Przeszłość
Presja w
pracy zmieniła się po tym jak dowiedziałam się o sfałszowanych wynikach Prenavene.
Było tak, jakby on wiedział, że odkryłam jego tajemnicę i zamierzał sprawić, że
za to zapłacę. Uwaga, której zawsze od niego pragnęłam nagle się pojawiła. Tyle
że nie była to ciepła, ojcowska miłość, na którą miałam nadzieję. Stał się
wrogi i wymagający, często obrażając mnie przed ludźmi. Parę razy podnosiłam
wzrok i dostrzegałam, że się na mnie patrzył; wyraz jego twarzy był tak
dotkliwie wściekły, że kręciło mi się w głowie. Tęskniłam za koleiną, w której się
ukrywałam, gdy nie wiedział o tym, że istniałam. Bezpieczniej było być poza
zasięgiem jego wzroku. Najważniejszym pytaniem było: jak się dowiedział?
To była
Cash. Musiała. Zadałam jej szczegółowe pytania o przebieg testów. Musiała
powiedzieć to mojemu ojcu. A wszystko to pogarszał sposób, w jakim traktował ją
mój ojciec – jak dawno zaginioną pieprzoną córkę.
Kiepska
sytuacja zaczęła się tydzień przed moimi urodzinami. Ojciec zwołał nadzwyczajne
rodzinne spotkanie w domu. Caleb uważał, że to dziwne, ale ja wiedziałam, co
nadchodzi. Myślałam o przygotowaniu go podczas jazdy, ale stwierdziłam, że
lepiej wyjdzie to od Charlesa Austina, farmaceutycznego oszusta. Takim sposobem
mogę udawać niewinną i udawać, że nic nie wiedziałam o tych wydarzeniach.
Gdy przybyliśmy
do domu wszyscy czekali na nas w salonie. Zajęłam miejsce na kanapie
dwuosobowej razem z Calebem, który przyglądał się zgromadzeniu ze wzrastającą
podejrzliwością. Spojrzał na mnie, żeby zobaczyć czy coś wiedziałam, ale
wzruszyłam ramionami. Moja siostra, która siedziała obok matki, popatrzyła na
mnie tak, jakby nagle zdała sobie z czegoś sprawę.
- Jesteś w
ciąży, prawda? O to właśnie chodzi.
Potrząsnęłam
głową, zszokowana jej brakiem emocjonalnego termostatu. Moją siostrę nie
uderzyło nigdy nic złego. Poczułam moment zazdrości, który osiągnął dwadzieścia
odcieni zieleni.
- Johanna
nie spodziewa się dziecka – odezwał się ojciec. – Obawiam się, że chodzi o coś poważniejszego.
Przez
minutę zastanawiałam się co mogło być poważniejsze od dziecka. Czy w ogóle
pozwoliłby mojemu dziecku nazywać go dziadkiem? Caleb siedział obok mnie
spięty. Gdy tatuś wspomniał o dziecku, Caleb chwycił mnie za rękę i ją ścisnął.
Ojciec
patrzył na Caleba, kiedy mówił. Tak właśnie z nim było. Jeżeli w pomieszczeniu
znajdował się mężczyzna, to na niego właśnie patrzył – nawet jeśli miał
poinformować swoją żonę i córkę o jego nadciągającym upadku.
Słuchałam
całej sprawy, ściskając dłoń mojego męża, jakby tylko ona utrzymywała mnie przy
zdrowiu psychicznym. Pomimo złości, którą czułam do ojca, miałam nadzieję, że
nie będzie miał wielkich kłopotów. Czy to było możliwe, kiedy zrobiło się coś
takiego?
Opowiedział
nam o testach, a kiedy przyznał się do sfałszowania wyników, poczułam jak Caleb
zesztywniał. Zakończył swoją historię miłym ciosem prosto w mój brzuch.
- Zostałem
oskarżony. Będą zajmować się także Johanną.
Caleb
poskoczył. – Co? Co Leah ma z tym wszystkim wspólnego?
- Jej
podpisy są na wszystkich papierach. Żadne z testów nie mogłoby zostać wykonane
bez jej podpisu. Tak samo jak wypuszczenie leku na rynek.
Wydałam
dźwięk, który brzmiał jak zduszony strach. Caleb spojrzał na mnie, jego oczy paliły
się jak dwie bursztynowe kule. Zmrużył je. – Czy to prawda? Wiedziałaś, co się
działo?
Potrząsnęłam
głową. – Tylko podpisywałam to, co kazał mi podpisać. Nic nie wiedziałam o
prawdziwych wynikach.
Odwrócił
głowę z powrotem do mojego ojca. – Powiesz im… - Wycelował w niego palec. Nie
sądzę, że kiedykolwiek widziałam jak Caleb celował w kogoś palcem.
Ojciec już
potrząsał głową. – Nic to nie zmieni, Caleb.
W tej
chwili czułam moją wartość. Pens. Byłam chodnikowym odrzutkiem – brudnym kawałkiem
metalu przyklejonym do spodu podstawki, poduszek kanapowych, starych portfelów
i pod lodówką pomiędzy wysuszonym winogronem a niezidentyfikowanym włosem – to byłam
ja. On nie widział we mnie żadnej wartości, poza wykorzystaniem mnie, kiedy
przegrywał.
Cholera.
Choleracholeracholera.
Głos Caleba
był twardym kamieniem wbijającym się w żwir. Nie potrafiłam odgadnąć co mówił,
dopóki nie było za późno. Usłyszałam słowa To
twoja córka, tuż przed tym jak rzucił się naprzód. Zobaczyłam wstrząs na
twarzy mojego ojca, jak mój piękny, rudobrunatnowłosy mąż zadał cios, na który
Tyson skinąłby głową z aprobatą. Moja siostra i matka zaczęły krzyczeć.
Zakryłam uszy. Można by przysiąc, że nigdy nie widziały jak mężczyźnie pokazuje
się, gdzie jest jego miejsce. Chciałam, żeby Caleb znowu go uderzył, przeważnie
za to, że mnie nie kochał, ale również dlatego, że oficjalnie byłam w beczce
poważnych kłopotów.
- Caleb! –
Złapałam go, odciągając do tyłu. Jego ciało nadal zwrócone było w kierunku
mojego ojca, jakby znowu chciał go uderzyć. – Chodźmy. Chcę wyjść.
Jego
szczęka była przerażająca. Serio. Wsadźcie mnie do pokoju z setką wygłodniałych
pum zanim wsadzicie mnie do pokoju ze szczęką Caleba.
Caleb
chwycił mnie za rękę. Mój ojciec, wielki Charles Austin Smith leżał twarzą do
góry na szezlongu, jego nos krwawił poprzez jego palce, a twarz miała kolor
surowej wątroby. Nim wyszliśmy, zatrzymałam się. Mój oddech dorównywał mojemu
sercu. Caleb spojrzał na mnie pytająco i pokręciłam głową. Spojrzałam na moją
rodzinę. Cała trójka skupiała się krwawiącej twarzy mojego ojca. Oczy mojej
matki były przerażone, jak próbowała zetrzeć krew serwetką od napoju. Moja
siostra powtarzała w kółko Tatusiu, płacząc.
Czułam się zrażona i przerażona, jak to obserwowałam. Po raz pierwszy nie
chciałam do nich przynależeć. Nie chciałam być częścią ich krwawiącego,
kulącego się tria.
- Tatusiu? –
Uniósł głowę i zobaczyłam jak znalazły mnie jego przekrwione oczy. Matka i
siostra przestały zawodzić, żeby też na mnie spojrzeć. – Tatusiu – powtórzyłam.
– Już nigdy więcej tak cię nie nazwę. Pewnie cię to nie obchodzi i to dobrze, ponieważ
mnie też nie. Wolę być córką prostytutki niż kiedykolwiek dzielić twoją krew.
Caleb
ścisnął moją dłoń i wyszliśmy.
Dwa dni
później był martwy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz