Przeszłość
Rozprawa
była najbardziej surrealistycznym doświadczeniem mojego życia – nie tylko dlatego,
że była dziewczyna mojego męża była moim prawnikiem, lecz także dlatego, że
nigdy wcześniej nie byłam w niczym wywołana. Po raz pierwszy w życiu byłam w
prawdziwych kłopotach.
Nie
zgodziłam się na to, żeby Olivia była moim prawnikiem. Walczyłam z tym, dopóki
Caleb nie zapytał mnie prosto w twarz. – Chcesz wygrać czy nie?
- Dlaczego
jesteś taki pewien, że ona wygra tę sprawę? I dlaczego myślisz, że będzie tego
chciała? Zapominasz jak udawała, że cię nie zna, kiedy straciłeś pamięć? Ona
chcę cię odzyskać – pewnie celowo przegra.
- Znam ją –
powiedział. – Będzie mocno walczyć… zwłaszcza jeśli ją o to poproszę.
To było na
tyle. Sprawa zamknięta. Tyle że moja wciąż była otwarta i dyndała jak szklana
ozdoba świąteczna na koniuszku palca mojej arcyrywalki. Musiałam mu zaufać
względem niej; nie było nikogo innego. Zazwyczaj to mój ojciec wyciągał mnie z
kłopotów, a tym razem to on mnie w nie wpakował przed śmiercią przez atak
serca.
Nie ufałam
jej. Była wobec mnie opryskliwa. Prawnicy powinni poprawiać ci nastrój – nawet
jeśli kłamali o twoich szansach wygrania. Olivia stworzyła sobie w życiu misję,
żeby sprawić abym uwierzyła, iż przegrywam. Nie umykało mojej uwadze, że
ilekroć w pobliżu był mój mąż to była ona zgorzkniała i spięta. Również na
niego nie patrzyła, nawet kiedy kierował do niej pytanie, to udawała, że robi
coś innego, gdy mu odpowiadała. Nienawidziłam jej. Nienawidziłam jej każdego
dnia przez cały rok, podczas którego oczyszczała mnie z zarzutów. Podczas całej
tej sprawy był tylko jeden dzień, gdy jej nie nienawidziłam.
Dzień, w
którym postawiła mnie na miejscu dla świadków był najgorszym dniem w moim
życiu. Nikt nie chciał, żeby to robiła – sądzili, że zrujnuje to sprawę.
Olivia
sprzeciwiała się każdej radzie, którą dostawała, jak przygotowywała mnie do bycia
świadkiem. Widziałam spojrzenia, którymi wymieniano się z mojego powodu. Nawet
kiedy Bernie, starsza prawniczka, przyszła do niej, Olivia ją spławiła.
- Niech to
szlag, Bernie! Ona da sobie radę – powiedziała. – To jest moja sprawa i stawiam
ją jako świadka.
Byłam
przerażona. Mój los był w rękach diabelskiej, przebiegłej kobiety. Nie
potrafiłam zdecydować czy to była zła, czy dobra rzecz. Większość mnie było
przekonane, że próbowała celowo przegrać sprawę. Gdy powiedziałam Calebowi o
mojej teorii, sortował w kuchni pocztę. Ledwo co na mnie spojrzał.
- Rób, co
ona mówi.
Co?
- Co masz
na myśli, rób, co ona mówi? Nawet mnie nie słuchasz.
Odrzucił
pocztę na bok i podszedł do lodówki.
- Słyszałem
cię, Leah.
- Nie ufam
jej.
Trzymał w
ręce piwo, kiedy odwrócił się do mnie, ale patrzył na podłogę.
- Ja tak.
I tyle.
Moim jedynym sojusznikiem była kobieta, która zyskałaby najwięcej z mojego
uwięzienia. Przygotowywała mnie na bycie świadkiem wwiercając we mnie pytania,
które zada strona oskarżająca, wwiercała we mnie własne, krzyczała na mnie,
kiedy nie byłam wystarczająco spokojna, przeklinała mnie, gdy wahałam się w
odpowiedziach. Była twarda i nieustępliwa, i część mnie to doceniała. Bardzo,
bardzo mała – nienawidzę tej suki i chcę, żeby umarła – część. Ale ufałam
Calebowi. Caleb ufał Olivii. Miałam runąć w płomieniach albo wyjść z sali
sądowej jako wolna kobieta.
W dzień
składania zeznań miałam zszargane nerwy. Miałam na sobie to, co dała mi Olivia:
sukienkę z miękkimi brzoskwiniami oraz bzami, włosy spięte w niskim kucyku, perłowe
kolczyki. Gdy zakładałam je na uszy, zastanawiałam się czy należały do niej.
Były to sztuczne perły, więc prawdopodobnie. Moje ręce drżały, jak wygładzałam
sukienkę i spojrzałam na siebie w lustrze. Wyglądałam na bezbronną. Czułam się
bezbronna. Może taki był jej plan. Caleb powiedział, żeby jej zaufać.
Szukałam
jej spojrzenia, kiedy zajęłam miejsce na ławce, moje kolana były słabe pod
moimi złożonymi dłońmi. W ciągu wielu tygodni przygotowań, nauczyłam się
odczytywać jej oczy. Nauczyłam się, że kiedy były szeroko otwarte, jej brwi
leciutko uniesione – dobrze sobie radziłam. Kiedy patrzyła przeze mnie,
psychicznie mnie wyklinała i musiałam szybko zmienić kierunek. Nie cierpiałam
tego, że tak dobrze ją znałam. Nie cierpiałam tego i byłam za to wdzięczna.
Często zastanawiałam się czy Caleb wiedział tak jak ja, jak odczytywać jej
oczy. Prawdopodobnie. Nie wiedziałam, co było gorsze – bycie w stanie tak
dobrze odczytywać Olivię czy faktycznie czucie dumy z tego powodu.
Stała
przede mną, zamiast chodzić tam i z powrotem, tak jak robili to w filmach.
Wyglądała na zrelaksowaną w jej jasnobrązowej garsonce. Nosiła imponujący
kobaltowo niebieski naszyjnik, który sprawiał, że jej oczy błyszczały.
Wzięłam
oddech i odpowiedziałam na jej pierwsze pytanie.
-
Pracowałam w OPI Gem przez trzy lata.
- A jaki
był pani czynny tytuł służbowy?
Spojrzałam
na naszyjnik, potem jej oczy, naszyjnik, potem jej oczy…
Tak
naprawdę nie był to kobalt. Co to był za odcień?
- Byłam
wiceprezesem spraw wewnętrznych…
Ciągnęło
się to tak przez czterdzieści minut. Blisko końca zaczęła zadawać mi pytania,
które sprawiały, że zapłakał każdy gruczoł potowy w moim ciele. Pytania o
mojego ojca. Moja matka siedziała obok Caleba, obserwując mnie uważnie, jej
dłonie złożone były pod jej brodą, co wyglądało jak cicha modlitwa. Wiedziałam,
że było to ciche ostrzeżenie.
Nie upokarzaj swojej rodziny, Leah. Nie mów im skąd
pochodzisz. Błagała bogów niegrzecznych, nieślubnych, popieprzonych
córek.
Olivia nie
chciała, żeby tutaj była z obawy, że przez nią nie będę chciała wyznać prawdy.
Ale uparła się na przyjście.
- Jakie
były pani stosunki z pani ojcem, poza pracą, pani Smith?
Broda mojej
matki opadła na jej klatkę piersiową. Moja siostra założyła włosy za uszy i
spojrzała na matkę z ukosa. Caleb zacisnął usta i spojrzał na podłogę. Bogowie
nieślubnych, popieprzonych córek zagrzmieli w chmurach.
Przypomniałam
sobie, co powiedziała mi Olivia, kiedy tydzień temu kłóciłyśmy się o niektóre z
jej pytań. Powiedziałam jej, że nie zamierzam oczerniać imienia mojego ojca ze
stanowiska świadka. Poszarzała na twarzy i jej dłonie wielkości
dziesięciocentówki zacisnęły się w pięści.
- Gdzie on
jest, Leah? Rzucił w ciebie pieprzoną krwią i umarł! Powiesz prawdę albo
pójdziesz do więzienia.
Potem
podeszła do mnie blisko, żeby nikt inny nie mógł usłyszeć i powiedziała. –
Wykorzystaj swój gniew. Pamiętasz, co czułaś, niszcząc moje rzeczy, kiedy
próbowałam coś ci ukraść? Jeżeli przegrasz tę sprawę, mogę go znowu ci zabrać.
To
załatwiło sprawę. Byłam tak wściekła, że odpowiedziałam na wszystkie jej
pytania – nawet na te trudne. Miała zadowoloną minę przez resztę dnia.
Teraz
musiałam przywrócić trochę tego gniewu. Wyobraziłam ją sobie z Calebem. Tylko
tego potrzebowałam.
Powtórzyła
swoje pytanie. – Jakie były pani stosunki z ojcem, poza pracą, pani Leah?
- Nie
istniały. Nawiązywał ze mną kontakt tylko w pracy. W domu uważał mnie za coś w
rodzaju niedogodności.
Od tamtej
chwili wszystko stoczyło się na dół.
- Pani
ojciec miał reputację nigdy nie zatrudniania członka jego rodziny, czy to
prawda?
- Tak –
odparłam. – Byłam pierwsza.
Zaryzykowałam
spojrzenie na mamę. Nie patrzyła na mnie.
Początkowy
argument Olivii zawierał tę informację. Stała przed ławą przysięgłych,
trzymając ręce za plecami i ostrzegła ich, że strona oskarżająca zrobi ze mnie
przebiegłą i manipulacyjną osobę, ale tak naprawdę byłam tylko pionkiem w
rozpaczliwym planie mojego ojca na uratowanie jego firmy przed bankructwem. –
Wykorzystywał i manipulował własną córkę dla korzyści finansowej – twierdziła.
Te słowa
rozpięły moją opanowaną powierzchowność. Od razu się rozpłakałam.
Chrząknęła,
przywracając mnie do teraźniejszości.
- Czy pani
ojciec prosił panią o podpisywanie dokumentów bez przejrzenia ich?
- Tak.
- Co mówił,
żeby powstrzymać panią od przejrzenia dokumentów?
Nastąpił
sprzeciw od strony oskarżycielskiej. Olivia inaczej ujęła jej pytanie.
- Jaka była
typowa procedura jaką wykorzystywał pani ojciec w uzyskaniu pani podpisu?
- Mówił mi,
że szybko potrzebuje podpisu, a wtedy czekał w moim pokoju, dopóki wszystkiego
nie podpisałam.
- Czy
kiedykolwiek wspomniała pani swojemu ojcu, że nie czuje się pani komfortowo z
podpisywaniem dokumentów bez przeczytania ich?
Kolejny
sprzeciw. Pytanie naprowadzające.
Olivia
wyglądała na zirytowaną. Sędzia pozwolił na pytanie. Powtórzyła je, unosząc
jedną brew. Nie chciałam odpowiadać na te pytanie. Sprawiało, że wyglądałam na
nieodpowiedzialną i głupią. Lepiej być
głupcem niż więźniem, warknęła Olivia, kiedy wyraziłam mój niepokój
poprzedniego dnia. Przełknęłam moją dumę.
- Nie.
Wierciłam
się na siedzeniu, przenosząc wzrok na Caleba, żeby zobaczyć jego reakcję.
Wpatrywał się we mnie stoicko.
- Więc po
prostu podpisywała pani dokumenty? Dokumenty, które potencjalnie wypuściłyby na
rynek śmiertelny lek i zabiły trójkę ludzi?
Otworzyłam
i zamknęłam usta. Nie przygotowywałyśmy tego. Byłam bliska łez.
- Tak.
- Chciałam
go zadowolić – dodałam cicho.
-
Przepraszam, pani Smith, może mówić pani głośniej, żeby usłyszała panią ława
przysięgłych.
Jej oczy
błyszczały jak jej przeklęty naszyjnik.
- Chciałam
go zadowolić – powiedziałam głośniej.
Odwróciła
się do ławy przysięgłych, żeby mogli zobaczyć wyraz jej twarzy mówiący wow, to pieprzenie ważne.
Kiedy
Olivia zajęła swoje miejsce, moja matka zakrywała ręką usta i płakała.
Prawdopodobnie
już nigdy się do mnie nie odezwie. Przynajmniej miałam moją siostrę. Była
córeczką tatusia, ale nie była ślepa na napięte stosunki między ojcem i mną.
Gdy zeszłam ze stanowiska świadka, odszukałam oczy mojego prawnika. Już nie
błyszczały. Wyglądały po prostu na zmęczone. Zdałam sobie sprawę jak trudno
musiało być zrobić to, co właśnie zrobiła – zwłaszcza, kiedy chciała wrzucić
mnie za kratki, by zdobyć mojego męża.
Zacięta,
ona była taka zacięta. Zapewne to tło białej hołoty zrobiło z niej taką dobrą
wojowniczkę. Wpatrywałam się w nią poważnie, żeby zobaczyć czy pochwalała. Tak.
Miałam sekundę – nie – ułamek sekundy, kiedy chciałam ją przytulić. Potem to
zniknęło i chciałam żeby zdechła i gniła w ziemi.
Chciałam
triumfować po wygraniu sprawy. Chciałam, żeby ona wiedziała, że on był mój i
zawsze będzie. Musiała wiedzieć. Świętowaliśmy wygraną w restauracji. Olivia
przybyła późno. Szczerze, to nawet nie wiem dlaczego przyszła. Jakikolwiek
dług, jaki czuła, że była winna Calebowi został spłacony. Wygrała mi wolność i
chętnie rozdzieliłabym nasze drogi, zadowolona, że już nigdy więcej nie będę
musiała jej widzieć. Jednakże była tutaj, na moim świętowaniu, chodząc po moim
szczęściu w jej krótkiej sukience i szpilkach z kolcami.
Podeszłam
do niej, zamierzając wyrazić moje niezadowolenie, że tutaj była. Zerknęłam na
Caleba, który był zaabsorbowany po drugiej stronie pokoju. Nie chciałam, żeby
zobaczył jak z nią rozmawiam. Chciałam, żeby wyszła zanim zobaczyłby, że tutaj
jest.
Gdy
zobaczyła, że nadchodzę, uśmiech zniknął z jej twarzy. Musiałam jej to oddać –
suka była egzotyczna. Jedna ciemna brew uniosła się, jak podeszłam z szampanem
w ręce. Jej usta zmarszczyły się. Spojrzała na mnie z góry. Przyzwyczaiłam się
do tego podczas rozprawy, ale dziś wieczorem poczułam furię. Dzisiejszy wieczór
był mój… i Caleba.
Nawet nie
wypowiedziałam czterech zdań, kiedy spojrzała na mnie i powiedziała. – Wracaj do
swojego męża, zanim zda sobie sprawę, że nadal jest we mnie zakochany.
Szok.
Dlaczego
Ona
Tak
Myślała?
To nie była
prawda. Dalej na niego leciała. Kto mógł ją winić? Spojrzałam na Caleba. Był
wszystkim, czym chciałam być. Bronił mnie. Stał ze mną. Był jedynym mężczyzną,
który powiedział, że nigdy mnie nie zrani.
Roześmiał
się z czegoś, co powiedział ktoś w jego grupie. Moje serce uniosło się na jego
widok. Olivia była wybredna i teraz był mój. Popatrzyłam na mojego Caleba, taka
pewna w tej chwili naszej siły jako para. Było tak jakby potrafił wyczuć na
sobie moje spojrzenie. Poczułam bicie skrzydeł motyli w brzuchu, jak uniósł
głowę. Uśmiechnęłam się. Dzieliliśmy się takimi intymnymi spojrzeniami na sali
sądowej. Gdy się bałam patrzyłam na niego, on spotykał moje oczy i od razu
czułam się lepiej. Tym razem było inaczej. Poczułam narastającą falę
zmieszania. Pokój się przechylił. Bijące skrzydła zamarły. On nie patrzył na
mnie.
Kiedy tylko
uniósł wzrok uśmiech zniknął z jego twarzy. Widziałam jego unoszącą się i opadającą
klatkę piersiową pod jego garniturem jakby brał głębokie wdechy. W ciągu tych
pięciu sekund zobaczyłam każdy kawałek umysłu Caleba na jego twarzy jakby ktoś
zrobił tysiąc małych nacięć i wszystko wylało się naraz: ból, miłość, wiara. Odwróciłam
się, żeby zobaczyć, gdzie patrzył. Wiedziałam, że nie powinnam. Ale jak mogłam
tego nie zrobić? Odpowiedź była dla mnie zbyt jasna. Przez nią chciałam osłonić
oczy i schować się w ciemności. Olivia była celem jego oczu. Czułam się jakby
zepchnął mnie z najwyższego budynku na ziemi. Roztrzaskała się. Każda część
mnie. Był kłamcą. Był złodziejem. Chciałam paść tam na ziemię, uznać moją
porażkę. Umrzeć i umrzeć raz jeszcze. Umrzeć i zabrać ze sobą Olivię. Umrzeć.
Otworzyłam
usta, żeby na nią wrzasnąć. Żeby rzucić w nią każdą zniewagą i przezwiskiem,
jakie zebrałam przez dwadzieścia dziewięć lat życia. Siedziały na czubku mojego
języka, gotowe popędzić w jej stronę. Zamierzałam wylać mojego szampana na jej
twarz i wydrapać jej oczu, dopóki nie zaczęłyby krwawić. Dopóki Caleb nie
stwierdziłby, że jest tak brzydka i zdeformowana, że już nigdy więcej tak na
nią nie spojrzy.
Wtedy
zrobiła najbardziej osłupiającą rzecz na świecie. Odstawiła swój kieliszek, jej
nadgarstek drżał, jakby nie mógł znieść ciężaru delikatnego szkła. Potem
opuściła brodę i wyszła.
Wzięłam
wdech – głęboki, satysfakcjonujący wdech – i wróciłam do boku Caleba.
Mój. On był
mój. I tyle.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz