1.4.14

Dirty Red - rozdział 30

Przeszłość

Rozprawa była najbardziej surrealistycznym doświadczeniem mojego życia – nie tylko dlatego, że była dziewczyna mojego męża była moim prawnikiem, lecz także dlatego, że nigdy wcześniej nie byłam w niczym wywołana. Po raz pierwszy w życiu byłam w prawdziwych kłopotach.
Nie zgodziłam się na to, żeby Olivia była moim prawnikiem. Walczyłam z tym, dopóki Caleb nie zapytał mnie prosto w twarz. – Chcesz wygrać czy nie?
- Dlaczego jesteś taki pewien, że ona wygra tę sprawę? I dlaczego myślisz, że będzie tego chciała? Zapominasz jak udawała, że cię nie zna, kiedy straciłeś pamięć? Ona chcę cię odzyskać – pewnie celowo przegra.
- Znam ją – powiedział. – Będzie mocno walczyć… zwłaszcza jeśli ją o to poproszę.
To było na tyle. Sprawa zamknięta. Tyle że moja wciąż była otwarta i dyndała jak szklana ozdoba świąteczna na koniuszku palca mojej arcyrywalki. Musiałam mu zaufać względem niej; nie było nikogo innego. Zazwyczaj to mój ojciec wyciągał mnie z kłopotów, a tym razem to on mnie w nie wpakował przed śmiercią przez atak serca.
Nie ufałam jej. Była wobec mnie opryskliwa. Prawnicy powinni poprawiać ci nastrój – nawet jeśli kłamali o twoich szansach wygrania. Olivia stworzyła sobie w życiu misję, żeby sprawić abym uwierzyła, iż przegrywam. Nie umykało mojej uwadze, że ilekroć w pobliżu był mój mąż to była ona zgorzkniała i spięta. Również na niego nie patrzyła, nawet kiedy kierował do niej pytanie, to udawała, że robi coś innego, gdy mu odpowiadała. Nienawidziłam jej. Nienawidziłam jej każdego dnia przez cały rok, podczas którego oczyszczała mnie z zarzutów. Podczas całej tej sprawy był tylko jeden dzień, gdy jej nie nienawidziłam.
Dzień, w którym postawiła mnie na miejscu dla świadków był najgorszym dniem w moim życiu. Nikt nie chciał, żeby to robiła – sądzili, że zrujnuje to sprawę.
Olivia sprzeciwiała się każdej radzie, którą dostawała, jak przygotowywała mnie do bycia świadkiem. Widziałam spojrzenia, którymi wymieniano się z mojego powodu. Nawet kiedy Bernie, starsza prawniczka, przyszła do niej, Olivia ją spławiła.
- Niech to szlag, Bernie! Ona da sobie radę – powiedziała. – To jest moja sprawa i stawiam ją jako świadka.
Byłam przerażona. Mój los był w rękach diabelskiej, przebiegłej kobiety. Nie potrafiłam zdecydować czy to była zła, czy dobra rzecz. Większość mnie było przekonane, że próbowała celowo przegrać sprawę. Gdy powiedziałam Calebowi o mojej teorii, sortował w kuchni pocztę. Ledwo co na mnie spojrzał.
- Rób, co ona mówi.
Co?
- Co masz na myśli, rób, co ona mówi? Nawet mnie nie słuchasz.
Odrzucił pocztę na bok i podszedł do lodówki.
- Słyszałem cię, Leah.
- Nie ufam jej.
Trzymał w ręce piwo, kiedy odwrócił się do mnie, ale patrzył na podłogę.
- Ja tak.
I tyle. Moim jedynym sojusznikiem była kobieta, która zyskałaby najwięcej z mojego uwięzienia. Przygotowywała mnie na bycie świadkiem wwiercając we mnie pytania, które zada strona oskarżająca, wwiercała we mnie własne, krzyczała na mnie, kiedy nie byłam wystarczająco spokojna, przeklinała mnie, gdy wahałam się w odpowiedziach. Była twarda i nieustępliwa, i część mnie to doceniała. Bardzo, bardzo mała – nienawidzę tej suki i chcę, żeby umarła – część. Ale ufałam Calebowi. Caleb ufał Olivii. Miałam runąć w płomieniach albo wyjść z sali sądowej jako wolna kobieta.

W dzień składania zeznań miałam zszargane nerwy. Miałam na sobie to, co dała mi Olivia: sukienkę z miękkimi brzoskwiniami oraz bzami, włosy spięte w niskim kucyku, perłowe kolczyki. Gdy zakładałam je na uszy, zastanawiałam się czy należały do niej. Były to sztuczne perły, więc prawdopodobnie. Moje ręce drżały, jak wygładzałam sukienkę i spojrzałam na siebie w lustrze. Wyglądałam na bezbronną. Czułam się bezbronna. Może taki był jej plan. Caleb powiedział, żeby jej zaufać.
Szukałam jej spojrzenia, kiedy zajęłam miejsce na ławce, moje kolana były słabe pod moimi złożonymi dłońmi. W ciągu wielu tygodni przygotowań, nauczyłam się odczytywać jej oczy. Nauczyłam się, że kiedy były szeroko otwarte, jej brwi leciutko uniesione – dobrze sobie radziłam. Kiedy patrzyła przeze mnie, psychicznie mnie wyklinała i musiałam szybko zmienić kierunek. Nie cierpiałam tego, że tak dobrze ją znałam. Nie cierpiałam tego i byłam za to wdzięczna. Często zastanawiałam się czy Caleb wiedział tak jak ja, jak odczytywać jej oczy. Prawdopodobnie. Nie wiedziałam, co było gorsze – bycie w stanie tak dobrze odczytywać Olivię czy faktycznie czucie dumy z tego powodu.
Stała przede mną, zamiast chodzić tam i z powrotem, tak jak robili to w filmach. Wyglądała na zrelaksowaną w jej jasnobrązowej garsonce. Nosiła imponujący kobaltowo niebieski naszyjnik, który sprawiał, że jej oczy błyszczały.
Wzięłam oddech i odpowiedziałam na jej pierwsze pytanie.
- Pracowałam w OPI Gem przez trzy lata.
- A jaki był pani czynny tytuł służbowy?
Spojrzałam na naszyjnik, potem jej oczy, naszyjnik, potem jej oczy…
Tak naprawdę nie był to kobalt. Co to był za odcień?
- Byłam wiceprezesem spraw wewnętrznych…
Ciągnęło się to tak przez czterdzieści minut. Blisko końca zaczęła zadawać mi pytania, które sprawiały, że zapłakał każdy gruczoł potowy w moim ciele. Pytania o mojego ojca. Moja matka siedziała obok Caleba, obserwując mnie uważnie, jej dłonie złożone były pod jej brodą, co wyglądało jak cicha modlitwa. Wiedziałam, że było to ciche ostrzeżenie.
Nie upokarzaj swojej rodziny, Leah. Nie mów im skąd pochodzisz. Błagała bogów niegrzecznych, nieślubnych, popieprzonych córek.
Olivia nie chciała, żeby tutaj była z obawy, że przez nią nie będę chciała wyznać prawdy. Ale uparła się na przyjście.
- Jakie były pani stosunki z pani ojcem, poza pracą, pani Smith?
Broda mojej matki opadła na jej klatkę piersiową. Moja siostra założyła włosy za uszy i spojrzała na matkę z ukosa. Caleb zacisnął usta i spojrzał na podłogę. Bogowie nieślubnych, popieprzonych córek zagrzmieli w chmurach.
Przypomniałam sobie, co powiedziała mi Olivia, kiedy tydzień temu kłóciłyśmy się o niektóre z jej pytań. Powiedziałam jej, że nie zamierzam oczerniać imienia mojego ojca ze stanowiska świadka. Poszarzała na twarzy i jej dłonie wielkości dziesięciocentówki zacisnęły się w pięści.
- Gdzie on jest, Leah? Rzucił w ciebie pieprzoną krwią i umarł! Powiesz prawdę albo pójdziesz do więzienia.
Potem podeszła do mnie blisko, żeby nikt inny nie mógł usłyszeć i powiedziała. – Wykorzystaj swój gniew. Pamiętasz, co czułaś, niszcząc moje rzeczy, kiedy próbowałam coś ci ukraść? Jeżeli przegrasz tę sprawę, mogę go znowu ci zabrać.
To załatwiło sprawę. Byłam tak wściekła, że odpowiedziałam na wszystkie jej pytania – nawet na te trudne. Miała zadowoloną minę przez resztę dnia.
Teraz musiałam przywrócić trochę tego gniewu. Wyobraziłam ją sobie z Calebem. Tylko tego potrzebowałam.
Powtórzyła swoje pytanie. – Jakie były pani stosunki z ojcem, poza pracą, pani Leah?
- Nie istniały. Nawiązywał ze mną kontakt tylko w pracy. W domu uważał mnie za coś w rodzaju niedogodności.
Od tamtej chwili wszystko stoczyło się na dół.
- Pani ojciec miał reputację nigdy nie zatrudniania członka jego rodziny, czy to prawda?
- Tak – odparłam. – Byłam pierwsza.
Zaryzykowałam spojrzenie na mamę. Nie patrzyła na mnie.
Początkowy argument Olivii zawierał tę informację. Stała przed ławą przysięgłych, trzymając ręce za plecami i ostrzegła ich, że strona oskarżająca zrobi ze mnie przebiegłą i manipulacyjną osobę, ale tak naprawdę byłam tylko pionkiem w rozpaczliwym planie mojego ojca na uratowanie jego firmy przed bankructwem. – Wykorzystywał i manipulował własną córkę dla korzyści finansowej – twierdziła.
Te słowa rozpięły moją opanowaną powierzchowność. Od razu się rozpłakałam.

Chrząknęła, przywracając mnie do teraźniejszości.
- Czy pani ojciec prosił panią o podpisywanie dokumentów bez przejrzenia ich?
- Tak.
- Co mówił, żeby powstrzymać panią od przejrzenia dokumentów?
Nastąpił sprzeciw od strony oskarżycielskiej. Olivia inaczej ujęła jej pytanie.
- Jaka była typowa procedura jaką wykorzystywał pani ojciec w uzyskaniu pani podpisu?
- Mówił mi, że szybko potrzebuje podpisu, a wtedy czekał w moim pokoju, dopóki wszystkiego nie podpisałam.
- Czy kiedykolwiek wspomniała pani swojemu ojcu, że nie czuje się pani komfortowo z podpisywaniem dokumentów bez przeczytania ich?
Kolejny sprzeciw. Pytanie naprowadzające.
Olivia wyglądała na zirytowaną. Sędzia pozwolił na pytanie. Powtórzyła je, unosząc jedną brew. Nie chciałam odpowiadać na te pytanie. Sprawiało, że wyglądałam na nieodpowiedzialną i głupią. Lepiej być głupcem niż więźniem, warknęła Olivia, kiedy wyraziłam mój niepokój poprzedniego dnia. Przełknęłam moją dumę.
- Nie.
Wierciłam się na siedzeniu, przenosząc wzrok na Caleba, żeby zobaczyć jego reakcję. Wpatrywał się we mnie stoicko.
- Więc po prostu podpisywała pani dokumenty? Dokumenty, które potencjalnie wypuściłyby na rynek śmiertelny lek i zabiły trójkę ludzi?
Otworzyłam i zamknęłam usta. Nie przygotowywałyśmy tego. Byłam bliska łez.
- Tak.
- Chciałam go zadowolić – dodałam cicho.
- Przepraszam, pani Smith, może mówić pani głośniej, żeby usłyszała panią ława przysięgłych.
Jej oczy błyszczały jak jej przeklęty naszyjnik.
- Chciałam go zadowolić – powiedziałam głośniej.
Odwróciła się do ławy przysięgłych, żeby mogli zobaczyć wyraz jej twarzy mówiący wow, to pieprzenie ważne.
Kiedy Olivia zajęła swoje miejsce, moja matka zakrywała ręką usta i płakała.
Prawdopodobnie już nigdy się do mnie nie odezwie. Przynajmniej miałam moją siostrę. Była córeczką tatusia, ale nie była ślepa na napięte stosunki między ojcem i mną. Gdy zeszłam ze stanowiska świadka, odszukałam oczy mojego prawnika. Już nie błyszczały. Wyglądały po prostu na zmęczone. Zdałam sobie sprawę jak trudno musiało być zrobić to, co właśnie zrobiła – zwłaszcza, kiedy chciała wrzucić mnie za kratki, by zdobyć mojego męża.
Zacięta, ona była taka zacięta. Zapewne to tło białej hołoty zrobiło z niej taką dobrą wojowniczkę. Wpatrywałam się w nią poważnie, żeby zobaczyć czy pochwalała. Tak. Miałam sekundę – nie – ułamek sekundy, kiedy chciałam ją przytulić. Potem to zniknęło i chciałam żeby zdechła i gniła w ziemi.
Chciałam triumfować po wygraniu sprawy. Chciałam, żeby ona wiedziała, że on był mój i zawsze będzie. Musiała wiedzieć. Świętowaliśmy wygraną w restauracji. Olivia przybyła późno. Szczerze, to nawet nie wiem dlaczego przyszła. Jakikolwiek dług, jaki czuła, że była winna Calebowi został spłacony. Wygrała mi wolność i chętnie rozdzieliłabym nasze drogi, zadowolona, że już nigdy więcej nie będę musiała jej widzieć. Jednakże była tutaj, na moim świętowaniu, chodząc po moim szczęściu w jej krótkiej sukience i szpilkach z kolcami.
Podeszłam do niej, zamierzając wyrazić moje niezadowolenie, że tutaj była. Zerknęłam na Caleba, który był zaabsorbowany po drugiej stronie pokoju. Nie chciałam, żeby zobaczył jak z nią rozmawiam. Chciałam, żeby wyszła zanim zobaczyłby, że tutaj jest.
Gdy zobaczyła, że nadchodzę, uśmiech zniknął z jej twarzy. Musiałam jej to oddać – suka była egzotyczna. Jedna ciemna brew uniosła się, jak podeszłam z szampanem w ręce. Jej usta zmarszczyły się. Spojrzała na mnie z góry. Przyzwyczaiłam się do tego podczas rozprawy, ale dziś wieczorem poczułam furię. Dzisiejszy wieczór był mój… i Caleba.
Nawet nie wypowiedziałam czterech zdań, kiedy spojrzała na mnie i powiedziała. – Wracaj do swojego męża, zanim zda sobie sprawę, że nadal jest we mnie zakochany.
Szok.
Dlaczego
Ona
Tak
Myślała?
To nie była prawda. Dalej na niego leciała. Kto mógł ją winić? Spojrzałam na Caleba. Był wszystkim, czym chciałam być. Bronił mnie. Stał ze mną. Był jedynym mężczyzną, który powiedział, że nigdy mnie nie zrani.
Roześmiał się z czegoś, co powiedział ktoś w jego grupie. Moje serce uniosło się na jego widok. Olivia była wybredna i teraz był mój. Popatrzyłam na mojego Caleba, taka pewna w tej chwili naszej siły jako para. Było tak jakby potrafił wyczuć na sobie moje spojrzenie. Poczułam bicie skrzydeł motyli w brzuchu, jak uniósł głowę. Uśmiechnęłam się. Dzieliliśmy się takimi intymnymi spojrzeniami na sali sądowej. Gdy się bałam patrzyłam na niego, on spotykał moje oczy i od razu czułam się lepiej. Tym razem było inaczej. Poczułam narastającą falę zmieszania. Pokój się przechylił. Bijące skrzydła zamarły. On nie patrzył na mnie.
Kiedy tylko uniósł wzrok uśmiech zniknął z jego twarzy. Widziałam jego unoszącą się i opadającą klatkę piersiową pod jego garniturem jakby brał głębokie wdechy. W ciągu tych pięciu sekund zobaczyłam każdy kawałek umysłu Caleba na jego twarzy jakby ktoś zrobił tysiąc małych nacięć i wszystko wylało się naraz: ból, miłość, wiara. Odwróciłam się, żeby zobaczyć, gdzie patrzył. Wiedziałam, że nie powinnam. Ale jak mogłam tego nie zrobić? Odpowiedź była dla mnie zbyt jasna. Przez nią chciałam osłonić oczy i schować się w ciemności. Olivia była celem jego oczu. Czułam się jakby zepchnął mnie z najwyższego budynku na ziemi. Roztrzaskała się. Każda część mnie. Był kłamcą. Był złodziejem. Chciałam paść tam na ziemię, uznać moją porażkę. Umrzeć i umrzeć raz jeszcze. Umrzeć i zabrać ze sobą Olivię. Umrzeć.
Otworzyłam usta, żeby na nią wrzasnąć. Żeby rzucić w nią każdą zniewagą i przezwiskiem, jakie zebrałam przez dwadzieścia dziewięć lat życia. Siedziały na czubku mojego języka, gotowe popędzić w jej stronę. Zamierzałam wylać mojego szampana na jej twarz i wydrapać jej oczu, dopóki nie zaczęłyby krwawić. Dopóki Caleb nie stwierdziłby, że jest tak brzydka i zdeformowana, że już nigdy więcej tak na nią nie spojrzy.
Wtedy zrobiła najbardziej osłupiającą rzecz na świecie. Odstawiła swój kieliszek, jej nadgarstek drżał, jakby nie mógł znieść ciężaru delikatnego szkła. Potem opuściła brodę i wyszła.
Wzięłam wdech – głęboki, satysfakcjonujący wdech – i wróciłam do boku Caleba.

Mój. On był mój. I tyle.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz