Teraźniejszość
Posłałam
Sama z Estellą na górę i czekam na Caleba.
Pstryk
Pstryk
Pstryk
Dzisiaj
musi wszystko pójść po mojej myśli. Puka do drzwi zamiast użyć klucza. To zły
znak. Gdy otwieram drzwi jego twarz jest ponura. Nie patrzy na mnie.
- Cześć,
Caleb – odzywam się.
Czeka, aż
zaproszę go do środka i idzie na górę, zobaczyć Estellę. Idę za nim do pokoju
dziecięcego. Sam kiwa mu głową na powitanie i Caleb bierze od niego dziecko.
Ona uśmiecha się, jak tylko go widzi i potrząsa piąstkami. Czuję się trochę
zazdrosna, że on tak łatwo sprawia, że się uśmiecha.
Caleb
całuje oba jej policzki, a potem miejsce pod jej brodą, co doprowadza ją do
chichotów. Powtarza to w kółko, aż śmieje się ona tak mocno, że uśmiechamy się
oboje z Samem.
-
Powinniśmy porozmawiać – mówię, stojąc w progu. Czuję się jak odrzutek, kiedy
on jest w pokoju z Estellą.
Kiwa głową,
nie patrząc na mnie, raz jeszcze doprowadza ją do śmiechu całusami i oddaje ją
Samowi. Od razu zaczyna płakać.
Słyszę
słowo Sama „Zdrajca” jak opuszczamy pokój i kierujemy się na dół. Caleb patrzy
przez ramię, jakby kusiło go, żeby tam wrócić.
- Możesz
zobaczyć ją potem… - mówię.
Postawiłam
czajnik zanim tu przyjechał; właśnie zaczyna gwizdać, kiedy wchodzimy do
kuchni. Robię mu herbatę, podczas gdy siedzi na taborecie z dłońmi złożonymi
przy ustach. Nie umyka mi fakt, że jego noga podskakuje. Maczam torebkę herbaty
w filiżance gorącej wody i unikam jego oczu. Zanoszę torebkę herbaty do
śmietnika, kiedy pyta…
- Widziałaś
się z Olivią?
Moja dłoń
zamiera, herbata kapie na kafelki i na moje spodnie.
- Tak.
Teraz wiem
dlaczego jego noga podskakuje.
- Zmusiłeś
mnie do tego. – Naciskam dźwignię, która otwiera śmietnik i wrzucam do niego
herbatę. Wyczuwam na sobie jego spojrzenie.
Przekrzywia
głowę. – Naprawdę w to wierzysz, co?
Nie wiem o
czym on mówi. Dotykam paznokcia kciuka.
- Zadzwoniła
do ciebie? – Ta donosicielska suka, myślę
gorzko. A potem w niemal panice – Co jeszcze
mu powiedziała?
- Nie
miałaś prawa, Leah.
- Miałam
każde prawo. Kupiłeś jej dom!
- To było
przed tobą – odpowiada spokojnie.
- I nigdy
nie pomyślałeś, żeby mi powiedzieć? Naprawdę? Jestem twoją żoną! Ona wróciła,
kiedy miałeś amnezję i okłamała cię! Nie mogłeś mi powiedzieć, że kupiłeś tej
kobiecie dom?
Odwraca
wzrok.
- To jest
bardziej skomplikowane – mówi. – Robiłem z nią plany.
Skomplikowane?
Skomplikowane to zbyt dobre słowo dla Olivii. Również definitywnie nie chcę wiedzieć
o planach, jakie z nią robił. On musi zobaczyć prawdę. Muszę sprawić, żeby
zobaczył prawdę.
- Sama się
dowiedziałam, Caleb. O tym jak cię okłamała, gdy miałeś amnezję.
Patrzy na
mnie z uniesioną brwią. Może jeśli powiem mu prawdę, to nareszcie zobaczy jaka
jestem lojalna, jak bardzo go kocham. – Zapłaciłam jej, żeby opuściła miasto. Czy
powiedziała ci o tym podczas rozprawy? Była chętna sprzedać cię za kilkaset
dolców.
Raz
oglądałam w telewizji naturalne przerwanie tamy. Pamiętam oglądanie
malowniczego obrazu rzeki otoczonej drzewami. Niespodziewanie drzewa zniknęły –
wessane przez upadek brzegu rzeki. Fala rozgniewanej wody pędziła zza zakrętu,
ścinając wszystko na swojej drodze. To było nagłe i gwałtowne.
Widzę
przerwanie tamy w oczach Caleba.
Ludzkie oczy
są językiem migowym mózgu. Jeżeli ostrożnie im się przyglądasz możesz zobaczyć odegraną
prawdę, surową i niestrzeżoną. Kiedy jesteś nieślubnym dzieckiem prostytutki i
musisz wiedzieć co myślą twoi adopcyjni rodzice, uczysz się jak odczytywać
oczy. Widzisz kłamstwo popychające prawdę, zranienie zmiecione do wgłębienia
czaszki, szczęście jako szerokie światło luminescencyjne. Widzisz druzgocącą
się duszę pod okropną stratą. W oczach Caleba widzę pozostałości bólu; bólu, na
którym rośnie pleśń. Bólu tak głębokiego, że krew, łzy i żal nie mogą nawet mu
dorównać.
Co ona ma
takiego, czego nie mam ja? Jest właścicielką aktu prawnego tego domu i jego
bólu. Jestem tak bardzo zazdrosna o jego ból, że odrzucam głowę do tyłu i
otwieram usta, żeby wrzasnąć ze wściekłości. On mnie nie usłyszy. Bez względu
na to jak głośno wykrzyczę jego imię, on mnie nie usłyszy. On słyszy tylko ją.
- Nie
zrobiłaby tego – mówi.
- Zrobiła. Ona
jest oszustką. Nie jest tym, kim myślisz.
- To ty
zrobiłaś to w jej mieszkaniu – mówi. Jego oczy są szeroko otwarte, zaczerwienione.
Odwracam
wzrok zawstydzona. Ale nie, nie jestem zawstydzona. Walczyłam o to, czego
pragnęłam.
- Dlaczego
ona, Caleb?
Patrzy na
mnie beznamiętnie. Nie oczekuję od niego odpowiedzi. Kiedy jego głos przerywa
napiętą atmosferę między nami, przestaję oddychać, żeby go usłyszeć.
- Nie
wybrałem jej – załamuje mu się głos. – Miłość jest niedorzeczna. Wpadasz w nią
jak do studzienki kanalizacyjnej. Potem już tylko tam tkwisz. Więcej umierasz w
miłości niż żyjesz w miłości.
Nie chcę
słuchać jego poetyckich analogii. Chcę wiedzieć czemu ją kocha. Dotykam palcami
kolczyków w kształcie złotych obręczy, które noszę. Kupiłam je po spotkaniu się
z nią w knajpie. Na mnie nie mają tego samego efektu. Gdzie jej dodawały egzotycznego
wyglądu, to ja wyglądam jakbym bawiła się w przebieranki. Ściągam je z uszu i
odrzucam od siebie.
Ale mogę
być tym, czego on potrzebuje. Po prostu musi dać mi szansę, żebym to
udowodniła.
- Musisz
wrócić do domu.
Opuszcza
głowę. Chcę krzyknąć – SPÓJRZ NA MNIE!
Kiedy to
robi, jego oczy są surowe.
- Złożyłem
papiery, Leah. To koniec.
Papiery?
Wymawiam te
słowo. Wychodzi szeptem z moich ust – parzy je. – Papiery?
Moje
małżeństwo jest warte więcej niż coś tak cienkiego i niematerialnego jak
papiery. Nie można zakończyć czegoś tak plugawym słowem. Caleb jest mężczyzną
przyzwyczajonym do stawiania na swoim. Nie teraz. Będę z nim w tym walczyć.
- Możemy
iść na doradztwo. Dla Estelli.
Caleb kręci
głową. – Potrzebujesz kogoś, kto będzie w stanie kochać cię tak jak na to
zasługujesz. Przepraszam… - Zaciska szczękę, patrzy na mnie prawie błagająco,
jakby potrzebował, żebym zrozumiała. – Nie mogę ci tego dać. Boże, chciałbym
móc, Leah. Próbowałem.
Myślę o tym,
naprawdę. Myślę o tym, jak przyłapałam go na patrzeniu na Olivię jakby była
jedyną pieprzoną rzeczą, która miała znaczenie na całej pieprzonej planecie i o
tym jak trzymał jej lody/palec w zamrażarce przez dwa lata. Jaka to była
miłość? Obsesyjna? Co ona zrobiła, że podłączyła jego mózg do jej oprogramowania?
Brakuje mi tchu, kiedy kończę myśleć o tych rzeczach, więc odwracam się do
drzwi odbiegających od kuchni i je otwieram. Powietrze na zewnątrz jest gęste i
nieruchome. Jest jak galaretka, a ja czuję się jakby każda kość w moim ciele
się łamała. Przemierzam ganek i w ciągu paru sekund czuję jak bluzka przykleja
się do moich pleców. Kątem oka widzę, że Caleb wyszedł za mną na zewnątrz. Trzyma
ręce w kieszeniach i przygryza dolną wargę.
Grzebię w
mojej torbie podstępów. Spoglądam na jego twarz: twardą, zdeterminowaną, przepraszającą.
Nie chcę jego przeprosin. Chcę tego, co ma Olivia. Chcę być dla niego
wystarczająca.
Szczerość
jest lepka i nienawidzę tego. Zawsze ma konsekwencje, które spieprzają ci życie…
Boże, wolałabym po prostu brodzić wokół prawdy i znaleźć kłamstwo, z którym
mogłabym żyć. Nazywam to kompromisem. Świadomość, że mój mąż kocha kogoś innego
i życie z tym… to jest prawda, której nie patrzysz w oczy, a teraz on mnie do
tego zmusza.
Zatrzymuję
się przed nim, trzymając ręce na biodrach.
- Nie
podpiszę papierów. Będę z tobą walczyć.
Chcę go
spoliczkować, kiedy mruży oczy i potrząsa głową.
- Dlaczego chcesz
tego dla siebie, Leah?
Chcę dla
siebie rodziny, którą stworzyłam poprzez krew, pot i trud. Chcę, żeby to
wszystko miało jakieś znaczenie. Wygrałam, bezdyskusyjnie. Suka miała go w
swojej pięści i odebrałam go jej. Dlaczego moja pieprzona nagroda próbuje się
ze mną rozwieść? Zbieram się w sobie, zbieram wszystkie rozdarte wściekłe
kawałki i związuję je razem, żebym mogła przejąć kontrolę. Bezwzględność nie
działa z Calebem. Trzeba go przekonywać. On ma tęgi brytyjski honor i amerykańską
praktyczność.
- Chcę
tego, co przyrzekłeś mi dać! Powiedziałeś, że nigdy mnie nie zranisz! Powiedziałeś,
że będzie mnie kochał na dobre i na złe!
- Tak. Nie
wiedziałem… - Zakrywa twarz rękami. Nie jestem pewna czy chcę, żeby mówił
dalej. Jego akcent, jego przeklęty akcent.
- Czego nie
wiedziałeś, Caleb? Że nie przeszła ci twoja pierwsza miłość?
Unosi
głowę. Przykułam jego uwagę.
- Znalazłam
pierścionek. Po twoim wypadku. Dlaczego kupiłeś mi pierścionek, jeśli nadal ją
kochałeś?
Jego twarz
jest blada. Mówię dalej.
- To nie
jest prawdziwe. Te uczucia, które masz są do kogoś i czegoś, co już nie
istnieje. Ja jestem prawdziwa. Estella jest prawdziwa. Bądź z nami.
Nadal nic
nie mówi.
Przez
minutę szlocham. Skąd mu przyszło do głowy, że zna odpowiedź na szczęście? Myślałam,
że ja miałam odpowiedź i spójrzcie gdzie mnie to doprowadziło. Caleb powiedział
mi kiedyś, że miłość była pragnieniem, a pragnienie było pustką. Przypominam mu
to. Wygląda na zszokowanego, jakby nie potrafił uwierzyć, że byłam zdolna do
zrozumienia tych słów. Może za długo udawałam dla niego głupią.
- To nie
takie proste, Leah.
- Zrobisz
co w twojej mocy z tym co masz. Nie możesz nas zostawić. Jesteśmy twoją prawdą.
– Walę pięścią w dłoń.
Przeklina,
splatając palce na karku i spoglądając w niebo. Nie czuję się źle za
wykorzystanie karty poczucia winy. Karta poczucia winy jest solidna. Zawsze się
opłaca. Gdy przenosi na mnie spojrzenie, nie ma skruszonej miny, na jaką miałam
nadzieję.
- Oboje nie
wiemy jak grać w szczerość. – Wydmuchuje powietrze przez nos.
Pozwoliłabym
temu komentarzowi odpłynąć, ale wyczuwam ukryte znaczenie za jego słowami i
jestem zmuszona do grzebania.
- O czym
mówisz?
Caleb
skupia oczy na mojej twarzy. Wiercę się. – Dlaczego zrobiłaś te rzeczy? Szantażowałaś
Olivię… zniszczyłaś jej mieszkanie?
Nie waham
się. – Bo cię kocham.
Kiwa głową,
wydając się to zaakceptować. Czuję nadzieję. Może zobaczy, że zrobiłam to w
walce o miłość.
- Ty i ja
tak bardzo się nie różnimy. – Rysuje coś czubkiem buta na kafelkach i uśmiecha
się jakby przełknął kęs grejpfruta. Jego oczy są wyraźne i szerokie, kiedy na
mnie patrzy: syropem klonowym bez słodkości.
- Leah… -
wzdycha i zaciska powieki. Przygotowuję się na to co zamierza powiedzieć, ale
nic nie może przygotować mnie na to, co wychodzi z jego ust.
- Tamten
pierścionek był jej, Leah.
Czuję
przepływający przeze mnie wstrząs, jakby to była tak fizyczna rzecz jak krew. Pędzi,
ciągnie, rozrywa. Potem wymawia słowa, które zmieniają wszystko.
- Udawałem amnezję.
Słyszę każde
słowo osobno. Muszę mentalnie łapać się każdego i złączać je w zdanie, żebym
mogła zrozumieć. Ale nie rozumiem. Dlaczego to zrobił?
- Dlaczego?
Twoja rodzina… ja… dlaczego nam to zrobiłeś?
- Olivia –
mówi tylko.
Tylko tyle
musi powiedzieć, żebym złączyła wszystkie kawałki układanki. Postanawiam, że
nienawidzę koloru syropu klonowego. Wolałabym zakrztusić się i umrzeć na kęsie
suchych naleśników niż kiedykolwiek jeszcze zjeść syrop klonowy.
- Pieprz
się – mówię. Potem mówię to znowu. I znowu. I znowu. Mówię to dopóki nie siedzę
w pozycji embrionalnej na ziemi i myślę tylko o tym, żeby wyrzucić każdą
butelkę pieprzonego syropu klonowego z lodówki i mojego życia.
Kręci mi
się w głowie. Nigdy nie czułam czegoś tak bolesnego. Moje serce rzuca się i
kurczy. Wydaje się ciężkie, a potem jakby w ogóle go tam nie było – jakby Caleb
wsadził rękę w moje żebra i ściskał je, dopóki te nie wybuchło. Czuję się jakby
na mojej klatce piersiowej siedział tysiąctonowy słoń. Z trudem próbuję złapać
się mojego zapasu, ale czuję, że zostaje mi wyrywany. Rozwija się coś wewnątrz
mnie. Z niezgrabnym drgnięciem głowy przeszywam go wzrokiem z całą nienawiścią,
jaką czuję.
Stoi do
mnie plecami, dopóki nie przestaję płakać, a kiedy się podnoszę, odwraca się do
mnie.
- Wiem, że jedyne
przepraszam byłoby obrazą. Bardziej
niż przepraszam za to, co zrobiłem. Poślubiłem cię, gdy cały czas należałem do
kogoś innego. Wszystkich okłamywałem. Już sam siebie nie rozpoznaję.
Jestem
emocjonalnie pijana. Nie wiem czy zmusić go do patrzenia jak rozcinam sobie
nadgarstki czy rozciąć jego i położyć kres mojemu nieszczęściu. Moja twarz
stała się bagnem łez, tuszu do rzęs i smarków z nosa. Chcę go zranić.
- Myślisz,
że możesz nas zostawić i być szczęśliwy? Jej nie ma, Caleb – mówię z pogardą. –
Zamężna… szczęśliwa… - Widzę jak się wzdryga i moja furia wspina się jeszcze
wyżej.
Oblizuję
usta i smakuję wino. Wypiłam go za dużo i mój język jest gotowy zakręcić się
wokół każdego brudnego sekretu, jaki posiadam i wypluć je na niego, jeden za
drugim, aż będzie dusił się od ich niewiarygodnej wagi. Chcę odebrać mu oddech,
zmiażdżyć jego tchawicę, a z tego co wiem, to z pewnością mogę to zrobić.
Od czego
zacząć? Zastanawiam się nad powiedzeniem mu o tym, że poznałam Noah i jest on
pieprzenie seksownym Ghandim – że rozumiem dlaczego Olivia potrafiła ruszyć
dalej ze swoim życiem.
Kręcę głową,
łzy pieką jakbym miała w oczach sok cytrynowy. Muszę wiedzieć wszystko. Co
robił przez te tygodnie, kiedy myślałam, że ona go wykorzystywała.
- Spałeś z
nią – podczas twojej udawanej pieprzonej amnezji?
Następuje
niewygodnie długa cisza, co uważam za wystarczającą odpowiedź.
- Tak. –
Jego głos nagle staje się ochrypły.
- Czy
kiedykolwiek byłeś we mnie zakochany?
Pochyla
głowę, myśląc.
- Kocham
cię – odpowiada – ale nie we właściwy sposób.
Zamiera we
mnie serce, kiedy to do mnie dociera. Kocha mnie – nigdy nie był we mnie zakochany.
- Nie
kochasz mnie tak jak kochasz Olivię.
Wzdryga
się, jakbym go uderzyła. Przez chwilę znikają jego mury i widzę na jego twarzy
tyle bólu, że jestem zaskoczona. Szybko to zakrywa.
Wygląda
jakby było mu przykro, naprawdę – albo to może tylko mój wzrok, który jest
zamazany od łez. Znowu opadam na podłogę i przyciągam kolana do klatki
piersiowej.
Słyszę jak
siada obok mnie. Przez długi czas żadne z nas nic nie mówi. W myślach powtarzam
rok, który spędził udając amnezję, przypominam sobie rozmowy i wizyty u lekarza.
Nie potrafię znaleźć ani jednego pęknięcia w jego historii. Przeglądam
wspomnienia, próbując znaleźć przynajmniej chwilę w tamtym roku, gdzie wyczułam,
że był nieszczery, ale nie ma żadnej. Czuję się tak głupio. Tak bardzo
wykorzystana. Jak mogłam być tak zakochana w mężczyźnie, który tak chętnie mnie
oszukiwał? Czuję się jak śmieć, jednorazowy i niechciany. Wiem, że jestem
bałaganem; moje łzy złapały pasemka moich włosów i przykleiły je do mojej
twarzy – twarzy, która zawsze pokrywa się plamami i czerwienieje, gdy płaczę. Nigdy
nie pozwoliłam mu się zobaczyć w takim stanie, nawet kiedy umarł mój ojciec.
Jest tyle
pytań, tyle rzeczy, które potrzebuję wiedzieć, ale mój język z uporem zostaje
przyklejony do mojego podniebienia. Caleb próbował odzyskać Olivię. Nie raz,
ale dwa razy – pierwszy raz, kiedy udawał amnezję, a drugi raz, gdy zatrudnił
ją jako moją prawniczkę. Jeżeli tak bardzo jej chciał, to dlaczego nie zostawił
mnie, gdy miał szansę? Nie w jego naturze było ociąganie się.
Trzęsę się
na jego szczerość. Kłująca prawda tego jak naciskałam na niego, żeby mi się
oświadczył po tym jak wykurzyłam Olivię z miasta, odbija się echem w mojej
głowie. Nie. To nie jest moja wina. Nie musiał brać ze mną ślubu. Mogłam grać
dziko, żeby go zatrzymać, ale myślałam, że mnie kochał, że chciał spędzić ze
mną życie. Nigdy nie pokazał mi inaczej. Potem uświadamiam sobie coś innego: Caleb
nie jest tak dobry, jak zawsze myślałam. Jego uczciwość, szczerość, czysty i
bezinteresowny sposób w jakim opiekuje się ludźmi, których kocha… wszystko to
wyparowuje w świetle tego nowego, kłamliwego Caleba. Mój Boże – robił wszystko
co w jego mocy, żeby do niej dotrzeć, a ja robiłam wszystko co w mojej mocy,
żeby trzymać ją z daleka.
Czy zawsze
wiedziałam w podświadomości, że jestem drugim wyborem? Wiele ludzi ma pierwsze
miłości, których tak naprawdę nigdy nie zapominają, ale jak miałam zdać sobie
sprawę ze stopnia jego obsesji na punkcie Olivii? Jaką jestem kobietą, jeśli świadomie
poślubiłam mężczyznę, który mnie nie kochał? On jest złodziejem. Ukradł moje
życie; ukradł jej życie. Niech to szlag, dlaczego w ogóle myślę o jej życiu?
Moją
pierwszą wyraźną myślą jest to, że chcę aby za to wszystko zapłacił. Mam
irracjonalną myśl, gdzie wyobrażam sobie związanie Olivii i wrzucenie jej do
Everglades, żeby pożarły ją aligatory. Oczywiście, że nigdy bym tego nie
zrobiła – zatrudniłabym do tego kogoś. Przeglądam wszystkie inne emocjonalne
bomby, które mogę na niego rzucić. Powiedziałam tak wiele kłamstw, że mam cały
bufet, z którego mogę wybierać. Wyciągam najgorsze i pocieram brodę o bark. To
go zrani, prawdopodobnie bardziej niż cokolwiek, co mogłabym zrobić albo
powiedzieć o Olivii. Gotowi… do startu…
- Estella
nie jest twoja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz