Przeszłość
Zostawił
mnie po rozprawie. Nie zaraz po niej. Mieliśmy trzy miesiące ciszy podczas
których dowiedziałam się jak to jest być zamężną i kompletnie samotną. Caleb od
razu wrócił do pracy, zostawiając mnie samą w domu przez większość dnia.
Włóczyłam się po domu i oglądałam dzienną telewizję, czując się przygnębiona.
Oczekiwałam, że wszystko wróci do normy po zakończeniu rozprawy, nigdy nie
biorąc pod uwagę, że nie będę miała pracy i moja głośna sprawa ubrudzi moje
nazwisko, pomimo mojego werdyktu niewinności. Firma mojego ojca została
rozwiązana. To co z niej zostało spłaciło rodziny zmarłych i koszty mojego
prawnika. Nastroje Caleba były odległe. Już nawet na mnie nie patrzył.
Zdecydowałam, że to był stres po rozprawie. Zasugerowałam, żebyśmy pojechali na
wakacje. Powiedział, że już wziął zbyt wiele czasu wolnego od pracy dla
rozprawy. Zasugerowałam doradztwo małżeńskie. On zasugerował osobny czas.
Jedno imię
dzwoniło ciągle w mojej głowie: Olivia. Głośniej, głośniej i głośniej.
Wbiła
między nas klin. Znowu. Była jak choroba, która wracała co parę lat,
napromieniowując każdego na jej drodze.
Pierwszego
miesiąca Caleb stracił dużo wagi. Myślałam, że był chory. Zmusiłam go, żeby
poszedł do lekarza, ale praca jego krwi była normalna. Nie było z nim nic
złego. Ale było coś bardzo złego. Ledwie się uśmiechał, ledwie mówił. Kiedy był
w domu spędzał wiele godzin w swoim gabinecie za zamkniętymi drzwiami. Gdy
zapytałam go o to, olał mnie.
- Nie mogę
być zawsze doskonały, Leah. Czasami też mam złe dni.
Co to
oznaczało? Czy on zawsze miał złe dni i nigdy po prostu mi nie mówił?
Spróbowałam przypomnieć sobie ostatni raz, gdy Caleb miał zły dzień, ale nie
potrafiłam. Ciągle się uśmiechał, drażnił się, zachęcał. Czy to znaczyło, że
nigdy nie miał złych dni? Albo że je przede mną ukrywał? Nie chciałam o tym
myśleć. Nie chciałam myśleć.
- Dlaczego
nie jesz? – zapytałam.
- Nie mam
apetytu.
- Jesteś
pod wpływem dużej presji. Wyjedźmy gdzieś na kilka dni.
- Nie mogę
– powiedział, nie patrząc na mnie. – Może w następnym miesiącu.
Zapytałam
znowu następnego miesiąca. Powiedział nie. Miał więcej niż parę „złych dni”.
W końcu
miałam dosyć. Umówiłam się na lunch z jego matką. Jeżeli ktokolwiek wiedział
jak radzić sobie z Calebem, to była to Luca.
Albo może
Olivia…
Nie, nie
zamierzałam jej tego oddać. Miała nad nim jakąś moc, tak, ale był mój od pięciu
lat. Znałam go. Ja!
Luca
przybyła na nasz lunch z dziesięciominutowym opóźnieniem. Piłam moją drugą
lampkę wina, kiedy z gracją opadła na siedzenie naprzeciwko mnie. Rzadkością
było, że oboje miałyśmy wolny czas na spotkanie. Gdy zamówiłyśmy i przez
dziesięć minut przeprowadzałyśmy gadkę szmatkę, spojrzała mi prosto w oczy,
jakby wiedziała, że coś było nie tak.
- Więc co
się dzieje? Powiedz mi…
Unikałam
jej ostrych, niebieskich oczu i skoncentrowałam się na moich obgryzionych
paznokciach.
- Chodzi o
Caleba – odparłam. – Od rozprawy zachowuje się… inaczej.
Upiła
swojego drinka. – Jak inaczej?
Wyłapałam
krawędź w jej głosie. Musiałam być ostrożna w tym, co o nim powiem.
Potrzebowałam jej spostrzeżenia bez jej skakania mi do gardła za krytykowanie
jej syna.
-
Zdystansowany. Jest tak jakby nie chciał przebywać już w moim towarzystwie.
Stuknęła
paznokciami o stolik, przyglądając mi się.
-
Rozmawiałaś o tym ze swoją matką?
Pokręciłam
głową. – Nasza relacja jest napięta. Poza tym ona daje okropne rady.
Luca
potaknęła. Nigdy tak naprawdę nie przejmowała się moją matką. Caleb powiedział
mi kiedyś, że uważała, iż moja matka jest chłodna oraz nieprzystępna.
- Wiesz o
czymś, Luca? Czy on ci coś mówił?
Wyciągnęła
rękę i poklepała mnie po dłoni. – Nie, skarbie, nie mówił. Ale był już taki
kiedyś, pamiętasz?
Pamiętałam.
Był taki podczas amnezji.
Skinęłam
powoli głową, niepewna co mi sugerowała.
-
Przywróciłaś go – powiedziała. – Możesz zrobić to znowu?
Jej oczy
były takie jak Caleba, kiedy skupiała się na tobie: intensywne, płonące.
Chciałam
prychnąć. Ona miała we mnie zbyt wiele wiary. Ostatnim razem musiałam wykurzyć
Olivię z miasta, żeby go przywrócić. Ale nikt o tym nie wiedział prócz mnie i
Olivii. Tym razem co będę musiała zrobić?
- Nie wiem
jak. Próbowałam wszystkiego.
- Co mój
syn ceni bardziej niż wszystko?
Odchyliłam
się, gdy kelner przyszedł z naszymi sałatkami. Czekałam, aż odejdzie zanim jej
odpowiedziałam.
- Rodzinę –
odparłam, biorąc widelec.
- Tak –
zgodziła się Luca. – Więc daj mu ją.
Wzdrygnęłam
się. Czy ona naprawdę mówiła to, co myślałam?
- Dzieci?
Myślisz, że Caleb chce dziecka? – Ostatni raz rozmawialiśmy o dzieciach przed
ślubem. Nawet nie myślałam o tej możliwości. Nie byłam pewna czy w ogóle je
chciałam. Caleb mi wystarczał. Caleb ich chciał. Zawsze chciał.
- Dzieci
potrafią łączyć ludzi – uśmiechnęła się. – Zwłaszcza kiedy się rozłączyli.
Jadłyśmy w
ciszy przez kilka minut, po czym znowu się odezwała. – Nie powinnaś była
pozwolić mu zatrudnić tę kobietę.
Zadławiłam
się jedzeniem. – Olivię? – spytałam.
Luca
skinęła głową. – Tak, Olivię. Ona jest kłopotem. Zawsze była. Trzymaj
przeszłość w przeszłości, Leah. Rób, co musisz. Masz moje pełne wsparcie.
Po raz
pierwszy zastanawiałam się jak wiele Luca wiedziała o miesiącach, kiedy Caleb
miał amnezję. Czy wiedziała coś o czasie, który spędził z Olivią? Powiedział
jej?
Wróciłam do
domu, gotowa porozmawiać z Calebem o możliwości zaczęcia rodziny. Nim słowa te
wyszły z moich ust, powiedział mi, że wprowadza się z powrotem do swojego
mieszkania.
-
Zostawiasz mnie? – zapytałam z niedowierzeniem. – Byliśmy szczęśliwi… przed
rozprawą. Przestaliśmy się starać, Caleb. Możemy iść na doradztwo.
- Ty byłaś
szczęśliwa. Nie jestem pewien, co ja czułem.
- Więc mnie
okłamywałeś?
- Nigdy nie
pytałaś, Leah. Zamykasz oczy na rzeczy, których nie chcesz widzieć.
- Czy to
chodzi o Prenavene? Tych ludzi, którzy umarli?
Skrzywił
się. – Naprawdę ciężko jest mi pojąć decyzje, które podjęłaś.
- Czy przez
to patrzysz na mnie inaczej?
Roześmiał
się chłodno. – Kiedy cię poślubiłem wiedziałem, że były pewne problemy. –
Westchnął i wyglądał na prawie smutnego. – Przez to patrzę na siebie inaczej.
Nie
rozumiałam. Mój ojciec mną manipulował. Na pewno zdawał sobie z tego sprawę. Co
dokładnie miał na myśli przez „problemy”?
Dwadzieścia
cztery godziny później Caleb zniknął.
Depresja
nawet nie może opisać tego, przez co przechodziłam. Straciłam mojego ojca,
karierę i męża w ciągu roku. Zwinęłam się w kłębek i płakałam przez wiele dni…
tygodni. Nikt nie przyszedł. Próbowałam dodzwonić się do mojej siostry, ale
teraz rzadko kiedy odbierała telefon. Katine umawiała się z jakimś nowym
facetem i nic nie mogło ją zmartwić. Moja matka przeprowadziła się do naszego
letniego domku w Michigan, jak tylko został przeczytany werdykt.
Zadzwoniłam
do Setha. Nie powinnam była.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz