1.4.14

Dirty Red - rozdział 31

Teraźniejszość

Kołyszę się w przód i w tył po rozłączeniu się z Calebem. Co jest ze mną nie tak? Jak mogłam wielbić ziemię po której chodził mój ojciec po tych wszystkich latach zaniedbania? To było żałosne. Nienawidzę siebie za to, a jednak wiem, że znowu bym to zrobiła. A te dziecko – ona jest moją jedyną rodziną z krwi, a ja robię wszystko, żeby trzymać się od niej z daleka. Nie zrobiła nic złego. Jaką jestem osobą, żeby odizolowywać moje własne dziecko?
Jakim cudem czekoladowe rodzynki mogą tak rozjaśnić umysł? To nie czekoladowe rodzynki. Wiem o tym. To skutek tego, co powiedział mi Sam, część o tym, że jestem lojalna niewłaściwym ludziom. Jedyną osobą, która naprawdę zasługuje na moją lojalność jest mała dziewczynka, którą nosiłam w moim ciele. A jednak nie czuję wobec niej właściwych uczuć. Otwieram komputer i szukam depresja poporodowa. Czytam o objawach, kiwając głową. Tak, to musi być to. Nie ma mowy, że jestem taką złą osobą. Muszę zacząć brać leki. Jest ze mną coś bardzo nie tak.
Rano Caleb przywozi moje dziecko. Przyciskam ją do piersi i wącham jej główkę. Kępkę jej rudych włosów spiął małą różową kokardką. Przyglądam się jej sukience z kraciastej bawełny i posyłam mu nieprzyjemne spojrzenie.
- Dlaczego ubierasz ją tak, jakby była Mary Poppins? – pytam kwaśno. Kładzie przy drzwiach jej torbę z pieluszkami i fotelik samochodowy, zaczynając wychodzić.
- Caleb! – wołam za nim. – Zostań. Zjedz z nami lunch.
- Muszę być gdzieindziej, Leah. – Dostrzega rozczarowanie na mojej twarzy i dodaje o wiele łagodniej. – Może innego dnia, co?
Czuję się jakby ktoś mnie spoliczkował. Nie przez jego odrzucenie mojej oferty lunchu, ale przez te bardzo proste „Co?” na końcu jego zdania. Te co jest kwaśnym wspomnieniem, boleśnie palące mój hipokamp. Myślę o Courtney i jej wakacjach w Europie. Gdy wróciła mówiła, jakby urodziła się jako Brytyjka.
Chcesz iść jutro do centrum handlowego, co?
Masz tę koszulkę, którą ode mnie pożyczyłaś, co?
Jesteś najgorszą siostrą na świecie, co?
Jestem najgorszą siostrą na świecie. Courtney, która zawsze się za mną wstawiała, zawsze przypominała moim rodzicom, że żyję… gdzie jest moja lojalność do Courtney? Ani razu jej nie odwiedziłam odkąd…
Zamykam nogą drzwi i zanoszę Estellę do jej pokoju. Ściągam sukienkę Mary Poppins. Bulgocze i kopie nóżkami jakby cieszyła się, że jest od niej wolna. – Tak – szczebioczę. – Pozwól tatusiowi ubierać cię w gimnazjum i możesz nie mieć żadnych przyjaciół.
Uśmiecha się.
Zaczynam krzyczeć imię Sama. Słyszę jego ciężkie kroki, gdy biegnie po schodach. – Co…? – pyta bez tchu. – Czy ona oddycha?
- Uśmiechnęła się! – Klaszczę w dłonie.
Zerka przez moje ramię. – Robi to od jakiegoś czasu.
- Nie do mnie – kłócę się.
Patrzy na mnie jakby urosła mi druga głowa. – Wow – mówi. – Wow. Urosło ci serce i potrzeba było do tego tylko siedmiu paczek czekoladowych rodzynek.
Rumienię się. – Skąd o tym wiesz?
- Cóż, wyniosłem dziś rano śmieci, to po pierwsze. I znalazłem je na całej twojej podłodze.
Milczę przez długi czas, ubierając Estellę w coś modniejszego. To jak ubieranie ośmiornicy, wszystkie kończyny poruszają się równocześnie. Zastanawiam się nad powiedzeniem Samowi, że to jego słowa trochę mną wstrząsnęły, ale nie decyduję się na to. Zamiast tego mówię mu o Courtney. – Sam, mam siostrę.
Unosi brew. – Świetnie. Ja też…
- Mam tutaj poważny moment, Sam! – Pokazuje mi, żebym ciągnęła.
Czeszę włosy Estelli. – Nie widziałam jej od długiego czasu. Nigdy nawet nie poznała Estelli. Czy myślisz, że to może mieć coś wspólnego z moją… depresją? – Wypróbowuję te słowo, patrząc na niego z ukosa, by zobaczyć reakcję.
- Nie jestem lekarzem.
- Jeszcze – mówię.
- Jeszcze – uśmiecha się. – Ale wszystko jest możliwe. Jesteś dość podłym człowiekiem.
Ignoruję go, czesząc włosy Estelli.
- Więc weź Estellę i idź się z nią zobaczyć – mówi w końcu.
- Tak – odpowiadam. – Pójdziesz ze mną?
- Nie widzę dlaczego…
- Dobra, świetnie. Weź swoje rzeczy. Również potrzebuję, żebyś umówił mi wizytę ginekologiczno-położniczą. Potrzebuję leków.
- Nie jestem twoją sekretarką. Mieliśmy już wcześniej tę dyskusję.
- Zobacz czy możesz załatwić coś na wtorek.
Wychodzę z pokoju.
- Leah – woła za mną. – Twoje dziecko…
- A tak. – Wracam po Estellę i biorę ją na ręce.
Wygląda tak uroczo. – Jedziemy zobaczyć się z twoją ciocią – mówię.

Nie jedziemy zobaczyć się z Courtney. Cash dzwoni. Normalnie nie odbieram jej telefonów. Albo jej emailów… czy wiadomości na Facebooku. Ale skoro reformuję moje życie, to odbieram, gdy jej imię pojawia się na ekranie.
- Czego chcesz, Cash?
- O, odebrałaś!
- Wolałabyś, żebym tego nie zrobiła?
Następuje milczenie. Przypuszczam, że zbiera swoje słowa. Bóg wie, że oszczędzała je przez dwa lata.
- Leah, tak bardzo mi przykro – mówi. Słyszę jej siorbnięcie i zastanawiam się czy płacze.
- To już ustalone – warczę. – Jesteś kłamcą.
- Robiłam tylko, co on mi kazał – odpowiada.
- Courtney jest moją siostrą – mówię stanowczo. – I zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby ją ochronić.
- O tym właśnie chciałam porozmawiać.
Obejmuję się wolną ręką w pasie. Nagle czuję się bardzo bezbronna. Dlaczego ta kobieta sądziła, że mogła ze mną rozmawiać o mojej siostrze?
- Próbowałam się z nią zobaczyć. Oni nie chcą…
- Trzymaj się z dala od Courtney – mówię. – Ona nie chce cię widzieć.
Słyszę szloch Cash i czuję uderzenie litości. Może jestem zbyt ostra. Zastanawiam się, co powiedziałaby jej Courtney.
- Muszę powiedzieć jej, że jest mi przykro. Potrzebuję…
Przerywam jej. – Muszę kończyć. Nie dzwoń do mnie znowu, Cash. Mówię serio.
Rozłączam się i od razu idę do szafy, skąd wyciągam zdjęcie z parasolką od Courtney. Trzymam je przy piersi, przygryzając dolną wargę. Jak mogłam trzymać się od niej na dystans tak długo? Co było ze mną nie tak? Kiedyś byłyśmy blisko.
Zaczynam się śmiać, początkowo zakrywając usta, próbując powstrzymać dźwięki podobne do hieny. Nie mam nad tym kontroli. Śmiech spływa ze mnie, narastając w głośności. To najprostsza rzecz jaką zrobiłam przez cały dzień. Gdy Sam staje w progu mojej szafy, gwałtownie przestaję.
- Co ty wyprawiasz?
- Nic.

Prostuję się, chowając obraz zanim mógłby go zobaczyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz