2.4.14

Dirty Red - rozdział 36

Teraźniejszość

Posłałam Sama z Estellą na górę i czekam na Caleba.
Pstryk
Pstryk
Pstryk
Dzisiaj musi wszystko pójść po mojej myśli. Puka do drzwi zamiast użyć klucza. To zły znak. Gdy otwieram drzwi jego twarz jest ponura. Nie patrzy na mnie.
- Cześć, Caleb – odzywam się.
Czeka, aż zaproszę go do środka i idzie na górę, zobaczyć Estellę. Idę za nim do pokoju dziecięcego. Sam kiwa mu głową na powitanie i Caleb bierze od niego dziecko. Ona uśmiecha się, jak tylko go widzi i potrząsa piąstkami. Czuję się trochę zazdrosna, że on tak łatwo sprawia, że się uśmiecha.
Caleb całuje oba jej policzki, a potem miejsce pod jej brodą, co doprowadza ją do chichotów. Powtarza to w kółko, aż śmieje się ona tak mocno, że uśmiechamy się oboje z Samem.
- Powinniśmy porozmawiać – mówię, stojąc w progu. Czuję się jak odrzutek, kiedy on jest w pokoju z Estellą.
Kiwa głową, nie patrząc na mnie, raz jeszcze doprowadza ją do śmiechu całusami i oddaje ją Samowi. Od razu zaczyna płakać.
Słyszę słowo Sama „Zdrajca” jak opuszczamy pokój i kierujemy się na dół. Caleb patrzy przez ramię, jakby kusiło go, żeby tam wrócić.
- Możesz zobaczyć ją potem… - mówię.
Postawiłam czajnik zanim tu przyjechał; właśnie zaczyna gwizdać, kiedy wchodzimy do kuchni. Robię mu herbatę, podczas gdy siedzi na taborecie z dłońmi złożonymi przy ustach. Nie umyka mi fakt, że jego noga podskakuje. Maczam torebkę herbaty w filiżance gorącej wody i unikam jego oczu. Zanoszę torebkę herbaty do śmietnika, kiedy pyta…
- Widziałaś się z Olivią?
Moja dłoń zamiera, herbata kapie na kafelki i na moje spodnie.
- Tak.
Teraz wiem dlaczego jego noga podskakuje.
- Zmusiłeś mnie do tego. – Naciskam dźwignię, która otwiera śmietnik i wrzucam do niego herbatę. Wyczuwam na sobie jego spojrzenie.
Przekrzywia głowę. – Naprawdę w to wierzysz, co?
Nie wiem o czym on mówi. Dotykam paznokcia kciuka.
- Zadzwoniła do ciebie? – Ta donosicielska suka, myślę gorzko. A potem w niemal panice – Co jeszcze mu powiedziała?
- Nie miałaś prawa, Leah.
- Miałam każde prawo. Kupiłeś jej dom!
- To było przed tobą – odpowiada spokojnie.
- I nigdy nie pomyślałeś, żeby mi powiedzieć? Naprawdę? Jestem twoją żoną! Ona wróciła, kiedy miałeś amnezję i okłamała cię! Nie mogłeś mi powiedzieć, że kupiłeś tej kobiecie dom?
Odwraca wzrok.
- To jest bardziej skomplikowane – mówi. – Robiłem z nią plany.
Skomplikowane? Skomplikowane to zbyt dobre słowo dla Olivii. Również definitywnie nie chcę wiedzieć o planach, jakie z nią robił. On musi zobaczyć prawdę. Muszę sprawić, żeby zobaczył prawdę.
- Sama się dowiedziałam, Caleb. O tym jak cię okłamała, gdy miałeś amnezję.
Patrzy na mnie z uniesioną brwią. Może jeśli powiem mu prawdę, to nareszcie zobaczy jaka jestem lojalna, jak bardzo go kocham. – Zapłaciłam jej, żeby opuściła miasto. Czy powiedziała ci o tym podczas rozprawy? Była chętna sprzedać cię za kilkaset dolców.
Raz oglądałam w telewizji naturalne przerwanie tamy. Pamiętam oglądanie malowniczego obrazu rzeki otoczonej drzewami. Niespodziewanie drzewa zniknęły – wessane przez upadek brzegu rzeki. Fala rozgniewanej wody pędziła zza zakrętu, ścinając wszystko na swojej drodze. To było nagłe i gwałtowne.
Widzę przerwanie tamy w oczach Caleba.
Ludzkie oczy są językiem migowym mózgu. Jeżeli ostrożnie im się przyglądasz możesz zobaczyć odegraną prawdę, surową i niestrzeżoną. Kiedy jesteś nieślubnym dzieckiem prostytutki i musisz wiedzieć co myślą twoi adopcyjni rodzice, uczysz się jak odczytywać oczy. Widzisz kłamstwo popychające prawdę, zranienie zmiecione do wgłębienia czaszki, szczęście jako szerokie światło luminescencyjne. Widzisz druzgocącą się duszę pod okropną stratą. W oczach Caleba widzę pozostałości bólu; bólu, na którym rośnie pleśń. Bólu tak głębokiego, że krew, łzy i żal nie mogą nawet mu dorównać.
Co ona ma takiego, czego nie mam ja? Jest właścicielką aktu prawnego tego domu i jego bólu. Jestem tak bardzo zazdrosna o jego ból, że odrzucam głowę do tyłu i otwieram usta, żeby wrzasnąć ze wściekłości. On mnie nie usłyszy. Bez względu na to jak głośno wykrzyczę jego imię, on mnie nie usłyszy. On słyszy tylko ją.
- Nie zrobiłaby tego – mówi.
- Zrobiła. Ona jest oszustką. Nie jest tym, kim myślisz.
- To ty zrobiłaś to w jej mieszkaniu – mówi. Jego oczy są szeroko otwarte, zaczerwienione.
Odwracam wzrok zawstydzona. Ale nie, nie jestem zawstydzona. Walczyłam o to, czego pragnęłam.
- Dlaczego ona, Caleb?
Patrzy na mnie beznamiętnie. Nie oczekuję od niego odpowiedzi. Kiedy jego głos przerywa napiętą atmosferę między nami, przestaję oddychać, żeby go usłyszeć.
- Nie wybrałem jej – załamuje mu się głos. – Miłość jest niedorzeczna. Wpadasz w nią jak do studzienki kanalizacyjnej. Potem już tylko tam tkwisz. Więcej umierasz w miłości niż żyjesz w miłości.
Nie chcę słuchać jego poetyckich analogii. Chcę wiedzieć czemu ją kocha. Dotykam palcami kolczyków w kształcie złotych obręczy, które noszę. Kupiłam je po spotkaniu się z nią w knajpie. Na mnie nie mają tego samego efektu. Gdzie jej dodawały egzotycznego wyglądu, to ja wyglądam jakbym bawiła się w przebieranki. Ściągam je z uszu i odrzucam od siebie.
Ale mogę być tym, czego on potrzebuje. Po prostu musi dać mi szansę, żebym to udowodniła.
- Musisz wrócić do domu.
Opuszcza głowę. Chcę krzyknąć – SPÓJRZ NA MNIE!
Kiedy to robi, jego oczy są surowe.
- Złożyłem papiery, Leah. To koniec.
Papiery?
Wymawiam te słowo. Wychodzi szeptem z moich ust – parzy je. – Papiery?
Moje małżeństwo jest warte więcej niż coś tak cienkiego i niematerialnego jak papiery. Nie można zakończyć czegoś tak plugawym słowem. Caleb jest mężczyzną przyzwyczajonym do stawiania na swoim. Nie teraz. Będę z nim w tym walczyć.
- Możemy iść na doradztwo. Dla Estelli.
Caleb kręci głową. – Potrzebujesz kogoś, kto będzie w stanie kochać cię tak jak na to zasługujesz. Przepraszam… - Zaciska szczękę, patrzy na mnie prawie błagająco, jakby potrzebował, żebym zrozumiała. – Nie mogę ci tego dać. Boże, chciałbym móc, Leah. Próbowałem.
Myślę o tym, naprawdę. Myślę o tym, jak przyłapałam go na patrzeniu na Olivię jakby była jedyną pieprzoną rzeczą, która miała znaczenie na całej pieprzonej planecie i o tym jak trzymał jej lody/palec w zamrażarce przez dwa lata. Jaka to była miłość? Obsesyjna? Co ona zrobiła, że podłączyła jego mózg do jej oprogramowania? Brakuje mi tchu, kiedy kończę myśleć o tych rzeczach, więc odwracam się do drzwi odbiegających od kuchni i je otwieram. Powietrze na zewnątrz jest gęste i nieruchome. Jest jak galaretka, a ja czuję się jakby każda kość w moim ciele się łamała. Przemierzam ganek i w ciągu paru sekund czuję jak bluzka przykleja się do moich pleców. Kątem oka widzę, że Caleb wyszedł za mną na zewnątrz. Trzyma ręce w kieszeniach i przygryza dolną wargę.
Grzebię w mojej torbie podstępów. Spoglądam na jego twarz: twardą, zdeterminowaną, przepraszającą. Nie chcę jego przeprosin. Chcę tego, co ma Olivia. Chcę być dla niego wystarczająca.
Szczerość jest lepka i nienawidzę tego. Zawsze ma konsekwencje, które spieprzają ci życie… Boże, wolałabym po prostu brodzić wokół prawdy i znaleźć kłamstwo, z którym mogłabym żyć. Nazywam to kompromisem. Świadomość, że mój mąż kocha kogoś innego i życie z tym… to jest prawda, której nie patrzysz w oczy, a teraz on mnie do tego zmusza.
Zatrzymuję się przed nim, trzymając ręce na biodrach.
- Nie podpiszę papierów. Będę z tobą walczyć.
Chcę go spoliczkować, kiedy mruży oczy i potrząsa głową.
- Dlaczego chcesz tego dla siebie, Leah?
Chcę dla siebie rodziny, którą stworzyłam poprzez krew, pot i trud. Chcę, żeby to wszystko miało jakieś znaczenie. Wygrałam, bezdyskusyjnie. Suka miała go w swojej pięści i odebrałam go jej. Dlaczego moja pieprzona nagroda próbuje się ze mną rozwieść? Zbieram się w sobie, zbieram wszystkie rozdarte wściekłe kawałki i związuję je razem, żebym mogła przejąć kontrolę. Bezwzględność nie działa z Calebem. Trzeba go przekonywać. On ma tęgi brytyjski honor i amerykańską praktyczność.
- Chcę tego, co przyrzekłeś mi dać! Powiedziałeś, że nigdy mnie nie zranisz! Powiedziałeś, że będzie mnie kochał na dobre i na złe!
- Tak. Nie wiedziałem… - Zakrywa twarz rękami. Nie jestem pewna czy chcę, żeby mówił dalej. Jego akcent, jego przeklęty akcent.
- Czego nie wiedziałeś, Caleb? Że nie przeszła ci twoja pierwsza miłość?
Unosi głowę. Przykułam jego uwagę.
- Znalazłam pierścionek. Po twoim wypadku. Dlaczego kupiłeś mi pierścionek, jeśli nadal ją kochałeś?
Jego twarz jest blada. Mówię dalej.
- To nie jest prawdziwe. Te uczucia, które masz są do kogoś i czegoś, co już nie istnieje. Ja jestem prawdziwa. Estella jest prawdziwa. Bądź z nami.
Nadal nic nie mówi.
Przez minutę szlocham. Skąd mu przyszło do głowy, że zna odpowiedź na szczęście? Myślałam, że ja miałam odpowiedź i spójrzcie gdzie mnie to doprowadziło. Caleb powiedział mi kiedyś, że miłość była pragnieniem, a pragnienie było pustką. Przypominam mu to. Wygląda na zszokowanego, jakby nie potrafił uwierzyć, że byłam zdolna do zrozumienia tych słów. Może za długo udawałam dla niego głupią.
- To nie takie proste, Leah.
- Zrobisz co w twojej mocy z tym co masz. Nie możesz nas zostawić. Jesteśmy twoją prawdą. – Walę pięścią w dłoń.
Przeklina, splatając palce na karku i spoglądając w niebo. Nie czuję się źle za wykorzystanie karty poczucia winy. Karta poczucia winy jest solidna. Zawsze się opłaca. Gdy przenosi na mnie spojrzenie, nie ma skruszonej miny, na jaką miałam nadzieję.
- Oboje nie wiemy jak grać w szczerość. – Wydmuchuje powietrze przez nos.
Pozwoliłabym temu komentarzowi odpłynąć, ale wyczuwam ukryte znaczenie za jego słowami i jestem zmuszona do grzebania.
- O czym mówisz?
Caleb skupia oczy na mojej twarzy. Wiercę się. – Dlaczego zrobiłaś te rzeczy? Szantażowałaś Olivię… zniszczyłaś jej mieszkanie?
Nie waham się. – Bo cię kocham.
Kiwa głową, wydając się to zaakceptować. Czuję nadzieję. Może zobaczy, że zrobiłam to w walce o miłość.
- Ty i ja tak bardzo się nie różnimy. – Rysuje coś czubkiem buta na kafelkach i uśmiecha się jakby przełknął kęs grejpfruta. Jego oczy są wyraźne i szerokie, kiedy na mnie patrzy: syropem klonowym bez słodkości.
- Leah… - wzdycha i zaciska powieki. Przygotowuję się na to co zamierza powiedzieć, ale nic nie może przygotować mnie na to, co wychodzi z jego ust.
- Tamten pierścionek był jej, Leah.
Czuję przepływający przeze mnie wstrząs, jakby to była tak fizyczna rzecz jak krew. Pędzi, ciągnie, rozrywa. Potem wymawia słowa, które zmieniają wszystko.
- Udawałem amnezję.
Słyszę każde słowo osobno. Muszę mentalnie łapać się każdego i złączać je w zdanie, żebym mogła zrozumieć. Ale nie rozumiem. Dlaczego to zrobił?
- Dlaczego? Twoja rodzina… ja… dlaczego nam to zrobiłeś?
- Olivia – mówi tylko.
Tylko tyle musi powiedzieć, żebym złączyła wszystkie kawałki układanki. Postanawiam, że nienawidzę koloru syropu klonowego. Wolałabym zakrztusić się i umrzeć na kęsie suchych naleśników niż kiedykolwiek jeszcze zjeść syrop klonowy.
- Pieprz się – mówię. Potem mówię to znowu. I znowu. I znowu. Mówię to dopóki nie siedzę w pozycji embrionalnej na ziemi i myślę tylko o tym, żeby wyrzucić każdą butelkę pieprzonego syropu klonowego z lodówki i mojego życia.
Kręci mi się w głowie. Nigdy nie czułam czegoś tak bolesnego. Moje serce rzuca się i kurczy. Wydaje się ciężkie, a potem jakby w ogóle go tam nie było – jakby Caleb wsadził rękę w moje żebra i ściskał je, dopóki te nie wybuchło. Czuję się jakby na mojej klatce piersiowej siedział tysiąctonowy słoń. Z trudem próbuję złapać się mojego zapasu, ale czuję, że zostaje mi wyrywany. Rozwija się coś wewnątrz mnie. Z niezgrabnym drgnięciem głowy przeszywam go wzrokiem z całą nienawiścią, jaką czuję.
Stoi do mnie plecami, dopóki nie przestaję płakać, a kiedy się podnoszę, odwraca się do mnie.
- Wiem, że jedyne przepraszam byłoby obrazą. Bardziej niż przepraszam za to, co zrobiłem. Poślubiłem cię, gdy cały czas należałem do kogoś innego. Wszystkich okłamywałem. Już sam siebie nie rozpoznaję.
Jestem emocjonalnie pijana. Nie wiem czy zmusić go do patrzenia jak rozcinam sobie nadgarstki czy rozciąć jego i położyć kres mojemu nieszczęściu. Moja twarz stała się bagnem łez, tuszu do rzęs i smarków z nosa. Chcę go zranić.
- Myślisz, że możesz nas zostawić i być szczęśliwy? Jej nie ma, Caleb – mówię z pogardą. – Zamężna… szczęśliwa… - Widzę jak się wzdryga i moja furia wspina się jeszcze wyżej.
Oblizuję usta i smakuję wino. Wypiłam go za dużo i mój język jest gotowy zakręcić się wokół każdego brudnego sekretu, jaki posiadam i wypluć je na niego, jeden za drugim, aż będzie dusił się od ich niewiarygodnej wagi. Chcę odebrać mu oddech, zmiażdżyć jego tchawicę, a z tego co wiem, to z pewnością mogę to zrobić.
Od czego zacząć? Zastanawiam się nad powiedzeniem mu o tym, że poznałam Noah i jest on pieprzenie seksownym Ghandim – że rozumiem dlaczego Olivia potrafiła ruszyć dalej ze swoim życiem.
Kręcę głową, łzy pieką jakbym miała w oczach sok cytrynowy. Muszę wiedzieć wszystko. Co robił przez te tygodnie, kiedy myślałam, że ona go wykorzystywała.
- Spałeś z nią – podczas twojej udawanej pieprzonej amnezji?
Następuje niewygodnie długa cisza, co uważam za wystarczającą odpowiedź.
- Tak. – Jego głos nagle staje się ochrypły.
- Czy kiedykolwiek byłeś we mnie zakochany?
Pochyla głowę, myśląc.
- Kocham cię – odpowiada – ale nie we właściwy sposób.
Zamiera we mnie serce, kiedy to do mnie dociera. Kocha mnie – nigdy nie był we mnie zakochany.
- Nie kochasz mnie tak jak kochasz Olivię.
Wzdryga się, jakbym go uderzyła. Przez chwilę znikają jego mury i widzę na jego twarzy tyle bólu, że jestem zaskoczona. Szybko to zakrywa.
Wygląda jakby było mu przykro, naprawdę – albo to może tylko mój wzrok, który jest zamazany od łez. Znowu opadam na podłogę i przyciągam kolana do klatki piersiowej.
Słyszę jak siada obok mnie. Przez długi czas żadne z nas nic nie mówi. W myślach powtarzam rok, który spędził udając amnezję, przypominam sobie rozmowy i wizyty u lekarza. Nie potrafię znaleźć ani jednego pęknięcia w jego historii. Przeglądam wspomnienia, próbując znaleźć przynajmniej chwilę w tamtym roku, gdzie wyczułam, że był nieszczery, ale nie ma żadnej. Czuję się tak głupio. Tak bardzo wykorzystana. Jak mogłam być tak zakochana w mężczyźnie, który tak chętnie mnie oszukiwał? Czuję się jak śmieć, jednorazowy i niechciany. Wiem, że jestem bałaganem; moje łzy złapały pasemka moich włosów i przykleiły je do mojej twarzy – twarzy, która zawsze pokrywa się plamami i czerwienieje, gdy płaczę. Nigdy nie pozwoliłam mu się zobaczyć w takim stanie, nawet kiedy umarł mój ojciec.
Jest tyle pytań, tyle rzeczy, które potrzebuję wiedzieć, ale mój język z uporem zostaje przyklejony do mojego podniebienia. Caleb próbował odzyskać Olivię. Nie raz, ale dwa razy – pierwszy raz, kiedy udawał amnezję, a drugi raz, gdy zatrudnił ją jako moją prawniczkę. Jeżeli tak bardzo jej chciał, to dlaczego nie zostawił mnie, gdy miał szansę? Nie w jego naturze było ociąganie się.
Trzęsę się na jego szczerość. Kłująca prawda tego jak naciskałam na niego, żeby mi się oświadczył po tym jak wykurzyłam Olivię z miasta, odbija się echem w mojej głowie. Nie. To nie jest moja wina. Nie musiał brać ze mną ślubu. Mogłam grać dziko, żeby go zatrzymać, ale myślałam, że mnie kochał, że chciał spędzić ze mną życie. Nigdy nie pokazał mi inaczej. Potem uświadamiam sobie coś innego: Caleb nie jest tak dobry, jak zawsze myślałam. Jego uczciwość, szczerość, czysty i bezinteresowny sposób w jakim opiekuje się ludźmi, których kocha… wszystko to wyparowuje w świetle tego nowego, kłamliwego Caleba. Mój Boże – robił wszystko co w jego mocy, żeby do niej dotrzeć, a ja robiłam wszystko co w mojej mocy, żeby trzymać ją z daleka.
Czy zawsze wiedziałam w podświadomości, że jestem drugim wyborem? Wiele ludzi ma pierwsze miłości, których tak naprawdę nigdy nie zapominają, ale jak miałam zdać sobie sprawę ze stopnia jego obsesji na punkcie Olivii? Jaką jestem kobietą, jeśli świadomie poślubiłam mężczyznę, który mnie nie kochał? On jest złodziejem. Ukradł moje życie; ukradł jej życie. Niech to szlag, dlaczego w ogóle myślę o jej życiu?
Moją pierwszą wyraźną myślą jest to, że chcę aby za to wszystko zapłacił. Mam irracjonalną myśl, gdzie wyobrażam sobie związanie Olivii i wrzucenie jej do Everglades, żeby pożarły ją aligatory. Oczywiście, że nigdy bym tego nie zrobiła – zatrudniłabym do tego kogoś. Przeglądam wszystkie inne emocjonalne bomby, które mogę na niego rzucić. Powiedziałam tak wiele kłamstw, że mam cały bufet, z którego mogę wybierać. Wyciągam najgorsze i pocieram brodę o bark. To go zrani, prawdopodobnie bardziej niż cokolwiek, co mogłabym zrobić albo powiedzieć o Olivii. Gotowi… do startu…

- Estella nie jest twoja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz