Noah czekał na mnie przed restauracją, gdy podjechałam taksówką. Zanim sięgnęłam po torebkę, wyciągnął banknot z portfela i podał go taksówkarzowi, pokazując mu, żeby zatrzymał resztę.
To było sto euro.
- Wyglądasz zachwycająco – mówi, całując mnie w policzek.
- Dziękuję. – Chwytam ramię, które mi oferuje i wchodzimy do przeuroczej restauracji.
Jestem we Włoszech.
- Więc, jak do tej pory, jak podoba ci się Rzym? – pyta.
Jadąc tutaj taksówką zobaczyłam stare jak i nowe miasto. Popadające w ruinę budynki z pewnością stały tam, gdzie tysiące lat temu, pośrodku nowiutkiej architektury. Magiczne było obracanie za każdy razem głowy i uchwycenie kawałku wieczności temu, jak przeszłość podnosiła się z popiołów, przypominają ci, że wciąż tutaj jest. Potem były motocykle, skutery i maleńkie samochody, które przechylały się, gwałtownie skręcały i histerycznie krzyczały na wszystko po swojej drodze. Pranie trzepoczące na prawie każdym balkonie i to jak idąc ulicą, słyszało się muzykę dochodzącą z różnych stron, zapewniając włoskiemu życiu ścieżkę dźwiękową.
- Chciałabym nigdy nie wyjeżdżać – przyznaję. – Nigdy nie widziałam czegoś takiego. – Noah potakuje i czeka, aż usiądę, zanim sam siada.
- Za pierwszym razem, gdy tutaj byłem, myślałem, że całe miejsce wygląda jak getto. Zajęło mi parę dni na zakochanie się, ale od tamtej pory łaknę tego miejsca, gdy jestem w domu w Ameryce. Robię wszystko, co w mojej mocy, żeby przyjeżdżać tutaj jak najczęściej.
Mogłam sobie wyobrazić, że ja robiłabym to samo. Nic dziwnego, że Leah chciała tutaj począć dziecko. Musiała już kiedyś tutaj być. Wszystkie bogate dziewczyny udawały się na pielgrzymkę do Rzymu w którymś momencie ich hojnych żyć, oczywiście na zakupy.
Gdy oboje mamy kieliszki wina przed nami, a kelner odchodził z naszymi zamówieniami w głowie, Noah odwrócił się do mnie z zainteresowaniem na twarzy.
- Widziałaś go? Twojego Caleba?
- Z daleka – śmieję się, ponieważ był tak daleko od „mojego Caleba”, że było to zabawne. – Byłam pięć pięter niżej, szpiegując ich hotelowe okno.
- Wiesz już jaki podejmiesz plan działania?
Kręcę głową.
- Nie mam pojęcia, ale muszę to zrobić. Pomyślę nad tym… mam parę godzin na wymyślenie czegoś.
- Coś szczerego? – droczy się, przekrzywiając głowę w sposób sprawiający, że włosy atrakcyjnie opadły na jego oczy.
- Tak – śmieję się. Tak miło było się śmiać.
- Wiesz, Olivia. To co robisz, to dobra rzecz.
- Co? Bycie szczerą? – Biorę nerwowy łyk wina. Nie było nic bardziej niekomfortowego niż rozmawianie o mojej uczciwości lub jej braku.
- Nie.
Podnoszę zaskoczona wzrok.
- Próba zdobycia tego, co kochasz. Pomimo wszystkiego, co zrobiłaś, a nie będę słodził, zrobiłaś trochę kiepskich rzeczy, ale zrobiłaś to wszystko, ponieważ kochasz tego jednego człowieka tak bardzo, że nie mogłaś się powstrzymać. Jest w tym szczerość.
- Ha! Nie ma we mnie żadnej szczerości, zapewniam cię.
- Mylisz się.
Przechylam sceptyczną głowę. Nikt o zdrowym umyśle nie nazwałby mnie szczerą, szczególnie gdy słyszał moją historię.
- Nigdy nie spotkałem kogoś tak szczerego na temat jego złych czynów i kto mówi z taką szczerością o swoich uczuciach. Jesteś złą osobą, Olivia?
- Tak – mówię od razu.
- Widzisz. Twoje zachowanie jest problemem. Pozwalasz sobie działać pod wpływem emocji zamiast koncentrować się na byciu prawą.
- Prawą – powtarzam obce słowo, mocno starając się skupić na jego znaczeniu.
- Zabawne jest jak twoje życie wciąż trafia na jego – mówi, zmieniając kierunek rozmowy. – Mam na myśli, jakie są szanse jego amnezji, a potem wpadania na ciebie dwa razy w ciągu dwudziestu czterech godzin?
Wzruszam ramionami.
- …tylko po to, aby zacząć z tobą rozmowę, dwa razy, a potem zaprosić cię na kawę? – ciągnie.
- Wiem – wzdycham. – W dniu kiedy go spotkałam, zamówiłam sobie prenumeratę ironii.
- Jest w tym coś więcej, czego nie widzisz.
- Co? Coś jak przeznaczenie? – Nie cierpiałam przeznaczenia. Był znudzonym smarkaczem, który nie pozwalał ludziom goić ran w spokoju.
- Nie sądzę.
- Więc co sądzisz? – Przestrzeń pomiędzy jego brwiami była zmarszczona, a oczy widziały coś, na co nie mogłam doczekać się zerknąć.
- Sądzę, że jak pierwszy raz oddałaś swoje serce, nigdy już go nie odzyskałaś. Reszta twojego życia jest po prostu twoim udawaniem, że nadal masz serce.
- Doooobra…
- Więc pomyśl nad tym. – Wzrusza ramionami. – On żyje, ale jest rozbity.
- Skąd wiesz? – pytam. Caleb nie wyglądał dla mnie na rozbitego. Wydawał się całkowicie iść dalej.
- Ponieważ po około dwunastu godzin znajomości z tobą zdecydowałem, że nigdy ciebie nie zapomnę, nawet jeśli już nigdy się do siebie nie odezwiemy. Pozostawiasz bardzo silne wrażenie. Mogę sobie tylko wyobrazić jak ten biedny łajdak czuje się po tylu latach spotykania się z tobą.
- To bardzo twardy cios w głowę – śmieję się, ale jestem smutno poważna. Wpatruje się we mnie długo, po czym mówi: - Walcz czysto. Bądź szczera. W ten sposób go zdobędziesz z powrotem. Ale jeśli widzisz, że jest naprawdę szczęśliwy, zostaw go w spokoju.
- Nie wiem czy potrafię to zrobić – mówię szczerze. – Nie jestem pewna czy jestem zdolna odejść.
- To dlatego, że nie wiesz jak kochać.
- Mówisz, że go nie kocham? – Jestem zszokowana. Po tym wszystkim, co mu powiedziałam, myślałam, że moja miłość była oczywista. Kto walczyłby tak mocno bez miłości?
- Mówię, że nie kochasz go tak bardzo, jak kochasz siebie.
Cisza.
W ciągu paru sekund rozwija się mój gniew.
- Czemu? Czemu tak myślisz?
- Wyrzeźbił sobie jakieś pozory życia bez ciebie. Chcesz to wyrwać, znowu zdezorganizować jego życie. Pomyślałaś o fakcie, że więcej niż jedna osoba będzie zraniona? On również należy teraz do Leah, a co z dzieckiem, które już mogło zaistnieć?
Wzdrygam się. Nie pomyślałam o dziecku.
- Jest więcej w kochaniu kogoś niż tylko uszczęśliwianie samego siebie. Musisz chcieć, żeby był on szczęśliwszy niż ty.
- Będzie szczęśliwszy ze mną – mówię przekonująco. – Jesteśmy dla siebie stworzeni.
- Ale on będzie miał poczucie winy. Za porzucenie żony, dziecka, za przegapienie wielu lat twojego życia. A gdzie byłoby zaufanie? Sądzisz, że zapomni o tym, co zrobiłaś?
Powstrzymuję się od łez.
- Możemy to naprawić. Pewnie, będą blizny, ale będzie dosyć miłości, żeby je zakryć – błagałam go, żeby był po mojej stronie, żeby zobaczył to, co widziałam ja. Caleb i ja mieliśmy być razem. Nieważne jak staraliśmy się być osobno, coś wciąż nas do siebie zbliżało.
- Może, ale chcesz by przeszedł przez trąbę powietrzną dla popsutego marzenia?
Pociągam nosem.
- Olivia. – Położył dłoń na mojej. – Był czas dla ciebie i Caleba. Ty wybrałaś i teraz on minął. Do teraz udowodniłaś, że jesteś zdolna do praktycznie wszystkiego. – Krzywię się na prawdę w jego słowach. – Udowodnij sobie, że jesteś zdolna do czegoś bezinteresownego.
Chcę się z nim sprzeczać, błagać go o zrozumienie, że moje życie będzie niesmaczne bez Caleba.
- Jesteś bardzo mądrym człowiekiem, Noah – uśmiecham się żałośnie.
Po kolacji dzielimy taksówkę do mojego hotelu. Noah wychodzi, żeby się pożegnać, po czym jedzie dalej do swojego hotelu.
Nie wiem dlaczego, ale jestem straszliwie smutna. Czuję pieczenie łez w oczach.
Wtedy wiem bez wątpliwości, że gdybym była całą osobą, Noah i ja mielibyśmy razem szansę. On jest taki mądry i dobry, byłabym w stanie zakochać się w nim, wzięlibyśmy ślub i mieli rodzinę. Wszystko to widziałam w jednej sekundzie. Noah i ja. Może on też to zobaczył, bo w tamtej chwili pochylił się i pocałował mnie w usta. Był to smutny pocałunek, pełen „a co jeśli?”. Gdy odrywa usta, w głowi mi się kręci i czuję, jakbym miała gardło pełne granatów.
- Powodzenia, Olivia – uśmiecha się. – Wybierz mądrze.
Potem wsiada do taksówki i odjeżdża z moimi wszystkimi myślami podążającymi za nim. Stoję na chodniku, obserwując opony jego taksówki rozpryskujące całodniowy deszcz. Na zewnątrz mży, ale nie przejmuję się. Lubię deszcz. Postanawiam iść, a gdy to robię, myślę o tym co zrobić. Zaskakująco nie mam żadnych myśli spiskowania, zemsty. Myślę o moim wewnętrznym rozpadzie i o tym, jak zawsze byłam samolubna. Wyliczam razy, kiedy podjęłam dobre decyzje w moim życiu i doliczam się tylko pięciu. Zdecydowanie się na pierwszą randkę z Calebem, wyznanie mu prawdy o tym, co zrobiłam, stanie się prawniczką, zerwanie z Turnerem, przylot do Rzymu i poznanie Noah. Pięć dobrych decyzji. To taki podły numer. Lecz moja żałosna garstka przedstawia małą możliwość. Noah zobaczył coś we mnie i poświęcił czas, żeby to wypielęgnować. Teraz muszę odcisnąć prawdę na moim sercu. Nie zamierzałam odpłacać złem za zło. Leah go wygrała i zasłużyła, żeby go zatrzymać.
Przechadzam się, mokra i drżąca, do Trinita dei Monti, pięknego kościoła wybudowanego przez Franciszka z Paoli i stoję, patrząc na Obelisco Sallustiano. Tam podejmuję końcową decyzję, przed budynkiem reprezentującym dobroć. Lepiej wracaj do domu, zanim będzie za późno. Tym razem niebo nie jest czerwone. Uchylałam się przed kłopotami, wreszcie się z nimi żegnając. Zastanawiam się czy mogę zrobić nawyk z robienia dobrych rzeczy, po czym uśmiecham się, bo wiem, jaka będzie to dla mnie długa przygoda.
Gdy czuję się gotowa, wracam do De La Ville, gdzie są Caleb i Leah.
Cisza ulic mówi o późnej godzinie. Stoję, raz jeszcze patrząc na jego okno, ale tym razem moja decyzja jest podjęta. Żegnam się. Myślę o Calebie jako ojcu i uśmiecham się do siebie. Będzie świetnym ojcem, tak jak jest we wszystkim świetny, a potem myślę o Jessice Alexander. Już byłby tatą, gdyby nie ja. Wciągam do płuc słodkie włoskie powietrze.
- W pewnym sensie nie wiem co powiedzieć – zaczynam. – Tak bardzo cię kocham, a jest tyle rzeczy, których nie zdołałam ci powiedzieć. Tak bardzo bałam się tego, jak mnie kochałeś, Caleb. – Wycieram łzę spływającą z mojego oka i ciągnę. – Wszystko zmieniłeś. Byłam przerażona tym, że cię stracę, że zrobiłam wszystko w mojej mocy, żeby cię odstraszyć. Myślałam, że jeśli tego nie zrobię, w końcu zobaczysz, że tracisz ze mną czas, a potem i tak odejdziesz. Tęsknię za tobą. Nie, nie tylko tęsknię, serce boli mnie każdego dnia, bo ciebie tam nie ma. Tak bardzo przepraszam za to, co zrobiłam. Za wszystko. Proszę, proszę nie zapominaj mnie, bo możliwość tego boli bardziej niż wszystko inne.
- Nigdy cię nie zapomniałem.
Dostaję gęsiej skórki. Dopiero po chwili dociera do mojej świadomości niemożliwość tej sytuacji.
- Caleb – wzdycham jego imię, odwracając się do niego. Nie czuję się straszliwie zaskoczona ironią najnowszego żartu. Coś jest w moim życiu, co jest połączone z jego. Nasze ścieżki wciąż się przecinają – nie, rozbijają. Caleb stoi parę stóp ode mnie z plastikową torbą zakupową w ręce. Widzę wystającą butelkę wina.
- Co ty tutaj robisz? – pyta, kręcąc głową w zdumieniu.
- Przyszłam cię znaleźć – mówię szczerze. – Powiedzieć ci, że… - Zerkam na jego okno, wskazując sens mojego przemówienia.
- Nie zamierzałaś powiedzieć mi tego osobiście?
- Nie.
- To bardzo daleka podróż, żeby powiedzieć coś tak ważnego do mojego hotelowego okna.
- Nie miałam prawa przylatywać – przyznaję, wzruszając ramionami. – Przepraszam. Włamałam się do twojego domu i dowiedziałam, gdzie jesteś.
Zaciska powieki i wygląda tak, jakby chciało mu się śmiać.
- Cammie ci pomogła?
Kiwam głową.
- Cieszę się, że jesteś – mówi cicho. – Właśnie o tobie myślałem.
Jestem zaskoczona. – Naprawdę? – Uśmiecha się na moją minę.
- Pewnie. Cały czas o tobie myślę.
Zagryzam mocno wargę, żeby powstrzymać płacz. Jestem tak zdezorientowana, że nie wiem co powiedzieć.
- Przejdźmy się – mówi, a ja dorównuję mu krokiem. – Nigdy cię nie zapomniałem – mówi znowu.
- Cóż, na chwilę zapomniałeś – mówię, patrząc w ziemię.
- Nie, to właśnie staram ci powiedzieć. Nigdy nie miałem amnezji. Udawałem ją.
Zatrzymuję się.
- Co zrobiłeś?
- Olivia. – Staje, patrząc mi w oczy. – Udawałem amnezję.
Czuję się jakby świat usuwał mi się spod stóp. Caleb i ja w Rzymie. Jestem w Rzymie. On nigdy nie miał amnezji. Myśli o mnie cały czas. Nigdy nie miał amnezji.
- Czemu… co… dlaczego? – Chcę złapać go za kołnierzyk i wytrząsnąć z niego odpowiedź. Zamiast tego stoję, zaciskając pięści po bokach.
- Po tym wszystkim co z nami się stało, próbowałem zagoić rany. Wiedziałem, że muszę o tobie zapomnieć i iść dalej. Tak bardzo byłem zraniony: każdy dzień był jak wyrok śmierci. Opłakiwałem cię, jakbyś była martwa, a potem poznałem Leah. Zostaliśmy umówieni na randkę w ciemno i pamiętam, że tamtego dnia czułem nadzieję. To był pierwszy dzień od roku, jak czułem nadzieję. Nie spieszyliśmy się z poznaniem siebie nawzajem, kupiłem jej pierścionek. – Posłał mi spojrzenie, by zobaczyć, czy pamiętałam górę lodową.
- Potem ni stąd ni zowąd znowu zaczęło mi ciebie brakować. To znaczy, nigdy nie przestałem za tobą tęsknić, ale tym razem uderzyło mnie to mocniej. Nie mogłem iść spać bez widzenia ciebie we snach. Porównywałem wszystko co zrobiła Leah, do wszystkiego, co pamiętałem o tobie. Było tak, jakby stara rana sama się otworzyła i wykrwawiałem uczucia do ciebie.
Zamykam oczy na jego słowa. Słowa, które chciałam bardzo usłyszeć, ale które wywołują ból w moim sercu tak mocny, że nie mogę oddychać.
- Pojechałem na tę podróż służbową do Scranton i cieszyłem się, że oderwę się od niej na parę dni. Musiałem pomyśleć i uporządkować sprawy, zanim dałbym jej pierścionek. Potem zdarzył się wypadek. Obudziłem się w samochodzie z martwą osobą obok mnie i nie wiedziałem, kim jestem. Moja amnezja została wywołana ogromnym stresem i wstrząśnieniem mózgu. Do czasu jak dotarłem na ostry dyżur, wszystko pamiętałem. Leżałem na szpitalnym łóżku i wciąż myślałem, gdyby tylko była tutaj Olivia.
Byłbym szczęśliwy, gdyby była tutaj Olivia.
Potem lekarz zapytał mnie czy wiem, kim jestem, a ja powiedziałem, że nie. Po prostu powiedziałem nie. Podjąłem tę decyzję w ułamku sekundy, ponieważ nie wiedziałem kim jestem bez ciebie i wiedziałem, że muszę spróbować cię odnaleźć. Skłamałem Leah, mojej rodzinie, ale nie miało to dla mnie żadnego znaczenia, bo amnezja kupiła mi czas i wymówkę. Chodziłem wszędzie, gdzie wiedziałem, że byś poszła. W dniu, kiedy zobaczyłaś mnie w sklepie muzycznym, wiedziałem, że tam będziesz - miałem przeczucie. Dalej byłem wstrząśnięty, nie dlatego, że się pokazałaś, ale dlatego że od razu podeszłaś i udawałaś, że nie widziałaś mnie stojącego tuż obok.
Uśmiecham się. Nawet wtedy mnie przejrzał.
- Ale dlaczego mi nie powiedziałeś, Caleb? Co mogłabym powiedzieć po wszystkim, co tobie zrobiłam?
Sceny pojawiały się w mojej pamięci, jak rwący się film. Caleb przypadkowo nazywający mnie Księżną. Caleb przynoszący mi moje ulubione kwiaty w wieczór, kiedy Leah zniszczyła naszą kolację. Caleb mówiący „Nigdy cię nie zapomniałem” na sali sądowej w moje urodziny.
Zacisnął piękne wargi.
- Bo chciałem wrócić na początek. Chciałem, żebyśmy mieli czysty start. A potem wyjechałaś…
- A potem wyjechałam – powtarzam. Nie zamierzałam mówić mu o Leah, o tym jak odstraszyła mnie z miasta. Było to bezsensowne i tylko go zrani.
- Więc dlaczego znowu mnie znalazłeś, bym była jej prawniczką? Co cię, na Boga, opętało?
Śmieje się.
- Chciałem cię torturować. Chciałem, żebyś zapłaciła za zostawienie mnie po raz drugi. Oczywiście skończyłem torturując tylko siebie.
- Nie, czułam się dosyć udręczona – uśmiecham się. – I tylko pomyśl, teraz mogłabym posłać ją do więzienia i mieć cię dla siebie.
Patrzy na mnie z rozbawieniem.
- Więc wciąż mnie kochasz? – droczy się, wyciągając rękę i zakładając mi włosy za ucho.
- Bardziej niż wszystko – mówię. – Czekałam na ciebie… latami. Nie żyłam. Po prostu czekałam, aż wrócisz.
Zamyka oczy i wiem, że myśli o tym, co ja. Co by było gdyby?
Przyciąga mnie do torsu i tam trzyma.
- Też cię kocham, Olivia. Bardziej niż kiedykolwiek pokocham inną duszę. Nie było ani jednej godziny od siedmiu lat, w której nie myślałbym o tobie.
Płaczę w jego bluzkę. Gdybym mogła teraz umrzeć, to nie musiałabym żyć bez niego, po prostu by mnie nie było.
- Nie płacz – mówi, delikatnie podnosząc moją twarz, żebym na niego spojrzała. – Zawsze będę cię kochał pierwszą, nic tego nie zmieni.
- Ale jakie to ma znaczenie, skoro nie mogę z tobą być? – zawodzę. – Nie potrafię bez ciebie żyć.
- Ale żyjesz – uśmiecha się, choć jest to smutny uśmiech. – Żyjesz i będziesz żyć.
Dzielnie kiwam głową, bo to prawda. Życie zawsze idzie dalej, nawet jeśli musi cię ciągnąć za sobą kopiącą i krzyczącą.
- Ty również o mnie nie zapomnij – mówi. Śmieję się na tego absurdalność.
- Byłoby to niemożliwe.
- Okej. – Uśmiecha się, po czym nachyla i mnie całuje. To ostatni prawdziwy pocałunek mojego życia. Na zawsze uchwycę się tego pocałunku. Mówił żegnaj, przepraszam i tak bardzo cię kocham. Kiedy się skończył, przycisnął czoło do mojego, a potem zniknął.
Jestem zdruzgotana.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz