27.10.13

Dirty Red - rozdział 4

Przeszłość

Poznałam Caleba na dwudziestych czwartych urodzinach Katine. Odbywały się na jachcie, co było znacznie lepsze od miejsca moich dwudziestych czwartych urodzin, które miały miejsce w jednym z eleganckich klubów nocnych w South Beach. Ja zaprosiłam dwieście ludzi; ona trzysta. Ale patrząc na to, że urodziny mojej najlepszej przyjaciółki są cztery miesiące po moich, to ma przewagę z przyćmiewaniem mnie każdego roku. Uważam to za sprawiedliwe, ponieważ jestem ładniejsza, a mój ojciec był dwanaście miejsc wyżej od jej w Forbes.
Miałam na sobie czarną, jedwabną sukienkę Lanvina, której widziałam jak przyglądała się Katine tydzień temu, jak robiłyśmy zakupy w Barney’s. Jej biodra były leciutko za szerokie aby zmieścić się w szczupłej części sukienki, więc wzięłam ją, kiedy nie patrzyła i kupiłam. Oczywiście ona to samo zrobiłaby mnie.
Po zrobieniu rund wśród naszych przyjaciół, skierowałam się do baru po świeże martini. Spostrzegłam go, jak siedział na jednym ze stołków barowych. Siedział do mnie plecami, ale po szerokości jego bioder i fryzurze wiedziałam, że będzie piękny. Wsunęłam się na wolne miejsce obok niego i kątem oka rzuciłam mu spojrzenie. Najpierw zauważyłam silną szczękę. Można by rozbijać orzechy o taką szczękę. Jego nos był trochę dziwny, ale nie w nieatrakcyjny sposób. Grzbiet był zakrzywiony, drobny zakręt w drodze. Był elegancki, tak jak byłby stary rewolwer. Jego wargi były zbyt zmysłowe jak na mężczyznę. Gdyby nie jego nos – ten niewiarygodnie elegancki nos – jego twarz byłaby zbyt ładna. Przeczekałam parę tradycyjnych minut, żeby na mnie spojrzał, normalnie nie musiałam za bardzo się trudzić, żeby przykuć samczą uwagę, ale kiedy tego nie zrobił, odchrząknęłam. Jego oczy, które były skupione na telewizorze ponad barem, powoli zwróciły się na mnie, jakbym była narzuconym ciężarem. Były koloru syropu klonowego, gdyby podniosło się go do światła. Czekałam, aż na jego twarz wpłynie szczęśliwy wyraz, jaki pojawiał się na twarzach wszystkich mężczyzn, którzy zarobili moją uwagę. Nie nadszedł.
- Jestem Leah – powiedziałam w końcu, wyciągając rękę.
- Cześć, Leah. – Tak jakby uśmiechnął się połówkowo i uścisnął moją rękę, po czym lekceważąco odwrócił się do telewizora. Znałam jego typ. Trzeba było zgrywać osobę niedostępną z chłopakami o krzywych uśmiechach. Lubili pościg.
- Skąd znasz Katine? – zapytałam, nagle czując się desperacko.
- Kogo?
- Katine… dziewczyna, na której jesteś urodzinach?
- Ach, Katine – powiedział, upijając łyk ze swojej szklanki. – Nie znam jej.
Czekałam, aż wyjaśni, że przyszedł z przyjacielem albo że jest dalekim krewnym kogoś na przyjęciu, ale nic nie powiedział. Postanowiłam wypróbować nowy sposób.
- Czy potrzebujesz Bourbonu i piwa do tej szkockiej?
Spojrzał na mnie po raz pierwszy, mrugając, jakby oczyszczał widok.
- Czy to jest twoja najlepsza gadka na podryw? Tekst z piosenki country?
Zobaczyłam ślad śmiechu w jego oczach i uśmiechnęłam się zachęcona.
- Hej, wszyscy mamy zły nawyk i moim jest muzyka country.
Przyglądał mi się przez minutę, jego oczy przesuwały się po moich włosach i zatrzymały na ustach. Przeciągnął palcami po kondensacji na szklance, zbierając wilgoć czubkami palców. Patrzyłam z fascynacją jak użył kciuka, żeby zetrzeć wilgoć z koniuszków palców.
- Okej – powiedział, odwracając się do mnie. – Jakie masz inne złe nawyki?
W tamtej chwili mogłam odpowiedzieć ciebie.
- Nie, nie – odparłam, uwodzicielsko potrząsając głową i pochylając się wystarczająco, żeby dać mu widok z lotu ptaka na mój dekolt. – Już jeden wypuściłam z torby. Twoja kolej.
Odchrząknął głośno i zerknął na szklankę. Powoli nią zakręcił, wracając do mnie wzrokiem, jakby decydował się czy warto było ciągnąć rozmowę. Po długiej ciszy jego oczy pokryły się lodem i rzekł. – Trujące kobiety.
Wyprostowałam się, zaskoczona. To było idealne. Byłam przy dziesiątce na skali trucizny. Jeżeli potrzebował jadu, mogłam wstrzyknąć mu go prosto w szyję.
Wziął długi, twardy łyk swojej szkockiej. Oceniłam sytuację. Wyraźne było, że ten mężczyzna właśnie przeżył poważne załamanie emocjonalne. Pielęgnował bardzo mocny i bardzo drogi napój na przyjęciu na jachcie, na którym raczej nie chciałby być obecny. Pomimo faktu, że ofiarowałam moje dobroci, mając na sobie sukienkę, która mało pozostawiała wyobraźni, on ledwo co na mnie spojrzał. Normalnie, mężczyzna po przeżyciu zawodu miłosnego nie przestraszyłby mnie. Potrafili zapewnić namiętny, przypadkowy seks w ślad za złamanym sercem. Widzą w tobie tylko najlepsze cechy; cechy, które przypominają im lepsze dni z ich byłymi, oblewają cię komplementami i trzymają się ciebie z wdzięcznością przez wypełniony zabawą tydzień lub dwa. Delektuję się mężczyznami po zawodach miłosnych. Ale ten był inny. Ten nie kwestionował swojej wartości jako człowiek, bo zakończył się jego związek. Kwestionował jej rozsądek. Próbował rozgryźć, w jakiej dokładnie chwili wszystko zaczęło się pruć.
Był nienagannie ubrany, bez starania się. Naturalnie tak się ubierał – co oznaczało, że miał kasę – a ja kochałam kasę. Rozpoznałam królewski znak Rolexa, nitkę Armani’ego, łatwy sposób z jakim patrzył na świat. Również rozpoznałam to jak mówił „dziękuję”, kiedy barman zapełnił jego szklankę i to kiedy para obok niego ciągle przeklinała, on się wzdrygał. Jego typ rzadko kiedy był singlem. Zastanawiałam się co za głupia suka pozwoliła mu odejść. Kimkolwiek ona była, bardzo szybko wymażę ją z jego pamięci. Dlaczego? Ponieważ byłam najlepszą z najlepszych: Godivą, Maserati, doskonałym bezbarwnym diamentem. Potrafię poprawić życie każdego – zwłaszcza tego mężczyzny.

Z moim nowoodkrytym przekonaniem o naszym przyszłym związku, uśmiechnęłam się do niego i skrzyżowałam nogi tak, że spódnica uniosła się na moim udzie.
- Dobra – powiedziałam wolno. – Dzisiaj jest twój szczęśliwy dzień.
- Dlaczego?
Nawet nie spojrzał na moje nogi. Westchnęłam.
- Cóż, zamierzałam powiedzieć coś bystrego o byciu również trującą, ale patrząc na ciebie sądzę, że potrzebujesz dobrej dawki Jamba Juice czy coś.
Parsknął śmiechem.
- Widzisz, jestem zabawna – zażartowałam.
- Tak. – Uśmiechnął się. – Troszeczkę.
Ośmielona, położyłam łokcie po bokach i obróciłam się stołkiem twarzą do niego. Moje kolana dotykały teraz wnętrza jego uda, a on nie próbował się odsunąć.
Naiwniak.
- Więc… - Wyciągnęłam brzoskwiniową papierośnicę z mojej torebki. – To mój kolejny zły nawyk, masz coś przeciwko? – Spojrzał na papierosa uniesionego do moich warg i pokręcił głową. Zapaliłam i wciągnęłam w jednym, gładkim ruchu, który udoskonaliłam.
- Jak ci na imię, panie Smutne Oczy?
Jego usta zadrgały w kącikach, jak jego brwi zrobiły mały taniec do góry.
- Caleb – odparł. – Caleb Drake.
Wypróbowałam Drake z moim imieniem i stwierdziłam, że mi się podoba.
Wydmuchałam dym w stronę oceanu.
- Ja jestem Leah… a jeżeli zagrasz dobrze swoimi kartami, mogłabym być Leah Drake. – Uniosłam brwi.
- Wow. Wow… - powtórzył. – To prawie orzeźwiające.
- Ona nie chciała za ciebie wyjść? – zapytałam współczująco.
- Nie chciała robić wielu rzeczy – powiedział, przełykając resztę szkockiej i podnosząc się. Był cudownie wysoki. W myślach postawiłam siebie pod jego ramieniem, co sprawiało, że musiał mieć co najmniej 185 centymetrów.
Czekałam na jego kolejny ruch. Cokolwiek zrobi, i tak jest mój.
Wstał i pocałował moją rękę. Byłem zdezorientowana.
- Dobranoc, Leah – rzekł. Potem ku mojemu kompletnemu zdziwieniu, odszedł.
Byłam skonfundowana.
Myślałam, że mieliśmy chemię.

Myślałam o nim następnego dnia, pielęgnując mojego kaca. Kim on był? Czemu przyszedł? Co ona mu zrobiła, że mnie przepuścił? Mnie! Krótko rozważałam pomysł, że jego eks była sławą. Jeden Bóg wie, że był wystarczająco przystojny, żeby złamać serce sławie. Pomyślałam o jego chłodnej nonszalancji, trzepocie, który czułam, kiedy na mnie spojrzał. Czy kiedykolwiek musiałam starać się tak mocno, aby sprawić, żeby spojrzał na mnie mężczyzna? Nie. A gdy spojrzał, chciało się, żeby przestał. Patrzył na ciebie, jakby już cię znał – bezpośrednio, trochę znudzenie, krytycznie. Sprawiał, że zastanawiałaś się jak byłoby być po drugiej stronie tego spojrzenia, żeby mieć na sobie jego wzrok, ponieważ tam chciał go mieć.
Grzebałam trochę, próbowałam dowiedzieć się kim był i gdzie spędzał czas. Byłam utalentowanym detektywem. Moje sieci społeczne były szerokie i po dwóch rozmowach telefonicznych wiedziałam, gdzie znaleźć Caleba Drake’a. Jeszcze dwa telefony i miałam kogoś ustawiającego nas na randkę w ciemno.
- Poczekaj co najmniej miesiąc – powiedziałam do mojej kuzynki. – Daj mu trochę więcej czasu na wylizanie ran zanim go uratuję.

Miesiąc później szłam do knajpy sushi nazywanej Tatu, gorąco czepiało się moich nagich nóg, serce obijało się mocno o żebra.
- Niemożliwe – powiedział jak tylko mnie zobaczył.
Udałam zaskoczenie. Pochylając głowę, zapytałam. – Singiel i Brytyjczyk, szukający rudej?
Roześmiał się głęboko i uściskał mnie.
Miał na sobie białą koszulkę na guziki, rękawy podwinął do łokci i spodenki khaki. Był złotobrązowy, jakby opalał się każdego dnia odkąd widziałam go ostatni raz.
- Skąd znasz Sarah? – Przytrzymał mi drzwi i przeszłam obok niego.
- To moja kuzynka. – Uśmiechnęłam się ironicznie. – A ty skąd ją znasz?
Oczywiście już znałam odpowiedź. Chłopak Sarah był z bractwa Caleba. W wieczór przyjęcia Katine przyszedł razem z nimi.
Słuchałam jak wyjaśniał ten związek. Jego akcent był seksowny. Kiedy podążyliśmy za gospodarzem do naszego stolika, położył rękę na moich plecach. To było znajome i zaborcze. Podobało mi się to. Zastanawiałam się czy zrobiłby to, gdyby było to nasze pierwsze spotkanie.
- Wiesz, jak Sarah skusiła mnie na tę randkę w ciemno? – zapytał.
Zaprzeczyłam.
- Powiedziała, że masz ładne nogi.
Uśmiechnęłam się i przygryzłam wargę. – I? – Wyciągnęłam je spod stołu, trzymając razem kostki. Moja sukienka była niebezpiecznie krótka. Oczywiście wiedziałam, że lubił ładną parę nóg. Przez godzinę maglowałam głupiego chłopaka Sarah, żeby dowiedzieć się o nim wszystkiego, co mogłam.
Uśmiechnął się szeroko. Patrzył mi w oczy, mówiąc. – Niezłe.
Poczułam mrowienie aż w palcach u stóp. Na te spojrzenie właśnie czekałam.

Następnego poranka obudziłam się w jego łóżku. Rozciągając się, rozejrzałam się po jego pokoju. Moje mięśnie były luksusowo obolałe. Nie byłam wyginana na tak wiele sposobów odkąd byłam gimnastyczką w liceum.
Usłyszałam prysznic w sąsiedniej łazience i obróciłem się, żeby zobaczyć czy miałam na niego widok przez otwarte drzwi. Miałam.
Poprzedniej nocy przeszliśmy przez trzy drinki i kolację bez przerwy w rozmowie. To było jak rozmawianie z kimś, kogo znałam od wielu lat. Byłam z nim taka odprężona i przypuszczałam, że on czuł to samo ze mną, bo odpowiadał na każde moje pytanie bez wahania. Gdy opuściliśmy restauracje, nie było wątpliwości czy pójdę z nim do domu. Wskoczyłam do jego kabrioletu i przejechaliśmy krótkie piętnaście minut do jego wieżowca. Nasz szlak ubrań zaczynał się przy drzwiach wejściowych i kończył u podnóża jego łóżka, gdzie swawolnie odrzuciliśmy na bok ostatni kawałek tego, co miałam na sobie. Miło byłoby obwiniać alkohol za moją lekkomyślność, ale prawdę powiedziawszy oboje przestaliśmy pić przed jedzeniem. Wszystko, co się wydarzyło… wydarzyło się bez wpływu alkoholu.
Gdy Caleb wyszedł spod prysznica, nadal opierałam się na łokciu. Nie zrobiłam żadnego udawania w związku z obserwowaniem go. Przeciągnął ręcznikiem po włosach, sprawiając, że stanęły w różnych kierunkach. Uśmiechnęłam się szeroko i poklepałam łóżko. Upuszczając ręcznik, położył się obok mnie.
- Nadal jesteś smutny? – zapytałam, kładąc brodę na jego torsie.
Poddał się półuśmiechowi i pstryknął mnie w nos.
- Czuję się trochę pogodniej.
- Ooo… trochę pogodniej… - przedrzeźniłam jego akcent i zaczęłam zsuwać się z łóżka. Złapał mnie za kostki i przyciągnął z powrotem.
- O wiele pogodniej – powiedział.
- Chcesz jeszcze jedną rundkę, a potem iść na lunch? – zapytałam, przesuwając palcem po jego klatce piersiowej.
- Zależy – odparł, łapiąc moją rękę.
Czekałam, aż kontynuuje bez zadawania tradycyjnego „od czego?”.
- Nie szukam niczego poważnego, Leah. Nadal mam namieszane w głowie po…
- Ostatniej dziewczynie? – Uśmiechnęłam się ironicznie i pochyliłam, żeby go pocałować. – Cokolwiek chcesz – powiedziałam przy jego ustach. – Czy wyglądam dla ciebie na dziewczynę z zobowiązaniami?
- Wyglądasz jak kłopoty. – Uśmiechnął się szeroko. – Kiedy dorastałem, matka mawiała mi, żebym nigdy nie ufał rudym.
Zmarszczyłam brwi. – Są tylko dwa powody, dla których coś takiego powiedziała.
Caleb podniósł brwi. – A są nimi?
- Albo twój ojciec przespał się z rudą, albo twoja mama nią jest.
Kręciło mi się w głowie od jego krzywego uśmiechu. Tym razem dosięgnął jego oczu.
- Lubię cię – powiedział.

- To dobrze, Skaucie. Naprawdę dobrze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz