Moja matka przylatuje
w poniedziałek, jak było zaplanowane. Wszyscy idziemy na lotnisko, żeby ją
odebrać. Caleb jest ostrożny z wychodzeniem z dzieckiem tak szybko, ale
przekonuję go, że nic jej nie będzie, jeżeli będziemy trzymać ją w wózku.
Jestem zmęczona siedzeniem w domu, zmęczona trzymaniem butelek i zmęczona
udawaniem, że trzy i pół kilograma krzyczącego ludzkiego ciała jest urocze. Poza
tym chcę Jamba Juice. Sączę mój soczek i podążam za Calebem i wózkiem przy
odbiorze bagażu, kiedy dostrzegamy jej wstrętną jasnowłosą głowę schodzącą po
ruchomych schodach. Wywracam oczami. Ma na sobie cały biały damski garnitur.
Kto podróżuje w bieli? Macha do nas z radością i podchodzi, przytulając
najpierw Caleba, potem mnie.
Pochyla się
nad wózkiem i zasłania ręką usta, jakby walczyła z uczuciem.
Boże, chce
mi rzygać.
- Ooooch –
grucha. – Ona wygląda jak Caleb.
To
absolutna bzdura. Wczoraj zdecydowałam, że wygląda dokładnie tak jak ja.
Dziecko ma puszyste rude włosy i twarz w kształcie serca. Mimo wszystko Caleb
uśmiecha się szeroko i zaczynają pięciominutową rozmowę o pokarmie Estelli i
nawyku robienia kupy. Jestem zdumiona skąd ona wie cokolwiek o jedzeniu dzieci
i robieniu kupy, skoro mnie i moją siostrę wychowała niańka. Niecierpliwie
stukam stopą o tandetną wykładzinę tropikalną i patrzę tęsknie na wyjście.
Teraz gdy już tutaj jestem, to chcę po prostu wyjść. Czemu myślałam, że to był
dobry pomysł?
Gdy uwaga
Caleba jest odwrócona na dziecko, matka szturcha mnie oskarżycielsko w brzuch i
potrząsa głową. Wciągam brzuch i rozglądam się z miną winowajcy. Kto jeszcze
zauważył? Prawda, urodziłam dziecko tylko trzy dni temu, ale byłam taka
ostrożna z chodzeniem z wysoko uniesioną głową – wciąganiem grubego brzucha.
Mój chwilowy błąd wprawia mnie w zakłopotanie. Tylko o tym myślę w drodze do
domu. Zawieram ze sobą układ, że przestanę jeść, dopóki nie powrócę do dawnej
figury.
W domu mama
upiera się, żeby zająć pokój obok Estelli, chociaż miałam dla niej przygotowany
większy gościnny pokój.
- Matko,
jaki jest cel zajęcia tego pokoju? – pytam, gdy Caleb kładzie jej torbę obok
łóżka.
- Chcę ci
pomóc, Leah. Wstawać do niej w środku nocy i robić resztę tych rzeczy. – Mruga rzęsami
do Caleba który uśmiecha się do niej.
Powstrzymuję
wywrócenie oczami.
Ona udaje
bycie zachwyconą dzieckiem, ale ja wiem lepiej. Publiczne ubóstwianie jest tym,
co robi, żeby poprawić swój wizerunek, a kiedy jej publiczność znika – to również
miłość. Pamiętam bycie dzieckiem, jak głaskała moje włosy, całowała moją twarz,
komentowała jaka jestem ładna – wszystko to przed jej znajomymi. Kiedy wyszli,
byłam posyłana do mojego pokoju, żeby się uczyć albo ćwiczyć granie na
skrzypcach – zasadniczo miałam zniknąć jej z oczu, do jej następnego
przedstawienia „dobrej mamusi”.
- Naprawdę,
matko? – pytam przez zęby. – Jak ją usłyszysz po tym jak weźmiesz swoje
tabletki nasenne?
Na jej
twarzy pojawiają się plamy. Caleb szturcha mnie w łokciem w żebra. Nie mamy
rozmawiać o jej uzależnieniu do pomocy nasennych.
- Dzisiaj
ich nie wezmę – odpowiada zdecydowanie. – Nakarmię ją, żebyś mogła odpocząć.
Caleb
przytula ją szybko, zanim wszyscy schodzimy na dół.
Przyglądam
się podejrzliwie z taboretu w kuchni, jak nosi Estellę i jej śpiewa. Rozmawiamy
na błahe tematy, albo oni to robią. Skubię moje rozdwojone końcówki.
- Będziemy
spędzały cudownie czas, kiedy nie będzie tatusia – grucha do dziecka. – Ty,
mamusia i ja.
Caleb
posyła mi ostrzegające spojrzenie i idzie na górę, żeby zebrać ostatnie rzeczy
na podróż. Palę się, żeby wygłosić wredny komentarz, ale pamiętam obietnicę,
jaką mu złożyłam i gryzę się w język. Poza tym, jeżeli chce bawić się w „babcię”
i zająć się wszystkimi potrzebami Estelli, podczas gdy nie będzie Caleba, to niech
tak będzie. Zaoszczędzi mi to kłopotów.
- Jej włosy
są rude – odzywa się matka, jak tylko jest on poza zasięgiem słuchu.
- Tak,
zauważyłam.
Cmoka
językiem. – Zawsze wyobrażałam sobie, że moje wnuki będą ciemnowłose jak
Charles.
- Nie jest –
warczę – bo jest moja.
Rzuca mi
spojrzenie kątem oka. – Nie bądź taka drażliwa, Johanno. To nie w twoim stylu.
Zawsze
krytyczna. Nie mogę się doczekać, aż wyjedzie.
Lecz wtedy
mnie to uderza. Gdy jej nie będzie, Caleb nie będzie siedział w domu dzieckiem.
Ja będę. Ta podróż służbowa jest pierwsza z wielu, podczas których będę musiała
zarywać noce i zmieniać… ludzkie odchody… i – o Boże – robić kąpiele. Niemal
spadam z taboretu. Niania, muszę złamać w tym Caleba i sprawić, żeby zobaczył
jak bardzo potrzebuję pomocy.
- Matko –
mówię słodko – prawie za słodko, bo patrzy na mnie z uniesionymi brwiami. –
Caleb nie chce, żebym zatrudniła nianię – skarżę się. Mam nadzieję, że
przeciągnę ją na moją stronę, aby porozmawiała z nim o tym.
Jej
spojrzenie przenosi się na schody, na których Caleb zniknął kilka chwil temu.
Oblizuje wargi, a ja pochylam się, żeby lepiej słyszeć, jaką przekaże mi bryłkę
mądrości. Moja matka jest bardzo zaradną kobietą. To przez bycie żoną
kontrolującego manipulanta. Musiała nauczyć się, żeby wszystko poszło po jej
myśli, bez sprawienia, aby wszystko poszło po jej myśli.
Kiedy Court
miała osiemnaście lat, chciała polecieć z przyjaciółmi do Europy. Mój ojciec
odmówił. Cóż, w rzeczywistości, to nigdy nie odmówił słownie. Przeciął
powietrze ręką jak tylko słowa wyszły z jej ust. CIĘCIE. To było powszechne
zdarzenie w naszym greckim domu. Nie lubiłeś kolacji? CIĘCIE. Miałeś zły dzień
i nie chcesz, żeby ktoś odzywał się do ciebie? CIĘCIE. Leah rozbija swoje auto
warte pięćdziesiąt dolarów po raz piąty? CIĘCIE. Na koniec całego cięcia, Court
poleciała do Europy.
Pamiętasz, kiedy byłeś biednym chłopcem? Jak bardzo
chciałeś podróżować? Matka.
Ona nadal jest dzieckiem. Ojciec.
Dobrze, że leci, kiedy nadal możemy ją kontrolować.
Płacimy za podróż, hotele i najbezpieczniejszy transport… o wiele lepiej niż
żeby leciała po dwudziestce, przesypiając drogę przez Francję. Matka.
Mój ojciec
nienawidził Francuzów.
Wyglądał na
zamyślonego. Logika matki była kusząca. Tydzień później wszystko zarezerwował.
Court była ostrożną, kontrolowaną obserwacją, ale na Boga, mogła polecieć do
Europy. Poszłam do dwuletniego college’u przygotowującego do wyższych studiów.
Dała mi mały obraz, który kupiła od ulicznego sprzedawcy. Była to czerwona
parasolka wisząca w deszczu tak, jakby trzymała ją niewidzialna ręka. Odsunęłam
papier i od razu wiedziałam, co próbowała mi powiedzieć. Rozpłakałam się, a
Court roześmiała się i pocałowała mnie w policzek.
- Nie
płacz, Lee. O to chodzi w obrazie, tak?
Dwa
miesiące w Europie i mówiła „ta” pod koniec wszystkich wypowiedzianych zdań.
Court jest…
była… taka urocza. Chcę o niej wspomnieć, zapytać matkę o jej ostatniego
chłopaka, ale temat jest wciąż drażliwy.
- O czym
twój mąż nie wie, to go nie zrani. – Głos matki przywraca mnie do zadania pod
ręką.
To
wszystko? Patrzę na nią beznamiętnie. Jak mam przetłumaczyć ten nonsens w
pełnoetatową pomoc przy dziecku?
Ona
wzdycha.
- Leah,
kochanie… Caleb jest na podróżach służbowych przez większość czasu, prawda?
Łapię jej
rozumowanie i powoli kiwam głową, rozszerzając oczy na tę możliwość. Mogłam to
zrobić? Zatrudnić kogoś, żeby przychodził i zajmował się dzieckiem w dni, kiedy
nie ma Caleba?
Moja matka
jest specjalistką w zakresie sztuki oszukiwania. Kiedyś, zanim wzięliśmy z
Calebem ślub, na jego prośbę zrobiliśmy sobie przerwę. Dopiero co był w
okropnym wypadku samochodowym i przeżywał utratę pamięci z powodu uderzenia w
głowę. Ku mojemu absolutnemu przerażeniu, nie pamiętał, kim byłam. Pamiętam,
jak myślałam Jak to mogło mi się stać?
Miałam zaręczyć się z mężczyzną moich marzeń, a on patrzył na mnie jakbym była
zupełnie obcą osobą. Szybko zebrałam mój zdrowy rozsądek i postanowiłam być
wspierająca, dopóki nie wróci jego pamięć. To była tylko kwestia czasu zanim
przypomniałby sobie jak bardzo chciał ze mną być i założyć na mój palec wielki
kamień Tiffany’ego, który znalazłam w jego szufladzie na skarpety. Ale zamiast
stawać się mi bliższym, gdy czekaliśmy na powrót jego pamięci, odsunął się,
decydując się na spędzanie coraz więcej czasu samemu. Niedługo potem ogłosił,
że… spotyka się z inną dziewczyną, jeżeli spotykanie
jest dobrym słowem na to co się działo, a dziewczyna jest dobrym słowem na przebiegłą, bezwartościową
latawicę, która niemal zniszczyła moje życie. Od razu zadzwoniłam do matki,
żeby poinformować ją o tym, co mi powiedział.
- Śledź go –
rzekła. – Dowiedz się, jak bardzo jest to poważne i spraw, żeby to zakończył.
Zrobiłam
tak, śledząc go jednego wieczoru do tandetnego bloku w jeszcze gorszym
sąsiedztwie. Przysadziste budynki były pomalowane na jaskrawy łososiowy kolor.
Spojrzałam na żałosną próbę architektury obrazu, która nie zrobiła nic żeby
ożywić te miejsce i zaparkowałam blok dalej od Audi Caleba. Byłam bałaganem
emocjonalnym, wiedząc, że prawdopodobnie idzie zobaczyć się z tą dziewczyną.
Patrzyłam przez lusterko jak podszedł prosto do drzwi i zapukał. Nie patrzył na
kartkę papieru ani w telefon, żeby je znaleźć. Jakby wiedział dokładnie, gdzie
iść. Drzwi otworzyły się i chociaż nie widziałam, kto stał w środku, to
wiedziałam, że musiała to być ona, ponieważ na jego twarzy natychmiast pojawił
się uśmiech, który zazwyczaj był skierowany do mnie; flirciarski i seksowny.
Boże, co się tutaj działo?
Przeczekałam
kilka minut, po czym wysiadłam z samochodu i podeszłam do drzwi. Żeby upewnić
się, że robię dobrze, napisałam do matki, która odpowiedziała stanowczym: Wejdź
tam i zabierz go, zanim zrobi coś głupiego!
Co było
nastąpione kilka sekund później jednym słowem: Płacz.
Zrobiłam
obie rzeczy i Caleb wyszedł ze mną tego wieczora. Ale było to krótkotrwałe
zwycięstwo. Dziewczyna, z którą się spotykał była jego starą dziewczyną ze
studiów. Bez wiedzy zarówno Caleba jak i mojej, udawała, że dopiero co go
poznała, próbując wcisnąć się w jego życie na kolejną rundę. Dowiedziałam się o
tym po włamaniu się do jej mieszkania. Poszłam prosto do jego domu z dowodem
trzymanym kurczowo w pięści, gotowa aby ujawnić jej spisek. Wyglądała na
kłopoty. Powinnam była wiedzieć w chwili, jak na nią spojrzałam, że to nie była
przypadkowa sytuacja z jakąś niepodejrzliwą dziewczyną, którą poznał. Trochę
czasu zajęło mi rozgryzienie tego. Nie było go w domu, gdy tam przyjechałam.
Wpuściłam się do środka kluczem, który nie wiedział, że posiadałam i
przyjrzałam się bałaganowi, który zostawił po sobie, jakbym była pieprzonym
CSI. Wyraźnie ugotował kolację dla dwojga. W korytarzu nadal czuć było charakterystyczny
zapach steku. Czy ona była tutaj z nim? Było mi niedobrze. Znalazłam w salonie
dwa kieliszki po winie i w panice pobiegłam do sypialni, szukając dowodu, że
byli razem. Jego łóżko było niepościelone, ale nie widziałam nigdzie w pokoju
śladów seksu. Ale jakie pozostawiłby on ślady? Caleb nie użyłby prezerwatywy.
Przez to przeszłam na tabletki antykoncepcyjne krótko po tym jak zaczęliśmy się
umawiać. Powiedział, że ich widok przyprawiał go o wymioty, więc nie mogłam
znaleźć tutaj żadnych opakowań.
Oddychając z
ulgą, podeszłam do jego komody i otworzyłam szufladę, przesuwając rękami po jej
tyle, aż znalazłam kwadratowe pudełko od Tiffany’ego, które trzymało mój
pierścionek zaręczynowy. Uchyliłam je i poczułam napływające łzy do oczu. To
się niemal stało. Był gotowy oświadczyć mi się, kiedy ten cholerny wypadek
starł mnie z jego pamięci. Zasługiwałam, żeby z nim być, nosząc mój
dwukaratowy, diamentowy pierścionek księżniczki.
Pozbyłam
się jej.
Na jakiś
czas.
Po podrzuceniu
Caleba na lotnisko, idę na zakupy. Wydaje się to trochę płytkie, jakbym powinna
czuć się winna… ale nie czuję. Chcę poczuć między palcami maślane jedwabie.
Postanawiam, że skoro nie mam przywiązanej do talii piłki koszykowej, to
potrzebuję całkowicie nowej garderoby.
Wjeżdżam
moim nowym samochodem na miejsce przy Gables i kieruję się prosto do Nordstrom.
W przebieralni, odwracam wzrok od mojego brzucha. Przyjemnie jest wchodzić w
sukienki z wcięciem w talii. Gdy idę już do drzwi, trzymam zakupy warte ponad
trzy tysiące. Wrzucam wszystko na tylne siedzenie i decyduję się spotkać z
Katine na drinka.
- Nie
karmisz piersią? – pyta, siadając na miejscu obok mnie. Przygląda się moim
rozkwitającym piersiom, zrywając wisienkę z ozdobnej tacy barmana.
Wzruszam
ramionami. – Odciągam. No i?
Uśmiecha
się protekcjonalnie, żując wiśnię. Katine wygląda jak blond, zbotoksowany Newt
Gingrich, gdy zadziera nosa. Zlizuję sól z brzegu mojej szklanki margarity i
współczuję jej.
- No i nie
powinnaś pić, kiedy karmisz piersią.
Przewracam
oczami.
- Mam pełno
zapasu w lodówce w domu. Kiedy znowu będę musiała odciągnąć, alkohol zniknie z
mojego systemu.
Katine
rozszerza oczy, co sprawia, że wygląda jeszcze głupiej niż powinna blondynka.
- Jak się
ma Najdroższa Mamusia?
- Pilnuje
Najdroższe Dziecko – odpowiadam. – Możemy o tym nie rozmawiać?
Wzrusza
ramionami, jakby i tak jej to nie obchodziło. Zamawia gin i tonik u barmana i
wypija wszystko o wiele zbyt szybko.
- Kochałaś
się już z Calebem?
Wzdrygam
się. Katine nie ma żadnych oporów. Próbuje zwalić to na fakt, że pochodzi z
innej kultury, ale przyjechała tutaj jeszcze zanim potrafiła chodzić. Zamawiam
drugą margaritę. Barman jest atrakcyjny. Z jakiegoś powodu nie chcę, żeby
wiedział, że jestem matką. Ściszam głos.
- Dopiero
co urodziłam dziecko, Katine. Trzeba poczekać przynajmniej sześć tygodni.
- Ja miałam
cesarskie cięcie – oświadcza.
Oczywiście
o tym wiem. Katine raczyła mnie dziesiątki razy jej wstrętną historią porodu.
Odwracam znudzona wzrok, ale jej następne słowa sprawiają, że obracam głowę z
powrotem.
- Twoja
pochwa będzie teraz cała porozciągana i bezużyteczna.
Najpierw
sprawdzam czy barman ją usłyszał, po czym zmrużam oczy. – O czym ty mówisz?
- O
naturalnym porodzie. Co? Myślisz, że wszystko po prostu wróci na miejsce? –
Śmieje się prawdziwym śmiechem hieny. Patrzę na jej odsłonięte gardło, jak
odrzuca głowę do tyłu, dokańczając chichot. Jak wiele razy zastanawiałam się
jak by to było, gdybym spoliczkowała moją najlepszą przyjaciółkę? Kiedy
uspokaja się, wzdycha dramatycznie.
- Boże,
tylko żartuję, Leah. Powinnaś zobaczyć swoją minę. Tak jakbym powiedziała, że
umarło ci dziecko.
Bawię się
serwetką. Co jeśli ma rację? Zaczynają mnie swędzić palce, żeby wyciągnąć komórkę
i wejść na Google. W dodatku robię ćwiczenia Kegla[1].
Czy Caleb
zauważy różnicę? Pocę się od samego myślenia o tym. Nasz związek zawsze skupiał
się na seksie. Byliśmy seksowną parą; tą, która wszystko ożywiała, kiedy
wszyscy nasi znajomi przechodzili na emeryturę do życia misjonarnego seksu, gdy
dzieci szły spać. Przez wiele miesięcy na początku naszego związku, miał na
twarzy ulgę, kiedy sięgał do mnie, a ja reagowałam. Nigdy go nie odepchnęłam.
Nigdy nie chciałam. Teraz musiałam wziąć pod uwagę, że to on może mnie odepchnąć.
Zamawiam
kolejnego drinka.
To
spowoduje wszystkiego rodzaje nowego niepokoju. Będę musiała zaplanować
spotkanie z moim terapeutą.
- Posłuchaj
– mówi Katine. Nachyla się do mnie, a jej za słodkie waniliowe perfumy wkradają
się do mojego nosa. – Następują zmiany, kiedy rodzisz dziecko. Twoje ciało się
zmienia. Zmienia się dynamiczność między tobą, a mężem. Musisz być pomysłowa i
na miłość boską, spal wagę po dziecku… szybko.
Strzela
palcami na kelnera i zamawia frytki oraz smażone kalmary.
Suka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz