24.10.13

Dirty Red - rozdział 1

Teraźniejszość

Spoglądam na różową, krzyczącą istotę w moich ramionach i panikuję.
Panika jest wirem wodnym. Ożywa w twoim mózgu jak wir, nabierając prędkości, kiedy wlewa się do reszty twojego ciała. Kręci się w kółko, przyśpieszając bicie twojego serca. Kręci się w kółko, zawiązując i wzbudzając dolegliwości w twoim żołądku. Kręci się w kółko, uderza w twoje kolana, osłabiając je przed stworzeniem szamba w palcach u stóp. Podwijasz palce, bierzesz kilka głębokich wdechów i chwytasz się zdrowego rozsądku, zanim wessie cię panika.
To jest moje pierwsze dziesięć sekund bycia matką.
Oddaję ją jej ojcu. – Musimy zatrudnić nianię.
Wachluję się egzemplarzem Vogue’a, dopóki nie staje się zbyt ciężki, wtedy pozwalam nadgarstkowi opaść bezwładnie, upuszczając magazyn na podłogę.
- Mogę dostać moje Pellegrino? – Macham palcami w kierunku butelki wody, która jest poza moim zasięgiem i opieram głowę o płaską, szpitalną poduszkę. Oto są fakty: ludzkie istnienie właśnie wypadło z mojego ciała po tym, jak rosło w nim przez dziewięć miesięcy. Pasożytnicze podobieństwa wystarczają, żebym złapała lekarza za klapy i zażądała, żeby zawiązał moje rurki w ładną kokardkę. Mój brzuch – który już obejrzałam – wygląda jak spuszczony z powietrza balon w kolorze skóry. Jestem zmęczona i obolała. Chcę iść do domu. Kiedy moja woda nie nadchodzi, uchylam jedno oko. Czy ludzie nie powinni biegać wokół mnie, po tym, co właśnie zrobiłam?
Dziecko i ojciec stoją przed oknem, oprawieni przyciemnionym, popołudniowym światłem jak tandetna reklama szpitalna. Potrzebują tylko chwytliwego, szpitalnego komentarza, żeby opisać ten moment: Zacznij twoją rodzinę od naszej rodziny.
Wysilam się, żeby przyjrzeć się im. On przytula ją w ramionach, głowę pochyla tak nisko, że ich nosy niemal się dotykają. Powinna być to czuła chwila, ale patrzy na nią z taką miłością, że czuję jak zazdrość ściska lekko moje serce. Zazdrość ma piekielnie silną rękę. Zwijam się pod jej dotykiem, czując niewygodę, że ją wpuściłam.
Dlaczego nie mogło być to chłopcem? To… moje dziecko. Świeże rozczarowanie sprawia, że przyciskam twarz do poduszki, blokując scenę przede mną. Dwie godziny wcześniej lekarka wypowiedziała słowo dziewczynka i położyła jej niebieskie, pokryte mazią ciałko na moją klatkę piersiową. Nie wiedziałam, co zrobić. Mój mąż mnie obserwował, więc wyciągnęłam rękę, żeby ją dotknąć; przez cały ten czas słowo dziewczynka zgniatało moją pierś jak słoń ważący tysiąc ton.
Dziewczynka.
Dziewczynka.
Dziewczynka.
Będę musiała dzielić się moim mężem z inną kobietą… znowu.
- Jak ją nazwiemy? – Nawet na mnie nie patrzy, kiedy mówi. Czuję, że zasłużyłam na trochę kontaktu wzrokowego.
Nie wybrałam imienia dziewczynki. Byłam pewna, że będzie chłopiec. Charles Austin – po moim ojcu.
- Nie wiem. Jakieś sugestie? – Wygładzam pościel mojego łóżka, przyglądam się paznokciom. Imię to tylko imię, prawda? Ja nawet nie używam tego, które dali mi rodzice.
On patrzy na nią przez długi czas, ręką obejmując jej główkę. Przestała machać piąstkami i leży spokojnie w jego ramionach. Znam te uczucie.
- Estella. – Imię stacza się z jego języka, jakby całe życie czekał, aby je wypowiedzieć.
Unoszę gwałtownie głowę. Spodziewałam się czegoś mniej… staromodnego. Marszczę nos.
- Brzmi jak imię starszej pani.
- Jest z książki.
Caleb i jego książki.
- Której? – Ja nie czytam… chyba że zalicza się do tego magazyny, ale są szanse, że jeśli została przerobiona w film, to pewnie widziałam.
Wielkie nadzieje.
Mrużę oczy i czuję to ssanie w żołądku. To ma coś wspólnego z nią. Wiem o tym.
Nie wyrażam słowami tych myśli. Jestem zbyt mądra, żeby zwracać uwagę na moje niepewności, więc swobodnie wzruszam ramionami i uśmiecham się w jego kierunku.
- Jakiś konkretny powód? – pytam słodko.
Przez minutę wydaje mi się, że widzę coś na jego twarzy, cień opadający na jego oczy jakby widział film odgrywający się na jego gałkach ocznych. Przełykam ciężko ślinę. Znam tę minę.
- Kochanie…?
Film kończy się i Caleb wraca do mnie. – Zawsze podobało mi się to imię. Ona wygląda jak Estella.
Haczyk w jego głosie.
Dla mnie wygląda ona jak łysy staruszek, ale potakuję. Nie potrafię odmówić mojemu mężowi, więc wygląda na to, że dziecko właśnie zostało skrzywdzone.
Kiedy jedzie do domu, żeby wziąć prysznic, wyciągam komórkę spod poduszki i szukam w Google „Estelli” z Wielkich nadziei.
Jeden serwis internetowy nazywa ją czarującą pięknością, mówi, że jest nieczułą osobowością i ma kompleks wyższości. Inny mówi, że była fizyczną reprezentacją wszystkiego, czego pragnął Pip, a nie mógł mieć. Odkładam telefon i zerkam do łóżeczka obok mnie. Caleb wszystko robi celowo. Zastanawiam się, jak długo pragnął dziewczynki. Zastanawiam się czy przez te dziewięć miesięcy, gdy planowałam mieć syna, Caleb planował mieć córkę.
Nic nie czuję – żadnych wylewnych, matczynych uczuć, o których opowiadały mi moje przyjaciółki na temat własnych dzieci. Użyły takich słów jak: bezwarunkowa miłość twojego życia. Uśmiechałam się i potakiwałam, zachowując te słowa do odniesienia się do nich, kiedy będę miała własne dziecko. A teraz jestem beznamiętna. Te słowa nic dla mnie nie znaczą. Czy czułabym się inaczej, gdyby była chłopcem? Dziecko zaczyna zawodzić i stukam w przycisk przywołujący pielęgniarkę.
- Potrzebuje pani jakiejś pomocy? – Pielęgniarka w połowie pięćdziesiątki wchodzi dziarsko do pokoju. Przyglądam się jej szczerbatemu uśmiechowi, kiwając głową.
- Może pani zabrać ją pokoju dziecinnego? Potrzebuję trochę snu.
Estella zostaje wywieziona z mojego pokoju, a ja wzdycham z ulgą.
Nie będę w tym dobra. Co ja sobie myślałam? Wdycham powietrze przez nos, wypuszczając ustami, tak jak robię w Yodze.
Chcę papierosa. Chcę papierosa. Chcę zabić kobietę, którą kocha mój mąż. To wszystko jej wina. Zaszłam w ciążę, żeby zatrzymać mężczyznę, którego już poślubiłam. Kobieta nie powinna tego robić. Powinna czuć się bezpiecznie w swoim małżeństwie. Dlatego brało się ślub – żeby czuć się bezpiecznie przed wszystkimi mężczyznami, którzy próbowali zabrać twoją duszę. Chętnie oddałam moją duszę Calebowi. Zaoferowałam ją jak baranka ofiarnego. Teraz nie tylko będę musiała konkurować ze wspomnieniem innej kobiety, ale i pomarszczonym dzieckiem. Caleb już patrzył w jej oczy, jakby mógł zobaczyć w jej źrenicach chowający się Wielki Kanion.
Wzdycham i zwijam się w kłębek, podnosząc kolana pod brodę i chwytając moje kostki.
Zrobiłam wiele rzeczy, żeby zatrzymać tego mężczyznę. Kłamałam i oszukiwałam. Byłam seksowna i potulna, gwałtowna i bezbronna. Byłam wszystkim oprócz samą sobą.
On jest teraz mój, ale nigdy mu nie wystarczam. Czuję to – widzę w sposobie, w jakim na mnie patrzy. Jego oczy są zawsze sondujące, szukające czegoś. Nie wiem, czego on szuka. Chciałabym wiedzieć. Nie mogę rywalizować z dzieckiem – moim dzieckiem.
Jestem, kim jestem.
Nazywam się Leah i zrobię wszystko, żeby zatrzymać mojego męża. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz