Przeszłość
Poznałam
Caleba na dwudziestych czwartych urodzinach Katine. Odbywały się na jachcie, co
było znacznie lepsze od miejsca moich dwudziestych czwartych urodzin, które miały
miejsce w jednym z eleganckich klubów nocnych w South Beach. Ja zaprosiłam
dwieście ludzi; ona trzysta. Ale patrząc na to, że urodziny mojej najlepszej
przyjaciółki są cztery miesiące po moich, to ma przewagę z przyćmiewaniem mnie
każdego roku. Uważam to za sprawiedliwe, ponieważ jestem ładniejsza, a mój
ojciec był dwanaście miejsc wyżej od jej w Forbes.
Miałam na
sobie czarną, jedwabną sukienkę Lanvina, której widziałam jak przyglądała się
Katine tydzień temu, jak robiłyśmy zakupy w Barney’s. Jej biodra były leciutko za
szerokie aby zmieścić się w szczupłej części sukienki, więc wzięłam ją, kiedy
nie patrzyła i kupiłam. Oczywiście ona to samo zrobiłaby mnie.
Po
zrobieniu rund wśród naszych przyjaciół, skierowałam się do baru po świeże
martini. Spostrzegłam go, jak siedział na jednym ze stołków barowych. Siedział
do mnie plecami, ale po szerokości jego bioder i fryzurze wiedziałam, że będzie
piękny. Wsunęłam się na wolne miejsce obok niego i kątem oka rzuciłam mu
spojrzenie. Najpierw zauważyłam silną szczękę. Można by rozbijać orzechy o taką
szczękę. Jego nos był trochę dziwny, ale nie w nieatrakcyjny sposób. Grzbiet
był zakrzywiony, drobny zakręt w drodze. Był elegancki, tak jak byłby stary
rewolwer. Jego wargi były zbyt zmysłowe jak na mężczyznę. Gdyby nie jego nos –
ten niewiarygodnie elegancki nos – jego twarz byłaby zbyt ładna. Przeczekałam
parę tradycyjnych minut, żeby na mnie spojrzał, normalnie nie musiałam za
bardzo się trudzić, żeby przykuć samczą uwagę, ale kiedy tego nie zrobił,
odchrząknęłam. Jego oczy, które były skupione na telewizorze ponad barem,
powoli zwróciły się na mnie, jakbym była narzuconym ciężarem. Były koloru
syropu klonowego, gdyby podniosło się go do światła. Czekałam, aż na jego twarz
wpłynie szczęśliwy wyraz, jaki pojawiał się na twarzach wszystkich mężczyzn,
którzy zarobili moją uwagę. Nie nadszedł.
- Jestem Leah
– powiedziałam w końcu, wyciągając rękę.
- Cześć,
Leah. – Tak jakby uśmiechnął się połówkowo i uścisnął moją rękę, po czym
lekceważąco odwrócił się do telewizora. Znałam jego typ. Trzeba było zgrywać
osobę niedostępną z chłopakami o krzywych uśmiechach. Lubili pościg.
- Skąd
znasz Katine? – zapytałam, nagle czując się desperacko.
- Kogo?
- Katine…
dziewczyna, na której jesteś urodzinach?
- Ach,
Katine – powiedział, upijając łyk ze swojej szklanki. – Nie znam jej.
Czekałam,
aż wyjaśni, że przyszedł z przyjacielem albo że jest dalekim krewnym kogoś na
przyjęciu, ale nic nie powiedział. Postanowiłam wypróbować nowy sposób.
- Czy
potrzebujesz Bourbonu i piwa do tej szkockiej?
Spojrzał na
mnie po raz pierwszy, mrugając, jakby oczyszczał widok.
- Czy to
jest twoja najlepsza gadka na podryw? Tekst z piosenki country?
Zobaczyłam
ślad śmiechu w jego oczach i uśmiechnęłam się zachęcona.
- Hej,
wszyscy mamy zły nawyk i moim jest muzyka country.
Przyglądał
mi się przez minutę, jego oczy przesuwały się po moich włosach i zatrzymały na
ustach. Przeciągnął palcami po kondensacji na szklance, zbierając wilgoć czubkami
palców. Patrzyłam z fascynacją jak użył kciuka, żeby zetrzeć wilgoć z koniuszków
palców.
- Okej –
powiedział, odwracając się do mnie. – Jakie masz inne złe nawyki?
W tamtej
chwili mogłam odpowiedzieć ciebie.
- Nie, nie –
odparłam, uwodzicielsko potrząsając głową i pochylając się wystarczająco, żeby
dać mu widok z lotu ptaka na mój dekolt. – Już jeden wypuściłam z torby. Twoja
kolej.
Odchrząknął
głośno i zerknął na szklankę. Powoli nią zakręcił, wracając do mnie wzrokiem,
jakby decydował się czy warto było ciągnąć rozmowę. Po długiej ciszy jego oczy
pokryły się lodem i rzekł. – Trujące kobiety.
Wyprostowałam
się, zaskoczona. To było idealne. Byłam przy dziesiątce na skali trucizny.
Jeżeli potrzebował jadu, mogłam wstrzyknąć mu go prosto w szyję.
Wziął długi,
twardy łyk swojej szkockiej. Oceniłam sytuację. Wyraźne było, że ten mężczyzna
właśnie przeżył poważne załamanie emocjonalne. Pielęgnował bardzo mocny i
bardzo drogi napój na przyjęciu na jachcie, na którym raczej nie chciałby być
obecny. Pomimo faktu, że ofiarowałam moje dobroci, mając na sobie sukienkę, która
mało pozostawiała wyobraźni, on ledwo co na mnie spojrzał. Normalnie, mężczyzna
po przeżyciu zawodu miłosnego nie przestraszyłby mnie. Potrafili zapewnić
namiętny, przypadkowy seks w ślad za złamanym sercem. Widzą w tobie tylko
najlepsze cechy; cechy, które przypominają im lepsze dni z ich byłymi, oblewają
cię komplementami i trzymają się ciebie z wdzięcznością przez wypełniony zabawą
tydzień lub dwa. Delektuję się mężczyznami po zawodach miłosnych. Ale ten był
inny. Ten nie kwestionował swojej wartości jako człowiek, bo zakończył się jego
związek. Kwestionował jej rozsądek. Próbował rozgryźć, w jakiej dokładnie
chwili wszystko zaczęło się pruć.
Był
nienagannie ubrany, bez starania się. Naturalnie tak się ubierał – co oznaczało,
że miał kasę – a ja kochałam kasę. Rozpoznałam królewski znak Rolexa, nitkę
Armani’ego, łatwy sposób z jakim patrzył na świat. Również rozpoznałam to jak
mówił „dziękuję”, kiedy barman zapełnił jego szklankę i to kiedy para obok
niego ciągle przeklinała, on się wzdrygał. Jego typ rzadko kiedy był singlem.
Zastanawiałam się co za głupia suka pozwoliła mu odejść. Kimkolwiek ona była, bardzo
szybko wymażę ją z jego pamięci. Dlaczego? Ponieważ byłam najlepszą z
najlepszych: Godivą, Maserati, doskonałym bezbarwnym diamentem. Potrafię
poprawić życie każdego – zwłaszcza tego mężczyzny.
Z moim
nowoodkrytym przekonaniem o naszym przyszłym związku, uśmiechnęłam się do niego
i skrzyżowałam nogi tak, że spódnica uniosła się na moim udzie.
- Dobra –
powiedziałam wolno. – Dzisiaj jest twój szczęśliwy dzień.
- Dlaczego?
Nawet nie
spojrzał na moje nogi. Westchnęłam.
- Cóż,
zamierzałam powiedzieć coś bystrego o byciu również trującą, ale patrząc na
ciebie sądzę, że potrzebujesz dobrej dawki Jamba Juice czy coś.
Parsknął
śmiechem.
- Widzisz,
jestem zabawna – zażartowałam.
- Tak. –
Uśmiechnął się. – Troszeczkę.
Ośmielona,
położyłam łokcie po bokach i obróciłam się stołkiem twarzą do niego. Moje kolana
dotykały teraz wnętrza jego uda, a on nie próbował się odsunąć.
Naiwniak.
- Więc… -
Wyciągnęłam brzoskwiniową papierośnicę z mojej torebki. – To mój kolejny zły
nawyk, masz coś przeciwko? – Spojrzał na papierosa uniesionego do moich warg i
pokręcił głową. Zapaliłam i wciągnęłam w jednym, gładkim ruchu, który
udoskonaliłam.
- Jak ci na
imię, panie Smutne Oczy?
Jego usta
zadrgały w kącikach, jak jego brwi zrobiły mały taniec do góry.
- Caleb –
odparł. – Caleb Drake.
Wypróbowałam
Drake z moim imieniem i stwierdziłam, że mi się podoba.
Wydmuchałam
dym w stronę oceanu.
- Ja jestem
Leah… a jeżeli zagrasz dobrze swoimi kartami, mogłabym być Leah Drake. –
Uniosłam brwi.
- Wow. Wow…
- powtórzył. – To prawie orzeźwiające.
- Ona nie
chciała za ciebie wyjść? – zapytałam współczująco.
- Nie
chciała robić wielu rzeczy – powiedział, przełykając resztę szkockiej i podnosząc
się. Był cudownie wysoki. W myślach postawiłam siebie pod jego ramieniem, co
sprawiało, że musiał mieć co najmniej 185 centymetrów.
Czekałam na
jego kolejny ruch. Cokolwiek zrobi, i tak jest mój.
Wstał i
pocałował moją rękę. Byłem zdezorientowana.
- Dobranoc,
Leah – rzekł. Potem ku mojemu kompletnemu zdziwieniu, odszedł.
Byłam
skonfundowana.
Myślałam,
że mieliśmy chemię.
Myślałam o
nim następnego dnia, pielęgnując mojego kaca. Kim on był? Czemu przyszedł? Co
ona mu zrobiła, że mnie przepuścił? Mnie! Krótko rozważałam pomysł, że jego eks
była sławą. Jeden Bóg wie, że był wystarczająco przystojny, żeby złamać serce
sławie. Pomyślałam o jego chłodnej nonszalancji, trzepocie, który czułam, kiedy
na mnie spojrzał. Czy kiedykolwiek musiałam starać się tak mocno, aby sprawić,
żeby spojrzał na mnie mężczyzna? Nie. A gdy spojrzał, chciało się, żeby
przestał. Patrzył na ciebie, jakby już cię znał – bezpośrednio, trochę
znudzenie, krytycznie. Sprawiał, że zastanawiałaś się jak byłoby być po drugiej
stronie tego spojrzenia, żeby mieć na sobie jego wzrok, ponieważ tam chciał go
mieć.
Grzebałam
trochę, próbowałam dowiedzieć się kim był i gdzie spędzał czas. Byłam
utalentowanym detektywem. Moje sieci społeczne były szerokie i po dwóch
rozmowach telefonicznych wiedziałam, gdzie znaleźć Caleba Drake’a. Jeszcze dwa
telefony i miałam kogoś ustawiającego nas na randkę w ciemno.
- Poczekaj
co najmniej miesiąc – powiedziałam do mojej kuzynki. – Daj mu trochę więcej
czasu na wylizanie ran zanim go uratuję.
Miesiąc
później szłam do knajpy sushi nazywanej Tatu, gorąco czepiało się moich nagich
nóg, serce obijało się mocno o żebra.
-
Niemożliwe – powiedział jak tylko mnie zobaczył.
Udałam
zaskoczenie. Pochylając głowę, zapytałam. – Singiel i Brytyjczyk, szukający
rudej?
Roześmiał
się głęboko i uściskał mnie.
Miał na
sobie białą koszulkę na guziki, rękawy podwinął do łokci i spodenki khaki. Był
złotobrązowy, jakby opalał się każdego dnia odkąd widziałam go ostatni raz.
- Skąd
znasz Sarah? – Przytrzymał mi drzwi i przeszłam obok niego.
- To moja
kuzynka. – Uśmiechnęłam się ironicznie. – A ty skąd ją znasz?
Oczywiście
już znałam odpowiedź. Chłopak Sarah był z bractwa Caleba. W wieczór przyjęcia
Katine przyszedł razem z nimi.
Słuchałam
jak wyjaśniał ten związek. Jego akcent był seksowny. Kiedy podążyliśmy za
gospodarzem do naszego stolika, położył rękę na moich plecach. To było znajome
i zaborcze. Podobało mi się to. Zastanawiałam się czy zrobiłby to, gdyby było
to nasze pierwsze spotkanie.
- Wiesz,
jak Sarah skusiła mnie na tę randkę w ciemno? – zapytał.
Zaprzeczyłam.
-
Powiedziała, że masz ładne nogi.
Uśmiechnęłam
się i przygryzłam wargę. – I? – Wyciągnęłam je spod stołu, trzymając razem
kostki. Moja sukienka była niebezpiecznie krótka. Oczywiście wiedziałam, że
lubił ładną parę nóg. Przez godzinę maglowałam głupiego chłopaka Sarah, żeby
dowiedzieć się o nim wszystkiego, co mogłam.
Uśmiechnął
się szeroko. Patrzył mi w oczy, mówiąc. – Niezłe.
Poczułam
mrowienie aż w palcach u stóp. Na te spojrzenie właśnie czekałam.
Następnego
poranka obudziłam się w jego łóżku. Rozciągając się, rozejrzałam się po jego
pokoju. Moje mięśnie były luksusowo obolałe. Nie byłam wyginana na tak wiele
sposobów odkąd byłam gimnastyczką w liceum.
Usłyszałam
prysznic w sąsiedniej łazience i obróciłem się, żeby zobaczyć czy miałam na
niego widok przez otwarte drzwi. Miałam.
Poprzedniej
nocy przeszliśmy przez trzy drinki i kolację bez przerwy w rozmowie. To było
jak rozmawianie z kimś, kogo znałam od wielu lat. Byłam z nim taka odprężona i
przypuszczałam, że on czuł to samo ze mną, bo odpowiadał na każde moje pytanie
bez wahania. Gdy opuściliśmy restauracje, nie było wątpliwości czy pójdę z nim
do domu. Wskoczyłam do jego kabrioletu i przejechaliśmy krótkie piętnaście
minut do jego wieżowca. Nasz szlak ubrań zaczynał się przy drzwiach wejściowych
i kończył u podnóża jego łóżka, gdzie swawolnie odrzuciliśmy na bok ostatni
kawałek tego, co miałam na sobie. Miło byłoby obwiniać alkohol za moją
lekkomyślność, ale prawdę powiedziawszy oboje przestaliśmy pić przed jedzeniem.
Wszystko, co się wydarzyło… wydarzyło się bez wpływu alkoholu.
Gdy Caleb
wyszedł spod prysznica, nadal opierałam się na łokciu. Nie zrobiłam żadnego
udawania w związku z obserwowaniem go. Przeciągnął ręcznikiem po włosach,
sprawiając, że stanęły w różnych kierunkach. Uśmiechnęłam się szeroko i
poklepałam łóżko. Upuszczając ręcznik, położył się obok mnie.
- Nadal
jesteś smutny? – zapytałam, kładąc brodę na jego torsie.
Poddał się
półuśmiechowi i pstryknął mnie w nos.
- Czuję się
trochę pogodniej.
- Ooo…
trochę pogodniej… - przedrzeźniłam jego akcent i zaczęłam zsuwać się z łóżka.
Złapał mnie za kostki i przyciągnął z powrotem.
- O wiele
pogodniej – powiedział.
- Chcesz
jeszcze jedną rundkę, a potem iść na lunch? – zapytałam, przesuwając palcem po
jego klatce piersiowej.
- Zależy –
odparł, łapiąc moją rękę.
Czekałam,
aż kontynuuje bez zadawania tradycyjnego „od czego?”.
- Nie
szukam niczego poważnego, Leah. Nadal mam namieszane w głowie po…
- Ostatniej
dziewczynie? – Uśmiechnęłam się ironicznie i pochyliłam, żeby go pocałować. –
Cokolwiek chcesz – powiedziałam przy jego ustach. – Czy wyglądam dla ciebie na
dziewczynę z zobowiązaniami?
- Wyglądasz
jak kłopoty. – Uśmiechnął się szeroko. – Kiedy dorastałem, matka mawiała mi,
żebym nigdy nie ufał rudym.
Zmarszczyłam
brwi. – Są tylko dwa powody, dla których coś takiego powiedziała.
Caleb
podniósł brwi. – A są nimi?
- Albo twój
ojciec przespał się z rudą, albo twoja mama nią jest.
Kręciło mi
się w głowie od jego krzywego uśmiechu. Tym razem dosięgnął jego oczu.
- Lubię cię
– powiedział.
- To dobrze,
Skaucie. Naprawdę dobrze.