Osiem godzin później siedzę w pierwszej klasie, popijając colę i niecierpliwie stukając palcami o tacę napojów przede mną.
Caleb i Szkarłatna Bestia są w Rzymie. Tak, właśnie to powiedziałam, Rzym. Bahamy nie były dla niej dość dobre ani Wyspa Marco; obie lokalizacje zapisane były jako najlepsze miejsca na staranie się o dziecko w historii internetowej na jej komputerze. Zamiast tego wybrała hotel The De La Ville Inter-Continental, gdzie jej ulubiona aktorka Susan Sarandon zaszła w ciążę. Skąd wiem o takich osobistych szczegółach? Bo wraz z włamaniem się do jej domu z moją psychotyczną najlepszą przyjaciółkę, również włamałam się na jej konto mailowe i przeczytałam korespondencję pomiędzy nią i jej matką.
- Twój pierwszy raz do Rzymu?
Odwróciłam wzrok i zobaczyłam parę bardzo zielonych oczu patrzących na mnie z siedzenia obok.
- Um, tak. – Skracam słowa tak, aby brzmieć na niegrzeczną i wyglądam przez okno. Gadka szmatka – obrzydlistwo. Nie jestem w nastroju do rozmowy. Jestem na najważniejszej misji mojego życia.
- Spodoba ci się. To najlepsze miejsce na świecie.
- Ta, na robienie dzieci – mruczę.
- Przepraszam, co mówiłaś?
- Och, nic – mówię. – Jadę tam w interesach, więc to tylko praca i żadnej przyjemności dla mnie – śmieję się ostro i udaję, że szukam czegoś w torebce.
- Szkoda. Powinnaś przynajmniej znaleźć czas na zobaczenie Koloseum – absolutnie niesamowite. – Patrzę na niego, bo tak naprawdę nie jest to zły pomysł. Cholera jasna! Lecę do Rzymu! Jestem teraz oficjalnie podekscytowana. W całym zamieszaniu rezerwowania biletu, wrzucani rzeczy do walizki i zrywaniu z Turnerem, całkowicie mi to uciekło.
- Może tak zrobię – mówię, uśmiechając się do niego. Nie był brzydki. W rzeczywistości był szelmowsko przystojny z włosami koloru węgla, karmelową skórą i wyrzeźbioną szczęką. Miał zdecydowanie żydowski nos. Nagle poczułam się nieśmiało przez moją ziemistą cerę.
- Noah Stein. – Podaje mi rękę, a ja ją ściskam. – Olivia Kaspen.
- Olivia Kaspen – powtarza. – To bardzo poetyczne imię.
- To chyba najdziwniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek ktoś mi powiedział.
Robię minę, a on się uśmiecha.
- Czym się zajmujesz? – pytam, starając się brzmieć przyjemnie. O mój Boże – dopiero co zerwałam z Turnerem – o-mój-Boże!
- Mam własny biznes. Ty?
- Prawniczka – mówię. Spuszczam wzrok i widzę, że trzęsą mi się dłonie. – Muszę iść do łazienki, masz coś przeciwko? – On kręci głową i wychodzi do przejścia, bym mogła przejść. Niemal przewracam małą dziewczynkę i stewardesę, pędząc w kierunku znaków do toalety.
Gdy wchodzę do środka, padam przed ubikacją i wymiotuję.
Cholera, cholera, cholera, cholera.
W ciągu paru ostatnich godzin moje całe życie się zmieniło i dopiero teraz zdaję sobie z tego sprawę. Turner, biedny Turner, ale niespecjalnie, bo umawiał się ze mną dla biletów na Superbowl. Lecz kochał mnie, prawda? Czy ja go kochałam? Nie. Zrobiłam dobrze, zrywając z nim. Tylko to mogłam zrobić. Przepłukuję buzię w umywalce i opieram się o ścianę. To było szaleństwo; lot do Włoch, gonienie mojego byłego chłopaka – wszystko przez kaprys. Co powiedziałaby moja matka? Powstrzymuję szloch i zagryzam wargę. Sama w Rzymie; nawet nie mówię po włosku, na miłość boską! Było źle. Było naprawdę, naprawdę źle.
Wracam do mojego miejsca, a Noah uprzejmie mnie przepuszcza bez słowa na temat mojej opuchniętej twarzy. Wypijając kilka wielkich łyków niegazowanej sody, przesuwam dwoma palcami pod oczami, żeby wytrzeć rozmazany tusz do rzęs i obracam się do Noah, marszcząc brwi.
- Nie jadę do Rzymu w interesach – mówię, a on nie wygląda na zdziwionego. Czemu powinien? Nie wiem, że jestem wieczną kłamczuchą.
- Och – mówi, unosząc brew. – Okej.
Nabieram głębokiego tchu. Fajnie jest mówić prawdę.
- Zamierzam znaleźć Caleba Drake’a, a kiedy to zrobię, muszę wyznać mu prawdę o wszystkim. Tak bardzo się boję.
Patrzy na mnie z nowym zainteresowaniem. Przeszłam z bycia ładną dziewczyną do bycia kobietą intrygi.
- Jakiego to typu prawda?
- Skomplikowana. Będzie dużo oczyszczania – wzdycham.
- Chętnie tego posłucham.
Przesuwam się pod jego wzrokiem. W tych dwóch zielonych orbitach posiada intensywność broni nuklearnej.
- To długa historia.
- Cóż – mówi, podnosząc ręce i rozglądając się po kabinie. – To będzie długi lot.
- Dobra. Powiem ci pod jednym warunkiem – mówię, przyciskając nogi do klatki piersiowej i tam je trzymając. Noah spogląda na moje kolana, potem na twarz, jakby nie mógł pojąć dlaczego dorosła kobieta siedzi jak mała dziewczynka. – Musisz powiedzieć mi, jaką zrobiłeś najgorszą rzecz w życiu.
- Najgorsza rzecz w życiu? – Patrzy w jakieś odległe wspomnienie, krzywiąc się. – Gdy byłem w dziewiątej klasie, w mojej klasie była taka dziewczyna, którą nazywaliśmy Grubą Felicity. Jako kawał podkradłem się na jej podwórko i ukradłem jej bieliznę ze sznurka, a potem powiesiłem ją na drzwiach wejściowych szkoły ze znakiem mówiącym Gruba Felicity Nosi Spadochronowe Majty. Kiedy to zobaczyła wybuchła płaczem, przewróciła się o swoją torbę szkolną i musiała jechać na ostry dyżur, żeby dostać pięć szwów na brodę. Czułem się okropnie – tak naprawdę dalej się tak czuję.
- To było wredne – mówię, potakując.
- Taa, teraz jest śliczna. Widziałem ją na zjeździe absolwenckim i chciałem umówić się z nią na randkę. Wyśmiała mnie, powiedziała, że już widziałem jej majtki i nie zdarzy się to już nigdy więcej.
Śmieję się – prawdziwym śmiechem, tak że trzęsie mi się całe ciało. Noah dołącza do mnie. Dalej się uśmiecham, gdy orientuję się, że mam kolejnego harcerza w rękach.
- Zatem Felicity? To najgorsza rzecz, jaką zrobiłeś w życiu?
- Raz ukradłem magnez ze sklepu.
- O rany – mówię. – Nie jestem pewna czy jesteś gotowy na moją historię.
- Sprawdź.
Patrzę na jego twarz i przypominam sobie jak Caleb raz mi powiedział, że można osądzić kogoś osobowość przez jego wygląd. Jeżeli to prawda, to postanawiam zaufać Noah, ponieważ ma najmilsze oczy, jakie kiedykolwiek widziałam.
- Zakochałam się pod drzewem – zaczynam.
Dwanaście godzin później
W Rzymie pada, a ja stoję przed hotelem De La Ville Inter-Continental, chowając się pod durnym żółtym poncho, które ledwo skrywa mnie przed deszczem. Nie wiem dlaczego jestem tutaj w tej chwili, bo nic nie osiągnę wyglądając jak przemoknięty szczur. Ale czuję potrzebę, żeby zobaczyć jego okno i spojrzeć na widok, którym jego własne oczy cieszyły się przez cały poranek. Ich hotel jest niewielki, lecz bogaty i stoi majestatycznie na szczycie Schodów Hiszpańskich. Wyobrażam sobie, że z ich małego balkonu można zobaczyć całe miasto. Jak romantycznie. Wzdycham, ciągle obserwując. Widzę poruszenie za oknem, a potem pojawia się znajoma rudowłosa i staje pod markizą z jarzącym się papierosem w ręce. Czy ona nie wiedziała, że nikotyna negatywnie wpływa na płodność?
- Pal dalej – szepczę, mrużąc oczy. Chwilę później znowu otwierają się drzwi i pojawia się Caleb, wyglądając jak rzymski bóg. Jest bez koszulki, a włosy ma mokre od prysznica, który prawdopodobnie właśnie wziął. Udaję, że moje serce nie jest elektryczną zjeżdżalnią i przesuwam dwoma palcami pod oczami, żeby zetrzeć zbierający się tam tusz. Nie dotykaj go, nie… Ona wyciąga rękę i przesuwa nią uwodzicielsko po jego torsie. Caleb łapie ją przy pasie jego spodni i śmieje się.
Odwracam wzrok, gdy przyciąga ją do siebie i obejmuje ją ramionami. Serce zaczyna mi boleć, uczucie, z którym jestem najlepszymi przyjaciółmi od ostatnich dziewięciu lat. Wzburzona głośno tupię nogą o chodnik, a z moich ust wydobywa się zwierzęce zawodzenie. Mam cholernie dość kochania go.
- Dobra, Olivia, oni zamierzają poddać próbie test płodności. Muszę to powstrzymać – śpiewam do siebie, wyciągając komórkę z kieszeni. Telefon będzie kosztował mnie fortunę, ale kogo to obchodzi, racja? Nie można wyceniać miłości.
Wybierając numer De La Ville Inter-Continental, chowam się pod perfumerią i niecierpliwie czekam, aż słyszę dzwonek.
- Buona Sera, De La Ville Inter-Continental. Non ci sono titoli che contengano la parola? – odpowiada żeński głos.
- Um… cześć… mówi pani po angielsku?
- Si. W czym mogę pomóc?
- Próbuję skontaktować się z gościem waszego hotelu. Pan Caleb Drake – to pilne i zastanawiałam się czy mogłaby go pani od razu powiadomić i powiedzieć, żeby do mnie oddzwonił. – Słyszę, jak wpisuje coś do komputera.
- Pani nazwisko? – O nie! Jak nazywała się jego sekretarka? Rymowało się z Pina Colada…
- Rena Vovada – mówię bez tchu. – Dzwonię z jego biura, proszę mu powiedzieć, jak ważne jest, by od razu oddzwonił. Dziękuję bardzo. – I rozłączyłam się zanim miałaby szansę zadać więcej pytań. Zadanie skończone, więc wróciłam na deszcz, gdzie miałam widok ich balkonu. Caleb i Leah nadal tam są. Ona gasi papierosa jedną ręką i pozwala mu ciągnąć się z powrotem do pokoju drugą. Widzę jak on obraca głowę w kierunku wnętrza ich apartamentu, a wtedy puszczają swoje dłonie, gdy znika za drzwiami. Wyobrażam sobie, że mogę usłyszeć odległy dźwięk ich telefonu.
Dobrze. To kupi mi co najmniej pół godziny. Przy odrobinie szczęścia dosyć czasu, aby zabić nastrój. Usatysfakcjonowana, wracam do Montecito Rio, hotelu, który wcześniej sobie zarezerwowałam. Nie był tak krzykliwy jak De La Ville, ale i tak był czarujący, a mnie nic nie obchodziła Susan Sarandon.
Buty są przemoknięte i rozlewają wodę, jak wchodzę do holu. Dziewczyna za ladą piorunuje mnie wzrokiem i podnosi telefon, żeby zadzwonić do konserwatora.
- Pani to panna Kaspen, nie? – Woła za mną, gdy kieruję się do wind. Waham się, zanim odwracam.
- Tak.
- Mam tutaj dla pani wiadomość. – Wyciąga w moją stronę kawałek kartki, a ja łapię go ostrożnie dwoma najsuchszymi palcami.
- Od kogo? – byłam prawie zbyt przerażona, by zapytać, ale kiedy odpowiada „Noah Steina” czuję spokój obmywający niepokój. Noah, kompletny nieznajomy, któremu się wygadałam, miło, że zadzwonił. Sprawiło to, że czułam się jakby bycie w Rzymie nie było żadną wielką sprawą. Miałam tutaj przyjaciół.
Biorę kartkę i wciąż ociekające poncho do pokoju, po czym idę pod prysznic, nie czytając wiadomości. Wszystko dałam na wstrzymanie, razem z moim nowym kolegą Noah, aż byłam sucha i było mi ciepło.
Gdy zwinęłam się na małym łóżku, rozwinęłam mokrą kartkę.
Kolacja o dwudziestej
Tavernetta
Musisz jeść…
Uśmiecham się. Musiałam jeść i dlaczego by nie z kimś, kogo naprawdę polubiłam. Podnoszę telefon i wybieram numer komórkowy, który dał mi Noah na lotnisku, zanim się rozdzieliliśmy.
- Tylko dla nagłych wypadków – powiedział, puszczając do mnie oko. – Nie nadużywaj mojego tajnego numeru.
Wahałam się tylko przez chwilę, zanim go wzięłam. Byłam sama w Rzymie. Mogę go potrzebować.
- Noah, tu Olivia – mówię do słuchawki.
- Nie chcę z tobą rozmawiać, dopóki mi nie powiesz, że przyjdziesz.
- Przyjdę – śmieję się.
- Dobrze. Restauracja jest trochę elegancka, jesteś wyposażona?
- Zobaczmy, przyleciałam tutaj, żeby przekonać miłość mojego życia, że musi znowu ze mną być… mam cztery sukienki „przyjmij mnie z powrotem i mnie kochaj”. Którą byś wybrał?
- Czarną…
- Dobra – wzdycham. – Do zobaczenia o ósmej.
Rozłączam się, czując podekscytowanie. To było to. Znowu miałam kontrolę nad swoim życiem. Dziś wieczorem zjem kolację i zrelaksuję się. Jutro odnajdę Caleba i wszystko mu powiem. Wiśniowa Tarta nie ma pojęcia, co ją czeka. Huragan Olivia przejdzie przez Rzym i nieźle zamiesza.
Gdy przygotowuję się do kolacji, myślę o ostatniej rzeczy, która złamała nasz związek. To, jak waliło mi serce, gdy stałam przy biurze Caleba, wiedząc, że osoba, którą kocham bardziej niż cokolwiek w tamtej właśnie chwili mnie zdradza. Brałam pod uwagę odejście, udawanie, że był ktoś inny w jego gabinecie z figlarną dziewczyną. Potem pomyślałam o moim ojcu i to, że jego zdrady zraniły moją matkę bardziej niż rak. Musiałam zobaczyć. Nie tylko jego, ale i ją. Kim była dziewczyna, która miała moc, aby nas rozdzielić?
Przeszłość
To będzie bardzo złe. Bolesne. Dożywotnie zmienne. Drzwi bezgłośnie się otworzyły, tak bezgłośnie, że ani Caleb, ani jego współpracowniczka nie wiedzieli, że są otwarte i że stała w nich bardzo ogłuszona publiczność.
- Caleb – powiedziałam suchym głosem, ponieważ w tej chwili życie już było ze mnie wyssane.
Oderwali od siebie głowy, a on gwałtownie cofnął się o krok. Przyjrzałam się jej sukience podciągniętej do góry, czując jak opada mi serce. Taka była rzeczywistość – ona, on i moje rozpadające się życie. Nie było mowy, żeby mógł to wytłumaczyć i nie było możliwości, abym mu uwierzyła, nawet gdyby próbował.
Spojrzałam na jego twarz. Była bardzo blada.
- Caleb – powiedziałam raz jeszcze. Wyglądał na tak oszołomionego, że wzdrygnęłam się. Przepraszam, że cię przyłapałam. Otworzył usta i zamknął, ale nic nie powiedział. Dziewczyna wyglądała na zadowoloną. Chciałam krzyknąć – Ona? Czemu ona?
- Kochałam cię – rzekłam, a był to pierwszy raz, kiedy to powiedziałam.
Zmarszczył twarz w emocjach. Jak bardzo byłam okrutna, mówiąc mu coś, na co czekał, w momencie jego niewierności? Był to cios poniżej pasa, ale to była walka, a ja byłam gotowa przegrać. Ta mała zdzira na stoliku patrzyła na nas z rozbawieniem.
- Ty musisz być Olivia – powiedziała, zeskakując z biurka. Czułam odrazę z faktu, że znała moje imię. Rozmawiali o mnie? Moje oprawione zdjęcie stało blisko miejsca, gdzie siedziała ona. Moja twarz była świadkiem ich romansu. Nie spojrzałam na nią. Nie potrafiłam. Opuściła pokój, zostawiając dwójkę załamanych ludzi.
- Nigdy tego nie chciałem – powiedział, kiedy drzwi się zamknęły.
- Bycia przyłapanym? Czy zdradzać? – Starałam się panować nad drżeniem w moim głosie, ale to było bezcelowe.
- Olivia – prosił, podchodząc do mnie o krok.
- Nie! – Wyciągnęłam rękę, żeby go zatrzymać. – Nie waż się do mnie podchodzić. Jak mogłeś? Nie ma nic gorszego, co mogłeś mi zrobić. Tak jak mój ojciec – powiedziałam gniewnie.
- W ogóle nie jestem podobny do twojego ojca. Zbyt długo wykorzystywałaś jego grzechy jako wymówkę, żeby nie kochać.
Nie mogłam uwierzyć, że to powiedział. Kochałam ludzi, kochałam wielu ludzi. Po prostu im tego nie mówiłam.
- Obrzydzasz mnie – rzekłam. – Mogłeś być w tym mężczyzną i powiedzieć mi, że już mnie nie pragniesz.
- Zawsze będę cię pragnął, Olivia. Nie chodzi o pragnienie ciebie, chodzi o pragnienie ciebie za bardzo i to, że ty nie pragniesz mnie!
Otarłam gniewną łzę, która rozdzierała moją twarz i uśmiechnęłam się jadowicie. – Więc chodzi o seks?
Caleb podniósł zirytowany ręce i spojrzał na mnie z większą wściekłością, niż kiedykolwiek.
- Myślę, że raz po raz ci pokazywałem, że nigdy nie chodziło o seks. – Jego głos był cichy oraz groźny. – Wystarczająco cię kochałem, żeby odłożyć na bok wszystkie moje uczucia, aby zadowolić twoje. Co dostałem w zamian? Oziębłość i emocjonalną obojętność. Jesteś samolubna i zgorzkniała, i nawet nie poznałabyś dobrej rzeczy, gdyby spadla z nieba prosto pod twoje stopy.
Wiedziałam, że to, co powiedział było prawdą. Byłam tym wszystkim, a nawet więcej, ale mógł po prostu odejść, nie musiał robić ze mnie durnia.
- W takim razie, niech teraz zacznie się dla ciebie proces gojenia. – Pozostawiłam go stojącego w półmroku i powoli poszłam do najbliższego wyjścia.
Nie będzie cię boleć, nie będzie cię boleć, nie będzie cię boleć…
Bolało jak diabli. Bolało tak bardzo, że ledwie byłam w stanie zejść po schodach, więc usiadłam. Siedziałam, drżałam i marzyłam, żeby meteor spadł teraz na ziemię i uderzył w miejsce, gdzie siedziałam. Czułam się odsłonięta, jakby wywrócono moje wnętrzności i wykrwawiałam się na podłogę. Jak to mogło się stać? Dlaczego? On był wszystkim, co miałam.
Usłyszałam jak otwierają się drzwi wyjściowe i muzyka stała się głośniejsza. Obawiając się, że to Caleb idzie mnie poszukać, wstałam i zbiegłam po czterech piętrach, nie zatrzymując się, aż byłam w moim samochodzie.
Obróciłam kluczyk w stacyjce i auto odżyło.
Niech go szlag. Potrafiłam kochać. Miałam to wszystko wewnątrz. Jeśli tak dobrze mnie znał, dlaczego nie potrafił tego zobaczyć?
Jeżeli go nie kochałam, czemu to tak bardzo bolało? Nic nie dawało mu prawa do zdrady – nic!
Zamiast pojechać do domu, moje opony skręciły w prawo i wjechały na drogę 595, zarzucając na bok minivanem. Miał całą mnie, wszystko mu oddałam, i oto co zrobił. Ufałam mu.
- Nie, nie, nie, nie. – Łzy zaczęły lać się po mojej twarzy. – To nie może się dziać. – Zatrzymałam się na boku, bojąc się, że zabiję kogoś moją jazdą. Miałam pustkę w głowie, moje światło ciemniało.
- Caleb, nie. – Poczułam smak soli na ustach. Nienawidziłam siebie bardziej niż jego i bardziej niż kiedykolwiek nienawidziłam ojca. Byłam katastrofą. Najbrzydszym rodzajem osoby. Znowu zaczęłam jechać. Nie mogłam wrócić do domu, przyjdzie mnie tam szukać. Hotel wciąż był zarezerwowany, tylko parę mil na północ, tam pojadę.
Caleb próbował dodzwonić się do mnie na komórkę. Pozwoliłam jego telefonom połączyć się z pocztą głosową i pogłośniłam radio, wszystko było lepsze od dźwięku mojego szlochu.
Hotel, który zarezerwował Caleb był ładny. Pamiętam fontanny i freski w holu i to jak pracownicy witali cię ze szczerymi uśmiechami, lecz tamtej nocy moje oczy były ślepe na wszystko prócz zdrady Caleba. Zameldowałam się i zaniosłam moją torbę do pokoju.
Wciąż było wcześnie, kiedy wzięłam prysznic i ubrałam się. Wyciągnęłam sukienkę, którą kupiłam na ten weekend. Była lotniskowo niebieska, z niewielką czarną koronką w talii – jego dwie ulubione rzeczy. Założyłam ją przez głowę i poszłam przyjrzeć się sobie w lustrze. Wyglądałam pięknie. Jednak byłam tak brzydka wewnątrz, ale czy miało to znaczenie? Nie mogłam zostać sama w tym pokoju, oszalałabym. Wzięłam torebkę i wybiegłam za drzwi, próbując nie widzieć jego ręki na jej udzie.
Wiedziałam, że to co zamierzałam zrobić zrani go bardziej, niż on zranił mnie. Tak walczyłam, brzydko. Oko za oko.
Przechadzałam się po ulicach Daytona, wpatrując się bezbarwnie w okna sklepów. Znalazłam dokładnie to, czego szukałam, parę budynków dalej, bar Swig Martini. Był przygaszony i zrozpaczony, tak jak ja. Weszłam przez szerokie wejście i pokazałam dowód bramkarzowi. Mieszanka dymu i słodkich perfum uderzyła mnie w twarz. Zapach przypominał mi wieczór, kiedy poszłam na przyjęcie bractwa Caleba z misją, by go odzyskać. Jakie przygnębiające. Dotarłam do baru i zamówiłam whiskey. Barman przyjrzał mi się zaciekawiony, kiedy wypiłam ją duszkiem i zamówiłam kolejną. Zobaczyłam, jak dodatkowo dolewa do drugiej szklanki – niech go Bóg błogosławi. Wzięłam swój drugi napój na patio, gdzie zajęłam stolik z widokiem na ocean. Dobre ustawienie. Tajemnicze, samotne i zamyślone. Była to sztuczka, którą znało większość kobiet. Oddziel się od stada, wyglądaj pięknie, a mężczyzna podejdzie.
Podszedł. Wysoki blondyn w spodniach garniturowych z krawatem rozluźnionym na szyi.
- Ciężki dzień? – zapytał, opierając się o poręcz i spoglądając na wodę.
- Tak. Twój?
- Bardzo. – Uśmiechnął się do mnie, a ja przez żółć jego zębów wiedziałam, że był palaczem. – Mogę kupić ci drinka? – Wskazał na moją pustą szklankę, a ja potaknęłam.
- Cokolwiek.
- Dobra.
Wrócił z dwoma. Dobrze, pomyślałam. Moja podróż do zmarnowanej ziemi pójdzie o wiele szybciej.
Piliśmy ponad godzinę, zanim zaprosiłam go na parkiet. Był miernym tancerzem, ale co kogo to obchodziło? Lekceważyłam niesmak, który czułam, kiedy przyciskał się do moich pleców i wciąż się poruszał, skupiając się na wirowaniu w mojej głowie. Wieczór stał się gęsty od pospiesznych pocałunków, alkohol sprowokował pieszczoty i o północy szliśmy ulicami do mojego hotelu.
- Chwila – powiedział, kiedy byliśmy w środku, a on leżał na mnie. Pamiętam, że wyciągnął prezerwatywę z portfela. Walnął nią o rękę, jak ludzie robili z pudełkami papierosów, a potem rozerwał opakowanie zębami. Wzdrygnęłam się, zdegustowana.
A potem pamiętam, że nic nie czułam. Jedynie tam leżałam, a on w ogóle się tym nie przejmował. Więc tak tracę dziewictwo, myślałam. Przy nieznajomym, nie przy Calebie. Kiedy był koniec, on zasnął. Przez całą noc nie zmrużyłam oka, czując mdłości i nienawidząc siebie samej. O poranku wcześnie wyszedł. Nigdy nie zapytałam go o imię. Z niecierpliwością czekałam na poczucie winy, ale czułam wyłącznie otępienie. Wiedziałam, że gdybym mocno szukała tych uczuć, które kryły się pod powierzchnią, znalazłabym odrazę, ale nie byłam gotowa na nienawiść do siebie. Byłam zajęta nienawidzeniem Caleba. Około południa usłyszałam poruszenie za drzwiami. Wiedziałam, że przyjdzie. Dostał klucz do pokoju w recepcji i sam się wpuścił. Siedziałam przy oknie, gdy otworzyły się drzwi, nie byłam umyta, a włosy były jak gniazdo szczura.
Nic nie powiedział, jak mnie zobaczył, przesuwał wzrokiem po pokoju szukając oznak mojego bólu. Bałagan, moje ubrania tu i tam. Jego spojrzenie padło na opakowanie prezerwatywy, które było rozerwane i leżało na stoliku nocnym. Jego dłoń na jej udzie – moje opakowanie po prezerwatywie. Te dwa obrazy wżarły się na zawsze do naszych głów, będąc przeszkodą dla naszych przyszłych relacji.
Bez mojej wiedzy Caleb już nigdy nie będzie w stanie spojrzeć na opakowanie prezerwatyw bez obrzydzenia. Zobaczyłam zorientowanie na jego twarzy. Jego ból przyszedł w formie drżenia, a potem przygaszenia światła w jego oczach. Brnęłam w to dalej, bo pamiętacie, walczę brudno.
- Zabrałam Jessicę Alexander na aborcję. Powiedziałam jej, żeby to zrobiła. – Zajęło mu minutę ogarnięcie tego, co mówiłam. Patrzyłam na przejeżdżające samochody. Wyobraziłam sobie wsadzenie moich uczuć do jednego z tych aut i patrzenie jak odjeżdżają. Nie czuj nic, tak jak on nic nie czuł, kiedy mnie zdradzał.
- Tak bardzo cię pragnęłam, że manipulowałam, aby cię zdobyć. Przez wiele miesięcy cię śledziłam. Znałam każdą dziewczynę, z którą chodziłeś. Znałam każde miejsce, do którego je zabierałeś. Wszystko to zaplanowałam. – Wciąż nic nie powiedział, ale czułam jego cichą wściekłość gdzieś za mną. Budowała się i spływała z jego ciała falami.
- Zawsze cię kochałam. Od chwili, kiedy po raz pierwszy się do mnie odezwałeś. – Dalej nic.
- Uprawiałam seks z obcym, żeby cię zranić. – Te słowa wyssały powietrze z pokoju. Poczułam jak uciskają mnie płuca od przyciskającego się do mnie ciężaru tego, co zrobiłam. O Boże, o Boże, o Boże…
Usłyszałam głuchy odgłos i obróciłam się powoli, żeby zobaczyć Caleba na kolanach, chowającego twarz w dłoniach. Widziałam jak drży mu ciało, nie wiedziałam czy od łez, czy gniewu. Nie wydał żadnego dźwięku: były tylko te ciche drgawki, które na zawsze zapamiętam. Ciało zaczęło mi się trząść, gdy zdałam sobie sprawę, co się dzieje. Wszystko już zniknęło. Ja, on – my. Zmieniliśmy się na zawsze. Nie chciałam żyć. Rozważałam rzucenie się z okna, żeby nie stawiać czoła agonii. Zraniłam osobę, którą najmocniej kochałam, jedyną osobę, jaką miałam. Wszystko po to, aby się zemścić. Ostatecznie zrujnowałam samą siebie. Mijały minuty, potem godzina. Chciałam do niego podejść, błagać go o przebaczenie, powiedzieć mu, że zabiję się, jeżeli mi nie przebaczy, ale nie potrafiłam. Miałam na to zbyt wiele chłodu w sobie. Czemu wcześniej tego nie widziałam? Osoby, którą byłam naprawdę. Dlaczego nigdy nie wiedziałam, że byłam pustą dziurą niezdolną do kochania?
Kiedy wstał, odwróciłam wzrok.
- Przepraszam, Olivia, że cię zraniłem – powiedział ochryple, a ja poczułam ciężar w klatce piersiowej. Czemu miał tak cichy głos? Czemu na mnie nie wrzeszczał? To ja zraniłam. To byłam ja. Moja wina. Mój grzech. Mój bałagan.
- Już nigdy więcej mnie nie zobaczysz. – Zamilkł, a jego następne słowa tak głęboko mnie uderzyły, że nigdy się z nich nie pozbieram. – Ja będę znowu kochał, Olivia, ty będziesz zawsze ranić. To co zrobiłaś jest… Jesteś bezwartościowa, ponieważ sama z siebie taką robisz. Będziesz mnie pamiętać każdego dnia do końca życia, bo ja byłem tym jedynym, a ty mnie odrzuciłaś. – Potem wyszedł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz