1.4.14

Dirty Red - rozdział 28

Przeszłość

Presja w pracy zmieniła się po tym jak dowiedziałam się o sfałszowanych wynikach Prenavene. Było tak, jakby on wiedział, że odkryłam jego tajemnicę i zamierzał sprawić, że za to zapłacę. Uwaga, której zawsze od niego pragnęłam nagle się pojawiła. Tyle że nie była to ciepła, ojcowska miłość, na którą miałam nadzieję. Stał się wrogi i wymagający, często obrażając mnie przed ludźmi. Parę razy podnosiłam wzrok i dostrzegałam, że się na mnie patrzył; wyraz jego twarzy był tak dotkliwie wściekły, że kręciło mi się w głowie. Tęskniłam za koleiną, w której się ukrywałam, gdy nie wiedział o tym, że istniałam. Bezpieczniej było być poza zasięgiem jego wzroku. Najważniejszym pytaniem było: jak się dowiedział?
To była Cash. Musiała. Zadałam jej szczegółowe pytania o przebieg testów. Musiała powiedzieć to mojemu ojcu. A wszystko to pogarszał sposób, w jakim traktował ją mój ojciec – jak dawno zaginioną pieprzoną córkę.

Kiepska sytuacja zaczęła się tydzień przed moimi urodzinami. Ojciec zwołał nadzwyczajne rodzinne spotkanie w domu. Caleb uważał, że to dziwne, ale ja wiedziałam, co nadchodzi. Myślałam o przygotowaniu go podczas jazdy, ale stwierdziłam, że lepiej wyjdzie to od Charlesa Austina, farmaceutycznego oszusta. Takim sposobem mogę udawać niewinną i udawać, że nic nie wiedziałam o tych wydarzeniach.
Gdy przybyliśmy do domu wszyscy czekali na nas w salonie. Zajęłam miejsce na kanapie dwuosobowej razem z Calebem, który przyglądał się zgromadzeniu ze wzrastającą podejrzliwością. Spojrzał na mnie, żeby zobaczyć czy coś wiedziałam, ale wzruszyłam ramionami. Moja siostra, która siedziała obok matki, popatrzyła na mnie tak, jakby nagle zdała sobie z czegoś sprawę.
- Jesteś w ciąży, prawda? O to właśnie chodzi.
Potrząsnęłam głową, zszokowana jej brakiem emocjonalnego termostatu. Moją siostrę nie uderzyło nigdy nic złego. Poczułam moment zazdrości, który osiągnął dwadzieścia odcieni zieleni.
- Johanna nie spodziewa się dziecka – odezwał się ojciec. – Obawiam się, że chodzi o coś poważniejszego.
Przez minutę zastanawiałam się co mogło być poważniejsze od dziecka. Czy w ogóle pozwoliłby mojemu dziecku nazywać go dziadkiem? Caleb siedział obok mnie spięty. Gdy tatuś wspomniał o dziecku, Caleb chwycił mnie za rękę i ją ścisnął.
Ojciec patrzył na Caleba, kiedy mówił. Tak właśnie z nim było. Jeżeli w pomieszczeniu znajdował się mężczyzna, to na niego właśnie patrzył – nawet jeśli miał poinformować swoją żonę i córkę o jego nadciągającym upadku.
Słuchałam całej sprawy, ściskając dłoń mojego męża, jakby tylko ona utrzymywała mnie przy zdrowiu psychicznym. Pomimo złości, którą czułam do ojca, miałam nadzieję, że nie będzie miał wielkich kłopotów. Czy to było możliwe, kiedy zrobiło się coś takiego?
Opowiedział nam o testach, a kiedy przyznał się do sfałszowania wyników, poczułam jak Caleb zesztywniał. Zakończył swoją historię miłym ciosem prosto w mój brzuch.
- Zostałem oskarżony. Będą zajmować się także Johanną.
Caleb poskoczył. – Co? Co Leah ma z tym wszystkim wspólnego?
- Jej podpisy są na wszystkich papierach. Żadne z testów nie mogłoby zostać wykonane bez jej podpisu. Tak samo jak wypuszczenie leku na rynek.
Wydałam dźwięk, który brzmiał jak zduszony strach. Caleb spojrzał na mnie, jego oczy paliły się jak dwie bursztynowe kule. Zmrużył je. – Czy to prawda? Wiedziałaś, co się działo?
Potrząsnęłam głową. – Tylko podpisywałam to, co kazał mi podpisać. Nic nie wiedziałam o prawdziwych wynikach.
Odwrócił głowę z powrotem do mojego ojca. – Powiesz im… - Wycelował w niego palec. Nie sądzę, że kiedykolwiek widziałam jak Caleb celował w kogoś palcem.
Ojciec już potrząsał głową. – Nic to nie zmieni, Caleb.
W tej chwili czułam moją wartość. Pens. Byłam chodnikowym odrzutkiem – brudnym kawałkiem metalu przyklejonym do spodu podstawki, poduszek kanapowych, starych portfelów i pod lodówką pomiędzy wysuszonym winogronem a niezidentyfikowanym włosem – to byłam ja. On nie widział we mnie żadnej wartości, poza wykorzystaniem mnie, kiedy przegrywał.
Cholera. Choleracholeracholera.
Głos Caleba był twardym kamieniem wbijającym się w żwir. Nie potrafiłam odgadnąć co mówił, dopóki nie było za późno. Usłyszałam słowa To twoja córka, tuż przed tym jak rzucił się naprzód. Zobaczyłam wstrząs na twarzy mojego ojca, jak mój piękny, rudobrunatnowłosy mąż zadał cios, na który Tyson skinąłby głową z aprobatą. Moja siostra i matka zaczęły krzyczeć. Zakryłam uszy. Można by przysiąc, że nigdy nie widziały jak mężczyźnie pokazuje się, gdzie jest jego miejsce. Chciałam, żeby Caleb znowu go uderzył, przeważnie za to, że mnie nie kochał, ale również dlatego, że oficjalnie byłam w beczce poważnych kłopotów.
- Caleb! – Złapałam go, odciągając do tyłu. Jego ciało nadal zwrócone było w kierunku mojego ojca, jakby znowu chciał go uderzyć. – Chodźmy. Chcę wyjść.
Jego szczęka była przerażająca. Serio. Wsadźcie mnie do pokoju z setką wygłodniałych pum zanim wsadzicie mnie do pokoju ze szczęką Caleba.
Caleb chwycił mnie za rękę. Mój ojciec, wielki Charles Austin Smith leżał twarzą do góry na szezlongu, jego nos krwawił poprzez jego palce, a twarz miała kolor surowej wątroby. Nim wyszliśmy, zatrzymałam się. Mój oddech dorównywał mojemu sercu. Caleb spojrzał na mnie pytająco i pokręciłam głową. Spojrzałam na moją rodzinę. Cała trójka skupiała się krwawiącej twarzy mojego ojca. Oczy mojej matki były przerażone, jak próbowała zetrzeć krew serwetką od napoju. Moja siostra powtarzała w kółko Tatusiu, płacząc. Czułam się zrażona i przerażona, jak to obserwowałam. Po raz pierwszy nie chciałam do nich przynależeć. Nie chciałam być częścią ich krwawiącego, kulącego się tria.
- Tatusiu? – Uniósł głowę i zobaczyłam jak znalazły mnie jego przekrwione oczy. Matka i siostra przestały zawodzić, żeby też na mnie spojrzeć. – Tatusiu – powtórzyłam. – Już nigdy więcej tak cię nie nazwę. Pewnie cię to nie obchodzi i to dobrze, ponieważ mnie też nie. Wolę być córką prostytutki niż kiedykolwiek dzielić twoją krew.
Caleb ścisnął moją dłoń i wyszliśmy.


Dwa dni później był martwy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz