2.4.14

Dirty Red - epilog

Nienawiść jest ogromnym uczuciem. Jest gorąca i przytłaczająca jak ogień. Zaczyna się od wypalania twojego rozumu danego ci przez Boga, dopóki nie zostaje jedynie sterta popiołu. Potem przystępuje do twojego człowieczeństwa, rozgrzane języki przesuwają się po paru pozostałych niciach niewinności, dopóki nie zlewają się ze sobą i zmieniają w coś brzydkiego. Następie w gruzie tego, czym byłeś, nienawiść sadzi nasienie goryczy. Nasienie wyrasta w winorośl i winorośl dusi to, czego dotknie. Tam właśnie jestem; winorośl jest opleciona wokół mojej szyi tak mocno, że ledwo co mogę oddychać. Jedna ręka jest na tej winorośli, druga przyciska się do mojej klatki piersiowej, żeby powstrzymać wszystko przed wypadnięciem.
Powiedział mi, że mnie kocha. Powinien ochraniać mnie przed krzywdą, a nie wymierzać ją w najokrutniejszy sposób. Zdradził mnie. Umieram. Jestem martwa. Dlaczego dalej oddycham? Boże, nie wiem jak powstrzymać ten ból.

Wciąż mam kręgosłup. Zostałam okaleczona na inne sposoby, ale nadal mam kręgosłup. Jego ramiona były ciepłe. Teraz jedyne ciepło jakie czuję pochodzi z krwi, która nadal przepływa moimi żyłami. Tak wiem, że jestem żywa. Udawałam orgazmy. Udawałam uśmiechy. Udawałam szczęście. Caleb udawał amnezję, a potem udawał cały związek. Za to walnęłam go młotem w golenie. Myślał, że Olivia mogła go zranić, ja zranię go bardziej. Ciągle będę go ranić. A jeśli znowu za nią pójdzie powstanę i zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby ich rozdzielić. Niektórzy ludzie nigdy się nie zmieniają. Chyba jestem jedną z nich.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz