Nienawiść
jest ogromnym uczuciem. Jest gorąca i przytłaczająca jak ogień. Zaczyna się od
wypalania twojego rozumu danego ci przez Boga, dopóki nie zostaje jedynie
sterta popiołu. Potem przystępuje do twojego człowieczeństwa, rozgrzane języki
przesuwają się po paru pozostałych niciach niewinności, dopóki nie zlewają się
ze sobą i zmieniają w coś brzydkiego. Następie w gruzie tego, czym byłeś,
nienawiść sadzi nasienie goryczy. Nasienie wyrasta w winorośl i winorośl dusi
to, czego dotknie. Tam właśnie jestem; winorośl jest opleciona wokół mojej szyi
tak mocno, że ledwo co mogę oddychać. Jedna ręka jest na tej winorośli, druga
przyciska się do mojej klatki piersiowej, żeby powstrzymać wszystko przed
wypadnięciem.
Powiedział
mi, że mnie kocha. Powinien ochraniać mnie przed krzywdą, a nie wymierzać ją w
najokrutniejszy sposób. Zdradził mnie. Umieram. Jestem martwa. Dlaczego dalej
oddycham? Boże, nie wiem jak powstrzymać ten ból.
Wciąż mam
kręgosłup. Zostałam okaleczona na inne sposoby, ale nadal mam kręgosłup. Jego
ramiona były ciepłe. Teraz jedyne ciepło jakie czuję pochodzi z krwi, która
nadal przepływa moimi żyłami. Tak wiem, że jestem żywa. Udawałam orgazmy.
Udawałam uśmiechy. Udawałam szczęście. Caleb udawał amnezję, a potem udawał
cały związek. Za to walnęłam go młotem w golenie. Myślał, że Olivia mogła go
zranić, ja zranię go bardziej. Ciągle będę go ranić. A jeśli znowu za nią
pójdzie powstanę i zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby ich rozdzielić. Niektórzy
ludzie nigdy się nie zmieniają. Chyba jestem jedną z nich.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz