochę minęło odkąd nad nią pracowałem. Może
tego potrzebowałem, dnia z łodzią. Gdy docieram do wody skręcam mocno w lewo i
biegnę wzdłuż brzegu. Tutaj radzę sobie z moim gniewem.
Biegnę
dopóki już nie mogę. Potem siadam na piasku, oddychając ciężko. Muszę się
ogarnąć. Jeżeli dalej będę brodzić w tym kanale uczuć, to mogę nigdy z niego
nie wyjść. Wyciągając z kieszeni telefon wybieram numer domowy. Moja matka
odbiera zadyszana, jakby była na jej orbitreku. Przechodzimy przez subtelności.
Bez względu na sytuację, bez względu na to jak rozpaczliwy mógłby być mój głos,
moja matka uprzejmie zapyta jak się mam i poda mi krótką aktualizację o jej
różach. Czekam, aż skończy, a potem mówię bardziej zduszonym głosem niż
zamierzałem. – Zamierzam przyjąć pracę w Londynie.
Zanim
odpowiada następuje chwila zszokowanego milczenia. Jej głos jest nazbyt
szczęśliwy. – Caleb, to właściwa rzecz. Dzięki Bogu, że znowu pojawiła się
propozycja. Odrzuciłeś ją ostatnim razem dla tamtej dziewczyny – jaki błąd to…
Przerywam
jej, mówiąc, że zadzwonię do niej jutro po rozmowie z biurem w Londynie.
Ostatni raz patrzę na ocean przed powrotem do domu. Jutro lecę do Londynu.
Ale nie
poleciałem.
Budzę się
przez walenie. Najpierw myślę, że to remont w moim budynku. 760 reorganizują
ich kuchnię. Chowam głowę pod poduszką. Ani trochę nie tłumi dźwięku.
Przeklinając, odrzucam ją na bok. Walenie rozbrzmiewa bliżej domu. Przewracam
się na plecy i słucham. Pokój przekrzywia się na swojej osi. Za dużo szkockiej –
znowu. Walenie dochodzi z moich drzwi wejściowych. Zsuwam nogi z łóżka i
zakładam parę szarych spodni od pidżamy, które znajduję na podłodze. Przechodzę
przez salon, odsuwając na bok buty i kawałki ubrań, które nazbierały się od
tygodni. Otwieram drzwi i wszystko zamiera. Oddech… bicie serca… myśli.
Żadne z nas
nic nie mówi, kiedy przyglądamy się sobie. Potem przepycha się obok mnie i
zaczyna chodzić po moim salonie, jakby pojawienie się tutaj było najbardziej
naturalną rzeczą na świecie. Nadal stoję przy otwartych drzwiach, przyglądając
się jej ze skonsternowaniem, gdy zwraca na mnie baterie jej oczu. Minutę
zajmuje mi odezwanie się, zdanie sobie sprawy, że to naprawdę się działo.
Słyszę jak ktoś używa wiertarki w mieszkaniu na górze. Dostrzegam ptaka
przecinającego niebo, tuż przy moim oknie, ale mówię sobie, że moje zmysły
okłamują mnie, co do niej. Nie może tutaj być po tych wszystkich latach.
- Co ty
tutaj robisz, Księżno?
Przyglądam
się jej; pochłaniam ją. Wygląda maniakalnie, jej włosy splecione w warkocza
spływają po jej plecach, ale niektóre ich pasemka okalają jej twarz. Jej oczy
obramowane są proszkiem antymonowym, pełne emocji. Nigdy nie widziałem u niej takiego
makijażu. Rozkłada szeroko ramiona; to jest gniewny gest. Przygotowuję się na
sznurek wykrzykników, który zazwyczaj nadchodzi z jej złością.
- Co? Już
się nie myjesz?
Nie tego
oczekiwałem. Zamykam nogą drzwi i przejeżdżam ręką po karku. Nie goliłem się od
trzech dni i mam na sobie tylko spodnie od pidżamy. Mój dom wygląda jak pokój w
akademiku.
Podchodzę
ostrożnie do kanapy, jakby to nie był mój własny salon i siadam niewygodnie.
Obserwuję jej chód.
Nagle się
zatrzymuje. – Puściłam go na wolność. Dałam mu wrócić na ulicę. On jest
pieprzonym psycholem! – Uderza pięścią w otwartą dłoń przy ostatnim zdaniu. Jej
stopa dotyka pustej butelki szkockiej, która toczy się po drewnianej podłodze.
Oboje podążamy za nią spojrzeniem, dopóki nie znika pod stołem.
- Co się z
tobą dzieje, do cholery? – pyta, rozglądając się.
Odchylam się
i splatam ręce na karku. Śledzę jej wzrok, który ogarnia katastrofę, którą jest
moje mieszkanie.
- Powinnaś
była o tym pomyśleć zanim wzięłaś tę sprawę.
Wygląda na
gotową, żeby mnie uderzyć. Przenosi wzrok na moje włosy, zjeżdża na moją brodę,
zatrzymuje się chwilę na moim torsie i wraca do mojej twarzy. Niespodziewanie
wygląda jakby otrzeźwiała. Dostrzegam to w jej oczach, świadomość, że tutaj
przyszła, a nie powinna. Oboje wykonujemy ruch w tym samym czasie. Ona rzuca
się do drzwi; ja blokuję jej drogę.
Utrzymuje
swój dystans, przygryzając zębami dolną wargę, pomalowane oczy wyglądają na
mniej pewne.
- Twój ruch
– mówię.
Widzę
drgnięcie jej gardła, kiedy przełyka swoje myśli, przełyka nasze dziesięć lat.
- W
porządku… w porządku! – mówi w końcu. Obchodzi kanapę i siada na leżance.
Zaczęliśmy naszą zwykłą grę w kota i myszkę. Pasuje mi to.
Siadam na
dwuosobowej kanapie i patrzę na nią oczekująco. Używa kciuka do obracania jej
obrączki. Gdy zauważa, że patrzę – przestaje. Prawie się śmieję, kiedy podnosi
nogę na leżankę i kładzie się jakby tutaj należała.
- Masz
colę?
Wstaję i przynoszę
jej butelkę z lodówki. Nie piję coli, ale zawsze mam ją w lodówce. Może jest
dla niej. Sam nie wiem. Odkręca nakrętkę, przyciskając butelkę do ust i wypija
ją duszkiem. Uwielbia palenie.
Gdy kończy,
ociera usta tyłem dłoni i patrzy na mnie jakbym był wężem. Ona jest wężem.
-
Powinniśmy spróbować być przyjaciółmi?
Rozkładam
ręce i przechylam głowę, jakbym nie wiedział o czym mówi. Wiem. Nie możemy
trzymać się od siebie z daleka, więc jaka jest alternatywa? Dostaje czkawki od
coli.
- Wiesz,
nigdy nie spotkałam kogoś, kto potrafi powiedzieć tyle co ty bez wypowiedzenia
choć jednego słowa – mówi gniewnie.
Uśmiecham
się szeroko. Zazwyczaj gdy pozwalałem jej mówić i jej nie przerywałem, to
mówiła mi więcej niż zamierzała.
-
Nienawidzę się. Równie dobrze mogłabym być tą osobą, która wypuściła na wolność
Casey’a pieprzonego Anthony’ego.
- Gdzie
jest Noah?
- W
Niemczech.
Unoszę
brwi. – Nie było go w kraju na werdykt?
- Zamknij
się. Nie wiedzieliśmy jak długo zajmą im obrady.
- Powinnaś
świętować. – Odchylam się i kładę ramiona na oparciu kanapy.
Zaczyna
płakać ze stoicką miną, łzy wypływają z niej jak z odkręconego kranu.
Zostaję
tam, gdzie jestem. Chcę ją pocieszyć, ale kiedy jej dotknę, to trudno będzie
przestać.
- Pamiętasz
ten moment w college’u, kiedy zaczęłaś płakać, bo myślałaś, że oblejesz tamten
test, a profesor myślał, że masz atak?
Wybucha
śmiechem. Odprężam się.
- Wykonałaś
swoją robotę, Księżno – mówię cicho. – Dobrze ją wykonałaś.
Kiwa głową
i podnosi się. Nasz czas dobiegł końca.
- Caleb… ja…
Kręcę
głową. Nie chcę, żeby przepraszała za przyjście ani nie mówiła, że to już nigdy
więcej się nie stanie.
Odprowadzam
ją do drzwi.
- Czy
powinnam powiedzieć, że jest mi przykro za to, co stało się z Leah? – Spogląda na
mnie spod rzęs. Jej łzy zrobiły grudki z jej tuszu do rzęs. Na innej kobiecie wyglądałoby
to niechlujnie, na Olivii wygląda to jak seks.
- Nie
uwierzyłbym ci, gdybyś to zrobiła.
Uśmiecha
się; zaczyna się to w jej oczach i powoli rozprzestrzenia się na jej wargach.
- Przyjdź
do nas na kolację. Noah zawsze chciał cię poznać. – Musi widzieć na mojej
twarzy sceptycyzm, bo się śmieje. – On jest świetny. Naprawdę. Przyprowadź
randkę?
Przesuwam
ręką po twarzy, kręcąc głową. – Kolacja z twoim mężem nie jest na mojej liście
rzeczy do zrobienia przed śmiercią.
- Nie było
na niej także bronienie twojej byłej żony w procesie.
Krzywię
się. – Au.
- Do
zobaczenia w następny wtorek o dziewiętnastej? – Puszcza mi oko i praktycznie
wybiega z mojego mieszkania.
Nie zgadzam
się, ale ona wie, że tam będę.
Cholera.
Mam przechlapane.