Przeszłość
Zawiozłam posępną Jessicę do
przychodni sobotniego poranka, jak było ustalone. Dzień był trafnie ponury, a
ona patrzyła przez okno przez większość drogi, wygłaszając sporadyczne
komentarze o sklepie, który minęłyśmy czy o restauracji, do której zabrał ją
Caleb. Zastanawiałam się czy jest ona zdolna mówić o czymkolwiek innym niż
Calebie, kiedy wskazała na billboard Calvina Kleina i powiedziała, że Caleb jest
o wiele seksowniejszy od faceta modelującego bieliznę. Wyobraziłam go sobie w
bokserkach pływającego w basenie i nagle dostałam zawrotów głowy. Był. Obrzydliwa, zapładniająca dziewczynę,
kanalia.
Przychodnia była ekskluzywna,
zdecydowanie nie była jednym z tych podejrzanych śródmiejskich miejsc, które
jest schowane za witryną sklepową. Tutaj bogate dziewczyny przychodziły zetrzeć
swoją nieostrożność… w stylu Boca Raton.
Poczekalnia wypchana była ogromnymi
meblami oraz oprawioną sztuką. Wybrałam miejsce w dalekim kącie i wpatrzyłam
się intensywnie w makramową[1]
doniczkę, podczas gdy Jessica rozmawiała z recepcjonistką. Przyszła usiąść obok
mnie, wypełniając plik formularzy. Kreślenie długopisem po papierze było
jedynym dźwiękiem w pomieszczeniu. Zanim pielęgniarka zaprowadziła ją na tyły,
spojrzała na mnie oczami jak spodki i powiedziała…
- Myślisz, że dobrze robię?
Nerw w mojej brwi zaczął drżeć. Byłam
tylko kierowcą. Nie chciałam być trenerem jej sumienia. Gdybym powiedziała jej
„nie” od razu byśmy stąd wyszły, szukała ona powodu do wyjścia, a gdybym
powiedziała jej „tak”… cóż… czyniłoby mnie to współwinną.
Pomyślałam o Calebie. Zrobiłby on
prawidłową rzecz i poślubiłby ją, jeżeli zatrzymałaby dziecko. Prawdopodobnie
rozwiedliby się w ciągu pięciu lat. Rozbita rodzina, złamane serca… ja bez
niego. Przełknęłam ciężko ślinę.
- Jak najbardziej – powiedziałam,
kiwając głową.
Uśmiechnęła się promiennie i chwyciła
moją dłoń.
- Dziękuję ci, Olivio – powiedziała,
ściskając ją. Łagodnie odciągnęłam palce i wsadziłam ręce pod moją torebkę.
OmójBoże,omójBoże,omójBoże.
Wstała, żeby odejść, a ja miałam
ochotę porwać ją za rękę i pobiec do auta. Co ja wyprawiałam? Mogłam zmienić
jej zdanie! Zrobiła jeden krok, dwa i chwila dobroci minęła, porywając przy tym
moje sumienie. Pielęgniarka przeprowadziła Jessicę przez podwójne drzwi i już
jej nie było. Było mi niedobrze – jakby cała krew w moich żyłach zamieniła się
w ocet. Co ja zrobiłam? I dla czego? Niego? Czy naprawdę planowałam wykorzystać
tę informację, żeby dostać to, co chciałam? Kołysałam się w przód i w tył,
obejmując ramionami brzuch.
- Nic ci nie jest? – zapytała
recepcjonistka, spoglądając zza płyty matowego szkła, za którą siedziała.
- Coś zjadłam – rzekłam. Skinęła
głową, jakby rozumiała i wskazała mi kierunek łazienki. Ukrywałam się w kabinie
dla niepełnosprawnych przez pół godziny, przyciskając plecy do drzwi,
przekonując swoje poobijane sumienie, że to był wyłącznie jej wybór, a ja nie
miałam z tym nic wspólnego. Kiedy minęło wystarczająco czasu z powrotem
wślizgnęłam się do poczekalni i zajęłam miejsce.
Przejrzałam kilka czasopism i
obgryzałam paznokcie. Jeszcze jedna dziewczyna przybyła podczas mojego
udręczonego czasu tam. Wyglądała na około szesnaście lat i była odprowadzana
przez swoją matkę, która chowała się za parą okularów przeciwsłonecznych. Matka
pośpieszyła do okna, podczas gdy jej córka zgarbiła się na krześle i zaczęła
pisać na jej telefonie, kciuki poruszały się jak szybka maszyneria nad klawiaturą.
Oderwałam wzrok. Moja matka zmusiłaby mnie, żebym je zatrzymała. Pamiętam jak
mi mówiła – Będę przeklęta, jeśli moja
córka odejdzie od odpowiedzialności. Zrób to raz i będziesz to robić przez
resztę życia. – Naprawdę tęskniłam za moją matką. Może gdyby żyła, nie
byłabym tak zdemoralizowana.
Godzinę później podeszła do mnie
pielęgniarka, pochylając się, by powiedzieć coś tym ściszonym tonem, którego
każdy używa. Jeśli będziemy cicho mówili,
może nie przyciągniemy uwagi do tego, co tutaj naprawdę się dzieje.
- Jessica jest gotowa. Możesz
podjechać samochodem na tył, żeby ją zabrać.
Wzdrygnęłam się. Odsyłali ją tyłem
budynku. Przebiegle, jakby była złym śmieciem. Szybko wyszłam i wskoczyłam do
mojego auta, ciesząc się, że uwolniłam się od tego miejsca. Pielęgniarka stała
za wózkiem inwalidzkim Jessici, ręce lekko opierając na jej ramionach. Jessica
była blada jak obrany ziemniak. Uśmiechnęła się, kiedy podjechałam – uśmiechem
pełnym ulgi, przez który poczułam się nieswojo. Wyskoczyłam z samochodu i pospieszyłam,
żeby otworzyć drzwi pasażerskie.
- Ona nie może podnosić nic ciężkiego
i ani ćwiczyć przez tydzień – poinformowała mnie pielęgniarka. Potaknęłam.
- Wszystko w porządku? – spytałam ją,
gdy przeniosła się z krzesła na moje przednie miejsce.
Skinęła słabo głową.
Odjechałam od krawężnika z niepokojem
buzującym w żołądku.
Osiągnęłam to, co zaplanowałam zrobić
a teraz musiałam odsunąć od siebie Jessicę tak daleko, jak to możliwe.
Sprawiła, że czułam poczucie winy, luksus, na który nie mogłam sobie pozwolić
podczas próbowania skradnięcia Caleba.
Włączyłam radio, jak wjechałyśmy na
autostradę. Jessica spędziła większość jazdy do domu znowu wyglądając przez
okno. Część mnie chciała zapytać, co ona czuła, czy była smutna, czy czuła
ulgę. Lecz część mnie, która pragnęła Caleba trzymała mój język przyklejony do
podniebienia. To był biznes,
przypomniałam sobie. Nie byłam tutaj żeby się zaprzyjaźniać.
Gdy ukazały się szare dachy kampusu,
obydwie odetchnęłyśmy z ulgą. Zaparkowałam auto przed budynkiem i wysiadłam, żeby
otworzyć jej drzwi.
- Chcesz, żebym pomogła ci dojść do
twojego pokoju?
Potrząsnęła głową na „nie” i
skrzywiła się, jak pomogłam jej wysiąść. Była blada, a jej zwykle pełne wargi
wyglądały wiotko i płochliwo pod jej cieknącym nosem. To nie ta Jessica Alexander
przedstawiona w szkolnej gazetce mniej niż dwa miesiące temu. Nawet jej włosy
były matowe i bez wyrazu, zwisając naokoło jej twarzy w tłustych pasmach.
Uściskała mnie, zanim powłóczyła się
do wind. Patrzyłam, jak przyciska guzik, opierając się bezwładnie o ścianę,
obejmując ramionami tułowie. Kiedy winda w końcu przyjechała, odwróciła się
ostatni raz, by pomachać mi słabo, potem weszła do środka i zniknęła za
drzwiami. Osunęłam się na mój samochód, nagle czując wyczerpanie. Postanowiłam
nie wracać do swojego pokoju. Cammie tam będzie, a gdy chodziło o mnie, była
szalenie spostrzegawcza. Zamiast tego pojechałam do miejsca śniadaniowego kilka
mil dalej i zasiadłam przy barze z gazetą, której pozbył się ktoś na zewnątrz.
Artykuł z pierwszej strony był o
Laurze Hilberson i brakiem postępów w jej sprawie. Oficer śledczy zajmujący się
przypadkiem spekulował, iż być może zniknięcie Laury nie było uprowadzeniem
oraz że wszystkie dowody wskazywały, że Laura celowo zniknęła. Jej zrozpaczeni
rodzice błagali kogokolwiek, by zgłosił się z informacjami.
Chciałabym zwrócić lepszą uwagę na tę
dziewczynę, kiedy dzieliła ze mną zajęcia. Były to moje przed-Calebowe dni, gdy
nic mnie nie obchodziło, z kim się umawiał i dlaczego. Nie wydawała się ona
typem dziewczyny, która chciałaby zniknąć. Była popularna i radosna, na
kierunku komunikacji, według gazety, miała aspiracje na stanie się prezenterką
wiadomości. Wpatrywałam się w jej ziarniste zdjęcie i spróbowałam sobie
wyobrazić ją siedzącą za biurem prezenterki w wiadomościach o szóstej. Teraz
była w wiadomościach o szóstej. Było mi jej żal, gdziekolwiek była. Coś poszło
okropnie nie tak, porwana czy nie, a teraz było prawdopodobne, że Laura nigdy
nie zobaczy, że jej marzenia się ziściły.
Pomyślałam o swoich własnych marzeniach,
wgryzając się w bajgla. Chciałam być prawniczką i wsadzać złych ludzi do
więzienia. Teraz ja byłam złą osobą, ponieważ knułam intrygi dla głupiego
chłopaka. Ostatnio nawet nie rozmyślałam nad swoimi marzeniami. Tak jakby Caleb
wykorzenił moją ambicję i zastąpił ją silną obsesją. Boże, naprawdę
podupadałam. Skończyłam kawę i rzuciłam pieniądze na ladę. Jeśli teraz ta
obsesja osusza moją ambicję, co się stanie, gdy już go zdobędę? Będę tak
oczarowana Calebem, że będę usatysfakcjonowana byciem jego dziewczyną i niczym
więcej? Oznaczałoby to pójście w ślady mojej matki, a ostrzegła mnie ona przed
zakochaniem się w mężczyźnie przed spełnieniem moich marzeń.
Byłam w połowie drogi w przekonaniu
siebie, by porzucić moją obsesję Calebem, gdy wróciłam do kampusu. Zaparkowałam
swój samochód na przelewającym się parkingu studenckim i pognałam do mojego
budynku akademickiego zdeterminowana. Musiałam teraz zatrzymać tę głupotę, nim
zniszczę wszystko, na co pracowałam. Wspinając się po schodach usłyszałam głosy
rozbrzmiewające echem z trzeciego piętra. Zwolniłam, kiedy uświadomiłam sobie,
że jeden z nich należał do Jessici. Gruchała, mówiąc tym słodkim, dziewczęcym
głosem, którego zaawansowane uwodzicielki używały, by oczarować mężczyzn. Szłam
powoli, próbując wyłapać tyle ile mogłam z tego, co mówiła.
- Nie dziś. Mam mój… no wiesz…
Wdrapałam się po ostatnich schodach i
skręciłam za rogiem. Jessica stała na palcach, obejmując ramionami szyję
Caleba. Stali do siebie nos do nosa, a on patrzył na nią z uwielbieniem. Zatrzymałam
się gwałtownie i obydwoje odwrócili się, żeby na mnie spojrzeć.
- Olivia! – powiedziała, brzmiąc na
speszoną. – Cześć.
- Cześć – rzekłam, patrząc na Caleba.
On patrzył przeze mnie – jakby w ogóle mnie tam nie było. Odwrócił się twarzą
do Jessici. Au. Jessica była świeżo
umyta z mokrymi włosami i zaciągniętymi w koka. Wyglądała znacznie bardziej
elegancko niż kiedy zostawiłam ją godziny temu. Wtedy mi zaświtało. Caleb
musiał napomknąć o seksie. Jessica, która otrzymała ścisłe polecenie by
powstrzymać się od figli-migli przez następne czternaście dni, próbowała
odstraszyć go historyjką o okresie.
Żenująco przestąpiłam z nogi na nogę.
Jej twarz była zaczerwieniona i patrzyła na mnie znacząco.
- Um… - Wskazałam na drzwi, które
blokowali i uniosłam brwi prezentując moje rozdrażnienie.
- Och, sorka. – Jessica zachichotała
i odsunęła Caleba z drogi. Upewniła się, żeby puścić do mnie oko, jak
przecisnęłam się obok, a ja upewniłam się, żeby musnąć plecy Caleba ramieniem.
Odsunął się gwałtownie od mojego dotyku i uśmiechnęłam się z zadowoleniem.
Bałwan.
Poszłam szybko do mojego pokoju ze
słabymi zalążkami gniewu rosnącymi w mojej piersi. Jak ona może tak się na nim
wieszać, po tym, co dopiero zrobiła? Włożyłam klucz do zamka i przekręciłam go
tak mocno, że koniuszki palców zabolały mnie od siły. Kilka godzin po usunięciu
jej dziecka i już oplata się wokół niego jak ciągnący się ser. Była idiotką, a
ja muszę go mieć – proste. Nauczę się zbalansować go ze swoją ambicją. Mogę
mieć obydwie rzeczy i będę miała. Przeszłam przez drzwi z determinacją i
powiedziałam Cammie, żeby się zamknęła zanim miała szansę otworzyć usta.
Rzuciłam się na łóżko i udawałam, że czytam podręcznik. Do końca tygodnia
związek Jessici i Caleba będzie w strzępach, a ja będę miała swoją drugą
szansę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz